• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[17.03.72] Porządek musi być

[17.03.72] Porządek musi być
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
23.11.2022, 15:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:28 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Florence Bulstrode - Piszę, więc jestem.

Florence Bulstrode naprawdę wysoko ceniła sobie porządek. Osiągało to wymiary niewielkiej manii, w życiu codziennym mało dostrzegalnej na szczęście, ale sprawiającej, że kobieta bardzo równo układała wszystkie ubrania, złościła się na braci, gdy w kuchni przestawili przyprawy i utrzymywała pedantyczną czystość w swoim pokoju.
W szpitalu jednak... ach, w szpitalu Florence stawała się demonem ładu i porządku, gotowym ogryzać głowę za źle postawioną fiolkę, dla której tajemnicze zaginięcie jednej buteleczki, bez wpisu do rejestrów, stawało się powodem do szeroko zakrojonego śledztwa. A tego dnia miał nastąpić chaos i apokalipsa, czyli: przypadała kolejka Florence na przejrzenie zapasów ich oddziału oraz dokonanie inwentaryzacji różnych podejrzanych przedmiotów, przez które pacjenci trafili na oddział, a które należało odczarować, skatalogować czy sprawdzić pod kątem klątw. (O ile nie były aż tak podejrzane, że zgłoszono je do BUM albo Biura Aurorów natychmiast.)
Do pomocy Bulstrode dostała Fernah, która zdaje się już wcześniej miała tutaj parę rzeczy skatalogować i opisać: może po prostu tego dnia była jej kolej, a może stażyści urządzili jakieś losowanie i kobiecie przypadła najkrótsza słomka...
- Panno Slughorn! Ile mamy buteleczek Szkiele - Wzro? - spytała, spoglądając na rejestr eliksirów ze zmarszczonymi brwiami. Z rejestru wychodziło niezbicie, że mieli dość zapasów, aby przywrócić na nogi całą, niewielką armię osób, która utraciła kości. Tymczasem była niemal pewna, że kiedy zajrzała do szafki, zobaczyła jakieś marne resztki...
- Na litość Merlina, kto opisywał te mikstury? - zirytowała się Florence, przenosząc spojrzenie z notatek na półkę. Ustawiono na niej ostatnią partię mikstur, wytworzoną na potrzeby oddziału. Bulstrode ujęła jedną z buteleczek, podnosząc ją w górę, ku magicznemu światłu, wypełniającemu blaskiem jedną z sal, gdzie trzymano zapasy. - Składniki. "Brónatnica". Przez o z kreską. Nigdy nie słyszałam o takiej roślinie. "Bieluń niedźwiedzia?" Czy chodziło o bieluń dziędzierzawa? Uzdrowiciel ma się domyślać, co umieszczono w tym eliksirze, żeby przypadkiem nie zabić pacjenta z alergią? "Serdeczności?" To mają być jakieś życzenia czy w miksturze jest serdecznik? Najwyższa pora, aby w Hogwarcie zaczęto wykładać najbardziej podstawowy przedmiot. Angielski.
Florence potrafiła zachować spokój nawet w sytuacji, gdy na oddział wjeżdżało kilka osób po magicznej katastrofie, a ona przypadkiem była jedyną klątwołamaczką w zasięgu wzroku.
Takie sytuacje jak ta przyprawiały ją jednak niemalże o apopleksję...
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#2
23.11.2022, 16:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 16:48 przez Fernah Slughorn.)  
— Założę się, że rzuci w ciebie przynajmniej jedną fiolką. Przecież wiesz, kto ostatnio się zajmował katalogowaniem. Tam jest taki burdel!

Fernah zmrużyła oczy, słuchając Petera. Tak, wiedziała, kto ostatnio zajmował się inwentaryzacją Cameron i tak, wiedziała, że to, co znajdzie za drzwiami magazynu, da się opisać jednym słowem – chaos. Nawet pamiętała, że sama przyłożyła rękę do wspomnianego chaosu, bo teraz sobie przypomniała, że eliksir wiggenowy powinien stać na trzeciej półce od prawej…

— To najwyższy czas go ogarnąć, — wzruszyła ramionami i schowała dłonie w kieszeniach szaty.

— Generał Ład i Porządek cię tam zje. — zaśmiała się jedna ze stażystek znad kubka kawy.

Paprotka nie pamiętała, jak ma na imię. Zresztą nie było to ważne. Machnęła ręką w kierunku rówieśników i ruszyła w stronę magazynu. Na brodę Merlina, Generał Ład i Porządek naprawdę mnie tam…

Zje.

— Na litość boską kto opisywał te mikstury?!

Mimowolnie lekko skuliła się w sobie, kiedy usłyszała zirytowany głos klątwołamaczki. Zdając sobie sprawę ze swojego odruchu, natychmiast się wyprostowała i odchrząknęła.

— Dwanaście butelek, pani Bulstrode.

Resztę uwag uzdrowicielki dyplomatycznie przemilczała. Miała nieodparte wrażenie, że wspomniany "bieluń niedźwiedzia" wyszedł spod jej ręki. Przyznanie się jednak do czegoś takiego w obecności Florence mogło skutkować uszczerbkiem na zdrowiu zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Całe szczęście nie miały daleko do szpitala.

— Matematyka również byłaby przydatna, — bąknęła, spoglądając na trzymany w ręku pergamin. — Według spisu mamy przygotowane równe sto eliksirów czyszczących rany, jednak tutaj widzę ich tylko… Dwadzieścia cztery.

Na chwilę zawiesiła głos, po raz trzeci licząc butelki z purpurowym płynem. Jeszcze tego brakowało, żeby Florence przyłapała ją na takiej pomyłce. Uzdrowiciel, który nie potrafi liczyć, niech Mung ma wszystkich chorych w opiece.



„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
23.11.2022, 17:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 17:08 przez Florence Bulstrode.)  
Generał Ład i Porządek już nie tylko szykowała się na wojnę, ale wytoczyła ciężkie działa i zabrała się do metodycznego niszczenia sił przeciwnika. Wojska chaosu musiały zostać unicestwione, a w zapasach Świętego Munga musiał zapanować idealny porządek. Taki, że ordynatorka po zajrzeniu tu zapłacze ze szczęścia i wzruszenia. I Florence zamierzała osiągnąć to nawet bez zjadania stażystów.
Zapewne głównie dlatego, że była wegetarianką.
- Dziwne – mruknęła, znów wracając do swojego zwykłego, spokojnego tonu. – Sprawdź proszę, czy żadnej fiolki nie ma w szafce przy drzwiach. Może ktoś je poprzestawiał. Powinno być siedemnaście butelek – stwierdziła, starannie skrywając niezadowolenie. Czy któryś z uzdrowicieli nie zapisał zaordynowanych leków? A może pomylono się przy inwentaryzacji zasobów, które wpłynęły od alchemików? Chyba nikt nie kradłby Szkiele Wzro, bez przesady, przecież ten eliksir był potrzebny tylko, kiedy ktoś oberwał wyjątkowo paskudnym albo bardzo sknoconym zaklęciem, po co ktoś trzymałby pięć buteleczek w swoich zapasach? Odsprzedać też to trudno, na co dzień ludzie jednak lubili mieć swoje kości na miejscu, więc zapotrzebowanie nie było takie dużo.
Wyciągnęła różdżkę i zaczęła zmieniać nazwy ziół na etykietce mikstury. Wyraz twarzy miała spokojny, ale już planowała dla stażystów drobniutkie dyktando. Z nazwami ziół. I nagrodą dla tego, kto osiągnie najlepszy wynik, czyli możliwością wybrania sobie przydziału i praktyk w tym miesiącu, oraz okrutną karą dla tego, kto osiągnie wynik najgorszy, czyli koniecznością przepisania encyklopedii zielarskiej, oraz dodatkową praktyką pod jej własnym, bacznym okiem.
- Słucham? – spytała, obracając się ku Fernah, kiedy ta zwróciła uwagę na niezgodność stanu zapisanego z faktycznym.
Sto eliksirów czyszczących rany.
Dwadzieścia cztery.
Miała naprawdę ogromną nadzieję, że się przesyłała. Podeszła do Fernah szybkim krokiem i sama zaczęła liczyć buteleczki, ale nie, zdecydowanie, było ich dokładnie dwadzieścia cztery. Nie sto.
Odetchnęła i przymknęła oczy.
– Trzeba sprawdzić wszystkie półki i szafki. Sprawdź te po prawej stronie, ja zerknę na lewo. Może ktoś je tylko przestawił – powiedziała, po czym zabrała się do poszukiwań. Usta zaciskała w bardzo, bardzo wąską kreskę. Jakby powstrzymywała się przed wyrzuceniem z siebie wiązanki przekleństw.
Dowie się, gdzie zaginęły te eliksiry. Znajdzie je, znajdzie, choćby miała spalić cały Londyn. Albo tego, kto popełnił tę pomyłkę i spali jego. Musiała ustalić, czy jakiś półgłówek nie potrafił liczyć do stu, jakiś uzdrowiciel nagminnie nie zgłaszał zużytych mikstur – i nic ją nie obchodziło, że też była tylko uzdrowicielem, jak już takiego dorwie, krew się poleje… - pojawił się błąd w rejestrach czy ktoś…
…okradał szpital.
Może jednak kanibalizm nie byłby taką złą dietą.
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#4
23.11.2022, 17:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 17:44 przez Fernah Slughorn.)  
Posłańca się nie zabija, posłańca się nie zabija, posłańca złych wieści się nie zabija!

Zgodnie z poleceniem kobiety przeniosła swoje poszukiwania ku szafkom przy drzwiach. Tylko że tam również nie stał żaden eliksir, który, chociaż z koloru przypominał Szkiele Wzro. Fernie zaschło w gardle, kiedy zobaczyła sunącą w jej kierunku Florence.

— Dwadzieścia cztery. Eliksiry. Do czyszczenia ran. — powtórzyła przyciszonym głosem, spoglądając na przełożoną z lekkim przerażeniem.

Myśl, że mogłaby zostać pożarta przez panią Bulstrode przestała być aż tak zła. Fernah podświadomie czuła, że zdecydowanie gorszy los spotka tego, kto maczał palce w tutejszym chaosie. Jeżeli wyjdzie cało z inwentaryzacji, to pierwsze co zrobi, to ostrzeże Camerona, bo ta „brunatnica” była bardzo w jego wykonaniu.

— Pani Bulstrode, znalazłam kilka eliksirów. — odezwała się po chwili, po tym jak wyciągnęła szeroką szufladę z dolnej części szafki.

Być może nie była to błyskotliwa uwaga, jako że znajdowały się w magazynie z leczniczymi specyfikami, w tym i eliksirami. I być może Fernah dla własnego dobra pominęła pewien bardzo ważny szczegół, dotyczący wspomnianych mikstur.

Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że przynajmniej pięć butelek to poszukiwane Szkiele Wzro. Gorzej, że tylko trzy były zakręcone. Reszta była otwarta i stała w małych kałużach szarawego płynu.

Fernah przykucnęła, by móc lepiej zapoznać się z zawartością szuflady.

— Jeżeli się nie mylę, również tutaj są trzy zagubione porcje sproszkowanego dyptamu, których nie mogłam znaleźć wcześniej. Oraz znalazłam też. Momencik. — przerwała na chwilę, by upewnić się, że nie popełnia gafy.

W końcu chrzanowy zapach był charakterystyczny dla tojadu, ale co tutaj robiłby...

— Wywar tojadowy?



„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
23.11.2022, 17:58  ✶  
Florence planowała właśnie morderstwo doskonałe, owszem, ale ofiara była jeszcze bliżej niesprecyzowana. Ewentualnie ofiary. Bulstrode nie była jeszcze pewna, czy winny był jeden, czy kilku. Nawet ta „brunatnica” i osoby za nią odpowiedzialne zeszły na dalszy plan (chociaż nie, uzdrowicielka ani myślała zrezygnować z pomysłu dyktanda i to miało zostać urządzone już wkrótce). W pierwszej kolejności musiała dopaść osoby odpowiedzialne ostatnio za porządki na magazynie. W dalszej – wszystkich, którzy przyłożyli rękę do tego bałaganu, nie zapisując właściwie zużycia. Ktoś mógł w końcu tutaj czegoś szukać i zrobić taki bałagan.
Zawsze zdarzały się jakieś uchybienia. A to ktoś w pośpiechu czegoś nie zgłosił, potłukł jakąś buteleczkę, pomylił oznaczenie, a to źle dodano liczbę w rejestrach, a to odstawiono na złą półkę. To było normalne, choć i tak dla Florence wymagało szybkiego naprawienia.
Ale to, co działo się tutaj dzisiaj?
Bulstrode sprawdzała po kolei kolejne szafki. Zmarszczka na jej czole pogłębiała się, choć nic nie komentowała, za to już po chwili nad głową Fernah w tę i z powrotem latały buteleczki eliksirów i pojemniki z maściami, wprawiane w ruch różdżką Florence, która odsyłała specyfiki na odpowiednio oznakowane półki. Kolorowe fiolki błyskały w magicznym świetle, aż mogłoby się wydawać, że to scena z jakiegoś musicalu, choć w istocie mogło stanowić wstęp do horroru.
- Mam dziesięć eliksirów do czyszczenia ran – powiedziała Florence powoli, głosem niby to spokojnym, ale zwiastującym nadchodzącą burzę. Porządek w lekach był absolutną podstawą. Ktoś mógł zostać otruty albo dostać potrzebne specyfiki za późno, tylko dlatego, że madomedyk nie znalazł na czas odpowiedniej fiolki. – Wciąż za mało.
Przelewitowała mikstury do pozostałych dwudziestu czterech i podeszła bliżej, by sprawdzić te „kilka znalezionych eliksirów”. Dobra wiadomość: pięć buteleczek Szkiele Wzro oznaczało, że nikt ich nie ukradł.
Zła wiadomość: ktoś nie umiał przechowywać mikstur.
Wbrew obawom Fernah Bulstrode nie zabrała się jednak od razu do urywania jej głowy.
- Sprzątnij to proszę – stwierdziła Florence, powtarzając sobie jedną ze swoich ulubionych mantr: tylko spokój może nas uratować. A już na pewno odpowiedzialnego za ten cały bałagan. Eliksir nie mógł tak sobie po prostu wylewać, mogło dojść do niespodziewanych reakcji i nawet wybuchu.  – Otwarte wrzuć do kosza z materiałami do utylizacji. Zapiszę, co się z nimi stało. I sprawdzę, kto ostatnio tu sprzątał oraz zgłaszał zapotrzebowanie na Szkiele Wzro…
Bo jedna z tych osób była odpowiedzialna za tę małą katastrofę. Czy oni sądzili, że składniki rosły na drzewach? (No dobrze, czasem rosły, ale niekoniecznie w wielkiej liczbie, a ich zebranie też wymagało sporo czasu! Nie wspominając o obróbce.)
- Wywar tojadowy. Doskonale. Powinien być w składziku AB, w szafce przy drzwiach, a do tego pomieszczenia dostęp ma tylko kilka osób – oświadczyła Bulstrode, która już zdążyła podejść do rejestrów, by odnotować zniszczenie dwóch fiolek mikstury, a jej usta wygięły się w niespodziewanym uśmiechu. – Łatwiej będzie dojść, kto go wyjął i nie odłożył na miejsce.
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#6
23.11.2022, 18:48  ✶  

Jedno trzeba było przyznać, Florence Bulstrode wiedziała, jak zachować spokój  w każdej sytuacji. Fernah przekonała się o tym, przy okazji fruwającej  pacjentki i przypomniała sobie o tym, teraz kiedy to po prostu poleciła jej posprzątać.

Skinęła głową i wyciągnęła różdżkę, która to od razu poszła w ruch. Do fruwających butelek dołączyły kolejne, tylko że te poszybowały do specjalnych koszy. Dwa proste zaklęcia poradziły sobie z rozlanym eliksirem i stażystka już miała zamykać szufladę, kiedy kątem oka coś zauważyła.

Nie wysunęła szuflady do końca, co teraz uczyniła. W związku z tym ani ona, ani pani Bulstrode nie widziały wcześniej, że na samym krańcu, w najciemniejszym kącie, stoi nieoznakowana fiolka. Naczynie było wykonane z ciemnego szkła, więc nie dało się określić, jakiego koloru jest zawartość. Zatykający butelkę czarny drewniany korek nie pokrywała żadna laka, a szkło nie miało na sobie żadnych tłoczeń.

Najważniejszą zasadą, jaka może wam uratować życie, jest: „Ze specyfikami nieznanego pochodzenia należy obchodzić się z najwyższą ostrożnością!"

Słowa profesora z Hogwartu rozbrzmiały w jej głowie, jakby znowu była na lekcji z warzenia mikstur. Tylko, co by nie mówić o nauczycielu, to zasada była bardzo przydatna.

— Pani Bulstrode. — zawołała i wysuniętą szufladę postawiła na ziemi, u stóp szafki.

Przez głowę Paprotki przebiegł szereg myśli, dotyczących tego, co właśnie znalazła. Wywar, mikstura, eliksir, trucizna? Czy ktoś eksperymentował ze szpitalnymi składnikami? Fernie może i zdarzyło się kilka razy, że podebrała jakieś składniki ze szpitalnych zapasów, ale zawsze dbała, by nie pozostawiać po sobie śladów.

Tutaj natomiast ktoś był bardzo nieostrożny lub roztrzepany, że zapomniał o nadchodzącej inwentaryzacji, albo wierzył w niekompetencję stażystów i uzdrowicieli. W końcu tylko Generał Porządek i Ład mogła przeszukiwać każdy zakątek magazynu, by doprowadzić wszystko do nienagannego wręcz stanu.

— Tego eliksiru nie ma na liście i nie kojarzę, abyśmy przechowywali jakiekolwiek specyfiki w ten sposób. — wspomniała, celując w butelkę różdżką.

Skupienie, cel i… Rzuciła zaklęcie ujawniające mistrza Skarpina.


Rzut Z 1d100 - 95
Sukces!


„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
23.11.2022, 21:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 21:50 przez Florence Bulstrode.)  
Florence zapisała w rejestrach informację o stracie fioletek ze Szkiele Wzro, a także zmodyfikowała wpis o cudownie odnalezionym dyptamie. Postawiła ptaszki przy tych miksturach, których stan – o cudzie! – się zgadzał, a potem na kartce ze sprawozdaniem z inwentaryzacji umieściła zdanie o „skandaliczny zaniedbaniach”, coś o „wszystkich eliksirach nie na swoim miejscu” oraz „źle przechowywanych fiolkach”.
Miała zamiar właśnie sprawdzić, kto ostatnio sprawdzał magazyn oraz zaordynował pacjentom Szkiele Wzro, gdy Fernah znowu ją zawołała.
- Tak? Czyżby znikły nam wszystkie zapasy alkoholi, będących bazą do eliksirów? Albo nie. Czekaj, nie mów. Ktoś umieścił w szufladzie żywego gronostaja – mruknęła zgryźliwym tonem. Nie wpadała w dziki szał, przynajmniej nie na zewnątrz, ale w rzeczywistości była bliska apopleksji, gdy widziała, w jakim stanie znajduje się magazyn.
Trzeba było wszystko policzyć, poustawiać od nowa, sprawdzić sposób przechowywania, poprawić etykietki, zgłosić zapotrzebowanie na brakujące eliksiry, zgłosić zaginięcie i najlepiej ustalić, kto był najbardziej winny bałaganu. Florence podejrzewała, że odpowiedzialność jest zasadniczo zbiorowa – ot każdy nie zgłosił jednego eliksiru, ustawić źle jedną miksturę – ale już wywar tojadowy i tajemnicze przepadnięcie siedemdziesięciu fiolek z eliksirami to były poważniejsze problemy, za które odpowiadał ktoś konkretny. I ten ktoś powinien zrozumieć, że ta sytuacja nie może się powtórzyć.
Podeszła bliżej, podejrzliwie obserwując eliksir. Nie skomentowała początkowo słów Fernah, czekając, co wykaże zaklęcie ujawniające składniki mikstur.

1 – jak nic amortencja. Chyba komuś w szpitalu zamarzyła się prawdziwa miłość
2 – eliksir wielosokowy! Czyżby ktoś zapragnął podszywać się pod kogoś innego?
3 – wyjątkowo mało utalentowany alchemik postanowił chyba uwarzyć felix felixis. Szkoda tylko, że tak spartaczony, że może kogoś tym otruć
4 – ktoś coś przeskrobał i chciałby, aby o tym zapomniano? Oto eliksir powodujący zaniki pamięci…
5 – komuś chyba zachciało się przygotować veritaserum. Na szczęście nic z tego nie mogło wyjść, bo przynajmniej dwa składniki są źle dodane


Rzut 1d5 - 4


Florence nie zajmowała się przygotowywaniem eliksirów na co dzień. Jej wiedza na ten temat zatrzymała się akurat na poziomie absolwenta Hogwartu, głównie z jednego powodu: nie miała na to czasu, skupiając się na klątwach, leczeniu i wykorzystywaniu mikstur do tego.
Składniki eliksirów znała jednak dość przyzwoicie, a ten konkretny eliksir był w programie Hogwartu...
- Czy ja dobrze widzę, czy to składniki na eliksir powodujący zaniki pamięci? - spytała. Przeciągała sylaby w dziwny sposób, mówiąc niby to bardzo spokojnym tonem, ale innym niż dotychczas...
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#8
24.11.2022, 00:20  ✶  

Stażystka, słysząc o gronostaju, spojrzała skonsternowana na swoją nauczycielkę. Gdyby to było zwierzę, zdecydowanie jej reakcja byłaby bardziej żywa, ale mniejsza, przejdźmy dalej.

— Waleriana, jagody z jemioły, krople Lete. Tak, pani Bulstrode, ktoś przygotował eliksir na zaniki pamięci i to niezłej jakości.

Potwierdziła przypuszczenia Florence, spoglądając na butelkę. Po co? To pytanie kołatało się po jej umyśle, ale nie była w stanie znaleźć dobrej odpowiedzi. Logiczne owszem, bo w końcu mikstura nie była iluzją, więc ktoś ze szpitalnej kadry uwarzył ów eliksir.

— Znaczy nie żeby eliksir ten był trudny do uwarzenia. — pośpieszyła z tłumaczeniem, bo odebrała ton Florence, jako niezadowolenie z tego, że docenia pozostawienie takiego bałaganu. — Jeżeli mnie pamięć nie myli, to na drugim lub trzecim roku uczyłam się, jak go przygotowywać. Bardziej nie rozumiem kto i po co miałby przygotowywać eliksir akurat tutaj lub go ukrywać? Również składniki nie są jakoś trudno dostępne, może poza wodą z rzeki Lete.

Wypowiadając na głos swoje myśli, sięgnęła ku butelce, ale w ostatniej chwili się zatrzymała. Dłoń zawisła w odstępie kilkunastu centymetrów od naczynia, a Fernah podzieliła się najświeższą myślą, która sprawiła, że zrobiło jej się niedobrze.

— Chyba że nikt go tutaj nie zrobił i mamy do czynienia z przedmiotem obłożonym klątwą.



„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
24.11.2022, 13:06  ✶  
Florence przypatrywała się buteleczce bardzo intensywnie. Tak, że gdyby fiolka miała choć odrobinę przyzwoitości, powinna pod tym wzrokiem skulić się w sobie i zawstydzić swojego istnienia, a już całkiem najlepiej - wyparować. Bez zbędnych efektów specjalnych. Niestety, stała dalej, w tej nieszczęsnej szufladzie.
- Nie jest przeklęta - oceniła Florence, choć jeszcze na wszelki wypadek wyciągnęła różdżkę i stuknęła w korek. W tym przypadku mogła się wypowiadać, bo pozycję na wydziale zawdzięczała nie swojemu perfekcjonizmowi, nie szaleńczemu oddaniu obowiązkom, ani nawet nie umiejętnościom leczenia czy usuwania skutków nieudanej transmutacji, czy - broń Merlinie - temu, że ktoś ją lubił. Po prostu była klątwołamaczką.
Bulstrode irytowało więc coś zupełnie innego niż kradzież składników szpitalnych, bałagan w szafkach (chociaż o to dalej była zła i miała już całą listę rzeczy do zrobienia, i można było zakładać, że znajduje się na niej przynajmniej jeden krwawy mord - który pewnie Florence potem wykreśli po namyśli, bo przecież krwawy mord narobiłby tyle nieporządku do posprzątania...) czy potencjalne klątwy.
- Ten eliksir warzy się już w Hogwarcie, bo jest prosty. Niestety - mruknęła Florence chłodno, dalej wpatrując się w buteleczkę. - Jak sama jego nazwa wskazuje: powoduje zaniki pamięci. Po co ktoś miałby przygotowywać ten eliksir i chować tutaj, jeżeli nie po to, aby komuś go podać? Co więcej w świętym Mungu, prawdopodobnie, skoro to tutaj go trzymał. W dodatku jeśli dobrze widzę, już go używano. A dostęp tutaj mają wyłącznie uzdrowiciele i stażyści.
Nie stosowali takich mikstur przecież w codziennych terapiach. Owszem, były bardzo rzadkie przypadki, w rodzaju choroby Milforda, gdy być może ich zastosowanie miało rację bytu, ale eliksir nie byłby wtedy w tej sali, tak ukryty i tak oznaczony.
- Włóż go proszę do torebki na odpady i połóż na blacie. Nikomu o tym nie wspominaj. Złożę raport ordynatorowi, oczywiście, ale lepiej, żeby właściciel nie wiedział, że go znalazłyśmy - powiedziała Bulstrode, mrużąc oczy.
Ona już miała pomysł, jak znaleźć tego delikwenta. Będzie musiała złożyć wizytę pewnej czarodziejce, która prowadziła działalność w Dolinie.
Odwróciła się, nieco zbyt zamaszystym ruchem, a potem różdżką otworzyła kolejną szafkę. Etykiety zostały naprawione, większość eliksirów stała wreszcie tam, gdzie powinna, pozostawało jej jeszcze ustalić, co stało się z miksturami do oczyszczania ran.
- Kolejne dziesięć buteleczek. To wygląda prawie, jakby ktoś celowo je poprzestawiał.
Może by ukryć kradzież? - pomyślała podejrzliwie, lewitując kolejne mikstury na właściwą półkę. A potem pochyliła się nad rejestrami i grafikami.
Sprawdzając, kto tu do licha ostatnio zajmował się katalogowaniem i zamówieniami.
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#10
24.11.2022, 15:47  ✶  

Odetchnęła z ulgą po tym, jak Florence powiedziała, że butelka nie została obłożona żadną niebezpieczną magią. Tego jeszcze im brakowało, by oberwała klątwą na oczach Florence.

Bez słowa zapakowała fiolkę i odstawiła ją na szafkę obok. Upewniwszy się, że w szufladzie nie kryją się żadne niespodzianki, włożyła ją z powrotem i zamknęła. Wraz z uzdrowicielką dokończyła sprzątanie magazynu, zerkając raz po raz na kobietę. Nietrudno było zauważyć, że była zirytowana całą sytuacją. Ponadto w jej głosie znać było determinację i Fernah życzyła powodzenia wszystkim tym, którzy maczali palce w ostatniej inwentaryzacji (w tym i sobie). Jeszcze pozostawała kwestia właściciela eliksiru, jemu po prostu życzyła szybkiej śmierci, może nawet od spojrzenia Generała Ładu i Porządku?

Dalsze porządkowanie minęło we względnej ciszy i bez kolejnych niepokojących odkryć. Część eliksirów się znalazła, część nie. Przeterminowane lub źle zapakowane składniki wyrzuciły. Stażystka została pouczona, co do ważności w układaniu leczniczych specyfików oraz ich nazewnictwa. Paprotka uznała, że nie była to wygórowana cena, jak na to, że uszła z życiem.

W ten oto sposób przebiegła inwentaryzacja duetu, jaki tworzyły Florence Bulstrode i Fernah Slughorn. Czy obyło się bez uszczerbku na zdrowiu? W samym procesie tak, ale po odkryciu tylu niedociągnięć przez kobietę, która kochała porządek i hołdowała dokładności z całego serca. Cóż. Cały Święty Mung będzie trząsł się w posadach.



Koniec sesji


„Rękopisy nie płoną.”
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fernah Slughorn (1276), Florence Bulstrode (2054)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa