Do pełni satysfakcji w tym momencie brakowało mu tylko drineczka z palemką. Ten strach w oczach wszystkich gości, te strużki krwi, te zdemolowane pomieszczenie - aż Vulturisowi się serce radowało na taki widok.
Stwierdzenie Johna trochę go zszokowało ale kim on był aby mu odmówić. Byli wspólnikami w tej zbrodni, towarzyszami w walce o słuszną sprawę, którzy ramię w ramię rozsławiali imię Czarnego Pana. Stanley nie zamierzał jednak obserwować tych pięknych wydarzeń w pojedynkę, wszak zbliżała się główna nagroda - niespodzianka - Jasne, idź. Tylko wracaj szybko. Mamy jeszcze coś do zrobienia - rzucił, a następnie odprowadził go wzrokiem na piętro. Kiedy jego kompan zniknął za rogiem, odwrócił się ponownie w stronę całego zgromadzenia i zaczął krążyć między nimi, tłumacząc im co zrobili w życiu źle. Skupił się na tym aby uświadomić im, że zrobili wszystko źle - jak na przykład urodzenie się w tragicznej, mugolackiej rodzinie. Nie obchodziło go to, że tak naprawdę żaden z nim nie miał wyboru miejsca w którym się urodzi, a tym bardziej rodziny. Liczyło się tylko to, że Borgin był czysto krwisty i miał teraz nad nimi przewagę.
Schody zaczęły się ponownie trząść, a to mogło znaczyć tylko jedno - John powracał. Nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do głowy i kopnął ją w jego kierunku aby przeleciała mu pod nogami kiedy ten będzie przy samym dole - John, powiedz mi jedną rzecz... O czym my zapomnieliśmy - zapytał go, wycelowując w jego stronę różdżkę. Austriak miał akurat szczęście. Był jedyną osobą w tym pomieszczeniu, której Vulturis nie chciał skrzywdzić, a swój oręż wykorzystał raczej jako swego rodzaju wskaźnik - Przyszliśmy na urodziny, daliśmy prezent, złożyliśmy życzenia... Wydaje mi się, że brakuje jednej rzeczy... Nieodłącznego elementu wszystkich imprez tego typu. Przychodzi Ci może coś na myśl? - wywinął różdżką, jednak nie wykonał żadnej inkantacji. Wpatrywał się w mężczyznę, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie, która według Borgina była bardzo prosta, a przede wszystkim oczywista. Nie było ciasta ale świeczki mogli zapalić zawsze. Szkoda tylko, że nikt nie będzie w stanie ich zgasić...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972