• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[17.05.1972] kawalerka Patricka, "Krew, pazury i obrazy" - Florence & Patrick

[17.05.1972] kawalerka Patricka, "Krew, pazury i obrazy" - Florence & Patrick
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
11.09.2023, 01:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:07 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Patrick czuł się potwornie zmęczony. I wiedział, że zachowuje się jak kretyn, ale po prostu nie mógł w obecnym stanie pojawić się w Mungo. Był pokrwawiony, brudnawy i miał podziurawioną od pazurów wampirzycy bluzę. Dopiero narobiłby zamieszania, gdyby w takim stanie pojawił się w szpitalu. A akurat zamieszania ostatnio w jego życiu nie brakowało. Bywały takie momenty, gdy chciał o wszystkim komuś powiedzieć, ale nie wiedział co powinien i komu. Bo pewnych rzeczy nie dało się ot tak wyjaśnić. Albo dało się, ale on tego nie potrafił. I jak miałby świadomie zrzucić na czyjąś głowę takie kowadło?
Wchodził po schodach garbiąc się mocno. Chciał się jak najszybciej dostać do swojej mugolskiej kawalerki. Musiał wziąć prysznic a potem się trochę przespać. Musiał wysłać wiadomość do dziadków, żeby się nie martwili i nie czekali z obiadem, bo będzie dzisiaj bardzo długo w pracy. Po przemyśleniu uznał nawet, że po prysznicu sam spojrzy na swoją ranę na brzuchu – bo może tak naprawdę to było jednak zwykłe zadrapanie a piekło i krwawiło tylko dlatego, że ciągle łaził, zamiast położyć się i pozwolić ranie zasklepić.
To, jak mu się wydawało, były dość rozsądne myśli – bo przynajmniej nie musiałby pojawiać się przed Florence wyglądając jak ofiara ataku wampira. Powinien przyjść do niej wyglądając zupełnie inaczej: czysto i schludnie. Powinien ją przeprosić za cyrk, który odpieprzył podczas wizyty nad morzem. I w ogóle powinien tę wizytę jakoś zaanonsować wcześniejszą sową z przeprosinami i może opakowaniem czekoladek na zdrowie?
Patrick sięgnął do kieszeni spodni, by wyciągnąć z niej zestaw mugolskich kluczy. A potem znieruchomiał, dostrzegając stojącą pod drzwiami do jego wynajmowanej kawalerki, Florence. Odruchowo wyprostował się i zacisnął usta mocniej, tłumiąc w ten sposób syk bólu, który chciał się wydobyć z jego ust.
- O, cześć – zaczął najdurniejszym możliwym tonem, na jaki tylko mógł się zdobyć w tej sytuacji, bo to był akurat ten brzmiący jakby nic się nie stało i bardzo się cieszył z jej wizyty, ton. Tylko jakby na przekór wyglądał jak po stoczeniu walki i to takiej, którą prawdopodobnie przegrał. – Chciałabyś wejść do środka? – zagadał bezsensu.
Na pewno nie chciała. Przyszła sobie przecież postać pod drzwiami ot tak. Ale na swoją obronę miał tyle, że Dolores naprawdę ich w tym mauzoleum wymęczyła.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
11.09.2023, 01:42  ✶  
Florence zdarzało się przeczuwać, że ktoś z jej bliskich znajdzie się w niebezpieczeństwie.
Nie było to częste, zwłaszcza zważywszy na charakter pracy ojca i braci. Nie była wybitnym jasnowidzem: skupiała się raczej na nauce leczenia i klątwołamania niż rozwijania zdolności związanych z Trzecim Okiem. Zwykle mogła zobaczyć jedynie to, co planowały osoby stojące przed nią. Zdarzyło się jednak kilkakrotnie, że mordercze intencje kogoś innego przesączyły się do jej snów czy sprawiły, że przed oczyma pojawiły się niepokojące obrazy.
To było coś innego.
Niczego nie widziała i przeklinała to, że nie mogła zobaczyć. Pod koniec dyżuru w Mungu poczuła po prostu, że Patrick jest w niebezpieczeństwie i uczucie to towarzyszyło jej przez kilkanaście dobrych minut, uniemożliwiając skupienie się na pracy. Posłała natychmiast sowę do jego rodzinnego domu, prosząc, by się z nią skontaktował, na wypadek gdyby był tam, a potem ledwo wybiła godzina, w której mogła wyjść, znalazła się w drzwiach kliniki, pewnie zadziwiając współpracowników - bo zwykle zostawała kwadrans, by uporządkować to i owo. Nie uspokoiła się nawet, kiedy już pod budynkiem przestała odczuwać to mdlące, paskudne uczucie i zaczęła myśleć jaśniej.
Wśród tych jaśniejszych myśli rozbrzmiewała na przykład taka, że Steward wcale nie musiał pojawić się tutaj. Mógł faktycznie wrócić do domu. Mógł trafić do Munga. Albo być w Ministerstwie jeszcze przez długie godziny. Może coś sobie uroiła i nic mu nie groziło. A jednak, stanęła pod jego drzwiami, może wiedziona przeczuciem jasnowidza, a może tylko nadzieją, że tu przyjdzie. I rzeczywiście - nie musiała nawet czekać długo.
Nieco mocniej zacisnęła palce na poręczy, przepełniona ulgą. Zmierzyła go spojrzeniem, skupiając je na dłuższą chwilę na brzuchu, gdzie dostrzegła rozerwane ubranie i czerwień krwi. Znów coś przewróciło się w jej żołądku, choć tym razem było to naturalne uczucie, nie podparte żadną magią: obawa o kogoś, kto był ci bliskiego i kogo właśnie widziałeś rannym. Cieszyła się, że był cały. Martwiła na myśl o tej ranie. I irytowała, bo gdzieś w głowie klątwołamaczki zaczęła kiełkować myśl, że coś jest nie tak. Ciężko jej było to zauważyć wcześniej: bo przecież jej uczucia wobec Patricka wcale nie zmieniły się diametralnie, nawet jeżeli magia pchała je w nieco innym kierunku. Teraz jednak...
- Witaj - powiedziała cicho. - Och, nie, chciałam tylko przyjrzeć się drzwiom - zapewniła, odsunęła się jednak natychmiast, chcąc dać mu dostęp do zamka. - Jak bardzo jesteś ranny? - zapytała cicho. Poprawiła na ramieniu torbę: nosiła w niej zwykle podstawowe eliksiry, tak było i tego dnia, i nie wątpiła już, że się przydadzą.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
12.09.2023, 01:20  ✶  
Patrick za to nie miał najmniejszego pojęcia, że cokolwiek w jego uczuciach wobec Florence mogło być podyktowane jakąś magią. Tak, myślał o niej częściej niż wcześniej, ale też… więcej niż wcześniej ich łączyło, przynajmniej w jego głowie. Kiedyś, po prostu spotykali się od czasu do czasu, gdy pojawiał się w Świętym Mungo, ciągnąc ze sobą jakiegoś poranionego czarodzieja lub samemu będąc poranionym. Ale to kiedyś – w jego oczach – zaczęło się zmieniać po śmierci Clare. Wtedy zaczął, źle to brzmiało, ale doceniać Florence. Doceniać to, że była stała, spokojna i miała silny charakter. Zaczął doceniać jej lojalność i zdolność do zachowywania się tak, jak trzeba, a im dłużej, mimowolnie, zestawiał sobie w głowie Clare i Florence, tym częściej widział na ilu polach Clare musiała ustępować jej miejsca. Ach, no i Florence nie podcięłaby sobie żył w wannie, by udowodnić mu, że skoro nie chciał być jej kochankiem to nie będzie mógł być dalekim znajomym.
Ale teraz był po prostu zmęczony i poturbowany. A widok uzdrowicielki go w tym samym stopniu zawstydzał co cieszył.
- Chyba nie jest aż tak źle – odpowiedział jej cicho, przekręcając klucz w zamku. Otworzył drzwi i wpuścił przodem Florence.
Kawalerka, którą wynajmował składała się z niewielkiego korytarzyka, mikroskopijnej kuchni, łazienki i dużego pokoju, który jednocześnie był sypialnią, salonem i biurem. Wszędzie panował lekki nieporządek.
- Czuj się jak u siebie – mruknął, poniewczasie zdając sobie sprawę, że w dużym pokoju miał bardzo udaną podobiznę uzdrowicielki.
Obraz, na którym ją uwiecznił był duży, teraz częściowo osłonięty dodatkowym płótnem. Właściwie to nawet ogromny. Solidne dwa i pół metra wysokości na cztery szerokości. Przedstawiał… właściwie trudno było na pierwszy rzut oka ocenić co właściwie przedstawiał. Był zlepkiem różnych pomniejszych obrazków, niektórych tak małych, że należało dotknąć nosem płótna by pojąć, że w oczach narysowanej postaci skrywał się kolejny rysunek, jak kolejny fragment historii. Na ten moment zakończony był mniej więcej w połowie, ale widać było różne poprawki. Niektóre części zostały przemalowane a przy innych, na zaschłej już farbie widać było szkic czegoś nowego. Kobieta w wianku na głowie – niepokojąco przypominająca Florence – zasłaniała ręką usta a znajdujące się za nią płomienie ogniska już zaczynały przygasać, polewane wylewającą się z nieba wodą, jakby scena rozgrywała się na gładkiej tafli jeziora a zamiast księżyca, na niebie górował pulsujący mocą i wydzielający ostrą energię kamień.
Poza obrazem, w dużym pokoju było sporej wielkości łóżko. Obecnie niestarannie zasłane, z dodatkową porcją koców i kikoma nadprogramowymi poduszkami. Był też fotel z leżącą na nim bluzą polarową. Zamknięta szafa. Niewielki stolik i dwa krzesła (jak pseudo jadalnia) oraz sporo pędzli, słoiczków, tub, węgli, arkuszy papieru, płótna i mnóstwo najróżniejszych tubek z farbami.
- Chyba najpierw powinienem się wykąpać? – zapytał Patrick.
Ściągnął przez głowę dziurawą bluzę wraz z podkoszulkiem. To nie tak, że robił przed nią striptiz. Była uzdrowicielką. Naoglądała się już w życiu klatek piersiowych.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Jak źle wygląda rana na brzuchu Patricka?
Rzut 1d100 - 76
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
12.09.2023, 01:59  ✶  
Florence też nie miała okazji zaobserwować diametralnych zmian w swoich uczuciach wobec Patricka. Zawsze kochała go w pewien sposób, i może nawet pokochałaby i w inny, gdyby nie dostrzegła wciąż przy nim cienia Clare – a to, że nie był czystokrwistym, nie miałoby znaczenia przy kimś tak straszliwie upartym, jak Florence Bulstrode. W przypadku tej relacji zmiana istniała, ale była na tyle subtelna, że początkowo uzdrowicielka nie zauważała jej nienaturalności.
Ale dziś wkradło się w to wszystko coś jeszcze, zaś doświadczenie oraz wiedza podpowiadały Florence myśl, że to może być magia.
I kiedy wsunęła się do mieszkania Patricka, a pierwszym, co zobaczyła, był przedziwny obraz, z którego patrzyła twarz tak bardzo podobna do jej twarzy, pomyślała, że chyba ma rację. Zamarła na krótką chwilę, przyglądając się portretowi, ale zaraz odwróciła się do Stewarda, bo w tej chwili najpilniejszą sprawą były jego rany.
– Bardzo ładny. Pomógł uporządkować myśli? – powiedziała. Kolejne słowa, jakie miały paść z jej ust, to było „A teraz się rozbieraj”, ale Patrick sam wpadł na to, aby zdjąć bluzę. Nie, nie potraktowała tego jako striptizu, bo była uzdrowicielką. Widziała już wszelkiego rodzaju ciała – piękne, szpetne i normalne. Grubych, chudych, niskich, wysokich, starych i młodych, pokrytych pryszczami, a niekiedy także magicznymi naroślami, czarnymi plamami, i gdyby nawet kiedykolwiek należała do osób wstydliwych, to już dawno wyleczyłaby się z tej wstydliwości.
Na widok rany pobladła trochę, co było osiągnięciem, zważywszy na to, że była blada z natury.
– Tylko jeżeli chcesz zemdleć w łazience – odparła, bo mogła ta rana nie była śmiertelna, ale już bardzo paskudna owszem, a ciepła woda otworzyłaby to, co zdążyło się już zasklepiać. Co gorsza… było blisko. Naprawdę blisko, a przynajmniej tak to wyglądało. – Siadaj, proszę – powiedziała łagodnym tonem. Nie pytała, co go tak urządziło. Potrafiła powiedzieć sama. Na podstawie doświadczenia, ale i tego, co zobaczyła tamtego dnia na plaży. A nawet gdyby nie wiedziała… Była córką i siostrą aurorów.
Zdawała sobie sprawę z tego, że pewnych rzeczy po prostu nie mogą jej powiedzieć.
Ściągnęła torbę z ramienia i położyła ją w pierwszym miejscu, które się do tego nadawało, a potem sięgnęła do jednej z przegródek. Oczywiście, w torbie Florence panował nienaganny porządek, szybko więc wyłowiła fiolkę eliksiru oczyszczającego rany. Był znacznie skuteczniejszy niż woda. A chwilę później drugą, z wiggenowym. Podeszła do Stewarda i wręczyła mu jedną z fiolek.
– Wypijesz ją, kiedy tylko skończę oczyszczać ranę. Przez chwilę zapiecze – powiedziała, pochylając się ku niemu z drugą miksturą, by za jej pomocą zająć się oczyszczaniem rany przed zaleczaniem. Chwilowo nie zwracała uwagi na całą tę krew i brud: to prawda, nie cierpiała ich, ale była magomedyczką i musiała jakoś to znosić.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
12.09.2023, 02:53  ✶  
Patrick wzruszył ramionami. Popatrzył na Florence dłużej. W zmęczonych oczach pojawił się jakiś drobny błysk.
- Tak naprawdę to nie – przyznał się szczerze. – Z dnia na dzień mam w głowie tylko coraz większy mętlik.
Zwilżył językiem wargi, tym razem naprawdę bijąc się z myślami, czy nie powiedzieć uzdrowicielce o wszystkim. Nie tylko o tym, jak wyglądało limbo i co się w nim stało. Chciał jej też powiedzieć o tym jak znalazł w gabinecie wuja list, jak dowiedział się o tym kim byli jego rodzice. I o tym, że babcia zabierała go dwa razy do roku na cmentarz, gdzie był ich symboliczny grób i opowiadała mu głupoty o tym, że go kochali. I o tym, że wrócił z limbo z ojcem, że ten może siedzieć w jego głowie nawet teraz. I, że wiedział o zaręczynach Clare z Martinem, ale mimo ich ciągle przy niej był, bo wierzył, że je zerwie. I, że wspomnienia ojca nawiedziły go nawet dzisiaj i to chwilę przed walką z wampirzycą. Zastanawiał się, jakby zareagowała, gdyby dowiedziała się o tym wszystkim.
Parsknął. Nie miał pojęcia jak źle było z jego brzuchem, ale nie czuł, żeby było aż tak źle. Raczej to tylko tak nieprzyjemnie wyglądało. No chyba, że jednak miał pecha i wampirze pazury jednak były jadowite. Usiadł posłusznie na łóżku. Dobrze, że tym razem przynajmniej je zaścielił. Gdy wpadła tu Mavelle wyglądało jakby stoczył na nim jakiś wyjątkowo ciężki bój i przegrał.
- Dobrze – zgodził się. Bez sprzeciwu wykonywał polecenia Florence. Ufał jej. Ufał jak uzdrowicielce i jak przyjaciółce. Może ona uznałaby, że to wszystko była kwestia rytuału, ale tak naprawdę pozostawała jedną z najistotniejszych osób w jego życiu. I było tak już przed Beltane.
Zaciskał zęby w momentach, gdy czuł silniejszy ból. Starał się ani nie syczeć, ani nie reagować w żaden widoczny sposób. Pomyślał nawet, że to dla niej też musiało być przykre. Czy czuła się tak, jakby właśnie uzdrawiała żywego trupa?
- Kiedy skończysz a ja pójdę pod prysznic, nie uciekniesz? – zapytał cicho. – Chciałbym z tobą porozmawiać.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
12.09.2023, 12:35  ✶  
Florence byłaby rozczarowana, gdyby Patrick jej nie ufał – niezależnie od wszystkich rytuałów. W pewnym sensie zawsze był częścią jej życia, od tak dawna, że na pewno odczuwałaby brak, gdyby z niego znikł. Uważała go za przyjaciela, najlepszego, jakiego posiadała, a nigdy nie szafowała określeniem „przyjaźń”, bo nie należała do osób, które łatwo wchodziły w bliskie relacje. I wszystko w ich znajomości w jej oczach zmieniało się przez lata powoli, nieomal niezauważalnie, zacieśniając ją na tyle, że nie potrafiłaby wskazać, w którym momencie zaczęła tak o nim myśleć – po prostu tak go postrzegała. I może przez te powolne zmiany nie dostrzegła początkowo niczego nienaturalnego po Beltane. Aż do dziś.
Nie zwracała uwagi na chłód jego skóry, chociaż nie było to przyjemne odczucie i po prawdzie momentami zapominała, że Steward jest Zimnym. Ale to odczucie nie było jej obce, dotykała go w namiocie, dotykała Mavelle, a potem dotykała swojego brata. Pomyślała, że powinna go zbadać – i przyrównać wyniki do tych, które dotyczyły Atreusa – w tej chwili jednak pytanie o to zdawało się kobiecie nie na miejscu.
Cofnęła w końcu ręce, dała mu znak, by wypił miksturę, a sama machnęła różdżką, szepcąc inkantację Vulnera Sanentur. Rana zaczęła się powoli zasklepiać. Eliksir, który ofiarowała Patrickowi, miał zapewnić, że efekt będzie trwały i nie dojdzie do ponownego otwarcia.
– Oczywiście, że nie ucieknę – zapewniła, na moment zaciskając palce lewej dłoni na jego ręce. Było to pewne poświęcenie ze strony Florence, zważywszy na to, że ręce Stewarda były w tej chwili dalekie od czystości. Powinni porozmawiać, bo miała mu trochę do powiedzenia – choć to mogło poczekać, b najwyraźniej on miał jeszcze więcej do powiedzenia jej. A chociaż o Florence można było powiedzieć wiele negatywnych rzeczy, to na pewno nie tę, że nie była gotowa wysłuchać bliskich sobie osób. Mętlik w głowie Patricka ani trochę jej nie dziwił. Beltane. Limbo. Bycie Zimnym. A teraz ta rana, zadana przez potwora. I więź, jaka się między nimi zrodziła: Florence zaczęła wreszcie podejrzewać, co wyczuła, badając Mavelle… – Poczekam. Mam nastawić wodę na herbatę albo kawę?
Wyglądał, jakby bardzo potrzebował odpocząć i napić się czegoś ciepłego. Ale znów mogła ulegać tu złudzeniu, wiążąc ten chłód, jaki wyczuwała ledwo co pod palcami, z sięganiem po coś ciepłego, by się ogrzać.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
19.09.2023, 02:05  ✶  
Patrick bez najmniejszych oznak niechęci lub niepokoju poddał się zabiegom magomedyczki. Czuł się okrutnie zmęczony po walce z wampirzycą i jeszcze bardziej zmęczony kłębiącymi się w jego życiu tajemnicami. O ileż łatwiej byłoby powiedzieć siedzącej obok niego czarownicy o wszystkim. Florence była najrozsądniejszą osobą jaką znał na całym świecie. Jeśli ktoś potrafiłby go wybawić od siedzącego w jego głowie ojca to z pewnością ona.
Podniósł się z łóżka. Wzruszył ramionami.
- Herbata pewnie byłaby lepsza, ale obawiam się że mam w kawalerce tylko mocnego earl greya – rzucił. Pochylił głowę w dół, by spojrzeć na miejsce, gdzie do niedawna nosił ranę po walce z wampirzycą. Magia potrafiła tak wiele naprawić… - To daj mi jakieś piętnaście minut – poprosił jeszcze a potem ruszył do łazienki.
Florence słyszała jak przekręcał klucz w drzwiach, a potem się chyba o coś obił, gdy ściągał z siebie brudne od krwi i przepocone ciuchy. Wreszcie wszedł pod prysznic i słychać było dźwięki szumiącej wody.
Mniej więcej w tym samym czasie, Patrick opierał się czołem o kafelkowaną ścianę. Ciepła woda spływała mu po twarzy, ale on nie reagował, po prostu obserwując spływający do odpływu, czerwony brud. Z pewnością odkręcił kurek zbyt mocno i teraz lał się na niego niemal wrzątek, ale odkąd został Zimnym, lubił takie gorące kąpiele. Kiedy piekła go zimna skóra, mógł przynajmniej udawać, że wszystko za chwilę wróci do normy, on przestanie być Zimny a stanie się taki jak wcześniej.
Po skończonym prysznicu, wytarł się niestarannie i naciągnął na siebie czyste, szare spodnie dresowe i zwykłą, białą koszulkę, która – choć szeroka - od razu przykleiła mu się do mokrych pleców i klatki piersiowej.
- Florence… - zaczął i urwał. Stanął w wejściu do salono-sypialnio-biura i oparł się ramieniem o framugę. – Ja chyba kogoś ze sobą przyprowadziłem z limbo – wyrzucił z siebie cicho. Wstydził się nawet spojrzeć jej przy tym wyznaniu w oczy. – Ja… ja nigdy nikomu nie o tym nie mówiłem. O tym czyim jestem dzieckiem i w ogóle… - wzruszył ramionami, ale nie tak jakby pokazywał jak bardzo miał temat w dupie, ale jakby przeciwnie, próbował wyjaśnić, że był zbyt szeroki, by potrafił objąć go słowami. – A teraz chwilami wydaje mi się, że przyprowadziłem stamtąd mojego ojca. I, że on stale siedzi w mojej głowie. I zsyła mi jakieś dziwne myśli, wspomnienia… - opisał prawie szeptem, aż wreszcie zdecydował się spojrzeć na Florence. To byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby zechciał skłamać, ale jakoś nie chciał kłamać. Nie przed kobietą, która zawsze była wobec niego nie tylko szczera ale też uczciwa.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
19.09.2023, 15:36  ✶  
Florence nigdy nie należała do tych osób, które nie umiałaby usiedzieć w miejscu, dysponowała też ogromnymi pokładami cierpliwości – może wynikało to z jej natury, a może w wyrobieniu ich w sobie pomagała cała gromada młodszych krewnych, którzy w większości wdali się w Prewettów. Usiadła więc po prostu i bardzo starannie oczyściła sobie ręce z krwi. Miała wrażenie, że opuszki jej palców wciąż są zimne. Gdy opatrywała Patricka, skupiała się przede wszystkim na ranie, ale prawda była taka, że uderzał ją ten kontrast, chłód ciała, które w dotyku zdawało się niemalże martwe, z żywą osobą. Florence była za mocno przywiązana do brata i przyjaciela, aby miała nagle zacząć unikać ich dotyku, ale jako magomedyk chyba najlepiej rozumiała… że to nie jest naturalne. I ze wszystkich sił pragnęła, aby znalazł się sposób na odwrócenie tego stanu, bo jakaś jej część bała się, że coś, ktoś z Limbo zaraz wyciągnie ku nim ręce i zabierze życia tak, jak zabrało ciepło.
Odepchnęła od siebie te nieprzyjemne myśli, roztarła dłonie, nastawiła wodę… i cierpliwie czekała.
Gdy Patrick stanął na progu, nie odezwała się, jedynie spojrzała na niego wyczekująco. Nie była pewna, o czym chciał rozmawiać – istniało aż nazbyt wiele możliwości. Była ta rana, która na pewno nie powstała w przyjemnych okolicznościach. Ich ostatnie spotkanie, kiedy omal nie utonęła, a on zdawał się tak bardzo wściekły i tak mocno wstrząśnięty, może dlatego, że woda odebrała mu Clare. Były gazety, rozpisujące się na jego temat, plotki, z których każda kolejna zdawała się bardziej absurdalna. Chłód Limbo. Pobyt tam – o którym wiele osób szeptało, ale nikt chyba nie wiedział nic pewnego. Magiczna nić, która ich połączyła, którą dostrzegła Florence i być może którą i on wyłapał. I wreszcie Beltane, to co działo się przed nim, gdy czerń pochłaniała ciało Arabelli Bulstrode, a jacyś przedziwni ludzie poprosili Florence o złamanie tej klątwy i to, że Patrick zdawał się wiele wiedzieć o tym, co stanie się podczas święta.
Brała pod uwagę wiele możliwości, ale tego się nie spodziewała.
Przypatrywała się mu po prostu przez moment, z namysłem. Nie powiedziała „to bzdura”, „to niemożliwe”, bo Patrick Steward był rozsądnym mężczyzną i jeżeli twierdził coś takiego, na pewno miał ku temu powody. Nie wydawała się jednak przerażona, ani nawet szczególnie wstrząśnięta. Tak, wizja kogoś, kto "przyczepił się" w Limbo nie była ani trochę miła, ale Steward nie wydawał się ani trochę opętany. Był taki jak zwykle - może trochę bardziej zagubiony, trochę przygnębiony, może przytłoczony, ale był wciąż sobą, a była pewna, że zauważyłaby różnicę. A nie zaskakiwało to Florence jakoś straszliwie, bo jej umysł nieomal natychmiast połączyć to ze strzępami informacji, jakie miała – tym, co wywnioskowała sama, i tym, co powiedział jej Atreus po rozmowie z kapłankami.
Ale bardziej chyba niż to zajmował ją teraz coś zupełnie innego – że Patricka zdawał się poruszać nie tylko fakt, że jego ojciec „wrócił” z nim z Limbo… ale i coś jeszcze. Coś więcej. Może ten powód, dla którego niechętnie mówił o swoich rodzicach?
– Opowiedz mi o tym, proszę – poprosiła łagodnym tonem, jaki zwykle rezerwowała wyłącznie dla najbliższych. Wszystko, co chciała powiedzieć sama albo o co chciałaby spytać, mogło poczekać. – Co masz na myśli przez wspomnienia? W jaki sposób się to obawia?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#9
23.09.2023, 00:58  ✶  
Patrick kiwnął głową. Miał napiętą twarz, tym razem nie ze zmęczenia lub irytacji, ale ze strachu. Z tego prymitywnego, prostego strachu, który sprawiał, że jego ruchy stały się mechaniczne i ciężkie, prawie jakby walczył z zaklęciem petryfikującym, choć tak naprawdę żadnego zaklęcia nikt na niego rzucił.
To tylko on sam rzucił. Wiele lat wcześniej, gdy jako dzieciak wszedł do gabinetu wuja i przeczytał list, którego nigdy nie powinien przeczytać. Z wahaniem podszedł do Florence a potem wyciągnął w jej stronę rękę. Pamiętał o tym jaki jest zimny, że dotykanie go przypomina w tym momencie dotykanie trupa, ale potrzebował jej namacalnej obecności. Bliskości, która sprawi, że będzie mógł uwierzyć, że od niego nie ucieknie. Nie odbiegnie z krzykiem – choć tak naprawdę wcale nie wierzył, by mogła to zrobić. Florence Bulstrode nie biegała przez takie bzdury jak tkwiący w cudzej głowie duch. Biegnąć mogła najwyżej do rannych pacjentów lub do członków własnej rodziny, gdy chciała im pomóc.
- Usiądź obok mnie na łóżku – poprosił. – A najlepiej, to po prostu połóż się obok mnie. Będzie leżał między nami koc – zapewnił, chyba nie do końca myśląc o tym jak brzmiały jego słowa. Bo nie chodziło o to, by zapewnić ją, że nie zamierzał się do niej dobierać – był w takim stanie, że nawet o tym pomyślał, ale nawet gdyby był w dobrym stanie to nigdy nie próbowałby zmusić kobiety do pójścia ze sobą do łóżka. Próbował tylko zapewnić ją, że nie będzie musiała czuć jego trupiej skóry na swoim ciele.
- Moi rodzice byli zwolennikami Grinewalda – powiedział cicho, tak cicho, jakby się bał, że gdy powie te słowa głośno, one jakoś wybuchną i obrócą się przeciwko niemu. – Zginęli w obławie aurorskiej. Byłem zupełnie mały – przyznał się, z zawstydzeniem. – Wychowali mnie dziadkowie. I wuj. To on sprowadził mnie z Francji i tylko dzięki niemu nie wylądowałem w paryskim sierocińcu – gdy wspominał wuja i dziadków, jego głos stawał się miększy, bardziej pewny siebie, czuć w nim było przywiązanie, które czuł do tych ludzi. – W domu nigdy się o nich nie rozmawiało. Wuj unika tematu do dzisiaj. Dziadek udaje, że nie miał córki. Ale babcia… - uśmiechnął się gorzko do własnych myśli. – Babcia zawsze powtarzała mi, że mnie kochali i, że byli dobrymi ludźmi. A ja chciałem jej wierzyć – zamrugał, przypominając sobie jak starsza kobieta piekła placek z truskawkami a gdy go jadł, wspominała z zachwytem, że jej córka (jego matka) uwielbiała ten placek. – Prowadziła mnie co roku podczas Ostary na cmentarz. Składaliśmy tam lilie i… - wzruszył ramionami.
To były dobre, ciepłe wspomnienia. Patrickowi łatwiej było mówić o miłości babci, o tym że wbrew dziadkowi idealizowała zmarłą córkę. Łatwo było wierzyć babci, gdy nikt nie próbował pokazywać mu, kim naprawdę byli jego rodzice.
- A kiedy byliśmy w limbo, na spotkanie nam wyszły osoby, które były z nami związane – dodał po paru sekundach przedłużającej się ciszy. – Nie wiem kogo widzieli pozostali, to nie ma znaczenia. Ale do mnie przyszedł ojciec. I okazało się, że po śmierci nadal… - nabrał głośniej i głębiej powietrza do płuc. Powiedzenie tego naprawdę dużo go kosztowało. – Okazało się, że po śmierci nadal jest wyznawcą Grinewalda. Myślałem, że chciał bym wszedł razem z nim do kotła dusz – czy jak to się właściwie nazywało. Patrick nie był nekromantą i dotychczas nie miał wielkich styczności z limbo. Nie miał nawet pojęcia, czy dobrze rozumie to, na co wtedy patrzył. – Ale okazało się, że się myliłem. On chyba nie zachęcał mnie do wejścia razem z nim, tylko szykował się by wniknąć do mojej głowy.
Przełknął głośno ślinę. Myśl o tym, że ojciec naprawdę to zrobił, że ciągle siedział w jego umyśle była straszna. Steward nie miał nawet pojęcia, jak mógłby go stamtąd pogonić.
- Są takie chwile, zupełnie ich nie kontroluję, kiedy nagle przed oczami stają mi wspomnienia ojca – wyjaśnił. – Są różne. Niektóre mogłyby być kompletnie moje, ale inne… inne… - uśmiechnął się gorzko, choć tak naprawdę wcale nie było mu do śmiechu. – Ale inne są straszne.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
23.09.2023, 13:57  ✶  
Gdyby głowa Patricka nagle zaczęła kręcić się we wszystkie strony, a z jego ust wydobył się bełkot, być może Florence faktycznie poderwałaby się do ucieczki. Ale na razie nie zrobił ani nie powiedział jej niczego, co mogłoby przekonać ją, że warto wykonywać jakiekolwiek gwałtowne ruchy, nie mówiąc już o bieganiu. Wyciągniętą rękę więc po prostu ujęła, starając się zignorować kontrast pomiędzy jego zimną skórą, a ciepłem jej własnej dłoni.
– Dobrze – zgodziła się tylko, nie protestując ani przeciwko prośbie, ani przeciwko kocu, bo chociaż bardzo nie chciała cofać się ani przed Atreusem, ani przed Patrickiem, była magomedykiem i doskonale wiedziała, że zwykłemu człowiekowi takie zimno mogło zaszkodzić. Nosili w sobie chłód Limbo, jakby przynieśli ze sobą do świata żywych cząstkę zaświatów.
Gdy wspomniał, że jego rodzice byli zwolennikami Grindewalda, po prostu musnęła jego chłodną twarz wolną ręką, lekko, samymi koniuszkami palców. Jakby chciała w ten milczący sposób zapewnić, że nie szkodzi – że nie musi być mu wstyd, bo jego rodzice stali po drugiej stronie, bo zginęli zabici przez aurorów, kiedy był jeszcze mały. A raczej „nic to teraz nie zmienia”, bo to nie tak, że nie szkodzi – mogła tylko domyślać się, jak było trudne kochać ich i pogardzać nimi jednocześnie, iść zupełnie inną drogą, polować na takich, jak oni, a w pamięci nosić zapewnienia babki, że byli dobrymi ludźmi. Jej właśni krewni często chodzili po tej cienkiej linii pomiędzy tym, co słuszne i tym, co podłe, między prawem i bezprawiem, i czasem tracili równowagę – ale większość z nich nie zawędrowała tak daleko.
Milczała jeszcze przez chwilę, kiedy skończył. Nie dlatego, że nie chciała mówić, ale przeczuwała, że to, co powie, może być ważne – i bardzo nie chciała, by było to coś, co popchnie Patricka teraz, kiedy i tak się chwiał i nie mógł złapać równowagi. Spadło na niego zbyt wiele i ten chyba najbardziej zrównoważony człowiek, jakiego znała, zdawał się jej teraz spacerować nad samą krawędzią przepaści.
– Grindewald podobno potrafił uwodzić i opętywać ludzi znacznie skuteczniej niż… Voldemort – powiedziała w końcu, spoglądając mu w oczy. – W mojej rodzinie też byli jego zwolennicy. Czegokolwiek nie zrobili, ty jesteś sobą. – Nie jej rodzice przynajmniej, z czego mogła się cieszyć. Percival Bulstrode zawsze był człowiekiem wysoko ceniącym prawo i porządek, oddanym swojej pracy. A dla Enid życie zdawało się wieczną grą i zabawą, zakładem o wysoką stawkę, lecz Florence nie widziała jej stojącej w pierwszym szeregu ani za Grindewaldem, ani za tym, który pragnął, by nazywano go Mrocznym Panem. Mogła tylko sobie wyobrażać, że gdyby było inaczej, to bolałoby i wywoływano jakieś poczucie wstydu, które zakopałaby głęboko, by nigdy nie pokazać go światu.
Nie próbowała usprawiedliwiać jego rodziców. Nie było usprawiedliwienia. Wiedziała tylko, że ludzie rzadko są czarno biali, ale to wcale nie czyniło dla niego niczego łatwiejszym.
– Niewiele wiem o Limbo i duchach, ale to nie brzmi, jakby cię opętał albo naprawdę wszedł do twojej głowy. Gdybyś był opętany, zmieniłbyś się, a nie jesteś odmieniony. Kapłanki powiedziały Atreusowi, że wróciliście żywi, ale zimni, bo coś waszego zostało tam, ale coś stamtąd przyszło z wami. Myślałam, że to odrobina energii zaświatów, ale może to wspomnienia, które dały wam duchy? – wymruczała, niezbyt głośno, jakby w przekonaniu, że takie rozmowy należało toczyć szeptem, chociaż przecież nikt nie mógł podsłuchać ich w mieszkaniu gdzieś w niemagicznym Londynie. – Rozmawiałeś z jakimś spirytystą? Może będzie wiedział, co zrobić, by to zablokować.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (3110), Patrick Steward (3393)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa