• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[13.05.72, ranek] W cieniu Beltane

[13.05.72, ranek] W cieniu Beltane
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
03.08.2023, 10:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:08 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Padało. Nic niezwykłego w majowym Londynie, nic niezwykłego w maju tego roku. Krople deszczu bębniły o parapety, rozbijały się o chodniki, tworzyły kałuże na drogach, spływały po szybie mugolskiej knajpy, w której siedziała Brenna Longbottom. To był paskudny, sobotni poranek, w który nie chciało się wstawać z łóżka. Może dlatego – a może z powodu wczesnej godziny – knajpka zdawała się prawie opustoszała. Blada kelnerka przysypiała za ladą, w drugim kącie pomieszczenia dwóch mężczyzn jadło śniadanie. Dopiero niedawno wstał świt, a ciemne chmury, przysłaniające niebo, sprawiały, że na ulicach wciąż panował półmrok.
Wybrała to miejsce i tę porę, z paru powodów. Było stąd dość blisko do Dziurawego Kotła, Nora nie musiała więc fatygować się daleko, a Brenna mogła potem dość szybko skoczyć do Ministerstwa Magii (by załatwić parę drobiazgów i pobiec pracować w terenie). Nie bez znaczenia było i to, że popołudnia i wieczory były w klubokawiarni na pewno najbardziej oblężone, za to Brenna wątpiła, by rankiem, gdy odsypiano tydzień i niewiele osób szło do pracy, tłumy waliły po ciasteczka i kanapki. Nora wieczorem z pewnością będzie zajęta, zwłaszcza że (na tę myśl coś w żołądku Brenny ścisnęło się boleśnie) pewien rudy kocur nie mógł już służyć jej pomocą. Nowy kociak może z czasem zapełni dziurę w sercu, ale to wciąż bolało – i tworzyło też nie tylko emocjonalny, ale i bardziej praktyczny problem braku pracownika.
Ale przede wszystkim: tu właściwie ryzyko podsłuchania nie istniało. Niemal pusta sala, z dala od magicznego świata. Nawet gdyby jakiś mugol usłyszał to i owo, co najwyżej uzna, że ma do czynienia z wariatkami. W teorii dom Longbottomów był bezpieczniejszym miejscem, ale… tam zawsze kręciło się tylu ludzi, pewnie chcieliby przywitać się z Norą, porozmawiać z nią, a Brenna chciała porozmawiać spokojnie.
O wielu sprawach. Z których większość była mało przyjemna i niekoniecznie rozmowa ta powinna mieć jakichkolwiek świadków.
Odetchnęła i oderwała spojrzenie od swojego talerza. Zamówiła typowe, angielskie śniadanie: ogromna porcja bekonu, dwa sadzone jajka, grillowane pomidory, tost, dwie kiełbaski, wyglądały naprawdę smakowicie. Mimo to jakoś – niezwykłe na nią – nie miała apetytu. I to mimo tego, że ostatnio jadła głównie w biegu, więc taki posiłek był czymś naprawdę przyjemnym.
Upiła łyk kawy i skrzywiła się. O ile jedzenie mieli tutaj bardzo dobre, o tyle kawę przygotowywali kiepską. Chociaż Brenna nie powinna narzekać, w Biurze Brygady piło się głównie jakąś wstrętną lurę. Przeniosła wzrok na szybę, usianą kroplami deszczu i uśmiechnęła się, gdy po drugiej stronie dostrzegła Norę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
03.08.2023, 12:17  ✶  

Maj, zazwyczaj wzbudzał same pozytywne emocje. Wiosna na dobre mogła się rozgościć, promienie słoneczne świeciły coraz mocniej, chciało się żyć. W tym roku było jednak inaczej. Beltane, które miało rozpocząć ten pozytywny czas w roku przebiegło zupełnie inaczej. Niespodziewanie. Poplecznicy Voldemorta spowodowali, że to święto nie będzie kojarzyło się ciepło. Wielu czarodziejów straciło życia. Musieli jakoś się odnaleźć w tym wszystkim po tych wydarzeniach, nie było to łatwe.

Norka dostała krótką informację o miejscu spotkania, w którym miała znaleźć Brennę. Oczywiście zamierzała się tam pojawić. Mimo tego, że pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Deszczowy poranek raczej wzbudzał niechęć do jakichkolwiek aktywności. Miała świadomość, że przyjaciółka wybrała ten termin nie bez powodu, sobotnie poranki zazwyczaj były najspokojniejsze. Figg miała ręce pełne roboty, szczególnie, że podczas wichury straciła swojego najwierniejszego towarzysza - Salema. Był członkiem jej rodziny, nie miała jednak zbyt wiele czasu, aby pozwolić sobie na żałobę. Musiała pracować, taki był już los samotnej przedsiębiorczyni. Łapała się na tym, że nadal uwzględniała kota w swoich planach, w końcu był on również jej oparciem w pracy, odczuwała jego brak nawet w tej dziedzinie. Powinna poszukać nowych pracowników, jednak jakoś nie miała do tego głowy, a ból po stracie Salema mogła zagłuszyć pracą. Nie miała wtedy czasu na rozpamiętywanie wszystkiego, musiała się skupić na tym, co było tu i teraz.

Ubrana w fioletową sukienkę opuściła klubokawiarnię, zostawiła ją zamkniętą. Nic się nie stanie jeśli raz otworzy później. Zaopatrzona w dużą parasolkę wyruszyła do miejsca docelowego. Małą Mabel podrzuciła na weekend do Doliny, do swoich rodziców, żeby nie nudziła się w cukierni.

Weszła do środka knajpki, o której wspominała Brenna. Rozejrzała się po wnętrzu. Było tutaj raczej pusto, niewiele osób znajdowało się w środku. Nie ma się co dziwić, pogoda była naprawdę okropna.

Dostrzegła Brennę od razu i skierowała się ku niej. Wiedziała, że mają wiele do omówienia, a ostatnio nie było jakoś na to czasu. Zbyt wiele się wydarzyło, każdy pędził, aby jakoś uporządkować niełatwą rzeczywistość. - Cześć Słońce. - Powiedziała spokojnym tonem na przywitanie nim usiadła na przeciwko przyjaciółki. - Dobrze widzieć, że coś jesz. - Bała się, że przez natłok spraw Longbottomówna może zapomnieć o jedzeniu.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
03.08.2023, 13:08  ✶  
Gdy Figg weszła do środka, Brenna skupiła spojrzenie na twarzy Nory, jakby szukała oznak, że coś jest nie tak. Chociaż tak naprawdę nie musiała. Wiedziała, że wiele rzeczy jest nie tak, a poza tym ostatnio często widywała smutnych, bladych ludzi o podkrążonych z niewyspania oczach. Może właśnie na przekór temu zmusiła się do posłania kobiecie tamten uśmiechu przez szybę.
– Cześć, kochanie – przywitała się, czekając aż Nora usiądzie naprzeciwko. Sama Brenna nie zabrała parasola. Włosy, trochę przycięte, wciąż miała lekko wilgotne, a marynarka schła, przewieszona przez oparcie wolnego krzesła. Deszcz nigdy nie przeszkadzał Brennie nadmiernie, a miała do przejścia tylko kawałek. – Oczywiście, że jem. Ja miałabym zapomnieć o jedzeniu? O co ty mnie podejrzewasz – spytała, i na dowód własnych słów nabiła na widelec kawałek bekonu umaczany w jajku i wsunęło go do ust. Była to przy okazji gra na czas, bo zyskiwała kilka sekund, kiedy nie musiała mówić: bo były to dni, gdy nawet Brennie czasem brakowało słów. Co miała powiedzieć? Jak się trzymasz? Domyślała się, że nie najlepiej, a jednocześnie Nora zapewni, że jakoś sobie radzi. Powiedzieć, że jej przykro z powodu Salema? Już to mówiła. Z kolei nie zapytanie wcale, pominięcie tych wszystkich słów, od razu przejście do rzeczy, byłoby takie… nawet nie to, że niegrzeczne, ale jakby ściągnął tu Norę, by zadać parę pytań i zignorować wszystko inne. A przecież też chciała ją zobaczyć i martwiła się.
– Przepraszam, że ostatnio nie wpadałam do kawiarni, mamy straszny młyn – zaczęła więc na początek. Zazwyczaj zaglądała tam raz – dwa razy w tygodniu, albo przed pracą, albo po pracy, czasem by dłużej pogadać, czasem by wymienić parę słów i porwać jakąś kanapkę, pączka lub ciastko. Niekiedy w liczbie mnogiej, także dla krewnych czy współpracowników, w zależności od tego, czy wybierała się do Biura, czy do domu. W ostatnich dniach… Nawet te dziesięć minut na podejście na Pokątną i dziesięć spędzonych w klubokawiarni to było za wiele. Nie czuła się z tego powodu dobrze, chociaż wiedziała, że Nora zrozumie. – Mam nadzieję, że tam jakoś wszystko idzie?
Bez Salema. Ale i po Beltane. Brenna nie była pewna, czy w tej nowej, paskudnej rzeczywistości, ludzie zrezygnują na przykład z wychodzenia na wieczorne drinki. Pewnie w pierwszych dniach po sabacie tak było – nie miała okazji się przekonać, spędzając je w lesie, domu i Ministerstwie – ale być może teraz wracało to już jako tako do normy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
03.08.2023, 13:30  ✶  

Uśmiechnęła się do przyjaciółki na tyle, na ile potrafiła. Brakowało w niej tej radości, którą zazwyczaj emanowała. Wydarzenia związane z Beltane pozostawiły na jej osobie trwały ślad. Zresztą myślała, że umrze. Kiedy ten wiatr uniósł ją w powietrze, była niemal pewna, że to już koniec, że odejdzie stąd na zawsze, że Mabel zostanie sama, a ona zamieni się w proch. Tak się jednak nie stało. Los chciał, żeby nadal stąpała po tym świecie, mimo tego, że wielu innych nie miało tyle szczęścia. Do tego to, co wydarzyło się później, ten mężczyzna, który umarł na jej oczach, po tym jak wsadziła mu wianek na głowę... Ten widok wracał do niej gdy tylko zamykała oczy. Nora Figg raczej nie przywykła do takich sytuacji. Później znalazła Salema, jakby to wszystko, co się jej przydarzyło nie było wystarczającą serią niefortunnych zdarzeń. Każdy przeżywał swoje tragedie, może dla jednych nie były one wcale takie dramatyczne, jednak dla panny Figg to było naprawdę wiele. Szczególnie, że jej życie należało raczej do tych spokojnych.

- Zmokłaś trochę. - Skomentowała jeszcze, gdyby Brenna przypadkiem tego nie zauważyła. - Jeszcze się przeziębisz. - Nie dało się ukryć, że Norka była typową matką. Najchętniej zaopiekowałaby się wszystkimi, których znała.

- Po prostu się martwię, nie wpadasz już tak często na pączki, bałam się, że zupełnie przestałaś jeść. - Miała świadomość, że dużo się dzieje. Brenna musiała mieć ręce pełne roboty po tej masakrze. Do tego jej wuj zginął, zapewne szukali teraz tego, kto go zabił. Rozumiała to, że miała dla niej mniej czasu, nie wymagała tego, żeby ją często odwiedzała, choć trochę brakowało jej obecności przyjaciółki.

- Wiem Brenn, musicie posprzątać ten cały syf, który wydarzył się w Beltane. Mam nadzieję, że znajdziecie tych skurwysynów. - Spoglądała na Longbottom uważnie. Rzadko kiedy przeklinała, widać było więc, że coś się w niej zmieniło. Może dopiero po tym ataku zrozumiała na co tak naprawdę stać popleczników Voldemorta. Wiedziała, że są niebezpieczni, nie sądziła jednak, że będą chcieli zaatakować również swoich - w końcu czystokrwiści również byli na sabacie.

- Jakoś idzie, bywało lepiej, ale sama wiesz. - Co mogła jej bowiem powiedzieć? Że jest chujowo, że wszystko się posypało, że próbowała jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości, ale szło jej to niezbyt dobrze? Że nie mogła spać, że się bała, bała się, że przyjdą po nią i Mabel. Nie mogła się tym podzielić, musiała być silna, jak zawsze, jakoś to będzie. - Jak się trzyma Dani? - Wolała zapytać o to Brennę, trochę się bała, że mogłaby przy Danielle powiedzieć coś nie tak, w końcu to ona przeżyła jeszcze większą stratę od niej.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
03.08.2023, 23:05  ✶  
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam chora – odparła Brenna. Od dziecka była energiczna, raczej zdrowa, bawiła się na zewnątrz w każdych warunkach pogodowych i nie chorowała. W Hogwarcie nieco zazdrościła tym uczniom, którzy z powodu kataru unikali na przykład nudnych lekcji historii magii. – Ale obiecuję, że jeżeli zacznę kichać, łyknę dawkę eliksiru pieprzowego – przyrzekła solennie. Po czym uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Nora wyraziła obawę o jej dietę.
- Wiem, że niektórym ciężko w to uwierzyć, ale pączki to nie podstawa mojego jadłospisu. Chociaż stanowią jego ważną część – zapewniła, nabijając na widelca tym razem kawałek kiełbaski. – Jeżeli jesteś głodna, mają tutaj naprawdę bardzo dobry bekon. Świeże jajka. Za to kawa absolutnie paskudna, nie polecam.
Przez ułamek sekundy można by uwierzyć, że to było zwykłe, towarzyskie spotkanie. Ot rozmowa dwóch przyjaciółek, które nie widziały się parę dni. O deszczu, o chorowaniu, o pączkach. Ale tak nie było. Nie tym razem.
Gdyby wszystko poszło dobrze, Brenna wpadałaby teraz do Nory, by zaprosić ją na wypad z kraju. Tymczasem przychodziła tutaj z czymś o wiele, wiele paskudniejszym i mniej ciekawym. I rozmawiały niestety nie tylko o jedzeniu, ale też śmierciożercach… a gdzieś w tle były te bolesne straty, zbyt świeże, aby mówić o nich wprost, ale obecne w tych pytaniach, jak tam idzie, co z Dani…
- Zrobię, co mogę – przyrzekła, i chociaż mogło to nie brzmieć zbyt poważnie, gdy było wygłaszane nad talerzem z bekonem w mugolskiej knajpie, to Brenna tę obietnicę traktowała z całą powagą. Złożyła sobie ją zresztą już kilkanaście dni. Sobie, wujowi, pewnemu duchowi i całemu światu. – Źle. Moim zdaniem gorzej niż chciałaby przyznać – odparła szczerze. Mogła kłamać, co do własnego samopoczucia, ale nie chciała zwodzić Nory w tej sprawie. Danielle cierpiała, a Brenna nie wiedziała, jak jej pomóc, chociaż z całego serca pragnęłaby coś zrobić. – Po części o tym chciałabym z tobą porozmawiać.
Przełknęła ostatni kawałek kiełbaski i odłożyła sztućce. Jakoś… nie wypadało o pewnych rzeczach mówić, przeżuwając jedzenie. Pochyliła się lekko ku Norze ponad stolikiem, by móc zniżyć głos.
– Wujek walczył ze śmierciożercą. Wiele wskazuje na to, że to on go zabił, ale jego ciało… – zawahała się. – Było w złym stanie. Bardzo złym, Nora. Nie znam magii, która mogłaby do czegoś takiego doprowadzić. Myślałabym, że to jakaś forma nekromancji, ale… chodzą różne pogłoski. Że w noc Beltane coś czaiło się w lesie. Ludzie natykali się na dziwne rzeczy, gdy uciekli i potem, gdy szukano ocalonych. Może to jakieś stworzenia? A ty… ty znasz się na takich sprawach lepiej ode mnie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
04.08.2023, 08:22  ✶  

Spoglądała na przyjaciółkę uważnie i pokiwała głową. - Może i nie pamiętasz, ale wiesz, że robisz się coraz starsza? Wiadomo, że młodość rządzi się swoimi prawami, ale musisz o siebie dbać, mówię to z troski, nie, żeby cię karcić. - Dodała jeszcze, bo naprawdę się martwiła. Wolałaby, żeby Longbottom unikała zbędnych choróbsk, jeśli były do tego metody, bo zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć. - Taka obietnica wystarczy, jeśli ci zabraknie eliksiru, to daj znać, zrobimy kolejne zapasy. - Norka zaopatrzała większość swoich przyjaciół w różne eliksiry, więc nie było to dla niej nic dziwnego, wszyscy wiedzieli, że poza cukiernictwem wyjątkowo dobrze radzi sobie mieszając wszystko w kociołku, bo właściwie jaka to była różnica, czy mieszasz coś w garze, czy w kotle? No żadna.

- Bardzo ważną część. - Poprawiła Brennę, bo starała się zrobić wszystko, aby tak właśnie było. Miała świadomość, że nie samymi pączkami żyją ludzie, jednak jej produkty były wyjątkowe - przynajmniej tak się pannie Figg wydawało. - Tak szczerze mówiąc, to nie jestem głodna. Rozczarowały mnie nieco twoje słowa, bo kawy bym się chętnie napiła, a w takim wypadku jednak postawię na herbatę. Daj mi chwilkę. - Podniosła się od stołu, aby udać się do lady, gdzie znajdywała się przysypiająca kelnerka. Norka z uśmiechem na twarzy poprosiła ją o filiżankę herbaty, po czym wróciła do przyjaciółki.

- Oczywiście nie sama, bo co Ty jedna możesz zrobić Brenn, nie chce zrzucać na ciebie tej odpowiedzialności, jeśli mogę się na coś przydać, to wiesz, że jestem, zawsze gotowa pomóc. - Może nie w walce, bo do tego nie nadawała się wcale, chyba, że możnaby do niej używać tortów, bo jej torty na pewno wspaniale by latały, gdyby przyszła taka potrzeba, jednak jeśli chodzi o walkę na zaklęcia, to Norka Figg nigdy się jakoś specjalnie do tego nie nadawała. Mogła za to tworzyć eliksiry, przyjąć pod swój dach kilka osób, nakarmić głodnych, nawet dla niej można było znaleźć zajęcie w tym trudnym czasie.

Mina jej nieco zrzedła, kiedy usłyszała kolejne słowa Longbottom.Nie, żeby się tego nie spodziewała, przecież Danielle straciła ojca, zupełnie niespodziewanie, gdy ktoś chorował, to można było się oswoić z myślą, że odejdzie, w tym przypadku nie miała tego czasu. Jakże by chciała, żeby było jak dawniej. Mogłyby z Dani zniknąć zupełnie beztrosko do lasu z butelką wiśniowej nalewki, zaszyć się tam na cały dzień i leżeć w trawie, bez zmartwień, że też wszystko musiało się spierdolić. - Ogromna tragedia ją spotkała, spróbuję wyciągnąć ją na jakiś spacer, chociaż moim zdaniem potrzebuje czasu, żeby to przetrawić. Szkoda, że nie bardzo go teraz ma. - Bo wszystko działo się szybko, musieli poradzić sobie z tym, z czym przyszło im walczyć, przygotować na przyszłość, gdyby miało dojść do powtórki z rozrywki.

Zmrużyła oczy, gdy Longbottom wypowiadała kolejne słowa. Skupiła się na nich uważnie. Faktycznie Norka od zawsze interesowała się roślinami i zwierzętami. Miała sporą wiedzę na ten temat. - Czyli zabił go śmierciożerca, ale coś jeszcze poprawiło? - Mówiła szeptem, żeby nikt ich nie usłyszał. - Czy wujek był cały, czy te stworzenia żywiły się jego truchłem? - Może nie było to zbyt delikatne pytanie, ale musiało zostać zadane.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
04.08.2023, 20:48  ✶  
- Bardzo ważną część – zgodziła się Brenna posłusznie. W końcu naprawdę lubiła słodkości, a poza tym pączki oznaczały wizyty u Nory. A ona i Mabel na pewno stanowiły bardzo ważną część jej życia. – Niestety. Następnym razem wybiorę miejsce z lepszą kawą – obiecała jeszcze, nim Nora ruszyła do lady, by poprosić o herbatę.
- Bez obaw, Nora, nie to miałam na myśli. Doskonale wiem, że nie pokonam ich sama – zapewniła. Szczerze. Brenna była świadoma swoich ograniczeń. Wiedziała, że jest dobra w pojedynkach… ale wśród śmierciożerców byli lepsi. Nie była żadnym herosem. Ani nawet szczególnie potężnym magiem. Miała przede wszystkim swoją determinacją, analityczny umysł i dar krwi, który przekazała jej prababka. Robiła z nich tak dobry użytek, jak mogła, ale stanowiła tylko jeden z trybików dużej machiny.
Nie wierzyła zresztą, że tę wojnę może zakończyć jedna osoba, że istnieje coś takiego jak Wybraniec, namaszczony do walki z Voldemortem. Och, miała w sobie nadzieję: nadzieję, że Dumbledore kiedyś stanie naprzeciwko mrocznego lorda i wytrąci mu różdżkę z dłoni. Ale nawet Albus Dumbledore nie mógł zrobić tego.
– Zawsze możesz się przydać – dodała, uśmiechając się do niej ciepło. – Twój eliksir pomógł uratować jedną z Brygadzistek.
Oraz śmierciożercę. O tym nie wspomniała, bo to nie ucieszyłoby Nory, a ona sama… chyba wciąż trochę się tego wstydziła. Czy to, co zrobiła, decyzja, jaką podjęła, wyjdzie na dobre, czy na złe? Czy z tego człowieka uda się wydobyć jakieś informacje, które pomogą Ministerstwu? Czy może wyłga się, wyjdzie na wolność, znowu kogoś skrzywdzi… i to będzie jej wina? Bo nie dała go zabić? Bo opatrzyła jego rany? Bo podała mu eliksiry, gdy krew i życie ulatywały z jego ciała?
– Nie wiem, Nora. Nie jestem pewna, czy potrzebuje czasu i spokoju, czy wręcz przeciwnie, ludzi u swojego boku – westchnęła. I tego też się wstydziła. Że nie jest tego pewna. I że chociaż starała się do Danielle zaglądać, to chyba poświęcała jej za mało czasu. Czy próbując ogarniać sprawy, związane z Beltane, ale i innymi przestępstwami, kiedy mieli braki w składzie, nie zaniedbywała rodziny i przyjaciół, w tak trudnym dla nich momencie?
Chciałaby pomóc każdemu z nich, i boleśnie odczuwała to, że nie była pewna jak – ani co gorsza kiedy. Przecież nawet Norę odwiedzała teraz rzadziej, akurat gdy ta straciła Salema.
– Chyba. Nie jestem pewna. Tak sądzę – powiedziała na słowa Nory. Coś zwinęło się w jej żołądku, zaschło jej w gardle, gdy Figg zaczęła dopytywać. – Mam zdjęcie – szepnęła, z trudem. Zrobił je ojciec, kiedy on i Godryk zostali wezwani rano do namiotu, do którego poprzedniego dnia, późnym wieczorem, przyniesiono szczątki. Zanim zabrano je do kremacji.
Jeremiah też chciał wiedzieć, co spotkało jego brata.
– O ile jesteś gotowa na nie spojrzeć. To… nie jest przyjemny widok.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
06.08.2023, 22:55  ✶  

Już się bała, że może nie zna Brenny na tyle, na ile się jej wydawało i uczucie, które wydawało się ją łączyć z pączkami było tylko wyimaginowane przez Norkę. Na całe szczęście przyjaciółka je potwierdziła. Ulżyło jej. - Spokojnie, przecież to nie twoja wina. Tak to jest, że nigdy nie można być pewnym, co mają do zaoferowania. Mogłabym im pokazać, jak parzyć porządną kawę... ale nie po to tutaj przyszłam. - Figg przywiązywała wagę do najdrobniejszych szczegółów jeśli chodzi o prowadzenie własnej działalności, gdyż nie znosiła rozczarowywać innych. Dążyła do perfekcji, co czasem było mocno problematyczne, powodowało dużo nerwów, ale goście jej knajpy byli zadowoleni - o to właśnie od lat jej chodziło. Kierowała się szczęściem innych i ich podniebień.

- Cieszy mnie to Brenn, wiem, że jesteś silna, mądra, ale on wydaje się być bardzo potężny. - Naprawdę uważała Longbottom za świetną czarownicę, bogatą w doświadczenie, jednak bała się, że jej umiejętności mogą nie wystarczyć, aby dorównać Voldemortowi, nie, żeby chciała odejmować jej czegokolwiek - podchodziła jednak do sprawy racjonalnie, na całe szczęście przyjaciółka się z nią zgodziła. Norka będzie mogła spać spokojnie.

- Naprawdę? Pomógł? - Spojrzała na swoją towarzyszkę, a oczy jej się zaświeciły. Dobrze było wiedzieć, że to, co robiła miało jakiś sens. Wiadomo, że lepiej by było, gdyby nie musieli z nich korzystać, jednak skoro pojawiła się taka potrzeba, a jej mikstury pomogły, cóż była dumna. Jak widać, tacy jak ona, zupełnie nie stworzeni do walki też mogli się na coś przydać.

W między czasie pojawiła się przy stoliku kelnerka z filiżanką herbaty. Norka podziękowała jej z uśmiechem i wzięła do ręki herbatę. Upiła niewielki łyk, gdyż napój był jeszcze bardzo gorący.

- To zawsze trudne do stwierdzenia, w sytuacjach jak ta nie wiadomo, czego może potrzebować druga osoba. - Nie miała pojęcia też jak wybadać grunt, trochę głupio pytać wprost, chociaż może właśnie to byłoby lepsze. Po prostu spytać Danielle, czego faktycznie potrzebuje. Czy udzieliłaby szczerej odpowiedzi? To już inna sprawa.

Figg nie miała za złe Brennie tego, że nie mogła znaleźć dla niej teraz tyle czasu, co wcześniej. Miała świadomość, że miała teraz wiele na głowie. Nie chciała być kolejnym problemem. Była w stanie sobie poradzić sama, w przeciwieństwie do reszty. Wiele osób oberwało podczas Beltane mocniej od niej.

Musiała zapytać. Potrzebowała jak najwięcej informacji, aby jakoś ułatwić sobie identyfikację problemu. Zresztą nie wiedziała, czy nie będzie musiała skorzystać z książek, które znajdowały się w mieszkaniu. Może będzie musiała do nich sięgnąć, aby dowiedzieć się czegoś konkretniejszego. Próbowała być delikatna, jednak niektóre pytania lepiej zadawać wprost.

- Jeśli masz zdjęcie. To może sporo ułatwić. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Nie będzie błądziła na oślep, próbowała wyszukiwać różnych sytuacji, będzie miała wgląd do tego, jak faktycznie wyglądała ofiara. - Jestem gotowa, jeśli ma to wam pomóc znaleźć odpowiedzialnego za śmierć wujka, to jestem gotowa. - Chociaż nie była przyzwyczajona do takich widoków. Musiała jednak pomóc przyjaciółce.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
07.08.2023, 11:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2023, 11:29 przez Brenna Longbottom.)  
Klubokawiarnia Nory stała na nieco innym poziomie. Czarodzieje (spoza Nokturna przynajmniej) mieli większe wymagania, by przebić się na Pokątnej potrzeba było jakości i Figg na pewno na takie stawiała. Tutaj ludzie przychodzili coś szybko, tanio przekąsić i napić się tej paskudnej kawy. To miejsce jednak zapewniało to, czego klubokawiarnia zapewnić by nie mogła: gwarancję, że nie nawinie się nikt, kto by im przeszkodził.
- Silna? Może. Z tą mądrą chyba niejeden by polemizował – odparła, niby żartobliwie, choć bez specjalnej wesołości. Wciąż niezbyt głośno. – Nie martw się, skarbie. Nigdy nie wpadłabym na myśl, że mogę pokonać Voldemorta.
Co najwyżej, być może, kupić odrobinę czasu, zanim pochłonie ją zielone światło. Brenna może nie była mądra, ale nie była też skrajnie głupia. Podążała za Dumbledorem w dużej mierze dlatego, że wierzyła, że jedynym człowiekiem, który pewnego dnia stanie naprzeciwko tego, który sam siebie nazwał lordem, i z nim zwycięży. Trzymała się tej nadziei rozpaczliwie, zwłaszcza teraz, po Beltane, kiedy chmury nad ich światem zgęstniały i tak trudno było znaleźć w tym wszystkim jakieś światło.
– Tak. Nie ma z tym pośpiechu, ale jeżeli kiedyś będziesz miała czas, przyda się nam znowu zaopatrzenie. Głównie odnawiający krew i wiggenowy.
Zawsze było też zapotrzebowanie na wielosokowy, ale ten był… cóż, jak wskazywała sama nazwa: wielosokowy. Brenna nie chciała zwalać na Norę jego przygotowania teraz.
– Ona zawsze radziła sobie z tym całkiem nieźle – westchnęła Brenna. Może przez aurowidzenie, może po prostu, bo był lepszą osobą niż jej kuzynka, bo miała naprawdę czyste serce i naprawdę kochała ludzi. Sama Brenna… próbowała, ale tak często nie umiała znaleźć właściwej odpowiedzi.
Choć teraz właściwa odpowiedź chyba po prostu nie istniała.
Odsunęła talerz. Zjadła i jedną z kiełbasek, i część bekonu i pół tosta. Zostało jeszcze trochę porcji, ale Brenna nie zamierzała jej już kończyć. Sama myśl o tym zdjęciu sprawiała, że Brygadzistka straciła apetyt, a jego wyciągnięcie na pewno nie miało w niczym pomóc. Wyraz twarzy miała ponury, gdy sięgała do torby – solidnej, skórzanej, nieco powycieranej, w niczym nie przypominającej eleganckich, damskich torebek – by wyciągnąć z niej kopertę. W środku były trzy zdjęcia, ale Brenna wydobyła tylko jedno. To, które zdało się jej… najmniej szokujące. Nie było widać na nim całej sylwetki, zaledwie fragment munduru aurora.
Wypełniał go pył. Poza nim po ciele zostały zaledwie zaschnięte fragmenty, trzymające się jako tak w całości wyłącznie ze względu na ubranie. Ponurość ustąpiła pewnej zaciętości, kiedy Brenna przesuwała zdjęcie ku Norze. Figg początkowo widziała tam nie fotografię, a czysty kawałek papieru, ale kiedy dotknęła go, podany z rąk do rąk ujawnił swoją prawdziwą zawartość.
- Nie wiem, czy to magia albo jakieś stwory. Nie wiem nawet, gdzie zacząć szukać - wyznała.
W Kniei, szeptało coś cicho w jej umyśle.
W Kniei.
Była tam już. Spędziła tam wiele godzin. Nic nie znalazła.
Ale wiedziała, że zacznie szukać: niedługo. Znowu. Chciała dopaść mordercę Derwina, ale jeżeli to nie on dokończył dzieła w ten sposób... te stwory też musiały zniknąć, bo zagrażały Dolinie, jej domowi, jej rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#10
08.08.2023, 05:26  ✶  

To fakt, że trzeba było trzymać pewne standardy, jeśli chciało się mieć pewność, że biznes przetrwa na Pokątnej. Jednak każdy zasługiwał na dobrą kawę, nawet w największej spelunie powinni potrafić ją parzyć, był to jeden z napojów bardzo potrzebnych do życia. Nie znosiła się rozczarowywać, kiedy go zamawiała. Dla niej była to podstawa.

- Nie jestem niejeden, znam cię dobrze i naprawdę tak uważam. Również doświadczona, bo i o tym zapomniałam. - Był to także pewien rodzaj mądrości? Może trochę inny. Brenna w końcu od lat zajmowała się łapaniem czarnoksiężników, zresztą tak samo jak Erik, czy ich kuzyna. Nora była pewna, że mają naprawdę wspaniałe grono osób, które współpracują, aby uprzykrzyć śmierciożercom życie. Prędzej, czy później się ich pozbędą na dobre, tak samo jak Voldemorta. - Cieszą mnie te słowa Brenna. - Dobrze było wiedzieć, że przyjaciółka podchodzi do całej sprawy racjonalnie i nie zaślepia jej póki co żadna chęć zemsty, chociażby za to aby pomścić życie wuja.

- To taki standard, czy jakieś zamówienia specjalne poza tym? jakby coś, zawsze znajdę na to czas. - Norka zdawała sobie sprawę, że dobrze, jak będą mieć eliksiry lecznicze, które będą mogły pomóc ewentualnym ofiarom, ale nie tylko leczeniem żył człowiek. Może mogłoby im się przydać coś jeszcze? Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby stworzyć coś jeszcze. Przecież doba ma tak dużo godzin... Eliksir wielosokowy potrzebował czasu do wytworzenia, także może i lepiej wspomnieć o zapotrzebowaniu na niego nieco wcześniej, aby później nie było problemu z tym, że jest potrzebny na już.

- Fakt, Danielle chyba była w tym najlepsza z nas wszystkich. - Przynajmniej tak się wydawało Norce. Zawsze rozumiała wszystkich bez słów i wiedziała, czego potrzebują. Zdecydowanie było gorzej teraz odczytać ją i wpaść na to, czego dokładnie potrzebuje. Wypadało jednak jej pomóc, tak jak ona pomagała zawsze wszystkim innym. Nie pozostawało nic innego, jak metoda prób i błędów.

Herbata, która stała na stole zdążyła nieco już wystygnąć podczas ich pogawędki. Figg sięgnęła po filiżankę, wreszcie mogła upić z niej trochę więcej bez poparzenia. Obserwowała przy tym swoją towarzyszkę, która dokończyła posiłek, a następnie sięgnęła do skórzanej torby. Widziała, że humor Brenny się zmienił. Nie ma się co dziwić, jednak i o takich rzeczach musiały rozmawiać. Śmierć stała się czymś, co gościło w ich życiu coraz częściej i zaczynało dotyczyć najbliższych. Nie powinni jednak do teko przywykać. Nora wierzyła, że niedługo wszystko wróci do normy.

- Ktoś na pewno coś wie. Nie musisz do wszystkiego dochodzić sama. - Powiedziała jeszcze, bo miała wrażenie, że Longbottom ma do siebie jakieś pretensje. Nikt jednak nie był wszystkowiedzący.

Nora wzięła do ręki zdjęcie, które przyjaciółka przesuwała jej po blacie. Chciała się temu przyjrzeć. Widok... nie był przyjemny. Rozszarpane ciało nawet na fotografii robiło ogromne wrażenie. Milczała, jednak uważnie przyglądała się temu, co znajdowało się na zdjęciu. Musiała zapamiętać jak najwięcej szczegółów, aby łatwiej jej było dopasować informacje, które mogła znaleźć w księgach do tego, z czym faktycznie miały do czynienia.

[a]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2601), Nora Figg (2278)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa