• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.07.1972] Nicholas & Laurent | Goldwing

[9.07.1972] Nicholas & Laurent | Goldwing
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
18.09.2023, 15:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2023, 16:00 przez Laurent Prewett.)  
Gold-winged angel
You better keep your head down

New Forest było ogromnymi połaciami terenu, gdzie żyły przeróżne stworzenia. Terenem niedostępnym w większej części ani dla mugoli ani dla czarodziei - ze względów na bezpieczeństwo. Żyły tam różne stworzenia i niektóre były całkowicie łagodne, nie robiły niczego człowiekowi, ale wystarczyło złe słowo, bardziej agresywny ruch i już można było łatwo doprowadzić do nieszczęścia. Natomiast były też tereny jak najbardziej otwarte i z nich goście tego miejsca korzystali bardzo chętnie i często. Rzadko można było mówić, żeby akurat nikogo nie było przy stajniach - bo te głównie właśnie ludzi przyciągały. Bywały też i tacy, którzy gotowi byli zapłacić niemałą sumę, żeby dać się oprowadzić po tych bezpiecznych częściach rezerwatu licząc na to, że zobaczą coś wyjątkowego. Dla wielu mieszkańców Londynu zobaczenie memortka w naturalnym środowisku, zasiadającego na koronach drzew, było wyjątkowym przeżyciem. Laurent nie odmawiał wielkiemu zarobkowi, chociaż też niekoniecznie chętnie wprowadzał kogokolwiek do tego lasu. Był dla niego niemal święty. Żyły tam stworzenia, które również chciał chronić przed różnymi osobnikami - łowcami, kłusownikami, Śmierciożercami włącznie. Więc tak - był w stanie pokazać kawaląątek lasu, ale tylko jego płyciznę. Wyłącznie bliskich gotów był zabrać głębiej. I pokazać im więcej.

Mimo tego, że klienci przychodzili pojeździć zarówno na trzymanych tu koniach jak i abraksanach, pojawiali się ci, którzy gotowi byli zapłacić za hodowlę albo użyczenie klaczy czy ogiera, to o tłumach nie można było mówić. Kręcili się po tym terenie głównie pracownicy, a i tak pojedynczy. Ludzie się rozchodzili, czy nawet - rozjeżdżali. Czasami pojedynczy klienci się mijali, rzadko bywało tu większe zamieszanie, a jeśli tak - z reguły przed wyścigami samymi, kiedy pojawiali się po swoje rumaki czy ludzie chcieli sprawdzić gotowość ich koni do zawodów. Dzisiejszego poranka gościł tutaj spokój. Nie było właściwie nikogo, jeden stajenny właśnie dbał z różdżką o to, żeby miotły odpowiednio tańczyły wokół niego i przecierały elegancko wyłożony kostką brukową plac. Cała roślinność wokół, budynki - wszystko było zadbane i nie było wątpliwości, że to nie jest miejsce, do którego przychodzisz wydać parę galeonów. Nie, tutaj wydawało się je w setkach, a nawet tysiącach. Laurent nie pozwoliłby sobie na nic poniżej. Godło rodu Prewett dumnie wisiało nad wejściem do stajni jak i do budynku administracyjnego. Wszystko utrzymane było trochę na modle włoskiej architektury - jasne ściany, czerwone dachówki, podkreślenie gdzieniegdzie ciepłymi kolorami.

Nicholas został przyjęty przez Alexandra - czarnoskórego mężczyznę, umięśnionego i bardzo wysokiego, choć dla Nicholasa w zasadzie równego. Mężczyzna oprowadził go, pokazał konie, informując, że raczej nie zajmują się stricte hodowlą samych koni - a abraksanów. Na życzenie klienta byli jednak w stanie zorganizować odpowiednie warunki do rozpłodu czy być pośrednikami sprzedaży i tak dalej, i tak dalej... Było jednak sprawa postawiona całkowicie jasno - Alexander nie mógł zabrać Nicholasa do samego rezerwatu, co od razu powiedział. I że jeśli to jest to, czego potrzebuje, czy interesuje go jakiś wierzchowiec na kupno bądź po prostu przejażdżkę, to o ile to drugie może załatwić z nim, tak na samo kupno i tak będą musieli poczekać na szefa...

Szefa, który wyłonił się z lasu z ptakiem o płonących w promieniach słońca piórach. Feniks. Feniks leżał w dłoniach Laurenta jak domowa kura, a nie jak dumny, niezwykły ptak, którym był i którego bardzo niewielu udało się oswoić. Przymykał przy tym oczy jak zadowolony kocur, jakby wygrzewał się w cieple Laurenta, a nie na odwrót - że to on Laurenta ogrzewał. Lukrecja zaś? Bez najmniejszej elegancji prawie się potknął wyłażąc z tego lasu, trochę nieuczesany, trochę rozchełstany, jeszcze z piórkiem we włosach, po które sięgnął teraz jedną dłonią i poprawił też okulary na nosie, okrągłe, żeby potem spojrzeć na stworzenie i uśmiechnąć się ciepło, z miłością.

- Czy ty udajesz kurczaka? - Zwrócił się do feniksa, który otworzył ślepia i uniósł łepek. Wyglądało to tak, jakby dziobnął Laurenta - ale tylko z dystansu. Złapał jedynie dziobem jego palec, przytrzymując na moment. - Jeśli nie będziesz próbował latać dalej to naprawdę będziesz jak kura na grzędzie, mój płomienny przyjacielu. - Feniks zaśpiewał cicho, krótko, puścił i poprawił się w rękach blondyna. Uważne, czarne jak perły na dnie morza ślepia stworzenia utknęły w Nicholasie. Tak i na Nicholasa podniósł wzrok Laurent. Alexander uniósł dłoń, żeby do niego zamachać. Fuego - bo tak na imię miał feniks - wzbił się w powietrze i wsunął się z powrotem w drzewa odprowadzony przez spojrzenie selkie.

- Dzień dobry, witam w New Forest. Czym mogę panu służyć? - Blondyn się zmienił przez te lata o tyle, że siłą rzeczy - dojrzał. Psychicznie jak i fizycznie, chociaż to pierwsze było niemożliwe dla Nicholasa do odróżnienia. Strasznie schudł. Był teraz niezdrowo wręcz chudy i w ogólnym całokształcie był... zniszczony przez życie? Mocno ujęte, bo jego uroda nie zmieniła się przy tym ani o jotę. Rozkwitła na swój sposób, a morskie oczy nie patrzyły teraz na Nicholasa nieprzytomnie. Uważne, inteligentne spojrzenie było pieczęcią na tym, co było ledwo malutkim mirażem w ich ostatnim spotkaniu. Och, ile to już lat minęło..? Laurent spoglądał w zimne, niebieskie oczy i ich nie poznawał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
19.09.2023, 02:10  ✶  
Magiczne stworzenia zawsze były ciekawymi istotami do obserwacji i pogłębiania wiedzy na ich temat rozwoju, zachowań, pożywienia i rozmnażania. Wiele z nich miało coś wspólnego z pospolitymi zwierzętami znanymi mugolom. Wiele innych miało bardzo interesujące i rzadkie zdolności magiczne. Nie inaczej było z abraksanami. Samo ujrzenie tych wspaniałych i silnych koni, było czymś wyjątkowym. Poza pracą w Ministerstwie, Nicholas pomagał w rodzinnej organizacji, kiedy tylko mógł. Z tego względu, że jego bracia przestali być bardziej aktywni i jakby odcięli od obowiązków, przejął ich zadania. Choćby na czas, aż ojciec znajdzie jakieś zastępstwo. Tak też tego dnia, postanowił pojawić się w New Forest, gdzie podobno znajdowały się jedne z ciekawych okazów magicznych stworzeń.
Na przestrzeni lat, odkąd ostatni raz widział się z Lukrecją, zmienił wewnętrznie. Jego chłód w oczach był głębszy. Jego aura w czerni ciemniejsza. Kolorystyka odzienia pozostawała zimna bez zmian, najczęściej będąc czernią. Wstąpił na ścieżkę, która była ciemniejsza od tej, na której był lata temu. Zapomniał o anielskim świetle. Ale czy na pewno? Bezsenność. Ona była dla niego jak klątwa. Gdy nie mógł spać, jego myśli krążyły wokół jego osoby. Jego delikatnej skóry, nietypowego koloru oczu, uległości. Chciał zapomnieć. Robił wszystko co mógł. Działało. Ale przychodziły momenty, w których on wracał w jego głowie. Niczym wspomnienie. Ciekawość, co się z nim stało. Odfrunął? Najlepiej do innego kraju.
Przybywając na to miejsce, Nicholas rozejrzał się nie po to, aby podziwiać przyrodę, ale prawdopodobnie szukając interesujących magicznych stworzeń. Może będzie gatunek, jakiego nie zna? Czy może dowie nowych odkryć na temat innych gatunków?
Oprowadzony został przez tutejszego pracownika. Wypytał o abraksany, ale więcej informacji uzyskałby od samego właściciela tego rezerwatu. Idealnie się złożyło, że ów oczekiwana osoba się podobno pojawiła. A może i nie? Nicholas  słysząc ruch, a potem pojawił się on.
„Jego twarz wygląda znajomo…” – odruch myślowy, jaki zawitał w głowie Yaxleya. Był on jednak w oddali. Ale kiedy ptak odleciał a on się zbliżył, nie poznawał go. Nicholas nie ukrywał w sobie zaskoczenia. Właśnie Diabeł, wrócił do Anioła. Światło, przyciągnęło Ciemność. Kto w takim razie szukał kogo? Czy pieśń ma szansę znów się roznieść po niebie?
Yaxley usłyszawszy przywitanie i pytanie, nie mógł oderwać od niego spojrzenia.
- Czy możemy zostać sami?
Pytanie skierował do czarnoskórego mężczyzny, który mu towarzyszył. Yaxley chciał zostać Lukrecją. Pamiętał jego twarz. Jego ciało. Ale teraz, wydawał się być inny. Niekoniecznie w pozytywnym słowa znaczeniu. Duży ubytek na wadze, lecz spojrzenie było pewniejsze, inteligentniejsze. Inne, niż wtedy.
U Nicholasa, Laurentowi znajomy mógł się wydawać głos mężczyzny. Czy może nie pamiętał tego?
Musiał pamiętać, że przyszedł tutaj w interesie.
-  Chciałem zobaczyć abraksany.
Rzucił krótko. Konkretny cel swojego przybycia. W szczegóły zagłębi się później, jeżeli do nich zostanie zabrany. Zostaną mu pokazane. Nie przedstawiał się, gdyż tego samego nie zrobił Lukrecja. Nicholas sprawdzał tym samym, ile pamiętał z przed lat.
Na feniksa, rzucił jedynie okiem. Gdyby nie to, że Lukrecja się pojawił, zapewne i ten ognisty ptak zabrał całą uwagę Nicholasa. To bardzo cudowne i magiczne stworzenie, posiadające interesujące umiejętności.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
19.09.2023, 09:48  ✶  

- Dobrze się składa, właściciel zaraz podejdzie. - Zapewnił blondyna czarnoskóry mężczyzna po tym, jak skinął ręką w kierunku swojego pracodawcy. Dłoń Laurenta, w drodze do Yaxleya, przesunęła się parę razy po włosach, żeby je ułożyć w jakiś cywilizowany sposób. Przeczesać je, żeby nie wyglądał, jakby, hm... jakby dopiero co wyszedł z lasu, którego przyjemny zapach królował w tej okolicy. Między innymi przeklętych sosen, które kołysały się na morskim wietrze jakby naigrywały się z Kaia, który przyszedł w odwiedziny do królestwa Lukrecji. Poprawił swoje ubranie, wygładził białą koszulę, strzepnął spodnie barwy ciemnej kawy - kilka ruchów i człowiek mógł wyglądać w pełni cywilizowanie. Wyprostował się, krocząc pewnie przez murawę.

- Nie ma problemu. Zostaw nas, proszę. - Mimo tego, że Nicholas zwrócił się do Alexandra, to sam Alexander błysnął oczyma w kierunku Laurenta. Pytająco. Dlatego też to Lukrecja odpowiedział. Mężczyzna skłonił się i odszedł, wołając do stajennego, który właśnie zajmował się zamiataniem gościńca. Wokół nich panowała przyjemna cisza, ale nie zupełna. Liście i igliwia szumiały w koronach, obijając się o siebie, ptaki ćwierkały pojedynczymi głosami, z oddali zarżał jeden z abraksanów, których sylwetki były stąd doskonale widoczne na wielkim pastwisku. Nie były niczym ograniczone - spacerowały po nim mogąc odlecieć w każdej chwili. A jednak stąd nie umykały. - Laurent Prewett, do usług. - Wyciągnął dłoń w kierunku mężczyzny, całkiem zaciekawiony tym, że cała konwersacja rozpoczęła się od "czy możemy zostać sami"? Nawet minimum zdziwienia pokazało się na jego twarzy przy tej prośbie nieznajomego klienta. Bardzo... zimnego klienta...

Taaak... ten głos zabrzmiał znajomo. Przez ten krótki moment pojawiła się w jego głowie myśl: czy ja go znam..? Albo może powinien go znać? Łatwo było zapomnieć konkretną twarz, kiedy było się osobą brylującą w towarzystwie, tańczącą na salonach i przeplatającą się między przeróżnymi ludźmi. Z równie przeróżnych powodów. Podobało mu się to, co widzi i tchnęło go poczucie, że gdyby go znał - zapamiętałby go. Lód jego oczu, jak jezioro, na którym zaczęły pojawiać się kry, żeby odbijać blask słońca. Nawet słońce było jednak chłodne, kiedy wpadało w objęcia tak zimnej wody. Przystojną twarz wyciosała chyba sama Chione, nimfa śniegu, córka boga północnego wiatru, w szlachetnym materiale nieznanego pochodzenia. Być może zebrała w garściach śnieg, nadała mu ludzkiej formy..? Jak człowiek, który miał zrodzić się z popiołów, lub kobieta, która miała powstać z żebra Adama..? Coś było nie tak. Coś mu podpowiadało, patrząc w te oczy, że to nie są dobre oczy. Cała mimika, postawa tego człowieka, była jak niedostępny kawałek głazu objętego ramionami Pani Zimy. Nie zabierało to uśmiechu z jego ust, ale przy takich osobach był trochę bardziej ostrożny. Bardzo różnych ludzi widywał w swoim życiu i nie zdziwiłby się, gdyby ojciec przysłał do niego jakiegoś swojego koleżkę wyciągniętego z czeluści Nokturnu.

- Zapraszam w takim razie. - Wskazał gestem polanę i sam skierował się w tamtą stronę. - Interesuje pana zakup pod wierzch czy do wyścigów? Albo zwykła przejażdżka? Jeśli to ostatnie to idealny moment - pogoda bardzo sprzyja i morze jest spokojne. I abraksanom przez to humor dopisuje. - Ostatnie zdanie powiedział z nutą śmiechu w głosie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
19.09.2023, 15:06  ✶  

Właściciel zaraz podejdzie. Nicholas nigdy by nie przypuszczał, że tym właścicielem okaże się ten młody Anioł, którego poznał kilka lat temu. Obecność Lukrecji, nie ukrywajmy, była dla niego zaskoczeniem. Pamiętał, że burdel „Rose Noire” został zamknięty ledwie parę miesięcy po tym, jak się z nim widział. Spotykając go tutaj, był przekonany, że dostał lepszego opiekuna lub chociażby pracę. Że tutaj pomaga. Jak bardzo się mylił, kiedy zwracając się do Alexandra, ten spojrzał na młodego jak na kogoś tu ważnego.
„Czy on tutaj zarządza?” - zastanawiał się w myślach Yaxley. A kiedy zostali sami, Anioł niosący światło, przedstawił się inaczej Aniołowi Zimy, niosącemu ciemność. Ta wyciągnięta dłoń, została dotknięta i uściśnięta przez drugą. Nicholas wyciągnął i przedstawił się.

- Nicholas Yaxley.
Imię dość popularne. Nie jeden mężczyzna mógł je nosić i nie jeden chłopiec być zdrobniale nazywany. Dotyk dłoni taki znajomy a taki zapomniany. Nicholas go puścił i spojrzał poważnie na jego rozpromienioną twarz. To jak się poprawił, aby prezentować się lepiej, poprawiając wcześniej koszulę. Sam Yaxley miał na sobie czarne spodnie i narzuconą czarodziejską pelerynę. Lubił je nosić. Z kolei w górnej odzieży miał granatową koszulę z długimi luźnymi rękawem. Mroczny znak miał ukryty pod zaklęciem maskującym. Nawet jeżeli trwało lato, było ciepło, nie było mu gorąco a jego zimna aura nie topniała.

Nicholas jeszcze nie zdradził, skąd mogą się znać, skoro Laurent, znany z imienia Lukrecji, nie rozpoznał go. Nic dziwnego. Tamtego dnia Nicholas miał na twarzy maskę, która zakrywała większość jego twarzy. Nie mógł pamiętać jego osoby. Ruszył więc za prawdopodobnie właścicielem tego miejsca, rozglądając się i na moment przystając, kiedy spojrzał w las sosnowy.

„To chyba jakieś fatum.” - Stwierdził w myślach, jakby los postanowił cofnąć mu czas w przeszłość. O ile zapach lasu sosnowego uwielbiał Nicholas i go relaksował, tak nie lubił jak pojawiał się, nawet prowadzony przez wiatr w jego stronę w sytuacjach, gdzie nie potrzebował tego teraz. Ruszył dalej, słuchając propozycji, co by go interesowało.
- Jestem z rodzinnej organizacji Artemis. Potrzebowałbym informacji o cenie zakupu. Ale jeżeli przejażdżka jest bezpłatna, to chętnie skorzystam.
Wyjaśnił swój powód przybycia. Może nie ojciec by go potrzebował, ale on sam nie miał żadnego zwierzęcia. Jeżeli budżet mu nie pozwoli, odpuści. Poza sobą, Nicholas myślał o czymś pożytecznym i silnym. Teraz jak zobaczył, że tutaj jest Lukrecja, ta klątwa jego słów zabrzmiała mu znów w uszach. Dlaczego to się dzieje?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
19.09.2023, 15:40  ✶  

Ach, gdyby to tylko maska... intensywność spojrzenia tych zimnych oczu, taniec na lodowisku, jak łyżwiarze, którzy ćwiczyli najbardziej wymyślne figury i podskoki, żeby zachwycić swoją osobą. Imię. Ale nie to, którym się Nicholas przedstawił, bo rzeczywiście - było dość popularne. Imię "Laurent" w różnych wariacjach również nie było wybitnie oryginalne i przeplatało się dość często nie tylko wśród czarodziei. Ci zaś potrafili wymyślać bardzo oryginalne miana. Szczególnie rodzina Black. Kai. Imię, spojrzenie, zapach sosen. Wszystkie rozsypane kawalątki układanki tych puzzli wracały na swoje miejsce. Niektóre trafiały do dłoni, jakby chciały zostać sprawnie włożone w puste miejsca. Przecież idealnie do siebie pasowały. Oni idealnie do siebie pasowali tamtej nocy. Ale to nie maska i lata były tutaj największą przeszkodą. To umysł Laurenta, który pamiętał w większości urywki, szczególnie z pierwszych tygodni w Rose Noire. I wcale nie było mu tego żal. Wręcz cieszył się, że większość była czarną, albo po prostu kolorową plamą. Nie chciał się na tych wspomnieniach skupiać. Nie chciał pamiętać. Nie o wszystkich jednak zapominał całkowicie. Umysł miał taki sprytny zmysł samoobrony, by blokować te najgorsze wspomnienia i emocje. Czarna kartka w całym skoroszycie doświadczeń. W dzienniku wydarzeń, historii życia. Tak jakby w świecie ktoś czytał historię Wielkiej Brytanii, obrócił stronę... a tam nic. Wszystko zalane atramentem i dopiero kiedy przerzucisz na następną to pojawią się znów litery. Niektóre wspomnienia wystarczyło uruchomić jednym słowem czy paroma gestami... pobudzić umysł i wymusić na nim, by sobie przypomniał. Niekoniecznie osiągaliśmy wtedy skutek w pełni pożądany.

Dłoń Laurenta była dokładnie tak samo delikatna, jego uścisk również. Niektórzy miewali wrażenie, że dotykają dłoni kobiety, choć blondyn nie do końca był tego świadom. Nie do końca, bo z drugiej strony celowo dyktował własnym ruchom subtelność.

- Oooch, Artemis! W takim razie sprawy organizacyjne czy jednak prywatne przygnały Pana na kraniec Wielkiej Brytanii? - W zasadzie dosłownie, bo nad sam kanał La Manche. Specyficzny, morski wiatr był tutaj wyczuwalny na policzkach wraz ze swoim zapachem, a w New Forest nie było przez to nigdy gorąco. Niektórzy doznawali niemałego szoku, kiedy przenosili się z Londynu, bo różnica temperatur potrafiła być naprawdę duża przy samym morzu. Kiedy szli Laurent zrobił z Nicholasem całkowicie profesjonalny i rzeczowy wywiad, tłumacząc różnicę cen oraz z czego ona wynika i proponując podanie najpierw budżetu, jaki chciałby przeznaczyć na zakup, wtedy o wiele łatwiej będzie mówić o ewentualnych możliwościach zakupu. - W moich stajniach przebywa zaledwie część abraksanów. O wiele więcej mógłbym panu zaproponować w rodzinnej stajni mojej rodziny, w Keswick. - Tak, tak, mowa była o rodowej rezydencji Prewettów - największej i najsłynniejszej hodowli abraksanów. - Istnieje możliwość sprowadzenia wierzchowca z innych hodowli. - Więc Nicholas nie musiał się tutaj przejmować, jeśli akurat żaden z rumaków nie przypadnie mu do gustu. - Potrafi pan jeździć konno? - Upewnił się Laurent. - Abraksany są o wiele bardziej wymagającymi stworzeniami. - Ludzie często przychodzili do niego chcąc wsiąść na grzbiet abraksana - i szybować. Po czym okazywało się, że nie radzą sobie samodzielnie nawet z koniem. Co dopiero z abraksanem... Mężczyzna idący obok wydawał się mieć twardy charakter i zdecydowaną rękę, więc o to się nie martwił. Pozostawała więc kwestia wiedzy czy też umiejętności.

- Michael! - Krzyknął Laurent i wyciągnął rękę, wykonując nią przywoławczy gest. Kilka abraksanów podniosło zaciekawiona głowy i skierowała swoje piękne łby w ich kierunku, błyskając czerwonymi ślepiami. Przy dwóch z nich biegały zdecydowanie mniejsze konie, wciąż źrebięta. Wielki, dorodny abraksan wyrwał z kopyta, jak spłoszony czymś, kierując się w ich stronę i częściowo rozkładając swoje skrzydła, by nimi uderzyć. Nie wzbił się jednak w powietrze i zwolnił, kiedy się do nich zbliżał, parskając. - Najlepszy rumak mojej hodowli, laureat wyścigowy. - Wyjaśnił Nicholasowi. I rzeczywiście - było na co patrzeć. Śnieżnobiały ogier prezentował sobą siłę, elegancję, dumę. I jakiś gniew? Coś, co zdawało się być żywą manifestacją tej siły wpisaną w mięśnie i piękne, lśniące futro tej istoty o anielskich skrzydłach. Rumak zatrzymał się przed Laurentem i pochylił swój łeb, wychodząc nozdrzami naprzeciw dłoni swojego właściciela. Abraksany były sporo większe od zwykłych koni. - Poznaj proszę pana Nicholasa Yaxleya. Przyszedłem mu pokazać nasze stado, Michaelu. - Czerwone ślepia wierzchowca padły na Nicholasa. I zdawały się być całkowitą przeciwnością tych Laurenta. Wręcz zdawały się ostrzegać, by się do niego nie zbliżać, bo nie zawaha się użyć siły.

- Dzień dobry. - Przywitał się rumak, wpatrując się w oczy Nicholasa. - Kogo tu sprowadzasz, Laurencie? Ten człowiek ma złe spojrzenie. Uważaj, dwunożna istoto. Bacznie obserwuję twoje ruchy. - Poruszył się krok do przodu, odgradzając Nicholasa od Laurenta swoją szyją. Na co Laurent tylko się roześmiał i zanurkował pod jego szyją, przesuwając jego grzywę jak welurowa firankę, żeby znów znaleźć się przy Nicholasie i pokręcić głową.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
19.09.2023, 21:24  ✶  

Nie chciał pamiętać. Nicholas nie mógł zapomnieć. Miał wrażenie, że ciążyła na nim klątwa zwyczajnych słów, które jakby kierowały go w kierunku szukania tego światła, jakie spotkał tamtej zimy. Nie zabrał zamkniętego ptaszka w klatce do siebie, aby go więzić. Zostawił go, jakby chciał uchronić siebie. Miał siłę, mógł pozbyć się jego problemu. Ale nie podjął się tego. Nie musiał, skoro teraz widzi go przed sobą ponownie. Poradził sobie. Udowodnił, że dał radę się uwolnić.
W Laurencie było coś z kobiecości. Może to dar przez jego rasę? Uroda po matce? W końcu wyróżniał się bardziej od innych. Choć niepokojąca była jego budowa ciała, to jednak wydawał się być zdrowy. Czy to może pozory?
Organizacja Yaxleyów nie była tajemnicą. Posiadali wiedzę na temat magicznych stworzeń i byli wyszkoleni w celu polowania na niebezpieczne istoty.

- W tej chwili powiedzmy, że prywatne.
W tym przypadku nie miał co kłamać. Ale zbierał dane dla ojca, gdyż mógłby chcieć wiedzieć, ile musiałby wydać na takiego abraksana, gdyby chciał mieć u siebie. Informacji nigdy za wiele, a rynek potrafił się zmieniać. Laurent zdawało się, że posiadał naprawdę dużą wiedzę w tym temacie. To by nawet pomogło nawiązać współpracę Yaxleyów z Prewettami. Musiałby porozmawiać na ten temat z ojcem, a ten rozważyć to w kwestii Prewettów. Nie byłby to zły układ, skoro mają przyjacielskie relacje i współpracę z Flintami.

To spotkanie brzmiało bardzo oficjalnie. Jakby rzeczywiście Lukrecja go nie pamiętał. Nie rozpoznawał. Czy to dobrze? Bezpieczniej. Dla Nicholasa. On nie pamięta. Nie trzeba mu przypominać. Słuchał go uważnie i w sumie nie uważał, aby trzeba było sprowadzać dodatkowe abraksany, skoro mieli tu na miejscu już dobre okazy. Ale kiedy padło pytanie o jazdę konną, Nicholasa zatkało. Jakby nagle stracił mowę.

- T-tak.
Potwierdził, choć w rzeczywistości skłamał totalnie.
„Cholera, co ja wyprawiam?” - zaczął karcić się sam siebie. Zgrywał odważnego, że potrafi wszystko. Nie przyznał się, że nie umie jeździć konno. Żałował, że nie podjął się tych lekcji, kiedy mieli hipogryfy chociaż. Nie myślał, że kiedykolwiek ta umiejętność może być mu potrzebna. Może uda się jakoś wykręcić z tego? A może to wcale nie będzie trudne doświadczenie? To przecież podobne go latania na miotle. Nie może być trudne.
Wtem Laurent zawołał imiennie jednego z abraksanów. „Michael… To imię nie może być przypadkowe.” - stwierdził w myślach. Spojrzał na blondyna mu towarzyszącego, po czym skierował spojrzenie w stronę zbliżającego się pięknego, śnieżnobiałego abraksana. Ogar. Idealny. Koń magiczny Króla Lodu. Ich spojrzenia się zetknęły ze sobą. Siły i chłodu. Magiczne stworzenia, podobnie jak zwyczajne, potrafiły wyczuć intencje ludzkie. Ich aurę, by wiedzieć kiedy jest zagrożenie. Michael przemówił. Nicholas w odpowiedzi lekko skinął głową, po czym znów uniósł wzrok na stworzenie, ostrzegające Prewetta przed nim.
- Bez obaw. Nie przychodzę w złych zamiarach.
Uspokoił Nicholas i nie ruszył się z miejsca. Nawet nie podnosił ręki, aby ryzykować dotknięciem ogiera. Z magicznymi zwierzętami trzeba umieć się obchodzić. Abraksan był już oswojony, ale i bardzo ostrożny wobec obcych.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
19.09.2023, 22:15  ✶  

Chodziło mu kiedyś po głowie, żeby zakręcić się wokół Artemis, widział w tym korzyści. I chociaż on by nigdy nie poszedł na łowcy potworów, bo zabicie jakiegoś inaczej niż w samoobronie było... nie, po prostu nie, nie wchodziło to do jego głowy, nie chciał tego akceptować. Tym nie mniej Artemis nie zajmował się tylko łowcami, ich działalność była dość szeroka. Laurent był zaś zawsze ciekaw wszystkiego i wszystkich, którzy mieli do czynienia z magicznymi stworzeniami albo coś o nich widzieli. Trochę szkoda więc, że Nicholas tutaj przyszedł z powodów prywatnych, ale nic straconego. Od słowa do słowa... przydałoby się tylko więcej czasu, dłuższą dobę, żeby być w stanie ogarnąć i osiągnąć wszystko, czego się chce. Poznać wszystkich, kogo się chce, pielęgnować relacje. Nie, tego czasu ciągle było za mało. O wiele za mało.

Spotkanie było całkowicie formalne, bo przecież miał przy sobie kogoś, kto był zainteresowany potencjalnym kupnem. Klient - kupiec. To była bardzo prosta zależność, nie miała w sobie żadnych mecyi, ich znajomość była świeża, nowa. Może się gdzieś spotkali, miał w sobie to specyficzne uczucie, ale był do niego też przyzwyczajony. Świat czarodziei czystej krwi był mały, a Laurent zjeżdżał tyle przyjęć, ile tylko mógł. Szczególnie kiedyś. Dziś jakoś nie było na to tyle tego czasu, o jakim już wspominaliśmy. Chociaż od Nicholasa bił chłód to jakoś Laurent nie czuł się odpychany. Nie rozumiał tego, ale chwilowo nie poświęcał temu myśli, bo miał ważniejsze rzeczy do roboty - czyli zatroszczenie się o to, żeby przedstawić wszystkie możliwości interesantowi przy możliwym budżecie. Tacy ludzie w końcu zazwyczaj odpychający byli - i to bardzo. Inna sprawa, że Laurenta było czasem łatwo zrazić do siebie, a czasem zadziwiająco trudno. Chyba kwestia intencji... a tutaj, mimo zimna, tego odpychania po prostu nie odczuwał.

Guinevere mu w końcu powiedziała - spotkasz kogoś, kto będzie niespodzianką. Morze cię nie zabierze, ale przyjdzie ktoś całkowicie nieoczekiwany.

Uniósł lekko brwi i spojrzał na mężczyznę trochę zaskoczony, kiedy ten nagle z takiego... zdecydowanego i konkretnego przeszedł na... zająknięcie się. Zająknął się. Niebieskooki zupełnie się tego nie spodziewał, ale bardzo szybko ściągnął zdziwienie z twarzy, nie do końca wiedząc, jak się do tej odpowiedzi ustosunkować. Bo brzmiała niepewnie. Może potrafił jeździć, ale nie był znakomitym jeźdźcem? Albo się uczył? A może... jeszcze coś innego? Ludzie miewali przeróżne fobie, więc to ten kierunek? A tu, proszę bardzo! Nicholasowi po prostu było wstyd się przyznać, że konno jeździć nie potrafił!

- Hmph. - Rumak uniósł łeb i przestąpił na ciężkich kopytach, żeby się obrócić przodem do przyglądającym się sytuacji abraksanom. Jeden z nich wyszedł trochę bardziej naprzód, jakby czujny, albo po prostu zainteresowany. - Twoje szczęście, człowieku. Inaczej bałbym się o twoje zdrowie. - Michael - któż jak Bóg. Tak, to nie było przypadkowe imię. Laurent może nie był wielkim znawcą symboliki, ale uważał, że imiona potrafiły mieć swój czar i nie nadawał przypadkowych mian. Jak na przykład Atreus nadał swojemu abraksanowi - Pałkarz. I niby wszystkim wmawiał, że to dlatego, że grał w quidditcha, ale Laurent miał wrażenie, że co innego mu chodziło po głowie...

- Michaelu, dziękuję ci za wstawiennictwo, ale wystarczy. - Laurent spojrzał na rumaka, wypowiadając te słowa ze spokojem, ale zdecydowaniem. Rumak parsknął. Zamilkł. - Przepraszam za niego. Bywa zbyt protekcyjny. Nie wszystkie abraksany z tej hodowli były prowadzone przeze mnie bezpośrednio, więc nie wszystkie mówią. - Podeszli bezpośrednio pod stado. Zostało ono zaprezentowane Nicholasowi pokrótce, Laurent nawet zachęcił mężczyznę, sprowadzając jednego ogiera, żeby go dotknął, pogłaskał, bo ten miał łagodną naturę. Nie to, co diabeł obchodzący teraz stado jak pies strażniczy. - Więc... chce się pan przejechać? - Ponowił pytanie, bo może powinien po ostatniej niepewnej odpowiedzi Nicholasa apropo jazdy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
20.09.2023, 17:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2023, 17:03 przez Nicholas Travers.)  

Współpraca mogłaby być owocna. Obie rodziny w temacie magicznych zwierząt, by na tym zyskały. Czy to w oswajaniu, sprowadzaniu czy polowaniu. Artemis nie tylko polowaniami się zajmowali, ale i badaniem różnych gatunków. Zidentyfikowanych i niezidentyfikowanych. Nie zajmowali się jednak oficjalną sprzedażą, ale po znajomościach coś załatwiali. Nicholas mimo przynależności pomagał, kiedy potrzebne było więcej rąk do pomocy. Ostatnio jego bracia wyjechali, musi ich zastępować.
Yaxley nie miałby nic przeciwko, gdyby Prewett chciał wiedzieć coś więcej na temat ich działalności. Mógłby nawet załatwić mu spotkanie z jego ojcem, aby ten zdradził mu coś więcej. Pytanie jeszcze, co na temat współpracy między rodzinami powie głowa rodu Prewett?

Obaj panowie na przestrzeni lat się zmienili. Ale światło i ciemność jaką emanowali, były wyraźniejsze. Jak daleko zaszli, w celach sobie postawionych? Nicholasowi wystarczyło spojrzeć na Laurenta, aby w nim zobaczyć odbicie Lukrecji. Jakby za dnia był kimś inny, jak i w nocy. Tak. Nicholas był gościem niespodziewanym. Coś nakierowało go, aby tutaj zajrzeć. Myślał o własnym dużym zwierzęciu, ale nie pomyślał, że trzeba umieć je ujeżdżać. Przecież tego można się nauczyć. Nicholas zająknął się w udzieleniu prostej odpowiedzi na dość proste pytanie. Nie lubił okazywać słabości, że czegoś nie umie. Co innego w zaklęciach, eliksirach. A co innego zwyczajne umiejętności wymagające fizycznego ruchu.
Rozmowa z Abraksanem była interesująca. Ostrzegał Laurenta przed Nicholasem. Chłód zimnych oczu nie zmieniał się, nawet patrząc na magicznego konia. Śnieżnego. Idealnego. Zainteresował Nicholasa. Do takiego stopnia, że „muszę go mieć”. Jakby Lucyfer nie mógłby żyć bez Michaela. Brat z bratem. Wyrzucony za bunt do piekła. Tym piekłem nie musiała być lawa i podziemia. To mogło być nawet lodowe królestwo, w którym także trudno przetrwać.

- Nie przepraszaj. On ma rację.
Odpowiedział Yaxley, nie spojrzawszy nawet na Prewetta, ale obserwując Michaela. To że mówił, mógł mieć w sobie wcielenie Archanioła. Być może ta odpowiedź była zaskoczeniem, a może i nie. Ruszyli dalej do samego stada. Magiczne stworzenia bacznie na niego spoglądały. Ostrożnością i dystansem. Jeżeli zaoferowany do pogłaskania abraksan nie stawiał oporu lęku i wycofania się, lub odwrotnie - agresją, Nicholas wyciągnął dłoń aby go pogłaskać od spodu jego pyska. I niestety, młody pamiętał o propozycji przejechania się. Nicholas westchnął.
- Odpuszczę  sobie dzisiaj. Jeszcze któryś zechce mnie z chęcią zabić. Stworzenia mają to do siebie, że potrafią wyczuwać i widzieć więcej niż my ludzie. Mną kieruje ciemność. Tobą światło… Lukrecjo.
W tym momencie opuścił dłoń i spojrzał na Laurenta. Tym znanym mu chłodnym spojrzeniem, błyskiem szkła lodowego lustra.
- Pamiętasz bajkę Królowa Śniegu?
Zapytał. Jakby w tym akurat momencie, chciał mu przypomnieć ich pierwsze spotkanie. Niczym Kay patrzył na Gerdę.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
20.09.2023, 17:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2023, 17:33 przez Laurent Prewett.)  

Brylował między tymi abraksanami, a one, zaklęte, robiły co chciały. Nie musiał nawet wydawać poleceń - on szedł do przodu, one się wycofywały. On skręcał, one szły za nim. Poruszały się w rytm jego ruchów i doskonale wiedziały, kiedy chce, żeby się odsunęły, a kiedy chciał je do siebie przyciągnąć, jakby trzymał je na niewidzialnej smyczy, która pozwalała mu nimi dowodzić. Ale nie było żadnej smyczy i nie było żadnego czaru. To było tylko, albo aż, zrozumienie tych zwierząt tak samo, jak one rozumiały jego. Czego od nich oczekuje, a czego nie chce - przekazy były proste, choć człowiek, nie wiedząc na co patrzył, nie mając doświadczenia, widział... czar. Światło dnia błyszczące na białych, perłowych i kremowych futrach tych potężnych stworzeń, które wydawały się móc złamać drobną Lukrecję jednym uderzeniem kopyta, a które zamieniały się przy nim w łagodne zajączki, które każdym swoim ruchem okazywały sympatię. Michael się nie wyróżniał. Laurent dowodził więc tymi aniołami i archaniołem stojącym na ich straży pamiętając, że każdy diabeł był kiedyś w Niebie - i stoczył się z tego Nieba wraz z pierwszym wężem, którego łeb przygniotła boska boga. Trzymał dłonie na abraksanach i pozwalały one bez żadnych obiekcji na to, żeby dotknął ich gładkiego, ciepłego futra, pod którym rysowały się mięśnie, również i Nicholas. Wpuszczanie Diabła do raju nie było bezpieczne. A może było właśnie tak, jak mówił Michael. Niebezpiecznie było pojedynczemu Diabłu w Raju.

Ludzie miewali o sobie różne mniemanie. Jedni byli naprawdę dobrzy, ale świat poskąpił im miłości i uważali, że są naprawdę źli. Inni byli naprawdę źli, ale nikt nie nauczył ich moralności i uważali, że są dobrzy. Co znaczyły więc słowa Nicholasa? Jakim człowiekiem był? Co skrywał? To zimne spojrzenie wcale nie musiało skrywać kogoś bezdusznego, a Michael... Michael spoglądał na większość ludzi z góry. Chyba że okazano mu należyty szacunek. Chyba tylko jednego Kaydena polubił od razu, bo ten mu się skłonił. Och, siłę Michaela przeganiało tylko jedno - jego ego. Rumak prychnął i wyprostował się tak, że widać było, że jest zadowolony z przyznanej mu racji. I paradoksalnie przychylniej przez to spojrzał na samego Nicholasa. Nic więcej nie mówił. Bo otwartość intencji w tym wypadku była dla tego rumaka godna szacunku. Sytuacja była jasna - miał na niego oko. Tyle wystarczyło wiedzieć. A przynajmniej im, bo blondyn zapisał sobie to w głowie jako mocną uwagę.

- Proszę, nie żartuj tak... - Odezwał się łagodnie, mleko i miód na obolałe gardło działało równie łagodząco jak ten ton na duszę. Wlewający się przez bębenki uszne, ukojenie dla strudzonych i zmęczonych. Żartowanie ze śmierci było okrutne. - Żadna istota nie skrzywdzi cię w mojej obecności. - Nie przypadkiem. Bo w razie zagrożenia... ale to przecież była inna bajka. Tutaj mówili o sytuacji, w której któryś z abraksanów mógłby chcieć wyrządzić mu krzywdę. Gdyby Nicholas spadł z grzbietu to też by pewnie krzywdę sobie zrobił, ale to również inna sprawa. Kontekst tej wypowiedzi był bardzo istotne. Och, nawet nie wiesz, jak bardzo. - To tylko częściowa prawda. - Lukrecjo..? Przechylił lekko głowę, odstępując od rumaków. - Stworzenia magiczne są inteligentne, ale nadal najważniejszy jest dla nich instynkt. To, co wyczuwają od człowieka, często dyktowane jest ich własnymi upodobaniami albo nieświadomymi sygnałami, jakie ciało nadaje. A czasem świadome, tylko stworzenia nie są w stanie tego przeanalizować. Człowiek jest złożoną jednostką, gdzie nie da się mówić o płaskości osobowości. - Cóż, nie mógł powiedzieć, żeby był specjalistą, medykiem, lekarzem, a tym bardziej że posługiwał się profesjonalnymi zwrotami zgodnymi z Encyklopedią. Natomiast wytłumaczył to w jak najbardziej przystępny sposób i miał nadzieję, że Nicholas to zrozumie i nie pozostanie zrażony. - Miałem takie przeczucie, kiedy Pana zobaczyłem, że się znamy... niewiele osób już tak do mnie mówi. - Powiedział to niby trochę ze śmiechem, ale ta flaga powiała trochę mocniej, kiedy zrobił kolejny krok w stronę Nicholasa i bardzo, baaardzo uważnie mu się przypatrywał. Jakby chciał wlać się do jego duszy, dotknąć ją, zbadać. Zrozumieć.

- Królowa Śniegu? Nie spodziew... - Tak, w pierwszej chwili się zaśmiał i rzeczywiście błysnęły jego oczy, rozbawione. No bo - kto poruszał bajki w dzisiejszych czasach z ludzi dorosłych? Ale to była pierwsza chwila. W drugiej cała ta sympatia, ten uśmiech, to wszystko... po prostu zniknęło. Porwane przez morski wiatr i poplątane między połamanymi gałęziami i podeptaną przez kopyta trawą. Zgroza. Laurent wręcz zadrżał, tak jak zaczęły drżeć jego dłonie, kiedy część obrazów zalewała jego głowę, całkiem niechcianych. Zrobił dwa malutkie kroki w tył na miękkich nogach. I zatrzymał się. Zacisnął palce na drugiej dłoni przed sobą. Zagwizdał. - Dante cię przysyła? - Zabrzmiał ostro, chłodno. Abraksany zarżały i rozstąpiły się w nagłym ruchu, część z nich odbiegła w szybkim zrywie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
20.09.2023, 21:57  ✶  

Nicholas uchodził za osobę tajemniczą. Był i jest jak chodząca zagadka. Nigdy nie wiadomo co może powiedzieć, jak zareagować, jakiego czynu wykonać. Jakie podejmie działania, co czuje i co okazuje. Okazywać może jedynie obojętność, neutralność, nie chcąc pokazywać jawnie swoich emocji. Na przestrzeni lat doświadczeń, nauczył się znacznie lepiej ukrywać. Jego rozmówcy dość często, nie wiedzą czego się spodziewać. Przywdziewanie masek stało się już nie tylko techniką, zakładania ich w widocznych barwach, ale i mentalnie. Dla każdego mógł być kimś innym. Także dla Laurenta.

Yaxley w swoich słowach nie żartował. Darzył szacunkiem każde magiczne stworzenie. Były inteligentne na swój sposób. Wyczuwały więcej niż oni sami. Również było to widać w rumaka imieniem Michael. Nicholas przyznał mu rację, co ogier najwyraźniej docenił.
Zapewnienie Laurenta było pocieszające, że żadne tutejsze stworzenie nie skrzywdzi Nicholasa. Żadne też nie oddaliło się i ten jeden przyprowadzony przez Prewetta, pozwolił na dotknięcie. Przyjemnie było czuć to silne ciało i skórę pod swoimi palcami. Bardzo prawdopodobne, że gdyby Nicholas dosiadł takiego ogiera i ten z nim ruszy, mógłby nie utrzymać się, tracąc na tym równowagę, upadając na ziemię. Dyplomatycznie Yaxley próbował się wykręcić z tej oferty. Nie znali się zbyt dobrze, aby mógł okazywać swoje słabości i brak w czymś umiejętności.

Wysłuchał Laurenta odnośnie jego wiedzy o stworzeniach magicznych, zgadzając się z jego słowami. Choć Nicholas widział to też inaczej. Może to ze względu na jego pracę w Komnacie Śmierci i posiadaniu styczności z duszami poprzez nekromancję?
Nicholas postanowił spróbować, zagadać w jego języku, jakby chciał mu przypomnieć ich spotkanie. Bowiem widział, że młody Laurent nie od razu skojarzył go, choćby po głosie, posturze i znanym mu spojrzeniu głębokiej zimy. Trzeba przyznać, że pomogło. Dał mu czas, aby teraz on poukładał swoje puzzle. Pamiętał. Uśmiechnął się. Rozbawiła go nawet sytuacja. Ale nie na długo. Te cechy szybko zniknęły, przepuszczając na pierwszy rząd strach i obawę. Atmosfera wokół nagle się zmieniła. Nicholas rozejrzał się po abraksanach, na końcu znów na Laurenta, który się cofnął.

- Nie. Nie widziałem go od dnia, kiedy przeczytałem o zamknięciu… Twojego więzienia, jak to nazywałeś. Jestem tutaj sam, z niczyjego polecenia.
Wyjaśnił Nicholas. Mimo iż brzmiał poważnie, to jednak rzekł prawdę. Zapewne zrodziły się pytania, dlaczego tutaj jest? To przecież też nie przypadek. A może jednak?
- Prawdą jest, że chciałem zobaczyć abraksany. Ale nie miałem pojęcia, że spotkam Ciebie. Miałem wrażenie, że twoje słowa zabrzmiały na mnie jak klątwa.
Dodał dla wyjaśnienia. Czekając na jakąkolwiek reakcję Laurenta.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5870), Nicholas Travers (3660)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa