• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip

[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
04.01.2024, 11:22  ✶  

Łatwo nie szukać swej winy w tym, że piaski są ruchome, kiedy znasz podstawy funkcjonowania tego świata. Zabawne, bo przecież Lauret znał je bardzo dobrze. Wiedział, dokąd lecą zimą bociany i dlaczego orki potrafiły skończyć na plaży pomimo tego, jak sprawnymi były pływakami. Tam umrzeć z niedoboru wody. Dusząc się. Powolna i brutalna śmierć. Rozumiał, na czym polega krąg natury, czemu śmierć musiała nastąpić, by nowe życie się narodziło. Pojmował wędrówkę gwiazd na niebie, bo to nie one wędrowały - to my. Wiedział, czemu powstawały chmury i zasłaniały słońce oraz dlaczego potem spadał deszcz. Wiedział to wszystko. Potem pojmował ludzką naturę - pragnienia, dążenia, egoizm i brutalność, nawet jeśli nie do końca chciał niektóre rzeczy zaakceptować i się z nimi pogodzić. Wiedział, że człowiek potrzebuje wiary, a nadzieja napędza go do osiągania rzeczy niemożliwych. Że miłość fizyczna i ta psychiczna to stany odrębne, a jednak gładko się ze sobą łączące. Jak nienawiść stała blisko tej miłości i że pustka była jej przeciwieństwem. To dlatego małżeństwa rozpadały się nie wtedy, kiedy się kłócili. Rozpadały się, kiedy nastawała między nimi zupełna cisza i mijali się na korytarzach bez słowa. Cóż więc z tego? Ruchome piaski pozostawały nadal jego winą. Czy raczej - to, że nie potafił zapobiec faktowi wpadnięcia w te piaski. Oczekiwał od siebie więcej. Najwięcej. Żeby nie skończyć jak król, paź i królewna ulepieni z piernika i pożarci przez przechodzących gości i zwierzęta. Starał się jednak przysposobić do myśli, że nie musi zawsze temu zapobiegać, bo nie od niego zależały wszystkie błędy ludzkie i potknięcia.

Dojrzałość. Ach, dojrzałość... Jego terapeuta patrzył na niego i uważał, że był zbyt młody na stan, w który pchnął go świat. Analizował siebie, analizował ludzi. Choć analiza siebie samego wychodziła mu przy tym najmizerniej. Ciężko być wobec siebie obiektywnym. Zbyt wiele piasków (pewnie z tych ruchomych) wpadało do oczu i zakłócało wizję. Philip zaś widział bardzo mało. Nie wiedział paru rzeczy o sobie samym - ale to nic, bo jak zostało powiedziane: przecież to trudne. Lustro nie pozwala ci zagłębić zakamarków duszy. Widział też niewiele o ludziach, na których spoglądał. Bo zaglądanie im do wnętrza chyba nigdy nie było tak trudne jak próba rozszyfrowania szeptu fal w oczach Laurenta. Też sobie dobrał godne wyzwanie... myśli selkie przecież wydawały się tylko taflą spokojnego brzegu - one były sztormem. Dziś ten sztorm rozrywał morskie brzegi na kawałki.

Chciał prawdę - dostał prawdę.

Było tego więcej, to wszystko piętrzyło się i narastało, a Laurent pierwszy raz w swoim życiu na przestrzeni ostatniego miesiąca zaczął odczuwać, że to po prostu niesprawiedliwe. Że przecież starał się żyć jak dobry człowiek, pomagać, więc dlaczego spotykało go tyle złych rzeczy? Niesprawiedliwe, a przecież za większość z nich winy mógł szukać tylko u siebie, nieprawdaż? Za duża naiwność, nieostrożność, głupia wiara w to, że ludzie są dobrzy, że mają w sobie miłość. Laurent był na tyle głupi, że nie potrafił się tego pozbyć. Było jak było. Kręcił się w jakimś gnojowisku własnej naiwności i to było tonięcie jeszcze bardziej obrzydliwe, niż stracenie gruntu w piaskach.

Pokiwał głową parę razy na znak zgody, czując ulgę z łagodności tych słów. Z dotyku. Dotyk zawsze pomagał - przynajmniej jemu. Był miły. Pozwalał na utrzymaniu się na powierzchni, kiedy toniesz. Choć pojęcie tonięcia było dla niego prawdziwie obcym uczuciem. Sięgnął po chusteczkę mu proponowaną, nie mając odwagi podnieść głowy w tym momencie i spojrzeć na Phihlipa, ale kiedy otarł swoje oczy i przetarł nos, w końcu to spojrzenie uniósł. Magia, prawdziwa magia - słone były morza i słone były łzy. Ach, ten uśmiech. Ten złoty, błogosławiony uśmiech, który rozganiał burzowe chmury i poskramiał sztormy. Jak syreni głos, który kołysanką układa marynarzy do snu, zamiast wabić ich w bezdenne tonie. To była bardzo odpowiedzialna rola, która przypadła w udziale Philipowi. Odpowiedzialna, bo oczy Laurenta szukały teraz w tym człowieku nadziei.

- Wiem, Philipie. - Ale kiedy nie byłeś karmiony miłością łyżeczką w dzieciństwie uczyłeś się ją zlizywać z ostrza noża.

Laurent zacisnął palce na tej chusteczce i przechylił się, żeby ułożyć głowę na udzie mężczyzny. Jego zapach. Jego dotyk. Był tak samo ciepły jak zawsze. Uspakajał się. Łzy, jak zawsze, pozostawiały po sobie pustkę - swoiste katharsis, pustkę nie z negatywnego znaczenia.

- Dziękuję... - Miał bardzo cichy i słaby głos w tym momencie, jakby już w tej chwili, w tej pozycji, miał usnąć na jego kolanach. - Proszę, nie puszczaj mnie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#22
04.01.2024, 22:56  ✶  

Istniało zwierciadło, które mogło pokazać mu więcej niż tylko swoje własne oblicze. Philip tak naprawdę nigdy nie odważył się spojrzeć w jego taflę. Wyjawiona mu prawda wymagała rozwinięcia. O ile kwestia napaści ze strony śmierciożerców była dla niego oczywista, tak Laurent nawiązując do swojej przeszłości, zaszczepił w nim przeświadczenie, że blondyn wpadł w poważne tarapaty. Nieznajomość szczegółów nie pozwoliła mu na okazanie mu jakiegokolwiek wsparcia ze swojej strony. Tyle jedynie mógł zrobić. Nie powie mu wprost, że życie jest niesprawiedliwe a ludzie dobrze wiodące dobre życie bardzo często nie otrzymują należnej im nagrody za swoje przykładne życie. Z jakiegoś powodu przypadało to wyłącznie niegodziwcom, bogaczom i ludziom atrakcyjnym.

O następstwach swoich decyzji, związanych z tym, co zaoferował Laurentowi, będzie się martwić w dniu jutrzejszym. Nie wiedział, co on przyniesie. Nie potrafił przewidzieć tego, czy obudzi się samemu o poranku w swoim łóżku co świadczyłoby jednoznacznie o tym, czego na razie nie zamierzał dopuszczać do głosu tak aby nie zapeszyć. Działał w tym momencie bezinteresownie, nie oczekując jakiejkolwiek nagrody albo nie szukając w tym dla siebie korzyści. Gdyby jego obawy potwierdziłyby się to okazałby się naiwnym głupcem. Dokonał wyboru i będzie musiał żyć z jego konsekwencjami.

Pozwolił na to aby Laurent ułożył głowę na jego udzie. Przeczesywał wciąż palcami dłoni włosy młodszego mężczyzny. Nie mógł spędzić reszty wieczoru na tym podłokietniku fotela, na razie jednak mógł trochę posiedzieć. Wypowiedziane cichym, słabym głosem dziękuje może było odpowiedzią na część swoich obaw.

— Nie puszczę. — Wymruczał to zapewnienie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#23
05.01.2024, 16:36  ✶  

Ta pozycja była bardzo daleka od wygodnych na dłuższy dystans, ale na chwilę obecną pomagała. Na chwilkę. Parę chwilek. Na tyle, żeby mógł się uspokoić, a ciche proszęproszęproszę nie musiało opuszczać jego ust, bo nie pojawiał się żaden ruch mający na celu odsunąć go, odepchnąć, żadne słowa przywołujące do porządku. Była cisza. W tej ciszy dźwięk jego bijącego mocno serca, które się uspakajało. Przestawało się telepać, a wraz z tym zwalniało ciśnienie w jego krwi. Przestawała pędzić przez żyły, jakby próbowało rozpaczliwie utrzymać każdą komórkę jego ciała przy życiu. Pływał myślami po nicości. Czy cokolwiek tutaj dobrze robił? Chciał, żeby to był miły wieczór, a wcale nie chciał wplatać w niego takich kawałków występów jak ten sprzed momentu. Byli sobie winni jedno wielkie nic, a jednak chcieli sobie pomóc. Gdzie to ich miało prowadzić? Co to była za droga? Gdyby tylko potrafił być bardziej zdecydowany, gdyby nie był taki rozlazły, rozkmiękły, potrafiłby bardziej uwierzyć w postanowienia położone przed sobą samym. Hah... mógłbyy przynajmniej te postanowienia wytyczyć.

Powoli odsunął się od blondyna i usiadł jak na człowieka przystało z siedzeniem na fotelu. Spojrzał na chusteczkę i uśmiechnął się ze zmęczeniem, drugą dłoń trzymając ciągle na nodze Philipa. Teraz przesuwając ją tak, że dotykała też jego dłoni.

- Spotkałem starego znajomego, który pomógł mi podczas jednego z moich ataków paniki. Dał mi chusteczkę z wdzięcznym napisem "pizda". - Jakoś go to nie ruszało, jakoś nie potrafił się na to obrazić, wziąć tego do siebie. Głównie dlatego, że uważał to za prawdę. Był płaczliwie miękki. Zbyt miękki. Ryczał z byle poruszenia, jak nie przystoiło mężczyźnie i sprawiał tym regularny zawód ojcu. A już ostatnimi czasy to ryczał chyba każdego dnia. No, może przesada. Ale wcale nie taka duża. Odetchnął i uniósł na moment wzrok ku sufitowi, starając się pozbierać mentalnie. Otarł chusteczką jeszcze raz policzki i powieki, zlepione łzami rzęsy. - Jesteśmy mistrzami nieporozumień, wiesz? - Może to też był nieśmieszny żart, ale Laurent starał się nadawać takim rzeczom trochę lżejszego brzmienia. Wtedy nie dźwięczały w jego uszach tak, jakby chciały go pociąć. Zaczął powoli ściągać pierścionki z palców, z brzdęknięciem odstawiał je na blat stolika. - To taka moja reakcja obronna. Rzucam pół-żartem, bo wtedy wszystko nie brzmi tak przerażająco dosadnie. - Odpiął zegarek i jego również odłożył, przez tę chwilę zrywając kontakt fizyczny z Philipem. - Pomyślałby kto, że kiedyś byłem o wiele bardziej twardy. Szczególnie jak byłem dzieckiem. Byłem strasznie... skupiony na tym, żeby być godnym dziedzicem Prewettów. Ale dziedzictwo przypadło mojej siostrze, której krew nie jest brudna jak moja... Odepniesz, proszę? - Dotknął złotego łańcuszka na szyi, sugerując o co mu chodzi. On też powędrował obok reszty biżuterii. Wszystko było równiutko ułożone. Laurent jeszcze to nawet poprawił.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#24
05.01.2024, 22:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2024, 00:35 przez Philip Nott.)  

Przez te parę chwil sam nie czuł potrzeby zabierania głosu, samemu przez ten czas pogrążając się we własnych myślach skupionych niejako wokół wszystkich wzbierających w nim obaw i próby odpychania ich na tyle, na ile to możliwe aby nie wzięły nad nim góry, aby dopiero w dniu jutrzejszym tak naprawdę zaczęły mu ciążyć, zwłaszcza jeśli okażą się prawdą. Ten wieczór, ta noc jeszcze bardziej namieszają mu w życiu, tak samo jak Laurent jeszcze bardziej namiesza mu w głowie. Pojawi się jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi, których uzyskanie wymagałoby odbycia kolejnej szczerej rozmowy, która może skończyć się dwojako. Za każdym razem, kiedy był przeświadczony, że wie na czym stoi, okazywał się być w błędzie. Nie powinien pozwolić sobie mieszać w głowie, tak aby nie zostawać potem z tym wszystkim i trwać w tym zawieszeniu.

Pozwolił Laurentowi odsunąć się od siebie, w końcu nie trzymał go na siłę przy sobie. Drgnął nieznacznie, jednak samemu nie cofnął swojej dłoni z zamiarem uniknięcia tego dotyku. Wysłuchał tego, co do powiedzenia ma sam Laurent z lekkim niedowierzaniem, bo posiadał inne zdanie odnośnie znajomego Laurenta, który rzekomo pomógł mu podczas jego ataku paniki i dał mu taką chusteczkę. Nie powiedział, żeby chciał mieć takiego znajomego.

— Twój stary znajomy jest bardzo... nietaktowny, zważywszy że nazywa cię pizdą. — Philip starał się złagodzić swoją wypowiedź, tak aby powstrzymać się od wyrażenia dosadnej opinii o tym znajomym Laurenta. Po pierwsze: nie miał tej wątpliwej przyjemności go poznać i raczej nie chciałby tego zmienić. Po drugie: sam nie chciałby mieć takiego znajomego, który obrażałby go w ten sposób, nawet jeśli nie wziąłby tego do siebie. Sam doskonale wiedział, że Laurent jest miękki. Nie przeszkadzało mu to zupełnie. Znał go od wielu lat. Nie tak dobrze, jak powinien, bowiem nigdy nie zadał sobie tego rodzaju trudu, ale też nie był to dla niego obcy człowiek. Pewne rzeczy być może dałoby się wyprostować.

— Wiem, że jesteśmy. Chciałbym aby wszystko było... proste. — Przyznał rację młodszemu mężczyźnie, cicho przy tym wzdychając. Nie zamierzał już złościć się o to stwierdzenie. To wszystko bardziej nużyło go, niż denerwowało. Obserwował jak Laurent pozbywa się noszonej przez siebie biżuterii. Będzie musiał mu wspomnieć o tym, żeby nie zostawił jej na tym stoliku zwłaszcza przy dwóch psach. — Będę zwracać na to uwagę. — Zrozumienie tego, jak reaguje drugi człowiek może ułatwić im wzajemną komunikację. Laurent starał się wszystko obracać w żart i to stanowiło doskonały mechanizm obronny. On również posługiwał się takowym, tylko posługiwał się półprawdami albo zachowywał się jak ostatni dupek. Nie pierwszy raz to już pokazywał.

— Nikt tego nie powinien oczekiwać od ciebie w tym wieku. Drudzy synowie mogą cieszyć się pewną swobodą, której nierzadko brakuje pierworodnym... twojej siostrze i mojemu starszemu bratu. Krew o niczym nie świadczy. Tak. — Pomimo różnic jakie między występowały, pomimo tego, że inaczej ich wychowywano, trudno nie dostrzegać pewnych zalet bycia młodszymi dziećmi swoich rodziców. Pomimo tego, że z pozoru wydaje się być idealnym synem... naprawdę mu daleko do tego biorąc pod uwagę to jakie wiódł życie: niepoukładane, pełne skandalików i łóżkowych przygód. Życie, skupione wokół kariery. Sięgnął obiema dłońmi ku szyi młodszego mężczyzny. Opuszkami palców musnął jego skórę, sprawnie radząc sobie z tym zapięciem łańcuszka.

— Proszę abyś nie zostawiał całej swojej biżuterii na stoliku... jeśli nie chcesz aby któryś z psidwaków ją zjadł. — Poinformował go łagodnie, dobrze znając swoje psidwaki pod tym względem.

— Prysznic czy kąpiel? — Zapytał Laurenta o to, co zamierza wziąć przed spaniem. Jeśli kąpiel to Błysk będzie musiał ją przygotować.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
06.01.2024, 00:46  ✶  

Znajomy to było bardzo szerokie pojęcie i od tego warto było zacząć. No bo co to znaczył "być znajomym". Czy to, że znasz czyjeś imię czyni cię znajomym? To, że znasz czyjeś imię i parę faktów o nim? Zamieniliście parę słów, kilka zdań przesunęło się między wami. Oto wasza znajomość. A może znajomy to jednak osoba, z którą rozmawiasz, albo rozmawiałeś dużo? Taka, o której możesz więcej powiedzieć niż "noo, jest miły". Bo niczego lepszego w głowie nie odnajdowałeś. O Crowie Laurent nie mógł chyba powiedzieć, że "jest miły". Agresywny - na pewno. Zbereźny - jak najbardziej. Nietaktowny, chamski i bezpośredni, tak. To mówiło o wiele więcej niż "miły". A jednak to właśnie on pomógł mu bardzo, kiedy było źle. Nie wyjebał go i nie kazał spierdalać. Nie wykorzystał sytuacji, żeby go do czegoś zmusić i nie zostawił, żeby zdechł. Wdzięczność bywała bardzo niewdzięcznym uczuciem, ot co. Wbijała się do głowy i sprawiała, że nagle to, co złe, potrafiło zostać zmyte. Ale strach przed Crowem wcale nie zniknął. To było po prostu gorzkie, że ten człowiek zadbał o niego bardziej niż własny ojciec.

- Nietaktowny to bardzo uprzejme określenie na jego określenie. - Dla niego to był chyba żart. Dla Crowa. Bawiło go to, chyba większość chwil tamtego spotkania nawet go bawiła. Ale to nie było śmieszne - było upokarzające. Kolejna osoba wyłowiona z jego przeszłości. Nie powinni byli się we dwóch spotkać, o nie. Lecz spotkali. Efekt był taki, że miał chusteczkę, zapis obrazy w pamięci i żal. Ale nie do Flynna. Do samego siebie, że był zbyt łatwowierny, a za tym - że większym gniewem spojrzał na ten świat. Z poczuciem niesprawiedliwości. Trudno - stało się. Tak jak bardzo wiele innych wydarzeń kręcących się w jego życiorysie ostatnimi czasy. - To po prostu... osoba, którą przypadkiem spotkałem, a znałem kiedyś... dawno temu. Nie znajomy, z którym utrzymywałbym kontakt. - Naprostował, żeby nie pomyślał, że utrzymuje kontakt z kimś, kto go obraża.

- Chyba reprezentuję sobą wiele rzeczy, ale nie prostotę. - Był tego świadom. Jak jego głowa chodziła po dziwnych drogach, jak jego niepewności potrafiły go spychać z góry i już nie dało się tej kuli zatrzymać, bo tylko nabierała na pędzie i na sile. Kontrola była możliwa tylko do pewnego stopnia, lub dopóki kula się nie rozbiła na wielkiej skale. Szok temu towarzyszący nie był czymś, czego chciał zaznawać i tym bardziej nie był czymś, czym chciał poić samego Philipa. Potarł dłońmi twarz, przez moment zatrzymując złożone palce na poziomie swojego nosa. Zmęczenie w tym momencie było wręcz powalające. Grawitacja ciążyła na ramionach do nieznośnego poziomu. - Ja też. Postaram się tego nie robić. - W tych drażliwych i stresowych momentach. Ale miał problemy wtedy z wyczuciem tego, jego mózg przestawał odpowiednio funkcjonować. To ten efekt kuli. Bardzo dużo zaburzał. Tym bardziej, że ciśnienie pojawiało się (w jego mniemaniu) od strony Philipa i wszystko się psuło.

- Nie oczekiwali tego ode mnie. To ja sądziłem, że na to zapracuję. Że tak na pewno będzie. - Bo przecież był jedynym synem Edwarda. Lecz nie był synem Aydayi. - Ty mówisz, że krew nie ma znaczenia. Masz rację, nie ma. Ale dobrze wiesz, jak to jest. To bardzo specyficzne uczucie, Philipie. Tak jakby połowa mnie żyła tu. A druga połowa w morzu. - Nie było lepszej ucieczki niż do morza, ale nie chciał tam zniknąć na zawsze. Było tak wiele osób, na których mu zależało... więc o zniknięciu pośród fal tylko fantazjował. Ciężko było w ogóle to komuś opisać, chociaż trochę ludzi go o to pytało. Jak to jest - być selkie. Czy słyszy morze, czy je rozumie - i wiele podobnych.

- Prysznic. Dziękuję. - Powoli podniósł się z fotela. - Nie zostawię. - Podszedł do psów i wyciągnął do nich ręce, żeby się do nich przytulić. Albo je do siebie. A potem machnął różdżką, żeby jedną z biżuterii zmodyfikować na pudełko i całą resztę poukładać w środku. Wieczko zostało zamknięte. Takim sposobem zostaną bezpieczne.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#26
06.01.2024, 01:57  ✶  

— Jeszcze pomyślałbym, że obracasz się w nieodpowiednim towarzystwie. — Zwrócił się do Laurenta po tym jak on starał się przybliżyć mu charakter relacji łączonej ze swoim nietaktownym znajomym. Patrząc na to co wcześniej ten blondyn mu powiedział to miał pełne podstawy aby tak właśnie pomyśleć, jednak zadawanie się z kimś, kto go obrażał (nazywając rzeczy po imieniu) to coś zupełnie innego, niż zadawanie się z osobami, które były gotowe zniszczyć mu życie.

— Ludzie są skomplikowani. — Stwierdził ze spokojem w głosie. Oni byli skomplikowani - stanowiło to punkt wyjścia wszystkiego. Wpływało to na wszystko, co było między nimi na przestrzeni miesięcy, jeśli nie lat. Philip lubił proste i klarowne sytuacje, dlatego na przestrzeni praktycznie całego swojego życia preferował identyczne układy, jak ten który ich łączył przed Beltane, a który w ostatnich miesiącach wyewoluował w jakiś trudny do określenia twór. — Doceniam to, że się postarasz. — Docenienie przez niego starań ze strony Laurenta mogło stanowić całkiem skuteczną zachętę aby one dały faktyczny efekt. Jednego był pewien - do każdej kłótni trzeba było obu stron.

— Wiesz co myślę? Musisz znaleźć dla siebie swoje miejsce w tym świecie. — Przedstawił mu swój punkt widzenia na tę sprawę, choć nie wdawał się za bardzo w szczegóły swojego toku rozumowania. Nawet jeśli on na przestrzeni lat od swoich rodziców dostawał wszystko, czego praktycznie zapragnął i od najmłodszych lat rodzice popychali go ku karierze sportowej, o której sam marzył jako dziecko nie dostrzegając wszystkich jej minusów, tak nigdy się od niego nie odwrócili. Mimo to przez lata nabrał przekonania, że nie dało się zapracować na coś, co powinno być bezwarunkowe i jeśli najbliżsi nie byli w stanie tego zapewnić to nie należało się płaszczyć przed nimi aby to otrzymać. Należało zacząć dla siebie - nie dla nich albo nawet bez nich. — Wiem, jak to jest. Dla wielu to jest bardzo istotne. Z pewnością masz dla kogo trzymać się stałego lądu. — Starał uśmiechnąć się pokrzepiająco podczas wypowiadania tych słów. Nie mówił akurat o sobie - stanowiło to wypadkową tego wszystkiego, co stało się między nimi na przestrzeni ostatnich miesięcy. Niczego sobie nie obiecywali i nie byli sobie nic winni. Jeśli Laurent wyciągnie odpowiednie wnioski to miał szansę zmienić swoje życie na lepsze i być z niego naprawdę zadowolony.

— W takim razie idź do łazienki. Drobiazg. — Zachęcił do tego Laurenta. Przygryzł delikatnie dolną wargę, rozważając to, czy powinien dołączać do niego pod prysznicem. Byłaby to pewne oszczędność czasu biorąc pod uwagę na porę, aczkolwiek to mogłoby zostać źle odebrane przez Laurenta. Byłaby to również kolejna niewłaściwa decyzja, którą podjąłby pomimo powiązanych z nią konsekwencji. Psidwaki, do których podszedł Laurent, zaczęły znowu dopominać się od niego pieszczot radośnie machając ogonami i popiskując, nadstawiając się do głaskania i drapania za uszami. Uniósł w uśmiechu kącik ust. Dzięki temu że Laurent zabezpieczył swoją biżuterię będzie spokojniejszy, nie martwiąc się o psy ani o należące do niego przedmioty.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#27
06.01.2024, 12:22  ✶  

- Nie... już nie. - Już. Króciutkie słówko, zaledwie trzy litery, a jak wiele zmieniały. Jakiego wydźwięku nadawały temu zaprzeczeniu. Ale to stamtąd właśnie Crow wkroczył do jego dzisiejszej rzeczywistości. Dokładnie tak samo, jak on wkroczył do jego. Przecięli się, złożyli sobie przysięgę wieczystą i rozeszli. Być może po to, żeby nie mieć już nigdy więcej ze sobą do czynienia. Właściwie to chyba tak było lepiej, skoro na nich obu nadal zwrócone były oczy pokręconej wiedźmy Fontaine. To była opowieść na inny dzień... o ile w ogóle miał odwagę opowiadać o tym Philipowi. To zaufanie, o którym mówili. O które Philip pytał. Tak, ufał mu. Czyli ufał, ALE..? Tak jakby istniały różne typy zaufania. Bo istniały. Najtrudniej było zaufać samemu sobie. Uwierzyć, że świat nie patrzy na ciebie tak, jak ty na siebie spoglądasz w lustrze.

- Tak sądzisz..? - Według niego ludzie byli prości, przynajmniej w większości. Potrafił określić ich potrzeby, ich dążenia, cele. Potrafił przewidzieć, gdzie się skierują i co ich zaboli, a co nie. Potrafił się mniej więcej poruszać po ich świecie, żeby zachowywać stabilność i żeby zamienić to wszystko w przyjemne doznanie. Tak długo, jak długo skupiał się w pełni na drugiej osobie i stawał tym, kim ta osoba potrzebowała. To nie było dobre ani dla niego, ani dla drugiej strony - teraz tak sądził. Po tych wszystkich doznaniach, przeżyciach i po wnioskach wyciągniętych z rozmów z Perseusem czy tego, co dziś działo się między nim i Philipem. - Sądzę, że większość ludzi jest całkiem prosta. I to nie jest złe. To świadczy o tym, że nie każdy ma bałagan w głowie i sercu. - To był wyznacznik pewnej komplikacji - bałagan. Tak samo jak w brudnym pokoju będziesz miał problem ze znalezieniem konkretnej rzeczy, tak będziesz się trudził, żeby znaleźć coś w zabałaganionym wnętrzu drugiej osoby. - Wzajemnie. - Odnośnie starania się dla kogoś to również doceniał to, że Philip zamierzał zwrócić na to uwagę. Takie drobne rzeczy, starania, sprawiały, że człowiek wiedział, że drugiej stronie zależy.

- Owszem. Choć sądzę, że jestem we właściwym miejscu. Muszę tylko... trochę się uspokoić. - Właściwie to widział siebie samego na krańcu świata, gdzie nikt nie spoglądał, trzymającego dłoń kogoś, kogo kochał i kto kochał jego. Żyjąc na wybrzeżu, gdzie nie było ocen. W niewielkim domu. Happily ever after. Jak zakończenie powieści, której nie chcesz potem kontynuować, żeby nic się już nie zepsuło. Bo na pewno by się zepsuło. Ten świat był zbyt niespokojny, żeby trwać w zastoju.

Skierował się do łazienki, skinął uprzednio głową z wdzięcznością w stronę Philipa. Kręciły mu się podobne myśli i pytania. Czy powinien ze sobą zaprosić Philip? Czy powinien mówić cokolwiek? Czy zawieszenie było tutaj dobre, czy może jednak złe? Powinien? Nie powinien? Może jednak? Tylko jakby się to skończyło. Nie potrafiłby chyba zatrzymać swoich dłoni mając jego ciepłe ciało tak blisko. Nagie. Owinięte strugami wody... Przymknął na moment oczy, a kiedy je otworzył to jego dłoń już zamykała drzwi od łazienki. Dopiero wtedy jakoś nabrał oddechu. Wiedział, gdzie jest ręcznik, jak się poruszać po tym domu. Znał jego wieczorne i poranne zwyczaje. Znał te zakamarki. Czego robić, a czego nie robić. Czego nie przestawiać, a czego najlepiej nie dotykać. Starał się, żeby wszystko pozostało na swoim miejscu. W końcu rozległ się szum wody.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#28
06.01.2024, 21:09  ✶  

— Na całe szczęście. — Jeszcze nie poznał przeszłości Laurenta i nie miał nawet gwarancji na to, że ją pozna w niedalekiej przyszłości, jednak nie dało się nie wysnuć wniosku, że Laurent miał tendencje do wpadania w tarapaty zupełnie jakby nad nim ciążyło fatum albo nie przyszedł na świat w czepku urodzony.

— Tak właśnie myślę. — Przed początkiem maja sam starał się pomimo swojego wewnętrznego skomplikowania wieść proste życie, pozbawione jakiejkolwiek głębi i obfitujące w uciechy cielesne. Skupiał się wyłącznie na sobie i przez długi czas to nad wyraz dobrze działało poza tymi nielicznymi momentami, w których dopadały go nierozwiązane problemy. Teraz znacznie ich przybyło, a on nie potrafił uporać się z nimi we właściwy sposób. — W jakimś stopniu trafnie to ująłeś. — Przyznał w nawiązaniu do tego bałaganu w głowie i sercu. Taki panował w jego przypadku. Nie odnajdywał w wewnętrznym bałaganie samego siebie.

— Nie śpiesz się z tym. — Nie dociekał co dokładnie znaczy dla Laurenta bycie we właściwym miejscu, bo to można było dwojako rozumieć zamiast jednoznacznie jako należący do niego dom. To byłaby zbyt śmiała myśl i gdyby odważył się o to zapytać odpowiedź Laurenta mogłaby go rozczarować.

Ostatecznie zdecydował. Podniósł się z podłokietnika fotela i skierował swoje kroki w stronę łazienki. Po drodze rozwiązał całkiem swój krawat, pozwalając opaść mu na podłogę. Po przekroczeniu progu tego pomieszczenia rozpiął guziki swojej koszuli i uwolnił ręce z jej rękawów, rzucając i ją na posadzkę łazienki. Pozbył się skarpetek. Zsunął ze swoich bioder spodnie wraz z bielizną, pozostawiając je obok pozostałych ubrań. Wszedł samemu pod prysznic, pozwalając aby lejąca się z góry woda zmoczyła mu włosy i otoczyła ciepłem jego ciało, przynosząc ze sobą rozluźnienie. Zamierzał pozostać wiernym swoim nowym zasadom. Sięgnął po kostkę mydła.

— Postanowiłem dołączyć. — Wymruczał przesuwając leniwie dłonią trzymającą kostkę mydła po łopatkach stojącego do niego plecami młodszego mężczyzny, zmierzając także do połowy jego pleców. Nawet dla niego wydawało się to abstrakcyjne, ale mogło doskonale oddawać jego intencje i może to odwróciłoby uwagę Laurenta od uprawiania z nim seksu pod tym prysznicem.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
07.01.2024, 00:26  ✶  

Nie zamierzał się na pewno śpieszyć z prysznicem, bo z szukaniem swojego miejsca to już inna sprawa. Zamierzał się śpieszyć. Potrzebował się troszkę pośpieszyć, żeby droga, po której idzie, nie była taka grząska. Żeby się w niej nie zapadał, nie tonął, nie potykał na dziurach. To jednak w swoim czasie. W określonym - nie teraz, kiedyś, później. Nigdy pod tym prysznicem. Z prysznicem już nie zamierzał gnać. Zamknięte drzwi za jego plecami ustanowiły jakąś barierę, która mogła odgonić go od pokuszenia i niepewności. Koniec końców jak powinien się teraz wobec Philipa zachowywać zostawało jasno określone i ustawione, to Philip pokazał mu linię. Miał za nią grzecznie stać. Nie przekraczać krańcem buta, a tym bardziej nie przekraczać rękoma. Twoje miejsce miało określoną przestrzeń, gdzie powinieneś się znajdować. Nadwyrężanie zaufania Philipa, który mu je ukazał było ostatnim, czego chciał. Tak. Tak było dobrze i tak powinno być - uspokoiła go ta myśl. Przypomnienie sobie, że przecież blondyn z jakiegoś powodu nie chciał intymnego zbliżenia, więc nie powinien w ogóle insynuować czegoś, co mogłoby je zawierać. Szczególnie, że naprawdę nie zależało mu dokładnie na tym, żeby się z nim przespać. Nie w tym znaczeniu.

Resztki tych niespokojnych myśli zmyła już z niego sama woda. Ulga. Uwielbiał wodę w każdym wydaniu i mógł spędzać godziny w basenie, wannie czy pod prysznicem nie odczuwając takiego problemu jak zmarszczona skóra. Że to już, że za dużo. Nie. Każda ilość wody była dobra. Szczególnie w chwilach, kiedy byłeś zmęczony, znużony, kiedy nie byłeś czegoś pewny. Tu i teraz ten prysznic był naprawdę zbawieniem przy tym ciężkim dniu. Miał się spokojnie umyć, ubrać z powrotem w swoje ciuchy, poprosić Philipa co najwyżej o jakąś koszulę, bo nie tak do końca przemyślał nocleg. Nie założył w sumie, że Philip będzie taki chętny otworzyć swoją propozycję. Miło, spokojnie... lecz nie. Między nimi chyba po prostu nie mogło być spokojnie.

Nie obejrzał się nawet, kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Nie zamykał ich nawet, bo ostatnie, czego mógłby się wstydzić przed nim to swojego ciała. Nawet jeśli teraz było udekorowane bliznami. To był dom Philipa i nagość nie stanowiła między nimi tabu. Co jednak sprawiło, że prawie podskoczył, to dźwięk otwieranej kabiny i jego głos za sobą. A potem był dotyk, który sprawiał, że Laurent się spiął. Klarowność intencji? Dla Lauenta wydawały się klarowne, tylko zupełnie nie w tym sensie, w jakim zamierzał je przedstawić Philip.

- P-Philipie..? - Miał jakąś sprzeczność sygnałów. Na policzkach miał już zarysowane rumieńce od ciepłej wody, ale nadal się nie obrócił, chociaż szerzej otworzył trochę oczy w uczuciu niepokoju. Ten dotyk był elektryzujący. Tylko o co chodziło? Najpierw mówione jest jedno, potem robione co innego? Nie rozumiał. I bardzo się bał, że źle te intencje odczyta i coś znowu się spierdoli.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#30
07.01.2024, 02:22  ✶  

Ustanowienie nowych granic nie było dla niego łatwe co wynikało z wypracowanych przez lata przyzwyczajeń, własnych potrzeb (w kwestii których zmiana, która w nim zaszła nie sprawiała, że one znikały) i tego, że naprawdę zaczynał przywiązywać wagę do tego, z kim spędza noce. Liczył na to, że Laurent będzie starał się to uszanować i to nawet jak nie byli dla siebie przypadkowymi osobami, których połączyło na jedną noc łóżko. Ta noc miała być inna od wszystkich poprzednich, lecz podobnie jak one będzie miała swoją cenę, którą przynajmniej jeden z nich będzie musiał zapłacić.

Nie chciał wywołać u Laurenta tego rodzaju stanu. Nie to było jego zamiarem. Dotykanie tego mężczyzny pozwoliło mu wyczuć to, że się spiął. Podświadomie oczekiwał zupełnie odwrotnej reakcji. Nie byli dla siebie obcy, jednocześnie zdawał się to rozumieć, że Laurent tego wszystkiego się nie spodziewał i może przez moment pomyślał, że zmienił zdanie co uprawiania seksu w tym momencie.

— O co chodzi, Laurie? Jest całkiem przyjemnie, nie uważasz? Jesteś spięty, zrelaksuj się. — Wymruczał znów z delikatnym uśmiechem uśmiechem, podkreślającym będące jego znakiem rozpoznawczym dołeczki w zarumienionych już policzkach. Przemknął dłonią trzymającą kostkę mydła na niższe partiach jego pleców. Czasem muskał jego jasną skórę opuszkami palców, czego nie dało się uniknąć podczas wykonywanej przez niego czynności mających łączyć przyjemne z pożytecznym. Nie był w stanie zaprzeczyć temu, że to wszystko na niego nie oddziaływało, ale to nie musiało być sprowadzone do seksu. Nie zamierzał pozwolić na to aby coś się popsuło. Chodziło mu o to dokładnie, co w tym momencie robił. Choć to mogło wydawać się okrutne zachowanie z jego strony.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (10275), Philip Nott (10172)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa