• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[wiosna 1972] porozmawiajmy o rzeczach ważnych | Erik i Gerry

[wiosna 1972] porozmawiajmy o rzeczach ważnych | Erik i Gerry
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
15.05.2023, 09:59  ✶  

- Pewnie po prostu wypadło Ci z głowy, każdy czasem zapomina o najprostszych rzeczach. - Nie chciała, żeby ta uwaga zabrzmiała specjalnie niekomfortowo. Nie miała w zwyczaju wytykać błędów, jednak jak zawsze najpierw się odezwała. Zauważyła zmieszanie u Erika. Próbowała jakoś to naprawić. - Latanie było zdecydowanie dużo bardziej ciekawe od transmutacji. - Chociaż dla niej akurat ta dziedzina magii zawsze była jedną z najbardziej ciekawych, przecież nie bez powodu nauczyła się animagii, Erik mógł o tym nie wiedzieć, bo mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że Geraldine Yaxley czasami przemierza leśne ścieżki pod postacią skunksa. Zresztą nigdy nie było to legalne, nie chciała dopisać się do oficjalnego spisu, tak było jej wygodniej, wolała, aby nikt nie posiadał wiedzy o tym, że udało jej się zdobyć tę umiejętność.

- Czy ja wiem, uwielbiam jeść, myślę, że nie udałoby mi się oszukać żołądka. - Zdecydowanie nie była fanką tego pomysłu, co Longbottom mógł zauważyć.

Niezbyt lekko szła im ta rozmowa. Gerry miała wrażenie, że to przez te niedopowiedzenia. Dużo łatwiej byłoby mu określić, czego potrzebuje, gdyby operował konkretnymi nazwami. Musieli sobie radzić z tym, co mieli. Z grubsza zrozumiała o co mu chodzi, pewnie więcej wyjaśni się, kiedy dostanie list. Obserwowała z rozbawieniem, jak Erik odpala papierosa różdżką. Było to dosyć nieporęczne, ale trzeba sobie jakoś radzić, to nie tak, że ona nie miała zapalniczki, trzymała ją w kieszeniu płaszcza, ale nie sięgnęła po nią. Warte to było tego widoku.

- Mamy coś wspólnego, ja też nie nadaje się do kuchni, zresztą eliksiry zawsze były dla mnie za bardzo skomplikowane. Szkoda tych składników dla takich laików, niech Ci, którzy potrafią zrobią z nich to, co trzeba. - Yaxley unikała gotowania czegokolwiek, miała tendencje do chaosu, jeszcze coś by wybuchło, gdyby spróbowała zrobić to własnymi rękoma. Na całe szczęście już nie musiała się tym martwić, miała bowiem swojego prywatnego twórcę w domu, nie mogło być lepiej.

- Niby jestem w stanie sobie poradzić sama, ale wiesz jak jest. Czasy są niespokojne, nawet ja czasem trochę się boję. - Nie miała problemu, aby podzielić się tą myślą z Erikiem. W końcu ostatnio już się podzieliła z nim swoimi obawami. Ufała mu.

- Cztery psy? - Spojrzała na Erika upijając przy tym łuk trunku ze szklanki. - Trochę sporo, ja dostałam jednego szczeniaka i ledwo sobie z nim radzę, ale cztery to już faktycznie dosyć sporo. - Może z nią nie było jednak tak źle. Miała świadomość, że Longbottomowie pomagali wszystkim, pewnie tak samo było z psami. Zgarnęli jakieś, które potrzebowały pomocy - nie zdziwiłoby jej to, ale to były tylko podejrzenia.

- Mój brat Erik, Theon, nie sądzę, żeby chciał sobie powiesić to nad kominkiem, muszą być IM potrzebne do czegoś te składniki. - Miała nadzieję, że zrozumie tę drobną aluzję. Nie ukrywała przecież przed Erikiem swoich podejrzeń o tym, że jej brat jest sympatykiem Voldemorta. Martwiło ją jedynie do czego mogą potrzebować akurat tych specyficznych składników.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
23.05.2023, 01:32  ✶  

Skinął głową na krótką opowieść Yaxley. Cóż, jeśli miłość do latania była jedną z rzeczy, która ich połączyła w szkole, to drugą była niechęć do ślęczenia nad kotłami, garnkami, patelniami i magicznymi składnikami. Z perspektywy czasu zajęcia z Eliksirów w ich wykonaniu faktycznie były stratą czasu. I zasobów. Jakim cudem Hogwart mógł co roku napełniać te wszystkie spiżarki? Może faktycznie mieli takie dobre cieplarnie. Lub Dumbledore miał naprawdę pokaźny skarbiec i dobre dofinansowania z Ministerstwa Magii.

— Strach daje dobrą motywację. Niektórzy powiedzieliby, że dzięki niemu łatwiej wyklarować hierarchię priorytetów — odparł z krzywym uśmiechem, jakby właśnie powiedział coś niezmiernie zabawnego. — Chociaż osobiście wolałbym nie testować zbyt wnikliwie mojej własnej. Ciężko byłoby stać po stronie praworządności i sprawiedliwości, gdybym nagle zaczął przejawiać tendencję ku ciemnej stronie tego świata.

Wzdrygnął się na samą myśl. Niby każdy człowiek był definiowany swoimi własnymi wyborami, jednak w tych czasach podjęcie tych odpowiednich decyzji często oznaczało skazanie innych na niebezpieczeństwo. Cisza, niedopowiedzenia czy pokątne sugestie były jedynie początkiem. Naprawdę chciał wierzyć, że potencjalnie starcie dwóch wielkich sił ich społeczności było jedynie mrzonką ekstremistów, którym zachciało się wojenki o „czysty świat”.

— Tylko cztery. W ostatecznym rozrachunku mogłoby wyjść więcej. Mugolskie schroniska są dosyć smutne — przyznał, na moment wracając myślami do wypadu do niemagicznej dzielnicy Londynu. — Duża liczba lokatorów okazała się w tym wypadku małym zbawieniem. Rodzice, goście, przejezdni... Jakoś wszyscy po prostu to zaakceptowali. Niektórzy szybciej niż inni, ale raczej nie mieliby serca odesłać żadnego zwierzaka.

Nic dziwnego, że nie potrafili odmówić ludziom, gdy przybywali do nich w poszukiwaniu schronienia, skoro nawet zwierzęta mogły tak łatwo znaleźć swój kąt w ich czterech ścianach. Człowiekowi byłoby ciężko odmówić. Przez ostatnie wydarzenia Erik niejednokrotnie zastanawiał się, jak mocno ich gościnność zostanie wystawiona na próbę w nadchodzących miesiącach czy, Merlinie uchowaj, latach. Nawet jeśli nie darzyliby kogoś pełnym zaufaniem, to wątpił, aby potrafili odprawić kogoś z kwitkiem. Może nie odkryliby przed taką osobą wszystkich swoich tajemnic, ale na pewno zadbaliby, chociaż o to, aby mogła znaleźć miejsce gdzie indziej. Lubił tak myśleć. Ciekawe, czy ta perspektywa ulegnie zmianie.

— Nie brzmi to za dobrze. — Nie wiedzieć czemu, pierwsze co przyszło mu na myśl, to obraz Theona trenującego buchorożca, którym mógłby ruszyć w bój... Chociażby na Pokątnej czy Śmiertelnym Nokturnie. Przymknął oczy na wzmiankę o „nich”. — Na szczęście to tylko twój brat. Nawet on nie mógłby samodzielnie dostarczyć tylu składników, aby stanowiły przeciwwagę dla... oficjalnych sił rządowych. — Zerknął na Geraldine zmęczonym wzrokiem. — Wbrew pozorom Brygada i Aurorzy też mają swoje dojścia. I pojemne magazyny. Inne organizacje pewne też. Łowcy będą mieli pełne ręce roboty. Ale jak to mówią, w czasie konfliktu łatwo zarobić.

Ja się naprawdę do tego nie nadaję, pomyślał Erik. I Brenna chciała, żeby został wielkim politykiem. Phi. Gdyby była tu teraz u jego boku, to zapewne szybko zmieniłaby zdanie. Lub nagięłaby narrację do tego stopnia, że szczery i prawdomówny działacz w Ministerstwie Magii to coś, co jest akurat teraz niezmiernie potrzebne ich społeczności. Był tak blisko, tak bardzo blisko temu, aby wprost zasugerować, że usługi, których od niej oczekiwał, były związane z akcjami wycelowanymi przeciw zwolennikom Czarnego Pana.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
23.05.2023, 19:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2023, 19:52 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Geraldine miała wrażenie, że gdyby ich dwójka miała uwarzyć jakiś eliksir, to zakończyłoby się to eksplozją która byłaby w stanie zmieść z powierzchni ziemi kilka okolicznych budynków. Pamiętała, że jeszcze w szkole Longbottom jak i ona zupełnie nie radził sobie z tym przedmiotem. Jakimś cudem udało im się je zaliczyć, jednak gdyby nie wyrozumiałość profesora Slughorna to mogłoby być ciężko. Na szczęście przymykał oko na większość ich wybryków i niekompetencji.

- Czy ja wiem, mi strach raczej kojarzy się ze słabością. Nie przywykłam do tego uczucia, może przez to jest to dla mnie nie do końca zrozumiałe. Mam świadomość, że jestem w stanie się obronić, aczkolwiek nawet najsilniejszego drapieżnika można zabić. - Wiedziała, że nie jest nieśmiertelna, mimo, że zdarzyło jej się nieraz oberwać tak mocno, że mogłaby już gryźć piach, to wszystko było na własne życzenie. Zależało tylko od niej, w tym przypadku było zupełnie inaczej. - Mnie powinno ciągnąć do ciemności, mam wrażenie zresztą, że większa część osób, które mnie znają mogłaby mnie o to posądzić, a tu jednak wychodzi, że jestem jak ćma, która nie może przestać lgnąć do światła. - Przewrotne było to wszystko. Wiele osób skreślało ją przez jej profesję, która raczej kojarzyła się z przemocą. Nigdy jednak nie skrzywdziłaby ludzkiej istoty, oczywiście bez jej woli, bo z tym nie miała problemu.

- Tylko? Trochę podziwiam, ale wy zawsze kojarzyliście mi się z takimi osobami, które chcą uratować cały świat, co może być dosyć uciążliwe. - W końcu każdy miał jakieś ograniczenia, nawet ogromny majątek nie gwarantował sukcesu i możliwości uratowania wszystkich.

- To dobrze, że tak się wam wszystko ułożyło. Musicie mieć wesoło w tej swojej rezydencji. - Rzekła uśmiechając się przy tym serdecznie. Dobrze było wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie, szczególnie wśród czystokrwistych czarodziejów, którym ostatnio odpierdalało na punkcie krwi która płynęła w ich żyłach.

- Tylko mój brat? Kto wie, ilu ich jest tak naprawdę. Nie wiemy, kto ich wspiera, przecież oficjalnie tego nie robią, to jest w tym wszystkim najgorsze i mnie przeraża, może się przecież okazać, że twój kumpel z Hogwartu chce Cię zabić. Straszne to jest. - Nie miała oporów, aby podzielić się z Erikiem swoimi obawami. Wydawało się jej, że ją rozumie, co spowodowało, że nie bała się mówić w głos swoich myśli.

- Skoro tak mówisz, chyba powinnam Ci zaufać. Jesteś w samym centrum tych wydarzeń, a do tego po stronie prawa. To pokrzepiające co mówisz. - Chociaż nadal wydawało się jej, że coś przed nią ukrywa. Jakąś część prawdy, no ale nie będzie mu przecież wiercić dziury w żołądku. Nie był to odpowiedni czas. Skoro chciał, żeby mu dostarczała składniki, to się tym zajmie. Będzie miała przynajmniej jakieś stałe zajęcie, ceniła sobie takie regularne zlecenia.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#14
25.05.2023, 01:51  ✶  

— Może ciągnie się do światła, właśnie dlatego, że według innych powinnaś znaleźć swoje miejsce w mroku. Może zakosztowałaś go trochę w życiu, co pozwala ci na dostrzeżenie, że nie przynosi on tylu korzyści, jak mogłoby się wydawać. Ciemność ukryje człowieka, ale czasami nawet ktoś, kto ją zna, może się w niej zupełnie zagubić. — Wzruszył ramionami, po czym zmarszczył brwi. — To zabrzmiało podejrzanie głęboko.

Uśmiechnął się pod nosem.

— Lubię traktować te wszystkie rody czystej krwi, które nas odwiedzają podczas bankietów, jako jedną wielką dysfunkcyjną rodzinę, gdzie nam przypadła rola tych, którzy za wszelką cenę chcą mieć wszystkich na świątecznym obiedzie, bez względu na to, kto się z kim pokłócił — rzucił z lekkim rozbawieniem. — W gruncie rzeczy ta „jedna wielka rodzina” nie jest daleka od prawdy. Mogę się założyć, że gdybyśmy zatrudnili historyka, to znalazłby jakieś powiązania między nami z ostatnich... trzech do pięciu pokoleń. Jakiś Longbottom na pewno włączył się do rodu Yaxleyów. Lub na odwrót.

Czasami było to nieco przerażające, zwłaszcza w przypadku rodzin, które były ze sobą blisko i lubiło łączyć w pary przyszłych dziedziców. W niektórych przypadkach pokrewieństwo mogło być szalenie bliskie jak na ogólnie przyjęte przez społeczność standardy. Skinął ledwie zauważalnie głową, chociaż kontrolnie rozejrzał się na boki, czy przypadkiem ich rozmowa nie przyciągnęła uwagi niechcianych oczu. Zagryzł dolną wargę, zanim zdecydował się odezwać, mówiąc tym razem z serca, nie zatajając swoich przekonań.

— Rozumiem cię. Jeszcze niedawno byliśmy tacy... beztroscy, mówię o sobie i Brennie, czy po prostu naszej rodzinie. Mieliśmy zdecydowanie bardziej pozytywne podejście do życia, ale nawet my zaczynamy być podejrzliwi. W mniejszym lub większym stopniu. — Westchnął ciężko, po czym zaśmiał się nieco pusto. — To chyba znaczy, że zostaliśmy sprowadzeni do standardowego poziomu zaufania. Trudno mi sobie wyobrazić, jak to wpłynęło na ludzi, którzy nie przywykli do tego, aby ufać wszystkim wokół. Taka izolacja musi być okropna.

Nie miał pojęcia, jak przetrwałby ten czas, gdyby nie mógł dzielić się swoimi wątpliwościami czy spostrzeżeniami z bliskimi. Czy byłby w stanie zataić uformowanie Zakonu przed własną rodziną, gdyby to jego zrekrutowano na samym początku i zabroniono dzielić się tymi informacjami z kimkolwiek? Jak szybko pojawiłaby się u niego paranoja? Tyle pytań... Na szczęście nie musiał poznawać odpowiedzi na nie. Rzeczywistość była zgoła inna od jego najgorszych wyobrażeń, co w tym przypadku działało na plus.

— Nie mówię, że sytuacja się nie pogorszy — Wolał dla pewności zastrzec, że nie dzieli się z kobietą prawdą objawioną, a jedynie własnymi odczuciami.— Niestety, czasami musi być gorzej, aby potem było lepiej. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy kompletnie bezbronni. Kiedy przyjdzie odpowiednia chwila, będziemy gotowi na to, co nadejdzie. Co by to nie było i w jakich liczbach by nie nadeszło.

Erik zapatrzył się w dal. Czy gotowość faktycznie była takim dobrym określeniem? Na to, co mogło nadejść, mogli niekoniecznie być przygotowani. Mogli spodziewać się zagrożenia. Tak, w tym byli całkiem nieźli, zarówno jeśli w grę wchodziła Brygada Uderzeniowa, jak i nieco bardziej tajna grupa gotowa poświęcić własne bezpieczeństwo w imię spokoju innych ludzi. Obyśmy faktycznie byli w takiej dobrej formie, pomyślał przelotnie, odpędzając negatywne myśli na bok. Ponownie wezwał do ich stolika kelnerkę, aby zamówić dla nich jeszcze jedną kolejką. Bądź co bądź, lepiej było zakończyć spotkanie podnoszącym na duchu toastem, niż smętnym gadaniem o tym, że już właściwie mogą wybierać sobie trumny.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
27.05.2023, 23:25  ✶  

- Tak jest, ciemność potrafi pochłonąć każdego. Nawet tych, którym wydaje się, że mogą sobie z nią poradzić, że jest to ich miejsce, bo mimo wszystko jest tak rozległa, że mało kto jest w stanie przewidzieć, co dokładnie się tam znajduje. - Yaxley była pewna, że mrok był w stanie pochłonąć każdego, nikt nie mógł się oprzeć coraz głębszej eksploracji, tyle, że później znajdowali się zbyt daleko, aby zawrócić. Nie było światła, które mogłoby ich sprowadzić spowrotem. - Nom, nie spodziewałam się, że będziemy tutaj prowadzić takie filozoficzne dyskusje. - Zaśmiała się trochę nerwowo, aby nieco złagodzić pompatyczną atmosferę.

- U was bywają ich tłumy, podziwiam Cię, że jakoś udaje Ci się ze wszystkimi gawędzić. Jeśli mam być szczera, ja zawsze uciekałam z tych wystawnych bankietów. Najlepiej było zaszyć się gdzieś z butelką whisky i oglądać wszystko z boku, nawet nie wiesz, jakie bywały zabwane niektóre bale. - Bo i ona bywała na tych wszystkich spędach czystokrwistych rodzin, aby nie rozczarowywać swoich najbliższych, chociaż nie do końca jej się to podobało. Może nie do końca kierowała się ich przekonaniami, jednak wiedziała, że musi spełnić pewne oczekiwania, aby nie odcięli jej finansowo. W końcu potrzebowała pieniędzy, aby móc realizować wszystkie swoje plany. Całkiem nieźle jej wychodziło lawirowanie między dwoma światami. Wypracowała to sobie przez lata.

- Myślę, że możesz mieć rację. Zresztą chyba z większością czystokrwistych rodzin jesteśmy spokrewnieni, bliżej lub dalej, chore to jest, ale ta tradycja leży tak głęboko, że nie sądzę iż szybko się to zmieni. - Zwyczajowo bowiem większość czystokrwistych rodów zawierała małżeństwa między sobą.

- Bardzo dobrze, że jesteście podejrzliwi. W czasach w jakich przyszło nam żyć głupotą byłoby ufać wszystkim. - Sama Yaxley zmieniła swoje zwyczaje, choć zawsze była bardzo lekkomyślna. Może nie była az tak ostrożna, jak powinna być, jednak zdarzało jej się zaglądać przez ramię, co jeszcze kilka lat wcześniej nie miałoby racji bytu.

Geraldine niestety była zmuszona do tego, aby nie dzielić się wszystkim ze swoją rodziną. Filtrowała zawsze informacje, które im dostarczała, bo z tyłu głowy miała to, że od tego między innymi zalezy bezpieczeństwo jej przyjaciół. W końcu większość z nich nie była czystej krwi. Czasem się bała, że przyjdą i po nią, właśnie przez to, że nie miała problemu, aby zaakceptować tą małą skazę, bo jej zupełnie obojętne było jaka krew płynęła w ich żyłach w przeciwieństwie do tych, z którymi była spokrewniona. Wiedziała też, że stać ich na okropne rzeczy.

- Wydaje mi się, że dopiero jesteśmy przed całą eskalacją konfliktu. - Miała świadomość, że wiele się może wydarzyć. Musieli jednak się bronić i pokazywać, że nie tak łatwo jest przejąć władzę w tym świecie. Sama Yaxley póki co wolała się oficjalnie nie angażować, nie chciała być łączona jako ta, która wspiera mugolaków, chociaz robiła to od jakiegoś czasu. Bezpieczniej dla niej było, aby pozostała anonimowa.

Wypili razem kolejną kolejkę. Pogawędzili przy tym dalej o trudach życia, bo był to głowny temat poruszany przy tym stole. Gdy skończyła zawartość szklanki postanowiła się zbierać. Erik wyszedł z nią, udało im się dogadać, umowa została zawarta, będzie mu dostarczać potrzebnych składników, kiedy przyjdzie taka potrzeba.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3834), Geraldine Greengrass-Yaxley (3841)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa