- Oczywiście, że palcami, tak smakuje najlepiej.- Uśmiechnęła się do Thesa. Nie mogła się doczekać, aż stąd wyjdą i wrócą do domu. To na tą część urodzin czekała najbardziej. Nie lubiła tych oficjalnych spotkań organizowanych przez matkę, co to bowiem za przyjemność świętować urodziny z zupełnie obcymi ludźmi? Dla niej żadna.
- Niby wiem, że masz to gdzieś, ale sama ta świadomość, że od tylu lat jeszcze im się to nie znudziło mnie męczy. Jakby nie mogli sobie dać spokoju.- Theseus towarzyszył jej od lat, myślała, że z czasem po prostu przyzwyczają się do jego obecności. Fakt, na początku było gorzej, twierdzili, że jej się znudzi, że to pewnie chwilowe. Jednak ta chwila trwała już dobre dziesięć lat, musieli akceptować to, że zawsze jest przy jej boku.
- Zostawiasz mnie z tą niewiedzą? Teraz nie wiem jak wytrzymam do później!- Nie miała nawet możliwości go przycisnąć, żeby podzielił się informacją, bo czas naglił i zaczynało się polowanie. No ale trudno, jakoś będzie musiała wytrzymać.
- Ja, pomocy? Nie sądzę.- Roześmiała się w głos. - Za to Ty się nie krępuj wołać, gdyby te lakierki utknęły gdzieś w błocie, powodzenia Thes!- Zdecydowanie wolałaby to właśnie z nim udać się na polowanie, ale rozumiała też zamysł rodziców związany z tą losowością. Nie wszyscy tutaj obecni mieli doświadczenie, ktoś też musiał pilnować tego, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Wszak wręczyli im dosyć niebezpieczne narzędzia.
Geraldine podeszła do stoły, na którym znajdowała się broń. Rodzice skompletowali całkiem niezły zestaw. Zastanawiała się przez chwilę, czy wybrać kuszę, czy arbalet, sięgnęła jednak po to pierwsze, dodatkowo zabrała kołczan pełen bełtów, przyglądała się jeszcze chwile broni i postanowiła zabrać ze sobą dwa noże - mogą się przydać.
Kiedy Leander pojawił się w środku ruszyła w jego kierunku - Idziemy razem, mam nadzieję, że jesteś równie szczęśliwy, co ja, wybierz broń, tylko taką, żebyś nie zrobił sobie krzywdy.- Jak widać nie do końca wierzyła w jego umiejętności związane z łapaniem zwierzyny. Poczekała na brata, wystrzał sugerował, że czas zacząć. - Ruszajmy, chcę mieć to jak najszybciej za sobą.- Nie zamierzała ukrywać tego, że nie jest szczególnie zadowolona z tego, że to właśnie z nim idzie na polowanie.
Całkiem szybkim tempem ruszyła w stronę lasu, który znajdował się nieopodal ich rodzinnej posiadłości. Weszli w jego głębie. Gerry rozglądała się uważnie, w poszukiwaniu zwierzyny.