• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego

[09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#11
17.07.2023, 23:46  ✶  
Najgorszy, a potem najlepszy moment – widocznie coś było w tym, że równowaga w przyrodzie musi być zachowana. Coś za coś. Szczęście w nieszczęściu. Bo gdyby jednak się nie ocknęła, cała ta „towarzyska” wizyta skończyłaby się o wiele, wiele gorzej. A tak? Tak się przy okazji przekonała, że chyba powinna wziąć naprawdę długi urlop i zaszyć się gdzieś w kącie, bo wychodziło na to, że raczej niekoniecznie nadawała się teraz do działania w terenie. A w samym biurze i tak już miała dość uwagi wszystkich, podsycanej przez „sensacyjne” doniesienia Proroka. A niech ci wszyscy dziennikarze wsadzą sobie te swoje wypociny tam, gdzie słońce nie dochodzi…
  W każdym razie, za wesoło mimo wszystko, w tej chwili, nie było. Brenna uniknęła klątwy czy inszego paskudnego zaklęcia (ale jednocześnie dorobiła się całej masy siniaków, nie mówiąc o brwi), Mav – pośrednio – też, bo zapewne nikt nie miałby skrupułów, żeby wykorzystać stan mocniej niedyspozycji. W każdym razie: przetrwały.
  I tej myśli należało się trzymać.
  Już chuj z tym, że z każdą chwilą robota papierkowa zdawała się przybierać monstrualne rozmiary – nie pierwszy i nie ostatni raz. Naprawdę ważniejszym było, że im nie pourywało głów czy czegoś innego. Reszta to już…
  - Jasna cholera, Brenn – wymamrotała, zdając sobie sprawę z tego, w jakim stanie jest kuzynka. Rozwalona brew naprawdę nie wyglądała dobrze i… nie mogla tego tak po prostu zostawić. Jeden z drugim leżeli związani jak prosiaki, nie uciekną tak łatwo, niezależnie od tego, jak bardzo by pragnęli.
  Machnęła różdżką, wykształtowując kawałek materiału; odepchnęła się od ściany i kucnęła przy Longbottom, próbując zatamować krwotok. Tak po prostu, bez słów, bez pytania, po prostu coś, co należało zrobić i tyle.
  - … nie jestem do końca pewna – przyznała cicho. Sama była skołowana jeszcze tym wspomnieniem, omdleniem, jeszcze czuła ten ból, a co gorsza, ewidentnie miała tu jakąś potężną lukę w pamięci – W każdym razie, nie teraz. Trzymaj. Zajmę się nimi – zdecydowała i wstała, upewniwszy się, że Brenna faktycznie przytrzymywała prowizoryczny opatrunek. Cóż, zaklęcia nie trwały wieczności, należało zastosować coś bardziej praktycznego…
  … i zdecydowanie nie był to dobry moment na rozprawianie o tym, co się stało. Nie w obecności innych uszu. Stąd też, o ile kuzynka jej nie przytrzymała w miejscu, wygrzebała swoje stalowe – jakże gustowne – obrączki i zacisnęła zęby. Nie mogła tak po prostu klapnąć; jak już coś robić, to jednak porządnie – panów należało zakuć i dokładnie to zamierzała teraz zrobić.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
18.07.2023, 00:02  ✶  
Brenna odruchowo przyjęła fragment materiału i przycisnęła go do łuku brwiowego, tamując krwawienie. Przypatrywała się Mavelle, jakby poszukując oznak tego, że z tą coś jest nie tak... albo odwrotnie: że wszystko jest w porządku. Kiedy Bones chciała wstać, chwyciła ją za przedramię, mierząc kobietę podejrzliwym spojrzeniem jednego oka.
- Na pewno dasz radę wstać? - upewniła się, ale jeżeli ta zapewniła, że tak, nie bladła, nie chwiała się, puściła ją. Bo naprawdę miały tutaj dwóch gości do aresztowania, a ona sama potrzebowała jeszcze momentu, zanim wstanie, zacznie odczytywać im ich prawa i ogólnie będzie zachowywała się tak, jak należało.
Nie była pewna, czy podejrzany sprzedawca z Nokturna doprowadzi je do mordercy, na którego schwytaniu jej zależało. Ale właściwie i tak można było uznać to za pewien sukces. Z ulic zniknie jeden przestępca i niechcący rozwiązały sprawę ciągnącą się w Departamencie od kilku tygodni.
Kiedy Brenna poczuła się odrobinę lepiej, upewniła, że nic nie jest połamane, żaden kolejny sąsiad nie wyleci na nie póki co z wrzaskiem, a ona raczej nie zemdleje, dźwignęła się powoli, podpierając o uszkodzoną balustradę. Potem wycelowała różdżką w dziurę i mruknęła "reparo", za pomocą transmutacji chcąc naprawić tę nieszczęsną podłogę. Były wszystkie kawałki, miała więc nadzieję, że to wytrzyma, a przynajmniej wytrzyma dostatecznie długo, zanim przyślą tu kogoś z Ministerstwa, aby upewnił się, że zniszczenia zostały zlikwidowane.
- Do punktu Fiuu na Horyzontalnej - zdecydowała, żałując, że nie opanowała teleportacji łącznej. W takich chwilach zawsze boleśnie odczuwała niedostatek własnych umiejętności. Cholera, po tylu latach w Brygadzie wciąż potrafiła o wiele za mało. - Bierz Jenkinsa, ja biorę Harolda... A o reszcie...
Niewypowiedziane "porozmawiamy potem" - zawisło w powietrzu. O całej reszcie. O tym, co tu się stało, kiedy Mavelle zemdlała, i dlaczego zemdlała. O tym, że naprawdę musi pogadać z jakimś zaufanym uzdrowicielem i że muszą poszukać sposobu na... zatrzymanie tego. Czymkolwiek to "coś" było.
Później.
Kiedy dostarczą ich do aresztu, kiedy ich przesłuchają, kiedy Dani zatrzyma to wkurwiające krwawienie i kiedy... jeśli... okaże się, że nie muszą biec natychmiast do kolejnego miejsca.
- Chodźmy - odetchnęła, ruszając powoli po stopniach ku Jenkinsowi.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2644), Mavelle Bones (1747), Pan Losu (283)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa