• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip

[13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#11
15.01.2024, 10:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2024, 00:52 przez Philip Nott.)  

Przychodząc tutaj po raz kolejny nie oczekiwał niczego od Laurenta. Przychodząc tutaj chciał to wszystko zakończyć i z pewnością właśnie by to zrobił gdyby nie podjęta przez młodszego mężczyznę dyskusja. Odpowiednio pokierowana rozmowa sprowadziła go na zupełnie inną ścieżkę, niż to sam planował. Stojąc przed tymi drzwiami pozostawał przekonany, że tego rodzaju zakończenie tego dramatu, którego bohaterami byli, pomimo swojego tragicznego wydźwięku, było tym właściwym. Potrzebnym po to aby mogli rozpocząć nowy rozdział swojego życia zamiast tego dopisywali właśnie kolejny akt tego dramatu, odwlekając w czasie nieuchronne zakończenie. Niezależnie od tego jakie ono będzie.

W pierwszej kolejności chciał zapytać o okraszone przeczącym kręceniem głową nie, które nie było jednoznaczne. Dowiedział się, że to ma znaczenie. To jeszcze wymagało doprecyzowania. Dostrzegał zachodzące w nim samym zmiany pod wpływem tego wszystkiego, co się działo w jego życiu i osób w nim obecnym. W dłuższej perspektywie czasu to mogło być bardzo korzystne dla niego, zwłaszcza gdyby te zmiany dobiegły końca i wszystko w końcu się ułożyło tak żeby był w końcu z tego zadowolony. Z samego siebie. Zmiany na lepsze powinny mu się podobać, jednak one wpływały na komfort jego życia i na razie postrzegał je dalekie od ideału. Wcześniej też takie było, pełne pustych podbojów i trywialnych rozrywek. Było pozbawione głębi, która teraz dla odmiany starała się go pochłonąć.

— Po to tutaj przyszedłem aby wytłumaczyć swoje ostatnie postępowanie, nie mając pewności że będziesz chciał wysłuchać tego, co mam do powiedzenia. Za to jestem ci wdzięczny... sporo to zmieniło. — Trudno było mu jednoznacznie przewidzieć co to jeszcze zmieniło poza tym, że Laurent po raz kolejny wpłynął na jego decyzje i przez nie nie zdecydował się zamknąć tego rozdziału, przez to że postanowił wysłuchać i być może przyjąć jego nieudolne próby wyjaśnień i przeprosin. Philip wybrał sobie doskonały moment na zerwanie się z kanapy i zaczęcie przechadzania się po tym salonie. Tak niewiele brakowało aby siedział na tej kanapie, nie uniemożliwiając Laurentowi nawiązania z nim kontaktu.

— Nie jestem pewien, czy wszystkie popełnione przeze mnie błędy sprawią, że stanę się lepszym sobą. Niektórych błędów nie dało się naprawić nawet pomimo podejmowanych wszelkich starań. Można tylko liczyć na to, że ktoś zdoła odwieść nas od ich popełnienia. — Naprawdę spaliłby między nimi kolejnych most gdyby ta rozmowa nie potoczyła się w nieprzewidziany przez niego sposób i tego już nie dałoby się w żaden sposób naprawić. Okazałby się skończonym idiotą, gdyby wszystko potoczyłoby się obranym przez niego torem. To byłby dla niego ciężar kolejnej odpowiedzialności. Nieświadomie Laurent ochronił go przed własną głupotą i wszystkimi jej następstwami.

— Mieliśmy jasno określone zasady, których przestrzegaliśmy, odpowiadało mi takie życie i nie szukałem w nim czegoś głębszego. Nie miałem najmniejszych oporów przed porzucaniem swoich kochanków, jeśli zaczęli chcieć czegoś więcej ode mnie. Zachodzące we mnie zmiany odegrały w tym znaczącą rolę. O czymś jeszcze zapomniałem? — Zaczął zastanawiać się nad tym wszystkim na głos, starając się odnieść do tego życia jakie wiódł przed tegorocznym Beltane, tego że tamte zasady miały swój cel i odpowiadało mu tamto życie, które wówczas wiódł. Można było uznać to za wracającą do niego karmę. Dopuszczał do siebie myśl, że mogło mu coś umknąć.

— Co masz na myśli? Zawsze staram się dawać z siebie wszystko. — Zapytał w odpowiedzi jak tylko zatrzymał się po raz kolejny na środku pokoju. Zawsze starał dawać z siebie wszystko aby osiągać postawione sobie cele, w tym pomagała cechująca go upartość. Zawsze musiał być najlepszy, czym niejednokrotnie się obnosił się przy innych. — To... to... nieczęsto mi odmawiano czegokolwiek i chyba przez to nie radzę sobie z tym tak dobrze jak powinienem. Nie znaczy to, że tego chcę... to mi nie służy. — Ta odpowiedź wydawała się oddawać istotę problemu. Gdyby odmówił mu ktoś obcy to machnąłby ręką, ale Laurent zdecydowanie nie był mu obcy i to również odgrywało w tym swoją rolę.

Philip praktycznie od najmłodszych lat miał wszystko, czego zapragnął i został ukształtowany tak a nie inaczej przez swoich rodziców. Zdobyta przez niego popularność, z której skwapliwie korzystał, pogłębiła ten problem jakim było nieodpowiednie radzenie sobie z odmową. To nie wynikało z przejawiania przez niego złej woli. To było coś, co bardzo trudno będzie mu samodzielnie przeskoczyć. Trudno nagle przestać być tym rozpuszczonym, bogatym gnojkiem... do tego potrzeba było ogromu nakładu pracy i czasu przy byciu odpowiednio ukierunkowanym.

Nie wiedział czego spodziewać się ze strony Laurenta w związku ze swoją nieprzyzwoitą, wulgarną wypowiedzią. Najwyraźniej nie została ona odebrana źle skoro Laurent zdawał się prychnąć cichym śmiechem.

— Masz bardzo piękne oczy... patrzyłem w nie niejednokrotnie kiedy leżałeś pode mną albo na mnie. — Wypowiadając te słowa na jego usta wkradł się subtelnie dwuznaczny uśmiech. Nie było to adekwatne do sytuacji, zwłaszcza że toczyli właśnie poważną rozmowę i nie powinni przerywać jej na rzecz pójścia do łóżka. Laurent to diament, który lśnił najjaśniej o zmierzchu.

—Ja również traktuję to poważnie.— Gdyby podchodził do tego inaczej to nawet by się tutaj nie pojawił. W pierwszej chwili chciał unieść brwi w wyrazie zaskoczenia słysząc to "nie". Dobrze byłoby wiedzieć jak to wszystko widzi Laurent, jak się na to zaopatruje i na co może liczyć.

— Przyszedłem tutaj w konkretnym celu, uzyskania rozwiązania sytuacji między nami jakiekolwiek by nie było... bo tamta noc, którą wtedy spędziliśmy naprawdę pokazała mi że chcę tego wszystkiego. Tego, żeby ktoś czekał na mnie w tym domu, bawił moje psy, spał ze mną w moim łóżku i jadł ze mną śniadanie albo kolację. W sumie obiad też. Po tylu latach zacząłem chcieć czegoś więcej i to wszystko nałożyło się na to, że nie mogłem wyrzucić cię z głowy, spotykam się z tobą całkiem regularnie... to wszystko miesza mi dalej w głowie, w życiu. Staram się to wszystko racjonalizować, ale to nie sprawia że wiem na czym stoję... poza tym że stoję w miejscu i nie mogę w żaden sposób ruszyć naprzód. Chcę. Potrzebuję tego. — Postanowił tym razem zakończyć swoje krążenie po tym salonie i przysiąść na podłokietniku jednego z foteli. Podrapał się po prawym policzku, przesuwając dłoń na krańce swojej szczęki. Potarł ją w zamyśleniu. Powiedzenie mu tego wszystkiego nie było dla niego łatwe. Było koszmarnie trudne. Jednocześnie było całkiem oczyszczające. On pozostawał przekonany że doskonale wie na co może liczyć i zakładał mało korzystny dla siebie finał. Laurent nie był mu tak naprawdę nic winien.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
16.01.2024, 01:40  ✶  

Philip sądził, że co zrobi? Kopnie go w cztery litery i powie, żeby odszedł stąd? Żeby najlepiej wrócił do domu, do którego uciekł w poszukiwaniu przemyśleń? Tak, mógłby tak zrobić. Mógłby też nie otwierać, albo powiedzieć Migotkowi, żeby odprawił gościa, którego nie chciał. Mógł powiedzieć, że w sumie to niczego do powiedzenia sobie nie mają. Mógł bardzo wiele. Wszystkie dobre i złe perspektywy leżały przed nimi jak rozłożone karty. Wrażenie, że to Laurent miał tutaj kontrolę, nie było jednak prawdziwe. Gra w Pokera, która zaczęła się tutaj toczyć. Gra o uczucia. Dla Philipa to było coś bardzo ważnego, dla Laurenta również, ale blondyn nie potrafił teraz spojrzeć na to z odpowiednią dawką empatii. Tak, to prawda, że wyjazd Notta jednak coś zmienił. Bo czy można było teraz mówić o zaufaniu? Teraz ledwo Laurent mógłby powiedzieć o tym, że mogą zapracować na nowo na nie. Powoli, kroczek po kroczku.

- Zmieniło w czym? - W jego samopoczuciu? To było oczywiste i nie sądził, żeby akurat do tego pił. W jego myśleniu. To wiele zmieniło w jego myśleniu. Widać było nawet po nim, że się rozluźnił i to normalne, to było zamierzone. Chciał go uspokoić, żeby mógł bardziej swobodnie mówić i przestać tak krążyć, jakby naprawdę coś zaraz mogło go ugryźć, dlatego musiał stać na koniuszkach palców. Inaczej nie potrafił, inaczej się nie dało. Albo po prostu inaczej nie potrafił.

- Owszem, nie wszystkie błędy się da naprawić. - Nie było co tutaj czarować i owijać w bawełnę. Laurent odetchnął i przyjął bardziej luźną pozycję, podpierając głowę na zgiętej ręce, kiedy tak spoglądał na tego sławnego człowieka chodzącego po jego salonie. Jego salon. Jego dom, jego zasady. Jego Philip Nott. W niektóre noce mógł mówić, że był jego. A teraz mógł powiedzieć, że jego słabe dłonie trzymały to naprawdę ciężkie serce. Było w tym coś upiornego. Odpowiedzialność, która wydawała mu się teraz oddalona o eony świetlne. Bardzo chciał się ustatkować, bardzo chciał zostać w jednym miejscu. Sądził, że naprawdę będzie mu to dane. A teraz siedział tutaj i sądził, że miłość była naprawdę bardzo ciężka. Nie to, żeby wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, teraz po prostu to czuł całym sobą. Już raz skrzywdził Philipa mówiąc, że go nie kocha. Co miałby powiedzieć teraz? Wolał proste słowa, nawet jeśli bolały, bo nie dawały okna nadziei, pozwalały się odsunąć i ruszyć dalej.

Niebieskooki chłopiec, który kochał miłość.

- Tak. Jak masz w zwyczaju - o mnie. - Ponieważ takie rzeczy nie tworzyła tylko jedna osoba, nie tylko jej wady i nie tylko jej zalety. Nie tylko jej problemy. - Bardzo przykładałem wagę do tego, żebyś był zadowolonym, słodkim misiem wobec mnie. - Nie zwykł tego mówić ludziom, nie zwykł tego mówić na głos... że był manipulantem. Brzydził się tym w zasadzie, a mimo to - robił to. Wiedział, że to złe, ale ciągle to usprawiedliwiał przed sobą samym. W gruncie rzeczy dawał, bo sam chciał coś w zamian. Tę miłość. To uwielbienie. Chciał słuchać o sobie te superlatywy i być aniołem dla tego świata. Chciał pomagać, oczywiście, że chciał. Ale wszystko można ubrać w brzydkie słowa i brzydkie barwy. Laurent zaczynał się powoli zakochiwać w tym brudzie. Może dlatego, że tak mocno został już nim pokryty. - Zmieniłem swoje zachowanie wobec ciebie, ponieważ tak jak zaznaczyłeś - zerwałeś ten układ, naruszyłeś go. - Ciągle uważał, że ten blondyn miał serce na właściwym miejscu. Jednocześnie miał naprawdę trudny charakter. - Mam na myśli to, że nadgorliwość bywa szkodliwa. Czasem człowiek za bardzo chce czegoś dla drugiej strony i okazuje się, że bardziej zaszkodził niż pomógł. - To już mógł mówić z autopsji, bo chociaż starał się na tym uczyć to nie potrafił tego w pełni wyplenić ze swoich nawyków. Starał się więc nadal. Obsesyjne dążenie do doskonałości, bo inaczej nie jesteś dość dobry. Pokiwał lekko głową w zrozumieniu. No tak, skąd indziej miałoby się brać jego zachowanie? Zazwyczaj należało szukać u podstaw. - Widzisz... a potem ja boję się odmówić, ale boję się też zgadzać. - I wszystko się mieszało. Zmęczenie odbiło się w jego głosie. Bo to było męczące - dla nich obojga. Kolejna trudna rozmowa, która zmierza do..? Finału. Ale jedno z ich spotkań też miało być finałem. Nie, nie finałem ich znajomości - finałem problemu, że nie wiadomo było, co to w ogóle między nimi jest, ten wymieszany kocioł.

- Dziękuję. - Uśmiechnął się subtelnie. Wystarczyłby gest. Odnajdował jakąś niezdrową satysfakcję w tej kontroli. Jego palce były jak różdżka. To zawsze było takie proste? Czy coś jednak się zmieniło po drodze? Czy to zawsze było zwykłe wykorzystywanie ludzi dla własnej przyjemności? W miłości do samej idei kochania i tego, żeby oczy były ku niemu zwrócone? Czy to zawsze było takie płytkie? Teraz zalewały go te negatywy, zwykła, brzydka żółć i gorycz świata. Rozczarowanie tym światem. Chyba każdy przeżył je choć raz. Nie chciał jednak dalej tego prowokować. Nie chciał potem usłyszeć od Philipa, że to znowu tylko jego wina. Teraz jednak by mu przytaknął z bezczelnym uśmiechem. Tak. Sprowadzam wszystko do seksu.

Odetchnął słysząc następne słowa i zamknął oczy. Oderwał się od oparcia kanapy, pochylił, ukrył twarz w dłoniach. To wszystko, co sam robił, było złe i niewłaściwe. Ktoś taki jak on miałby mówić o miłości? Naprawdę? To wydawało się niewłaściwe, tak.

- Nie było cię tydzień... wracasz z takim wyznaniem... - Chciałby się z tego cieszyć. Chciałby skakać z radości i planować dalsze życie. Zamiast tego czuł, jak opuszcza go energia i jak gubi się we mgle, zupełnie jak w jednym ze swoich ciężkich snów. Oparł się znów plecami o kanapę. - Wiesz, w tym czasie był przy mnie ktoś, kto nie wytykał mi palcem moich błędów, nie zostawiał mnie i nie... nie mieszał w głowie swoją niepewnością. - Nie zamierzał niczego przed Philipem ukrywać. Obrócił się ku niemu. - Mówiłem ci Philipie, że również bym tego chciał. Chciałbym mieszkać daleko stąd, gdzie nikt nie będzie spoglądał krzywo na splecione dłonie i gdzie nie będę musiał pokutować za to, że nikt nie wyjdzie ze mną na spacer do parku, bo społeczeństwo nas ukrzyżuje. Chciałbym kochać i być kochanym. - To była taka piękna i romantyczna wizja, którą pielęgnował w swoim sercu od bardzo, bardzo dawna. - Ale ja nie potrafię zrobić skoku i powiedzieć: tak, na zawsze i na wieczność. - Zresztą: teraz? - Mówisz, że chciałbyś tego. Ze mną. I jak sobie to wyobrażasz? Przeprowadziłbyś się tutaj, do mojego domu? - Czy Philip o tym myślał? - Przyznał rodzicom? Naraził karierę? A może byś ją rzucił, żeby się naprawdę wyprowadzić? Co by powiedzieli twoi przyjaciele i znajomi - nie dbasz o to? Czy może chciałbyś, żebym przychodził do ciebie na kolację, seks, potem byśmy udawali wesołą rodzinkę i bym znowu uciekał do swojego domu? - Miał naprawdę nadzieję, że Philip to PRZEMYŚLAŁ. - Znamy siebie - co gdyby jednak ktoś wpadł ci w oko i poszedłbyś z nim do łóżka? Albo mi? I kiedy znów coś się wydarzy to mam zaufać, że nie uciekniesz sobie tego przemyśleć?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#13
16.01.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 04:18 przez Philip Nott.)  

Zdaniem Philipa nie rozwiązałoby wszystkich jego problemów, ale uprościłoby pewne sprawy do minimum i doskonale pokazałoby mu czego Laurent chce. Bezsprzecznie zasłużył na to aby zostać kopniętym w dupę i wrócił skąd przyszedł. To, podobnie jak zostanie odprawionym przez Migotka, doprowadziłoby do tego że nie odbywaliby właśnie tej rozmowy. Miał jednak wiele do powiedzenia i drugi taki moment, w którym zebrałby się na odwagę nie zdarzyłby się szybko. O ile zdarzyłby się w ogóle. Dla niego łatwiej było wystąpić przed publicznością, udzielić wywiadu albo wyjść na boisko do Quidditcha, niż zmierzyć  się ze swoimi prywatnymi problemami albo skonfrontować się w ten sposób z Laurentem, tak aby uzyskać jakiekolwiek zamknięcie tego rozdziału. Bez tego nie mógł ruszyć dalej, a tego bardzo chciał. Potrzebował zapanować nad tym chaosem, w który wdarł się w jego życie i wszystkie dotychczasowe jego działania nie pozwoliły mu tego osiągnąć. Konfrontacja stała się jedyną możliwością, choć ona przebiegała zupełnie inaczej, niż pierwotnie oczekiwał. Czasu nie cofnie, ale ten nagły wyjazd służył poukładaniu sobie tego wszystkiego i nie miał charakteru tygodniowych wakacji pod palmami, z których wysłałby mu pocztówkę i przywiózł pamiątki. Potrzebował tego. Jednocześnie nie chciał zawieść zaufania Laurenta. Przewidywanie konsekwencji swoich działań nie było jego mocną stroną. Starał się to naprawić.

— W moim nastawieniu. W toku myślenia. — Philip w tym momencie mówił zdecydowanie za dużo, nie przestając być szczerym z Laurentem. Wolał jednak aby Laurent nie zaczął dalej drążyć w związku z jego słowami w ten sposób wyciągając najbardziej niewygodną prawdę na światło dzienne. To wszystko dla niego było wystarczająco trudne. To krążenie po tym salonie zdawało spełniać swój cel. To nie była rozmowa, którą był w stanie toczyć w pełni swobodnie. Nie oczekiwał jednak tego, aby Laurent tym wszystkim się przejmował... choć podejrzewał, że on to będzie starał się zrobić. On wolał tego uniknąć. Wolał nie powiedzieć za dużo. W obecnej sytuacji nie mógł oczekiwać od Laurenta, że to wszystko zrozumie, że wykaże się odpowiednim wyczuciem i zrozumieniem jego obaw. Po raz kolejny powracało do niego to, że Laurent nie był mu nic winien. On natomiast zawdzięczał mu wiele. Na słowa Laurenta skinął jedynie głową. Nie pozostawiało to żadnych złudzeń. Wówczas chciał szczerości i ją otrzymał w sposób zgodny ze swoimi przewidywaniami. Cała ta sytuacja miała dać mu możliwość ruszenia dalej, wyrwania się z tego niekorzystnego dla siebie impasu, w którym się znalazł.

— Masz pełne prawo aby tak twierdzić. — Przyznał Laurentowi rację, uśmiechając się przy tym gorzko. Starał się podejmować starania ku temu aby interesować się tym blondynem, co wychodziło mu różnie. Nie chodziło tylko o niego. — Pozwalałem ci na to jakbym był niepomny konsekwencji z tym związanych. — Westchnął ciężko. Użyte przez młodszego mężczyznę zabrzmiało niemalże pieszczotliwie w jego ustach. Pozwalał sobą manipulować w ten sposób. Nie było to też tak, że to mu się nie podobało... ale w ogólnym rozrachunku nie wynikało z tego nic dobrego.

— Nie chciałem tego wszystkiego, nie chciałem aby to miało miejsce. Wszystko byłoby dobrze, tak jak dawniej gdyby ten niedopełniony rytuał. — Stwierdził z tym samym gorzkim uśmiechem. Towarzyszyła mu w tym momencie stosowna myśl. Gdybym nie był takim niewyżytym fiutem i nie chciał podczas tegorocznego Beltane puknąć swojej ex-kochanki, która zamiast iść z nim uprawiać seks to postanowiła mu odmówić po tym jak wspiął się na ten jebany pal z jej wiankiem. Dostrzegał też całą ironię w tej sytuacji, bo tego rodzaju rzeczy były tymi, które robił innym a jednak tego doświadczył. To nie był odpowiedni moment na kolejne przyznanie się do tego, że zrobiło się źle, że przestało mu się układać i że się pogubił w tym wszystkim. Popełnił ten błąd, że przyszedł z tym wszystkim do osoby, z którą łączył go głównie seks. Tak jak ze wszystkimi pozostałymi, które były przez jakiś czas obecne w jego życiu.

— Coś takiego nie prowadzi do niczego dobrego. — Zrozumiał już o co chodzi Laurentowi. On też dawał z siebie wszystko - tak to tylko mógł być tym najlepszym i tak nie były to wyłącznie puste przechwałki. Uwielbiał czuć słodki smak zwycięstwa. Odniesienie porażki podczas sportowej rywalizacji znacznie łatwiej było mu zaakceptować i dążyć do poprawienia swoich osiągów na tym polu, niż w życiu prywatnym. W podobnych kategoriach mógł rozpatrywać odmowę.

— To nie było właściwe zachowanie z mojej strony... ale nie jesteś mi nic winien i do niczego nie jesteś zobowiązany. — Przyznanie tego pozwoli mu zrozumieć, że sam będzie musiał popracować nad właściwym radzeniem sobie z odmową tak aby podobna sytuacja nie miała już miejsca - nie będzie to łatwe i nie chodziło także o Laurenta. Uświadomienie o tym tego blondyna może mu pomóc poradzić sobie z tym. Nie wiadomo na kogo trafią w przyszłości, jeśli w następstwie tej rozmowy ich drogi się rozejdą. Musiał brać pod uwagę taką możliwość.

Na to podziękowanie skinął jedynie głową. Uśmiech, jaki przemknął przez jego wargi, stanowił ciąg dalszy robienia dobrej miny do złej gry. Widząc jak pochylony Laurent ukrywa twarz w dłoniach poczuł nieprzyjemny ucisk w trzewiach, jakby dostał po raz drugi tłuczkiem - tym razem w brzuch. Wypowiedziane przez niego słowa pogłębiły tylko to okropne wrażenie. Tym razem było już za późno na ucieczkę. Zawarty w nich przekaz pozostawał jednak jasny. Nie było go tydzień, to był najgorszy możliwy moment na wyjawienie prawdy i Laurenta wspierała osoba znacznie lepsza od niego pod każdym możliwym względem. Na tym polu nie będzie zwycięzcą.

— Wybrałem sobie zły moment na zniknięcie, najwyraźniej na powrót i na konfrontację. W takim razie dobrze ci życzę. A raczej... wam. — Przyznał znużonym tonem odnośnie swojego wątpliwego wyczucia czasu. Być może ktoś inny na jego miejscu uniósł się złością albo odgryzł się, że ktoś inny na miejscu na miejscu Laurenta nie wodził go za nos, w pewnym sensie trzymając go przy sobie i nie pozwalając mu rozpocząć nowego etapu w życiu, ale to do niczego by nie prowadziło. Obrana przez niego postawa nadal stanowiła robienie dobrej miny do złej gry i jednocześnie mogła sprawiać wrażenie dojrzałości albo klasy.

— Pamiętam. To piękne marzenie, Laurencie. Warte spełnienia. — W przeciwieństwie do niego, Laurent jest niepoprawnym romantykiem i dlatego nie zamierzał zniszczyć snutej przez niego wizji. To, czego oczekiwał od swojego życia prywatnego zderzało się z rzeczywistością. On wiedział, że można było wyprowadzić się praktycznie na koniec świata, jednak czasy w jakich przyszło im żyć okazywały się być bardziej korzystne dla par mieszanych. Philip, który nie ograniczał się do jednej płci swoich partnerów, sypiał częściej z kobietami, a znacznie rzadziej z mężczyznami. W przypadku ich relacji można było mówić o prawdziwym ewenemencie.

— Przychodząc tutaj... nie wymagałem od ciebie jakikolwiek deklaracji. To nie uległo zmianie. Przychodząc tutaj... chciałem wiedzieć na czym stoję. — Powiedział wprost, z westchnięciem. Chciał otrzymać prawdę, niezależnie od tego jaka by nie była. Zadawane przez Laurenta pytania na razie nią nie były i przez to utrzymywały go w zawieszeniu, w tej niepewności, która za bardzo mu ciążyła w tym momencie. Wszystkie te pytania stanowiły też swoistą pułapkę. Same oczekiwania to jedno, natomiast rzeczywistość to drugie. Nie przemyślał tego, ponieważ nie zakładał takiego obrotu spraw. Za dużo trudnych pytań w krótkim czasie.

— New Forest zawsze mi się podobało i chciałem nawet nabyć dom w tym samym hrabstwie, więc... na pewnym etapie, tak. To jednak poważny krok. Nie do końca to widzę w taki sposób, że tylko spotykalibyśmy się na kolacjach, seksie i byśmy udawali wesołą rodzinę, po czym wracałbyś do swojego życia. Nie miałbym nic przeciwko częstszym spotkaniom, robieniem różnych rzeczy poza domem przed tak poważnym etapem. — Odpowiedź na pierwsze pytanie nie stanowiła dla niego problemu. przynajmniej do momentu, kiedy przyszło mu podejść do tego poważniej. Z jego punktu widzenia rozważniej było nie rzucać się na głęboką wodę do etapu wspólnego życia. Zwłaszcza, kiedy jego przygodne związki opierały się wyłącznie na seksie i to byłaby dla niego poważna zmiana. Liczył, że Laurent zrozumie to we właściwy sposób. Obecność jarczuka już tak, postrzegał to stworzenie jako bestię z piekła rodem i pozostawał zadowolony jak to bydle trzymało się od niego z daleka. Nie potrafił też przewidzieć jak Duma zareagowałby na obecność jego psidwaków.

— Moi rodzice... to nie takie proste... i bez tego czasem załamywali ręce na wieść o moim hulaszczym życiu, licząc na to że się ustatkuje. Może najpierw powiedziałbym swojemu bratu. Jeśli chodzi o karierę... mam prawo do prywatnego życia i chcę je mieć, ale także nie chcę rezygnować z kariery póki mogę ją rozwijać. Nie rozpatrywałem tego w innych kategoriach. Kariera sportowa, zwłaszcza taka jak moja, to nie jest zajęcie na całe życie. Może zakończyć ją kontuzja albo często zawodnicy sami decydują się zakończyć karierę po tym jak powiedzą sobie "pas". Nie bez znaczenia pozostaje również wiek. Wstępnie zostało mi jakieś dziesięć lat obecnej kariery. Co by powiedzieli moi przyjaciele i znajomi... nie wiem. Dowiedziałbym się wtedy co myślą na mój temat i prawdopodobnie ich grono uległoby zmniejszeniu. — Wydawało mu się, że Laurent sam wie jak trudne są rozmowy z rodzicami, zwłaszcza na takie tematy. Philip zapracował sobie na łatkę skandalisty, o których nawet jego rodzice czytali w prasie albo dowiadywali się o nich od innych. To wymagało odpowiedniego podejścia. Nie byłoby mu łatwo stanąć w salonie w rodzinnej posiadłości przed obliczem rodziców i wyznać im całą prawdę. Może kiedyś do tego dojdzie. Zdawał sobie sprawę, że to mogłoby zaważyć na jego karierze. Nie wybiegał tak daleko w przyszłość. Niezależnie od tego, co go w niej czekało, będzie musiał się z tym zmierzyć. Nie chciał jednak wybierać między jednym albo drugim i nie chciałby być z kimś, kto tego oczekuje od niego zanim sam uzna, że to już ten moment albo kontuzja stanie się tego przyczyną. Potem chciał zająć się trenowaniem drużyn Quidditcha. Tego typu sytuacje pokazują to, kto tak naprawdę jest przyjacielem. Komu ze swoich przyjaciół powiedział Laurent tego rodzaju prawdę? Wszystkim? Nikomu?

— Jesteśmy mężczyznami. To zależy od ustalonych zasad, czy dopuszczamy uprawianie seksu z innymi i nie ukrywamy tego przed sobą czy bierzemy pod uwagę, że ten ktoś spędza noc w naszym łóżku. Nie żebym lubił się dzielić. Aczkolwiek w grę wchodzi wyłączność. Wtedy zostaje kanapa. Starałbym się nie zawieść twojego zaufania po raz kolejny i nie uciec, musielibyśmy rozmawiać. — Przedstawił mu kilka rozwiązań tego problemu, dopasowanych do nich samych i monogamia była na ostatnim miejscu w tym równaniu przez to, że może być trudno im to osiągnąć. Nie widział siebie jako przeżywającego to, że sam poszedł do łóżka z kimś albo że Laurent przespał się z kimś, jeśli nie będzie stanowić to tajemnicy. Dopuszczał też grupowe zabawy, co stanowiło pewien konsensus między jednym a drugim. Do tego się zobowiązał i tego się będzie starał trzymać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
17.01.2024, 16:16  ✶  

Mógł być uważnym obserwatorem, ale nie był wszechwiedzący. Nie potrafił zaglądać do ludzkich myśli, czytać w nich, dostrzegać znaków z nieba wyczytanych z oczu. Dlatego teraz nie było już drążenia - po prostu skinął głową na znak, że rozumie. Temat został zakończony. Przynajmniej jeden temat, bo przecież nie skończyło się to tak, jak mogło. Tak, jak byłoby najprościej. Zamknięte drzwi, nawet brak pożegnania, rozejście się we własnych kierunkach. Nie, w ich przypadku ta opera mydlana, kiepski melodramat, ciągnął się, a oni uparcie nie potrafili przestać. Tak jak Laurent nie potrafił powiedzieć Philipowi, żeby odszedł. Tak nie potrafił samemu się za nim nie obracać, nie wspominać go i nie myśleć o nim. Kiedy był z Nicholasem to porównywał go do Philipa. Porównywał ich ze sobą - jak byli skrajnie różni i jak to w ogóle możliwe, żeby w jego głowie istniała taka rozbieżność? Teraz pojawiła się znów ta myśl i sprawiła, że zacisnął palce na górze nosa, zamykając oczy. Skupienie, koncentracja i spokój - tego teraz potrzebowali obaj. Byli dorosłymi ludźmi, którym przyszło podjąć dorosłe decyzje. Pogodzić jakoś to, że chcieli się ze sobą spotykać, a coś ciągle nie wychodziło. Z powodu w sumie czego? To był największy dylemat. Żaden z nich nie potrafił dokładnie na to odpowiedzieć.

- Nie miej wątpliwości, że mi to przeszkadzało. To był dobry układ, pasował nam w takim stopniu. - Więc to nie tak, że teraz mu to wypominał, a chyba tak to potraktował? Nie był pewien. Wyciągnął to na wierzch, żeby mu pokazać, że to, jak było między nimi teraz, to nie była jego wielka wina, że to nie on pokazywał sobą zmianę. To jest - pokazywał ją, ale nie tylko on. I oto odpowiedź: dlatego nie grało. Philip próbował się odnaleźć, ale Laurent nie do końca sam się odnajdywał. Szczególnie po tym, jak spotkało go tak wielkie rozczarowanie od strony Kaydena. - Prędzej czy później by się to zmieniło, a sądzę, że prędzej, niż później. Co najwyżej może zmieniłby się sposób. Nie byłoby tego... niesmaku. - Bo Laurentowi zostało go sporo po tym spotkaniu, jakie odbyli, kiedy Philip borykał się ze swoim problemem. Niby go przygarnął w swoje ramiona, a jednak poczuł się wykorzystany w ten sposób, w jaki nie chciał być. Nie przez Philipa, bo przecież niektórych przygarniał. I nawet nie chodzi o seks, raczej o następstwa tego, co było potem. Raczej o styl, w jakim to wszystko zagrało. Był też sobie sam winien, bo przecież to on tamtego dnia był zbyt słaby, żeby powiedzieć "nie". Brak asertywności, pragnienie, żeby wszystkich zadowolić - najwyższa pora była skończyć z tym ułomnym marzeniem, żeby być aniołem dla tego świata. Bo świat na to nie zasługuje. Szukanie teraz winnych nie miało w sumie sensu. Grzechy zostały spisane z obu stron.

- Wiem o tym. Ale to nie działa w tak prosty sposób, to nie jest wybór między "bać się albo być asertywnym". Pracuję nad tym. - Tak żeby Philip nie miał wątpliwości, że to nie jest temat, który Laurent ignoruje, ale to nie była też rzecz, która miała szansę się zmienić z dnia na dzień. To chyba rozumiał, skoro widział, ile czasu jemu zajmowało poukładanie sobie wszystkiego w głowie i jeszcze potem dopasowanie się do tego. Ale było w jakiś sposób frustrujące, jak akurat Philip mówił teraz na ten temat. Chyba właśnie dlatego, że mówił to z taką oczywistością, kiedy sam tonął w swoich problemach i nie potrafił pogodzić tego, co by chciał, ze słabościami, jakimi poddawał go jego własny mózg i odruchy. Tak jakby były dwie połowy tego mózgu i każda mówiła coś innego. Ciężko było wtedy znaleźć złoty środek. Mogliby więc sobie tak mówić, że nic sobie nie byli winni... czy nie na tym polegały relacje? Na równości brania i dawania?

- Nie jestem w żadnym związku, żebyś nam dobrze życzył, ale dziękuję. Nie wybrałeś złego momentu na konfrontację, na wyjazd - już tak. - Laurent próbował sobie radzić z tym, co go otaczało, ale nie potrafił pozbyć się poczucia, że w gruncie rzeczy ciągnięcie tak tych relacji doprowadzi do tragedii. I że jest zwykłym chujem, który wykorzystuje to, jak ludzi do niego ciągnęło. W tym wypadku Philipa i Nicholasa. I cóż? Cóż, skoro dla obu chciał dobrze i chciał dla siebie dobrze? Cóż, skoro potrafił tak łatwo wpadać w pragnienia i fascynacje? Tak jak ciągnęło go fizycznie do Crowa, tak jak ciągnęło go do Perseusa Blacka, jakby ich palce zostały połączone czerwoną nicią? Miał ochotę samego siebie uderzyć w twarz, rozpłakać się i błagać o to, żeby coś w końcu przestało miotać nim jak porcelanową laleczką z rąk do rąk. - Nie chcę być wobec ciebie nieszczery. Jesteś dla mnie bardzo ważny, nawet... pomimo tego wszystkiego. - Poruszył ręką, jakby na odlew chciał pokazać te wszystkie problemy i złe emocje, które wokół nich rozkwitały.

- Piękna ułuda. Utopia, jedna z wielu, które krążą po mojej głowie. Nierealne. - Tak, Laurent miał wiele marzeń. Ale wiedział, jak wiele z nich było tylko i wyłącznie bajeczkami. Nie oszukiwał samego siebie. Mimo to... chciał stanąć z tym światem w szranki. Bo nie chciał swojego życia spędzić jak szczur kryjący się po kątach. Nawet jeśli miałby zostać napiętnowany przez to. Po prostu nie było takiego miejsca, gdzie wszystko usłane byłoby kwiatkami, jego ukochanymi słonecznikami i różyczkami.

Trochę się spiął słysząc następne słowa Notta, bo zabrzmiały trochę jak otrzeźwiający policzek. Wiedzieć, na czym stoję. Tak jakby chciał po prostu sobie zbadać grunt, czy ma jakiekolwiek szanse, a nie tak... ze szczerej intencji. Tak to przynajmniej brzmiało, ale może źle to interpretował. Philip miał skłonności do dobierania szorstkich słów, zbyt mocnych i dosadnych, które niekoniecznie brzmiały tak, jakby chciał je zapakować. Dlatego nic nie powiedział i czekał, aż starszy mężczyzna będzie kontynuował. I kontynuował. A to, co miał do powiedzenia było... w zasadzie pokrzepiające. Tak, jakby jednak naprawdę trochę o tym pomyślał. Jakby naprawdę był gotowy do tej konfrontacji, chociaż się tak stresował. Doprowadziło to jego mięśnie do rozluźnienia i tego, że wpatrywał się przez dłuższy moment w blondyna, w zasadzie nie wiedząc nawet, co mu powiedzieć. Miał tego już nie robić. Nie zawierać żadnych układów. A jednak zrobił to. Zrobił to z Nicholasem i teraz znowu robił to z Philipem. Po prostu układ się zmieniał. Poszerzał z "tylko seks" na "seks i relacja". To dobrze, bo przecież najbardziej mu na tym zależało, ale właściwie kiedy w końcu znowu załamie mu się psychika i doprowadzi do czegoś głupiego? Już wiodło go na pokuszenie wiele złych rzeczy. Czy potrafił sobie wyobrazić trójką z Philipem? Chyba nie. Choć jednocześnie wizja była, o dziwo, ekscytująca. Stłumił w sobie to dziwne, ale wcale nieobce (bo sięgające dawnych czasów) uczucie.

- Zależ mi na relacji z tobą, inaczej nie szukałbym z tobą kontaktu. - Ale... ale... czy były jakieś ale? Właściwie to się bał. Bał się tych silnych emocji Philipa, czuł się nimi trochę przestraszony, tymi wyznaniami tutaj, czuł nacisk, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że Nott wcale na niego nie naciskał. - Nie zamierzam skakać do tak poważnych decyzji. Natomiast chciałem wiedzieć, czy myślałeś o takich rzeczach, zanim kogokolwiek dotknie ewentualne rozczarowanie. - Które na pewno miałoby miejsce, gdyby ta miłość uderzyła za bardzo do głowy. - Chciałbym z tobą miło spędzać czas. - Uśmiechnął się delikatnie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#15
17.01.2024, 18:04  ✶  

Siedzący na podłokietniku fotela Philip zastanawiał się, czy w ogólnym rozrachunku ta rozmowa pozwoli mu osiągnąć spokój ducha, czy stanie się dzięki niej kompletny czy wręcz przeciwnie i ten proces zajmie mu znacznie więcej czasu po tym jak otrzyma to po co tutaj przyszedł. O ile otrzyma. Co do tego nie miał pewności.

— Nie mam. Tak, był. — Gdyby mu to nie odpowiadało to nie pozwalałby temu trwać przez tyle czasu, jednocześnie pozwalając aby życie przeciekało mu przez palce i zarazem samemu dopuszczając do tego, że pozbawiał się szansy na przeżycie czegoś naprawdę wyjątkowego. Jego przyjaciel miał rację - posiadanie licznych kochanków nie gwarantowało tego, że spotka się ich kolejnego dnia i chociaż jego zawiła relacja z Laurentem zdawała się temu przeczyć, to słowa tamtego czarodzieja jakoś pasowały do i niej. Spotykali się, szli do łóżka i wracali do swoich żyć. — Z pewnością masz rację. Wiem, o czym mówisz jeśli chodzi o ten... niesmak. — Przez to, jak to wszystko się potoczyło, ten właśnie niesmak nie był mu obcy. On miał pretensje przede wszystkim do siebie, tak jak musiał żyć ze świadomością, ile rzeczy spieprzył. Laurent nie jest jedyną osobą, którą udało mu się zranić. Powinien również skonfrontować się z Lorettą, ale gdyby to zrobił to ta czarownica z pewnością nie byłaby tak wyrozumiała jak Laurent i mogłaby wykorzystać przeciwko niemu całą sytuację, jak to zrobiła podczas Beltane. Gdyby zaproponował jej spotkanie to zamiast niej mógłby czekać jej pojebany brat, z którym znowu musiałby się pojedynkować.

— Chciałbym ci jakoś w tym pomóc. — Zasugerował po tym jak wysłuchał słów młodszego mężczyzny. Doskonale wiedział, że to nie działa w ten sposób. Jednocześnie czuł się za to odpowiedzialny, bo to jemu Laurent bał się odmawiać z obawy przed wywołaniem u niego złości i miał trudności z byciem asertywnym. Doskonale wiedział, że rozwiązanie wszystkich problemów osobistych wymaga czasu i sporego nakładu pracy nad samym sobą, jak bardzo łatwo było o kolejną porażkę i jak trudno pokonywało się wszystkie swoje słabości.

— Czasu nie cofnę i będę musiał z tym żyć, że podjąłem taką a nie inną decyzję. — Być może to zapewnienie ze strony Laurenta powinno go ucieszyć, ale to świadczyło że w jego nastawienie wkradło się więcej optymizmu i że on wyparł z niego część cechującego go realizmu. Nie zamierzał się unosić złością. To, że wyjechał w tak kluczowym momencie, stanowiło niepodważalny fakt. Wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdyby odpisał na ten list albo wskoczył do kominka. A najlepiej jakby w ogóle nie zdecydował się opuszczać magicznego Londynu. Nie potrafił jednak przewidzieć tego, czy ta rozmowa przebiegałaby wtedy w tak kontrolowany sposób. Tamta noc wywarła na niego spory wpływ i gdyby spotkaliby się od razu po niej to do głosu mogłyby dojść wszystkie odczuwane przez emocje, prowadząc do kolejnej niechcianej kłótni między nimi.

— Cieszy mnie to, bo właśnie zależy mi na twojej szczerości. To samo mogę powiedzieć względem ciebie. — W tym momencie starał się pokazać, że liczy na coś więcej niż zapewnienia odnośnie tego, że Laurent nie chce być wobec niego nieszczery. Nieszczerość stała w wyraźnej sprzeczności z byciem dla kogoś bardzo ważnym. Sam starał się być naprawdę szczery z Laurentem i nawet mu to wychodziło. Lepsza była najgorsza prawda od kolejnych pięknych kłamstw.

— Niektóre marzenia możesz zrealizować. — Philip nie widział powodu, dla którego Laurent nie mógłby spróbować zrealizować swoich marzeń nawet jeśli zostałyby dopasowane do otaczającej ich rzeczywistości. Wydawało mu się, że lepiej mieć ich jakąkolwiek namiastkę niż nie spełnić żadnego z nich.

Nie uszło to jego uwadze, że słowa jakie skierował do Laurenta sprawiły że młodszy mężczyzna się spiął. Jego zamiar pozostawał podyktowany jednym i drugim. Zasługiwał na tego rodzaju prawdę, niezależnie od tego jaka byłaby. Zasługiwał na tę szczerość. Sam się na nią zdobył i to sprawiało, że oczekiwał tego samego. Doskonale to rozumiał, że wcale nie musiał tego dostać. Przychodząc tutaj chciał dla siebie czegoś więcej, niż kolejnego układu nawet jak wyglądałby on inaczej. Gotowość do pójścia na pewne ustępstwa nie oznaczała, że tego rodzaju rozwiązanie sprawdzi się w dłużej perspektywie czasu i najpewniej tak to by się skończyło, biorąc pod uwagę to, że nie lubi dzielić.

— Mi również na tym zależy. — Tylko tyle masz mi do powiedzenia po tym jak zdobyłem się na to wyznanie? Ta nagła myśl nie opuściła jego ust. Tego rodzaju szczerość nie była dla niego wystarczająca ani satysfakcjonująca. Starał się rozumieć, że to dla Laurenta mogło być dużo za dużo. Bo dla niego było. Może ten blondyn sobie to wszystko przemyśli w swoim czasie. — Nie wymagam tego od ciebie. Jak zacząłeś o to pytać to zacząłem o tym myśleć. Z rozczarowaniem trzeba się liczyć. — Nie chciał aby Laurent podejmował pochopne decyzje, ale też jednocześnie nie chciał być trzymany w niepewności, w niewiedzy co do tego jak to teraz będzie wyglądać i jak to się zakończy. Wszystko do tego zmierzało.

— Jak to widzisz... to spędzanie miło czasu? — Zapytał spokojnie. O ile sam tego chciał to pewną przeszkodą było właśnie to, że nie wiedział na czym stoi, jak to ma się do wszystkich jego oczekiwań, do wszystkich wypowiedzianych przez niego słów. Nie wyniknie z tego nic dobrego, jeśli nadal będzie w to brnąć w ciemno.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
19.01.2024, 19:58  ✶  

Niesmak tamtych chwil ciągnął się tak za nimi przez cały ten czas. Warto było? Z perspektywy czasu na pewno nie. Mogli być mądrzejsi. Pomyśleć o przyszłości, o tym, jak to mogłoby wpłynąć na nich, na ich relację. Mogli, ale mądry po szkodzie... Tak, przynajmniej tyle z tego wyniknęło. Zmądrzeli. Niektórzy zostawali głupcami nawet po popełnionych błędach. Pokręcił lekko głową na jego słowa, że chciałby jakoś pomóc. To nie tak, że to tak nie działało, ale na pewno nie działało TAK, że drugi człowiek wpływa na ciebie w ten sposób i działanie jest jednostronne. Musiało być dwustronne. Przy czym Laurent nie wierzył w to, że Philip by się całkowicie magicznie zmienił i przestał być taki nerwowy. Tyle lat utrzymywał taką postawę, że to nie było coś, co zmieni się z dnia na dzień. Tak jak Laurent nie był w stanie poskładać się w całość i zebrać w sobie od razu. On również był tak wychowany - z naciskiem, by ulegać autorytetowi. Charyzmatycznemu człowiekowi, od którego chcesz coś uzyskać... ciepło na ten przykład.

- Nie przesadzajmy, to wszystko nie jest i nie było końcem świata. Z wieloma rzeczami przychodzi człowiekowi żyć. Nie zrobiliśmy niczego... haniebnie złego. - Choć w oczach społeczeństwa zapewne wyglądało to inaczej. Tym nie mniej we wszystkich popełnionych błędach nie było już co rozpaczać i się unosić winą, och jakże wielką winą. Szczególnie, że niczego to nie zmieni. Zupełnie niczego. - Co do pomocy to... Sam nie wiem. Po prostu muszę się nauczyć z tym radzić, a pewnie nigdy się nie nauczę do końca. Tak jak ty nigdy nie przestaniesz się irytować. - To będzie wychodziło na wierzch, nawet przy obopólnych staraniach. Nie można sobie mydlić oczu i mówić w kółko, że będzie dobrze, chociaż Laurent naprawdę chciał to robić. Koniec lipca otworzył przed nim jednak nowe drogi, albo raczej - pomógł mu nieco zdjąć klapki z oczu.

Obrócił głowę na taras, gdzie spał Duma. Na morze. To chwilowe rozemocjonowanie, ten żar podsycony przez Philipa wygasł bardzo szybko, ale to dobrze. Wprawiałby tylko w ten dziwny niepokój, w to oczekiwanie na cud boski. Bogiem byłoby tutaj zbliżenie dwóch ciał. Czy naprawdę niektóre marzenia były do realizacji? Tak, jak najbardziej. Nawet jeśli były marzeniami, to były możliwe do wdrożenia w rzeczywistość. W mniejszej czy większej formie, tak... pewnie w mniejszej. Lub z taką osobą przy swoim boku, która nie będzie się bała stracić tego, co zbudowała, tylko po to, żeby... zamienić to życie w cierpienie. Tego już nie pragnął. Czym była chwilowa odwaga, chwilowa duma, że stanęło się naprzeciw światu, gdy ten świat potem miał cię piętnować?

Czuł się zagubiony i miał pustkę w głowie. Pustce towarzyszyło napięcie. Wewnętrzne skamienienie i stres przed tym, jakie słowa tutaj padły. Że teraz dźwigał na sobie odpowiedzialność za... coś, co nie mogło być proste. To wszystko dla Philipa nie mogło być proste. Nie, było pokręcone, zwichrowane, dlatego uciekał i myślał. I kroił to nożem i zlepiał z powrotem. Próbował miąć w palcach jak plastelinę, ale okazywało się, że złączone kolory nie tworzyły tęczy - zamieniały się w brązową papę. Tak, z rozczarowaniem trzeba się liczyć... ale on nie chciał przeżywać kolejnego rozczarowania. I nie chciał go też oferować Philipowi.

- Może ty jesteś gotów na rozczarowanie. Ja nie jestem. - Inaczej by nie pytał. Nie myślałby o tym przyszłościowo, a nie tu i teraz. "Jak nie wyjdzie to nie wyjdzie, trudno". Niby nie chciał deklaracji, ale przecież gdzieś się musieli w tym umiejscowić. Gdzieś... no właśnie, gdzie? Gdzie byłoby im wygodnie? Jak byłoby dobrze? - Nie wiem, na Merlina, nie wiem! - Odpowiedział nieco głośniej, poirytowany z tego napięcia. Teraz to on podniósł się ze swojego miejsca przeszedł parę kroków w bok, żeby stanąć do Philipa bokiem. Żeby nie patrzeć na niego tylko na świat za drzwiami tarasowymi, przez które wpadało morskie powietrze. Ułożył dłoń na poziomie serca, a drugą założył na klatce piersiowej. - Nie uważasz, że powinniśmy zacząć od początku..? Małych kroków, żeby zobaczyć, co będzie pasowało, a co nie..? - Głos mu bardzo szybko całkowicie złagodniał. Obrócił też twarz w kierunku Philipa, żeby spojrzeć w jego niebieskie oczy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#17
19.01.2024, 22:24  ✶  

Po wszystkim mądry. Po wszystkich nieporozumieniach, wybuchach złości i wylanych przez Laurenta łzach. Po wszystkich szkodach, z których starał się wyciągnąć odpowiednie wnioski. Wiedział nad czym musi popracować i wiedział, że to wszystko zajmie mu sporo czasu przy założeniu, że to było możliwe. Zamierzał spróbować. Wydawało mu się, że to stanie się nieznacznie prostsze, jak dojdzie do porozumienia z samym sobą a dopiero potem z innymi. Możliwość bycia szczerym z samym sobą, jak i z innymi powinna się przyczynić się do tego, że uda mu się zrealizować jedno ze swoich niemalże śmiałych planów. Wydawało mu się, że nieco łatwiej było się zmienić, jeśli miało się przy tym wsparcie swoich bliskich. On tak wiele ukrywał przed swoimi bliskimi.

— Masz w tej kwestii rację. Oczywiście, że nie zrobiliśmy. — Wypowiedziane przez Laurenta słowa zdawały zdjąć z jego barków część odpowiedzialności za swoje czyny i powiązane z nimi konsekwencje, od których nie potrafił uciec. W tym momencie za wszystkie swoje czyny odpowiadał wyłącznie przed Laurentem, którego zaufanie zawiódł swoim ostatnim wyskokiem i zależało mu na tym, aby to naprawić.

— Nie zostałem żadnym specjalistą, aby udzielać nawet tobie tego typu rad... ale wydaje mi się, że łatwiej osiągnąć pewne zamiary mając wsparcie swoich bliskich. Nad tym sam będę musiał popracować i może stałoby się to łatwiejsze, gdybym doszedł do ładu i składu z samym sobą oraz wyprostował wszystkie istotne dla mnie sprawy. — W tym momencie spekulował na podstawie własnych doświadczeń i własnych przemyśleń, do których skłaniała go obecna sytuacja. Załagodzenie wszystkich swoich wewnętrznych konfliktów może pomóc mu zaradzić części swoich problemów, z którym się teraz zmagał. Nie łudził się co do tego - na drodze do osiągnięcia swojego celu zaliczy jeszcze wiele potknięć, ale może dzięki temu prawdopodobne pomyślne dokonanie tego okaże się więcej warte. Wszystko, czego poszukiwał i potrzebował w swoim życiu nie dawało się pozyskać pieniędzmi i wywalczoną w tym świecie pozycją. Na nic zdawała się cechująca go popularność i posiadana przez niego sława. Była w stanie zagwarantować mu puste podboje i szczęśliwe zakończenia każdej nocy z przypadkowymi kochankami, ale w tym nie było miejsca na jakąkolwiek stałość.

Chciał tego wszystkiego, czego otrzymał mały przedsmak tamtego dnia i tamtej nocy. Jednocześnie pod to mógłby podciągnąć pozostałe spotkania i wyjazdy zagraniczne. Chciał żyć w ten sposób. Poszukiwał jakiegokolwiek rozwiązania u osoby, która przez splot wszystkich tych wydarzeń stała się obecna w jego życiu, z którą nie potrafił zakończyć znajomości pomimo wszystkich podejmowanych przez siebie prób i tych wszystkich nieporozumień. Prócz tego było wiele dobrych chwil, o których w perspektywie czasu trudno było zapomnieć.

Nie ignorował również tego, że Laurent jest taką osobą, która przyciągała do siebie innych. W tym jego samego. Wszystko to sprawiało, że nie chciał trwać już w zawieszeniu i chciał ruszyć naprzód. Teraz już naprawdę, choć może powinien zrobić to znacznie wcześniej... w tamtym momencie, gdy zdecydował się zadać mu to pierwsze naprawdę poważne pytanie - otrzymawszy jednoznaczną odpowiedź podziękował mu za szczerość. Gdyby wtedy był tym samym człowiekiem, który dzisiaj przyszedł z nim porozmawiać to do dnia dzisiejszego czułby ten gorzki smak rozczarowania. Teraz ta odmowa byłaby bardziej dotkliwa dla niego, niż wówczas byłoby. Nie oznaczało to, że nie przyjdzie mu się z tym zmierzyć. Bycie dla kogoś bardzo ważnym mogło się okazać prawdziwą pułapką i dać złudną nadzieję. Starał się nie wpaść w nią, tak aby móc sprostać temu całkiem prawdopodobnemu rozczarowaniu i wyjść z tego w miarę obronną ręką.

— Nie twierdzę, że chciałbym się rozczarować. — Przyznał wprost. Zawsze lepiej było założyć najgorsze i dać się pozytywnie zaskoczyć, niż oczekiwać znacznie więcej, niż można było otrzymać od drugiego człowieka. Do tego potrzeba było czasu, który powinien dać Laurentowi i to nawet, jeśli dla niego to oznaczałoby trwanie w tym nieznośnym zawieszeniu. — Jeśli... potrzebujesz czasu to dam ci go. — Zdecydował się na tego typu rozwiązanie, zważywszy na to, że młodszy mężczyzna podniósł nieznacznie głos, zdradzając w ten sposób odczuwaną przez siebie irytację. Postanowił również przejść po tym pokoju i stając bokiem do niego, nie spoglądając mu w twarz. Morskie powietrze nieodzownie kojarzyło mu się z tym domem. Nie chciał tylko czekać w nieskończoność. Nie tędy droga.

— Zaczęcie od początku... brzmi dobrze. Możemy tak zrobić. Małe kroczki. — Spoglądając tym razem na Laurenta, uśmiechnął się delikatnie. Zaczęcie od początku brzmiało naprawdę dobrze i warto było tego spróbować. Może tego potrzebowali.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
21.01.2024, 01:02  ✶  

Od tego można było oszaleć. Laurent miał wrażenie, że dotykał tego szaleństwa. Odbijało mu już do reszty, zaczynał się rozpływać w swoim własnym jestestwie, zaczynał gubić swój koniec i początek. To, czego się trzymał i co miało stanowić o jego osobie nie istniało. Wszystko stawało się dozwolone i wszystko miało się zamienić w jedną wielką ucieczkę. Philip chciał czegoś odmiennego. On nie chciał uciekać - teraz chciał się ustatkować. Dziwne, że mógł powiedzieć, że to tylko o jakieś dwa miesiące za późno. Albo trzy? Cztery? Zanim poznał Kaydena, albo jeszcze wcześniej? Czy może właśnie jeszcze wcześniej powiedziałby, że nie, Philipie... Miłość? Ja mam puste serce. Nie, Nie miałeś pustego serca. Ono tylko za bardzo się bało i było zbyt niestabilne, żeby udźwignąć coś nieznośnie stałego. Coś dobitnie mocnego, gdzie to twoja dłoń miała wbijać gwoździe w tę konstrukcję. Z której strony by nie spojrzeć nie nadawałeś się do tego. Pięknie pachnieć, czekać w cieniu z uśmiechem na ustach, ocierać pot z czoła wytrwałego kochanka - tak, to właśnie stanowiło kwintesencję tego wygodnego życia, jakiego potrzebowałeś. Lecz - pracować? Tak w pocie czoła, tak narażając się na ból? Ten sam, przed którym uciekałeś i ten sam, który po raz kolejny zaczynał nieznośnie mocno pociągać? To wszystko było oznaki tego, jak nisko zapadała się jaźń. Jak głęboko zanurzałeś się w odmętach wątpliwego człowieczeństwa, gdzie już nie wiadomo jaka bestia może czaić się w ciemnościach. Na odpowiednich głębinach najmniejsze światełko przestaje być nadzieją i zaczynało zamieniać w pułapkę.

- Jeśli odnosisz to do siebie to stałoby się to przede wszystkim możliwe. - Kiedy już Philip ogarnąłby samego siebie, to Laurent mógłby rzeczywiście uzyskać jego wsparcie. Tylko wtedy. Nie było mowy o tym, żeby mógł łapać stabilność przy kimś, kto stabilności był zaprzeczeniem. Chyba właśnie dlatego tak dobrze stało mu się przy Nicholasie mimo jego chłodu. Z drugiej strony to Philip był słońcem, przy którym można było się rozpłynąć. Laurent był przeświadczony, że zarówno dla zdrowia tych panów jak i dla samego siebie nie powinien stać pośrodku. Nie chciał jednak nad tym dumać. Jeszcze nie. Bo tak, tu nie było miejsca na żadną stałość. To był chaos. Jedno wielkie poplątanie. Obijanie się od ścian, a chociaż było przyjemnie to potem coś otwierało ci oczy i docierało do ciebie, że jeśli to potrwa trochę dłużej to zostaniesz sam. Zostaniesz w końcu kurewsko samotnym, zgorzkniałym człowiekiem, którego wszyscy przyjaciele i bliscy będą mieli swoje żony, dzieci. Swoje życia. I będziesz tylko ty jeden, ze wspomnieniami tego, jak całe swoje życie przehulałeś i nigdy tak naprawdę nie przeżyłeś niczego prawdziwego. Niczego głębokiego.

- Teraz przynajmniej wierzę, że nie mylisz zauroczenia z przyzwyczajeniem. - Nagłe wyznanie? Nie wydaje mi się. Przecież ten temat - ICH - ciągle tu się snuł, przeplatał. Tak jak Laurent nie miał problemów z tym, żeby przybierać mentorski ton, jak starał się tłumaczyć swoją rzeczywistość, tak ta sytuacja naprawdę napełniała go napięciem. To wyznanie, które tu padło i to, czego chciałby Philip. To takie małe ciśnienie - teraz od ciebie niczego nie oczekuję, ale potem..? Kto wie..? W końcu znowu zapytam, w końcu zagaję, w końcu... Wiesz już teraz, że nie dasz rady przestać o tym myśleć. To będzie bzyczeć w kąciku mózgu jak upierdliwy komar, którego nie możesz się pozbyć, więc wstajesz z łóżka. Zapalasz światło. Nie ma go. Lecz gdy tylko do tego łóżka wrócisz to znów go usłyszysz. - Tylko... czy ty... - Powinien pytać? Nie powinien? Odetchnął ciężko. Już właściwie przekroczył granicę swoich przyzwoitości w kłamstwie, przesunął się poza strefę manipulacji. Witaj, Brzydka Prawdo. Dawno się nie widzieliśmy. - Czy ty naprawdę... mnie pokochałeś? - Laurent nie potrafił w to jakoś uwierzyć. Spojrzał teraz na Philipa, zmusił się do tego, żeby ignorować to nieprzyjemne palenie klatki piersiowej i zapleść ręce na klatce piersiowej. Spoglądał na Philipa, ale nie patrzył mu w oczy. - Jeśli tak to... kogo tak naprawdę kochasz. - Uniósł wzrok z poziomu jego ramion w końcu na te niebieskie oczy. Stali teraz obok siebie jakby nigdy nic. Było zimno, strasznie zimno, mimo tego, że lato przecież było w tym roku naprawdę ciepłe. To, co powiedział, nie było nawet pytaniem, brzmiało bardziej jak stwierdzenie, gdy spoglądał na ten piękny uśmiech, który tak uwielbiał. Uniósł dłoń, żeby dotknąć jego policzka, oprzeć go na jego twarzy i przesunąć kciukiem po tych zaznaczonych dołeczkach. - Myślę, że tak będzie bardzo w porządku. - Uśmiechnął się w końcu sam w stronę tego mężczyzny. Cofnął rękę. Gdybyś tylko wiedział... czy mówiłbyś to samo?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#19
21.01.2024, 15:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2024, 18:29 przez Philip Nott.)  

Mógłby temu wszystkiemu nadal zaprzeczać, jednak taka była prawda. Przekroczenie trzydziestu pięciu lat sprzyjało podsumowaniu swojego dotychczasowego życia w świetle wszystkich zmian, którym został poddany. Jedyną pewną rzeczą w nim pozostawała jego kariera sportowa i cechująca go popularność, choć ta pierwsza miała swój początek i będzie mieć swój kres na pewnym etapie. Posiadał na swoim koncie pokaźną ilość kochanków obu płci, którzy przewinęli się przez jego łóżko. Dla porównania jego znajomi w tym wieku posiadali żony i przynajmniej jedno dziecko.

Wiódł hulaszcze, poprzetykane skandalami życie. Na przestrzeni tych miesięcy popadał ze skrajności w skrajność, szukając złudnego pocieszenia w nocnych przygodach, z czasem zaczynając przywiązywać większą wagę do tego, z kim śpi i ostatecznie najwięcej spotykał się z Laurentem. Tego nie mógł żałować, nawet jak pomiędzy nimi nie panowała prawdziwa sielanka. Stanowiło to dla niego całą gamę cennych doświadczeń, wspomnień i zbiór prawd o nim samym. Tego nie powinien odrzucać. To go ukształtowało na nowo. Nie został jedynie zahartowany, ale to przyjdzie z czasem. Teraz pozostawał odsłonięty.

— Postaram się to osiągnąć. — Nawet jeśli rozsądnie nie rzucał słów na wiatr, jeśli nie składał obietnic bez pokrycia to potrzebował aby dano mu szansę, pokazano, że warto się starać nie tylko dla siebie samego, ale także dla innych. Zawsze to stawało się łatwiejsze. Rozsądnie było nie oczekiwać tego, że ktoś, kogo zawiódł parę razy, będzie skłonny dać mu jakąkolwiek szansę. Nie potrafił dać mu gwarancji na to, że po prostu mu się uda to osiągnąć i że nie spieprzy po drodze kolejnej istotnej dla niego rzeczy.

— Powinienem zacząć od rozmowy z bratem, który ostatnio chciał mnie wysłuchać, pomóc z problemami a ja... udawałem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tylko... co mogę mu powiedzieć o naszej relacji? — Przyznał z cichym westchnięciem kiedy przyznawał się do kolejnego swojego błędu. Wiedział co mógł powiedzieć swojemu bratu o sobie samym, ale czy mógł powiedzieć, że spotykał się z kimś kiedy tak naprawdę nie wiedział, na czym jeszcze stoi? Jedno wydawało mu się oczywiste, jeśli Laurent na to przystanie to bez wzgląd na to żeby mu nie zaszkodzić to bezpieczniej byłoby nie wymieniać go z imienia. Nie potrafił przewidzieć reakcji swojego brata.

Laurent pozostawał dla niego bardzo ważny. Naprawdę było trudno mu go wyrzucić z głowy. Bardzo trudno było mu się odciąć od niego, czego na przestrzeni ostatnich miesięcy nawet próbował w złudnym przekonaniu, że to uchroni go przed doświadczeniem pewnych uczuć i zawodem. Nie udało się. Jedynie co zyskał to świadomość własnych błędów i tego, że wtedy zachował się jak ostatni chuj. Teraz jak palant. Zabrakło mu poczucia własnej nieomylności. Teraz nie mógł przybrać pozy, że jest najlepszy we wszystkim - im bardziej się starał to wychodziły na wierzch wszystkie jego wady.

— W ostatnim czasie miałem sporo czasu na przemyślenia w tym właśnie aspekcie. — Philip występowanie przyzwyczajenia obserwował u swoich rodziców i chociaż obecność Laurenta w jego życiu stanowiła już pewien stały punkt to jednak nie była dla niego rutyną i jego towarzystwo sprawiało mu przyjemność i nie potrafił samemu zakończyć tego pomimo wszystkich postanowień. Sam wiedział, że ten temat będzie powracać do niego. Pomimo zrozumienia tego, że sam Laurent potrzebuje czasu na ustosunkowanie się do powierzonej mu prawdy, potrzebował z jego strony jakiejkolwiek reakcji na swoje słowa i na swoje oczekiwania.

— Tak. Naprawdę cię pokochałem. — Słysząc, że Laurent stara się o coś go zapytać, postanowił poczekać na to aż to pytanie padnie z jego ust albo na to, że Laurent nie poruszy kwestii, którą miał już na końcu języka. Dotąd nie pozwalał sobie na ten stan. Teraz to, co spotkało pozostawało poza jego kontrolą. Teraz jak ta prawda wyszła na jaw to nie powinien iść w zaparte zwłaszcza przy tylu dowodach na taki obrót spraw. Jednocześnie może nie być wiarygodny pod tym względem, bo przecież przez całe życie nie pozwalał sobie na nawiązanie z kimś głębszej relacji. Niezależnie od płci. Po prostu się stało przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w jego życiu na przestrzeni ostatnich miesięcy. Samo to pytanie mogło okazać się pułapką, w którą wpadnie. Nie było tutaj jednej właściwej odpowiedzi. Czego oczekiwał teraz Laurent? Potwierdzenia? Zaprzeczenia? Tego nie wiedział. Zaryzykował.

— Nie będę udawać, że wiem co masz na myśli. Powiesz? — W ich poprzednich rozmowach przewinęło się to, że miał swoje wyobrażenie Laurenta, ale chciał myśleć, że nie o to w tym momencie chodzi. Pod wieloma względami jest prostym człowiekiem i wolał otrzymywać jasne komunikaty oraz prawdę nawet jeśli byłaby tą najgorszą. Takie enigmatyczne stwierdzenia sprawiały, że potrafił zachodzić w głowę przez długie godziny. Nie prowadziło to do niczego dobrego. W świetle ich ostatniej rozmowy nadal nie znał przeszłości Laurenta.

Nie odsunął się, kiedy Laurent wyciągnął ku niemu dłoń i dotknął nią jego policzka. Nie zrobił tego również jak oparł dłoń na jego twarzy i badał kciukiem charakterystyczne dla niego dołeczki. Nie przestawał się ciepło uśmiechać do młodszego mężczyzny, przymykając lekko powieki.

— Mam kilka pomysłów na te małe kroczki, ale najpierw powinniśmy skończyć rozmawiać. — Wymruczał do niego, wychodząc z założenia że aby mogli cieszyć się resztą tego dnia musieli doprowadzić to wszystko do końca. To nie mogło zostać odłożone w czasie, gdyż gdyby to miało miejsce to najpewniej nigdy nie wróciliby do tego tematu. Nie chciał pozostać z niewiedzą i własnymi dociekaniami co takiego Laurent miał na myśli. Jeśli wszystko przebiegnie po jego myśli to będzie mógł wprowadzić w życie kilka swoich pomysłów.

— Chodź, usiądziemy. — Zachęcił go do tego wskazując kanapę. On dość się nasiedział na tym niewygodnym podłokietniku a Laurent jeszcze w życiu się nastoi.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
25.01.2024, 15:06  ✶  

To stawało się trochę straszne. Wielkie słowa i wielkie przysięgi. Wielkie starania. Czy nie tego zawsze chciałeś? Słodkiej miłości i kogoś, kto nieba gotów byłby ci uchylić? Pięknych obietnic i dotrzymanych sekretów? Dobrego serca, które udźwignęłoby twój pogięty kręgosłup? Niby tak słodko, niby tak niewinnie, a wszystko tu było całkowicie zakryte pod stosikiem niedopowiedzeń. Wyliczanka skakała z jednego na drugiego i wytykała kolejno wady. Wy nie jesteście kompatybilni. Taką myśl podsuwał mózg. To było toksyczne, to miało być toksyczne. Nie dlatego, że chcieliście. Dlatego, że nie mogło się udać. Niby oczekiwania te same, a jednak coś się nie zgadzało, coś zgrzytało. Branie za kogoś odpowiedzialności w tym momencie było straszne. Szczególnie, kiedy sam chciałeś, żeby ktoś odpowiedzialność wziął za ciebie i za siebie od razu. Mieć przestrzeń bezpieczeństwa, gdzie będą czułe słowa, ale szczere. Zawsze szczere.

Chcieć się postarać, móc się postarać. To duża różnica. Mówiłeś, tak wielkimi słowy, że mu ufasz. Teraz byś tych słów nie powiedział z taką samą pewnością jak po ostatniej nocy. I nawet nie chodziło o sam wyjazd. Wcale nie uważał, żeby tamta noc jakkolwiek rozjaśniła sytuację między nimi, cokolwiek wyklarowała. Chciał się czuć wartościowy. Przy Philipie jego wartościowość spadała na poziom drogiej kurwy. Nie chciał też dawać mu sygnałów, że nie ufa, że nie wierzy w jego wielką przemianę i w to, że pewnie się postara, ale nie można się wiecznie dla kogoś starać i nie być sobą.

- A co byś powiedział o naszej relacji? Że jesteśmy przyjaciółmi z benefitami? Że jestem mężczyznom, w którym się zakochałeś? - To nie był atak z jego strony, pytał spokojnie, podpowiadał mu pytania, na które warto było sobie odpowiedzieć, kiedy myślałeś o takiej rozmowie z kimkolwiek. - Nie zabronię ci mówić najbliższym o tym, co nas łączy. Tylko proszę, uprzedź mnie, jeśli powiesz coś więcej komuś niż to, że łączy nas przyjaźń. - Laurent nikomu nie opowiadał o swoich przygodach z mężczyznami. Pierwszą, której przyznał się do tego, że woli mężczyzn była Victoria. Nie żałował. Ciepło i zrozumienie, z jakim go potraktowała, jej akceptacja znaczyła dla niego więcej niż tysiąc słów. Spokój, jaki mu dała... również chciał jej taki zaoferować. Tylko nie wiedział, czy mógł. Czy był w stanie.

Naprawdę cię pokochałem. Uskrzydlało. Wszczepiało do żył ciepło rozprowadzane po kończynach. Wreszcie są... Chociaż na chwilę - te białe pióra, których tak potrzebował na swoich skrzydłach. Rosły pod wpływem tego ciepła, a on znów czuł, że mógł się otulić białym puchem. Każdy człowiek chciał to usłyszeć. Na pewno? Laurent delikatnie się uśmiechnął pod wpływem uczucia, jakie zostało w subtelny sposób potwierdzone, przesłane w jego kierunku. Bolało tylko to jedno - nie potrafił mu powiedzieć tego samego. Jesteś kochany. Przecież to nie wystarczyło. Cisza też nie była dobra. Mam wrażenie, że cię zranię. I oto tkwił w nim egoizm, który mówił, że nie chciał się z nim rozstawać. Mówił do Philipa o przyzwyczajeniu, a przecież sam został przyzwyczajony.

- Myślę, że osoby takie jak ja, które nie kochają samych siebie, mają problem z pokochaniem. - Odparł apropo jego pytania, badając to zagłębienie w policzku, przesuwając palce po podbródku, dolnej wardze, wolno i delikatnie. Dopiero kiedy wstał to opuści rękę i skinął głową, siadając obok Philipa. Tylko zamiast usiąść i prezentować się jak piękna, salonowa lalka to podwinął nogi i przechylił się, by ułożyć głowę bokiem na udach blondyna.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (11599), Philip Nott (13226)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa