• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[13.06.1972] Nora & Laurent | Blessings

[13.06.1972] Nora & Laurent | Blessings
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
17.09.2023, 16:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:12 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Sometimes I get a little bit emotional when I see love unfold
Two hearts bound by reflections of the memories they'll forever hold

Nie przepadał za zbliżaniem się do Nocturnu, ale nawet tam czasem trzeba było podejść, kiedy Pokątna zawodziła. Wręcz stereotypowo w oczach Laurenta miejsce to osnuwała mgła, każda uliczka była dziesięć razy ciemniejsza, a oczy każdego, kto na ciebie spojrzał, pełne pożądania tego, co masz w kieszeniach. Tacy jak on raczej dobrze tam nie kończyli - wyrobił sobie takie o tym mniemanie i teraz pokonanie go, przełamanie, powiedzenie sobie, że nie, przecież wcale tam tak źle nie było stanowiło górę do przesunięcia. Tak samo jak jego przekonanie co do Śmierciożerców. Na szczęście Aleja Horyzontalna miała swój klimat i wcale nie opiewała w miejsce, gdzie kręciliby się ludzie spod ciemnej gwiazdy. A przynajmniej nie tacy, których sam wygląd sprawiał, że chciało się spierdzielać w podskokach. Zresztą to właśnie stąd można było przejść do Carkitt, które kwitło i pęczniało życiem. Oraz dobrociami, jaki czarodziejski świat miał do zaoferowania. Co jednak sprawiało, że za aleją tą Laurent przepadał to niewielka, niepozorna kawiarenka, której właścicielka postawiła na kwiaty i wszystko, co z nimi związane. A Laurent kwiaty uwielbiał. Jasne, białe wnętrze udekorowane magicznymi roślinami, podkreślone drobinami zieleni i błękitu, z wiklinowymi fotelami i okrągłymi stolikami wydawało się rajem dla kogoś, kto nie miał możliwości stworzenia swojego własnego ogrodu. Ręka do roślin była tutaj dostrzegalna, bo każdy z kwiatów czy nawet bluszcz od wewnątrz pnący się nieśmiało po ścianach zachwycały swoją dorodnością. Jednocześnie nie można było mówić, że panowała tutaj dżungla. Goście tutaj ginęli między drewnianymi ściankami sprawiając, że wszystko wydawało się bardzo intymne, a w tle magicznie odtwarzany był śpiew ptaków, które czasem przelatywały po zaczarowanym na wzór przychmurzonego nieba suficie. Było wiele miejsc, w które mógłby zabrać Norę Figg, ale to wydawało się idealne.

Odziany w ciemno-beżowe spodnie i białą koszulę Laurent czekał na Norkę już na miejscu. Siedząc z gazetą Proroka Codziennego przy stoliczku, założona noga na nogę, w okrągłych okularach - czytał. Jeszcze nie zdążył nawet niczego zamówić, a i z tym mu się nie śpieszyło. Spoglądał na pierwszą stronę, ale wiadomym było, o czym media huczały nadal. Sprawa Beltane ciągnęła się po głowach wszystkich, a temat Zimnych czy Kniei i tego, co się z nią stało po sabacie wcale się nie znudził. Czy to dobrze czy nie - trudno powiedzieć. Niedobrze kiedy prawda była przyćmiewana przez kłamstwa, ponieważ plotka goniła plotkę i świat zaczynał tonąć w kłamstwie. To było szokujące jak niewiele ludzi chciało poznać prawdę, zadowalali się kiczem, wierzyli wszystkiemu na słowo. Nie wspominając już nawet o jakichś brukowcach, które całą swoją egzystencję opierały na fałszywych ploteczkach.

Gdy zadzwonił cichy dzwoneczek do drzwi Laurent podniósł głowę, wypatrując urokliwej buzi Figg. I pojawiła się. Sprawienie jej drobnej przyjemności zaproszenia na randkę spotkanie uważał za swój wręcz męski obowiązek. Wszystko mogło zostać załatwione listownie, ale zobaczenie się z Norą, dowiedzenie się, co u niej słychać i jak się ma stanowiło równocześnie jego własną przyjemność na jaką mógł sobie pozwolić i też sobie pozwalał. Podniósł się z fotela i wyciągnął ręce na powitanie kobiety, żeby ją uściskać z uśmiechem. Delikatnie, rzecz jasna.

- Tak się cieszę, że cię widzę. Tym bardziej się cieszę, że będę mógł się wykosztować na cokolwiek tylko będziesz miała ochotę. Obym tylko nie usłyszał negatywnej rekomendacji od mistrzyni cukiernictwa. - Usiadł na swoim miejscu zaraz za kobietą, odsuwając jej uprzednio fotel, trochę ją przysuwając, innymi słowy - traktując ją jak prawdziwą damę. Przecież na inne traktowanie, jakiekolwiek gorsze, ani trochę nie zasługiwała. Słońcu nie od wczoraj ludzie oddawali cześć. Zajął miejsce naprzeciwko, zdejmując okulary z nosa. - Dzień dobry, moja droga. Przynajmniej mam nadzieję, że zaczął się dobrze? - Podpytał delikatnie, spoglądając w jej zielone oczy - jak łąka, na której brakowało tylko bielma zakwitających stokrotek. Ale nie musiała mieć ich w oczach. Nora sama była najpiękniejszym z kwiatów, jaki znajdował się w tej kawiarni.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
17.09.2023, 17:46  ✶  

List, który dostała od Laurenta przeogromnie ją ucieszył. Oczywiście, że nie zamierzała mu odmówić, ułożyła w planie grafik tak, żeby móc się wyrwać na dłuższą chwilę. Musiała zostawić Norę pod opieką Wendy, co wiązało się dla Figg z ogromnym stresem, klubokawiarnia była w końcu dla niej niczym dziecko, drugie, bo pierwsze było takie prawdziwe. Dla spotkania z Prewettem jednak było warto się trochę podenerwować. Odliczała czas do momentu spotkania. Dni dłużyły się jej niemiłosiernie, chociaż było to jedynie czterdzieści osiem godzin. Tak to już jest, że im bliżej czegoś na co się ogromnie czeka, tym godziny rozwlekają się jeszcze bardziej. Na całe szczęście w cukierni nie brakowało pracy, co powodowało, że zapominała, zatracała się w niej, dzięki czemu czas leciał jakoś szybciej.

Zaczęła się szykować do wyjścia jakąś godzinę wcześniej. Chciała wyglądać dobrze. Nie wiedzieć czemu, tak po prostu. Norka dbała o swoją prezencję, bywały jednak dni, że zależało jej trochę bardziej, dzisiejszy dzień należał właśnie do takich dni. Figg uwielbiała sukienki, także nałożyła na siebie seledynową, krótką sukienkę, która ledwie zasłaniała jej uda. Niektórzy mogli uznać jej styl za kiczowaty, jednak ona bardzo, ale to bardzo lubiła się wyróżniać. Była ona w drobne, czarne kwiatki. Włosy spięła wysoko, na zewnątrz było ciepło, nie chciała robić ze swoich włosów szalika, bo jeszcze by się zgrzała. Do tego ubrała buty, na niebotycznie wysokim obcasie - musiała sobie jakoś pomagać, przecież miała ledwo 152 centymetry wzrostu, dlatego właśnie najczęściej można ją było zobaczyć w wysokich butach. Trochę oszukiwała społeczeństwo, że nie jest taka malutka.

Nie mogła doczekać się tego spotkania również z innego powodu. Nie dopytywała w liście, dlaczego Laurent chce się z nią spotkać, ale czuła, że to coś istotnego. Musiało to być coś ważnego, skoro pisał o tym jako o zmianie świata. Czuła, że serce mocniej jej bije, kiedy wychodziła z klubokawiarni. Towarzyszyła jej ogromna ekscytacja spowodowana tym wszystkim, cieszyła się, że go zobaczy, ale też, że dowie się, co planuje. W dłoni trzymała niewielki pakunek ze swoim nowym zestawem ciastek. Nie mogła przecież pójść na spotkanie z pustymi rękoma.

Spacer na Aleję Horyzontalną zajął jej dłuższą chwilę. Nie było to jednak miejsce na tyle oddalone, żeby musiała korzystać z sieci Fiuu. Nie umiała się teleportować, nie potrafiła latać na miotle, pozostawał więc jej najzwyklejszy i najbardziej typowy sposób poruszania się - własne nogi.

Dotarła do kawiarenki, którą Laurent wybrał na miejsce spotkania. Nie zastanawiała się zbyt długo, tylko weszła do środka. Szczęka jej opadła, kiedy zobaczyła wnętrze. Te kwiaty, klimat tego miejsca był niesamowity. Naprawdę się jej tutaj spodobało. Prewett ją znał, bardzo dobrze znał. Wiedział, co lubi, to nie mógł być przypadek. Dosyć szybko go wypatrzyła. Jego jasna czupryna go zdradziła, skierowała się więc tam, gdzie siedział. Jako, że wstał i wyciągnął ręce na przywitanie, to skorzystała z okazji i wpadła w jego ramiona. Może z trochę zbyt dużym entuzjazmem. Mógł poczuć od niej zapach truskawek, nie mogła się go dzisiaj z siebie pozbyć, bo całą noc walczyła z wypiekami. Zresztą miała je nawet dla niego zapakowane w tym pudełeczku, które ze sobą przyniosła.

- Też się cieszę. Nie powinnam tego mówić, ale Twój list wzbudził we mnie ogromną ekscytację. - Usiadła na fotelu, który został przez niego przesunięty. Na jej twarzy gościł ogromny uśmiech, widać było, że nie kłamie i naprawdę wizyta w tym miejscu sprawiła jej ogromną przyjemność. - Jeśli chodzi o cukiernictwo, to mam coś dla ciebie, póki pamiętam! - Położyła pakunek na stole i przesunęła w jego stronę. - ale otwórz w domu, nie będziemy im robić konkurencji. - Przecież nie w tym celu się tutaj pojawiła.

- Bardzo dobry. Mam nadzieję, że twój też? - Laurent wyglądał jej na zadowolonego i takiego spokojnego. Właściwie tak go zapamiętała. Przy nim zawsze można było naprawdę poczuć się dobrze, czas zatrzymywał się na chwilę, jakby ludzie wokół nie istnieli. Liczyło się tylko jego towarzystwo. Miał w sobie coś magicznego, czy była to taka aura? Nie umiała stwierdzić, gdyż nie była aurowidzem.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
17.09.2023, 22:24  ✶  

Spojrzał na Słońce, które wkroczyło do tej kawiarni i przyćmiło wszystko wokół. Te kwiaty, ten wystrój - wpasowała się do nieba między chmurami nad ich głowami, na którym akurat tej wielkiej gwiazdy brakowało. I oto jest ona - w całej swojej delikatności, zostawiająca za sobą codzienność, żeby móc zatopić się w przyjemnej chwili czegoś nowego. Przynajmniej taką miał nadzieję, że jeszcze jej tutaj nie było i będzie miał okazję przedstawić jej nowe miejsce, w które zawsze będą mogli się wymknąć, niczym dwójka dzieciaków, uciekając przed wszystkim, co próbowało obedrzeć ich pióra ze skrzydeł. Przecież stworzeni byli do latania. Mieli prawo się wznosić i podróżować z chmurami, a ona tym bardziej na to zasługiwała. Może i zostawienie dziecka wiązało się z pewną dozą stresu, ale niech będzie - musiała się do tego przyzwyczaić, a przynajmniej powinna. Bo zdaniem Laurenta - Nora po prostu nie potrafiła ufać. Choroba drążyła jej ciało, choroba nazywana brakiem zaufania. Kłóciłaby się, że nie, że przecież ufa ludziom, przyjaciołom, że gdzie - ona? Tak wierząca w ludzi? Ano - ona. Kobieta, która chciała tylko brać ciężary i niekoniecznie dawać je w zamian. Laurent znał jeszcze taką jedną, bo Brennę, tylko ją od Nory dzieliło naprawdę sporo cech. Jak to, że Brenna była jak rycerz w zbroi, a Nora jak stokrotka, której delikatne płatki były jak tchnienie wolności. Niestety stokrotkę bardzo łatwo było skrzywdzić. I kiedy tak na Słońce spojrzał, kiedy odsunął się na kroczek i spojrzał na to, jak wygląda, na delikatny makijaż, na jej sukienkę, to miłość wymalowała się na jego twarzy jak muśnięcie tych chmurek. Jakby ucałowały w policzki, słodko różowe, całkowicie pozbawione wstydu. Choć jego spojrzenie nie miało w żadnym naturze wulgarnego podtekstu, ale były jednak oczami mężczyzny, w których była aprobata i zachwyt, kiedy znów spojrzał jej w oczy.

- Muszą mnie chyba mylić oczy, być może okulary mam za słabe, bo zamiast Nory widzę samą Panią Lato, która przyszła mnie tutaj odwiedzić. - Laurent miał absolutną słabość do takich sukienek. A Nora... do Nory się nie dało NIE MIEĆ słabości. Przechodziła przez całkiem niemałe piekiełko w swoim życiu a on nie był mężczyzną odpowiednim do tego, żeby starać się w tym zanurzyć. I nie dlatego, że nie potrafiłby jej pomóc z odbudowaniem tej pewności siebie, bo sądził, że nawet by sobie poradził. Problem w tym, że on... nie potrafił kochać. Nie tak, jakby niektórzy tego chcieli. Ostatnie zaś, czego pragnął, to ran dla tej kobiety. Więc uważał na gesty, choć w swoim flircie i propozycji - był całkiem otwarty. Uniesienie Nory w ramionach byłoby jak skosztowanie miodu płynącym po skórze. Rozkosz. - Och, na słodkie nogi Morgany... ja cię zapraszam, by cię porozpieszczać, tymczasem to ja rozpieszczenia się doczekałem. - Wyciągnął ręce po podarek, przesuwając go do siebie. - Tylko zerknę. Mogę? - W jego oczach aż zalśnił taki wręcz dziecięcy blask. I zerknął, jak taki mały złodziejaszek z uśmiechem i wyrazem twarzy, jakby nie mógł się doczekać i robił teraz coś skrajnie nielegalnego, więc musiał na to całkowicie uważać. Laurent nie należał do osób, które lubiły słodkości, ale to nie znaczy, że ich nie jadł. Bo kiedy ktoś mu coś upiekł to szamał z przyjemnością do swojej ulubionej, gorzkiej kawy. Nagle po prostu miało to zupełnie inny smak. A ostatnio jadł o wiele więcej słodkiego. Bo mimo wszystko widać było po nim zmęczenie. Sporo rzeczy po prostu maskował zaklęciami, ale niektórych ukryć się nie dało. - Mmm dziękuję... ale nawet jakbym nie chciał robić konkurencji to i tak bym tego tu nie otworzył. Jeszcze chciałabyś mi podjeść i byłoby mniej dla mnie? - Zażartował, przesuwając z pieczołowitością pakunek na bok.

- Wręcz przeciwnie, Noro, powinnaś o tym mówić. Bardzo się cieszę. - Kochał, kiedy tak promieniała. - Spoglądanie na ciebie, kwitnącą, jest amortencją dla moich oczu. - Czy dla kogoś nie było? Ktoś mógłby przejść obok Nory obojętnie? Ano, najwyraźniej... inaczej nie zostałaby sama z dzieckiem. - Raczysz żartować tym pytaniem? Miałem przed sobą wizję spotkania z tobą, byłem prawie jak nastolatek nie potrafiący dobrać krawata do koszuli na umówioną randkę. - Co prawda w jego głosie pobrzmiał śmiech, ale można się było zastanawiać czy mówił poważnie, czy jednak niekoniecznie. Prawda była taka, że Laurent robił bardzo wiele wyważonych i przemyślanych ruchów, tak samo jak większość jego słów była przemyślana. Nie miał wątpliwości, w co się ubrać, więc było to pół żartem. Ale za to rzeczywiście cieszył się, że będzie okazja do spotkania. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi brak bukietu. Zamiast bukietu postanowiłem cię po prostu zaprosić tutaj. - Wskazał dłonią na kwiaty i rośliny rosnące wszędzie. - Jak teraz jednak o tym myślę to ogromna strata... i chyba cię nie puszczę bez odpowiedniego bukieciku do domu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
18.09.2023, 11:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2023, 11:05 przez Nora Figg.)  

Nie byli już dziećmi, tymi które poznały się w Hogwarcie i bardzo polubiły swoją obecność. Nie zmieniło się jednak nic. Czas dla tej dwójki jakby stanął w miejscu. Mimo, że życie toczyło się dalej pozostali nietknięci całym złem tego świata, które zaczęło atakować wszystkich obok. Miała wrażenie, że Laurent jeszcze bardziej błyszczy, że ma w sobie nawet więcej ciepła niżeli kiedyś. Przyjemnie było go widzieć właśnie takiego. To utwierdzało ją w tym, że zło wcale nie ma łatwego zadania. Nie zniszczy takich jak on, czy ona. Zawsze pozostaną te niezmienne elementy, które trudno będzie złamać.

To nie tak, że ją nie bolało. Okropnie się czuła, gdy znalazła Salema, który wyzionął ducha. Mimo wszystko nie dawała tego po sobie poznać. Musiała być oparciem dla reszty, chociaż była taka delikatna. Inni przecież mieli jeszcze gorzej, ich ból był większy niż jej. Wstyd by jej było nawet zawracać im głowę swoimi małymi nieszczęśćiami. Taka już była. Chętnie dawała ludziom całe swoje wsparcie i nie chciała nic w zamian, bo dlaczego miałaby czegoś oczekiwać? Nie o to chodziło w przyjaźni.

- Laurent, przestań z tymi komplementami, bo zaraz się zarumienię, zamknę w sobie i będziemy milczeć! - Powiedziała z uśmiechem, a zrobiło jej się miło. Po prostu miło, bo lubiła, kiedy inni zauważali takie drobne rzeczy. Nie czuła się nigdy jakoś specjalnie atrakcyjna, chociaż często słyszała komplementy. Nie brała ich jednak na poważnie, takie już miała do tego podejście.

- Mój drogi, powinieneś się do tego przyzwyczaić. Wszyscy moi najbliżsi dostają partie nowych słodkości na spróbowanie. Oczywiście, że możesz, nawet musisz! - Kiedy Laurent zerknął do pudełka, zobaczył w nim drobne ciasteczka, na każdym z nich znajdował się inny kwiat. Były tam lilie, piwonie, goździki, róże, niezapominaki i inne, każdy w innej barwie. Bardzo precyzyjnie wykonane. Norka uwielbiała tworzyć takie minimalistyczne dzieła sztuki, każdy z nich też był nadziany dżemem o owocowym smaku; malinowym, mango, truskawkowym, czereśniowym. To, co wszyscy lubili najbardziej.

Norka bardzo uważnie obserwowała twarz swojego towarzysza, kiedy nachylał się nad słodkościami. Była ciekawa jego reakcji. Napawało ją uczucie dumy, kiedy inni mogli zobaczyć te dzieła sztuki. W tej kwestii nie była skromna, wiedziała, że mało jest cukierników, którzy byliby w stanie jej dorównać. - Wysłałabym ci kolejną partię do domu. - Uwielbiała rozpieszczać swoich najbliższych, dbała o ich podniebienia, bo uważała, że na to zasługują.

Figg oblała się rumieńcem, słysząc kolejne komplementy którymi ją raczył. Nie udało jej się nad tym zapanować, czuła, że policzki ją pieką. - Na szczęście, jakoś udało ci się przygotować, wyglądasz fenomenalnie. Tak jak zawsze zresztą. - Odkąd pamiętała Laurent wydawał jej się być bardzo zadbanym mężczyzną. Bardzo dobrze to o nim świadczyło, bo większość nie miała w zwyczaju o siebie dbać. Widać, że cały jego wygląd był dokładnie przemyślany i spinał się w spójną całość.

- Ależ oczywiście, jest zbędny. Zabrałeś mnie w to cudowne miejsce, pełne kwiatów, nie potrzebuję nic więcej. - Rozglądała się przy tym po wnętrzu, które naprawdę zrobiło na niej ogromne wrażenie. Rośliny były niesamowite, ktoś naprawdę się napracował, żeby to miejsce miało w sobie coś magicznego i nie dało się o nim zapomnieć. Od dzisiaj pewnie będzie się jej kojarzyło ono tylko i wyłącznie z Prewettem, przecież dzięki niemu się tutaj znalazła. - Nie przejmuj się takimi szczegółami mój drogi. - Bo i bez kubietu było wspaniale.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
18.09.2023, 13:05  ✶  

Z biegiem lat Laurent się uspokoił. W Hogwarcie był o wiele bardziej opryskliwy, księżniczkowany żeby nie powiedzieć, bardziej zawzięty i zacięty. Ten ogień, który mienił się w jego łuskach jak tęcza, przygasał. Co nie znaczyło, że z blondyna tęczowołuski wąż zniknął całkowicie. Na pewno jednak dojrzał, wydoroślał, uspokoił się i zmienił swoje podejście do życia. Czy to lepiej czy źle - sam nie oceniał. Jakoś tak to leciało, że oceny lepiej wystawiali ci inni niż ty sobie samemu. Lecz to prawda - niektórzy musieli być silni mentalnie, żeby inni mieli siłę walczyć. Zazwyczaj ta rola przypadała kobietom. Były szyją, kiedy mężczyzna był głową. Z Laurenta nie był żaden wojownik. Był tak przerażony wszelkimi aktami agresji, że potrafił niemal mdleć na widok krwi, co dopiero celować w kogoś różdżką, żeby naprawdę zranić. Był zdolny bronić siebie i bliskich, ale to była ostateczność, do której pchała go adrenalina. Jednak tylko dawać, a nie brać niczego w zamian... nie. Nie o to chodziło w przyjaźni. Przyjaźń polegała na tym, by dawać i dostawać. Na równowadze obu stron. Kiedy jej nie było - czym się stawała ta przyjaźń? Zamieniała się w jakieś pasożytnictwo. I to wcale nie było zdrowe. Było wyczerpujące.

- Jeśli chcesz moje usta zamknąć jest na to skuteczna metoda. - Och, powiedział to całkiem poważnie, chociaż uśmiech z jego ust nie zniknął. Przesunął się kroczek dalej, odrobinkę odważniej, sprawdzając granice drugiej strony, badając reakcje i zastanawiając się, czemu rzeczywiście Nora była taka trudna do zdobycia. Czemu tak bardzo mocno się zamykała na mężczyzn? Czy to przez mężczyznę, który ją zostawił z dzieckiem? Było mu tak bardzo żal i szkoda, tak bardzo było mu przykro, że nie może widzieć tej kobiety szczęśliwej, z kochającym mężem. Nie każdy mężczyzna był gotów podjąć się opieki nad dzieckiem, nie swoim dzieckiem w dodatku. - Milczenie w twoim towarzystwie jest przyjemnością, nie wystraszyłaś mnie swoimi ostrzeżeniami. - Też mi coś! A sprawienie, żeby się speszyła... nie to, że by chciał ją peszyć, w żadnym wypadku. Chciał, żeby się czuła swobodnie. Natomiast pomyślał, że rzeczywiście nigdy nie widział jej takiej, hm... zaangażowanej w prawdziwy flirt? Nie ten lekkie, utrzymywany gdzieś tam na poziomie bezpiecznych "żarcików", ale ten, który naprawdę rozpala skórę i ciało nie może się doczekać, żeby pojawiło się coś więcej.

- Jak ty to robisz, że nie ma lepszych wypieków od twoich i zarazem - piękniejszych? - Gdyby Laurent miał urządzać swoje urodziny to obowiązkowo tort musiałby zostać wykonany przez Norę Figg. Nie było innej możliwości! Zresztą bardzo szybko sława jej wypieków rozbiegała się po czarodziejskim świecie. Czy była jakaś osoba, która nie znała Nory Norki? Chyba tylko taka, która nie przepadała odwiedzać kawiarenek. A Laurent gotów był obskakiwać je po kolei. Kiedy tylko pojawiała się jakaś nowa to on już tam był. No chyba że ewidentnie nie trafiała w jego gusta. Do prezentów zaś na pewno można się było przyzwyczaić, ale prezenty potrafiły być przeróżnego rodzaju. I owszem, wiedział, że może się od Nory tego spodziewać, ale i tak zaskakiwała go za każdym razem. Szczególnie swoją pomysłowością. Motyw kwiatów był rozczulający, Laurent je naprawdę uwielbiał.

- Dziękuję. - Przesunął na moment wzrok w bok, uśmiechając się subtelnie w geście docenienia tego komplementu, który było niezwykle miło usłyszeć. Kto nie lubił takowych? Każdy chciał być doceniony. Ludziom często się wydawało, że kwestia wyglądu to "szczęście". Urodził się taki ładny, ale szczęśliwiec, nic nie musiał robić. To nieprawda. Owszem, niektórzy się rodzili z niezwykłą urodą, nie miało się wpływu na kształt twarzy, oczu, wielu innych elementów. Natomiast nie wystarczyło "mieć farta". To był poświęcony temu czas, sporo wyrzeczeń, pilnowanie się, dbanie o siebie. Laurent przykładał do tego bardzo dużo wagi i nie obchodziło go to, że to czyni go mniej męskim, bo wiele osób tak by powiedziało.

Podszedł do nich kelner, żeby podać im karty, a Laurent od razu poprosił o filiżankę czarnej kawy. Mężczyzna zaraz się oddalił, a Laurent odetchnął z takim przyjemnym odprężeniem. Przez moment milczał, chłonąc tę sielankową atmosferę. Ten spokój. Wrażenie, jakby naprawdę świat zupełnie nie istniał i można było tylko cieszyć się swoim towarzystwem, bez świadomości, że zło pukało do drzwi każdego czarodzieja.

- Szczegóły są czasem najważniejsze. Spotkanie może być słodkie, ale kiedy postawisz po nim bukiet kwiatów w wazonie, w pokoju, to za każdym razem, kiedy na niego spojrzysz, uśmiechniesz się. Bo przypomnisz sobie coś miłego. - Wrócił spojrzeniem do Nory.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
20.09.2023, 21:01  ✶  

Norce przyszło bardzo szybko stracić swoją beztroską. Została matką ledwie ukończyła Hogwart. Nie zgasła jednak, wręcz przeciwnie. Przyjęła tę lekcję od losu z pokorą. Dostosowała się do tego, czego chciało dla niej przeznaczenie. Mimo, że musiała porzucić przez to swoje marzenia o stażu we Francji, który był na wyciągnięcie ręki. Pojawiły się inne priorytety. Nie poddawała się jednak, nadal doskonaliła swoje umiejętności, może w taki sposób, jaki chciała, ale się nie poddawała. Była zawzięta, nie miała czasu na odpoczynek, jednak nadal brnęła przed siebie, bo wiedziała, że kiedyś osiągnie to, na czym tak jej zależało. Przyniosło to efekty, bo w końcu, po tych kilku latach udało jej się otworzyć swoją własną cukiernię na Pokątnej, mało kto jednak wie, ile wyrzeczeń kosztowało to pannę Figg. Nigdy o tym nie wspomina, nie lubi robić z siebie cierpiętnicy. Zresztą, gdyby tak ciągle marudziła, to pewnie nikt nie chciałby z nią przebywać.

- Wsadzisz w nie ciastko? - Pierwszy sposób, który pannie Figg przychodził na myśl, chociaż zrozumiała, że nie o to mu chodziło. Starała się trzymać dystans, odpowiedni. Nie mogła sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek się zbytnio do niej zbliżył. Ważne dla niej było to, żeby trzymać relacje na poziomie przyjaźni. Bała się tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby opuściła gardę. W tym wszystkim nie chodziło tylko o nią, a również o Mabel, która była jej największym skarbem. Nie chciała, żeby przywiązywała się ona do kogokolwiek, bo Nora Figg nie wierzyła w to, że znajdzie się ktoś, kto zechce być z nią na dłużej. Czuła, że jest w pewien sposób wybrakowana. Nie była atrakcyjnym obiektem do romantycznego zainteresowania. Przyzwyczaiła się do tej myśli i w pewien sposób pogodziła się nawet z tym, że przyjdzie jej przeżyć w ten sposób życie.

- Ponoć właśnie prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, że mogą ze sobą milczeć. - Odpowiedziała z uśmiechem. Słowa nie zawsze były potrzebne, czasem dobrze było sobie razem posiedzieć w ciszy, jednak nie był to odpowiedni dzień. Nie po to się tutaj spotkali, szczególnie, że dawno się nie widzieli. Szkoda było marnować czas na tkwienie w ciszy.

Nie widział i pewnie nie zobaczy. Za bardzo zależało jej na tym, żeby nie pozwolić sobie na przekroczenie granic w nawiązywaniu relacji z mężczyznami. Gdy Norka sobie coś zakładała, to robiła wszystko, aby właśnie tak było. Trzymała się tego od ośmiu lat i raczej nic tego nie zmieni. Chyba, że znalazłby się wyjątkowo uparty śmiałek, który nie wystraszyłby się jej odmów, ale to zapewne trwałoby wiele czasu.

Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy po raz kolejny. Komplementy związane z jej wypiekami były tymi, które najbardziej łechtały jej ego. Wiele lat doskonaliła swoje umiejętności, aby dojść do perfekcji. Mało kto był jej w tym dorównać. - Lata praktyki, lata nieprzespanych nocy i inne takie. - Odparła z zadowoleniem. Naprawdę wiele poświęciła, żeby osiągnąć sukces. Co najważniejsze, nie była w tym zupełnie skromna, można by nawet uznać, że jest za bardzo pewna siebie, tyle, że Figg uważała, że akurat w tej dziedzinie może zadzierać nosa.

W przeciwieństwie do Laurenta Norka zamówiła kawę z mlekiem. Pijała zazwyczaj mleko z kawą, ale tutaj nie będzie prosiła o taką profanację. Wiedziała, że różne mogłyby być reakcje na jej upodobania.

- To prawda. Spotkanie minie, ale kwiaty będą o nim przypominać, dopóki nie zwiędną. - Później wszystko wróci do normalności, znowu nie spotkają się przez długi czas, aby kiedyś sobie o sobie przypomnieć.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
21.09.2023, 15:58  ✶  

Zaśmiał się perliście na to ciastko i spojrzał zauroczony na kobietę. Nie zamierzał brnąć tam, gdzie sobie tego nie życzyła, tworzyć presji czy nacisku. Ani nie zamierzał jej wyrywać z tego stanu, w jakim była z prostego powodu - nie był kimś, kto dałby jej to, czego szukała. Czego potrzebował. Dla chyba każdej kobiety nie był dla tego odpowiedni, bo nie szukał z nimi na stałe związku. Przynajmniej nie tego miłosnego. Znalezienie idealnego partnera dla Nory powinno być czyjąś misją dla kogoś. Koniecznie przy wzięciu poprawki, że ideały nie istnieją. Ktoś, kto mógłby ją wesprzeć i przywrócić tę wiarę w siebie. Kto byłby po prostu dobry i czuły. Te wymagania wcale nie były takie wygórowane - wydawałoby się. W dzisiejszym świecie jednak były jak margines społeczeństwa, deficyt, na jaki cierpiał ten świat. Tak, to musiałby być też ktoś, kto miałby nie tylko wystarczająco cierpliwości, żeby podejmować niemalże walkę z jej uporem, o którym nawet Laurent nie miał pojęcia, ale i też ktoś, kto miałby odpowiednie podejście, bo czasem upór nie wystarczy. Kiedy nie pojawiała się ta magiczna nić porozumienia, jakby coś klikało, to nawet najlepszy artysta z tego niczego nie ukręci. Pomijając tych, którzy byli po prostu sprytni, cwani, albo wystarczająco dobrymi aktorami, żeby udawać idealnie dopasowaną połówkę. A kiedy dostali, czego chcieli, to mówili "nara". Jeden, co tak zrobił, wystarczająco już wpłynął na psychikę tej kobiety.

- Słyszałem to powiedzenie. - I było bardzo ładne. Zresztą - prawdziwe. - To bardzo prosta suma komfortu, poczucia akceptacji, więc i bezpieczeństwa. - Przynajmniej on tak to widział, więc nie widział powodów, żeby w tym momencie zachować to dla siebie. To, że nadal między ludźmi były niedopowiedzenia nie oznaczało, że to poczucie ostoi miało nie istnieć. Czasami wręcz przeciwnie - niektóre rzeczy wypowiedziane właśnie pewien komfort niszczyły. Nawet nie dlatego, że druga osoba mogła cię nie zaakceptować, źle zrozumieć, czy coś w tym stylu. Dlatego, że ty samego siebie mogłeś w towarzystwie tej osoby nie akceptować po wypowiedzeniu tego, co miało być tajemnicą. - Przebywając w swoim towarzystwie wiecie, że nie musicie podtrzymywać sztucznie konwersacji, możecie się zająć swoimi myślami czy zajęciami. To jest swoboda. Wzajemna tolerancja. - Mógłby w zasadzie całkiem szeroko o tym opowiadać, jeszcze bardziej rozwlec swoje słowa. Kiedyś ktoś mu powiedział, że potrafiłby kogoś przekonać do tego, że biała serwetka przed nim leżąca jest czerwona. Nie rozumiał wtedy. Dzisiaj już wiedział, co ta osoba miała na myśli.

- Gdyby kwiaty były wieczne, tak jak chwile, nie byłyby tak pięknie. I nie potrafilibyśmy ich tak doceniać. - Laurent był zachwycony ulotnością. Uważał, że to, co najbardziej ulotne, było najpiękniejsze. Ponieważ zachwycało na jedno mocne uderzenia serca, było jak strzała przecinające ciało. - Ale... chciałem ci o czymś opowiedzieć, jak tajemniczo zaznaczyłem w liście. - Skinął kelnerowi, który przyniósł im kawy. Na pewno spojrzałby zdziwiony na Norę, gdyby ta powiedziała, że chce MLEKO z kawą, nie na odwrót, Laurent na pewno też przez moment byłby skonfundowany. Jednak nasz klient, nasz pan, a tolerancja Laurenta była czasami za duża na wiele rzeczy. - Słyszałaś może o tym, co się dzieje obecnie w Kniei Godryka? - Zagaił. - Żyją tam niebezpieczne istoty, dlatego Ministerstwo wydało zakaz zbliżania się do lasu. Istoty, na które skutecznie działa biała magia. Biała magia, która jest u nas zakazana nawet dla aurorów. Co o tym sądzisz, droga Noro? - Był przede wszystkim ciekaw jej stanowiska.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
25.09.2023, 08:45  ✶  

Figg pomimo swojej nieśmiałości potrafiła postawić granice. Nie miała z tym większego problemu, chociaż było to dla niej nieco niekomfortowe. Mężczyźni w pewien sposób ją trochę przerażali. Otaczało ją całkiem spore grono przyjaciół właśnie tej płci, jednak nadal czuła pewien dystans. Do większości poza Erikiem, ktory był jej niczym brat, z którym znała się już tyle lat, że traktowała go zupełnie inaczej. Był to zdecydowanie inny poziom znajomości. Cała reszta nie wzbudzała w niej aż takiego wielkiego zaufania. Mogła z nimi porozmawiać, podroczyć się trochę, ale nigdy nie ściągała maski, odgradzała się wysokim murem i dopuszczała ich wyłącznie tam, gdzie tego chciała. Taki odruch obronny, żeby przypadkiem nie pozwolić się komuś do siebie za bardzo zbliżyć.

- Czasem po prostu czyjaś obecność wystarcza. - Sama świadomość, że jest obok. Tak po prostu, bez zbędnych słów, które nie były w stanie wyrazić zbyt wiele. Dobrze było sobie pomilczeć czasami.

- Tak, dokładnie o to mi chodzi. - Nie zawsze przecież trzeba było wypluwać z siebie wszystkie swoje myśli, to też było męczące, ale najzwyczajniej być obok.

- Pięknie powiedziane mój drogi. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego, bo tak ładnie mówił. Widać było, że jest w stanie słowem bardzo wiele zdziałać. Nie wszyscy byli takimi doskonałymi mówcami, Prewett każde słowo wypowiadał w idealnym momencie. Widać było, że potrafi nim manipulować. Trochę mu zazdrościła, widać było, że przychodzi mu to z ogromną lekkością.

Panna Figg miała już jednak dość ulotności. Coraz bardziej doceniała stałe elementy swojego życia, powodowały one jej komfort. Sama świadomość, że coś będzie zawsze obok niej. Nie potrzebowała chwilowych wzruszeń, była na innym etapie życia, doceniała to, czego nie można było stracić.

No i wreszcie jej ciekawość została zaspokojona. Laurent przeszedł do tego, o czym wspominał w liście. Obserwowała go uważnie, kiedy zaczął mówić. Chodziło o Dolinę. Nie sądziła, że przyjdzie z tym do niej, wszak marna z niej była specjalistka od magicznych stworzeń, dużo bardziej wolała rośliny, jednak coś tam do niej trafiło, jakieś informacje.

Biała magia, czarna magia, czy podział faktycznie powinien w ogóle istnieć? Wszak jedna mogła być drugą, w zależności kto i w jakim celu z niej korzystał. Nigdy nie była specjalnie radykalna jeśli o to chodzi. - Tak, słyszałam o tym zakazie. - Brenna ją ostrzegała, żeby porozmawiała z Mabel, aby nie oddalała się od domu dziadków, bo mogłaby znaleźć się w lesie, a las był aktualnie bardzo niebezpieczny. - Nie wiem, czy powinnam się wypowiadać, przecież jestem tylko cukierniczką, nie żadnym pracownikiem z ministerstwa. - To oni przecież ustalali odgórnie panujące zasady. - Jednak mój świat jest kolorowy, nie czarno-biały, jeśli wiesz o czym mówię. - Podziały nie do końca uważała za słuszne, mogła się z nim tym podzielić.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
25.09.2023, 14:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2023, 14:59 przez Laurent Prewett.)  

Rozumiał ją doskonale. Bronił się w końcu również. Może nie tak samo, może niekoniecznie obudowując się identycznym murem, bo i tak ten by co chwilę kruszył się, ale chował elementy siebie samego w ciemnych zaułkach i zakamarkach, żeby nie były w zasięgu ręki każdego, kto się zbliżył. Potrzebował tej bliskości jak powietrza. Nie było to zdrowe, kiedy tak się nad tym zastanawiał z perspektywy czasu, w zasadzie było całkowicie popaprane, ale w poszukiwaniu odpoczynku od dnia codziennego ludzie robili różne rzeczy. Niemoralne rzeczy. A potem uśmiechali się i wyglądali jak co dzień - idealne córki, idealni chłopcy poszukujący swojej żony. Wspaniała możliwość stania się kimś innym, tym 'prawdziwym sobą' zazwyczaj gościła tylko w pustych czterech ścianach domu. Przed każdym niemal prezentowało się jakąś swoją twarz. Laurent miał osoby, przy których bardzo się rozluźniał, nie bał pokazywać swoich słabości, czy nie wyjść "idealnie", jak chciał siebie samego sprzedać społeczeństwu, jaki obraz chciał przedstawić. Nora była jedną z takich osób, przy której czuł się bardzo swobodnie. To, że czuli się ze sobą dobrze i swobodnie nie znaczyło jeszcze, że mieli burzyć mury czy wyciągać te ponure brudy spod szafy. Takim sposobem czasem czyjaś obecność wystarczyła, a niekiedy ta obecność tylko mocniej popychała do czegoś nieprzyjemnego i tragicznego. Kiedy ta osoba była i wiązałeś z nią emocje, jakich nie była w stanie odwzajemnić. Oj tak, pilnowanie się przy mężczyznach było bardzo mądrym krokiem, droga Norko.

Mogli sobie chyba wzajem zazdrościć, bo Laurent i gotowanie? Niekoniecznie szło to ze sobą w parze. Może nie był beztalenciem, tak samo jak z eliksirami, ale żeby coś dobrze uwarzyć? Nie. Ugotować? Niby się da, ale nigdy nie gotował, nie było potrzeby! Otaczali go służący i skrzaty domowe, które spełniały każdą zachciankę. W końcu pani dorastał w przepychu. Laurent uważał, że zazdrość nie była zła, dopóki nie pchała cię do złych wniosków i czynów. Póki jej nie pielęgnowałeś i nie pozwalałeś jej zgnić. Zazdrość często mieszała się z podziwem. "Też bym tak chciał". To 'też bym tak chciał' czasami pozwalało przekraczać własne granice, a innym razem było wzdychaniem do czegoś, po co nawet nie sięgałeś. I nie było to nic złego. Robiło się złe, kiedy zamiast oddawać się takim emocjom nagle dochodziłeś do wniosku, że on nie będzie mieć - bo ja nie mam. Przeradzało się to w jakąś gorycz i obrzydliwą zazdrość, żeby szarpać, czego sam nie masz, miast skupić się na tym, jak pięknie to wyglądało na ustach, sercach czy dłoniach innych.

- Właśnie o to mi chodzi, Noro. Jesteś cukierniczką, wiem, że wkładasz dłoni w politykę. - To znaczy w sumie nie wiedział, bo skąd? Zakon Feniksa kwitł, ale poza oczami przeciętnych śmiertelnych takich jak on. I tak się... szarpał Laurent z tym. Ale wierzył, że nie jest sam. - Walczę o to, żeby aurorzy i brygadziści mieli dostęp do białej magii. Nie tylko ze względu na knieję, gdzie pojawiły się istoty, na które działa zakazany do używania prawem Patronus. Również ze względu na to, że obrzydliwy wróg, który nie boi się pokazywać swoich kolorów, używa wszystkich sztuczek, ale aurorzy i brygadziści mają często związane ręce... - I o co chodziło? Ano nie o to, że chciał Norę wciągnąć w wielką walkę. Choć i tak miał poczucie, że może prosić ją o zbyt wiele. - Potrzebuję pomocy. W budowaniu świadomości ludzi, co się dzieje i poparcia ich. Ministerstwo jest... bardzo toporne jeśli chodzi o zmiany. - Już sprawa Grindelwada to pokazała. Uparci urzędnicy... albo odpowiednie koneksje wroga wewnątrz. Któż mógł powiedzieć? W końcu Laurent też tam nie pracował. - Osoby dbające o nasze bezpieczeństwo nawet nie mogą do końca bronić samych siebie... przecież to jest... chore... - Opuścił nieco wzrok na blat, mówiąc to ze smutkiem i jakimś napięciem, które od niego rezonowało. To przez gniew. Przez tą niesprawiedliwość, że Voldemort istniał, miał się dobrze, a uczciwi ludzie musieli jakoś prząść tę codzienność.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#10
25.09.2023, 22:40  ✶  

Nora Figg w przeciwieństwie do Laurenta po prostu była idealna. Przynajmniej bardzo starała się robić wszystko, żeby tak było. Każdą swoją niesubordynację, chwilowy moment niepowodzenia traktowała jako ogromną porażkę. Zależało jej na opinii innych, nie pozwalała sobie ani na chwilę na moment zapomnienia. Musiała być wzorem dla Mabel, profesjonalną przedsiębiorczynią i najlepszą przyjaciółką. Uważała to, za swój obowiązek. Tak w to szła, bez zastanowienia nie dając sobie nawet drobnej chwili wytchnienia. Była przepracowana, ale dotrzymywała słowa. Poza cukiernią bardzo aktywnie wspierała Zakon. Musiała to robić. Skoro nie mogła walczyć - nie ma się co oszukiwać, nie byłaby w stanie nawet zdeptać pająka, to pomagała swoim przyjaciołom w sposób, w który była najlepsza. Warzyła eliksiry w każdej wolnej chwili, a nie miała ich zbyt wiele. Często zdarzało się to kosztem snu, bo nie chciała ich zawieść. Chciała się w pełni zaangażować, trochę cierpiało na tym jej zdrowie, ale tylko trochę. Kiedyś się wyśpi, jak znajdzie się w trumnie. Taką filozofię sobie przyjęła i się jej trzymała.

Panna Figg nigdy nie zazdrościła nikomu bogactwa. Nie czuła się w żaden sposób pokrzywdzona, że przyszło jej się urodzić właśnie w swojej rodzinie. Miała sporo rodzeństwa, dużo wsparcia i miłości od rodziców, a to było dla niej najważniejsze. Bogactwo zawsze mogło przepaść, a relacje jednak były czymś trwalszym niż diament, tak uważała Norka. Nie odwrócili się od niej, kiedy powiedziała im, że jest w ciąży, pozwolili zachować tajemnicę, którą nie chciała się dzielić. Mało którzy rodzice byliby na tyle wyrozumiali.

- Jako cukiernik wkładam dłoń w politykę? - Uniosła brwi, bo nie wiedziała zupełnie o co mu chodzi. Naprawdę mógł ją oskarżyć o wszystko, ale nie o to, że bawi się w jakieś polityczne gierki. Kto, jak kto, ale Nora? Ona spędzała godziny na segregacji ziół, a nie jakichś sprawach ministerstwa.

- Tyle, że jeśli jedni dostaną zgodę, to i drudzy. Nic nie jest czarno-białe. Nie wiesz, kto będzie korzystał z tych zaklęć. - Widziała, że jest podekscytowany myślą, że może coś zmienić. Figg jednak nie była aż taka entuzjastyczne. Kij miał dwa końce, zawsze.

- To prawda. Ministerstwo zawsze nie mogło dogonić zmian, które działy się na świecie. - Przyznała mu w tym rację, miała bowiem świadomość, że nigdy nie byli w stanie nadążyć. - Myślisz, że jestem w stanie zapewnić ci taką pomoc? - Ona? Cukierniczka, ciekawe na jakiej podstawie dobierał sojuszników.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5421), Nora Figg (4059)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa