• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip

[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
31.12.2023, 19:15  ✶  
We could be more, don't you run away
We could be happier this way

Laurent zastanawiał się nad bardzo prostą rzeczą. Banalną i podstawową. Brzmiała ona tak: czy ta znajomość spisana była na stracenie? Jednym prostym zdaniem Philip zasiadł chaos w jego głowie. Pociągnął go na dół sprawiając, że okręcił się wokół kolejnej równie prostej myśli. Myśli o tym, że potrzebuje pomocy. Nie od rodziny, nie od znajomych czy przyjaciół. Pomocy od kogoś, kto rozumiał zagadnienia psychologiczne. Więc może nie poszło to aż tak źle? Może coś dobrego z tego wyniknęło? I takim sposobem był w drodze do osoby, która była... bliska i daleka zarazem. Z którą spędzili dużo dobrego czasu i teraz spędzali dużo czasu... bardzo dziwnego. Zaczynał rozumieć, że zachowywał się jak gówniarz. Wstępowała w niego jakaś złośliwość i pewne rzeczy robił z premedytacją, jakby to miało czemukolwiek pomóc. Budziło się w nim jakieś niespokojne zwierzę, które chciało się zanurzać w przyjemnościach całkowicie sprośnych, egzotycznych i bardzo skrajnie odmiennych od powtarzającej się codzienności. To nie było normalne. Tak, był chory, musiał być chory. Chory, bo nie potrafił stworzyć stałej relacji, bo odpychał, a jednocześnie chciał być przyciągany, bo... bo wszystko zakańczał na seksie.

Najgorsze w tym zdaniu, które go prześladowało, było to, że było prawdą. A Laurent nie wiedział, jak samego siebie powstrzymać w tej chorobie.

Ubrany wyjściowo, ale przy tym niekoniecznie bardzo elegancko, z przejrzystą koszulą prezentującą złote łańcuszki spływające na jego klatkę piersiową, z materiałem zebranym na kibici prawie na wzór gorsetu i dobrze przylegające spodnie podkreślające długie, szczupłe nogi. Złote kolczyki z niebieskimi kamieniami szlachetnymi pałętały się pod zaczesanymi na bok kosmykami włosów, których część opadała na jego czoło. Palce zdobiły pierścienie - jak zawsze - a na nadgarstku przesuwał się jeden z wielu zegarków, dobrany odpowiednio do stroju. Pewnie wystarczyłoby, żeby z półcieni wieczoru pokazał się w jakimś klubie i... jak to usłyszał mógłby mieć każdego. Może tak. Chyba to czas dyktował człowiekowi, kiedy jednorazowe przygody przestawały być aż takie kuszące i potrzeba ustatkowania się zaczynała dusić serce. Choć niektórzy nigdy ustatkować się nie chcieli.

- Dobry wieczór, Philipie. - Przywitał się, spoglądając na starszego mężczyznę. Spodziewając się - i chyba nawet oczekując - tego uroczego uśmiechu na jego twarzy. Tych dołeczków w policzkach. Tego całkowitego przecięcia i odcięcia od trudnego i męczącego poranka. Bo nie przyszedł tutaj na wojnę. Bo nie przyszedł się kłócić. A przyszedł, bo... bo w sumie co? Znowu był mu coś winny? Czy może znowu chciał dać się przelecieć? Nie wiedział. Nie miał pojęcia. Ale był. I nie myślał, że mógłby być gdzieś indziej. - Jak twój dzień po pojedynku?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#2
31.12.2023, 20:37  ✶  

Otrzymany tego poranka liścik od Laurenta go zaskoczył i to całkiem miło, co wynikało z prośby o spotkanie. Spotkanie, którego nie zamierzał mu odmawiać. Podczas wczorajszego wieczoru w barze trochę porozmawiali, choć to nie była rozmowa w cztery oczy. Nie była nawet szczera. Pozostawał świadom tego, że łącząca ich znajomość na przestrzeni ostatnich miesięcy znacząco się skomplikowała,  że jej charakter uległ zmianie na... bliżej nieokreślony, trzymając ją w swoistym w zawieszeniu. Nie była definitywnie zakończona, nie wróciła na dawne tory ani nie stała się czymś innym. Tak by to określił. Zmiany zaszły również w nim samym. Ktoś powiedziałby, że to zmiany na lepsze. Nawet jeśli odarły go z dawnej lekkości ducha, prostoty, egoistycznej skłonności do hedonizmu. Po tych wszystkich miesiącach naprawdę musiał to zaakceptować, że nic nie będzie już takie, jak było przed tym przeklętym Beltane.

Nie odmówił mu tego spotkania, nawet jeśli nie wiedział, czego ono będzie dotyczyć. Jego myśli krążyły wokół wczorajszego pojedynku, w którym stanął naprzeciwko Lestrange'a. Prawdopodobnie Laurent chciał wiedzieć, co on tak naprawdę myśli o przebiegu tego pojedynku, jakie ma spojrzenie na remis i może co zamierza zrobić dalej poza tym, co powiedział samemu Laurentowi i pozostałym osobom, które z nimi siedziały. W cztery oczy będzie mógł pozwolić sobie na szczerość. Nic co powiedział Laurentowi do tej pory nie znalazło się na łamach prasy. Nie przypuszczał, że rozmowa może dotyczyć czegoś innego. Czegoś poważniejszego, niż ta farsa związana z pojedynkiem, do którego przystąpił z czysto egoistycznej pobudki - stanowiło to sposobność do zabłyśnięcia w prasie, zadbania o swoją reputację. Loretta należała do przeszłości, jak koszmar minionego lata. Stanowiła zamknięty rozdział. Udowodnił też sobie, że jest najlepszy. Wiedział, że od pokonania Louvaina w tym pojedynku dzieliło go naprawdę niewiele.

Zaprosił Laurenta do swojego salonu, który jeszcze godzinę temu nosił znamiona dnia wczorajszego, a teraz został uprzątnięty przez Błyska. Na widok Laurenta należące do Philipa psidwaki (Taffy i Nuggets) poderwały się ze swojego posłania i zaczęły kręcić się obok Laurenta merdając wesoło ogonami i popiskując. Na podłodze leżał trzeci psidwak - ogromna maskotka, którą wygrał podczas Lithy a która stanowiła doskonałą poduszkę. Jedna z jego nóg była nieznacznie rozpruta, co było zasługą jego psów. Na kanapie walał się średniego rozmiaru pluszowy jednorożec. Jedyny, który nie będzie uciekał przed nim.

Stojący w salonie Philip był ubrany bardziej po domowemu niż wyjściowo i przy nim Laurent mógł sprawiać wrażenie wystrojonego na jakiś koncert albo ważne spotkanie. W innych okolicznościach przez chwilę mógłby się zastanawiać, czy nie mieli gdzieś wyjść. Noszona przez niego biała koszula była trochę wymięta, częściowo wyciągnięta za linii czarnych spodni. Jeden z pasków luźno zawiązanego krawatu spoczywał na prawym jego barku i nie nosił butów. Blond włosy pozostawały w lekkim nieładzie. Tak wyglądał ktoś, kto wypoczywał przez cały dzień i ktoś, kto przy samym Laurencie czuł się na tyle swobodnie aby nie przebierać się przed jego wizytą.

— Dobry wieczór, Laurencie. — Powitał go tak jak Laurent podświadomie tego oczekiwał - rozbrajającym uśmiechem, podkreślającym dołeczki w jego policzkach. — Rozgość się. Napijesz się czegoś albo coś zjesz? — Wskazał młodszemu mężczyźnie cały salon. Do swojej dyspozycji miał kanapę, dwa fotele i podłogę z ogromnym psidwakiem. Zamierzał posłać po Błyska, niezależnie od tego czy Laurent będzie coś chciał czy nie.

— Wróciłem do domu, posiedziałem trochę z bratem który tutaj się przekimał do rana i przez większość czasu wypoczywam. A twój? —  Odpowiedział na zadane mu pytanie, interesując się także tym, co działo się u Laurenta w związku z tym pojedynkiem i jak przebiegał jego dzień.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
31.12.2023, 21:30  ✶  

Czego to spotkanie miało dotyczyć... tak jakby miało dotyczyć czegoś konkretnego. Jakby musiało dotyczyć czegoś konkretnego. Minął tydzień od felernego wydarzenia w New Forest. Od artykułu. Od tego, jak prasa oszalała, a raczej jak oszalali ludzie od jednego artykułu. Ten temat nie był kilkoma literkami na papierze. Był realną agresją, realnym stresem i realnym problemem, który na niego opadł. W takich momentach można było się zastanowić, komu człowiek powinien ufać, a komu nie. Kiedy pisał do niego wtedy list obiecał mu spotkanie. Że kiedy się wszystko uspokoi - przyjdzie. Powiedzmy, że uspokoiło się wcześniej... i nie na tyle wcześnie, żeby przyjść z odwiedzinami przed samym pojedynkiem.

Ach, oto był - firmowy uśmiech Philipa numer jeden. Jakoś tak... jakoś tak Laurent poczuł ulgę na jego widok. Widok twarzy Philipa z tym uśmiechem. Nie z niepewnością, nie ze złością. Nie, on się uśmiechał. Jakby stało się właśnie coś miłego. A stało? Laurent automatycznie też się uśmiechnął - ale ten jego był mizerny, ktoś by powiedział, że jakiś rozżalony. Słaby. Mimo to uśmiechnął się, bo to ciepło płynące z prostego grymasu mężczyzny było błogosławieństwem.

- To zależy. Zamierzasz znowu gotować? - Wkroczył do salonu i rozejrzał się, jakby spodziewał się, że coś się zmieniło. Ale nie zmieniło. Wszystko było ciągle takie samo. Ta sama, uporządkowana przestrzeń, po której co najwyżej potrafiły się pałętać marynarki czy szaty Philipa. Ale zanim w ogóle przeszedł większa ilość kroków to pochylił się do kochanych psidwaków, jakie uśmiech na jego twarzy poprawiły, doprawiły i doprowadziły do tego, że uśmiechnął się cieplej. Z miłością do tych stworzeń, gdy kucnął, żeby je porządnie wytarmosić. - Cześć kochane. Nie zabrałem wam niczego dobrego. Jeszcze wasz pan by mnie okrzyczał, że was rozpieszcza jak jego sowę. - Poklepał jednego to drugiego po bokach. - Poproszę herbatę tak poza tym. - Poza oferunkiem jedzenia, rzecz jasna.

- Dzień... jak co dzień. Może odrobinę bolała mnie głowa przez tych parę łyków alkoholu. - Jemu nie groziła konfrontacja z niezadowoloną rodziną przez to, że zremisował pojedynek.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#4
31.12.2023, 22:42  ✶  

To wieczorne spotkanie było dla niego jedną wielką niewiadomą. Jedynie chciałby aby przebiegało w miłej atmosferze. Istniały sfery, w których zamierzał postawić wyraźną granicę, jeśli wymagałaby tego sytuacja, w której się znalazł. W chwili obecnej odpowiadała mu zwyczajna rozmowa, jeśli tylko byłaby na nią szansa. Jeśli byli zdolni do tego po tym wszystkim, co miało do tej pory miejsce. Tą granicą miało być to do czego nie miało dojść tego wieczora albo tej nocy. Do zaoferowania miał jedynie swoje towarzystwo poza drzwiami sypialni.

Pomimo tego całego skomplikowania łączącej ich relacji i zawieszenia, w jakim się znalazła, niezmienne pozostawało to, że lubił towarzystwo Laurenta. Niezmienne pozostawało to, że przeżył z nim wiele dobrych chwil i to nie jest coś, co można tak łatwo odrzucić, wyprzeć z pamięci. Nawet jemu - komuś, kto potrafił przeskakiwać z jednej opartej o niezobowiązujący seks znajomości w kolejną tego typu relację bez mrugnięcia okiem i oglądania się wstecz w ramach jakiejkolwiek refleksji nad swoim życiem. Nie dało się nie dostrzec tego, że odwzajemniony przez młodszego mężczyznę uśmiech wydawał się być zaledwie cieniem prawdziwego uśmiechu. Zapyta o to po posiłku.

— Naprawdę polubiłeś jak gotuję. Zamierzam. — Podzielił się z blondynem swoim spostrzeżeniem. Postanowił nie odmawiać mu i samemu zająć się przygotowaniem posiłku. Przeczuwał, że Laurent nie odmówi i zje wszystko ze smakiem jak za pierwszym razem, kiedy przygotował dla nich tamte omlety. Zamiast udać się do kuchni, stał w tym salonie obserwując Laurenta podczas witania się z tymi psidwakami. Prewett naprawdę kochał zwierzęta, czego dał mu świadectwo po raz kolejny.

— Jak zaczniesz je rozpieszczać to będziesz wyprowadzać je na długie spacery. Inaczej będą wyglądać jak dwa kafle na czterech łapach. — Zapowiedział temu mężczyźnie w żartobliwym tonie. To się okaże, czy Laurent potraktuje wypowiedziane przez niego słowa poważnie w kontekście wyprowadzania tych psów.

— Błysku, przygotuj dla nas herbatę. — Poprosił o to swojego skrzata. W tym czasie on zajmie przygotowywaniem się dla nich kolacji. — Odnoszę wrażenie, że masz mi sporo do opowiedzenia. Dobrze, że to było zaledwie parę łyków. — Zwracając się do niego powoli zaczął iść w stronę kuchni. Gestem zachęcił do tego samego Laurenta. Po przekroczeniu progu tego pomieszczenia Philip od razu zaczął gromadzić wszystkie składniki do przyrządzenia tego posiłku. Zdecydował, że zrobi dwa rodzaje tostów z patelni. Pierwsze będą z smażonym boczkiem, z warzywami i omletem. Natomiast drugie, te robione bardziej z myślą o sobie, będą z czekoladą i truskawkami. Przygotowanie całości nie zajęło mu sporo czasu. W tym czasie Błysk nakrywał do stołu w kuchni - rozkładał talerze, sztućce oraz naczynia na świeżo zaparzoną herbatę. Laurent mógł zdecydować na jakie ma ochotę.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
31.12.2023, 23:27  ✶  

Mocne postanowienie. Bardzo mocne. Szczególnie, kiedy ich znajomość opierała się głównie właśnie o to. Laurent takich żelaznych postanowień nie robił. Sam nie wiedział - w jego głowie panował burdel, a ten prowadził do różnych dziwnych wniosków i poplątania zakompleksionej osobowości selkie. Tym nie mniej, tak jak ostatnim razem tak i teraz nie przyszedł tu na szybki numerek. Przynajmniej to nie było celem. Bo celem było dokładnie to - miłe spędzenie czasu. Może bez problemów, może w końcu bez problematycznych i głębokich rozmów. Może w końcu po prostu w spokoju, nie myśląc o wczoraj ani nie rozmyślając o dniu jutrzejszym. Za tymi oknami, za tymi bezpiecznymi ścianami. Osoba, której na pewno mógł zaufać.

- Nie wiem jak ci to wyjaśnić. - Bo czy z Philipa był tai wybitny kucharz? Nie, oczywiście, że nie. Ale nie musiał nim być. - Może po prostu wszystko, co zrobisz, ma taką właściwość magiczną: "smakuje lepiej"? - Podniósł wzrok znad psiaków, w końcu wstając z podłogi. Ale ani myślał się od tych pieszczochów odganiać, które od razu za nim poleciały. Nie skakały jednak, nie rzucały się na jego nogi, dobrze wytresowane. Tamto śniadanie, na które został zaproszony miałoby o wiele lepszy posmak na krańcu języku gdyby nie to, jak tragicznie skończył się jeden zwykły wywiad. Lepsze wspomnienie, gdyby nie to, co działo się potem. Ale wspomnienie posiłku było ciągle takie samo. Zwykłe, proste śniadanie, które przyniosło ze sobą tyle równie prostej radości. - Zawsze chciałeś mnie nakłonić do treningów. Może to byłby dobry pretekst. - Uniósł nieco kąciki ust, kierując się za Philipem do kuchni. A psy za nim. Ale nie przed nim, nie. Pozwalały mu przejść i nawet nie myślały o tym, żeby mogło być inaczej. Zatrzymał się w kuchni i wyciągnął dłonie, pochylając się, żeby jeszcze raz je popieścić. - Siad. Dobre psy... - Pomiział je za uszami. - Leżeć. - Wpatrzone w niego psie ślepia były jak oczarowane. Grzecznie się położyły pod poleceniem, a kiedy Laurent się wyprostował jak w synchronizacji spojrzały na swojego pana. Jakby chciały się upewnić, że tak jest dobrze. Ale ogony nadal im latały ze szczęścia na boki.

- Skąd taki wniosek? - Zawsze miał dużo do powiedzenia, tylko nie zawsze chciał mówić. Nie odnosiło się to przecież tylko do Philipa. - New Forest jest bezpieczne. Nie musisz się o nie martwić. - Bo znając wrażliwość Philipa skrywaną pod jego wielkim ego to się martwił. Podszedł do herbat, żeby przejrzeć, co ciekawego Philip tam miał. I wybrał białą herbatę z cytrusami. - Zdecydowałem się przeprowadzić, tylko jeszcze nie wiem dokąd. Chyba kupię willę we Włoszech.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#6
01.01.2024, 00:32  ✶  

Philip nauczył się, że samo powzięcie jakikolwiek postanowień jest zawsze tą łatwiejszą częścią. Dotrzymanie ich było znacznie trudniejsze. Większość ludzi miała z tym problem. Dawne przyzwyczajenia i hulaszczy tryb życia niczego mu nie ułatwiały. Starał się jednak wytrwać dłużej niż ostatnio zamiast rzucić to wszystko w cholerę, po raz kolejny ulegając swoim słabościom. Nie chodziło już tylko o jego słabość do Laurenta.

— W tym może być sporo prawdy, że wszystko smakuje lepiej. Nawet, jak nie jestem wybitnym kucharzem. — Przekonywało go to. Na co dzień w jego kuchni królował Błysk. Dla niego gotowanie stanowiło pewne urozmaicenie - robił to za każdym razem, ilekroć miał na to ochotę albo został odpowiednio zachęcony do tego. Jak to udało się osiągnąć Laurentowi. Blondyn mógł poświęcić jego pupilom tyle uwagi, ile tylko chciał przez cały swój pobyt w jego domu. Mógł głaskać je tak długo jak psidwaki będą tego domagać się i mógł bawić się z nimi przy użyciu przeznaczonych dla nich zabawek do czasu aż zmęczą się albo zdecyduje się opuścić jego dom.

— Trening zdecydowanie ci nie zaszkodziłby. — Powtórzył to co powiedział już wcześniej Laurentowi. Trenowanie nie zrobiłoby z niego prawdziwego mięśniaka, ale pozwoliłoby mu wypracować lepszą kondycję fizyczną. Aktywność sportowa działała również korzystnie na samopoczucie i psychikę. Po ciężkim treningu, z którego wracał nierzadko obolało i zmęczony do tego stopnia, że chciał paść tylko na łóżko i zapaść w sen, wracał też z oczyszczonym umysłem. Zainwestowany czas oraz galeony w odpowiednią tresurę tych zwierząt były warte tego widoku, tego że są tak ułożone i sprawiają przez to mało problemów. Było tak, jak być powinno.

— Ostatnie miesiące są równie burzliwe dla całego świata czarodziejów. Poza tym nie wpadłeś z wizytą od dnia wywiadu do wieczoru pojedynku. — Odpowiedział na pytanie swojego rozmówcy. Poza śledzeniem dwutygodnika Złotego Znicza i Czarownicy, regularnie czytywał Proroka Codziennego. — To najważniejsze. — Dodał jedynie. Nie musiał komentować tego zapewnienia, jakim było nie musisz się martwić. New Forest pozostawało jednym z miejsc, które darzył szczególną estymą i miał swoje powody, aby martwić się o ten zakątek. Nie tylko dlatego, że jego rodzina pozostawiła tam pod opieką swoje wierzchowce. Gdyby tego wymagała sytuacja w New Forest bez wahania sięgnąłby do swojego bezdennego, pełnego galeonów portfela. Nie przeszkadzało mu to, że Laurent własnoręcznie wybiera herbatę z całkiem bogatego zbioru herbat.

— Co skłoniło cię do podjęcia decyzji o przeprowadzce? Włochy to całkiem dobry wybór na zamieszkanie, o ile wybierzesz wieś. — Zapytał z zainteresowaniem. Przyrządzone przez niego dwa rodzaje tostów - wytrawne i na słodko trafiły na dwa osobne talerze, które położył na stole pośród przygotowanej zastawy. Wyglądały apetycznie jak na tak proste dania. Usiadł na swoim krześle. Nałożył sobie na razie wytrawny tost, chcąc spróbować czy faktycznie mu się udały. Życzył Laurentowi smacznego.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
01.01.2024, 01:27  ✶  

Łatwo było czasami zapomnieć, że jednak cały świat nie kręci się wokół ciebie i ludzie mieli swoje problemy, swoje postanowienia, swoje przeciwności, z którymi starali się walczyć i zmagać. Takie kłody pod nogami, które przeskakiwałeś, żeby tylko spojrzeć, co czeka na ciebie po drugiej stronie, a nie dlatego, że brałeś je za przeszkody - właśnie tym była myśl, że coś dotyczyło ciebie. A wcale takim nie było. Philip zapowiadał wielką zmianę, mówił, że się stara - i stara zarówno dla siebie, jak i dla niego. Żeby to było czymś więcej niż tym dziwactwem, jakie zostało przecięte. Laurent uważał siebie samego za strasznego egoistę, że mieszał Philipowi w głowie. Sobie samemu też, ale to już była tylko jego sprawa, jego problem, Philip nie był mu niczego winien. Powiedział mu przecież, że go nie kocha. Ale czy to była prawda? Jeśli nie, to czym było to uczucie? Przywiązaniem? Zwykłą zaszłością tylu lat tego układu przyjaciół z benefitami? Fakt był taki - mieszał w życiu Philipa, który starał się je poukładać, a nie powinien. Skoro powiedział już "nie" to nie powinien dalej wdrażać tej znajomości i ciągnąć ją poza kontakty czysto biznesowe. Przecież tyle razy naciskał, żeby jedno od drugiego oddzielać na samego siebie jak i na otoczenie. Oto jednak jest i oto są - szykując się do wspólnej kolacji.

- Zaraz się o tym przekonam. - Dość rychło, bo zapach, którego narobił, pobudzał ślinianki do działania. I pobudzał też jego brzuch do zwijania się w supeł. Za mało jadł - ze stresu. I teraz to zaciskanie się brzucha nie było spowodowane tym, że był zniechęcony gotowaniem Philipa tylko tym, że był głodny aż za bardzo. Paradoks. - Obawiam się, że nie dałbym rady żadnemu treningowi. - Chyba siadało mu zdrowie jeszcze bardziej - i to nie tylko to psychiczne. To nie tak, że siedział tylko na tyłku, uprawiał sport, jakim było jeździectwo. A to był też, wbrew pozorom, cholernie wymagający sport. Wymagał pracy całego ciała i niezwykle silnych nóg. Niestety ostatnio nawet nie bardzo na to miał siłę. Michael ostrożnie woził go na swoim grzbiecie. I dzięki Bogu, że nadal woził. Znał to uczucie fizycznego zmęczenia. Było zdrowe. Ale nawet ono nie zawsze pozwalało zasnąć w spokoju i nie martwić się o to, że ktoś wbije ci nóż w plecy.

- Trochę się wydarzyło. Między nami jak i z tym wywiadem. - Nie miał siły podejmować rękawicy, jaką było spotkanie się z Philipem, szczególnie, kiedy wszystkie emocje były takie świeże i pochłaniające. Nie kiedy ta sytuacja z wywiadem zwaliła się na jego głowę i przygwoździła do ziemi. Jak na złość - tym bardziej chciał wzlecieć. Bezsensownie, lekkomyślnie. Dokładnie tak samo jak wtedy, gdy popełnił błąd z Dante. - Gdybym był brzydki - chciałbyś się nadal ze mną zadawać? - Wszystko było w jak najlepszym porządku z jego urodą - bo niedoskonałości skrywał od długiego czasu pod zaklęciami transmutacji. Jak wysokim wyznacznikiem była uroda? Jak była ważna? Wstydził się niedoskonałości, a jednocześnie podziwiał ją w lustrze i nie chciał sięgać po maści na blizny mimo tego, że mu je proponowano. To było pokręcone. Ale zaczynał po prostu akceptować to, że jego umysł był pokręcony.

- Ucieczka. - Przyznał bez żadnego oporu. Umył najpierw ręce w umywalce kuchennej i wytarł je, nim skierował się do stołu, uśmiechając do przygotowanej kolacji. - Nie czuję się już dobrze w New Forest. Zacząłem rozdzielać pracę tak, żeby poświęcać jej jak najmniej uwagi. - To swoją drogą. - Smacznego. - Nałożył sobie tosta z boczkiem i przez moment wyglądało trochę, jakby się modlił do tego talerza. Ale z uśmiechem. Więc to nie mogła być zła modlitwa, prawda? W końcu wziął pierwszego gryza. - Mmm... pyszne. Jesteś naprawdę ukrytym talentem kucharskim. - Uśmiechnął się ciepło do Philipa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#8
01.01.2024, 18:15  ✶  

To nie byłby pierwszy raz na przestrzeni ostatnich miesięcy kiedy to zadawał sobie pytanie co robił ze swoim życiem i na co pozwalał innym, co było niespotykane dla niego. Zupełnie jakby pozostawało to poza jego kontrolą. Bycie panem sytuacji i rozdawanie kart dla niego stało się znacznie trudniejsze. Ze wszystkimi następstwami podejmowanych w takich momentach jak ten decyzji przyjdzie mu się zmierzyć w niedalekiej przyszłości. Skala tych konsekwencji pozostawała nierozerwalnie związana z wyciągniętymi przez niego wnioskami. Pomimo oczywistego wydźwięku wspólnej kolacji w nawet postaci zwyczajnych tostów, tak zachowywał się dobry gospodarz. Tego nie można mu odmówić. Można było mówić tu o pewnego rodzaju specjalnych względach. Dla większości gości nie przekroczyłby w takim właśnie celu progu swojej kuchni, o wszystkich swoich dotychczasowych kochankach nawet nie wspominając.

— Początki są zawsze trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o treningi. Nie jest to aktywność fizyczna dla każdego. Ty musiałbyś zacząć od odpowiedniego odżywiania. Żaden trener nie pozwoliłby ci na jakikolwiek trening. — Powiedział z adekwatną do poruszonej przez niego kwestii powagą w głosie. Poruszenie przez niego tego niewygodnego dla Laurenta tematu mogłoby wskazywać na martwienie się kolejną rzeczą, do czego przyznanie się nie przyszłoby mu z łatwością. Cechująca go szczególna spostrzegawczość, pozwalająca mu na dostrzeżenie czegoś takiego małego i zawrotnie szybkiego jak złoty znicz podczas każdego meczu sprawiała, że miał oko do tego typu szczegółów. Pomimo zmiany charakteru łączonej ich znajomości pewna regularność ich spotkań została zachowana. Przez cały czas trwania ich układu poznał też dobrze ciało tego mężczyzny. W jakimś stopniu prawdą jest stwierdzenie, że w zdrowym ciele zdrowy duch.

— Jestem tego świadom. — Podjął decyzję o nierozgrzebywaniu tego w tym momencie. Ostatnia ich kłótnia stanowiła zaledwie ułamek tego, co się wydarzyło między nimi. Dla niego również to było zbyt świeże. Sprawa tego wywiadu również nie pozostawała bez znaczenia. Postrzegał to jako znacznie poważniejsze, niż typowo plotkarski artykuł. Do tych szło się przyzwyczaić.

— Co to za pytanie? — To nie tak, że nie chciał na nie odpowiedzieć. Po prostu Laurent zadał mu je niespodziewanie, przez co wydawało mu się wyrwane z kontekstu. Rozsądne wydawało mu się podjęcie próby poznania tego, czego właśnie zabrakło - kontekstu.  Atrakcyjność fizyczna otwierała wiele drzwi, podobnie jak pieniądze. Mu przez cała lata w połączeniu odrobiną starań, także przez swoją karierę, reputację i niezachwianą pewność siebie gwarantowała mu szczęśliwe zakończenie każdej nocy. Do czasu. Do tegorocznego Beltane, uwydatniającego pęknięcia w fasadzie swojego dotychczasowego życia. Nie zamierzał zrezygnować ze swojej kariery w szczytowym dla siebie momencie. Prawdopodobnie zostało mu jeszcze dziesięć lat w tym zawodzie, o ile wcześniej nie przytrafi mu się poważna kontuzja. Szukający zawsze byli postrzegani jako najgroźniejsi członkowie drużyny, gdyż złapanie przez nich znicza przesądza o wyniku meczu. Przez czas, jaki mu pozostał musiał wycisnąć z tego jak najwięcej. Po oficjalnym zakończeniu kariery sportowej zostanie trenerem Quidditcha. Praca za ministerialnym biurkiem nie była dla niego odpowiednia. Nie brał pod uwagę konieczności zrezygnowania z jednego na rzecz drugiego. Jest jednym z tych ludzi, którzy chcą mieć ciastko i zjeść ciastko, choć jeszcze nie zrobił nic w kierunku osiągnięcia tego stanu.

— Przed czym uciekasz? Tak naprawdę. — Po wysłuchaniu tego wyznania zdecydował się zapytać o prawdziwą przyczynę chęci ucieczki. To, że Laurent przestał się czuć w tak wspaniałym miejscu jak New Forest postrzegał jako objaw, a nie przyczynę. Wszystkie problemy mają to do siebie, że nie znikają przy zmianie miejsca zamieszkania. Gdyby tak było to nawet on, stosujący od lat taktykę ignorowania niewygodnych dla siebie prawd, zakupiłby kolejny dom w dowolnym miejscu na świecie.

— Docenisz mój ukryty talent kucharski zjadając więcej niż jednego tosta. Faktycznie wyszły pyszne, aczkolwiek brakuje mi tutaj jakiegoś sosu. — Stwierdził z uśmiechem po przełknięciu kolejnego kęsa kanapki.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
01.01.2024, 20:49  ✶  

Temat treningu i odpowiedniego odżywiania wracał jak bumerang w ich spotkaniach. Chyba nie słyszał o tym od nikogo częściej niż od niego. Zamiast jednak się pieklić to uśmiechnął się ciepło, z nostalgią. Edward też zagaił, że powinien lepiej o siebie dbać, ale potem była Aydaya, której próbował powiedzieć: hej, matko, ktoś próbował mnie zabić... Zamiast tego z jego ust wydobyło się: drażni cię, że przypominam tę kurwę, z którą zdradził cię mąż. Nie było niczego dobrego do wyciągnięcia z tej konwersacji i tym bardziej nie było tam miejsca na troskę. Philip zaś się troszczył - na swój sposób. Nie robił tego po to, żeby go zarazić swoim hobby, swoją pasją. Tak, zdecydowanie nikt nie znał tak dobrze jego ciała jak Nott. I nikt nie znał go tak dobrze na przestrzeni lat. Od czasów świetlności aż po dziś dzień, gdy marniał i mizerniał w oczach, gdzie dłonie liczyły kości pod jego skórą. To, jak to robił, te słowa, ta cierpliwość... Nawet poczuł jakiś malutki dotyk motywacji. Że mógłby się postarać w podzięce za to, że Philip temu jednak poświęca swoją energię, myśli. Że poświęca te myśli jemu.

- Nie mogę jeść. Nie jestem głodny, albo nie mogę niczego przełknąć. - Spojrzał na tego tosta. Zwykły tost - pomyślałby kto. Albo całkiem niezwykły, bo zrobiony przez kogoś, kto nie robił go każdemu. A robił? Może robił. Może przez tę kuchnię przewijało się mnóstwo takich głupich jak on, tak samo jak on sam przewijał się przez wiele kuchni. Nie było tu się z czego rozliczać. Obaj znali swoje... lekkie obyczaje. Zjadł kolejny kawałek. Jakie to było dobre... Jakoś przez myśl przebiegła mu kolacja u Nicholasa. Ten głupi gest, że pomyślał, że skoro jest selkie to pewnie lubi owoce morza. Spojrzał w kierunku stołu, gdzie ostatniego spotkania bardzo zachęcił Philipa do tego, żeby go wziął tu i teraz. Bez żadnego odkładania, bez wędrówki dokądkolwiek. Zjadł kolejny kawałek tosta w zastanowieniu tej wędrówki wspomnień. Nie skomentował tego krótkiego, lakonicznego komentarza, że był tego świadom. Sam nie chciał tego rozgrzebywać, więc po prostu pozwolił tematowi wygasnąć. Zwrócił na niego spojrzenie dopiero, kiedy zadał swoje pytanie. Ostrożne - tak mu się wydawało. Prawie jakby były złe odpowiedzi na pytania, które mógł zadać.

- Uroda jest ważna. Pozwala łatwiej zdobyć to, czego pragniesz. Albo kogo pragniesz. Jeśli jednak stracisz tę urodę, to ile jesteś wart? Jeśli ta wartość była wyceniana wartością twojego ciała? Jeśli przestajesz być idealny. Każdy chce się otaczać ludźmi ładnymi. Ale ostatnio, tak po cichu, zakochałem się w brzydocie. Bo jest boleśnie prawdziwa. - Mógłby rozwijać myśl, malować kolejny pejzaż złożoności ludzkiej psychiki i swoich własnych kompleksów, materialności społeczeństwa. - Co o tym myślisz? - To były podchody, bo Laurent bał się mówić pewnych rzeczy wprost. Bał się odrzucenia.

- Lista rzeczy, przed którymi chciałbym uciec jest bardzo długa. - Głównie chyba chciałby uciec przed samym sobą. - Masz ochotę podejmować takie pesymistyczne tematy? Nie chciałbym ci psuć wieczoru. - Normalnie chyba by go już za to przepraszał i uśmiechał się, zapewniał, że wszystko jest w porządku. Ale już niewiele rzeczy było normalnych w jego życiu. - Chciałem zapytać, czy rozmawiałeś już z rodzicami. - Po pojedynku, rzecz jasna. Powtórzył trochę pytanie, bo przecież wątek był poruszony. Ale Laurent Philipowi nie wierzył. W niewiele słów mu tam uwierzył. Zaśmiał się cicho.

- Dam z siebie wszystko, panie kucharzu. - Przyobiecał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#10
01.01.2024, 22:34  ✶  

Wypowiedziane przez Laurenta słowa wywoływały u niego zmianę w mimice jego twarzy, przecinając czoło długą zmarszczką. Nie zgładziłby tego dostrzegany przez niego ten ciepły, pełen nostalgii uśmiech na twarzy siedzącego przy tym stole blondyna. Nie spodobały mu się słowa Laurenta. Przywiązywał ogromną wadę do dbania o siebie i odpowiedniego odżywiania. Na marniejącego w oczach z każdym mijającym dniem Laurenta naprawdę ciężko się patrzyło. Istniała uzasadniona obawa, że jak to nie ulegnie zmianie to Laurent może trafić na obserwacją w szpitalu.

— Wiesz, czym to może się skończyć jeśli ten stan rzeczy nie ulegnie zmianie? — Zapytał wprost. Nie potrafił określić tego, czy Laurent pozostaje tego świadom, czym to groziło w dłuższej perspektywie czasu, tego jak poważny jest jego obecny stan i jak bardzo może się pogorszyć, czego następstwem będzie przedłużający się pobyt w szpitalnym łóżku, z którego może nie mieć siły wstać po to przez zrobienie paru kroków rozprostować nogi. Laurent musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tego właśnie chciał dla siebie. Wbrew temu, co właśnie mu powiedział, jadł ze smakiem. Tworzyło to wyraźny kontrast. Jednocześnie uznawał to jako dobrze rokujące, nawet jak nie było możliwości aby to zaczęło stanowić pewną rutynę. Spoglądając samemu w kierunku tego stołu bezgłośnie westchnął. Odgryzł kolejny kawałek swojego tosta. Nie zamierzał powracać do tamtego dnia.

— Potrafi zagwarantować szczęśliwe zakończenie każdej nocy, jednak na tym nie da zbudować się nic trwałego. W podobny sposób mógłbym rozpatrywać karierę, która sprawia, że wszyscy chcą cię znać i przez to zapraszają cię na przyjęcia, proszą o autografy i zdjęcia, chcą uścisnąć twoją dłoń albo zamienić z tobą kilka słów. Kariera często dobiega końca z przyczyn niezależnych albo ktoś decyduje się ją zakończyć. — Starał się jak najdokładniej przedstawić swój punkt widzenia, ukształtowany przez wszystko na przestrzeni tych ostatnich miesięcy oraz pod wpływem wszystkich odbytych rozmów z Laurentem i Giovannim. — Odpowiadając na tamto pytanie... tak. — Poznawszy istotę sprawy, która skłoniła Laurenta do zadania mu tego pytania, mógł do niego powrócić. Pomimo, że tym właśnie momencie ich znajomość wyglądała tak, a nie inaczej, to chciałby się z nim zadawać. Wymagałoby to jednak określenia ram łączącej ich relacji. Jedynym stałym mianownikiem było to, że lubił towarzystwo Laurenta i wbrew temu wszystkiemu co miało między nimi miejsce, definitywne zakończenie tej znajomości przychodziło mu z trudem - zwykle nie miał z tym problemu. W ostatnich miesiącach sporo mu zawdzięczał.

— Założyłem, że przyszedłeś porozmawiać i jestem gotów cię wysłuchać. — Podjęta decyzja wydawała mu się w tym momencie słuszna. Będzie to dobry moment na otwarcie butelki wina skrzatów. Nie to, że na trzeźwo nie będzie w stanie wysłuchać zwierzeń Laurenta, po prostu nie chciał tego wieczoru pić tylko herbaty.

— Nie rozmawiałem. — Odparł krótko, dojadając do końca swojego tosta. Sięgnął po filiżankę z herbatą, upijając z niej pierwszy łyk. Po odstawieniu jej na stół, wyciągnął dłoń po kolejnego tosta. Nie rozmawiał. Naprawdę nie było o czym rozmawiać. Bez tego ten remis nie był mu w smak. Nie była to upragniona przez niego wygrana.

— Jak nie zjesz to Błysk może je dla ciebie spakować. — Zasugerował.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (10275), Philip Nott (10172)


Strony (5): 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa