Mavelle i Brenna
Będąc w postaci zwierzęcej, Brenna zwęszyła nieco nieprzyjemnych zapachów. Gdzieś między drzewami rozkładał się gołąb. A więcej podobnych woni dobiegało z mauzoleum. Poza nim, w okolicy nie było żadnych innych grobów.
Wtem obydwie kobiety usłyszały krzyk. Mężczyzny. Mavelle trudno było określić, skąd dobiegał, ale Brenna była pewna, że to z wnętrza mauzoleum. Nie był to krzyk wyrażający zaskoczenie, a raczej ból.
Patrick
Frank uniósł tylko brew, ale nie pogardził dwoma butelkami.
— Powodzenia — odpowiedział zabierając się za piwo. Któż by pogardził chłodnym napojem w ten piękny letni dzień?
Będąc na zewnątrz, Patrick nie zauważył niczego podejrzanego. Gdy zjawił się na miejscu zbiórki, nie minęła jeszcze godzina. Miał chwilę dla siebie. Mógł odpocząć, podjąć kolejną próbę zaczepienia mieszkańców lub rozejrzeć się za powracającymi towarzyszkami.