Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
Biuro BUM, obszar oddalony o około 10 metrów od strefy bezpiecznej, czyli biurko Brenny
Stanley Andrew Borgin & Brenna Longbottom
3 dni lub... 72 godzinu lub... 4320 minut lub... 259 200 sekund... Tyle trwał błogi stan Stanleya spowodowany nieobecnością Brenny w Ministerstwie. To był najpiękniejszy czas w całej jego kilkuletniej karierze. Brak Longbottom w biurze był trochę dziwny, wszak ta była zawsze i według rozpiski urlopowej, Brenna miała jakieś -38 dni wolnego wykorzystanego, co pewnie wynikało to z tych wszystkich nadprogramowych nadgodzin i innych aktywności, które reszta brygady uważała za podejrzane (nikt nie mógł mieć tyle sił i chęci do biegania wszędzie - sprawa dla reportera czy toksykologa aby upewnić się, że nie zażywała żadnych nielegalnych substancji), a ona za obowiązek. Borgin mimo wszystko upewniał się, że to nie jest żaden głupi żart. Pi razy drzwi zapamiętał stan biurka swojej "koleżanki".
Kiedy pojawił się w biurze o poranku, dostrzegł jak coś mu nie pasowało na biurku Brenny. Zupełnie jakby ktoś ruszył jakieś papiery albo zabrał listy. Ktoś tutaj grzebał... No kurwa nie... Wróciła Westchnął ciężko, załamując głowę we własnych dłoniach. Te piękne czasy przeminęły, a wszystko wskazywało, że kolejny taki moment nadejdzie... nigdy. Stanleyowi nie pozostało nic jak zapalić papierosa ze względu na kilka rzeczy. Po pierwsze - potwór powrócił. Po drugie - w rachubę ponownie zaczął wchodzić podział na trzy strefy - bezpieczną, neutralną oraz wrogą... Chociaż ta bezpieczna też się stawała zaraz wrogą, ponieważ Brenna nie respektowała jednostronnych traktatów o nienaruszaniu granic. No i po trzecie - musiał w końcu powiedzieć Longbottom o swoich postępach sprzed dwóch tygodni, a jakoś tak wypadło, że wcześniej nie miał czasu, a raczej chęci aby tam podchodzić.
Jeden papieros to był za mało, aby tam podejść. Borgin potrzebował nastawić się psychicznie co by tam przypadkiem nie oszaleć w jej obecności. W przeciągu kolejnych trzech minut, wypalił jakieś 4 czy 5 fajek i z pewnością siebie ruszył w kierunku strefy wroga. Teraz ja naruszę tę konwencję. Jak Brenna Stanleyowi, tak Stanley Brennie... pomyślał i podszedł do biurka Longbottom - Dzień dobry Brenno! - odparł z pięknym uśmiechem na ustach - Wróciłaś? Wakacje jakieś nieplanowane? Nudno tu było bez Ciebie - zapewnił ją, zaciągając się jednak szybko papierosem, ponieważ czuł jak zaczyna mu brakować tlenu, a ciśnienie wchodzi na zwiększone obroty - Nie wiem co robisz... Albo jak to robisz... Ale odkąd wspomniałaś o tych dwóch psycholach ze snów, moi znajomi też zaczęli ich spotykać - zawiadomił ją, trochę po fakcie ale lepiej później niż wcale, czyż nie? - Pozwolisz, że sobie usiądę - zapytał, a później mimo wszystko usiadł, nie czekając na żadną zgodę czy też jej brak - Tym razem słyszałem o tym drugim wariacie. Odwiedził moją znajomą we śnie - dodał, opierając się plecami o oparcie. Czy istniała lepsza rzecz, niż pogawędką ze swoją ulubioną koleżanką z roboty o samym poranku? Oczywiście, że nie! Nic tak bardzo nie budziło w człowieku chęci do samobójstwa, niż właśnie taka gadka.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972