• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
1972/wiosna/maj/7 - Posiadłość Longbottomów - Domek ogrodnika

1972/wiosna/maj/7 - Posiadłość Longbottomów - Domek ogrodnika
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#1
07.08.2023, 01:56  ✶  
Klątwa uwierała. Na własną rękę, siłą rzeczy, próbowała znaleźć jakieś jej ograniczenia, ale czegokolwiek by się nie chwytała – czy były to słowa mówione, pisane czy też w końcu rysunki, czy chciała wskazać na Voldemorta bezpośrednio bądź jak najbardziej okrężną drogą, jaką tylko była w stanie wymyślić – wszystko na nic. Na nic. Frustrowało to, choć jednocześnie, nie dało się ukryć, jak do tej pory nie poświęcała tej niedogodności pełni swojej energii z uwagi na sprawy, jakimi należało się zająć bezpośrednio po Beltane. Ale i też nie mogła tego odkładać w nieskończoność, nieprawdaż?
  Dlatego też zawczasu posłała sowę; im szybciej ruszy ten temat, tym lepiej – i czy tego chciała czy nie, musiała odłożyć na bok swoje „chcę świętego spokoju, żadnych uzdrowicieli, mam ich powyżej uszu”. Tak. Całe to zamieszanie po Beltane, jakie rozpętało się wokół czwórki zimnych sprawiało, że cieszyła się zbyt wielkim zainteresowaniem, zbyt wielu uzdrowicieli wtedy kręciło się wokół niej i… ktoś miał o wiele za długi język. Zapewne nie dopuściłaby do siebie Bulstrode, gdyby Steward nie zapewnił, iż jej można zaufać. A Bones, koniec końców, naprawdę musiała komuś zaufać, jeśli nie chciała nagle obudzić się z ręką w nocniku, bo nagle odkryła kolejne ograniczenie klątwy, które wyszłoby jej bokiem. Albo, co gorsza, jej towarzyszom. Lub przekonać się, że ona jednak się rozrosła, że Voldemort pozostawił jej prezent inny niż początkowo się zdawało.
  Maksimum prywatności zdawał się zapewniać domek ogrodnika – stąd też nie miała oporów przed zajęciem go, nawet jeśli „trochę” brakowało mu dachu – cóż, nie potrzebowały pomieszczeń na górze, w zupełności wystarczyło to na dole.
  Pojawiła się na pewien czas przed umówioną godziną, żeby uruchomić sieć Fiuu i upewnić się, że wszystko było takim, jakim sobie życzyła. I potem pozostawało tylko opaść na fotel i poczekać, aż w kominku pojawi się zaproszona specjalistka.
  - Dobry wieczór, panno Bulstrode – przywitała uzdrowicielkę wstając z fotela, gdy kobiecie udało się dotrzeć – Napije się pani herbaty, kawy? Czy od razu przejdziemy do rzeczy? – spytała, wskazując dłonią drugi fotel. Pomieszczenie, w jakim się znajdowały, było całkiem przestronne i onegdaj z całą pewnością pełniło funkcję salonu. Teraz może i ten domek był wykorzystywany dość okazjonalnie, niemniej pomieszczenie to raczej nie zmieniło swej roli.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
07.08.2023, 12:09  ✶  
Florence wyszła spomiędzy płomieni punktualnie: jakby stała z zegarkiem w ręku, odliczając sekundy. Może zresztą faktycznie tak było. Choć wkroczyła do pomieszczenia wprost z ognia, jej ubranie nie było pokryte sadzą – jak zwykle zabezpieczyła je zaklęciem, zanim skorzystała z sieci.
I jak zwykle, tak na wszelki wypadek, pierwszym, co zrobiła, kiedy pozostawiła za sobą ogień, było oczyszczenie stroju kolejnym czarem. Tak na wypadek, gdyby jednak osiadł na nim jakiś pyłek.
- Dzień dobry, panno Bones – przywitała się uprzejmie. O ile w Kniei, gdy widziały się po raz pierwszy, była zmęczona, odrobinę rozczochrana i sprawiała wrażenie nieco wymiętej (choć i tak prawdopodobnie mniej niż dowolna inna osoba w namiocie), tak teraz prezentowała się dokładnie jak lubiła: czyli nieskazitelnie. Nie jakoś szczególnie efektownie, bo nie była wystrojona, ale elegancko i schludnie. Ciemna spódnica była kolorystycznie dobrana do torebki, w której Florence miała kilka eliksirów oraz podstawowe narzędzia uzdrowiciela, i kontrastowała z jasną, pozbawioną jakichkolwiek zdobień koszulą. Kasztanowe włosy związano w idealny kok, który odsłaniał nieco bladą, piegowatą twarz, pozbawioną śladu makijażu. (To nie tak, że Florence makijażu nie uznawała: nie sądziła jednak, że jest stosowne robienie go, kiedy pracowała. A to była praca.)
Mavelle przyjęła ją ze względu na Patricka. A sama Florence była tu przez wzgląd na Patricka i Atreusa. Zazwyczaj nie składała prywatnych wizyt, a w wyjątkach, gdy to robiła, kazała sobie płacić majątek – bo zwyczajnie nie miała czasu, aby biegać na każde zawołanie, uważała, że jeżeli ktoś tego potrzebuje, może umówić się w szpitalu. Bones jednak była w Limbo z Patrickiem. Jakakolwiek klątwa na nią spadła, musiała zostać zbadana. Nie wspominając już o tym, że przy okazji mogła dowiedzieć się co nieco o tej… drugiej przypadłości.
– Myślę, że możemy od razu przejść do rzeczy – stwierdziła. Przeniosła na moment wzrok z Mavelle na pomieszczenie, przebiegając wzrokiem po sprzętach i ścianach. Widać było, że to nie główna posiadłość, chociaż było tu ogólnie rzecz biorąc w miarę przyjemnie i schludnie, nawet wedle wyśrubowanych standardów Florence Bulstrode. – Na początek, niech pani powie, czy zauważyła jakiekolwiek zmiany albo efekty uboczne względem tego, co działo się w namiocie? Jak rozumiem, miała pani wtedy problemy z mówieniem o… Voldemorcie/
Odrobina zawahania przed wypowiedzianym imieniem wskazywała na to, że Florence niekoniecznie przywykła do jego używania. Jakaś jej część odruchowo przyjmowała te wszystkie bzdury o Sami Wiecie Kim. Ale że była to tylko część i Florence zdawała sobie sprawę z tego, że to bzdury, starała się to ignorować.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#3
07.08.2023, 20:03  ✶  
Punktualność praktycznie co do sekundy, przez co Bones nie musiała czekać ani chwili dłużej niż to było konieczne – to się ceniło. Świetnie, szybciej będzie miała za sobą to, co musiała skreślić z listy rzeczy do zrobienia… zanim rozwinie ją o kolejne punkty. Bo że te się pojawią, nie miała najmniejszej wątpliwości. W końcu poszukiwanie odpowiedzi nie polegało na zadaniu pytania jednej osobie i uznaniu, że to by było na tyle, prawda?
  Skinęła lekko głową, zgadzając się z wyborem Bulstrode. Znaczy, to nie tak, że problemem byłoby zahaczenie o kuchnię, skądże znowu, tylko… znów, po prostu szybciej to będzie miała za sobą.
  - Jakby pani jednak zmieniła zdanie, to proszę się nie krępować i dać znać, to nie będzie żaden problem – zapewniła grzecznościowo. Fakt faktem, żeby dojść do kuchni, nie musiała nawet opuszczać tego domku, ba, parteru nawet. Tylko parę kroków za te drzwi i gotowe.
  Bones usiadła z powrotem na fotelu, który dopiero co zajmowała, już pozostawiając Florence wybór odnośnie tego, czy skorzysta z wcześniejszego, niewerbalnego zaproszenia czy nie. Sadzać jej siłą przecież nie będzie, to mijałoby się z celem, zresztą, równie dobrze Bulstrode mogła mieć taki styl pracy. Jedni kreślili esy-floresy na marginesach, inni szkicowali, jeszcze inni potrzebowali rozrysować sobie całe mapy, kolejnym najwyraźniej mogło robić dobrze stanie. Ewentualnie uzdrowicielka szykowała się do przystąpienia do oględzin…
  Kolejne skinięcie głową. Aczkolwiek „problemy z mówieniem” brzmiało jak bardzo duże niedopowiedzenie – bo to, mimo wszystko, nie tyle był problem z mówieniem co niemożność mówienia o nim. Nawet gorzej.
  ­ Nie mogę mówić, pisać, rysować. Nawet wskazać na zdjęcie zwykłego przedmiotu, kwestia kontekstu – wyjaśniła, dość odruchowo unosząc dłoń do gardła. Nie, nie dusiła się, nic z tych rzeczy, po prostu… niemalże to czuła, tę blokadę, gotową do przeszkodzenia w rzucaniu coraz to kolejnych słów na temat Dzbana. Bo Lordem ten skurwysyn to na pewno nie był – Nie bardzo miałam jak tego sprawdzić, ale obawiam się, że to może wpłynąć również na moje zdolności do wykonywania pracy – dodała, dość okrężnie sygnalizując, co na dłuższą metę podejrzewała. Bo przecież nie mogła powiedzieć wprost: „zdolności do skopania Voldemortowi dupy”. Inna sprawa, że wobec różnicy mocy, ta kwestia i tak była dyskusyjna, ale… nie byłaby sobą, gdyby odrzucała myśl o stanięciu z nim ponownie oko w oko.
  Uciekanie z podkulonym ogonem? Naprawdę nie w tym przypadku.
  - Nic więcej nie zauważyłam – czyli, w teorii, klątwa sprowadzała się do blokowania mówienia o nim… ale czy na pewno? Mogła po prostu nie trafić jeszcze na kolejne ściany bądź jakieś jej mechanizmy jeszcze się nie uruchomiły…?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
07.08.2023, 20:20  ✶  
Florence kiwnęła głową na zapewnienie Mavelle. Nie siadała, za to położyła na fotelu swoją torbę i ją otworzyła. Ona sama się nie spieszyła, ale po prostu podczas takich wizyt była zainteresowana przede wszystkim badaniem, diagnozą i najlepiej, wdrożeniem właściwego leczenia.
- Podstępna klątwa. Jak rozumiem rzucona szybko, bez specjalnych dodatkowych inkantacji, świec i komponentów? – spytała, spoglądając na Bones przelotnie, po czym wyciągnęła z torby fiolkę i srebrzysty proszek. Z tego, co mówiła Mavelle, próbowała niemal wszystkiego. A klątwa przed niemal wszystkich zabezpieczała. – Zaskakuje mnie, że mógł rzucić takie przekleństwo, a was nie zabił. Może obawiał się rzucić mordercze zaklęcie w Limbo?
Wydawała się niewzruszona taką diagnozą, choć w istocie drżała na samą myśl. Tam był jej brat i jej najlepszy przyjaciel. Mogli nigdy nie wrócić.
Okoliczności rzucenia klątwy były jednak również istotne.
– O ile rozumiem… Voldemort życzy sobie być nazywany Mrocznym Panem albo Czarnym Lordem. Czy te określenia również nie przejdą pani przez usta? – zapytała, obracając się ku Mavelle. Nie, nie chodziło o to, że chciałaby, aby Bones chodziła i tak nazywała Voldemorta, ale to już mówiłoby to i owo o działaniu przekleństwa. Czy miało uniemożliwiać Mavelle mówienie o Voldemorcie w ogólności? Czy nie spodobało mu się coś, co powiedziała, więc chciał ją zmusić do używania jedynego miana, które akceptował? (Nawiasem mówiąc, zdaniem Florence, świadczyło to chyba o jakimś głęboko zakorzenionym kompleksie niższości.)
Florence Bulstrode powinna zapewne drżeć na myśl o klątwie rzuconej przez najpotężniejszego czarnoksiężnika wszechczasów. Zamiast tego jednak skupiała się raczej na tym… jak bardzo chciałaby to zaklęcie złamać. Nawet nie ze względu na Mavelle, a na wszystkie własne ambicje. Nie wątpiła, że będzie to trudne. I wiedziała, że nie uda się jeszcze dzisiaj. Ale zamierzała przynajmniej spróbować znaleźć sposób na przełamanie tej magii.
Przy okazji nie zaszkodzi zebrać informacje o Zimnych.
– Jeśli pani pozwoli… – dodała, a potem wysypała sobie proszek na dłoń i dmuchnęła w stronę Mavelle. Miał pomóc przy zaklęciu diagnostycznym, mającym ujawnić ślady magii, dotykającej danej osoby. Oczywiście, samo w sobie to było jeszcze za mało, ale stanowiło jakiś początek. Machnęła różdżką i proszek, mogłoby się wydawać, znikł. – Hm… – mruknęła Bulstrode z pewnym zastanowieniem, bardziej do siebie niż do kobiety.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#5
07.08.2023, 23:44  ✶  
Florence dostała pewien kredyt zaufania, co nie oznaczało, iż Bones spuszczała z niej spojrzenie. Nie. Czujnie obserwowała poczynania uzdrowicielki, nawet jeśli wyglądała na w miarę rozluźnioną. W końcu znajdowała się niejako na własnym terenie, prawda? No, nie dosłownie własnym, bo posiadłość to jednak należała do dziadka, ale wciąż, aktualnie była jej lokatorką (choć pewnie niedługo wypadałoby się wyprowadzić; to i tak od początku miało być tymczasowe…), więc… no nie do końca można było powiedzieć, że kobiety znajdowały się na w pełni neutralnym gruncie.
  - Tak, żadnych komponentów – potwierdziła krótko, wracając się pamięcią do Beltane. Do Limbo. Co się wtedy stało…? Pamiętała machnięcie różdżką, pamiętała słowa, jakie wypowiadał. Pamiątka. I jeszcze… - Nie miałam czasu na reakcję. Pamiętam, że poczułam coś dziwnego, że coś się stało z językiem, ale… to nie był ból, żadne mrowienie, tylko po prostu świadomość, że coś się stało – wyjaśniła cicho i zacisnęła lekko wargi. Nie. Ktoś, kto miał czelność sięgnąć po moc ognisk, przekroczyć granicę życia i śmierci z całą pewnością nie obawiał się rzucenia morderczego zaklęcia. A nawet jeśli – to brygadzistka nie posądzała go o to. Prędzej klasyfikowała jako kogoś, kto mocno upadł na głowę i widział świat w sposób, w jaki chciał widzieć, a nie taki, jakim był naprawdę. I również jako kogoś, kto nie ma żadnych zahamowań, przez co jest w stanie sięgnąć po cokolwiek tylko zapragnie, bez żadnej refleksji.
  Niestety trafiła na ścianę – nie mogła wyjaśnić Florence, że ta się myliła. Musiała się mylić. Bo gdyby chciał, to była całkiem pewna, że nie wróciłaby z Limbo. Pamiątka – bo przelew czarodziejskiej krwi jest stratą. Bo może istniała – w jego oczach, oczywiście – szansa, że jednak się przed nim ukorzy, uzna za swojego pana, dołączy do jego sprawy… Rzecz jasna to były tylko domysły.
  Za to w oczach kobiety pojawił się ponury błysk, przemieszany z irytacją. Bezsilnością też. Bo nie miała jak na razie żadnego sposobu, żeby obejść tę cholerną klątwę, a… wzięła głębszy wdech. Jak do tej pory, nawet jej nie przyszło przez myśl, żeby sięgnąć po takie sformułowania – nie zasługiwał na takie uznanie, w najmniejszym choćby stopniu.
  Otworzyła usta. Zamknęła. Znowu otworzyła, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk – bo przecież Bones nie żywiła dla niego ani grama szacunku, w jej głosie nie byłoby choćby szczypt podziwu, uznania dla jego wspaniałości. Co najwyżej złość, pogarda, nienawiść. Żeby go tak mrówki zeżarły, żywcem…
  Kaszlnęła, pokręciła głową, zaciskając dłonie na podparciach fotela. Fiasko. Jedno, wielkie fiasko.
  - Obawiam się, że nic z tego – oznajmiła, siląc się na spokój. W końcu co Bulstrode winna, że Bones znowu walnęła w ścianę? Tak jakby nie gryzło się ręki, która mogła pomóc.
  - Co to jest…? – spytała nieco podejrzliwie, jednakże nie oponowała. Jakoś trzeba było rozgryźć zagadkę klątwy, czyż nie? Każda profesja miała swoje narzędzia, a jeśli ten proszek okazałby się czymś, co miało zaszkodzić (i co udowodniłoby, że popełniła błąd, słuchając Stewarda), to Florence strzelałaby sobie właśnie w stopę. Przecież to nie tak, że absolutnie nikt nie wiedział, gdzie Mav zniknęła i po co… Tak że zakładanie tutaj złej woli wydawało się być zbyt daleko posuniętą paranoją.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
07.08.2023, 23:56  ✶  
- To sugerowałoby, że klątwa padła na język, ale z tego, co pani mówi, jest znacznie szersza. - Gdyby tylko plątała język Mavelle, nie byłoby problemu z pisaniem albo wskazaniem rysunku. - To niemniej istotna informacja. Tam może mieścić się jej rdzeń - oświadczyła Florence.
Czekała, czy Mavelle uda się wypowiedzieć te słowa, a gdy nic takiego nie padło, kiwnęła jedynie z powagą głową. Czy była zaskoczona? Nie, bo żaden rezultat by jej nie zaszkodził. W tej chwili były w fazie testów i badań. Nie wiedziała - jeszcze - czy Mavelle nie mogła się odezwać, bo i te słowa były "zakazane" i Voldemort nie życzył sobie, by mówiła o nim w ogólności, czy w grę wchodził po prostu brak szacunku Mavelle do tego, czyje miano chciałaby wypowiedzieć.
- Pomaga w diagnostyce. Bez obaw. Nie zostawia śladów - zapewniła spytana. Po prawdzie jej nie przyszłoby nawet do głowy, że Bones podejrzewa ją o jakieś złe intencje. Myśli Florence dryfowały raczej w innym kierunku: pomyślała, że Mavelle obawia się, że nabałagani im w salonie. Sama Bulstrode właśnie tego by się obawiała. Dlaczego ktoś miałby podejrzewać uzdrowicielkę o jej reputacji o chęć zaszkodzenia pacjentowi? Magomedyczce nie mieściło się to po prostu w głowie. Żyły w innych światach, a chociaż Florence wiedziała, że trwa wojna, teraz, po Beltane wręcz boleśnie zdając sobie z tego sprawę... to nie umiała jeszcze w pełni zrozumieć osób, które egzystowały w świadomości ciągłego zagrożenia, zawsze gotowe chwytać za różdżkę.
- Klątwa nie powinna być zaraźliwa, niebezpieczna, nie sądzę, by miała jakoś się rozprzestrzeniać w organizmie. To dobra informacja. Gorsza jest taka, że jej zdjęcie w tej chwili wydaje się trudne. Nie znam klątwołamacza w Wielkiej Brytanii, który by się tego podjął. Będę musiała poszukać informacji. Informacja dodatkowa... mam wrażenie, że mamy tu coś jeszcze - mruknęła z pewnym zastanowieniem. Sama nie wiedziała, czy się myli, czy na Mavelle ciąży jeszcze coś, co jako klątwołamaczka umiałaby przerwać.
Czy to w ogóle była nić klątwy?
To też wymagało zastanowienia, przeanalizowania wyników i przemyślenia paru rzeczy.
- Byłaby pani uprzejma otworzyć usta? - poprosiła spokojnie. W końcu, jeżeli w ogóle chciały myśleć o zdjęciu tej klątwy, skoro Mavelle mówiła, że było "dziwne uczucie na języku", Florence musiała obejrzeć i ten.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#7
08.08.2023, 11:05  ✶  
Tak, gdyby klątwa padłą tylko na język, sprawa byłaby znacznie prostsza. Bo Mav mogłaby wtedy chodzić ze zdjęciem dzbana i nim wymachiwać podczas rozmów na temat tego cholernego Voldemorta; kto miał skojarzyć, ten na pewno skojarzyłby, co kobieta ma na myśli, wskazując na „wizerunek”. Ale niestety, czarnoksiężnik splótł coś, co miało znacznie szerszy zasięg i…
  … nie potrzebował do tego żadnych komponentów, co jednak uzmysławiało, jaką potęgą dysponował. A i tak to był z pewnością jedynie niewielki jej ułamek. Co nie oznaczało, że wzbudzał tym jakikolwiek podziw czy szacunek – z całą pewnością nie u Mavelle. Bo ta moc z pewnością została zdobyta zgodnie z filozofią „po trupach do celu” – o nic innego go nie podejrzewała.
  Stąd też skinęła głową, potwierdzając wnioski – bo tak, była znacznie szersza i nie dało się nijak tego ukryć. Nie, żeby próbowała, skądże znowu.
  - Rozumiem – skwitowała, nie drążąc dalej sprawy. Sam bałagan wprawdzie nie był czymś, czym szczególnie by się przejmowała; nie należała o tych skrajnie pedantycznych osób, którym przeszkadzałaby odrobina pyłu, plus, nie ma co się oszukiwać – trochę proszku to kwestia raptem jednego machnięcia różdżką, żeby się go pozbyć. O ile w ogóle cokolwiek by zostało.
  W kwestii zaraźliwości w zasadzie zgadzała się z Bulstrode – o ile na klątwach się nie znała, to doskonale pamiętała słowa Voldemorta: pamiątka. Pamiątka zaś była czymś osobistym – i na tym już mogła się opierać, że zapewne klątwa nie będzie zataczała coraz szerszych kręgów. No, chyba że jednak ten skurwysyn znalazł sobie sposób na siłowe podporządkowywanie sobie znacznie większej rzeszy czarodziejów, tak też w teorii mogło być.
  - … coś jeszcze? – spytała, marszcząc brwi. Nie brzmiało to dobrze. Złą informację przyjęła raczej dość dobrze, czegoś takiego w teorii można się było spodziewać (znów. Voldemort, szeroki zakres, brak jakichkolwiek komponentów! Inna sprawa, czy dałoby radę się nimi posłużyć w Limbo – kolejna niewiadoma), ale… dodatkowego bonusu to się raczej nie spodziewała. Czyli że co, dwie klątwy, nie jedna? Jakaś ukryta pułapka, która odpali się w najmniej odpowiednim momencie?!
  A czy byłaby uprzejma…? Cóż. Po prostu otworzyła te usta. Trzeba to trzeba.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
08.08.2023, 12:55  ✶  
– Być może – odparła Florence lakonicznie. Mogła się mylić, mogła być to sprawa tej jakże dziwacznej i skomplikowanej klątwy albo jakiś efekt uboczny bycia „Zimnym”. Bulstrode zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad całą sprawą, ale było jeszcze za wcześnie, aby mogła poskładać ze sobą wszystkie elementy.
Pochyliła się więc na razie jedynie nad Mavelle, szepnęła lumos, ukierunkowując światło tak, by padało w jedną stronę, konkretnie: na język. Obejrzała go uważnie, a potem szepnęła kolejne dwa zaklęcia. Rozproszenia spróbowała właściwie tylko po to, by zobaczyć, jaki będzie efekt – na razie nie sądziła, by zdołała złamać klątwę i rzeczywiście, skutku nie było.
Potem odsunęła się i rzuciła serię kolejnych czarów. Te już nie miały diagnozować klątwy, choć Mavelle o tym nie wiedziała. Florence sprawdzała pracę serca, tętno, inne podstawowe funkcje organizmu. Tak, korzystała z okazji, że miała tutaj Zimną. Nie, nie chciała wcale iść z tym do prasy. Jej brat i jej przyjaciele byli dotknięci podobną przypadłością i Florence szukała powodów.
– Nie wydaje mi się, aby to była druga klątwa – dodała z pewnym zastanowieniem. – Zdaje mi się, że jest tu coś, co mogłabym przełamać, ale może to być zaledwie echo przekleństwa… Voldemorta albo jakiś ślad pozostały po limbo. Gdyby zauważyła pani jakiekolwiek nowe, dziwne, niepokojące objawy, sugeruję zasięgnięcie opinii mojej albo innego specjalisty – powiedziała. Wrzuciła woreczek z pyłem z powrotem do torby, przesunęła ją i sama na moment usiadła na fotelu. – Uważam, że klątwę rzuconą przez niego, da się złamać. Ale nie będzie to łatwe i na pewno nie podejmę się tego teraz.
Musiała pogrzebać w księgach, sprawdzić informacje dotyczące klątw. Zasięgnąć opinii ojca, który w końcu był całe lata aurorem. Zajrzeć także do zapisków, które niekoniecznie powinny stać na półkach bibliotek i księgarń.
Jeżeli szło o Florence, uważała, że pewna wiedza jest potrzebna. Jej zakazywanie niewiele da. Ci, którzy zechcą jej użyć w złych celach, i tak znajdą sposób.
Mówiła spokojnie, niezbyt szybko, rzeczowym tonem. Wyraz twarzy miała nieporuszony, jasne oczy patrzyły uważnie, ale nie odbijały się w nich żadne emocje.
– Nie umiem ocenić, co wywołuje pozostałe anomalie. Być może jest to echo pobytu w limbo. A może doszło tam do czegoś, co zaburzyło funkcjonowanie energii w waszych ciałach. I nad tym tematem również się pochylę.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#9
08.08.2023, 23:44  ✶  
„Być może” nie brzmiało specjalnie budująco, wręcz przeciwnie. Cóż. Kolejny kamyczek do beltanowego ogródka, którego najwyraźniej jeszcze nie zdążyła w pełni zbadać? Na to wyglądało. Aż trochę strach pomyśleć, co się w nim dokładnie kryło – zresztą, strach czy nie, należało zajrzeć pod każdy kamień.
  O ile to w ogóle było możliwe.
  Cierpliwie poddawała się oględzinom, nawet jeśli nie była najszczęśliwszą osobą pod słońcem z tego powodu. Trzeba to trzeba i koniec, kropka, zwłaszcza jeśli chciała zrzucić z siebie jarzmo klątwy.
  - Biorąc pod uwagę, jak bardzo limbo nas zmieniło, nie zdziwiłabym się, gdyby to było to – mruknęła, nieświadoma jeszcze, że z tym „czymś” limbo tak naprawdę nie miało nic wspólnego. Voldemort też nie. Winnym był rytuał, do którego odprawienia tak beztrosko zaprosiła Moody’ego, chcąc po prostu spędzić być może ostatnie chwile swego życia z kimś, kogo lubiła. Choć nie, „lubiła” to spore niedopowiedzenie; insza sprawa, że sama nieszczególnie była tego świadoma, przynajmniej nie wtedy. Teraz…
  … cóż, trudno nie zdawać sobie sprawy z własnych uczuć, gdy cała jej istota praktycznie rwała się do aurora, co z kolei wiązało się z próbami utrzymania samej siebie w ryzach. Jakiś rozsądek, mimo wszystko, dobrze by było zachować…
  - Dobrze, zgłoszę się – obiecała i skinęła lekko głową. Czy liczyła na to, że Bulstrode pstryknie palcami i od razu, już przy tej jednej wizycie pozbędzie się klątwy? Cóż, byłoby miło, niemniej jednak nieszczególnie się na to nastawiała. Pozostawało po prostu czekać i ewentualnie szukać jeszcze innych specjalistów, żeby wszystko rozgryźć. I wrócić do normalności, kiedyś, oby.
  - Cóż, nie da się ukryć, że pobyt w limbo trochę zmienił – skwitowała, pozornie bez większych emocji. Największą zmianą była ta oczywista, czyli cholerne zimno, którego doświadczał każdy z słynnej teraz czwórki. I praktycznie każdy, kto miał bliższą styczność z zimnymi. Sama najchętniej zakopałaby się pod stertą wszelkich możliwych okryć, ale już się przekonała, że to nie przynosiło żadnych efektów, więc… odpuściła. Nie licząc rękawiczek.
  - Też spróbuję czegoś poszukać – dodała z pewną zadumą w głosie. Aurorzy, Departament Tajemnic, może nawet jakiś specjalista na Hawajach czy w innej części świata – cokolwiek, ktoś gdzieś musiał mieć jakąś odpowiedź, chociażby jej strzęp – Może akurat się uda i da to szerszy obraz... – odetchnęła głębiej. Wyglądało na to, że na chwilę obecną wizyta praktycznie miała się ku końcowi, więc… - Umawianie się na konkretną datę chyba mija się teraz z celem, prawda? Więc zakładam, że następne spotkanie, jak uda się coś znaleźć bądź wystąpią kolejne objawy…?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
11.08.2023, 10:15  ✶  
- Jeśli czegoś się dowiem, poinformuję panią. Nie chcę w tej chwili podejmować prób złamania tego… bo kto wie, czy to nie jest ten element, który utrzymuje was wciąż przy życiu? – powiedziała wprost Bulstrode. Musiała brać to pod uwagę, chociaż cóż, myliła się i całkiem niedługo miała zabrać się za łamanie podobnych „przypadłości”.
Doskonale wiedziała, że pobyt w Limbo „coś” zmienił. Ale nie miała pojęcia, co. Atreus się zmienił. Patrick się zmienił. Mavelle się zmieniła. Florence zawahała się na moment, zastanawiając, w jakie słowa ubrać swoje myśli. By zabrzmiały odpowiednio dyplomatycznie. Rozmawiała już z uzdrowicielami, pytała też o to i owo ojca, Atreusa badały kapłanki…
– Obawiam się, że jeśli problem dotyczy energii, znalezienie przyczyn będzie w Anglii trudne – stwierdziła w końcu. Sama znała się na nekromancji całkiem dobrze. Zapewne na tyle dobrze, że władzom by się to nie spodobało, chociaż nigdy nie tknęła czarnej magii. Ale uważała, że musi wiedzieć o niej więcej, aby móc pomóc ofiarom.
Dlatego najlepiej wiedziała, jak trudno o pewne źródła.
– Wszelkie jej manipulacje wchodzą już na pole nekromancji. Na Wyspach Brytyjskich każda jej forma jest zakazana. – Mina Florence nie zdradzała, co o tym myśli. Chociaż myślała wiele, tak jak zwykle nie mieszała się w politykę, tak tutaj nie rozumiała, jakim cudem czarnoksiężnicy nie przejęli jeszcze władzy nad Anglią, skoro potrafili wyczarować zwalczające siły potwory, a jedyny sposób na ich zwalczenie to była… tak, nekromancja.
Ale były kraje, w których patrzono na to odrobinę inaczej.
– Zastanowię się nad wynikami. Poszukam w źródłach. I skontaktuję się z panią – obiecała Florence. Musiała poszukać informacji o klątwach podobnych do tej, która spadła na Mavelle. I przeanalizować sprawę „tego czegoś dodatkowego”. O samej przypadłości Zimnych i tak szukała: wszak była żywo zainteresowana sprawą. (Czy raczej zamierzała szukać, pierwsze dni po Beltane oznaczały głównie intensywną pracę, bo mieli więcej rannych niż zwykle.)
Po krótkich ustaleniach, uzdrowicielka udała się po prostu z powrotem do kominka. Poczekała aż Bones uruchomi sieć Fiuu, a potem znikła w płomieniach.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1840), Mavelle Bones (2070)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa