• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[Grudzień 1970, mieszkanie Stanleya] Nastał czas ciemności || Stanley & Murdock

[Grudzień 1970, mieszkanie Stanleya] Nastał czas ciemności || Stanley & Murdock
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
25.05.2023, 20:15  ✶  

Grudzień 1970, mieszkanie Stanleya
Nastał czas ciemności
Stanley & Murdock



Grudzień nie rozpieszczał nikogo. Za równo pod względem pogody jak i temperatury. Ciężko było doszukać się jakiegokolwiek pozytywu w codziennych zawieruchach czy tonach zalegającego na ulicach śniegu. To nie miało jednak większego znaczenia dla Stanleya, ponieważ jego stary druh, kompan, przyjaciel - wiele określeń miał na tego człowieka - w końcu odsiadywał swoją ostatnią nockę za kratami. Borginowi nie pozostało nic innego jak przywitać go na wolności, a następnie pomóc odnaleźć w nowej rzeczywistości, jako że trochę rzeczy się zmieniło na świecie od jego ostatniego wolnego oddechu.

Pomijając pewne przemiany społeczno-kulturowe, była jedna rzecz, która wstrząsnęła większością magicznego świata - manifest Toma Riddle'a, zwanego również od teraz Czarnym Panem. To był jeden z głównych tematów, które zamierzał poruszyć z Murdockiem. W końcu zależało mu aby jego druh ponownie zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu - wierzył, że Greyback się zrehabilitował i zmienił na lepsze. Chociaż jeżeli to się nie stało, nie miał nic przeciwko. Dla niego nadal był niewinny, nawet jeżeli do tej pory stali po dwóch stronach barykady.

Stanley odebrał swojego kompana, a następnie czym prędzej udali się do jego mieszkania przy ulicy Horyzonalnej. Nie było ono za duże, jednak dawała trochę spokoju, wytchnienia oraz ciszy do tego aby mogli w cztery oczy porozmawiać - W końcu mogę Cię przywitać jak człowiek - powiedział zamykając za nimi drzwi, a następnie rozłożył ręce do szerokiego miśka, którym miał zamiar obdarzyć Murdocka - Na Merlina, całe wieki czekałem, aż wyjdziesz. Przez chwilę nawet się bałem, że zostaniesz tam na zawsze. Zacząłem nawet przypuszczać, że zaczęło Ci się tam podobać - zaśmiał się, poklepując go po plecach. Co by nie mówić, Borgin cieszył się niezmiernie, że w końcu nie dzieli ich więzienna krata i nikt ich nie pogania. Przed nimi była bardzo długa noc.

- Mam bardzo dobrą whiskey i kilka pączek papierosów na tę okazję... - poinformował mężczyznę, wskazując dłonią na stojący po środku salonu stolik na którym stała popielniczka - No i przede wszystkim dużo wolnego - dodał po chwili, a następnie zniknął na kilka chwil w kuchni z której przyniósł dwie szklanki i lodowatą butelkę, złocistego trunku. Nie czekając ani chwili dłużej czy na żadne potwierdzenie, postawił szklanki na stole poczym zalał do pełna.

- Jak potrzebujesz się gdzieś zatrzymać na trochę to nie widzę problemu abyś został u mnie - stwierdził, odpalając papierosa w ustach - Zawsze będę miał jakieś towarzystwo, więc nie będzie mi się nudziło - dodał, rzucając paczkę w jego stronę by po chwili usiąść przy stole - Powiem Ci, że trochę się zmieniło na świecie odkąd Cię przymknęli ale dojdziemy do tego. Opowiadaj co tam u Ciebie? Jak to jest być wolnym? - zapytał z nie ukrywaną ciekawością. Sam Stanley nigdy nie wylądował w więzieniu, a jedynie zamykał różnych przestępców - tak jak na brygadzistę z Grupy Uderzeniowej przystało. Postanowił jednak dać najpierw szansę Greybackowi aby ten powiedział coś od siebie, zanim Borgin zaleje go toną informacji.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
05.06.2023, 22:47  ✶  
Nigdzie nie traci się tak rachuby czasu jak zza kratkami. Z początku faktycznie, odlicza się każdy dzień, ba, każdą godzinę, ale już po kilku, może kilkunastu tygodniach człowiek zapomina jaki jest dzień tygodnia. No bo jakie to ma znaczenie skoro każdy dzień wygląda praktycznie tak samo. Zmienia się tylko żarcie jakie podają i partia ćwiczeń do zrobienia danego dnia. Na szczęście poza murami pewne sprawy nie zmieniły się, a mowa o relacji ze Stanleyem. W takich sytuacjach, pomimo zimowej aury, świat nabiera żywych kolorów i zwyczajnie olbrzymowi cieszy się micha, że przyjaciel o nim nie zapomniał. - Cztery, PIERDOLONE, lata człowieku. - odparł przyjacielowi rzucając swój pierwszy bluzg na wolności. Jedni powiedzieliby, że to jak splunąć, ale dla Murdocka była to już druga odsiadka, dwukrotnie wyższa od poprzedniej, bo dołożyli mu recydywę za popełnienie przestępstwa o tym samym motywie. Odsiedział pełną karę, bo Murdock jak przystało na rasowego bandziora wzgardzał systemem resocjalizacji i nie zamierzał żyć pod dyktando klawiszy i wychowawcy. Skrupulatnie omijając wszystkie programy więzienne, które pomogłyby mu przy zwolnieniu warunkowym. - W sumie nie było tak tragicznie, trochę się wyrzeźbiłem, przeczytałem kilka książek, nawet zęby mi zrobili. - zaśmiał się z ironią na twarzy, szczerząc przy tym szereg bialutkich zębów. W rzeczywistości był to jeden z nielicznych plusów, fakt że wraz z odebraniem wolności zakład penitencjarny brał na siebie odpowiedzialność za jego stan fizyczny. Na wolności medyków odwiedzał dopiero kiedy już był zmuszony, a sprawami błahymi, takie jak na przykład brakujących kilka zębów w szczęce, nie bardzo go przejmowały. - Niby pies, a jednak człowiek. - zażartował bo humor serio mu dopisywał - szczere dzięki mordka, jesteś gość. - dorzucił już spokojniejszym tonem z serdecznym uśmiechem. Nie miał z tym żadnego problemu, że Stanley był brygadzistą, bo i tak uważał go za faceta o właściwej moralności, ale z uszczypliwości nie miał zamiaru rezygnować. Gdyby go zapytać to owszem, wzgardzał praworządnością i resortami siłowymi ministerstwa, ale jak wszędzie zdarzały się wyjątki potwierdzające regułę. A co do własnej winy nie zamierzał się miotać i okłamywać kogokolwiek. Złamał prawo, przyznał się do winy, ale jedynym błędem jaki mógł sobie zarzucić był ten, że dał się złapać. Honor złodzieja nakazywał mu przyjąć na klatę orzeczony wyrok bez mazgajstwa i z pełną dumą nie zmieniać niczego w swojej postawie oprycha. Chwycił za szklankę i praktycznie duszkiem wlał w siebie pierwszą porcję, nie mogąc się oderwać od źródełka jak bydło od paśnika. - I to jest mój drogi przyjacielu, prawdziwa wolność. - odparł wypuszczając z ust ciężkie i gryzące w podniebienie opary alkoholu. Bez zbędnych ceremoniałów napełnił szkło jeszcze raz, tym razem już sącząc powoli trunek. Miał przecież swoje gabaryty i tak właściwie było najwyżej wyrównanie szans ze Stanleyem, aby upijali się w równym tempie. - Świeży start, czyste konto, ale tym razem nie dam się tak łatwo. Mam plan otworzyć własny biznes i słuchaj tego... - zrobił krótką pauzę na odpalenie papierosa i zaciągnięcie się nim - lombard. - dorzucił robiąc przebiegłą minę i stukając się palcem w skroń jakby wpadł na genialny pomysł. - Ale czekaj, czekaj, zaciekawiłeś mnie. Jakie zmiany? Masz na myśli, tego no, Pana Czerni? - zmienił szybko wątek zainteresowany nowinkami ze świata. Do pudła docierały jakieś skrawki informacji z zewnątrz, przecież nie żyli tam w całkowitej próżni. Jednak Grayback nie miał pełnego obrazu całego zdarzenia, więc mógł mylić pojęcia i fakty. Czekał na wyjaśnienia marszcząc brwi i wbijając wzrok w Borgina.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
14.06.2023, 00:08  ✶  

Niby cztery lata, a wszystko wyglądało jakby Murdock się w ogóle nie zmienił. Nadal był tak samo wielki jak wcześniej, chociaż teraz może nawet i lekko większy - Nie sądziłem, że umiesz czytać. Nigdy bym Cię o to nie osądził - zaśmiał się - Ale zęby to Ci zrobili ładne. Trzeba im przyznać - pochwalił go. Stanley nawet mu pewnie lekko zazdrościł. W końcu Greyback otrzymał pełen stomatologiczny pakiet za darmo, a Borgin za pewne musiałby wydać krocie aby uzyskać taki sam efekt.

Na jego żart o swoim zawodzie pokiwał tylko przecząco głową. Zdawał sobie sprawę z podejścia swojego druha do innych osób z jego firmy. On miał jednak przewagę i pewnego rodzaju taryfę ulgową u niego - co oczywiście było pozytywem w ich całej relacji.

- Trochę Cię przeszuszyli w tym więźniu... Ale przy Twoich rozmiarach to nie powinien być żaden problem aby tyle w siebie wlać jak za starych czasów - przypomniał mu. Oczywiście chodziło o ich pijackie eskapady, które jednak kończyły się zgonem Stanleya jako, że nie miał z nim żadnych szans w tych zawodach. Przysłuchując się planom Murdocka na przyszłość, odpalił papierosa, rozkoszując się dymem, który wypełnił jego płuca jak i całe mieszkanie - Lombard? Chyba nagle nie planujesz prowadzić całkowicie legalnego biznesu? Czy aż Cię przetrącili w tej pace? - wbił ciekawskie spojrzenie w Greybacka. To po części było pytanie retoryczne jako, że domyślał się odpowiedzi. Z drugiej strony może coś rzeczywiście było na rzeczy i należało na olbrzyma patrzeć w inny sposób?

Powiedzieć, że Borgin był zdziwiony to jak nie powiedzieć nic. Nie spodziewał się, że wieści aż tak szybko się rozchodzą. Pamiętał jak sam się o tym dowiedział i to całkowitym przypadkiem, a co dopiero jego przyjaciel, który ledwo co opuścił zakład karny - O proszę to do Was też już to wszystko doszło? - pokiwał głową z uznaniem, a następnie pociągnął łyka - Dokładnie tak jak mówisz. Czarny Pan, Lord Voldemort albo Tom Marvolo Riddle... Nazywaj go jak chcesz - kontynuował, zaciągając się co jakiś czas papierosem - Ogłosił swój manifest... W sumie nie tak dawno temu, mniej więcej w połowie listopada. Według jego zapowiedzi, jego wizji, świat powinien przybrać nowy porządek... Nowy ład - pokiwał głową - Czarodzieje czystej krwi mieliby stanąć na samej górze tej piramidy i rządzić całą społecznością magiczną... No a mugole i mugolaki według tej idei powinni służyć... Wiesz coś w stylu takich niewolników - dogasił papierosa w popielniczce i zamilkł. Po krótkiej chwili wstał i podszedł do szafy stojącej w rogu pokoju. Stanley zatrzymał się przy swoim ministerialnym mundurze, który był lekko zakurzony, co Murdock mógł zauważyć bez większego trudu - co najmniej jakby od dłuższego czasu tu po prostu wisiał.

- W ministerstwie rozpoczęła się gorączka. Zwłaszcza, że nie wyglądają jakby mieli próżnować w swoich działaniach - przyznał, odwracając się z powrotem w jego stronę. Borgin nie omieszkał odpalić sobie kolejnego papierosa - Ale czy można mu się w ogóle dziwić? Słyszałeś o Nobbym Leachu i jego tragicznych rządach? Przez jego władanie w ministerstwie dużo się zadziało... I to co gorsza dużo złego... Wcale się więc nie dziwię, że ktoś postanowił wziąć się do działania w tej kwestii... - utkwił wzrokiem przez dłuższą chwilą w butelce rudej - Prawda też jest taka, że gdyby nie on to pewnie znalazłby się ktoś inny... Bo konserwatywne rodziny z dnia na dzień stawały się coraz bardziej oburzone tym wszystkim... - przyznał. Co by nie mówić, Borgin sam pochodził z takiej rodziny i nie raz słyszał od swoich kuzynów czy wujków słowa dezaprobaty na sytuacje, która właśnie miała miejsce.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
25.07.2023, 20:21  ✶  
- Broniłem się jak mogłem, ale liczyć też mnie nauczyli. - odbił ironiczną piłeczkę, śmiejąc się razem z Stanleyem. Zwykle nie tolerował drwin ze swojej osoby, ale z Borginem był w porządku. Zresztą nie był takim, aż takim, troglodytą za jakiego często był odbierany. Właściwie to czasami kiedy mu to pasowało wolał utrzymywać niektórych w przekonaniu, że iloraz jego inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do kilogramów na jego sztandze przy ćwiczeniach. Mógł wtedy uśpić czujność i wykorzystać to w odpowiednim momencie. - Eh, no co poradzę, że ludziki mają taką słabą głowę. - skwitował ciętym uśmieszkiem wzmiankę o spożywaniu alkoholu, a potem teatralnie wręcz pociągnął spory łyk whisky. Ciężko było mu znaleźć odpowiedniego kompana do picia z którym mógłby startować jak równy z równym. Zwykle kończyło się tak, że to on musiał odstawiać nawalonego Stanleya na jego kwadrat, samemu będąc co najwyżej na nieco mocniejszym rauszu.
- No wiesz, rotacja na celach jest całkiem spora, a za dobre oceny nie wsadzają w pasiak. - wyklarował przyjacielowi sytuację. W zakładach karnych przewijało się całe spektrum różnej maści oprychów i bandziorów, a że rozrywek nie była zbyt wiele na celach, to głównie się gadało, praktycznie o wszystkim. Tak więc plotki o tym całym Czarnym Panie dotarły i do jego uszu, ale wtedy potraktował to jak wyolbrzymianie na temat nowo powstałego gangu. W końcu wśród złodziei mitomania była dość powszechna. Potem zamilkł na dłuższą chwilę, zaciągając się dymem z papierosa, wbijając wzrok w kumpla marszcząc przy tym brwi powoli. Trochę mu to wyklarowało sytuację, ale wciąż podchodził do tego mocno sceptycznie. Odezwał się dopiero kiedy padła wzmianka o dawnym ministrze magii. - Każda władza ludzi zdradza. - skwitował swoją postawę wobec rządzących, krótką anarchistyczną rymowanką. - Znasz moje podejście do ministerstwa i wszystkich ważniaków stamtąd... - przerwał dokańczając swoją porcje alkoholu, bo szykował się dłuższy wywód - jak na moje to brzmi to jak mrzonka dla starych bogoli ze sławnym nazwiskiem. Ten Lord musi mieć wysokie karty w ręku jeśli faktycznie chce przeorać cały ten system. - znów zamilkł na chwilę zbierając myśli. Przeciągnął spojrzeniem po pomieszczeniu i zawiesił się na dłużej przy mundurze Stanleya. Stan tych ubrań sugerował, że nie były używane od jakiegoś czasu, czyżby koleżka Borgin zawiesił służbę w związku z tymi wydarzeniami? - Z drugiej strony jeśli system faktycznie ma stanąć w płomieniach to z chęcią na to popatrzę. Może w końcu ktoś zacznie mi płacić za obijanie mordy brygadzistom? - zaśmiał się na koniec, ale po części widział w tym wszystkim okazje dla siebie, chociaż sam nie zamierzał przed nikim zginać karku, to na pewno.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
29.07.2023, 20:23  ✶  

Wszystko wskazywało na to, że nawet największych tłuków dało się czegoś nauczyć. Może dla Murdocka nie było jeszcze za późno na jakąś karierę naukową? Zastanawiał się nad tym jednak nie zaproponował - jeszcze na Merlina by to mu się spodobało, co byłoby wystarczająco niedorzeczną rzeczą. Ludzie mieli słabe głowy - głównie z faktu na ich mniejszą posturę czy budowę. Nic więc dziwnego, że Greyback był niczym smok na wódkę. Mógł po prostu pozwolić sobie na dużo, dużo więcej alkoholu. Z drugiej strony na każdej imprezie była potrzebna osoba, która mogłaby ogarnąć innych... pech chciał, że to właśnie Murdock robił za taką osobę... na każdej imprezie.

- To prawda. Za niewinność się nie idzie do więźnia - przyznał, zgadzając się ze swoim druhem. To by dopiero był obrót spraw jakby za mówienie "dzień dobry" dostawałoby się kilka lat za kratkami. Czy każda władza zdradzała ludzi? Raczej nie, chociaż starała się jak tylko mogła. Część ministrów rzeczywiście starała się "coś" robić. Ciężko było powiedzieć co dokładnie, więc to było chyba najlepsze określenie na ich rządy - Znam - odparł - No wiesz... To nie brzmi jak kolejny wariat czy inny opętaniec, co uważa się za jakiegoś zbawcę świata. Były pierwsze ataki... To wcale nie wygląda jak kolejna tania podróbka. Oni rzeczywiście działają, coś robią. To nie ma prawa się skończyć na zwykłych gadkach i tego typu rzeczach. Będzie się działo, zobaczysz - westchnął, a moment później sięgnął po papierosa - To może być początek końca. Dużo osób przypłaci to swoim życiem, jestem tego pewien, a mówię z doświadczenia zawodowego. W końcu to nie mój pierwszy rok w brygadzie - zauważył, odpalając papierosa, którym moment później zaczął się rozkoszować.

Borginowi nie umknęło również spojrzenie Greybacka, który zatrzymał się na jego mundurze - Może... Ale na pewno nie będziesz obijał mojej - uniósł kącik ust, odwracając się do swojego służbowego stroju - Bo widzisz... Mam pewną przerwę od ministerstwa - odparł, wstając i podchodząc do szafy - Mógłbyś się zastanawiać gdzie jest Anne, która przecież zawsze była w domu kiedy akurat nie pracowała.. - zamilkł na chwilę, przejeżdżając wolną dłonią po rękawie munduru - Nie żyje, a ja musiałem wziąć dłuższy urlop zdrowotny od tego wszystkiego. Trochę mnie to przytłoczyło... Wiesz za dużo wszystkiego w zbyt krótkim czasie - westchnął ciężko jednak na twarzy nie zagościł żaden grymas smutku, nieszczęścia czy czegoś takiego. Zupełnie jakby śmierć własnej matki nie robiła na nim już prawie żadnego wrażenia - A do tego wszystkiego upierdoliłem egzamin Aurorski... - machnął dłonią na to wszystko i powrócił do stolika - Ale to Ci poopowiadam przy innej okazji... Wracając do głównego tematu... W porównaniu do innych, grupa tego całego Lorda zdaje się podchodzić na poważnie do całości. Mają maski, stroje. Pełne incognito. Bardzo dbają aby żadna informacja o nich nie wyszła na światło dziennie. Teraz to już nawet nie wiesz czy sąsiadką którą mijasz na klatce nie jest jedną z nich... I pomyśl, że to wszystko dopiero się zaczyna - dodał, strzepując dym do popielniczki aby po chwili dolać sobie jak i Murdockowi do szklanki. Wieczór był jeszcze młody, a oni nie skończyli gadać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (989), Stanley Andrew Borgin (1596)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa