• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[6.06.1971r.] Nastał Czas Ciemności | Murtagh & Nicholas

[6.06.1971r.] Nastał Czas Ciemności | Murtagh & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#1
30.11.2023, 14:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2023, 14:12 przez Nicholas Travers.)  

6 czerwca 1971r.
Dolina Godryka


Tego bardzo późnego wieczora, Nicholas pod postacią śmierciożercy, czekał na towarzysza, który miał wykonać zlecenie, aby wykazać się w oczach Czarnego Pana. Celem był wysoko postawiony szef jednego z Departamentów Ministerstwa Magii, Skarbu. Osadzanie śmierciożerców na wysokich stanowiskach w takim miejscu, mogło pomóc lepiej kontrolować całym obiektem, lub chociaż kilkoma jego Departamentami i Biurami.

Nie zawsze najlepszą drogą do awansu jest likwidacja kogoś od razu. A postawienie mu zarzutów, posiadając odpowiednie ku temu dowody. Tutaj z kolei potrzebowali czegoś więcej. Wyciągnięcia wszystkiego, co ukrywał w sobie ów mężczyzna. Brudne sprawy, brudne sekrety. Aby obalić go z obecnie sprawowanego stanowiska. Do wyciągania informacji, z pomocą umiejętności legilimencji, był potrzebny ktoś, kto się na tym znał. A dodatkowo, chciał się wykazać. Murtagh Macmillan. Nicholas dostając informację o nim, że posiada umiejętności legilimencji, wysłał mu krótką wiadomość o zadaniu dla niego i miejscu spotkania, oraz godzinie, podpisując się jako Papilio. Licząc, że czarodziej przybędzie punktualnie. To była jego szansa na wykazanie się.

Papilio czekał odziany w czarne szaty śmierciożercy, w czarnych rękawiczkach i narzuconym na głowę kapturze, w zaułku między wysokimi domami. Z maską na twarzy. Był tutaj jako wsparcie dla tego, który miał dzisiaj wykonać swoje zadanie. Ich cel znajdował się w domku jednorodzinnym nieopodal. Mężczyzna być może dawno wrócił do domu i oddał się w objęcia morfeusza, kiedy Nicholas dostrzegł zgaszone światła. To był także znak, aby wejść po cichu, niepostrzeżenie.

Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#2
05.12.2023, 12:38  ✶  

Dla Murtagha cała sprawa z czystością krwi i wyższością czarodziejów nad mugolami, była też droga sercu co dość nowa. W jego domu rodzinnym raczej nie dyskryminowało się nikogo - "Matka kocha wszystkich" powtarzał ojciec, a kowen miał dość liberalne poglądy na temat mugoli, tak długo jak nie niszczyli magicznych miejsc kultu. Murtagh jednak przez większość swojej młodości "szukał guza" na Nokturnie, albo poświęcał się pracy w Ministerstwie. Pogodzenie tych dwóch tożsamości było na tyle wymagające, że nie pozostawiało mu wiele czasu na cokolwiek innego. Kiedy usłyszał o sprawie i zaczął coraz bardziej angażować się w ruch antymugolski, zrozumiał, że daje mu to dużo satysfakcji. Nie tylko dlatego, że pozwalało mu znaleźć oparcie w czymś większym niż on sam, co miało dodatkowo zagwarantować wszystkim czarodziejom świetlaną przyszłość. Także dlatego, że Jego głos w głowie stawał się znów coraz bardziej natarczywy i nieprzyjemny, jak przed wieloma laty, kiedy chciał po prostu poślubić dziewczynę, którą kochał i stworzyć z nią rodzinę.

Nie wahał się, kiedy otrzymał notatkę, która obiecywała mu, że nie tylko może się sprawdzić ale i przyczynić do posunięcia dalej sprawy o którą walczyli. Nie, wahanie i kwestionowanie rozkazów nie zaprowadziłoby go daleko. Bez zwłoki przywdział więc czarną szatę z kapturem, zaś na twarz założył dostarczoną mu, ale jeszcze nigdy nie używaną maskę. Miał wiedzieć, kiedy nadejdzie odpowiedni czas, żeby jej użyć i domyślał się, że ten ciepły, czerwcowy wieczór to właśnie ten moment.

Tak ubrany, teleportował się w miejsce, o którym wspominała notatka, a które - jak się już domyślił - było domem jego szefa. Człowieka, który był tak poczciwy w podejściu, jak skrupulatny w papierach. A przede wszystkim, który zdecydowanie nie stanąłby po stronie Czarnego Pana. Na miejscu czekał już na niego zamaskowany osobnik, który w liściku podpisał się jako Papilio, choć zwiewnego motyla wcale nie przypominał.
- Przybyłem na wezwanie. Pozostaję do usług. Jakie jest zadanie? - nie bawił się w inne formalności i powitania, nie byli przecież na wieczorku towarzyskim tylko w trakcie ściśle tajnej misji.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#3
05.12.2023, 13:51  ✶  

Zadanie jakie miał wykonać Python, bo tak przedstawiono mu ów aspirującego przyszłego śmierciożercę, mogła mieć związek z jego miejscem pracy. Kto wie, czy przy dobrych wiatrach, dostanie mu się awans. Czas pokaże, jak sytuacja się potoczy.
Oczekiwana osoba pojawiła się na miejscu, zgodnie z ustalonym czasem. Nicholas sprawdził w zegarku i skierował spojrzenie przez maskę w kierunku domku, będącego ich miejscem celu ataku.

- Baldric Manley, półkrwi. Jego matka jest czarownicą. Piastuje stanowisko Szefa Departamentu Skarbu w Ministerstwie Magii. Trzeba wyciągnąć od niego brudne sekrety i pozbawić stanowiska. Ma nieprzychylne nam poglądy i podobno kryje kogoś, kto zna tożsamość jednego z naszych. Niby są to plotki, ale trzeba je sprawdzić. Rozumiem, że specjalizujesz się w dziedzinach umysłowych?
Spojrzenie chłodnych oczu skierował Nicholas na towarzysza. Licząc, że polecono  mu osobę, posiadającą zdolności legilimencji, której on sam nie posiadał. Byłoby szybciej i sprawniej. Jeżeli nie, będą musieli porządnie pobrudzić sobie ręce. Muszą liczyć się też z tym, że mężczyzna nie będzie sam, jeżeli miał rodzinę. I ich będzie trzeba również uciszyć. Dlatego Nicholas na takie spotkania z ofiarami, ubierał się tak, aby pozostawać niezauważonym i nie zostawiać swoich śladów.
- Możliwe że przyjdzie nam uciszyć więcej niż jedną osobę. Wyciągnij z niego jak najwięcej dasz radę.
Dodał, kiedy otrzymał potwierdzenie słów Pythona, odnośnie jego umiejętności umysłowych. Idealna dla niego okazja, aby mógł się wykazać, niekoniecznie od razu zabijając kogoś.
Jeżeli pytań nie było, mogli skierować się w stronę budynku.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#4
05.12.2023, 15:09  ✶  

Murtagh wysłuchał słów Śmierciożercy z niepodzielną uwagą. Wszystko co usłyszał, starał się zapamiętać, tak aby móc to potem wykorzystać, ale też dlatego, że wiedział iż nic nie irytuje bardziej niż zbędne pytania. Jeśli zapamięta wszystko dokładnie, to będzie bardziej wydajny w swojej pracy.


Dane ofiary, które Murtagh usłyszał od zleceniodawcy nieco go zaskoczyły. Znał tego człowieka. Znał go, bo od dłuższego czasu pracował dla niego. Nie przepadał za nim, ale do pewnego stopnia go szanował, w końcu był naprawdę dobry w tym co robił. Teraz miał jednak inne, ważniejsze zobowiązania i lojalności niż jego przełożony. Skoro sam Czarny Pan zdecydował, że należy się nim zająć, to Macmillan zdecydowanie nie zamierzał kwestionować rozkazów potężnego czarnoksiężnika.


Skinął głową do Papilio.
- Tak, znam bardzo dobrze umiejętność legilimencji. Jeśli ma jakieś sekrety, na pewno po dzisiejszym wieczorze nimi nie pozostaną. - zapewnił go. Zdawał sobie też sprawę, że może się zrobić bardziej nieprzyjemnie, jeśli wraz z Manleyem w domu przebywały inne osoby. Nie obawiał się tego, jego część nawet nie mogła się doczekać i miała nadzieję, że właśnie taki obrót przybiorą sprawy. Chciał się wykazać i udowodnić, że stać go na okrucieństwo, na brak litości i poświęcenie swojej moralności dla sprawy.


Nie był pewien, czy Śmierciożerca będzie chciał prowadzić, czy też to on sam ma przejąć inicjatywę. Mimo wszystko podszedł do drzwi. Chciał użyć alohomory, żeby je otworzyć ale po chwili zawahania zdecydował się jednak zwyczajnie po ludzku zapukać. Przez mleczne szkło we frontowych drzwiach, mieszkańcy nie mogli zobaczyć kto czeka po drugiej stronie. On zaś zachował w gotowości różdżkę, planując uderzyć klątwą tak szybko jak tylko drzwi się uchylą. W ten sposób miał nadzieję ominąć ewentualne zabezpieczenia czy alarmy nałożone na domostwo. Miała to być przecież cicha, szybka robota - nie chcieli alarmować całego Ministerstwa o swoich poczynaniach.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#5
06.12.2023, 00:38  ✶  

Jeżeli na misję przychodzi się pierwszy raz, lub dostaje takie zadanie, którego nie robiło wcześniej, pytania nie są w takim przypadku irytujące, ale zrozumiałe, że ktoś chce coś zrobić dobrze i nie zawalić. Dobrą właśnie opcją jest sprawdzenie polecanych osób do współpracy, czy się nadają. Przyszły śmierciożerca musi być zdecydowany, ostrożny, działać szybko jeżeli jest to możliwe.
Czysty przypadek, że ich celem okazuje się być czarodziej, pod którym Python ma dokonać analizy jego umysłu. To również może być test na sprawdzenie co tak właściwie by kierowało przyszłego śmierciożercę. Czy da radę ukarać swojego przełożonego, aby okazać lojalność Czarnemu Panu?

Na słowa potwierdzenia, Nicholas kontynuował i uprzedził, że mogą nie zastać swój cel sam w domu. A możliwe iż będzie miał rodzinę. Żona i dwóch synów.

Dobrze byłoby sprawdzić Pythona w akcji, więc kiedy podeszli do drzwi, Nicholas wskazał mu aby otworzył. Licząc, że ma na tyle oleju w głowie, że nie będzie robił tego gwałtownie. Papilio wyjął swoją różdżkę, aby mieć w gotowości. Mając świadomość tego, że podejmują próbę włamanie się do domu szefa Departamentu, użył zaklęcia rozpraszającego narzucone na budynek zaklęcia. Rzucił własne wygłuszające i ochronne. Kiedy usłyszał to charakterystyczne pukanie do drzwi, spojrzał na towarzysza i aż dotknął szybko jego ręki odciągając od drzwi.

- Co robisz? Nie znasz zasady wchodzenia po cichu?
Zapytał go szeptem nie ukrywając w swoim głosie zirytowania. Ten brak wcześniejszych pytań doprowadził właśnie do stawienia ich misji pod znakiem zapytania. Tym czynem Python mógł zwrócić na nich uwagę. Jaki morderca puka do drzwi?
Nicholas spojrzał w stronę okien, aby upewnić się, czy są bezpieczni czy nie. I niestety, zapaliły się światła w pomieszczeniu. Usłyszeli? Yaxley przeklinając w myślach, wycofał się od drzwi, nie chcąc być dostrzeżonym. To Python narobił teraz problemu. 

W tej chwili według Papilio towarzysz wykazał się być kretynem, nie przemyślawszy odpowiednio działania. Może ta alohomora byłaby jednak dobrym rozwiązaniem? Pozwolił mu działać, jeżeli miał naprawdę dobry plan. Nie tylko sam poziom okrucieństwa decyduje o zyskaniu w oczach Czarnego Pana. A umiejętność działania w terenie, we współpracy i dla dobra sprawy. Niekoniecznie trzeba posuwać się do przemocy, tortur a nawet samo pozyskanie informacji czyni daną osobę kimś wyjątkowym. Tutaj nie Nicholas miał się wykazać, ale kolega. Miał go sprawdzić i być jego wsparciem. W najgorszym wypadku, całe zadanie będzie musiał wykonać za niego, jak zawiedzie. Papilio pozostał z boku, w gotowości na wypadek jakiegoś ataku. Nie przyszli tutaj na kawę. 

Do drzwi kierował się sam gospodarz tego domu, ubrany w dobrej jakości szlafrok, trzymając w dłoni różdżkę. Poirytowany tym, że ktoś o tak późnej porze przerywa mu odpoczynek.

Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#6
08.12.2023, 13:01  ✶  

Murtagh uniósł brwi. Wchodzenie po cichu nie oznaczało chyba, według Papilio, tego samego co on przez to rozumiał. Wbrew pozorom nie był to pierwszy raz, kiedy mężczyzna musiał wbić ofierze na kwatery i wywarzanie drzwi, czy używanie zaklęć na domu co do którego zabezpieczeń nie miało się pewności, jego zdaniem, było mniej preferowanym sposobem.

Mężczyzna spokojnie czekał, aż właściciel domu podejdzie do drzwi, jednocześnie naciągając kaptur szczelniej na maskę. W dłoni dzierżył wyjętą różdżkę.

Kiedy tylko drzwi się otwarły, a oczy starszego czarodzieja rozszerzyły w zdumieniu, Murtagh nie czekając ani chwili wykonał subtelny ruch różdżką, rzucając zaklęcie usypiające czy też rozbrajające Stupefy. Ciało mężczyzny jeszcze nie zdążyło upaść na podłogę a kandydat na Śmierciożercę otwierał już szerzej drzwi, machając różdżką i jednocześnie zdejmując wszelkie ewentualne zaklęcia alarmujące od środka a następnie nakładając własne, które miały obejmować tylko parter budynku. Jeśli ktoś spał na piętrze, to nie było potrzeby aby wstał w środku nocy obudzony hałasami i przeszkodził im w przesłuchaniu. Jednocześnie gdyby się już obudził, Murtagh chciał, żeby alarm dał im znać jeśli ktoś zacznie schodzić po schodach, tak aby mieli czas na szybką deportację.

Kiedy zabezpieczenia zostały nałożone, Murtagh odwrócił się i dał znać czekającemu z tyłu Papilio, że mogą wejść. Sam machnął różdżką, unosząc ciało nieprzytomnego szefa w powietrze i lewitując je ostrożnie do kuchni, gdzie usadził je na krześle.
- Nikt z domowników nie powinien nas usłyszeć, ale wciąż czułbym się bardziej komfortowo gdyby się nie zaczął wydzierać, więc proponuję go zakneblować. - oznajmił, sam wyczarowując kawałek liny i przywiązując mężczyznę do mebla. Zaklęcie już niedługo miało przestać działać, a Murtagh chciał zdążyć wniknąć do jego umysłu zanim to się stanie. Używanie legilimencji na nieprzytomnym obiekcie było dużo łatwiejsze, niż walczenie z umysłowymi barierami przytomnego człowieka.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#7
08.12.2023, 23:43  ✶  

Zwrócił uwagę, gdyż każde z nich widocznie miało inny system wchodzenia do cudzych domów. Musiał jednak pozwolić mu działać, zaufać na tyle, że wie co robi. Przy czym, dla bezpieczeństwa ich obojga, skupił uwagę a otoczenie, czy nikt nie pałęta się nieproszony. Nie chcieli mieć świadków i ich jeszcze wysyłać na drugi kraniec świata.
Python szybko zadziałał, kiedy drzwi się otworzyły i w nim okazał się ich cel. Wszedł za nim, widząc jak zdejmuje zaklęcia a uśpione zaklęciem ciało szefa departamentu omal nie opadło na posadzkę. Nicholas wszedł od środka i od razu zamknął drzwi za nimi. Machnął różdżką na wszelkie oświetlenia w pomieszczeniu, aby uniknąć obserwacji osób trzecich z zewnątrz. Im ciemniej, tym lepiej. Nawet w kuchni, nie zapalano światła.

Póki co, panowała cisza. Może nie będzie trzeba zabijać całej rodziny mężczyzny, a tylko jego? Po wykonaniu zadania przez Pythona. Czujnym należy jednak pozostać do samego końca.

Na uwagę o zachowaniu cichy, Nicholas się zgodził. Skoro byli w kuchni, zgarnął jakąś ścierę i ze zlewu i ręcznik odpowiednio długi. Zaszedł od tyłu ofiary, wsadził mu do ust ścierę ze zlewu i przewiązał naokoło głowy, aby nie wypluł. Może i nie zwymiotuje. Yaxley robił to w rękawiczkach.

- Rób swoje. Jak będzie trzeba, sparaliżuję go. Jak zacznie się wiercić.
Odparł ciszej Nicholas, aby w tym w tym pomieszczeniu jak i w domu, nikt ich nie usłyszał. Skierował się do przejścia kuchni, ale spojrzał jeszcze na mężczyznę. Rzucił zaklęciem wyczarowującym linę, aby związać mu nogi. Dla dodatkowego bezpieczeństwa.
Papilio daleko nie odchodził. Poprawił swój kaptur i stał w wejściu między korytarzem a kuchnią. Obserwując działania Pythona, ich celu jak i mając oko na całość domu. Jeżeli ktoś się obudzi, zacznie działać, aby uciszyć. Kiedy więc zaklęcie rzucone przez Phythona przestawało działać, Nicholas rzucił paraliżujące. Jeżeli to nie do końca pomoże, rzuci też usypiające na ich cel dzisiejszej nocy.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#8
12.12.2023, 14:37  ✶  

Poza panem domu, wszyscy domownicy spali póki co smacznie w swoich łóżkach. I tak miało na razie pozostać. Co prawda Murtagh nie stronił od przemocy, a nawet się w nie lubował, ale nie był też fanem bezcelowego mordu, szczególnie kiedy rzecz miała dotyczyć czarodziejów. Mugole to co innego, ale nawet wśród nich pewnym tabu były dla Macmillana dzieci. Aż tak nisko jeszcze się nie stoczył - wskazówka jego kompasu moralnego zatrzymała się obecnie na kobietach i twardo tam stała. A już krzywdzenie czarodziejów było mu szczególnie nie w smak. Rozumiał jednak potrzebę i to, że pewne rzeczy nie mogły zaistnieć, jeśli nie zostały poprzedzona odpowiednio odmierzoną i wycelowaną przemocą.

Macmillan poczekał, aż zamaskowany Śmierciożerca zaknebluje jego ofiarę. Następnie oczyścił umysł, usuwając z niego wszelkie niepotrzebne myśli, przemyślenia, pragnienia i wątpliwości, pozostawiając w nim jedynie żelazną potrzebę i głód wiedzy, głód odkrycia. Uwielbiał ten spokój, który nauczył się osiągać tuż przed tym, zanim wparł się w umysł ofiary, przebijając jej mentalne bariery. Preferował robić to przemocą, wiedząc, że zakamarki umysłu ofiary w które dociera, są jej najbardziej skrytym, najprywatniejszym sanctum a on swoją obecnością bruka je i niszczy, zamieniając w profanum.

Z namysłem pochylił się nad starszym mężczyzną, przytknął różdżkę do jego głowy i wyszeptał cicho - Legillimens. - skupiając swoją magię na umyśle i osobie siedzącego przed nim, nieprzytomnego mężczyzny.


Starszy mężczyzna siedział przy biurku, przeglądając papiery i popijając kawę. Stosik po jego lewej stronie był dość pokaźny, ale systematycznie zmniejszał się na rzecz tego po lewej. Z roztargnieniem spojrzał na zegarek, który nie posiadał żadnych wskazówek a tylko linię, która systematycznie się zapełniała. Do końca zmiany zostało mu już niewiele czasu i nie mógł się doczekać, kiedy powie żonie, że na święta dostanie premię. Mimo to nadal zostało mu sporo pracy, a przecież wszelkie raporty i dokumenty, które sprawdzali musiały przejść przez jego ręce i otrzymać jego podpis akceptacji. Nagle spojrzał w górę. Przed nim stała wysoka, zakapturzona postać w złotej masce. Dziwne, nie pamiętał tej postaci. Czego ona chciała? Mów! rozległ się rozkaz, który sprawił, że mężczyzna drgnął nerwowo. Ale co miał mówić? Nie rozumiał. Chcę sekretów! Ale czy on miał jakieś sekrety? Nie! No może poza tym że...


Scena zmieniła się i teraz ten sam mężczyzna, ubrany jednak dużo mniej formalnie, kucał przy niewielkim drewnianym ogrodzeniu. Za nim w ziemi była okrągła dziura, rodzaj areny na której stały dwa zwierzęta, przypominające psy rasy Jack Russel Terier, jednak z rozdwojonymi ogonami. Jeden z nich rzucił się właśnie na drugiego, zatapiając zęby w jego boku i szarpiąc wściekle. Ludzie dookoła, głównie mężczyźni w średnim wieku, pokrzykiwali entuzjastycznie, zagrzewając do walki swojego wybranka. Baldric ściskał w dłoni banknoty, a po drugiej stronie ringu stała ta sama czarna postać. Nie, nie, nie! To nie prawda! Wynoś się, przestań! Zaczął złorzeczyć i skomleć, próbując pozbyć się intruza ze swojej głowy, niestety nieskutecznie. Więcej! Zażądał głos, kierując jego myśli do... Nie, nie, do niczego. Kwiatków, pracy, papierów. W nieskończoność, jeden za drugim...



W realnym świecie, Manley zaczął się lekko trząść i skomleć, rzucając głową i napinając więzy. Na czoło pochylonego nad nim mężczyzny wystąpił pot, ale poza tym Murtagh wydawał się bez końca skupiony na swoim zadaniu.


... Jeden za drugim, jak twoje sekrety! Chcę je wszystkie! Nie możesz! Gdyby moja żona dowiedziała się że...


Scena znów się rozmyła, formując się ponownie w kształt niewielkiego, białego stolika kawiarnianego. Baldric denerwował się, bo dziewczyna, o wiele młodsza od niego, wcale nie musiała się tu pojawiać. Była jednak jego sekretarką i jej kariera - lub też jej brak - w Ministerstwie zależała tylko od tego czy z nim... Oj nieładnie, panie Manley I znów ta czarna postać, stojąca tuż za krzesłem na którym właśnie siadała drobna, ledwie osiemnastoletnia szatynka. Uśmiechała się do niego, choć czuł nieszczerość jej uśmiechu. Ale to nie było ważne, liczyło się jej drobne, mięciutkie, cieplutkie, dziewczęce ciało. Zdradza pan żonę? Zapytał uczynnie czarny kształt, niczym kostucha jego życia, wyciągająca na wierzch wszystkie jego złe uczynki. Nie, nie... Ale był teraz nagi, w łóżku z tamtą drobną dziewczyną. Wiedział, że po tym wieczorze ją zwolni, a ona zawstydzona odejdzie, bo większą hańbą ten romans byłby dla niej, niż dla niego. A przynajmniej o tym ją przekonał. Jesteś świnią, która wykorzystuje słabszych. I ukrywa zbiegów. Kogo ukrywasz?


Obraz zmienił się po raz czwarty, tym razem Marley stał w uliczce, przypominającej Śmiertelny Nokturn ale było tak ciemno, a wspomnienia wykazywały cechy magicznej alteracji, że nie dało się powiedzieć na pewno. Ktoś podszedł do starszego mężczyzny, pokazał mu coś, coś do niego powiedział. Nic jednak nie było słychać, nic nie było widać. Ciemna postać stałą tuż obok, ale nie mogła z niego wydrzeć tego jednego sekretu. Tylko nie tego. Bo gdyby się dowiedziała, to tamci...



Murtagh wciągnął ostro powietrze, otwierając oczy i odsuwając się o dwa kroki od Marleya. Żywy obraz młodej dziewczyny, uprawiającej seks z dużo starszym, nieatrakcyjnym mężczyzną nadal trwał przed jego oczami i przez chwilę lekko go zemdliło. Miał ochotę go zabić tu i teraz. Nie żeby sam nie robił gorszych rzeczy innym młodym dziewczynom, ale dużo trudniej było obserwować to s perspektywy osoby trzeciej, niż to przeżywać. Nie takie jednak było zadanie, więc odetchnął i spojrzał na Papilio.
- Pan Marley tu obecny uczestniczy w nielegalnych walkach psidwaków i zdradza swoją żonę. - oznajmił, a prawdziwość tych stwierdzeń potwierdził stłumiony okrzyk, dochodzący z ust mężczyzny, który tymczasem odzyskał przytomność. - Poza tym ma jeszcze jakiś jeden sekret, dotował pieniężnie kogoś lub grupę osób, ale ktoś nałożył magiczne zabezpieczenia na to wspomnienie. Może być ciężko je złamać, ale mogę mimo wszystko spróbować. Tylko nie obiecuję, że nie zrobi mu to z mózgu jajecznicy. - dodał, niepewny jak powinien postąpić dalej.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#9
15.12.2023, 23:24  ✶  

Przemoc czasami bywała konieczna, jeżeli ktoś nie chciał współpracować, dla dobra chociażby sprzedawania informacji. To nie była pierwsza rodzina, do jakiej Nicholas pod postacią śmierciożercy się włamywał. W jakiej może przyjść mu pozostawić za sobą trupy. Jak już się raz kogoś zabiło, kolejne będą przychodzić same. Aż nabierze się dobrej wprawy. Nie miał nawet problemu z pozbawieniem życia dzieci.

Tutaj, miał pełnić rolę towarzysza i wsparcie dla nowego kandydata, aby się wykazał w swoich umiejętnościach, co potrafi. Kiedy zaś Python zajął się swoim zadaniem, Papilio pilnował nie tylko pomieszczenia kuchennego, ale i holu. Również zwracając uwagę na piętro. Czy aby na pewno nikt nie obudził się i nie schodził. Skorzystał także z rozejrzenia się po kuchni, doszukując się jakiegoś ostrego narzędzia. Noża. Przeszedł się nawet przy blatach, znajdując jeden idealnie nadający się do dzieła zbrodni. Wydawał się być dobrze naostrzony. Wziął go ze sobą. W drugiej dłoni dzierżąc różdżkę. Obserwował poczynania towarzysza, patrząc na trzęsące się ciało ich ofiary. Widocznie głęboko kolega wchodził do umysłu, widząc tego efektu. Nie było to przyjemne uczucie. Nicholas pamiętał, jak próbował w ten sposób opanować oklumencję. Przez co jego nauczyciel zdawało się, że poznał jego całe życie i tajemnice.

Skupiając się jednak na obecnej sytuacji, znów stając przy wejściu do kuchni, spojrzał na Pythona, który wyglądało na to, że skończył. Po otrzymaniu raportu, przeniósł spojrzenie na unieruchomionego mężczyznę.

- Można sprawić, że zacznie gadać. Sprowadzając na dół dzieciaki. I rozwiązać problem z jego żoną.
Zwrócił się do Pythona, podając mu nóż kuchenny. O tyle było dobrze, że maska zniekształcała głos i ofiara dzisiejszego wieczoru, nie mogła ich w jakikolwiek sposób rozpoznać. Jednocześnie patrząc na mężczyznę. Ból ranienia jego bliskich osób, powinien zmusić do gadania. Choć przez knebel nie było to możliwe. Jaka szkoda.
- Chyba że czujesz się na siłach, próbować dalej?
Pozostawił Pythonowi do wyboru. Odpocząć od używania legilimencji, lub próbować dalej. Nicholasowi nie przeszkadzało to, że zrobi jajecznicę z mózgu czy umysłu Pana Marleya. Liczyły się informacje. Albo zastosują metodę przemocy, aby patrzył jak jego tajemnice niszczą jego rodzinę.

Gdyby Python zgodził się z planem pierwszym, Papilio wtedy poczeka tutaj z Panem Marleyem aż przyszły Śmierciożerca zrobi swoje. Najwyżej dołączy do niego, jeżeli sytuacja wymknie się na górze spod kontroli. Będzie stał przy wejściu i pilnował wejścia na schody nasłuchując.

Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#10
19.02.2024, 12:12  ✶  

Murtagh nie chciał mieszać w całą sprawę rodziny mężczyzny. Wierzył w sprawę za którą miał walczyć, gdyby tak nie było, to nie ryzykowałby swojej kariery zarówno w Ministerstwie jak i na Nokturnie. Mimo to nie wiedział, czy byłby w stanie z zimną krwią torturować kobiety i dzieci. Czy był takim typem mężczyzny. Pokręcił więc głową do Papilio.
- Nie, myślę że dam radę, jeśli spróbuję jeszcze raz. - zapewnił go, skupiając następnie całą swoją uwagę na związanym mężczyźnie.

Wniknięcie w umysł osoby po raz drugi było zawsze łatwiejsze niż po raz pierwszy. Było to trochę tak jak z otwieraniem zamka szyfrowego - nie musiał już szukać odpowiednich zapadek po omacku, a raczej pamiętał ich układ. Łatwiej też było mu przywołać do umysłu mężczyzny to konkretne wspomnienie.

Ciemną ulicę, rozświetlaną tylko przez jedną latarnię, stukot kroków po bruku w oddali, zapach elksirów i fermentu. Miejsce w którym mało kto chciałby się znaleźć z własnej woli. Ktoś podszedł do mężczyzny... Nie, więcej! Kto to? Wiesz kto to i ja też to wiem. Pokaż mi! Czarna postać była nachalna i mówiła twardo, a jego umysł giął się i odkształcał, walcząc z nałożonymi zabezpieczeniami. Proszęnietoniebyłniktważny... Próbował przekonać o tym tą okropną postać, ale ona mu nie wierzyła. I choć bardzo się starał, to nie był w stanie dłużej ukrywać przed nią prawdy. Sylwetka mężczyzny nabrała kształtów, zaostrzyła się, można było rozpoznać twarz, płaszcz i charakterystyczne rude włosy. A na kopercie kwota - 100 galeonów, którą mężczyzna przekazywał rudemu Weasleyowi. Pieniądze? Na co są te pieniądze? Zażądała odpowiedzi postać a poddany i zrezygnowany mężczyzna już bez oporu pozwolił jej zrozumieć, że przeznaczał znaczne sumy pieniędzy na pomoc czarodziejom mugolskiego pochodzenia - na znalezienie im dobrych sierocińców, na ich edukację i zapewnienie im miejsca w Hogwarcie.

[a]Murtagh opuścił umysł mężczyzny, czując dreszcz obrzydzenia. Spojrzał na Papilio spod maski, czując lekki napad klaustrofobii po raz pierwszy w swoim życiu.
- Dawał pieniądze - duże sumy - Raymondowi Weasleyowi, na opiekę nad mugolskimi sierotami, które wykazywały potencjał magiczny. Żeby mogło chodzić do Hogwartu i miały fundusze na podręczniki i inne rzeczy.- oznajmił, nieco zmęczonym głosem. To przesłuchanie zmęczyło go bardziej niż zamierzał to dać poznać, ale czuł, że dobrze się spisał i dotarł do sedna - wykonał swoją robotę. Pozostawało pytanie czy Czarny Pan uzna to za wystarczające aby włączyć go do grona swoich popleczników.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Murtagh Macmillan (2239), Nicholas Travers (1921)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa