• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[16.06.1972] Owoców mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory

[16.06.1972] Owoców mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
17.09.2023, 09:02  ✶  

Kiedy ktoś myślał o czystych intencjach czasem myślał o naprawdę różnych rzeczach. Wspólnym mianownikiem wydawałoby się słowo-klucz "czystość". Tylko czym dla kogo ta czystość była? Tym, że nie chcesz kogoś skrzywdzić? Tak po prostu? Kiedy matka mówi do ciebie o "czystych intencjach chłopca" myśli też o tym, żeby te myśli nie były kosmate, żeby nie zawierały całkowicie ludzkiego pierwiastka pożądania, jaki potrafił się między nie wkraść. Gdy się drugiej osoby nie zna tak mocno, jak oni nie znali siebie większość pozostawała tylko domysłami o tej czystości i czego chce od ciebie drugi człowiek. Tutaj było to dość zdumiewające, bo oni nie chcieli od siebie niczego poza swoją obecnością. Żeby miło spędzić czas, uśmiechnąć się i pośmiać. Czy przyjdzie im spleść swoje historie ze sobą wzajem ciaśniej czy jednak ta znajomość gdzieś zatopi się na jej początkach. Na pewno Laurent sam nie chciał, żeby była kolejna taka sytuacja, w której kobieta byłaby zmuszona do wyciągania go spod gruzów. Nie chciałby, żeby w ogóle była jakakolwiek druga sytuacja, w której skończyłby aż tak żałośnie z tym, że druga już była, tylko kompletnie niezależna od niego. Jakby złapał go pech, po prostu pech. Lub fatum jak to napisze jeszcze jego kuzynka.

Fakt, że jej się ten gest spodobał mówił bardzo wiele. Łatwo było czasami przekroczyć zdrową granicę i nie dotrzeć do punktu wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom, jakie mieli wobec ciebie ludzie. I od razu przeskoczyć też płotek, który był ich strefą komfortu. Wyczuwanie tego wcale nie było proste i oczywiste, ale sprzyjały różne okoliczności i... fakt, że Elaine wydawała mu się zwyczajnie sobą kusić. I nie chodzi tutaj o oczywiste, lubieżne spojrzenia czy inne gesty tego typu. Nie zawsze były potrzebne, żeby nakreślić czyjeś przyciąganie uwagi. Czy to już były więc te słynne, brudne intencje? Laurent nie chciał jej zrobić krzywdy ani uczynić czegokolwiek wbrew jej woli. Wystarczył jeden gest czy słówko z jej strony mówiący "nie" i by przestał. Był wyczulony na jej sygnały, chciał się upewnić, że ta zabawa, ten flirt, jaki tu wprowadzał, odważny przy tym ostatnim geście, jest przyjemna dla każdego. Czasami ludzie potrafili reagować niby pozytywnie, niby się śmiać, ale w środeczku czuli się skrępowani i całkowicie zażenowani tak własnymi reakcjami jak i reakcjami drugiej strony. Wydawało mu się, że czegoś takiego u tej lisicy nie widział.

- Gdybym miał przestać wystarczy słowo. - Powiedział tym samym, aksamitnym głosem, spoglądając na nią kątem oka. Nawiązując do słów i gestów, jakie tutaj padały, bo dla niego to była czysta przyjemność, ale czy taką też była dla Elaine? Wcale nie był przekonany. Choć na pewno nie wyglądała na zadowoloną. - Rozumiem podejście względem alkoholu. Również przepadam za smakami win, ale niekoniecznie dobrze na mnie wpływa. Muszę więc obejść się smakiem. - Głównie smakiem tego, że czasami człowiek naprawdę chciałby troszkę odpocząć, "wyzerować się", jak to mówiło się za dzieciaka. Napić się, rozluźnić i poprzebywać z innymi ludźmi wokół siebie na zupełnie innym pułapie niż przy codziennym funkcjonowaniu.

- Las, koło którego stoi mój dom to rezerwat. Zajmuję się nim oraz hodowlą abraksanów, która znajduje się kawałek dalej. Przechodziliśmy niedaleko niej. - I jeszcze czasem hodował "pieski", jak pieszczotliwie można było określić te bydlaki. Ale o tym nie chciał wspominać zapobiegliwie, nauczony już tym, że Elaine potrafiła mieć sporo pytań, a nie na wszystkie nawet chciał odpowiadać. - A ty, jak rozumiem, pracujesz w cyrku? Chyba w żadnym nigdy nie byłem, choć wiele cyrkowców miało swoje występy na przyjęciach, na które miałem być okazję zaproszony.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#12
17.09.2023, 23:41  ✶  

Elaine zatraciła ten moment matczynej troski, w której tłumaczy jej o intencjach ludzi. Musiała się ich uczyć sama lub od ludzi, którzy mieli swoje za uszami. Wiedziała, że na mężczyzn powinna uważać, wiedziała, że nie każdemu powinna ufać, wiedziała, że czasami powinna powiedzieć stanowcze nie i uciec, bo może się wydarzyć coś nieodpowiedniego, coś co spowoduje, że przestanie być radosnym wróbelkiem. Starała się działać na intuicji i na tym, co aktualnie reprezentował sobą jej rozmówca. Laurent wydawał się być delikatny i spokojny, więc i ona nabierała tego spokoju w swoje skrzydełka dając się temu w pewnym sensie ponieść. Niewinny flirt nie sprowadził na nią jeszcze nic złego, a stawiać granice potrafiła. Póki nie czuła się zagrożona mogła się z nim pobawić, mogła się z nim podroczyć, mogła poczuć się ładna nie dlatego, że ma giętkie ciało, które prymitywne łosie z widowni chętnie zobaczyło w swojej sypialni. Laurent niewiele wiedział o jej zdolnościach, niewiele o niej cokolwiek wiedział, ponieważ Elaine lubiła zadawać pytania, ale niekoniecznie na nie odpowiadać. Była raczej osobą, która interesowała się innymi, ale niekoniecznie chciała odkrywać siebie, bo bała się tych drobnych przywiązań do osób, które żyły statycznie, bo ona nie potrafiła tak żyć.

Lubiła się podobać innym, a przyjemność jej sprawiało, gdy dane osoby nie były zbyt nachalne, zbyt lubieżne i obrzydliwe. Laurent w swoich gestach był przyjemnie sielankowy, taki radosny i przystojny. W przeszłości miała swoje drobne zauroczenia, ale nigdy nie były na tyle poważne, aby mogła ponieść się fantazjom. Szybko urywała taki kontakt, wyjeżdżała bez słowa pożegnania, czasami nawet sprawiała, że dany chłopiec mógł poczuć się mocno urażony, ponieważ nie mogła powstrzymać się przed okradzeniem danej osoby. Zabierała cenne przedmioty, a czasami sentymentalne – w zależności od tego, co reprezentował sobą dany osobnik. Z Laurentem było już inaczej, ponieważ on był dojrzały, ona również i mogli pozwolić sobie na niewinny filtr zahaczający o delikatne pożądanie i zabawę w dorosłych. Wiedziała jednak, że powinna uważać na to co robi, więc nie miała zamiaru za bardzo przesadzać ze swoją otwartością. Dzisiaj zdecydowanie zjedzą jabłecznik i zrobią dżem, a potem los pokaże co im zgotuje. Nie miała zamiaru robić ani sobie, ani jemu nadziei na to, że się jeszcze spotkają, prawda?

– To dobrze – odpowiedziała mu z cichym westchnięciem ulgi i prostej radości, którą wokół siebie rozsiewała. Cieszyła się, że potrafił ją o tym zapewnić, cieszyła się, że trafiła na kogoś takiego jak on, że los zechciał wrzucić ją w tamto miejsce, że została zmuszona do tego, aby mu pomóc, aby okazać mu troskę. – Wino ma specyficzny smak, ale raczej w moim otoczeniu nikt się nie delektuje alkoholem, a po prostu je pije – odpowiedziała bez zbędnego zastanowienia. Nie pochodzi w końcu z rodziny koneserów. Pochodzi z cyrku, gdzie ludzie są prości i radośni, mający swoje problemy i drobne przewinienia za uszami. – Ja bardzo mało piję, nie pomaga mi to w skupieniu się i wolę raczej mieć władzę nad swoim umysłem – brak kontroli w jej przypadku bywa często niebezpieczny, więc stara się nie kusić losu.

– Opowiesz mi więcej o abraksanach? – zapytała z radosnymi świetlikami w oczach. – I tak, pracuję w cyrku jako akrobatka, gimnastyczka. Mój talent to zmieszczenie się w małych pudełkach i szokowanie ludzi brakiem kości – zaśmiała się cicho, bo często osoby patrzą na nią z szokiem, a nawet strachem, gdy pokazuje swoje zdolności. – Asystuję też podczas rzutów nożami do celu. Zapraszam na nasze występy. Stacjonujemy w Little Hangleton – dodała jeszcze. Nadal kroiła jabłka, aby w garnku była ich odpowiednia ilość.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
18.09.2023, 14:21  ✶  

W bawieniu się jak dziecko na plaży, z budowaniem swojego zamku albo lepieniem bałwana na śniegu podczas ferii, nie było niczego złego. To, że człowiek nadal posiadał w sobie ten pierwiastek dziecka pozwalał spoglądać na świat o wiele czystszymi oczami. Zaczerpnąć garść radości podobnej do wody z krystalicznego źródła, które dopiero wybijało z wnętrza ziemi. Nawet jeśli nie byli już dziećmi to nie było to godne potępienia. Uwagę powinien zwracać dopiero moment, w którym ta dziecinność wkraczała tam, gdzie być jej nie powinno. Wystarczająco wiele spraw w życiu wymagało dojrzałości. Brak jej okazania od pewnego wieku traktowany był krytycznie - i nic dziwnego. Zawsze był czas na śmiech i zabawę, ale należało mieć umiar. I chociaż ten flirt był przyjemny, był zabawą, to zabawa kończyła się tam, gdzie drugiej osobie coś się działo i wprowadzało się ją w dyskomfort. Wtedy przestawaliśmy się bawić razem - zaczynała się zabawa samodzielna i to cudzym kosztem. Do tego zaś Laurent dopuścić nie zamierzał. Więc tak, byli tutaj oboje dorośli i jak takowi powinni się wręcz zachowywać. Zabawą raczej było wszystko poza tym jednym faktem, bo z góry nie posądzał nikogo o to, że jest skrajnie emocjonalnie rozchwiany i nadal nie odstawił mleka matki od nosa.

- Lubisz być w kontroli? - Podłapał, kiedy użyła takich a nie innych słów. Ona myślała co prawda o swojej pracy, a on widział tylko ogólnik tego powiedzenia. Niektórzy ludzie tacy byli - uwielbiali wszystko kontrolować i wręcz musieli mieć nad wszystkim władzę i pieczę. Kiedy tę kontrolę tracili to nagle ich świat rozsypywał się jak domek z kart. Wystarczył mały podmuch. To było zaciekawienie z jego strony jak i delikatna zaczepka, trochę pociągnięcie za język, trochę zaproszenie do kontynuacji tego flirtu, skoro prócz "to dobrze" nie pojawiły się żadne słowa zachęcające do tego, żeby przestać. I nie było też kroku wycofania, tylko ulga z jej strony, która też wskazywała na to, że te słowa utwierdziły ją w fakcie, że posiada nad tym moc sprawdzą i to nie będzie uciekać jej drobnym, małym dłoniom. Laurent był do panienki dyspozycji w bardzo szerokim pola tego znaczeniu. Chociaż rzeczywiście byłby niepocieszony, gdyby kobieta coś ukradła z jego domu. Mógłby winić tylko siebie za to, że znów był zbyt łatwowierny.

- Mogę ci je nawet pokazać, jeśli chcesz. - Nie wiedział, czy Elaine potrafiła jeździć konno, ale wydawało mu się, że niekoniecznie. Nawet pomimo swojej zwinności, jaką zaprezentowała - fizycznie poradziłaby sobie dobrze, ale kierowanie zwierzęciem wymaga czegoś więcej od przystosowania fizycznego. - Mogę ci poopowiadać, tylko co byś chciała usłyszeć? O ich historii? Przyznam, że tutaj nie mógłbym się mocno popisać, choć co nieco wiem. - Siłą rzeczy, bo to była spuścizna całego Prewettolandu, która spadła w jego dłonie. Przynajmniej w kwestii hodowli tych pięknych istot. - Albo mogę ci poopowiadać, jakimi są istotami. Wiesz, że niektóre abraksany, jakie urodziły się pod moją pieczą, potrafią mówić? - Błysnął rozbawionym spojrzeniem w jej kierunku spodziewając się, że to dopiero ją zaciekawi i zadziwi. - Mnie już zszokowałaś drobnym pokazem na cmentarzu. - Zaśmiał się cicho. Tak, to było niepokojące widząc, jak się tam wyginała, jakby naprawdę nie miała ani jednej kosteczki w ciele. A na pewno potrafiła więcej. - Przyjdę w wolnym czasie. - Nie mógł obiecać, że na następny występ, bo jego kalendarz był ostatnio bardzo mocno zajęty. Spojrzał na ostatnie jabłko trzymane w dłoni i zatrzymał się przed jego obraniem. Znał przynajmniej jedno stworzenie, które z przyjemnością by je schrupało, dlatego odłożył je na bok i umył swoje ręce. Kiedy zaś Elaine powiedziała, co ją interesuje, to zaczął jej opowiadać o tych pięknych, dumnych stworzeniach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#14
24.09.2023, 19:36  ✶  

Na jego pytanie uśmiechnęła się tajemniczo i na chwilę zamilkła nalewając do gara wody i stawiając na palniku, aby zaczęły się gotować. Znalazła tłuczek do ziemniaków i niektóre z nich rozgniotła bezpośrednio w garze, aby szybciej się ugotowały. Cały czas myślała nad odpowiedzią dla niego. Czy lubiła być w kontroli? Oczywiście, że lubiła, wręcz wolała stan, kiedy mogła nad sobą panować, a nie ten, w którym nie wiedziała, co się z nią działo. Świadomość, że mogłaby zrobić komuś krzywdę była dla niej okropna i stresująca. Usiadła na blat stołu i napiła się herbaty patrząc na ogień, który tlił się pod garnkiem z jabłkami zerkając co jakiś czas na piekarnik, w którym dochodziło ciasto. Mają teraz trochę czasu – jabłecznik musi przestygnąć zanim będą mogli go spróbować, a jabłka na dżem muszą zmięknąć.

– Tak, każdy chyba lubi mieć władzę nad swoimi czynami i umysłem. Nie lubię tego momentu, gdy pod wpływem zbyt dużej ilości alkoholu puszczają hamulce i robi się coś nad czym nie ma się za bardzo władzy, mówi rzeczy, które przyniesie ślina na język – uśmiechnęła się do niego delikatnie i zmrużyła oczy patrząc na niego. Zeskoczyła z blatu i podeszła do niego bliżej – chyba, że masz na myśli coś innego? – zagadnęła zmieniając uśmiech na delikatnie zaczepny i łobuzerski. Są różne sytuacje, w których ludzie chcą mieć kontrolę nad swoim ciałem, nad swoim umysłem. Niektórzy lubią mieć kontrolę nad innymi, mówić im co mają robić, jak mają się zachowywać. Lubią patrzeć jak zależne od nich osoby wykonują posłusznie rozkazy. Elaine zdecydowanie nie była typem rozkazującym innym, raczej mogła wypełniać polecenia, ale też nie wszystkie, bo miała w swoim sercu buntownika, który na niesprawiedliwości reagowała w odpowiedni sposób, walczyła o swoje i swoją niezależność.

– Mamy teraz trochę czasu, myślisz, że Migotek wyjąłby ciasto z piekarnika i postawił na parapecie, aby przestygło? – zapytała z nieukrywaną radością, gdy wspomniał o tym, że mógłby jej je pokazać. – Chętnie je zobaczę. I po prostu powiedz o nich cokolwiek. Czym są? Co robią? Jak to się dzieje, że mówią? Są jak centaury? Też mogę z nimi porozmawiać? Nigdy nie widziała abraksana – wyrzuciła z siebie, a przez to wszystko nie odsunęła się od chłopaka, tylko stojąc kilkanaście centymetrów od niego zadawała mu pytania zadzierając głowę ku górze, aby móc patrzeć mu w oczy.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
25.09.2023, 11:55  ✶  

Dom był wypełniony wspaniałym zapachem gotowania, albo raczej - pieczenia. Słodki zapach jabłek i ciasta wstawionego do piekarnika zaczynał rozchodzić się po wszystkich pokojach i Laurent wdychał go z niemałą przyjemnością. Uwielbiał ten moment - chwila, w której czekałeś na jedzenie, kiedy już zaczynało ci burczeć w brzuchu i mogłeś się sycić oczekiwaniem na pyszności, które zaraz pojawią się na stole. Choć zazwyczaj tego nie doświadczał. Migotek dbał o jego posiłki, ale niekoniecznie Laurent już o nie dbał tak samo - żeby na czas zjeść, żeby w ogóle zjeść ze smakiem. Cały sekret tkwił w tym, żeby nie jeść samemu? Przy Elaine nabierał na to innego spojrzenia. Wślizgiwało się do jego głowy, że jedzenie może być przyjemnością. Nawet inną niż w restauracjach. Chyba nie chodziło nawet o samo jedzenie, kiedy tak o tym myślał, gdy podał Elaine filiżankę z herbatą i ruchami różdżki zaczął sprzątać, żeby zaraz nie przyleciał tu skrzat i nie zaczął to robić za nich. Potrzebował tego jednak. Takich słodkich chwil jak te, które przypominały mu, jak ważna była proza życia. Dziwne, ale zamiast te chwile stanowić jego codzienność, to były właśnie oderwaniem od niej. Tych stałych wydarzeń doby, jaka kręciła się w jego życiu.

- Również nie przepadam za tym stanem nie tylko u siebie samego, ale również u innych. Może nawet przede wszystkim u innych, ponieważ sam w końcu nie pijam. - Zanurzał usta, moczył je, bo lubił smak niektórych alkoholi, ale nic więcej. Nie pozwalał sobie zazwyczaj nawet na wychylenie jednej lampki, wzniesienie w toaście jednego kieliszka. Bywało to naprawdę problematyczne, szczególnie, że tak lubił chodzić na przyjęcia. Tam zaś toasty potrafiły (szczególnie na ślubach) wędrować raz za razem. Choć podobno bywały kraje, gdzie picie alkoholu było jak sport zawodowy... Polska na przykład. Przynajmniej tak mu opowiadali, kiedy tam był. - Owszem, myślałem o czymś innym. - Odparł w jej tonie, pogłębiając swój uśmiech, zmieniając ton na ten aksamitny, intymny. Sięgnął do jej dłoni, by delikatnie ją ująć w swoją, potem sięgnął po jej drugą dłoń, by położyć ją na swojej talii. Nie było w tych ruchach pośpiechu - jak zaklinacz węży, który wie, że nie można pośpieszać melodii, by czar został rzucony. - Więc? Lubisz mieć kontrolę? - Puścił jej dłonie i uniósł swoje, jakby jednocześnie się poddawał wszystkiemu, co mogłoby tutaj nastać. Odpowiadając na jej figlarne spojrzenie swoim identycznym. Podobała mu się ta gra, w której kobieta nie brała udziału biernie. Sama zaczepiała, oddawała to, co sam jej dawał. Równomierna wymiana przepływała płynnie i elektryzowała pomieszczenie - chyba nie tylko on to tak odczuwał. Apetyt na więcej nie był czarem tylko i wyłącznie tego cudownego ciasta, jakie zostało wstawione do piekarnika. W zasadzie to nie miało z nim nic wspólnego.

- Przypilnowałby i wyjął. - Potwierdził. Choć akurat on by spożytkował czas na coś innego i przyjemniejszego niż oglądanie abraksanów... ale gdzież śmiałby niewieście odmówić? Zawołał Migotka, który zaraz się zresztą pojawił dokładnie na tym samym miejscu, w którym był. Skrzat spojrzał wielkim okiem na porządek, który został tu wprowadzony siłami wspólnymi Elaine i Laurenta, by zaraz skupić spojrzenie na swoim panie i czarownicy obok niego. - Czy możesz dla nas przypilnować ciasto i dżem? Chciałbym pokazać Elaine abraksany. - Wiedział, że mógł po prostu żądać. Nie chciał tego robić. Cierpliwie starał się nauczyć skrzata, że można żyć inaczej.

- Migotek przypilnuje! Pan ma swoje zajęcia z panienką, Migotek zajmie się resztą. - Skrzat się pokłonił z uśmiechem.

- Dziękuję. - Laurent skierował się więc do drzwi, zachęcając gestem Elaine do tego samego. - Abraksany są większymi końmi ze skrzydłami. Potrafią latać i dźwigać ogromne ciężary. - Tak krótko mówiąc, nie wdając się w ogrom szczegółów anatomicznych i innych rzeczy niekoniecznie ciekawych. - Moja rodzina, rodzina Prewett, jako jedyna potrafi wyhodować mówiące abraksany, jeśli odpowiednio się nimi zajmiemy. - Magia, można by rzec. Inaczej się tego nie dało określić. - Każdy ma swój charakter. Mój przyjaciel, Michael, jest bardzo dumnym stworzeniem o ognistym temperamencie. Na większość rzeczy patrzy krytycznie. - Zaśmiał się troszkę.

I tak ruszyli w kierunku stajni i polany z abraksanami. Były tam - wolne i nieskrępowane, mogące swobodnie latać i biegać. Bo czemu miałyby chcieć odlecieć, skoro tutaj było im dobrze? Spędził z nią trochę czasu przy koniach, nim wrócili do domu zawołani przez Migotka obwieszczającego, że ciasto jest gotowe do jedzenia i że już zapeklował słoiki z dżemem. Więc mogli wrócić, nacieszyć się chwilę swoim towarzystwem i... rozejść, każdy w swoją stronę, jeszcze zanim słońce miało zniknąć za horyzontem.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4725), The Little Fox (3450)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa