10.09.2023, 02:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 15:23 przez Brenna Longbottom.)
Nie chciała na to patrzeć.
Ale Brenna nie chciała patrzeć w życiu na wiele rzeczy i jeżeli czegoś nauczyło ją widmowidzenie, to nieodwracania wzroku. A to był jej grzech - a może jej zasługa. Dlatego powoli powlokła się za Patricka. Ręka bolała: właściwie dopiero teraz zaczęła boleć naprawdę i Brenna odruchowo przycisnęła ją do siebie, jeszcze mocniej brudząc ubranie krwią. Było jej słabo od utraty krwi. I niedobrze, ale chyba bardziej ze względu na całą sytuację, na myśl o tym, co zrobiła Dolores i co oni zrobili, niż od rany. Stanęła w końcu w drzwiach mauzoleum, spoglądając na trawę, na ciało wampirzycy, które stanęło w płomieniach.
Wiedziała, że zrobili co musieli.
Wiedziała, że istota była potworem i to nie dlatego, że miała kły.
Wiedziała, że się bronili i że Patrick zabił ją w walce.
Nie żałowała niczego, ale i tak gdzieś wewnątrz siebie czuła chłód. Rozchodził się nie od serca, a od żołądka, na całe ciało. A może to też był tylko efekt utraty krwi...?
Mały krok.
Nie umiałaby tak potraktować człowieka.
Ale... czy to nie było... już oznaka tego, że kiedyś czeka ją upadek?
- Też tak myślałam - przyznała cicho, bokiem podpierając się wreszcie o framugę. - Zostanie blizna, ale nie jest tragicznie. Dam radę się aportować. Wypiję eliksir i poproszę o pomoc Danielle.
A Danielle przywykła chyba do tego, że kuzynka niekiedy pojawia się o dziwnych porach dnia i nocy, z obrażeniami, z którymi nie chciała lub nie mogła iść do Munga. Teraz nie mogła: za dużo pytań, co za stwór zadał jej taką ranę. A nic z tego, co tu się stało, nie powinno trafić do raportów. Nie dlatego, że nie uszłoby im to na sucho, bo by uszło, ale że...
...pewne rzeczy powinny zostać w ciemnościach.
Tego z kolei Brennę nauczyła tocząca się w ich świecie wojna. Tego i lojalności: skoro Patrick milczał, będzie milczeć i ona.
Uśmiechnęła się do niego, choć ten uśmiech był blady i niezbyt przekonujący. Wargi drżały jej wciąż lekko.
- Idziesz ze mną, czy wpadasz do tej drugiej uzdrowicielki? Też jesteś ranny...
W innych okolicznościach na pewno chciałaby obejrzeć tę ranę, martwiłaby się o niego dużo bardziej. Ale teraz wiedziała, że nie zdoła mu pomóc, a obawiała się, że jeżeli poczeka jeszcze trochę, potem nie da rady się teleportować. Rozszczepi ją albo po prostu zemdleje tutaj na trawniku. Poczekała na odpowiedź, a potem zamknęła drzwi mauzoleum, na którego podłodze wciąż były ślady ich krwi... i aportowała się.
Z nowymi obrazami, które będą wracały w złych snach.
Ale Brenna nie chciała patrzeć w życiu na wiele rzeczy i jeżeli czegoś nauczyło ją widmowidzenie, to nieodwracania wzroku. A to był jej grzech - a może jej zasługa. Dlatego powoli powlokła się za Patricka. Ręka bolała: właściwie dopiero teraz zaczęła boleć naprawdę i Brenna odruchowo przycisnęła ją do siebie, jeszcze mocniej brudząc ubranie krwią. Było jej słabo od utraty krwi. I niedobrze, ale chyba bardziej ze względu na całą sytuację, na myśl o tym, co zrobiła Dolores i co oni zrobili, niż od rany. Stanęła w końcu w drzwiach mauzoleum, spoglądając na trawę, na ciało wampirzycy, które stanęło w płomieniach.
Wiedziała, że zrobili co musieli.
Wiedziała, że istota była potworem i to nie dlatego, że miała kły.
Wiedziała, że się bronili i że Patrick zabił ją w walce.
Nie żałowała niczego, ale i tak gdzieś wewnątrz siebie czuła chłód. Rozchodził się nie od serca, a od żołądka, na całe ciało. A może to też był tylko efekt utraty krwi...?
Mały krok.
Nie umiałaby tak potraktować człowieka.
Ale... czy to nie było... już oznaka tego, że kiedyś czeka ją upadek?
- Też tak myślałam - przyznała cicho, bokiem podpierając się wreszcie o framugę. - Zostanie blizna, ale nie jest tragicznie. Dam radę się aportować. Wypiję eliksir i poproszę o pomoc Danielle.
A Danielle przywykła chyba do tego, że kuzynka niekiedy pojawia się o dziwnych porach dnia i nocy, z obrażeniami, z którymi nie chciała lub nie mogła iść do Munga. Teraz nie mogła: za dużo pytań, co za stwór zadał jej taką ranę. A nic z tego, co tu się stało, nie powinno trafić do raportów. Nie dlatego, że nie uszłoby im to na sucho, bo by uszło, ale że...
...pewne rzeczy powinny zostać w ciemnościach.
Tego z kolei Brennę nauczyła tocząca się w ich świecie wojna. Tego i lojalności: skoro Patrick milczał, będzie milczeć i ona.
Uśmiechnęła się do niego, choć ten uśmiech był blady i niezbyt przekonujący. Wargi drżały jej wciąż lekko.
- Idziesz ze mną, czy wpadasz do tej drugiej uzdrowicielki? Też jesteś ranny...
W innych okolicznościach na pewno chciałaby obejrzeć tę ranę, martwiłaby się o niego dużo bardziej. Ale teraz wiedziała, że nie zdoła mu pomóc, a obawiała się, że jeżeli poczeka jeszcze trochę, potem nie da rady się teleportować. Rozszczepi ją albo po prostu zemdleje tutaj na trawniku. Poczekała na odpowiedź, a potem zamknęła drzwi mauzoleum, na którego podłodze wciąż były ślady ich krwi... i aportowała się.
Z nowymi obrazami, które będą wracały w złych snach.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.