30.09.2023, 10:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:43 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Jej sylwetka odcinała się na tle liliowego nieba, gdy w zapadającym zmierzchu przemierzała cmentarz w Little Hangleton. Po raz pierwszy od dawna czuła uczucie zwane wyrzutami sumienia, wbijające się przy każdym oddechu w jej klatkę piersiową tysiącami drobnych igieł, zalegające ciężarem na chudych barkach i sprawiające, że jedzenie miało smak popiołu. Wiedziała, że kwiaty złożone na grobie tej dziewczyny to za mało, by odkupić swe winy, że bukiet bzu przewiązany perlistą wstążką nie wymaże przewinienia Severine, jakim było bronienie jej oprawcy przed Wizengamotem - skuteczne, musiała przyznać, lecz było to gorzkie zwycięstwo. Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
W masochistycznym odruchu zatrzymała się na moment i odwróciła, by jeszcze raz przeczytać napis na świeżym nagrobku. Żyła dziewiętnaście lat. Poczuła, jak żołądek boleśnie się kurczy, opuściła głowę i ruszyła wolno przed siebie. Nie zamierzała jednak jeszcze opuszczać terenu cmentarza, niezrażona jego grozą i cieniem starych cisów błądząc pośród zmurszanych pomników, czując jak nogawki jej spodni robią się wilgotne od osiadającej na trawie rosy. Wieczór był ciepły - jak jeden z tych wieczorów na przełomie maja i czerwca, niosących ze sobą zapach lata i koncert świerszczy - lecz pod złowieszczym okiem górującego nad nekropolią domu na wzgórzu Severine czuła jedynie dreszcz prześlizgujący się wzdłuż jej kręgosłupa.
Jej myśli krążyły wokół życia - czerwonego, pomarszczonego, rozwrzeszczanego życia, które trzymała w ramionach przez zaledwie kilka chwil. Nie mogła nic na to poradzić; wspomnienie Atticusa pojawiało się niezależnie od niej, podświadomie, tak jak podświadomie postępuje język, drażniąc swoją końcówką bolący ząb.
Skręciła w jedną z bocznych alejek, niepodal mugolskiego kościoła. Słońce zdążyło już schować swą tarczę za horyzontem, pogrążając cmentarz w popielatym półmroku. W oddali dostrzegła nikłe światełko rozżarzonej końcówki papierosa pomiędzy palcami ciemnej postaci - mężczyzny, jak stwierdziła, po jego budowie ciała, siedzącego na ławce przed jednym z grobów. Bez wahania ruszyła w tamtym kierunku; tę część cmentarza zajmowali głównie mugole, zatem założyła, że nieznajomy jest jednym z nich. Kiedy jednak znalazła się bliżej, zrozumiała, że ten człowiek wcale nie jest nieznajomym - nie dla Severine.
Flynn pieprzony Bell. Jedna z najtrudniejszych spraw w jej krótkiej prawniczej karierze, musiała przyznać, za to otwierająca przed nią wiele drzwi. Skoro wybroniła jego, była w stanie wybronić każdego łachudrę z Nokturnu. Wyminęła go bez słowa; zarówno on, jak i panna Crouch zdawali się nie należeć do osób, które lubują się w jałowych dyskusjach; zwłaszcza, że obiecała mu, że skontaktuje się z nim dopiero, gdy zażąda od niego spłaty długu. W końcu nie ratowała go przed Azkabanem w ramach działalności charytatywnej; takowej Severine nie prowadziła.
Zatrzymała się gwałtownie, jakby przez jej ciało przeszedł impuls. Edge jako cyrkowiec miał dostęp do miejsc, o których nawet nie zdawała sobie sprawy. Umiałby - na przykład - wykraść pewne dokumenty, zakręcić się wokół pewnych ludzi, zdobyć informacje, których ona nie mogła. Och, jak mogła być tak głupia, że nie wpadła na to od razu.
Zawróciła więc i przysiadła się do Flynna, mając nadzieję, że mężczyzna nie odbierze jej zachowania jako ataku.
— Czas, abyś spłacił swój dług — oświadczyła bezpardonowo, lecz łagodnie. — Raczej nic niebezpiecznego, ale wymagającego dużej dyskrecji.
Nawet nie brała pod uwagę odmowy. Wciąż była w posiadaniu kwitów, dzięki którym mogła załatwić mu randkę z dementorem.