Mimo tego, że jej relacje z rodziną bywały dosyć burzliwe, to nie wyobrażała sobie nie pojawić się w grudniowe święta w domu. Zwyczajowo wszyscy wracali wtedy do rezydencji. Jedli wspólną kolację, gawędzili przy tym wesoło, ten czas zawsze kojarzył się jej zawsze przyjemnie. Mimo, że nie brakowało również poruszania tych raczej niewygodnych tematów, które najczęściej dotyczyły jej i braci, pytania o to, kiedy wreszcie się ustatkują, założą rodziny, przedłużą ich linię rodową. Jakoś żadnemu z nich się do tego nie spieszyło, czego nie dało się nie zauważyć. Dzisiaj jednak było spokojnie, udało się zbyć pytania matki, dzięki czemu mogli siedzieć, plotkować, upijać się winem. Nie najgorszy wieczór.
Towarzystwo powoli zaczęło się rozchodzić. Najpierw zniknęły ciotki i wujkowie, później rodzice, aż na sam koniec przy stole została tylko Geraldine ze starszym bratem. Noc była młoda, szkoda było czasu na sen, gdy można go było spędzić na nocnych rozmowach. Takie przynajmniej było jej zdanie. Alkohol przyjemnie rozgrzewał ciało, wypiła już go na tyle dużo, aby niezbyt specjalnie przejmować się nad słowami, które padały z jej ust - nie, żeby na trzeźwo jakoś specjalnie o tym myślała, jednak była lekko pijana, więc w ogóle nie zastanawiała się nad tym co mówi.
Siedziała na fotelu, trzymając w dłoni kieliszek z winem. Wpatrywała się w płomienie ognia tańczące w kominku. - Ten Leach, całkiem niezły był z niego minister. Szkoda, że to wszystko się tak potoczyło. Mam wrażenie, że ktoś z naszych kręgów mógł w tym trochę namieszać. - Zaczęła nieco niewygodny temat, w końcu w kuluarach plotkowano o rządach pierwszego, mugolskiego ministra. Jej samej zupełnie nie przeszkadzało to, że nie był czystokrwisty, w przeciwieństwie do większości czarodziejów, którzy uważali się za lepszych przez to, że należeli do świata magii od pokoleń.