Czy ekscytacja to było dobre słowo na określenie tego stanu? Nie. Zdecydowanie nie. Laurent nie czuł się osobą odpowiednią do tego, czuł ciągle, że to jest ponad jego siły i że to nie on powinien to wszystko robić. Tak jak nie powinien prowadzić spraw widm, bo przecież tym powinno być w pełni Ministerstwo zainteresowane, a jeszcze konkretniej - departament do spraw magicznych stworzeń. Tak, tak być powinno. Jak zaś było, jest i będzie - to widać. Laurent w tym grzebał, Brenna w tym grzebała, nie wiedział, kto jeszcze, ale na pewno nie osoby, które były najlepiej przystosowane do takich rzeczy, bo chociażby miały do czynienia z dementorami? Coś się działo - przynajmniej tyle. Ale to był jakiś szok. Tak samo dla niego było szokiem to, że nikt do tej pory nie wyrwał zakazu z rąk Ministerstwa. Wszyscy uznawali, że nie warto. Albo im się nie chciało. Ale potem musieli kryć swoje plecy i nie używać takich zaklęć publicznie - co za bzdura? Więcej było w nim zmęczenia niż ekscytacji. Szczególnie, że to nie były zdecydowanie jedyne problemy, z jakimi się borykał.
W pierwszym momencie na twarzy Laurenta pojawiła się konsternacja. Taka sama, jaką też konsternacje miała sama Nora. A czego to było wynikiem? Tak banalnego, ludzkiego przejęzyczenia, że przez moment blondyn musiał naprawdę bardzo mocno wysilić swój mózg, żeby pojąć, co się tutaj wydarzyło. A kiedy to pojął to zdumienie ustąpiło miejsca zażenowanemu uśmiechowi i przyłożył dłoń do twarzy na krótką chwilę. Och, rany... Opuścił dłoń i wziął łyka kawy. Zdecydowanie będzie mu potrzebna. To chyba stres, przemęczenie... chociaż może po prostu chwilowe zaćmienie przez szybką eskalację tematu.
- Przepraszam. Przejęzyczenie z mojej strony. Chciałem powiedzieć, że właśnie dlatego, że NIE jesteś ze świata polityki. Miałem na myśli to, że potrzebuję osoby kogoś z zewnątrz. Otoczyłem się medykami i brygadzistami, moje życie zaczęło się kręcić wokół jakiegoś szaleństwa i... jestem ciekaw, co ty mi na to wszystko byś powiedziała. - Uważał Norę za bardzo mądrą osobę. Uroczą, kochaną. Tak, przedstawiającą się jak ideał przy nim również, tak i ciężko było dojrzeć jej wady. Nie to, żeby Laurent szukał. On miał skłonności do idealizowania ludzi, którzy byli dla niego dobrzy. Którzy... traktowali go jak przyjaciela.
- Co masz na myśli mówiąc o "tych drugich"? - Chciał to uściślić. Czy Nora sugerowała, że na pewno wśród aurorów były... krety? Nie to, żeby Laurentowi to nie przeszło przez głowę. Alee... - Biała magia to dziedzina, którą mogą się posługiwać tylko osoby o czystym sercu. Wątpię, by do grupy tego wynaturzeńca takie osoby należały. - Nora miała dwieście procent prawa tego nie wiedzieć, skoro już tutaj o prawach mówimy. Dlatego też postanowił to dopowiedzieć. I no właśnie - jakoś nie brał tego pod uwagę wcześniej myśląc o przeciętnych obywatelach, którzy z nekromancją niewiele mieli wspólnego. To już samo w sobie było cenną nauką. - Już mi ją zapewniasz. - Odetchnął głęboko i uśmiechnął się z wdzięcznością. Bo może i się wydawało, że Laurent był takim dobrym mówcą... i owszem, mógłby przyjąć inny ton, bardzo mocno się skupić nad tym tematem, ale nie to chciał osiągnąć. Nie chciał czegoś perswadować Norze. Chciał jej opinii niezachwianej tym, co mógłby ewentualnie chcieć, żeby pomyślała. Nie chciał jej umysłu zatruwać jakimś niepotrzebnym wpływem, choć też właśnie liczył na nią wiedząc, że może i była delikatna i łagodna, ale w gruncie rzeczy miała umysł brzytwy. - Nie myślę o wywrocie. Nie myślę o prawie, które udostępni tę niebezpieczną dziedzinę magii. Myślę o wyjątku od zakazu. Wyjątku, który pozwoli tylko aurorom i brygadzistom użyć czaru chroniącego, kiedy jest taka potrzeba. - Doprecyzował, żeby to również było jasne. Żeby zrobić to sprytnie - i wcale nikomu tutaj z zewnątrz nie pomagać. On, jako obywatel, mógł to prawo łamać i odpowiadać przed prawem, trudno. Ale aurorom i brygadzistom nie powinno to utrudniać pracy. - Dlaczego jednak poza tym - wiem, że masz dużo kontaktu z ludźmi, znasz ich nastroje... i nie byłoby też lepszego miejsca, niż ruchliwa, zabójczo popularna kawiarnia do propagandy. - Propaganda. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Czarny Pan miał swoją. Propagandę śmierci. Laurent chciał wprowadzić... trochę propagandy nadziei. O tym, że ktoś ludzi może obronić w tym kraju. Tylko trzeba im dać możliwości.