• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[13.06.1972] Nora & Laurent | Blessings

[13.06.1972] Nora & Laurent | Blessings
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
25.09.2023, 23:35  ✶  

Czy ekscytacja to było dobre słowo na określenie tego stanu? Nie. Zdecydowanie nie. Laurent nie czuł się osobą odpowiednią do tego, czuł ciągle, że to jest ponad jego siły i że to nie on powinien to wszystko robić. Tak jak nie powinien prowadzić spraw widm, bo przecież tym powinno być w pełni Ministerstwo zainteresowane, a jeszcze konkretniej - departament do spraw magicznych stworzeń. Tak, tak być powinno. Jak zaś było, jest i będzie - to widać. Laurent w tym grzebał, Brenna w tym grzebała, nie wiedział, kto jeszcze, ale na pewno nie osoby, które były najlepiej przystosowane do takich rzeczy, bo chociażby miały do czynienia z dementorami? Coś się działo - przynajmniej tyle. Ale to był jakiś szok. Tak samo dla niego było szokiem to, że nikt do tej pory nie wyrwał zakazu z rąk Ministerstwa. Wszyscy uznawali, że nie warto. Albo im się nie chciało. Ale potem musieli kryć swoje plecy i nie używać takich zaklęć publicznie - co za bzdura? Więcej było w nim zmęczenia niż ekscytacji. Szczególnie, że to nie były zdecydowanie jedyne problemy, z jakimi się borykał.

W pierwszym momencie na twarzy Laurenta pojawiła się konsternacja. Taka sama, jaką też konsternacje miała sama Nora. A czego to było wynikiem? Tak banalnego, ludzkiego przejęzyczenia, że przez moment blondyn musiał naprawdę bardzo mocno wysilić swój mózg, żeby pojąć, co się tutaj wydarzyło. A kiedy to pojął to zdumienie ustąpiło miejsca zażenowanemu uśmiechowi i przyłożył dłoń do twarzy na krótką chwilę. Och, rany... Opuścił dłoń i wziął łyka kawy. Zdecydowanie będzie mu potrzebna. To chyba stres, przemęczenie... chociaż może po prostu chwilowe zaćmienie przez szybką eskalację tematu.

- Przepraszam. Przejęzyczenie z mojej strony. Chciałem powiedzieć, że właśnie dlatego, że NIE jesteś ze świata polityki. Miałem na myśli to, że potrzebuję osoby kogoś z zewnątrz. Otoczyłem się medykami i brygadzistami, moje życie zaczęło się kręcić wokół jakiegoś szaleństwa i... jestem ciekaw, co ty mi na to wszystko byś powiedziała. - Uważał Norę za bardzo mądrą osobę. Uroczą, kochaną. Tak, przedstawiającą się jak ideał przy nim również, tak i ciężko było dojrzeć jej wady. Nie to, żeby Laurent szukał. On miał skłonności do idealizowania ludzi, którzy byli dla niego dobrzy. Którzy... traktowali go jak przyjaciela.

- Co masz na myśli mówiąc o "tych drugich"? - Chciał to uściślić. Czy Nora sugerowała, że na pewno wśród aurorów były... krety? Nie to, żeby Laurentowi to nie przeszło przez głowę. Alee... - Biała magia to dziedzina, którą mogą się posługiwać tylko osoby o czystym sercu. Wątpię, by do grupy tego wynaturzeńca takie osoby należały. - Nora miała dwieście procent prawa tego nie wiedzieć, skoro już tutaj o prawach mówimy. Dlatego też postanowił to dopowiedzieć. I no właśnie - jakoś nie brał tego pod uwagę wcześniej myśląc o przeciętnych obywatelach, którzy z nekromancją niewiele mieli wspólnego. To już samo w sobie było cenną nauką. - Już mi ją zapewniasz. - Odetchnął głęboko i uśmiechnął się z wdzięcznością. Bo może i się wydawało, że Laurent był takim dobrym mówcą... i owszem, mógłby przyjąć inny ton, bardzo mocno się skupić nad tym tematem, ale nie to chciał osiągnąć. Nie chciał czegoś perswadować Norze. Chciał jej opinii niezachwianej tym, co mógłby ewentualnie chcieć, żeby pomyślała. Nie chciał jej umysłu zatruwać jakimś niepotrzebnym wpływem, choć też właśnie liczył na nią wiedząc, że może i była delikatna i łagodna, ale w gruncie rzeczy miała umysł brzytwy. - Nie myślę o wywrocie. Nie myślę o prawie, które udostępni tę niebezpieczną dziedzinę magii. Myślę o wyjątku od zakazu. Wyjątku, który pozwoli tylko aurorom i brygadzistom użyć czaru chroniącego, kiedy jest taka potrzeba. - Doprecyzował, żeby to również było jasne. Żeby zrobić to sprytnie - i wcale nikomu tutaj z zewnątrz nie pomagać. On, jako obywatel, mógł to prawo łamać i odpowiadać przed prawem, trudno. Ale aurorom i brygadzistom nie powinno to utrudniać pracy. - Dlaczego jednak poza tym - wiem, że masz dużo kontaktu z ludźmi, znasz ich nastroje... i nie byłoby też lepszego miejsca, niż ruchliwa, zabójczo popularna kawiarnia do propagandy. - Propaganda. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Czarny Pan miał swoją. Propagandę śmierci. Laurent chciał wprowadzić... trochę propagandy nadziei. O tym, że ktoś ludzi może obronić w tym kraju. Tylko trzeba im dać możliwości.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#12
26.09.2023, 11:33  ✶  

Zanim służby zainteresowałyby się tym wszystkim na poważnie zapewne minęłoby sporo czasu. Najłatwiej było wprowadzać zakazy, aby nieodpowiednie osoby nie interesowały się tematem. Mało kto miał chęć w tym wszystkim grzebać. Beltane dotknęło wiele osób na różny sposób i próbowały one jakoś poskładać rzeczywistość. Ministerstwo wystosowało odpowiednie dekrety i tyle. Dobrze więc, że Laurent się tym zainteresował. Drążył temat, szukał rozwiązań. Miało to większy sens. Nie każdy wykazywał odpowiednie zainteresowanie. Sama Figg nie miała za dużo czasu, żeby dowiadywać się o co chodziło w tym temacie. Udzielała się już w tylu innych sprawach, że tylko brakowało jej kolejnych obowiązków. Teraz jednak nie miała wyboru, skoro Prewett poprosił ją o to, żeby się zaangażowała to nie zamierzała odmawiać. Asertywna nigdy nie była.

Zaśmiała się słysząc wytłumaczenie przyjaciela. To wiele wyjaśniało. Najzwyklejsze, ludzkie przejęzyczenie. - Nie masz za co przepraszać. Widać, że jesteś zmęczony. - Każdemu mogło się przytrafić coś takiego. - To się zgodzę. Nie jestem powiązana z ministerstwem w żaden sposób, no wysyłam brygadzistom pączki na potęgę, ale poza tym nic mnie z nimi nie łączy. - Była z tego powodu zadowolona. Nie sądziła, że jest odpowiednią osobą do tego, żeby mieszać się w takie ważne sprawy. Nie miała pojęcia, o czym mogłaby decydować, prosty z niej człowiek po prostu stworzony do pracy.

- To, że zapewne te zaklęcia nie są zabronione bez przyczyny. - Musiał być jakiś powód. Wiedziała, że nekromancja jest magią bardzo złożoną i ministerstwo na pewno musiało to rozważać. - Niby tak, ale martwi mnie to, że mogliby to wykorzystać przeciwko nam. - Tym dobrym. Chociaż z drugiej strony Laurent miał rację. Czarnoksiężnicy nie mogli korzystać z białej magii, bo byli przesiąknięci złem, więc to wszystko mogło być bardzo proste.

- Wiesz, co mówią? - Spojrzała na niego swoimi zielonymi oczami. - Wyjątek potwierdza regułę. - Uśmiechnęła się przy tym. Jego argumenty do niej akurat przemawiały. Nie miała pojęcia, jak mogą na to zareagować ludzie z ministerstwa. Na pewno będzie ich trudno przekonać, szczególnie, że te zasady istniały od wielu lat. No, ale można było spróbować je zmienić. Był to odpowiedni moment. Musieli walczyć z Lordem Voldemortem na różnych płaszczyznach. Dobrze by było mieć świadomość, że robią to legalnie.

Z tego co mówił wynika, że chciał, żeby zaczęła buntować ludzi. Czy powinna przygotować jakieś ulotki, petycję, czy coś innego? Nie do końca wiedziała w jaki sposób powinna działać. - Tylko w jaki sposób? - Może miał coś konkretnego na myśli, to by jej na pewno pomogło.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
26.09.2023, 13:48  ✶  

Mógł odetchnąć jeszcze raz. Przesunął palcami po oczach, po czym spojrzał na Norę, na jej rysy twarzy, na jej piękną sukienkę, makijaż i fryzurę. Perła, która leżała na dnie morza i lśniła, wabiąc swoim blaskiem. Ile było osób skłonnych do tego, by ją wesprzeć, by jej pomóc? Czasami nawet ci, którzy mieli wokół siebie mnóstwo wspaniałych osób uważało, że są samotni i do niczego, mogli usłyszeć mnóstwo zapewnień, że są wspaniali i że jest dobrze, ale oni i tak ciągle swoja jedna mantra. To nie było "normalne", nie było zdrowe, wiązało się z wieloma komplikacjami na podłożu emocjonalnym, zakopanym w historii - Nora w końcu wiedziała sama, że ten proces to jedna z tych rzeczy, z którymi możesz próbować walczyć, ale to się raczej nie uda, kiedy będziesz z tym sam. Zaś żeby nie być z tym samemu to potrzebujesz kogoś, kto będziesz miał czas i siły to z tobą przepracować. Zapatrzył się przez moment na Norę, a jego uśmiech nabrał innego wyrazu. Wdzięczności, podziwu, delikatnej admiracji dla jej urody jak i dla jej wnętrza. Kobieta, która dzielnie stawiała opór ciemności, jaka zalewała ten świat, która płonęła jasnym ogniem tak, jak płonąć potrafiły feniksy. Nie parzyła przy tym. Była przyjemnie ciepła, ogrzewała dłonie, ale nie parzyła.

- Owszem, są. Nekromancja to nadal nekromancja. To zabawa życiem, nawet jeśli użyta w czystej intencji i potrzebie ratowania kogoś. Jest niebezpieczna i zawsze będzie. Dlatego nie powinna trafiać w dłonie ludzi. - Dlatego nie powinna być, mimo wszystko, ogólniedostępna. Kiedy ta waleczna, pełna złość myśl wyrodziła się w jego umyśle była myślą o tym, że ten zakaz powinien być w ogóle zniesiony. Aczkolwiek takich rzeczy nie podejmuje się też od pstryknięcia palców i Laurent starał się poruszać odważnie, ale jednocześnie ostrożnie, żeby nie popełnić głupot. Ściągnął na moment wargi w węższą linię w takiej minie trochę smutku, trochę bezradności na jej słowa. Tak, czyli w zasadzie spodziewała się tego, że wróg może być wszędzie. To było przerażające, ale tak przejmująco prawdziwe, że... ach... Nie podjął tego tematu, ale nie dlatego, że nie chciał z nią na ten temat rozmawiać, po prostu to było smutne. Ale ta dziedzina magii samą siebie broniła przed wrogiem - to był tego plus. Zaraz się roześmiał ciepło. - Ktoś mądry powiedział mi, że wyjątki istnieją po to, żeby regułę tworzyć. Inaczej nie ma żadnej reguły. - Kayden. Samo wspomnienie jego osoby dopełniało ciepło jego wnętrza sprawiając, że miękł w swoich granicach i swoim spojrzeniu.

- Nie chcę cię obciążać osobiście, broń Merlinie. - Zaznaczył tutaj, żeby Nora nie pomyślała, że zależało mu, żeby osobiście się wszystkim zajęła. - Co najwyżej jeśli znasz osoby, które można również zaangażować to byłbym wdzięczny. Rozsławiłaś swoją kawiarenkę bardzo szybko, więc wydaje mi się, że na temat propagandy wiesz więcej, niż ja... - Uśmiechnął się szerzej. Osiągnięcie Nory było godne podziwu. Tak i ją podziwiał, więc i tutaj nie omieszkał o tym wspomnieć i wynieść tego dokonania na pierwszy plan. - Nie chcę uderzać do gazet. To za dużo. Natomiast myślałem, że broszury mogłyby zrobić swoje? - Tutaj było to trochę pytanie do Nory w nawiązaniu do tego, że akurat jeśli chodzi o eskpertyzę reklamy - no to miał przed sobą specjalistkę. - Zainteresowane osoby, sądzę, że i tak by po to sięgnęły. - Gazety zaś... gazety to było jak strzelenie policzka w twarz Ministerstwu, a niekoniecznie też chciał aż taki efekt osiągać. - Pracuję nad sprawą widm. Chcę poprzez udowodnienie ministerstwu, jakie stanowią zagrożenie do ludzi, dotrzeć poprzez departament aurorów i brygadzistów oraz departament magicznych stworzeń do Minister Magii i naszego departamentu prawa. To jest mój solidny podkład. Ale może to być za mało, dlatego zależy mi na zbudowaniu też tego, co mogłoby ostatecznie przepchnąć taką uchwałę. - Czyli właśnie poparcie ludzi. Wtedy, na koniec, artykuł w gazecie byłby całkowicie mraśny. Spoglądał ciągle na Norę zastanawiając się, co o tym myśli, próbując coś wyczytać z jej twarzy. Dobre? Do kosza? Może powinien zmienić sposób myślenia?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#14
26.09.2023, 14:10  ✶  

Gdyby tylko znała myśli Laurenta zapewne uważałaby, że coś mu się pomyliło. Nie czuła się w żaden sposób wyjątkowa, wręcz przeciwnie pełna była kompleksów związanych z różnymi dziedzinami życia. Zawsze była niewystarczająca, nic nie udawało jej się w pełni tak, jak planowała. Nie powodowało to jednak, że stawała się zazdrosna, czy nieprzyjemna dla innych. Wręcz przeciwnie, każdemu życzyła dobrze, próbowała pomagać w każdy możliwy sposób. Taka już była. Na szczęście nie znała myśli Prewetta nie musiała więc z nim tutaj dyskutować na temat tego, że wcale nie jest taka, za jaką ją uważa. Miała sobie wiele do zarzucenia. Większość osób, chyba tak już do tego podchodziła. Do siebie byli bardziej krytyczni niż do innych, Norka stała w pierwszym rzędzie dokładnie takich osób.

Nie zostawi Laurenta samego. Jeśli chciał dokonać rewolucji, to będzie miał ją u swojego boku. Decyzja ta została podjęta w krótką chwilę. Uważała, że słusznie. Trochę się bała, że mogą się nią przez to zainteresować nieodpowiedni ludzie, jednak martwić się tym będzie później. Nie był to na to czas. Powinni raczej dyskutować na temat tego, w jaki sposób zamierzają przeprowadzić ten bunt. Nadal nie mogła uwierzyć, że chciał zaangażować w to cukierniczkę, ale skoro chciał, to oznaczało, że faktycznie jej potrzebował, a przyjaciołom nie odmawiała pomocy - nigdy.

- Stąd moje początkowe wahanie. Nekromancja mnie przeraża. - Postanowiła mu wyjaśnić, bo dziedzina ta jawiła się jej jako zabawa życiem i śmiercią. Wiedziała, że odpowiednio użyta może ratować życia, sama jednak nigdy nie interesowała się tym tematem. Uważała, że jest zbyt słaba. Pewnie nic by z tego nie zrozumiała. Wiele pewnie było osób, które niezbyt mocno znały się na tym temacie. Jednak, kiedy korzystali z niej odpowiedni ludzie, to nie powinno się wydarzyć nic złego.

- No właśnie. Może więc to wszystko ma jakiś sens. - Laurent mógł zauważyć pełne skupienie na twarzy Norki, zagryzła dolną wargę i nadal się nad tym wszystkim zastanawiała, chociaż decyzję podjęła już chwilę temu. Teraz jednak próbowała wymyślić, od czego ona powinna zacząć wspierając go w tej małej rewolucji.

- Nie obciążasz mnie. - Od razu weszła mu w słowo. Nie chciała, żeby czuł jakiekolwiek poczucie winy, że ją w to angażuje. - Sporo osób przewija się przez Norę, mam całkiem duże znajomości. - Wbrew pozorom. Figg lawirowała między czystokrwistymi, mugolakami, półkrwi, biednymi, bogatymi. Miała ogromne możliwości. W jej klubokawiarni pojawiały się najróżniejsze twarze. Będzie musiała zacząć im nawijać makaron na uszy.

- Mogę dodawać broszury do każdego zamówienia. - Będzie wtedy na celowniku, jeśli komuś nieodpowiedniemu z ministerstwa wpadnie ona w ręce to może mieć przesrane. Nie powodowało to jednak, że się bała. Nora Figg była odważna, gdy przychodziło o walkę w słusznej sprawie.

- Widma to dobry początek, słyszałam od Brenny, że są to potworne stworzenia. - Na pewno biała magia przydałby się do walki z nimi, więc pomysł, aby od tego zacząć był naprawdę niezły.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
26.09.2023, 14:42  ✶  

Sporo osób znając jego myśli spojrzałoby na niego jak na wariata. Przekoloryzowywał ludzi, zdawał sobie z tego sprawę. Wyolbrzymiał ich cechy, którymi się odznaczali i wznosił ich na inny poziom, jakby byli jakimiś ideałami, świętymi godnymi podziwu. To nie tak, że nie dostrzegał przy tym zupełnie ich wad, skądże znowu. Ideały nie istniały (nawet mimo jego idealizacji - więc jak trudny musiał to być świat?), ale na pewno wtedy wszystko było bardziej barwne i wyraziste. Napełniało go nadzieją i stawiało w tym stanie westchnienia, kiedy spoglądasz na kogoś lepszego od siebie i myślisz sobie, że również chciałbyś kimś takim się stać. Albo przynajmniej chcesz go podziwiać, kąpać się w tym blasku niczym w krystalicznym strumieniu i czuć się czystym. Czuć, że możesz sam osiągnąć więcej - wystarczy parę słów, albo obecność tej jednej, konkretnej osoby. Obecność Nory stawała się tutaj dla Laurenta inspiracją. Nie był pewien, jak przyjmie jego chęci, może uzna, że to bzdura, że zła droga - był gotów na każdą krytykę i chciał ją przyjąć, gdy była poparta odpowiednimi argumentami. Nie bał się tego, że robił coś źle. Laurent należał do osób, które wolały się potknąć, ale przynajmniej próbując coś robić, nawet i upaść, niech będzie, przecież można się podnieść i otrzepać spodnie. Inni będą się śmiali? Och, takie życie. Pośmieją się. Potem zapomną. Wolał to wszystko od nie robienia niczego w obawie przed porażką. W strachu, że mu coś nie wyjdzie. Owszem, ten strach był, no bo przecież zawsze chciało się osiągać sukcesy, żeby ci się udawało. Tym nie mniej czasem coś po prostu nie wychodziło. Nie dlatego, że z tobą było coś nie tak. Dlatego, że tak jest. Że się zdarza, bo nawet zaprogramowane idealnie maszyny potrafiły się wykrzaczyć i dostać czkawki. Nie ma ludzi idealnych, nie ma też tych nieomylnych. Laurent przyjmował to na klatkę piersiową.

- Podejrzewam, że wielu ludzi. Więc wolałbym unikać nawet samego zwrotu... a odnosić się jedynie do określeń białej magii. To się już większości lepiej kojarzy. - Owszem, to była manipulacja. Czy manipulacja w dobrym celu była usprawiedliwiona? Laurent często zadawał sobie to pytanie, bo często zdarzało mu się manipulować. I w większości było to nawet niezauważalne. To całe dzieło odpowiednich spojrzeń, gestów i słów. Przecież wiedział, że ludzie widzieli w nim niewinność i łagodność, wykorzystanie tego dla siebie było często kwestią sięgnięcia po kilka środków, żeby dotrzeć do celu. Tak czy siak - tak, to była pewna manipulacja. Natomiast nie było to kłamstwo - bo rzeczywiście cały plan ujmował tylko i wyłącznie białą magię. Nic z tej "złej". Dosłownie parę zaklęć, albo może i nawet tylko dwa - ennerwate i patronusa.

Wpatrując się w jej skupioną twarz przeszedł z tego pewnego nerwowego poczucia, że Nora może określić to jako "wariactwo", do pewnego strachu, że ona się zgadza. Głupie, co? A jednak. Bo kiedy widział, że była na tak, że chyba jej się wręcz to spodobało - zaczął się bać tego, czego nie bał się względem siebie, a co również na tę klatę przyjmował. Czyli to "co, jeśli ci źli po mnie przyjdą?". I to jedno. Trudno - niech przychodzą. Laurent był gotów walczyć ze Śmierciożercami. Ale nie był gotów narażać innych. Z drugiej strony wiedział, że sam w tym polegnie. Miał dojścia do Ministerstwa przez ojca, ale nie mógł oprzeć na nim wszystkiego, szczególnie, że Edward nie był bezpośrednio zainteresowany sprawą. Wywalczenie z nim tego też mu wypruło sporo żył i sił.

- Nie wiem, na ile znasz swoich klientów, ale może wystarczy tylko do niektórych zamówień. Konkretnie wycelowanych... przepraszam, ale teraz nagle przeraziło mnie to, że ktoś nieodpowiedni, przeze mnie, mógłby ci zrobić krzywdę... - Może to było też nad wyraz? Owszem, poszerzali kompetencje arurowów... ale... hmm... czy to faktycznie groziło przeciwnikowi? Takiemu, jak Śmierciożercy. Nie, nie chciał się wycofywać, ale mimo to Laurent się trochę napiął, spoglądając też ze skupieniem na Norę. - Zostawię tobie decyzję. - Dopowiedział sam, ufając temu, że rzeczywiście - jest w te klocki lepsza niż on. - Są. To prawdopodobnie najgorsze stworzenia, jakie znał dotąd magiczny świat. To chodząca śmierć. Chodzący głód. - Mówił to z pełnią powagi. Tutaj nie było czego ubarwiać. I dlatego chciał to przedstawić krótko, ale z całą mocą zagrożenia, jakie niosły. I dlatego należało uzbroić aurorów. - Dziękuję ci, Noro. Mam szczerą nadzieję, że to wszystko odniesie swój skutek. - Uśmiechnął się do niego ciepło, z wdzięcznością.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#16
26.09.2023, 21:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2023, 22:03 przez Nora Figg.)  

Byli w tym do siebie tak okropnie podobni. Może Norka nie wyolbrzymiała tych najlepszych cech, ale widziała tylko i wyłącznie je. Potrafiłaby usprawiedliwić każde zachowanie, nawet to najbardziej nieodpowiednie. Sądziła, że każdy może mieć gorszy moment, czy chwilę słabości. Taka już była. Pozostawało im nic innego, jak mieć twardą dupę, skoro serca mieli miękkie. Wiele razy się sparzyła. Nie nauczyło jej to jednak niczego. Nadal ufała, widziała, to co chciała zobaczyć. Taki już to był charakter. Dosyć nieszczęśliwie się składało.

Nie należała do osób, którym łatwo przychodziło. Raczej była gotowa wspierać przyjaciół we wszystkich ich pomysłach, nawet tych najgłupszych. Od zawsze była taką osobą, do której można było przyjść z największą głupotą, a ona starała się znaleźć w tym jakiekolwiek pozytywy i potwierdzić, że ma to większy sens. Laurent trafił do odpowiedniej osoby, nie zamierzała go stopować, wręcz przeciwnie, chciała, aby pofrunął, spełnił swoje marzenie, rozwinął skrzydła i poleciał wysoko, tak jak zamierzał.

Póki co, nie potrafiła sobie wyobrazić skali ich działań. Nie miała zielonego pojęcia ile osób powinni poprosić o wsparcie, ile by ich nie było, zamierzała to dla niego załatwić. Przez cukiernię przewijała się przecież cała masa czarodziejów. Idealne miejsce na rozpoczęcie propagandy.

- Tak. Biała magia brzmi zdecydowanie lepiej. Nie ma z nią złych skojarzeń, tylko te pozytywne. - To mogło rozwiać wszelkie wątpliwości. Nekromancja miała wiele oblicz, które każdy mógł inaczej interpretować. Biała magia wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze, że to sobie wyjaśnili, bo nawet ona miała problem z terminologią.

Nie widziała w tym nic złego, że użyli pewnego skrótu myślowego. Powodowało to, że od razu mogli konkretnie określić o co im chodzi, ci którzy mieliby z tym problem w ten sposób na pewno to zrozumieją. Były to konkrety, które mogły dotrzeć nawet do tych najbardziej topornych czarodziejów.

Norka nie bała się tego, że może się narazić. Znaczy bała się ogromnie, że mogą przyjść po nią, zrobić krzywdę Mabel i innym bliskim, ale nie zamierzała, żeby takie obawy ją powstrzymywały przed działaniem. Strach przed działaniem nie mógł wykluczyć jej z gry. Szczególnie, że była warta świeczki, bo to mogło pomóc również jej bliskim. Brenna, Erik codziennie narażali życia i wielu, wielu innych. Mogłoby im to pomóc w czasie pracy. To było dla niej istotne. Ona, ona była na samym końcu. Zresztą, kto normalny wziąłby cukierniczkę za zagrożenie? No nikt, wystarczy spojrzeć na nią. Nie prezentowała się jako godny przeciwnik w czymkolwiek (nie wliczając w to pieczenia ciastek na czas, nikt nie miałby z nią szans).

- Nie przejmuj się. Mam wielu przyjaciół. Przewijają się przez cukiernię jeden po drugim. - Była w tym szczypta prawdy, ale tylko odrobina. Może i miała ich wielu, jednak ostatnio mało kto miał czas, który mógłby poświęcić na wizyty w Norze. Chciała jedynie uspokoić Prewetta.

- Już ją podjęłam Laurent. Masz moje wsparcie. W wolnym czasie spróbuję stworzyć jakieś broszury. - Będzie musiała się nad tym zastanowić, powinny być jak najprostsze, aby dotarły do jak największej ilości odbiorców.

- To straszne, o czym mówisz. Przerażające, że nagle się pojawiły. - Wiedziała, że Voldemort ma z tym coś wspólnego, jak z większością złych rzeczy, które wydarzyły się ostatnimi czasy w magicznym świecie. Miała nadzieję, że uda im się wspólnymi siłami chociaż odrobinę pomóc w tej walce. - Dziękuję, że mi zaufałeś. - Dodała jeszcze, po czym wstała od stolika, nie dopiła swojej kawy do końca, bo nie miała już na to czasu. - Muszę uciekać. - Posłała mu jeszcze promienny uśmiech po czym ruszyła w stronę wyjścia.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5421), Nora Figg (4059)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa