• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
31.12.1970, obrzeża Londynu, Pierwsze ataki Śmierciożerców - Brenna, Mavelle, Patrick

31.12.1970, obrzeża Londynu, Pierwsze ataki Śmierciożerców - Brenna, Mavelle, Patrick
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
06.11.2022, 14:39  ✶  
Brenna nie próbowała kłócić się z Mavelle, chociaż nie podobało się jej pozostawanie kuzynki samej. Nie mieli jednak czasu. Śmierciożercy mogli pojawić się w każdej chwili.
Steward, jako aurowidz, mógł bez trudu odczytać aurę Annie. Odgadnąć prawdziwe emocje. Longbottom nie miała takich możliwości. Widziała tylko, że dziewczyna jest słaba. Że jest nierozsądna. I że jest głupia: głupia, skoro sądzi, że zdoła sobie poradzić w takiej sytuacji. I złościło to Brennę, chociaż ta złość nie była skierowana do Annie, a raczej do ich świata, w którym za taką młodzieńczą głupotę można było zapłacić najwyższą cenę.
Nie wahała się wobec wpakowania do domu za Patrickiem. A skoro już się tu dostali, obejrzała i na Mavelle, kiwając na nią ręką. Równie dobrze mogli rzucić jakiś czas ochronny na drzwi i czekać w środku. Jeżeli ta postanowiła jednak zostać na zewnątrz, po prostu zatrzasnęła drzwi.
- Nie mamy? A jak nas powstrzymasz? - spytała, obracając się ku Thomas. Zazwyczaj Brenna była osobą pełną empatii wobec innych i najchętniej uspokoiłaby teraz dziewczynę, otuliła kocykiem i dała jej gorące kakao. Rzecz w tym, że gdyby to zrobiła, Annie stałaby się tylko łatwiejszym celem. I Brenna nawet nie chciała myśleć, co by ją spotkało.
Czy zabiliby ją szybko, zostawiając nad domem mroczny znak? Czy może postanowiliby urządzić jakiś pokaz, co spotyka tych, którzy sprzeciwiają się woli lorda Voldemorta? Nie dość, że mają w żyłach brudną krew, to jeszcze ośmielają się głośno negować jego ideologię, zamiast przemykać po cichu, udając, że nie istnieją?
Zdecydowała się więc na podejście bezpośrednie. Bez ogródek. I bez zwykłego słowotoku, gdy na jedno cudze zdanie wypowiadała trzy własne.
- Oni nie będą ci grozić. Oni po prostu będą cię torturować, a potem zabiją. I niewykluczone, że ta kobieta będzie następna - dorzuciła, celując różdżką w zdjęcia, wskazując uwiecznioną na nich dziewczynę. Jej podobiznę lepiej też było zatrzeć... - To twój kot? Jeśli tak, to na twoim miejscu poszłabym go złapać. Śmierciożercy mają zamiar zaatakować cię przed północą. A ty masz tylko dwie opcje. Pozwalasz, żebyśmy zabrali cię stąd teraz albo czekamy aż się tu pojawią i przekonamy się, czy któreś z nas będzie musiało za ciebie umrzeć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#12
07.11.2022, 21:49  ✶  
Mavelle zapewne też nie była najszczęśliwsza z powodu tego, iż miała zostać sama na posterunku. Tak, zaoferowała się sama, wychodząc z założenia, że ktoś musi tyłów pilnować. I że lepiej, jak tym kimś będzie ktoś, kto dosłownie miał nosa, co zwiększało szanse na wcześniejsze zorientowanie się w sytuacji. Dlatego też była gotowa twardo obstawać przy swoim, nie mając najmniejszego zamiaru ulec ani odrobinę.
  Dla dobra sprawy czasem należało się poświęcić. Tym bardziej że sama sroce spod ogona nie wypadła i wierzyła w swoje umiejętności; przynajmniej na tyle, żeby podejrzewać, iż zdąży ostrzec towarzyszy przed towarzyszy przed niebezpieczeństwem.
Została sama z ciemnością, szumem wiatru.
  Z własnym strachem.
  Jeśli zaś o Anne chodziło…
  … przyznanie się do błędu z jakiegoś przedziwnego powodu było dla ludzi krokiem niezwykle trudnym, przez co woleli się zapierać i trwać w swych przekonaniach za wszelką cenę, nawet jeśli jakiś cichy głosik z tyłu głowy im podpowiadał, że może jednak warto posłuchać mądrzejrzych od siebie. Może.
  I może ten głosik jednak coraz głośniej rozbrzmiewał w głowie Anne.
  - A tak! – odpyskowała Brennie, unosząc różdżkę, ewidentnie gotową do miotnięcia zaklęciem prosto w czarownicę. Szczegół, że chyba nie wzięła pod uwagę, iż była sama jedna, a Longbottom miała jeszcze wsparcie Patricka.
  O ile zdecydowałaby się zaatakować, oczywiście.
  - Ale że Jo? Niby dlaczego? Jest niewinna! – zbladła trochę na myśl, że kobiecie ze zdjęć coś miałoby się stać. W końcu nikomu nie napyskowała, o ile wiedziała, a kot… kota już pominęła milczeniem.
  Dłoń z różdżką nieznacznie opadła, a na twarzy Thomas odmalowało się wahanie.
  Pękała.

254/1585
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#13
09.11.2022, 02:47  ✶  
Patrick zacisnął usta w wąską linię, gdy Anne uniosła różdżkę. Jego ręka w tym czasie zacisnęła się na jego własnej. Nie, nie chciał uciekać się do przemocy. Nie dzisiaj, nie teraz, nie w przypadku młodej, przestraszonej kobiety stojącej przed nimi. Tak, gotów byłby to zrobić, gdyby zaszła taka potrzeba. Gorzka ironia całej sytuacji polegała na tym, że być może rodzice Stewarda mieli rację i czasem naprawdę trzeba było działać dla większego dobra.
Pokręcił ostrzegawczo głową.
Korytarz był długi, ale dość wąski. Ledwie mieścili się w nim stojąc obok siebie z Brenną. Nie nadawał się do walki, choć od biedy mógłby stać się śmiertelnie niebezpieczną pułapką dla śmierciożerców (choć tylko w tym przypadku, gdyby Thomas zdecydowała się spalić go razem ze znajdującymi się na nim ludźmi). Ale były na nim jej wspomnienia, te nieruchome – zastygłe w czasie i przestrzeni, oraz te magiczne, całkiem jak żywe, fotografie przedstawiające szczęśliwe chwile, w których brała udział. Kot, którego nigdzie nie widzieli, łasił się do zdjęcia. Na innym Jo rozrzucała jesienne liście i robiła głupie miny do obiektywu.
Patrick nie musiał znać szczegółów by wiedzieć, że to nie był korytarz, który Anne mogłaby poświęcić do walki. Za dużo było w nim jej wspomnień.
- Kot nie żyje – powiedziała cicho. Otworzyła usta, żeby coś jeszcze dodać, może coś jeszcze o kocie i o tym dlaczego umarł, ale rozmyśliła się zanim jakiekolwiek inne słowa na ten temat wypłynęły z jej ust. Pokręciła głową. – Ja nawet nie mam gdzie iść.
- Ewakuujemy cię do twoich rodziców – wyjaśnił niecierpliwie Patrick. Po wzmiance o śmierci kota zaczął ściągać ze ścian magiczne fotografie, na których była wspomniana przez Thomas Jo. W trakcie swojego działania, nie przestał mówić – Narzucimy na ich dom zaklęcia ochronne. Będziesz tam bezpieczna. Oni również będą bezpieczni.
Anne pokręciła głową.
- Oni nienawidzą magii a ja nie wrócę do nich. Mimo wszystko nie narażę ich na niebezpieczeństwo.
- Zbieraj najbardziej niezbędne rzeczy – rzucił Patrick, jakby nie zrozumiał, co Anne Thomas właśnie powiedziała. Albo zrozumiał, ale nie miało to dla niego żadnego znaczenia.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
09.11.2022, 11:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2022, 20:58 przez Brenna Longbottom.)  
Być może niesłusznie lekceważyła Thomas. Każdy czarodziej, nawet najsłabszy, mógł być niebezpieczny, gdy doprowadzono go do ostateczności. A jednak nie wydawało się, aby groźba Annie ją poruszyła. Może tylko dobrze udawała, nie chcąc pokazać przed dziewczyną wahania, które mogłoby sprawić, że i ona zacznie się wahać nad posłuchaniem. Uniosła jedynie własną różdżkę odrobinę wyżej, w razie potrzeby gotowa rzucić protego.
Okazało się jednak, że prawdopodobnie nie będzie to konieczne.
- Nie muszą wiedzieć, że rzucimy zaklęcia, a jeżeli nie będziesz chciała tam zostać dłużej, znajdę ci potem inną kryjówkę. Kiedy dostanę na to więcej niż pięć minut - oświadczyła Brenna, również sięgając do zdjęć, by ściągnąć ze ściany podobiznę kota, który istniał już tylko na tej fotografii i kobiety, u boku której stała Annie. - Lepiej, żeby nie znali jej twarzy - wyjaśniła, podając zdjęcia Thomas. Niech je spakuje wraz z rzeczami, niech zabiera, co zechce, byle szybko: a jeśli jakieś tu zostaną, to powinna zniknąć postać Jo.
Nie kłamała. Była gotowa wykombinować inną kryjówkę. Ostatecznie, jeśli nie byłoby innego wyjścia, zabrałaby ją nawet do siebie, choć wolała tego uniknąć: Annie nie wydawała się kimś, kto odnajdzie się w domu pełnym ludzi powiązanych z Zakonem Feniksa. Nie wspominając o tym, że trzeba by zbyt wiele rzeczy przed nią kryć: o domownikach i o tym, co robili.
- Pójdę z tobą spakować rzeczy - powiedziała jeszcze, spoglądając na Stewarda, czy nie zaprotestuje. Nie chciała ani pozwolić, by Annie poszła sama - po pierwsze, śmierciożercy mogli wedrzeć się gdzieś od tyłu, po drugie, po prostu nie wiedziała, czy dziewczyna umie rzucać "pakuj", a się im spieszyło. Nie mogła jednak też pogodzić się z myślą, że Mavelle zostanie sama na zewnątrz, a żadne z nich w razie czego nie będzie mogło dotrzeć do niej dostatecznie szybko. Logicznym zdawało się więc, aby jedno towarzyszyło Thomas, a drugie pilnowało wejścia i czekało na ewentualny sygnał od Bones...
Jeżeli nie usłyszała protestu, a Annie nie zmieniła zdania, ruszyła za nią. Hogwarcki kufer, torba, cokolwiek, parę zaklęć i powinni być gotowi do drogi. Nie mówiła wiele, dość nietypowo dla siebie, całkowicie skupiona na pośpiesznym zagarnięciu rzeczy, co rusz nasłuchując odgłosów zamieszania...
Oby nie zbyt późno.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#15
13.11.2022, 00:01  ✶  
Czas mijał, a towarzyszy ani Thomas jakoś ni widu, ni słychu. Znaczy… Mavelle zdawała sobie sprawę z tego, że przekonanie kobiety mogło trochę potrwać, tle że w świetle nadciągających śmierciożerców najzwyczajniej w świecie mieli coś maławo tego czasu. Już pomijając, że odnosiła nieodparte wrażenie, iż minęły już całe wieki, a przynajmniej o wiele więcej niż w rzeczywistości; jak na złość nie miała ze sobą zegarka, by sprawdzić, ile w faktycznie upłynęło.
  Powiew wiatru przyniósł ze sobą nową woń. Gwałtownie obróciła głowę w odpowiednim kierunku i zaczęła węszyć, zaciskając mocniej palce na różdżce. Może to oni, a może – w końcu to też musiała brać pod uwagę, skoro tej nocy kończył się rok i nadchodził następny – to tylko sąsiedzi postanowili wyjść na zewnątrz, żeby odpalić fajerwerki.
  Może powinna była wysłać patronusa z wiadomością, żeby się sprężali, ale też nie chciała zaalarmować potencjalnych napastników widokiem magicznej istoty, skądinąd zbyt dobrze widocznej w mrokach nocy. Stąd też wzięła głębszy wdech i ostrożnie skierowała się w stronę zapachu, starając się pozostać niezauważoną, żeby zerknąć i sprawdzić, co dostrzeże. Oby to naprawdę byli tylko sąsiedzi.
  Tymczasem Anne całkowicie się już poddała, skinęła głową, zgadzając się z Brenną i szybkim krokiem skierowała się na górę. O ile Patrick nie zaprotestował – bo mogło być i tak, że zatrzymał Longbottomównę na dole. Wytaszczyć kufer, opróżnić go zaklęciem… to wszystko trwało, tak samo jak wyciąganie najpotrzebniejszych rzeczy. I tych, które wolała ze sobą zabrać na wszelki wypadek – jeśli faktycznie miała wsparcie Brenny, to udzielała wskazówek co do „co i gdzie”.

250/1835
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#16
14.11.2022, 19:52  ✶  
Patrick kiwnął głową, nie mając nic przeciw by Brenna oddaliła się razem z Anne do innej części domu. Sam przemaszerował do kuchni. Tu w pierwszej kolejności zbliżył się do okna i sprawdził widok za nim. Upewniwszy się, że wszystko było w porządku, wrócił do wcześniejszego zajęcia. Pośpiesznie przeglądał i zbierał przedmioty, które wydawały mu się bardziej osobiste. Nic wielkiego, ale w jego ręce, poza ściągniętymi ze ściany fotografiami wpadł jakiś oszczerbiony, ale regularnie używany kubek i rozpadająca się, ręcznie spisana książka kucharska.
Anne zaprowadziła Brennę wąskimi, skrzypiącymi schodami na górę, gdzie znajdowała się jej sypialnia. Piętro było dość małe. Mieściły się tam tylko dwa pokoje, łazienka i łączący wszystko korytarzyk.
Thomas weszła pierwsza do sypialni. Pociągnęła nosem, albo jakby się rozklejała, albo jakby stawała się coraz bardziej wściekła i rozżalona. Och, to nie tak, że nie zdawała sobie zupełnie sprawy z niebezpieczeństwa, które spadło na jej głowę. Po prostu uważała, że ma święte prawo żyć w czarodziejskim świecie, skoro była czarownicą. Wystarczyło, że była nieakceptowana przez własnych rodziców, na brak akceptacji wśród czarodziei zwyczajnie nie chciała się zgodzić.
Otworzyła pusty kufer stojący przy łóżku. Posłała gniewne spojrzenie Brennie, jakby ta przynajmniej w połowie była winna nieszczęściu Anne.
- Pakuj! – wymamrotała, wykonując szybki ruch różdżką.
Drzwi szafy otworzyły się z głośnym trzaskiem, powysuwały się szuflady komody. Ułożone schludnie ubrania wyskoczyły ze swoich przechowalni i zaczęły przemieszczać się szybko w stronę kufra.
- Z łazienki potrzebuję tylko szczotki do włosów i szczoteczki do mycia zębów – powiedziała cicho młoda czarownica.
Mavelle w tym czasie pozostawała na dworze. Odkąd do domu Anne Thomas weszli Patrick z Brenną minęło najwyżej dziesięć minut. Czarownica usłyszała głosy dochodzące z mugolskiego gospodarstwa znajdującego się w pobliżu. Było za daleko i nie rozróżniała o czym mówili, ale byli głośni i hałasujący. Po kilku chwilach niebo zaczęły rozświetlać pierwsze fajerwerki. Imprezujący obok mugole rozpoczynali Nowy Rok dużo przed oficjalnym rozpoczęciem, być może zbyt pijani by dotrwać do północy.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#17
16.11.2022, 20:50  ✶  
Miała psi węch, lecz nie dysponowała psim słuchem, czego czasem żałowała. Jak chociażby w tej chwili; teraz takowy zdecydowanie by się przydał. Nawet nie po to, żeby podsłuchiwać, o czym rozmawiali imprezujący mugole - na szczęście bowiem okazało się, że to tylko sąsiedzi z fajerwerkami, nie zaś poplecznicy Voldemorta - tylko po to, by móc wyłowić z otoczenia dźwięki świadczące o nadchodzącym zagrożeniu. Z drugiej strony jawiło się pytanie, czy w takiej sytuacji jednak nie miałaby wkrótce wszystkiego dość - wszak dźwięków w otoczeniu był naprawdę ogrom. Już teraz potrafiły rozpraszać i przeszkadzać, a co dopiero, gdy ten zmysł byłby wyostrzony...? No właśnie.
  Tak źle, tak niedobrze.
  Rozluźniła nieco uścisk palców trzymających różdżkę, przekonawszy się, że zapach, jaki wyczuła, nie niósł ze sobą zagrożenia. Nie znaczyło to jednak, że mogła odetchnąć pełną piersią - to, że jeszcze śmierciożercy nie zdążyli się pojawić, nie oznaczało, że zaraz tego nie zrobią. W końcu mieli tu być; dlaczego zaś jeszcze się nie pokazali, pozostawało zagadką.
  Może zabrakło im "cela" w teleportacji, może coś ich opóźniło, może...
  ... myśl ta zmroziła Mavelle.
  Może cały ten cynk był jedną wielką ściemą, mającym za zadanie odwrócić uwagę Zakonu Feniksa. Może mieli być tu, dostatecznie daleko, żeby się nie zorientować, co dzieje się gdzie indziej. Może w ostatecznym rozrachunku źle ocenili przeciwników, zbytnio zaufano źródłom.
  Może Anne Thomas tak naprawdę nic nie groziło, a przynajmniej nie tu i teraz.
  A może faktycznie zdążyli - na co miała nadzieję - przez co uda im się uniknąć jakichkolwiek strat, przynajmniej w ludziach. Samego domu nie była pewna, niemniej nie spodziewała się zbytnio, że Thomas będzie miała gdzie wrócić.
  Obserwowała mugoli przez parę chwil, po czym się wycofała, nadal węsząc w poszukiwaniu niepożądanych woni.
  Anne zaś pośpiesznie skierowała się w stronę łazienki, by po chwili wrócić z potrzebnymi rzeczami; wrzuciła je do kufra, machnęła różdżką, wskutek czego się zamknął i rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.
  - Możemy iść – rzuciła cicho w stronę Brenny, po czym ponownie machnęła różdżką, sprawiając tym samym, iż bagaż zaczął lewitować.

336/2171
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
18.11.2022, 20:24  ✶  
Poszło…
Aż nazbyt łatwo.
Sama Brenna wątpiła, by ktoś celowo odwracał ich uwagę, wszak w końcu stanowili tylko małą część Zakonu i było wiele więcej osób, które mogłyby zareagować w razie problemów. Nie zdziwiłaby się jednak, jeżeli atak planowali na północ, kiedy fajerwerki sprawiłyby, że nikt nie zwróciłby początkowo uwagi na zamieszanie, a Mroczny Znak zrobił… większe wrażenie nad płonącym domem.
Nie zwracała uwagi na niezadowoloną minę Annie. Zeszła wraz z nią na dół, pomagając jej znieść rzeczy.
- Możemy ruszać. Proponuję teleportować się na skraj lasu, z drugiej strony i tam ustalić, co dalej i wyznaczyć cel kolejnej teleportacji – zaproponowała Patrickowi, po czym otworzyła drzwi i wyjrzała przez nie, by wezwać kuzynkę z powrotem do środka. Nie wiedzieli w końcu, gdzie mieszkają rodzice kobiety, a ktoś z nich powinien „polecieć” tam z nią, by rzucić ochronne zaklęcia.
Gdy Mavelle już do nich dołączyła, za jej plecami zabezpieczyła drzwi zaklęciem. Nie powstrzyma to śmierciożerców, ale mogło przynajmniej sprawić, że żadni mugole nie urządzą sobie w lokum Thomas libacji ani jej nie okradną. Bo Brenna chciała zachować tę odrobinę optymizmu: że pewnego dnia świat stanie się na tyle bezpiecznym miejscem, że Annie Thomas będzie mogła wrócić do domu.
Poczekała, aż Annie zniknie i dopiero wtedy też się też teleportowała. Znikli jedno po drugim, a śmierciożercy mieli zastać tutaj już tylko pusty dom. Ich czwórka z kolei poza lasem ustaliła wreszcie, że jedno teleportuje się dać informację, że wszystko poszło sprawnie, a pozostała dwójka odstawi Annie do mugolskiej znajomej ze zdjęć.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2261), Mavelle Bones (2216), Patrick Steward (2587)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa