Nie da się zapomnieć niektórych spotkań. Tych, które zamiast tragedią przypadku stawały się aureolą nad twoją głową. Całkowicie grzeszną, ale och, dobry Boże, jak słodki był to grzech..? Jak smaczne jabłko z rajskiego ogrodu wiszące na wysokich koronach drzewa..? Z Raju łatwo było upaść. Niektóre upadki były tego warte.
Niektórych upadków nie dało się zapomnieć. Bolały. Były... żalem, żałością, goryczą na i pod językiem. Trzeba było się nie szanować, żeby po dotknięciu plecami ziemi, z zapartym tchem, chcieć nadal wstać i biec za tym, kto cię popchnął. Przez kogo upadłeś. Kiedy ty więc leżałeś, w powietrzu latał kurz. Swędział w nos i był wyjątkowo obrzydliwy na krańcu języka, ale przynajmniej jedna rzecz wydawała się wtedy magiczna w tym chujowym świetle. Jeśli odpowiednio przekrzywisz głowę może pomylisz te tańczące na krańcach rzęs drobinki z diamentami. A to będą tylko łzy. Pełne soli łzy. Było coś... zupełnie niebiańskiego w soli. Musiało być, skoro zawierały ją bajeczne oceany. Zawierał je też ludzki płacz. Ale żeby wylewać łzy? Czy to było tak intensywne? Tak... aż tak prawdziwe? Nie... nie mogło być. Albo właśnie - musiało być. W tym świecie nie istniały żywe bajki na dobranoc. Istniały tylko trupy i rozkład ciał.
O szacunku również dało się zapomnieć, ale Cain nie należał do osób, które by ten szacunek porzucały... zupełnie. Moody. Nie nosił tego nazwiska, ale przecież ono coś znaczyło. Gotów byłby je zmienić, gdyby nie to, że to mogłoby wywołać skandal u Bletchleyów, z którymi starał się przecież odzyskać kontakt. Ale..! Czy to w ogóle było tutaj ważne? Nie zapomniał. Nigdy nie zapominał. Zupełnie nie bezbronny człowiek, który tamtego wieczoru wyglądał całkowicie bezbronnie. I równie skutecznie do bezbronności doprowadzał, rozbrajając z argumentów. I czasem... czaasem wspominał. Zastanawiał się. Nie rozumiał. Albo rozumiał doskonale, aż za dobrze wiedząc, jak pojebanym światem był Nocturn, po którym przecież Cain sam się przechadzał, chowając głęboko w szafce swoją odznakę aurora. Czy wierzył w to, że Flynn mógł go zostawić od widzi-mi-się? Po tym szalenie krótkim liściku. Przez chwilę go nawet szukał, ale... To było jak próba złapania porannej mgły. Czuł jeszcze jej dotyk na swojej skórze i krople rosy na policzkach mieszały mu się z łzami. Nie ważne jednak, jak mocno zaciskałby pięści, nie złapałby tej mgły w żaden słoik. Kiedy nie chcesz być odnaleziony na Nocturnie to możesz się bardzo łatwo zagubić. Jak żałosnym trzeba być, żeby szukać dalej?
Pluł sobie o to w brodę. Frustrował się. Powinien się z tego wyleczyć, zabić, zapomnieć... Zapomnieć. Ha... ha... ha... Ciemne włosy Caina, niemal czarne, przewracał wiatr prawie jak kartki książki. Bujał nimi w jedną to drugą stronę, nie mogąc się zdecydować, w którą stronę tym razem pchnąć struny Losu. Pojedyncze kosmyki przesuwały się po jego czole, zmuszając go do mrużenia ciemnych, burzowych oczu skierowanych na cyrk Bellów. Coraz bliżej. Powinien być podekscytowany. Albo załamany. Że jednak nie odpuścił sobie, kiedy usłyszał o jakiejś bijatyce przy dzieciakach. Jakiejś. Zbiegi okoliczności istniały i to był jeden z tych. Lelek wróżebnik może wcale nie przepowiedział Flynnowi tego, że zazna nieszczęścia, bo ktoś go pobije. Może przepowiedział mu nieszczęście, że znajdzie go ktoś, kto nie potrafił zapominać i kto chciałby dostać chociaż jedno słowo więcej poza tymi kroplami tuszu układającymi się w beznadziejne, nierówne litery. Powiedz mi wszystko. Edge miał może po prostu jebanego pecha, że Cain bardzo dobrze znał Atreusa. Nawet jeśli imię i nazwisko nie zostało podane to... nie mógł sobie darować i nie sprawdzić. Nawet mimo upływu lat.
Ruszył się w końcu z miejsca, wchodząc między namioty i rozglądając wokół. Wszystko wydawało się teraz ciekawsze od przesuwania wzrokiem po twarzach - kolor namiotów, kształt, faktura materiału, dźwięki, jakie tu panowały - może powinien przyjść na przedstawienie..? Tak, może powinien.
Przesunął wzrok w dół, z czubków namiotów i powiewających szarf na ludzi. I kiedy go w końcu ktoś zaczepił, że nie ma przedstawienia, że co on tu robi - zaczął pytać. Czy znasz Flynna Bella? Jeśli było trzeba mógł zapytać i jeszcze paru ludzi. Kobieta zrobiła dziwną minę i zaprzeczyła. Ale... chyba koniec końców nie trzeba było z siebie robić idioty.