• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas

[29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
23.12.2023, 00:09  ✶  

Była rzecz cenniejsza od galeonów i czystego złota na tym świecie. I była to wiedza. Informacje, których czasem za pieniądz kupić się nie dało. Które czasem były walutą samą w sobie. Wiedza byłą cenna, szczególnie ta o ludziach. Laurent próbował uczyć się na błędach, ale odmawiał przyznania, że ten świat był doszczętnie zepsuty. Wiedział, że to go wyniszcza, a mimo to uparcie brnął w objęcia tego... szaleństwa. Tej autodestrukcji. Spychało to z niego kolory, sprawiało, że zaczynał blednąć, zatracać się w tym wszystkim, że umysł odmawiał mu posłuszeństwa i nakręcał się na rzeczy złe.

- Chodzi mi o to, panie Travers, że to, czy coś ci się podoba czy nie nie stanowi wypadkowej jedynie logiki i chłodnej kalkulacji. - Tak, spoglądanie sercem... był jeden taki poeta z Polski, który o tym pisał. Niestety Laurent nie był w Polsce, by uczyć się poezji, więc Mickiewicz pozostawał z dala od jego dłoni. Pewnie znalazłby się jakiś anglik, który o tym wspomniał gdzieś między wersetami, ale żaden nie przychodził mu do głowy. Bo też nie było tak, żeby akurat liryka zajmowała głównie jego mózg. - I tak jak mówiłem - do tego nie jest potrzebna specjalistyczna wiedza. - Spojrzał na to piękne morze, które nuciło pieśni do jego uszu i ciągle zapraszało do tego, żeby skryć się w nim na wieki. - Ale pewnie ty większość widzisz w szarości, którą się otoczyłeś i większość jest ci obojętna. - Wypowiedział te słowa z zamyśleniem, cicho, jakby fale mogły ująć je w spienione grzbiety i porwać ze sobą, by dołączyły do wszystkich wraków statków spoczywających między koralowcami. A mogły? Niektóre słowa nigdy nie powinny zostać wypowiedziane. O innych można było tylko szeptać. Nawet jeśli ich największym podsłuchiwaczem mógł być co najwyżej jarczuk, którego nawet nie było w polu widzenia. Ach, może skrzat?

- Każdy człowiek potrafi inaczej komunikować żart. - Niektórzy się śmiali od razu, inni robili dziwne miny, jeszcze inni mieli specyficzny ton. A byli przecież też tacy, u których odróżnienie było naprawdę niemożliwe. Albo przynajmniej cholernie trudne. - Jeśli chcesz się tego nauczyć wystarczy poświęcić uwagę. Na gesty, na ton, na uśmiech. Takim sposobem niekoniecznie trzeba rozumieć żart - można nauczyć się reakcji. - Ale do tego trzeba chcieć. Nie to, że Laurent zakładał, że Nicholas chciał. Natomiast... ach, no gadał sobie. Sam w sumie nie wiedział po co i dlaczego. Tak jakby miał przy sobie ucznia, któremu trzeba pokazać te skomplikowane drogi emocji i socjalizacji. Żeby trochę barw miało szansę zabarwić szarość płótna, jakim było życie Nicholasa. Laurent też potrzebował teraz kolorów.

Nicholas miał bardzo dobre założenie - Laurent by szukał. Zadawałby pytania. Krążyłby wokół tego. Nawet nie ze złej woli, na pewno nie ze złej intencji. Nie. Po prostu by go to męczyło. Niestety miał tę paskudną wadę, że rzadko kiedy wiedział, kiedy naprawdę przestać mówić i pytać, kiedy już złapał coś, co wydawało mu się istotne. I było istotne - tylko nieistotne było to, żeby wiercić. Żeby tak drążyć. Wiedział o tej wadzie i starał się ją chociaż kontrolować, jeśli nie zmienić i wyplenić z siebie.

- O-och. Oczywiście. - Mrugnął ze dwa razy, z jakiegoś powodu trochę zdziwiony tym... wyznaniem. Nie, nie wyznaniem, tym podsumowaniem tematu w sposób, który wcale nie zachęcał do drążenia. I akurat temu wierzył, co powiedział. Znał ludzi, którzy po prostu nie mieli w co włożyć dłoni. Wydawało mu się to cholernie smutne. - Jeśli nie chcesz o czymś mówić wystarczy powiedzieć. Jest to mniej przykre niż kłamstwa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
26.12.2023, 12:47  ✶  

Zdaje się, że Nicholas nie do końca zrozumiał przekaz słowny ze strony Prewetta. Nie interesował się poezją i rozumienia jej znaczeń. Jedynie mógł się domyślić, o co mu chodziło w tej kwestii, interpretacji gustów. Oceny miejsc pod własnym okiem. Postanowił jednak ten temat już zostawić. Swoje zdanie na temat wnętrza wypowiedział. Skoro tak Laurent lubił dyskutować i wyrażać krytykę ze swojego punktu widzenia. Mieli różne zdanie. Ale żaden nie mówił drugiemu niczego złego. Tylko, Laurent musiał te trzy galeony słów dorzucić, jak Nicholas postrzega świat w swoich barwach. Że są to szarości. Powstrzymał się i od tego komentowania. Zbywając to milczeniem. Tu była prawda. Travers otoczył się barierą swoich barw, które współgrały z jego charakterem. Jego osobowością. Nie chciał tego zmieniać. Swojego bezpiecznego wnętrza, pozbawionego ciepła, uczuć i emocji.

Przechodząc do sytuacji na tarasie, dotyczącej żartu jakiego widocznie Nicholas nie zrozumiał, odbierając to dość poważnie. Nie łapał również tego, że do różnego poziomu żartu musi być używany śmiech czy uśmiech. Ale także gesty, mimika twarzy. Z wiekiem dorastania chyba cokolwiek przestawało go bawić i częściej bywał poważną osobą.

- U mnie to minęło z wiekiem.
Stwierdził prosty fakt. Co być może znaczyło, że kiedy inaczej do tego podchodził? Wiedzą to tylko Ci, którzy znają Nicholasa od bardzo dawna.
- Nie uważam, żeby było mi to potrzebne.
Odpowiedział w kwestii nauczenia się tego. Nie miał powodu udawać, że jakieś żarty powinni go bawić. Do tej pory radził sobie w dziwnych i trudnych sytuacjach. Czy był sens uczenia się jeszcze czegoś? Trzeba chcieć. Nicholas nie chciał.
- Czasami kłamstwa są potrzebne.
Stwierdzenie, spojrzawszy na Laurenta, pewnym będąc tego, że Prewett preferuje mówienie prawdy. Wielka jednak szkoda, że mimo tej budującej się uprzejmej i uzupełnionej o spełnienie pragnień znajomości, Laurent jest karmiony kłamstwami. Tylko po co, aby go chronić. Nicholas nie chciał ryzykować całą prawdą o sobie. Naraziłby nie tylko jego, ale i siebie na ujawnienie kim jest, czym się zajmuje, z kim pracuje. Niewiedza często jest złotem, tak samo jak milczenie. Im mniej wiesz, tym spokojniej żyjesz.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
29.12.2023, 01:19  ✶  

Nie do końca rozumiał, czy może nie do końca planował zatrzymać się na dłuższe chwile, żeby spróbować dojrzeć drugą stronę świata? Inny wzrok, świat widziany przez różowe okulary. Albo przynajmniej różem lekko przypruszone. Szukanie odpowiedzi na to zagadnienie było niejasne, tak samo jak to, dlaczego Nicholas wcale nie miał w sobie pragnienia poznania. Albo nie, nie, to źle ujęte. Miał ją w swoim umyśle, bo przecież sam mówił, że był pracoholikiem, chociaż nie ujmował tego aż tak dosłownie. Zajmował się pracą, a wszystko, co poza nią, odsuwał jako niekoniecznie potrzebne. Dbał co najwyżej o to, żeby czasem się rozluźnić, poczuć ciepło drugiego ciała, może czasem żeby dobrze zjeść, może... może czasem oddawał się jakiejś innej przyjemności, która przynosiła człowiekowi minimum koniecznego odprężenia. Może. Wszystko ograniczało się do minimum wyciąganego z życia, jakby Nicholas został dobrowolnie kukiełką. Komu oddał swoje stalowe żyłki? Kto wprawiał go w ruch? Czy może wprawiał w ruch samego siebie, bo zapomniał, że ta nicość serca mogła zostać czymś wypełniona? Czymś lepszym niż szarość. O ile to było lepsze. Jakim hipokrytą byłby chcąc wyciągać tego człowieka do świata, o którym myślał, że sam chciałby z niego uciec. Pewnie dokładnie takim jak ten Laurent, który nie potrafił czasem się powstrzymać, który czasem kiedy już mówił to nie mógł przestać, bo pomoc komuś wydawała się największą wartością. Wszystko to po to, by potem samemu nie chcieć, żeby ktoś tak nagabywał jego. Hipokryzja, tak. Był hipokrytą. Chciał ratować ze świata szarości i chciał zostać wyratowany ze świata barw. Więc gdzie było dobrze? Chyba właśnie tam, gdzie Nicholasowi by się nie podobało. Pośrodku.

Kłamstwa zdecydowanie były potrzebne, ale to chyba właśnie było to, czego przy tym człowieku nie szukał.

Coś w tych prostych słowach o tym, że jemu to nie było potrzebne przecinało jego skórę chłodem. Wzdragało niespokojną wodę myśli. Czy od kogokolwiek chciało się słyszeć, że nie chce się ciebie uczyć? Nie, od nikogo. Nawet jeśli to była znajomość raczkująca w swoich posadach to jakoś Laurent pomyślał, że... że jak zwykle trochę za dużo sobie pomyślał. Że trochę za bardzo się napatrzył. Albo po prostu wyszło dokładnie tak, jak miało wyjść od samego wstępu. To mogła być jednak ta opcja trzecia - galop myśli zdradliwych, fałszywych. Nie musisz im ulegać. Nie musisz na nie spoglądać. Odnalezienie się w tym mirażu nie było zawsze łatwe.

- Nie jest ci potrzebne uczyć się czyjegoś uśmiechu, ale potrzebujesz kłamstw. - Jego wzrok utknął w kołyszących się na falach mewach przy brzegu morza. Przy kamienistym wybrzeżu. Białe plamy na tym idealnym pejzażu błękitu i morskich toni - jeśli spojrzałeś na horyzont to nie wiedziałeś, gdzie kończą się głębiny, a gdzie zaczyna nieboskłon. Zaraz jednak spojrzał na Migotka, który się pojawił, żeby postawić filiżanki z kawą, mleczko, cukier - jakby ktokolwiek chciał - i talerz z ciastkami. Pokłonił się i zniknął. Laurent w końcu usiadł przy stole.

- Ciężko się nie zgodzić z tym, że kłamstwa są potrzebne. Bez nich nasze społeczeństwo by chyba nie istniało. - Jego życie przecież było utkane kłamstwem. - Co cię jednak interesuje, Nicholasie? - Odwzajemnił w końcu spojrzenie mężczyzny. - Co ci jest potrzebne? I co spodziewasz się znaleźć, albo dostać, ciągnąc tą naszą... znajomość. - Z braku lepszego słowa chyba to było na miejscu. Bo to była dziwna znajomość. - Już raz skłamałeś, kiedy zadałem ci podobne pytanie. Czasem kłamstwa są potrzebne. Innym razem - nie służą w ogóle.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
29.12.2023, 22:39  ✶  

Nicholas nie chciał otworzyć się na nowe. Nie chciał oglądać świata w innych barwach, w ciepłych. Jakby miały na celu zaburzyć jego już wybudowany świat. W jego kolorach. Kolorach zimna i ciemności. Osiągnął już część celów jakie pragnął. Zagłębiał tajemnice nekromancji, czarnej magii. Dołączył do Śmierciożerców i dostał posadę w Departamencie Tajemnic. Czy potrzebował czegoś więcej? Samodoskonalenia. Opanować wiele dziedzin do perfekcji. Tylko właśnie. Spotkanie z Laurentem, burzyło jego mur. Przetapiał się przez jego zbroję, jakby próbował dostać się do zamrożonego serca. To niczego nie ułatwiało. Być może przez tę fascynację, źle rozgrywał ich grę. Jego, grę.

Potrzebował kłamstw. Widocznie nie szły mu na tyle dobrze, aby przekonały w czymkolwiek Laurenta. Tam, w restauracji, skłamał mu. Prewett o tym pamiętał. Wydało się zapewne przy ostatnim spotkaniu. A dzisiaj, zostało powiedziane więcej.

Skrzat dostarczył kawę. Laurent podszedł do stolika. Nicholas, pozostał jeszcze na swoim miejscu, kierując spojrzenie za gospodarzem. Słuchał co miał do powiedzenia Prewett, który wciąż brnął w zainteresowanie. Ale dodał coś więcej, jakby chodziło o ich znajomość. Tym razem najwyraźniej Laurent oczekiwał szczerej odpowiedzi. Nie kłamstwa.
Co miał mu odpowiedzieć? Że przebywając z nim, nie traci człowieczeństwa, skoro tak bardzo oddaje się ciemności? Że jako samotnik, nadal jednak potrzebuje mieć z kim spędzić dobrze czas?

- Więc czemu w to brniesz? Co Tobie daje nasza znajomość? Jeżeli nie tolerujesz kłamstwa i to z mojej strony, nie zapraszałbyś mnie do siebie. Oczekujesz ode mnie szczerości? Jakąś masz gwarancję, że Ci ją dam?
Odpowiedział spokojnie, podchodząc do stolika. Na razie nie siadał. Choć wpatrywał się w Laurenta, oczekując odpowiedzi. Czy w tym wszystkim, chodzi o wspólne spotkania i ich znajomość, aby wiedzieć jak powinna wyglądać, w oczach innych? Niby spotykają się w bezpiecznych miejscach. U siebie. Na przemian. Zdarzy się sytuacja, gdzie pojawią się publicznie razem. Czy będą udawać? Będą musieli. To ich gra. Z wieloma poziomami. Tylko muszą ustalić jej jasne zasady. Z korzyścią, dla ich obojga.
Jak anioł, dobijający targu z diabłem.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
29.12.2023, 23:56  ✶  

Kiedy spotykał kolejnych ludzi liczył zawsze na to samo - na odrobinkę czegoś prawdziwego. To było udawane. Jak dotąd te wszystkie emocje były budowane na zauroczeniach i uniesieniach. I był tym zmęczony. Chciał czegoś prawdziwego, co nie będzie go plątało siecią kłamstw. Co będzie tak samo możliwe do zrealizowania jak głupie mieszkanie Flynna z Alexandrem. Głupie - nie, wcale niegłupie. Co trzeba było zrobić, żeby tak żyć? Ile sprzedać, ile pieniędzy oddać, albo ile zapłacić? Chyba wszystkim wokół. Oczy by kuły, sól wypalałaby powieki, a pióra dziennikarzy wypalałyby słowa w gazetach. Nie dość, że bękart, to jeszcze... Z drugiej strony jednak Nicholas nie był tym poszukiwaniem. Był założoną odgórnie kwestią spędzenia miło czasu i zaspokojenia ciekawości. Więc ciekawość zaspokajał. Do dzisiaj. Nawet może nie do dzisiaj, a do teraz? Kiedy pojawiły się takie przykre słowa, które wbiły mu po raz kolejny tą suchą samotność do serca. Motyl ze startym pyłem ze skrzydeł nie mógł latać. Motyl urodzony bez pyłu był abominacją.

Laurent zapukał równo wypiłowanym paznokciem w blat stołu w zastanowieniu, kiedy padło pierwsze pytanie. Nicholasa świat był szary, a jego własny? Ładnie się mówiło i ładnie to brzmiało, że był kolorowy. Ale on nie był kolorowy. Był niebieski. Okrywał się peleryną niebieskiego smutku. Podniósł spojrzenie na pięknego blondyna, bardzo wysokiego zresztą, który stanął bliżej niego. Jakby rozważał to, czy nie wyjść. Myślał o tym? Ucieczka wydawała się nie leżeć w naturze tego człowieka. Posiadała w sobie zbyt mało... klasy. Była zbyt uległa.

- Na nic nie ma gwarancji na tym świecie. Wszystko zaczyna być rosyjską ruletką. - Oparł się wygodnie, zakładając nogę na nogę. - Moje całe życie jest kłamstwem. Moja osoba jest kłamstwem. Bliżej mi do subtelności kłamstw niż okrutnych prawd. - Powiedzenie więc, że nie tolerował kłamstwa było... heh, to po prostu nie była prawda. Mogli to teraz zweryfikować. A raczej - Nicholas mógł. - Przez kilka chwil byłeś boleśnie realną prawdą. Ulżyło mi. Ulżyło mi poczucie, że nie muszę kłamać. - Odetchnął tęsknie. - Więc? Czego szukasz, Nicholasie? - Spojrzał w jego lśniące, chłodne oczy. Całkowicie nieprzeniknione.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
30.12.2023, 02:06  ✶  

Spopielony Motyl, szukający swojego miejsca. Szukający zrozumienia. Szukający akceptacji. Nie szukający miłości. Potrzeba, bycia potrzebnym. Życia dla kogoś. Nawet w imię złego. Zabijania, dla celów wyższych. Interesował się tym, co zakazane. Co nielegalne. Każdego młodego czarodzieja, ciągnęłoby do czegoś, co zabronione, aby posmakować. Smak śmierci. Smak zwycięstwa. Uczucie użycia czarnej magii. Każdy chciałby poczuć jeden z tych smaków. Jedno z uczuć. ”Jak to jest kogoś zabić? Jak to jest czuć się wygranym? A nawet, wybranym?”

Kłamstwa, były też swego rodzaju tarczą. Obroną. Wiedzą w niewiedzy, aby kogoś zmylić. Ucieczką od prawdy, jaka może zaboleć. Czy tak nie było wygodniej?

Czy chciał uciec? Nie. Źle wypadłby w oczach Laurenta. Jego skrzydła nie były gotowe, aby odlecieć. Kiedyś musieliby o tym porozmawiać. Na pytania jakie mu zadał, dostał odpowiedź. Życie karmione kłamstwami. Od każdego. Istnieje na to złota zasada - nie ufaj nikomu.

Analizując jego słowa. Nicholas skierował swoje kroki w kierunku drugiego wolnego krzesła. Usiadł na nim. Zastanawiał się. W którym momencie, stał się boleśnie prawdziwy? Boleśnie realną prawdą? Kiedy został zapytany o zainteresowania? Kiedy odpowiedział prawdę, omijającą tę najprawdziwszą, o której nie chciał mówić? To musiał być ten moment.

Laurent miał dość życia w kłamstwie. Ta ulga, o której mówił, była jego pragnieniem.

Czego z kolei szukał Nicholas? Dlaczego Laurent dociekał?

- Zrozumienia. Akceptacji. Pozostając w swojej ciemności. Badaniu śmierci. To chciałeś usłyszeć?
Odparł poważnie. Powiedział mu prawdę, ale niepełną. Oszczędzając szczegółów. Opierając się na swoim zawodzie jaki wykonuje. Chciał prawdy. Taka powinna mu wystarczyć.

Odpowiadając, patrzył na niego chłodnym spojrzeniem. Nie zdradzające więcej niż jedną tajemnicę. Nie odkrywając wszystkich kart. Nie mówiąc wszystkiego. Z tego względu, że Laurent bez problemu sam potrafił go rozszyfrować. Co było wręcz zdumiewające. Dało Nicholasowi do zrozumienia, że musi bardziej się postarać, zatuszować to, kim jest. Dlatego, chciał go trzymać przy sobie. Laurent widział więcej z boku. Czego zapewne nie widział Nicholas.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
30.12.2023, 11:34  ✶  

Każdy człowiek chciał znaleźć swoje miejsce na tym mizernym świecie. Miejsce, do którego będzie przynależał. W którym będzie czuł się bezpiecznie, swobodnie, gdzie nie będzie wskazywany palcami, gdzie nie będzie szeptania za plecami. Nie będzie ludzi jak cieni przemykających w kąciku oka, umykających, kiedy tylko zawiesisz na nich wzrok. Takie miejsce, bezpieczny azyl, który nazwiesz domem. Dom ten jednak bez drugiej pary oczu był zawsze pusty. Mógł być wypełniony przeróżnymi podarkami, kwiatami, obrazami, mógł być szary czy ciepło-beżowy, jak ten Laurenta. Jednak bez drugiego człowieka, który nawet nie musiał być tutaj z tobą - wystarczyła myśl, że gdzieś tam czekał - ten dom był pusty. Laurent był tym zmęczony - tą pustką. Swoim życiem, które zakopane było w przelotności uczuć, gdzie każda noc i każdy kochanek byli jednorazowi. Tak samo jak był zmęczony tym, że wszystko trzeba było ukrywać. Że życie Philipa zostałoby zrujnowane, gdyby sekret się pojawił, że Kayden z dnia na dzień się rozpłynął, że Dante wrócił do jego życia i może... przyjdzie mu znowu stanąć na Ścieżkach Nokturnu. Ostatnie, na co miał teraz ochotę, to ciągnięcie znajomości, która będzie opatrzona kolejną ułudą. Co było dość zabawne i tragiczne jednocześnie, bo przecież poszedł do Nicholasa właśnie z myślą o tym, żeby się oddać jego ramionom. Hipokryzja z jego strony? Sam nie wiedział. Zaczynał już zupełnie nie rozumieć siebie samego, swoich impulsywnych zachowań i tego upadku, jakiego doznawał. Bezwładnie opadał w dół. Chyba po prostu liczył na to, że ktoś go złapie nim plecami uderzy o ziemię. Co to za anioł bez piór na zakrwawionych skrzydłach? Tak jak co to za motyl, który nie przysposabia się do lotu. Nicholas był pięknym motylem. Przynajmniej w oczach Laurenta.

- Czy to... ważne, co JA chciałem usłyszeć? - Może nie powinien tak dopytywać? Może powinien się zamknąć i... w sumie co dalej? Nie byłby sobą, gdyby trzymał gębę na kłódkę, taka przykra prawda. Nawet kiedy się starał, a właściwie to nie chciał się tak do końca starać. Chciał tej wolności, gdzie wszystko nie musiało być filtrowane, śliczne i takie ułudnie, obrzydliwie przekłamane tylko po to, żeby zadowalało tłumy. Dawki emocji, jakie teraz mu wpajał Nicholas, całkiem nieświadomie, były zaś sinusoidą doznań. Bo teraz Nicholas powiedział coś, co nie miało zadowolić tłumów. Miało zadowolić, najwyraźniej, tylko jego. Czemu, czemu, czemu... jego mózg teraz pędził jak szalony i absolutnie gubił się w tym, w co wierzy, a w co nie wierzył. Zrozumienie. Akceptacja. To były wartości tak wysoko położone na półce Laurenta, że niemal przeraziło go, że te dwa słowa padły z ust Nicholasa. Takie cenne. Takie trafne. Więc czy były jakąś pokazówką? Ułudą? Czy może były całkowicie szczere? Nicholas wydawał się przy tych słowach odsłonięty. Wrażliwy. Ale wrażliwość jednocześnie nie była słowami, którymi by opisał tego człowieka. Przez tę plątaninę emocji i uczuć Prewett się zarumienił. - Widzisz... zrozumienie i akceptacja nie idą w parze z kłamstwem. Dlatego... wystarczy proste "stop". - Bo naprawdę potrafił to uszanować. - W innym wypadku będę stawiał obok wszystkiego, co mówisz, znak zapytania: "czy on kłamał?" - Miał wrażenie, że Nicholas potrzebował takich wyjaśnień. Zrozumienia dla tych mechanizmów. - Nie chcę tego robić. Chciałbym ci zaufać. I chciałbym zrozumieć. Zaakceptować.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#18
30.12.2023, 12:21  ✶  

Być może Nicholas swoje miejsce znalazł. Lecz brakowało mu w tym jednego elementu. Kogoś, kto by z nim podążał tą ścieżką. Kogoś, kto także preferował te same barwy. Po prostu dla siebie być. Z Laurentem jest inaczej. On miał świat kolorowy, być może na pokaz, z dominującym ciepłem beżu niżeli innych wesołych barw. Brakującego w nim wspomnianego różu.

Zrozumienie i akceptacja, były wysokimi wartościami, jakich być może każdy człowiek szukał na tym świecie. Bo był inny. Nicholas otaczał się chłodem i ciemnością. Nie chciał tego zmieniać. Akceptują go tylko Ci, którzy robią to samo. Prezentują te same lub podobne wartości. Zabijają w imię tych samych zasad. Sieją postrach i zniszczenie. Czy Laurent, zaakceptowałby taką postać Nicholasa? Czy lepiej dla niego, aby żyć w kłamstwie i nie wiedzy, niż zawieść się i samemu wpaść w tę otchłań, aby z nim być?

Anioł, widocznie nie spodziewał się tych słów. Słów, które padły z ust pięknego Diabła. Kto taki jak Laurent, by go zaakceptował? Przygarnąłby czarnego motyla, który nie chce w sobie zmian? Jaką miał gwarancję, że te chłodne słowa, są prawdą? Wypowiedziane bez emocji, przeznaczone do jego uszu? Czy Laurent nadal chce wyjąć z jego oczu te odłamki szkła, które dostrzegł lata temu?

- Ty dociekasz. Ty chcesz wiedzieć. Potrzebujesz uwierzyć słowom, jakbyś uważał wzrok za wadliwy, który obserwując kogoś, może Cię oszukać. Gdzie tak naprawdę, może wskazać Ci pożądaną prawdę. Potrzebujesz usłyszeć to, co chcesz. Chcesz prawdy, ale boisz się ją zaakceptować.
Wyjaśnił jak on to postrzega. Jak on to widzi z boku. Jakby to on był tutaj atakowaną słowami ofiarą. Jakby toczyli skrzydlatą walkę zakrwawionych anielskich piór, z popielonymi błonami motyla.
Nicholas usiadł wygodniej, aby mieć lepszy widok na Laurenta. Aby lepiej obserwować jego zachowanie, reakcję. Przysuwając do siebie kawę.
- Moje stop sprawi, że będziesz chciał więcej. Już mi to uświadomiłeś chwilę temu. Wciąż wracasz do jednego pytania, kiedy ja tego nie robię. Odbijając Ci piłeczkę. Mnie nie obchodzą Twoje poglądy. Nie obchodzi mnie to, czy kogoś masz. Nie obchodzi mnie, czym się zajmujesz. Interesuje mnie to jaki jesteś, patrząc i obserwując Cię przy każdym spotkaniu. I także, mogę też wiele powiedzieć na Twój temat. Tak samo Ty, potrafiłeś mnie sam ocenić. Pragniesz mnie. Ale jednocześnie boisz. Nie musiałeś odpowiadać na moje zaproszenie. Ale skorzystałeś. Kierowałeś się ciekawością, pragnieniem, czy zbadaniem terenu?

Nie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytania. Dał jedynie do zastanowienia Laurentowi, czym się on sam kieruje w tej ich znajomości. Nicholas nie trzymał go na siłę. Pomijając fakt, że mogliby się spotykać chociażby dla przyjemności. Potrafili zaspokoić swoje pragnienia wzajemnie. Jak lód z ogniem, doprowadzający do uspokojenia chłodnych i gorących emocji. Jak Anioł z Diabłem, którzy muszą choć raz stoczyć ze sobą walkę. W ich przypadku, na słowa. Jak uskrzydlone stworzenia pokazać, który będzie wstanie wznieść się wyżej.

Czy może poza zaspokojeniem pragnienia, nie potrzebowali od siebie czegoś więcej? Są dla siebie przeciwieństwem. Jak Nicholas ma się na niego otworzyć, skoro sam wiele o nim nie wie? Obaj nie mówią sobie wszystkiego. Więc może dobrze będzie na tym pozostać? Dać tego też czas i kiedy przyjdzie moment, będą zdradzać wzajemnie swoje sekrety. Obaj mieli w ukryciu to, kim są. Bękart i Śmierciożerca. Jeden prawdopodobnie nie akceptowany przez rodzinę. Drugi oddalający się od swojej.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
30.12.2023, 15:04  ✶  

Nie było mowy o tym, żeby Laurent wszedł na drogę destrukcji. Takim sposobem nie było woli ani chęci zmiany zarówno w jednym jak i drugim panu. Więc kiedy mowa była o spotykaniu się pośrodku to naprawdę były mrzonki? Nie do końca. Bo przecież wiele rzeczy można było zaakceptować - a o akceptacji tutaj była mowa. Wiele rzeczy można było zrozumieć. O rozumieniu kontynuowali. Tylko jeśli nie chcesz kroczyć w blasku dnia, a z drugiej strony nie było woli wkroczenia na ścieżkę ciemności to niewiele było półcieni, w których można się było ukryć. Nie było przecież mowy o tym, żeby dobre serce Laurenta, zbyt wrażliwe, zaakceptowało przemoc, śmierć i strach. Nie. Nie mógłby popierać celów Nicholasa i nie mógłby dać mu swojego przyzwolenia. Może Nicholas powoli zaczynał to rozumieć spoglądając na ten jasny świat - nawet jeśli w dużej części na pokaz ze swoją wesołością, to nadal był to świat jasny. Gwałt i przemoc starały się go wypaczyć i skazić, ale z jakiegoś powodu Laurent wybrał tę bezdenną studnię, w której trzymał swoje dobre serce i odmawiał odwrócenia się plecami do świata i ludzi wokół. Na własną niekorzyść. Ku własnej krzywdzie. Dlatego mógł tylko spoglądać na Nicholasa i zastanawiać się, czy czasem go nie podziwia. Czy czasem nie mógłby mu zazdrościć. Tej ciszy. Tego spokoju.

Cisza potrafiła odebrać ciebie samego drugiemu człowiekowi. Potrafiła też jednak ocalić od powiedzenia paru słów za dużo. A więc? Gdzie była ta idealna droga, którędy należało pójść po te szkiełka? Laurent zaczynał wątpić, czy wyciąganie ich było dobrym pomysłem. Zwątpił, czy to pragnienie niesienia pomocy nie byłoby dla takiego Nicholasa destrukcją. Bo przecież z jakiegoś powodu schował się w tym lodowym pałacu. Ta okrutna, dosadna prawda. Słowa, które wytoczyły się z ust Nicholasa były również bardzo dosadne i trafne. W końcu Laurent bał się teraz już wszystkiego i wszystkich. Nie ufał już samemu sobie i własnym odczuciom czy myślom. To ludzie, nie świat, go takim pozostawili.

- Owszem, boję się. Boję się, że te wypowiedziane słowa nie są prawdą tylko kolejnym kłamstwem wypowiedzianym tylko po to, żeby ten głupi, naiwny ja został nakarmiony tym, co chciał usłyszeć. - I tak się to dalej toczyło, że on dociekał, wydawało mu się, że wiele mówi, a jednocześnie wcale nie chciał otwierać się po to, żeby nie zostać wytkniętym palcem. Bał się otwierać serce, które znowu mogłoby skończyć tak samo. To była bardzo świeża znajomość. Chyba jeszcze z nikim nowo poznanym nie otwierał tak ciężkich i poważnych tematów. Nicholas był... po prostu inny. Tak jak już powiedział - stał się bardzo ważny w bardzo szybkim tempie. Spoglądał teraz w jego oczy i jego twarz i nie widział tego, co widziałby w twarzach wszystkich innych. Ocenę. Emocje, które już doprowadziłyby go do pierwszych oznak zbliżającego się ataku paniki. Jakoś... słuchał go i mówił i to było takie... sam nie wiedział. Bo nie tak, że do końca spokojne. Ale nie było zatrważające. - Nie potrzebuję słuchać tego, czego chcę, jeśli to ma być kłamstwem. Potrzebuję zapewnień, przytaknięć, czegoś miłego - ale nie sfałszowanego. Potrzebuję czegoś prawdziwego. Realnego. - Co nie będzie tylko miodem lanym na wszystkie rany.

Przez dłuższy moment milczał po usłyszanej odpowiedzi. Kawa pachniała i uspakajała, parując i tańcząc parą na delikatnym, morskim wietrze. Co to miało znaczyć? Nie interesować się kimś, ale jednocześnie chcieć go badać i obserwować?

- Więc jestem dla ciebie jak okaz białego pawia spacerującego po ogrodzie? - To były piękne istoty. Kupowano je do ogrodów i puszczano, by po nich spacerowały. I podcinali im lotki, by nie odleciały. Nicholas nie dawał żadnym ruchem sygnału, że chciał po te lotki sięgać, a wręcz przeciwnie - powstrzymał swoją chęć zrobienia tego dawno temu. - Brzydota, Nicholasie. Czuję się bardzo brzydki, ale ty spoglądasz na mnie inaczej. Czuję się... wyzwolony. Wyzwolony od ciężaru, o którym nie mogę mówić. Nawet w obliczu twojej krytyki czuję się spokojny. Jakby to nie było nic złego - być niedoskonałym. - Wyjawił mu to dziwne uczucie, które w nim krążyło. Może ułudne - ale jak na razie ciągle się utrzymywało. I wręcz pogłębiało. - Usłyszałem ostatnio, że wszystko sprowadzam do seksu. - Uśmiechnął się gorzko. - Oczywiście, że skorzystałem z zaproszenia z bardzo jasną myślą, żeby się z tobą przespać. Z myślą, że tylko po to mnie zapraszasz. Bo po co innego? Nie chcesz mnie poznać, nie interesuje cię to. I teraz dopytuję, bo patrzę na ciebie i mam w głowie: czy to kolejny człowiek, który chce mnie przelecieć jak dziwkę, kiedy mu wygodnie i potem zajmie się swoim życiem? - Niepewność i żal, który wypalał go od środka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#20
31.12.2023, 16:32  ✶  

Laurent dostał przyzwolenie próby wyciągnięcia odłamków lodowego lustra z oczu Nicholasa. Tylko że to była misja niemożliwa do wykonania. Nicholas pielęgnował ten chłód w sobie, nie pozwalając dotrzeć do niego promieni słonecznych. Jasnych i ciepłych barw, które mogłyby roztopić jego mur. Czy wpuszczenie tego jasnego światła barw Laurenta, doprowadziłoby do destrukcji tego, co zbudował w sobie Nicholas? Bardzo prawdopodobne. Dlatego nie chciał zmian. Nie chciał powrotu do przeszłości, kiedy był inny. Taki, jakim akceptowała go rodzina, kilkoro znajomych. Zmieniał się już od edukacji w Hogwarcie.

W mieszkaniu Nicholasa, mieli badanie terenu swoich relacji. Puszczenie swoich wodzy fantazji pragnienia, aby je zaspokoić. Być sobą. Tutaj, mogli podjąć ten temat na nowo, przedyskutować swoje postrzeganie drugiej osoby. Może i ustalą w końcu wspólne zasady, własnej gry?

Kiedy Laurent odpowiadał na jego słowa, na jego pytania, Nicholas pozwolił sobie upić łyk kawy. Nie dolewał mleka. Nie dosypywał cukru. Gorzka smakowała mu tak, jakie posiadało się życie.

- Owszem. Jesteś białym pawiem, którego mogłem kupić. Ale nie zrobiłem tego. Pozwoliłem Ci samemu wydostać się z klatki, w jakiej utknąłeś.
Przytaknął na jego słowa. Potwierdził coś, co mógłby zrobić, ale tego nie zrobił. Jeżeli to chciał Laurent usłyszeć, te słowa nie były kłamstwem. Były szczerą prawdą, którą rzekł mu patrząc prosto w oczy.

Nicholas nie widział w nim brzydoty. Widział w nim pięknego skrzywdzonego anioła. Ale też i walecznego, skoro dał radę uciec z klatki Dantego. Znalazł na to sposób. Samodzielnie, lub ktoś mu pomógł. Nie potrzebował jego pomocy. Słuchał go uważnie, obserwując jego emocje. Zachowanie. Prewett wyjawił, jak się czuł w obecności jego osoby, w porównaniu do innych. Przy nim, było widocznie inaczej. Bo przecież trafił na lodową ścianę, za której murem znajdowała się ciemność. Czy Laurent był gotów zburzyć ten lodowy mur, wdrapać się na niego i przejść na drugą stronę, aby oddać objęciom ciemności?

- Zatem przy mnie, jesteś wolny. Możesz być sobą. Wiedz tylko, że z mojej strony nie zaznasz miłości, czułości, czy też szczęścia. Zaprosiłem Cię, ponieważ miejsca publiczne nie są odpowiednie na wyrażanie siebie i zadawanie pytań o sprawy intymne. Dlatego skłamałem. I zrobiłem to specjalnie. Poddałem się w Twojej grze, aby zachować dobrą twarz. Nie muszę Cię poznawać, poprzez zadawanie pytań. Wystarczy mi słuchanie Ciebie. Obserwowanie. Poznawanie poprzez czyny i działania. Kolacja smakowała?

Wyjaśnił mu, jak on do tego podchodzi. Jak bada swojego rozmówcę, jak poznaje swojego kochanka. Czerpał wiedzę z otoczenia. Ze zwyczajnych rozmów i obserwacji. Zapamiętywał. Nie dopytywał. Nie dociekał. Nie naciskał. Potrafił dostrzegać i drugiej osoby granice, mając świadomość, kiedy może je przekroczyć.

- Może powinienem pierw zapytać, czy liczysz na coś więcej, niż sam seks?
Zapytał, aby mieli jasną sprawę na teraźniejszość i przyszłość ich relacji. Czy poza tymi słowami jakie Laurent wspomniał wcześniej, o prawdziwości, realności, zapewnień, przytaknięć, było coś jeszcze? Oczekiwał czegoś więcej, niż bycia dziwką?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (17975), Nicholas Travers (14975)


Strony (7): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa