12.11.2023, 21:37 ✶
19 listopada 1970 roku
Londyn, ulica Pokątna
Londyn, ulica Pokątna
Tylko czysta krew coś znaczy. Mugole i mugolaki nie mają prawa żyć tak, jak my. Znajdziemy się na szczycie - albo jesteś z nami, albo zginiesz.
Olivia siedziała w jednej z kawiarni przy ulicy Pokątnej, przeglądając Proroka. Już od pierwszych stron pisali o tym samym - o rebelii. O krwawych postulatach, o pierwszych śmierciach, o żądzy mordu. Nikt nie mówił od wczoraj o niczym innym. Lord Voldemort, bo tak kazał na siebie mówić, rozpoczął brutalną walkę o "czystość krwi". Chciał stłamsić tych, którzy mu się sprzeciwią lub po prostu urodzili się w mugolskich rodzinach.
Olivia była czystokrwista, a jednak mdliło ją na samą myśl o tym, co ten wariat chce osiągnąć. I w jaki sposób. Drżącą ręką przewracała kolejne strony, a jej umysł powoli przestawał przyswajać kolejne straszne informacje, których był świadkiem. Mugolska rodzina wymordowana. Wypadek przy moście. Zniknęła cała rodzina czystokrwistych. Szlamy, brudni, skalani. Miała dość.
Quirke gwałtownie wstała, przykuwając na sekundę wzrok osób, które także były w środku. Zaraz jednak wszyscy wrócili do omawiania swoich spraw. Ona miała mętlik w głowie - nie potrafiła pojąć jak drugi człowiek może nienawidzić drugiego człowieka aż tak mocno. I chociaż nie chciała się narażać, ani tym bardziej swojej rodziny, to czuła wewnętrzny sprzeciw. Narzuciła płaszcz, a na głowę wcisnęła ciepłą czapkę. Jeszcze zanim wyszła na zewnątrz odpaliła papierosa mugolską zapalniczką. Czy za coś takiego czeka ją śmierć? Tortury? Czy za noszenie dzwonów będą teraz rzucać zaklęcie niewybaczalne?
Nie, Ministerstwo na to nie pozwoli. Olivia wyszła na zewnątrz i zaciągnęła się papierosem, mrużąc oczy. Lubiła ten moment, gdy dym napełniał jej płuca i powodował przyjemne zawroty głowy. Nie o końca wiedziała czemu tak się dzieje, ale nie musiała wiedzieć - wystarczał jej efekt.
- Och, przepraszam - Olivia wpadła na kogoś, omal nie osmalając mu ubrania. Odruchowo schowała papierosa za plecy. Z nieba sączyła się irytująca mżawka, lecz Olivia jej nie czuła, bo miała wielką zieloną czapkę, która ładnie kontrastowała z jej rudymi włosami. - Ej, znam cię. Rok temu? Wielki kontrmarsz do marszu charłaków?
Od razu go rozpoznała. Nie dlatego, że miała dobrą pamięć do twarzy, ale dlatego że marsz charłaków mocno wbił się w jej pamięć, a co za tym idzie - wszystkie wydarzenia, które wokół niego orbitowały.
- Olivia, pamiętasz? Pomogłeś mi przenieść mężczyznę trafionego zaklęciem żądlącym do sklepu mojej matki.