Niezbyt cieszył się na to wyjście. To nie tak, że nie chciał zobaczyć się z siostrą, wręcz odwrotnie, upomniał się w głowie, że częściej powinien pytać członków rodziny o ich zdrowie i być może zapraszać na herbatę... albo cokolwiek się robi w takich sytuacjach. Kłótnia z Eden uświadomiła mu, że powinien wziąć się za siebie i zadbać, aby jego najbliżsi czuli, że mogą na niego liczyć, że zdarza mu się o nich myśleć. Zmiana nawyków bywała trudna, ale William zdawał sobie sprawę, że powoli, jeżeli się zaweźmie na pewno uda mu się poprawić tę kwestię w swoim życiu.
Westchnął głęboko, bo mimo dobrych chęci jego tolerancja do tłumów oraz przepychających się, rozmawiających ze sobą czarodziejów w centralnym Londynie wciąż była bardzo mała.
- Jak wy wszyscy tak żyjecie, Lor? Z tym wszystkim, popatrz ile tutaj ludzi, okropne. - zmarszczył nos i przetarł okulary o wewnętrzną część zarzuconej na bordowy golf lekkiej kurtki. Jego ubrania nie wyglądały na wyświechtane, ale przypominały coś, co mógłby wyciągnąć z szafy dziadka albo ojca i stwierdzić, że w tym właśnie będzie odkrywał swój nowy styl. Trzeba zaznaczyć, ze dziadek albo ojciec musieliby być w tym przypadku, albo sprzedawcami w sklepie, albo innymi pracownikami mniej istotnych przybytków, bo żaden szanujący się przodek rodziny Lestrange tego typu ubrań by na siebie nie założył, przynajmniej nie pod koniec 19 i na początku 20 wieku. Teraz czasy były kompletnie inne.
Mężczyzna wystosował prośbę do swojej siostry, aby ta pomogła mu znaleźć odpowiednio odświętne ubrania na bal, na którym musiał towarzyszyć swojej żonie. Po sprzeczce, którą mieli dwa dni temu, William bardzo chciał pokazać, że naprawdę mu zależy, więc samodzielne zajęcie się swoją garderobą było pierwszym krokiem do tego, aby żona zauważyła, że faktycznie chce zmienić swoje postępowanie względem ich małżeństwa.
- Gdzie mówiłaś, że musimy iść? Wspominałaś coś o jakimś centrum handlowym. - zagadnął, przylegając do ściany jednego z budynków, właściwie praktycznie się do niej przyklejając. Wyglądał jakby stanie się z nią jednością i przeczekanie aż tłum ustąpi, byłoby dla niego najlepszą opcją.
Spojrzał błagalnie, z nutą beznadziei na swoją jak zwykle wyglądająca idealnie i promieniście siostrę, z jego oczu aż wylewał się krzyk o pomoc.
If I would feel better just lightly sedated