Geraldine Yaxley dotrzymywała słowa. Nie można jej było zarzucić, że ucieka od tego, co obiecała. Przegrała rozgrywkę w karty, zupełnie dla siebie niespodziewanie, musiała więc wywiązać się z tego, co zaproponowała Jamilowi. Polowania były jej konikiem, nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby wybrać się z nim do lasu. Trochę martwiło ją to, że nie do końca wiedziała, czy on sobie poradzi, ale świadoma była swoich umiejętności. Jeśli Anwar nie zrobi czegoś bardzo głupiego będzie go w stanie wyciągnąć z lasu bez najmniejszego problemu, jeśli przyjdzie im uciekać.
Wysłała do mężczyzny list, kilka dni wcześniej, aby ustalić szczegóły. Zaproponowała mu, że spotkają się w Londynie, przy Kominku w Dziurawym Kotle, aby skorzystać z sieci Fiuu. Zamierzała udać się z nim do Walii, do Snowdonii którą uważała za swój dom. Zresztą tam się wychowała, tam mieściła się jej rodowa rezydencja, tam mieszkali jej rodzice, w tamtych lasach uczyła się polować. Było to idealne miejsce, żeby zabrać ze sobą laika. Nie powinna mu się stać krzywda. Oczywiście nieszczęśliwe wypadki się zdarzają, wolałaby jednak, żeby ich to ominęło. Nie zamierzała się tłumaczyć jego bliskim dlaczego nie wrócił z nią z lasu.
Zjawiła się na Pokątnej o umówionej godzinie, teleportowała się tutaj dzisiaj. Nie brała miotły, skoro mieli korzystać z sieci Fiuu. Wyglądała zwyczajnie, buty miała ciężkie, ze smoczej skóry do tego długi płaszcz z tego samego materiału, wyglądał jakby już trochę zbyt długo jej służył. Pod spodem wełniany płaszcz i jeansowe spodnie - podpatrzyła modę u mugoli i właściwie naprawdę lubiła ten materiał, był wygodny. Wolała ubrać się ciepło, wiatr nie przestawał wiać od Beltane. W lesie nie powinni tego, aż tak odczuwać, jednak wybierali się w góry. Powinni się przygotować. Miała ze sobą plecak, w którym znajdowała się woda, jedzenie - jakieś kanapki, bo to miała być jednodniowa wycieczka. Na plecy miała również narzuconą kuszę, przy pasie przypięty sztylet - srebrny, w kieszeniach scyzoryki - wiedziała, że mogą się jej przydać w najmniej oczekiwanym momencie.
Kiedy zjawił się Jamil przywitała go z uśmiechem na ustach. - Gotowy? - Zamierzała przenieść się do swojej rodzinnej rezydencji. Nikt pewnie nie zauważy, że skorzystała z kominka i stamtąd udać się dalej pieszo w góry. Nie była to jakaś trudna wyprawa, liczyła więc na to, że Anwar podoła.