31.01.2024, 15:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2024, 15:26 przez Brenna Longbottom.)
To trochę dziwne, że tak tutaj pusto, pomyślała Brenna.
Jeżeli kaplica była zamknięta obecnie dla zwiedzających, powinna być przecież zamknięta (...ktoś mógł zapomnieć? A może... ktoś... coś... otworzyło zamek?). Jeśli była otwarta, to chociaż wpadły tutaj nie "w godzinach szczytu", to latem powinno kręcić się tutaj więcej osób - albo przynajmniej ktoś pilnujący, czy nikt nie uszkodzi cennych zabytków.
Mimowolnie przypomniała sobie, co Olivia powiedziała o wyczuwaniu duchów przez mugoli.
Jeśli to nie była gra światła i cienia, jeżeli akurat teraz jakiś duch kręcił się po kaplicy, może mugole podświadomie szybko stąd wychodzili lub nie mieli ochoty tutaj wchodzić...? Mieli nieodparte wrażenie, że nie powinni tu być? Brenna niczego takiego nie czuła, ale mogło być to związane i z tym, że była przecież czarodziejką (a co za tym idzie zwyczajnie przywykła do obecności duchów w Hogwarcie), a mogło z tym, że bywała już w różnych upiornych miejscach i to nie mieściło się nawet w pierwszej dziesiątce...
Zauważyła, że Olivia się oddala, ale założyła, że Quirke chciała przyjrzeć się jakiemuś elementowi wystroju wnętrza. Sama Brenna zbliżyła się do okna i zmarszczyła lekko brwi, gdy dostrzegła, że jedna z szybek wygląda trochę inaczej - tak, jakby dotknęło ją coś zimnego...
Oczywiście, szkło mogło być też po prostu brudne.
Drgnęła na dźwięk spadającego talerza, a jej dłoń odruchowo powędrowała do różdżki. Niemal natychmiast jednak opuściła rękę, ganiąc sama siebie. Nie była w Londynie. Nie była na patrolu na Pokątnej. Była w mugolskim Londynie, w kaplicy mógł być jakiś mugol, któremu nie powinna pokazywać różdżki, a jeżeli nawet przedmiot zrzucił duch, to przecież nie zacznie miotać w niego na ślepo zaklęciami.
Nawet ona, mimo zaczątków paranoi tkwiących w głowie, nie spodziewała się, że śmierciożercy postanowią czaić się na kogokolwiek w ciemnościach budynków Tower.
– Obawiam się, że tym razem to wyjątkowo nie ja, Livy – powiedziała, po czym skierowała się w stronę, z której dobiegł dźwięk. Rzeczywiście, metalowy talerz leżał tam na kamiennej podłodze, i kiedy Brenna przyjrzała się temu, jak leżał, uznała, że nie mógł spaść sam.
Mógł tu być duch – i to nie taki „zwykły”, niezdolno do dotknięcia kogokolwiek czy czegokolwiek – ale mógł być też skrywać się jakiś mugolski dzieciak, który chciał je nastraszyć.
– Potrzebujesz pomocy, czy tylko próbujesz nas przestraszyć? Przepraszam, ale na to drugie są bardzo małe szanse, obie mamy za sobą szkołę jednego takiego Irytka – powiedziała niemalże pogodnym tonem, rozglądając się po sali. Jeżeli był tu mugol, i tak nie zrozumie przecież, o co chodziło z tym całym Irytkiem. Jeśli był tu duch, to być może zorientuje się, że miał do czynienia z czarodziejkami – i albo umknie, nie chcąc paść ofiarą jakichś egzorcyzmów, albo jeśli był chętny do kontaktu, po prostu się im pokaże.
Jeżeli kaplica była zamknięta obecnie dla zwiedzających, powinna być przecież zamknięta (...ktoś mógł zapomnieć? A może... ktoś... coś... otworzyło zamek?). Jeśli była otwarta, to chociaż wpadły tutaj nie "w godzinach szczytu", to latem powinno kręcić się tutaj więcej osób - albo przynajmniej ktoś pilnujący, czy nikt nie uszkodzi cennych zabytków.
Mimowolnie przypomniała sobie, co Olivia powiedziała o wyczuwaniu duchów przez mugoli.
Jeśli to nie była gra światła i cienia, jeżeli akurat teraz jakiś duch kręcił się po kaplicy, może mugole podświadomie szybko stąd wychodzili lub nie mieli ochoty tutaj wchodzić...? Mieli nieodparte wrażenie, że nie powinni tu być? Brenna niczego takiego nie czuła, ale mogło być to związane i z tym, że była przecież czarodziejką (a co za tym idzie zwyczajnie przywykła do obecności duchów w Hogwarcie), a mogło z tym, że bywała już w różnych upiornych miejscach i to nie mieściło się nawet w pierwszej dziesiątce...
Zauważyła, że Olivia się oddala, ale założyła, że Quirke chciała przyjrzeć się jakiemuś elementowi wystroju wnętrza. Sama Brenna zbliżyła się do okna i zmarszczyła lekko brwi, gdy dostrzegła, że jedna z szybek wygląda trochę inaczej - tak, jakby dotknęło ją coś zimnego...
Oczywiście, szkło mogło być też po prostu brudne.
Drgnęła na dźwięk spadającego talerza, a jej dłoń odruchowo powędrowała do różdżki. Niemal natychmiast jednak opuściła rękę, ganiąc sama siebie. Nie była w Londynie. Nie była na patrolu na Pokątnej. Była w mugolskim Londynie, w kaplicy mógł być jakiś mugol, któremu nie powinna pokazywać różdżki, a jeżeli nawet przedmiot zrzucił duch, to przecież nie zacznie miotać w niego na ślepo zaklęciami.
Nawet ona, mimo zaczątków paranoi tkwiących w głowie, nie spodziewała się, że śmierciożercy postanowią czaić się na kogokolwiek w ciemnościach budynków Tower.
– Obawiam się, że tym razem to wyjątkowo nie ja, Livy – powiedziała, po czym skierowała się w stronę, z której dobiegł dźwięk. Rzeczywiście, metalowy talerz leżał tam na kamiennej podłodze, i kiedy Brenna przyjrzała się temu, jak leżał, uznała, że nie mógł spaść sam.
Mógł tu być duch – i to nie taki „zwykły”, niezdolno do dotknięcia kogokolwiek czy czegokolwiek – ale mógł być też skrywać się jakiś mugolski dzieciak, który chciał je nastraszyć.
– Potrzebujesz pomocy, czy tylko próbujesz nas przestraszyć? Przepraszam, ale na to drugie są bardzo małe szanse, obie mamy za sobą szkołę jednego takiego Irytka – powiedziała niemalże pogodnym tonem, rozglądając się po sali. Jeżeli był tu mugol, i tak nie zrozumie przecież, o co chodziło z tym całym Irytkiem. Jeśli był tu duch, to być może zorientuje się, że miał do czynienia z czarodziejkami – i albo umknie, nie chcąc paść ofiarą jakichś egzorcyzmów, albo jeśli był chętny do kontaktu, po prostu się im pokaże.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.