Dzień zbliżał się powoli ku końcowi, jednak wcale nie równało się to z przyjemnością, a jedynie z kolejnym stresem, czy wszystko uda się tak, jak założyła. Była to jedna z pierwszych rezerwacji, którą przyjęła. Zależało jej więc na tym, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Ważne dla niej było to, aby dobra opinia poszła dalej w świat, aby opowiadali o tym, jak pięknie przygotowała dla nich tę uroczystość. Nieco panikowała, a kiedy Nora panikowała zaczynała kompulsywnie objadać się ciastkami. Trzymała więc w dłoni niewielką miseczkę pełną najzwyczajniejszych ciastek maślanych i patrzyła na swoje dzieło.
Klubokawiarnia była zamknięta, znaczy nie do końca zamknięta. Nie wpuszczali już po prostu do środka żadnych gości. Stoły były ułożone inaczej niż zazwyczaj, wnętrze pełne było kolorowych kwiatów, świec, niektóre z nich unosiły się nad sufitem. To wszystko było stworzone po to, aby godnie uczcić dziesiątą rocznicę ślubu państwa McGonagall. Fred był jakimś dalekim znajomym jej ojca z ministerstwa, postanowił więc mu zaufać i poprosił Norkę o przygotowanie tej uroczystości. Niby nie miała być wielka, bo raptem na czterdzieści osób, jednak dla niej już to wiązało się ze stresem. Bardzo chciała, żeby wszystko wypadło idealnie.
Mieli pojawić się tutaj za jakieś dwie godziny. Tak naprawdę praktycznie wszystko było przygotowane, pozostawało jedynie wypolerować szkło i ustawić je na stolikach, przetransportować jedzenie z kuchni i to by było na tyle. Później będzie już jedynie doglądała, czy gościom niczego nie brakuje.
Za chwilę miało pojawić się jej wsparcie, liczyła na to, że razem pójdzie im sprawniej, szczególnie, że Neil okazał się być całkiem zwinny. Na pewno w porównaniu do niej, bo wszyscy wiedzieli, że miała dwie lewe ręce i często coś jej z nich wypadało. Poprawiła swoją różową kieckę, bo nieco jej się podwinęła do góry, gdy zeskakiwała z wysokiego krzesła. Ciągle miała w drugiej ręce miseczkę z ciastkami, nadal nie przestała ich jeść, robiła to mechanicznie. Wtedy usłyszała też dźwięk dzwonka, który zabrzmiał, gdy drzwi się otworzyły. - Jak dobrze, że jesteś! - Przywitała go całkiem entuzjastycznie, jak na stres który coraz bardziej ją ogarniał.