22.05.2023, 00:36 ✶
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego. Beznadziejnie otworzyłam oczy, kiedy zadzwonił mój budzik. Wywlokłam się ze swojego łóżka, jakby rozglądając się, co powinnam teraz zrobić. Miałam dziś po południu zajęcia w Centrum Zielarskim, więc miałam jeszcze trochę czasu na wyszykowanie się. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, a następnie po zakręceniu włosów na wałki, ruszyłam do kuchni. O dziwo posiadałam niemały zapas produktów spożywczych. Byłam na dobrej drodze do pokonania choroby. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że miałam nadzieję i wiarę w siebie, której tak mi brakowało przez ostatnie kilka lat. Śniadanie, które zdecydowałam się zjeść i tak nie było za duże i pożywne, ale małymi krokami szłam do celu. Trudno było mi się odzwyczaić od głodzenia się, ale częste, choć małe porcje, powoli zmieniały ten wyniszczający objaw.
Założyłam na siebie modne teraz w Paryżu ubranie, które pomimo swojego najmniejszego rozmiaru i tak na mnie wisiało, nie układając się przy tym za dobrze. Zabrałam ze sobą torbę z książkami i innymi najpotrzebniejszymi rzeczami, a następnie wychodząc z mieszkania, ruszyłam w stronę paryskiej magicznej dzielnicy - Place Cachée. Komunikacją miejską dostałam się do osiemnastej dzielnicy i od razu po przejściu przez posąg z brązu, zastał mnie wielki harmider i chaos. Wszyscy byli czymś zajęci - czytaniem gazet. Niektórzy płakali, niektórzy skakali z radości, a ja tylko ze zdziwioną miną stałam pośrodku tego wszystkiego. Zaczęłam przeciskać się przez rozemocjonowany tłum, próbując dojść do punktu z gazetami, ale gdy mi się to udało, okazał się być pusty. Znowu z trudem udało mi się wycofać i odejść gdzieś na bok, a wtedy zauważyłam przy ciemnej uliczce czarownicę o ciemniejszej karnacji. Zdecydowałam się podejść do niej choć niepewnie:
- Excusez-moi, qu'est-ce que se passe? - Spytałam na początku po francusku z lekko wyczuwalnym brytyjskim akcentem, licząc, że podzieli się ze mną treścią nowiny, która wprawiła w emocje resztę czarodziei. Na tamten moment nie domyślałam się nawet, co mogło się wydarzyć. Przez ostatni czas byłam zbyt zajęta sobą, żeby interesować się wydarzeniami ze świata czarowników, ale teraz wiem, że to i tak by nic nie zmieniło. Ten dzień musiał wreszcie nadejść.
Założyłam na siebie modne teraz w Paryżu ubranie, które pomimo swojego najmniejszego rozmiaru i tak na mnie wisiało, nie układając się przy tym za dobrze. Zabrałam ze sobą torbę z książkami i innymi najpotrzebniejszymi rzeczami, a następnie wychodząc z mieszkania, ruszyłam w stronę paryskiej magicznej dzielnicy - Place Cachée. Komunikacją miejską dostałam się do osiemnastej dzielnicy i od razu po przejściu przez posąg z brązu, zastał mnie wielki harmider i chaos. Wszyscy byli czymś zajęci - czytaniem gazet. Niektórzy płakali, niektórzy skakali z radości, a ja tylko ze zdziwioną miną stałam pośrodku tego wszystkiego. Zaczęłam przeciskać się przez rozemocjonowany tłum, próbując dojść do punktu z gazetami, ale gdy mi się to udało, okazał się być pusty. Znowu z trudem udało mi się wycofać i odejść gdzieś na bok, a wtedy zauważyłam przy ciemnej uliczce czarownicę o ciemniejszej karnacji. Zdecydowałam się podejść do niej choć niepewnie:
- Excusez-moi, qu'est-ce que se passe? - Spytałam na początku po francusku z lekko wyczuwalnym brytyjskim akcentem, licząc, że podzieli się ze mną treścią nowiny, która wprawiła w emocje resztę czarodziei. Na tamten moment nie domyślałam się nawet, co mogło się wydarzyć. Przez ostatni czas byłam zbyt zajęta sobą, żeby interesować się wydarzeniami ze świata czarowników, ale teraz wiem, że to i tak by nic nie zmieniło. Ten dzień musiał wreszcie nadejść.