Czym to się skończy, jeśli. Jeśli. Jeśli nie będziesz jadł. Czemu nie jesz? Co się dzieje? Jedz, albo spróbujemy ci podetknąć coś pod nos. Nie da się pomóc osobie, która nie chciała dać sobie pomóc. Mądre słowa trafiały do jego mózgu, ale opanowana teoria wcale nie sprzyjała jej wykorzystaniu. Znał się na biologii. Widział, co działo się ze stworzeniami, które nie miały wystarczająco pożywienia, co działo się z ich ciałami i jak zaczynały funkcjonować. Lub raczej - jak przestawały funkcjonować. Bo na tym polegała ta prosta recesja podstawowych potrzeb organizmu, że ten pożerał siebie samego. Musiało mu wystarczyć to, w co zatapiał swoje paszcze, jeśli sprzeciwiałeś się podstawie - żeby jeść. Żeby spać. Co prawda blondyn przy nim nie powiedział tego wprost, ale brzmiało to jak przygana. Upomnienie. Całkowicie słuszna, choć nikt nie lubił być ganiony, szczególnie w starszym wieku. Łatwiej było przełknąć przyganę od rodzica niż od kogoś, kto jest twoim... e... przyjacielem?
- Staram się poprawić. - Dobry tekst na zbycie. Prawie jak sztuczka "zastanowię się", które nigdy nie nadchodziło. Sztuczka, którą głównie stosował wobec ojca, bo kiedy to do niego mówił to zazwyczaj już miał odpowiedź gotową na podorędziu. Po prostu nie chciał jej mówić - nie spodobałaby się Edwardowi. Tutaj jednak to nie było zbycie - to oświadczenie o staraniach poprawy. - Odwiedziłem nawet lekarza. Postaram się o regularne wizyty. - To chyba nie było coś, co powinien mówić temu człowiekowi (chociaż w sumie czemu nie?), ale już kiedyś rozmawiali na temat terapii. Dlatego o tym wspomniał. Philip również miał swoje doświadczenia na tym polu. Powinien mu mówić więcej..? A jeśli tak - to ile? Wszystko? Część? Czy jego to "wszystko" w ogóle obchodziło? Nie chciał być ciężarem. Nie chciał psuć komuś nastroju z powodu swoich bzdurnych problemów, kiedy tych problemów każdy miał cały stos. Jak chociażby teraz Philip z rodziną w sprawie felernego pojedynku.
Tak. Prosta odpowiedź, chociaż pytanie nie było chyba proste. Prosta odpowiedź poprzedzona nieprostą odpowiedzią na nieproste pytanie. Pytanie ze swoim dnem. Odpowiedź prezentująca dojrzałość i zrozumienie tego tematu przez człowieka, którego znał od strony hulaki zupełnie nie przejmującym się czymś więcej niż powierzchownością. Który patrzył tylko na ładne kobiety - i ładnych panów. Piękno było... tak bardzo subiektywne. Laurent pokiwał powoli kilka razy głową w zamyśleniu.
- Spodziewałem się tej odpowiedzi. - To nie było złe, ale złe było już to, że mimo tego, że się jej spodziewał, potrzebował jej. Tak samo jak nadal potrafił wątpić. Śmieszne - wina nie leżała w Philipie. To nie tak, że nie miał do niego zaufania, przecież by go nie oszukał... wina leżała po stronie jego niepokornego mózgu podważającego wręcz samą jego egzystencję. To była nieustanna walka o kontrolę. - Zawsze uważałem, że jesteś bardzo wrażliwy na piękno. Niekoniecznie to powierzchowne. - Philip miał kilka naprawdę cudownych wartości i niezwykle dobre serce. - Tak, masz rację, uroda bardzo pomaga w karierze. Łatwiej rozkochać w sobie tłumy. - Uśmiechnął się lekko, nie mając problemu z potwierdzeniem tego faktu wobec tego, jak trasa i fani (fanki szczególnie) traktowali Philipa.
- Przyszedłem, bo... - Zaciął się. Tak samo ze stukaniem sztućcami o talerz się zatrzymał na momencik. - ... nie wiem, dlaczego przyszedłem. - Czy naprawdę po to, żeby porozmawiać? A w sumie po co innego? Na seks? Nie. A może tak. Żeby posiedzieć i pomilczeć? Heh, raczej nie. Na kolację? Nie spodziewał się tego. Przyszedł, bo obiecał. I teraz tu był. I smęcił. - Tak... jak zjem to poproszę o to Błyska... - Wrócić. Wrócić do domu. Wznowił jedzenie. - Nie chcesz o tym rozmawiać? - Dopytał w kwestii jego lakonicznej odpowiedzi, że nie rozmawiał z rodzicami.