18.12.2023, 17:12 ✶
Nie. Nie...? NIE?!
Uniosła do góry brwi i już otworzyła usta, by powiedzieć mu, że w takim razie przekaże wszystko Brygadzie Uderzeniowej (co jeśli jednak Flynn ją przejrzał i wiedział, że aż tak mocnych kwitów na niego nie ma, albo skończył przyśpieszony kurs prawa i wiedział, że takie coś może dostać co najwyżej sto galeonów grzywny?), kiedy ponownie wybił ją z rytmu. Pytanie? Pokiwała głową, czekając aż Flynn zacznie mówić.
— Nigdy nikogo bardziej nie kochałam, niż Atticusa — odpowiedziała szybko, głęboko dotknięta tym, że śmiał podawać jej uczucia w wątpliwość, a zaraz potem umilkła, zastanawiając się nad drugą częścią jego pytania. W tle wybrzmiewał wieczorny koncert świerszczy i żab. Zatrzepotały skrzydła ptaka, który z pobliskiego drzewa zerwał się do lotu. A Severine czuła, jak w jej gardle rośnie bolesna gula. Naprzemiennie zaciskała w pięści i prostowała dłonie oparte o jej uda. Drżała, a przecież było tak ciepło. — Nie wiem. Mam mieszane uczucia... Wiem, że nie zabrali mi go po to, aby zrobić mi na złość, ale po to, żeby uchronić mnie przed skandalem. A może bardziej siebie? Chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo mnie tym skrzywdzili, ale nie chcę ich bezpośrednio krzywdzić... — pośpiesznie wytarła oczy rękawem koszuli, aby mężczyzna nie zauważył jak bardzo emocjonalny stosunek ma do tej sprawy. Severine była bezwzględna, gdy chodziło o walkę o swoje interesy; teraz jednak wyglądała żałośnie słabo i... ludzko.
Nie miała pojęcia o jego słabości. Wręcz przeciwnie; sądziła, że ktoś taki jak Edge dzieci nie lubi i ich los był mu całkowicie obojętny. Dzieci wymagały opieki, nie rozumiały powagi sytuacji i często plątają się pod nogami.
— Podobno najciemniej pod latarnią, więc zamieszkam z nim w swoim dawnym pokoju w domu moich rodziców — prychnęła, krzyżując dłonie na piersiach. Odchyliła się do tyłu, chyba zbyt gwałtownie, bo zbutwiałe oparcie ławki pękło, a Severine wylądowała na miękkiej ziemi. Jeśli Flynn miał więcej szczęścia (i zręczności), nie podzielił jej losu. Tymczasem panna Crouch w mało elegancki sposób leżała z łydkami przewieszonymi przez siedzisko, a jej jasne włosy rozsypały się wokół jej głowy niczym aureola i patrzyła na pierwsze gwiazdy zapalające się na niebie, zupełnie nieprzejęta tym małym upokorzeniem. — Och, Crow, Edge, czy jaki tam sobie pseudonim wymyślisz jutro, nie zauważyłeś, że żadnego planu nie mam? To znaczy mam, ale dopóki cię nie zobaczyłam, był tylko szalonym marzeniem. Chcę tylko odzyskać moje dziecko i próbowałam zrobić to już w bardziej legalny sposób, ale mój ojciec wszystko blokuje. Chcę tylko Atticusa przy sobie. Później pomyślę, co będzie dalej. Jeśli będzie trzeba, to wyjadę.
Uniosła do góry brwi i już otworzyła usta, by powiedzieć mu, że w takim razie przekaże wszystko Brygadzie Uderzeniowej (co jeśli jednak Flynn ją przejrzał i wiedział, że aż tak mocnych kwitów na niego nie ma, albo skończył przyśpieszony kurs prawa i wiedział, że takie coś może dostać co najwyżej sto galeonów grzywny?), kiedy ponownie wybił ją z rytmu. Pytanie? Pokiwała głową, czekając aż Flynn zacznie mówić.
— Nigdy nikogo bardziej nie kochałam, niż Atticusa — odpowiedziała szybko, głęboko dotknięta tym, że śmiał podawać jej uczucia w wątpliwość, a zaraz potem umilkła, zastanawiając się nad drugą częścią jego pytania. W tle wybrzmiewał wieczorny koncert świerszczy i żab. Zatrzepotały skrzydła ptaka, który z pobliskiego drzewa zerwał się do lotu. A Severine czuła, jak w jej gardle rośnie bolesna gula. Naprzemiennie zaciskała w pięści i prostowała dłonie oparte o jej uda. Drżała, a przecież było tak ciepło. — Nie wiem. Mam mieszane uczucia... Wiem, że nie zabrali mi go po to, aby zrobić mi na złość, ale po to, żeby uchronić mnie przed skandalem. A może bardziej siebie? Chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo mnie tym skrzywdzili, ale nie chcę ich bezpośrednio krzywdzić... — pośpiesznie wytarła oczy rękawem koszuli, aby mężczyzna nie zauważył jak bardzo emocjonalny stosunek ma do tej sprawy. Severine była bezwzględna, gdy chodziło o walkę o swoje interesy; teraz jednak wyglądała żałośnie słabo i... ludzko.
Nie miała pojęcia o jego słabości. Wręcz przeciwnie; sądziła, że ktoś taki jak Edge dzieci nie lubi i ich los był mu całkowicie obojętny. Dzieci wymagały opieki, nie rozumiały powagi sytuacji i często plątają się pod nogami.
— Podobno najciemniej pod latarnią, więc zamieszkam z nim w swoim dawnym pokoju w domu moich rodziców — prychnęła, krzyżując dłonie na piersiach. Odchyliła się do tyłu, chyba zbyt gwałtownie, bo zbutwiałe oparcie ławki pękło, a Severine wylądowała na miękkiej ziemi. Jeśli Flynn miał więcej szczęścia (i zręczności), nie podzielił jej losu. Tymczasem panna Crouch w mało elegancki sposób leżała z łydkami przewieszonymi przez siedzisko, a jej jasne włosy rozsypały się wokół jej głowy niczym aureola i patrzyła na pierwsze gwiazdy zapalające się na niebie, zupełnie nieprzejęta tym małym upokorzeniem. — Och, Crow, Edge, czy jaki tam sobie pseudonim wymyślisz jutro, nie zauważyłeś, że żadnego planu nie mam? To znaczy mam, ale dopóki cię nie zobaczyłam, był tylko szalonym marzeniem. Chcę tylko odzyskać moje dziecko i próbowałam zrobić to już w bardziej legalny sposób, ale mój ojciec wszystko blokuje. Chcę tylko Atticusa przy sobie. Później pomyślę, co będzie dalej. Jeśli będzie trzeba, to wyjadę.