• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[listopad 1971] raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy

[listopad 1971] raz. dwa. trzy. baba jaga patrzy
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#11
25.11.2022, 13:51  ✶  
Jak kuchnia była brązowa i ciemna, tak salon wydawał się przy niej niezwykle jasny. Mimo (a może dzięki) cienkim firankom, promienie słońca wpadały do środka i lizały miękki, wzorzysty dywan, drewniany stolik do kawy, wyglądającą na całkiem nową kanapę, litościwie omijając ustawiony przed ścianą w kącie telewizor. To nadal był ten sam ponury i odpychający dom, ale gdyby Brenna nie była widmowidzem, mogłaby się nawet zachwycić miękkością zielonego fotela na którym usiadła i zdobieniami, ciężkiego, drewnianego zegara wiszącego na ścianie. Znalazła się w salonie niezwykle zadbanym, zdradzającym pedantyczną naturę właściciela. Kanapa i fotele wyglądały na nowe, jakby Emily wymieniła je najwyżej kilka miesięcy wcześniej. Było tu również trochę bibelotów: na kominku stał wazon z zasuszonymi kwiatami, na jednej z półek ustawiono trochę zdjęć Lyndona a na szafce pod telewizorem znalazła się kolekcja tańczących, porcelanowych baletnic.
Panowała tu nieco lżejsza atmosfera. Brenna nadal czuła, że jest niechcianym, obserwowanym, znienawidzonym gościem, ale nie aż tak jak na korytarzu i w kuchni. Jakby stosunkowo nowe meble nie zdążyły jeszcze wyrobić sobie o niej jak najgorszej opinii.
W innej części domu, na piętrze, trzasnęły drzwi – może po to by nie poczuła się zbyt pewnie w tym miejscu. W kuchni znowu coś spadło na podłogę.
Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. Piąty.
Na koperty nie rzucono żadnego zaklęcia. Wyglądały na zwykłe, takie które wysyłali do siebie mugole i które otrzymywali mugole – choć może było to mylne pierwsze wrażenie, bo na każdej adres wyglądał tak, jakby go starannie wykaligrafowano piórem i atramentem. Brakowało również znaczka. Chyba ktoś, po prostu wrzucił je przez szparę na listy w drzwiach. W środku Brenna znalazła pieniądze. W pierwszej, tysiąc czterysta funtów w banknotach po sto funtów. W drugiej tysiąc funtów, w identycznych nominałach.
Dom tonął w ciszy. Nie słyszała nawet Stewarda przetrząsającego sypialnię. I może przez tą świdrującą, lepką, namacalną ciszę jej głos wybrzmiał głośniej niż chciała. Przez nią też stawała się czulsza na każdy kolejny dźwięk. Na górze znowu skrzypnęły drzwi.
Brenna usłyszała dochodzącą stamtąd cichą melodyjkę.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
25.11.2022, 14:18  ✶  
Pieniądze…
Dlaczego ktoś miałby wysłać takie kwoty charłaczce?
Kilka wyjaśnień nieomal natychmiast przyszło Brennie do głowy. Ojciec dziecka. Ktoś, kogo szantażowała. Jakiś członek rodziny, po kryjomu wspierający krewną. Mogłoby to być poszlaką wobec jej zniknięcia, gdyby nie to, że osoba, która to robiła, najwyraźniej nie wiedziała o zniknięciu.
Odłożyła koperty wraz z zawartością na blat. Kolejna rzecz do sprawdzenia: taka koperta nie powinna mieć zbyt wielu „wspomnień” i Brenna mogła w miarę łatwo przekonać się, kto ją wysłał. Dużo łatwiej niż szukając czegoś w pamięci tego domu. Domu, który ją nie chciał. Domu, w którym do niedawna szczęśliwie żyły dwie osoby.
Wstała już i wyciągnęła z kieszeni – jednej z wielu, bo Brenna zawsze nosiła przy sobie mnóstwo rzeczy - pudełeczko z paroma małymi świeczkami, zgarnięte w ostatniej chwili z biura. Przykucnęła, szukając na podłodze miejsca, gdzie mogłaby ustawić krąg, najlepiej w pobliżu korytarza. Nie zdążyła jednak.
Poderwała gwałtownie głowę, słysząc melodię. Jedna ze świec upadła i potoczyła się po posadce. Brenna zaś dosłownie wystrzeliła ku schodom, szybka niby błyskawica, przeskakując po dwa schodzi i robiąc przy tym tyle hałasu, że Patrick z pewnością musiał to usłyszeć. Musiała przekonać się, czy melodia naprawdę tam rozbrzmiewa, czy gra tylko w jej wyobraźni. A może we wspomnieniach, w widmach, zamkniętych w tych murach.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#13
26.11.2022, 03:03  ✶  
Schody skrzypiały ciężko, gdy Brenna po nich wbiegała. Panowała na nich atmosfera równie ciężka jak na korytarzu. Przez sekundę nawet dostrzega ciemny cień stojący na szczycie. Aż ział przepełniony nienawiścią do niej. Nie musiała nawet wytężać swojego trzeciego oka by pojąć, że gdyby mógł, gdyby tylko miał szansę, zrzuciłby ją z tych schodów, zacisnąłby palce na jej szyi i wydarł z żywego ciała to, czego sam nie miał a czego jej aż tak zazdrościł.
Melodia umilkła w chwili, w której Brenna wpadła do dziecięcego pokoju. Ale musiała grać jeszcze chwilę wcześniej. Plastikowa baletnica kończyła ostatni piruet po nakręceniu. Zamarła w pół ruchu, gdy zabrakło jej energii.
Pokój musiał należeć do Lyndona. Poza łóżkiem – wcale nie zaścielonym, ale ze wciąż skłębioną pościelą po śnie dziecka, znajdowała się tu jeszcze otwarta szafa, zagracone rysunkami, kredkami i innymi rzeczami biurko, cztery skrzynki z zabawkami i mnóstwo samych zabawek: ołowianych żołnierzyków, prężących się figurek mugolskich super bohaterów, samochodów, dinozaurów i malutkich klocków, dzięki którym chłopiec mógł budować domy.
Ale to nie zabawki, nie otwarta szafa (choć i w niej tkwiło coś niepokojącego, jakby ktoś – schował się w środku a teraz czekał wstrzymując oddech albo – aż Brenna odejdzie, albo aż straci uwagę na tyle by siedzący w środku mógł ją zaatakować), nawet nie łóżko przykuwały uwagę, ale podłoga. Coś rozlano koło łóżka dziecka, coś co mimo upływu czasu nie wyschło i nie zamieniło się w zbitą, trudną do określenia papkę. Nie było tego wiele – ćwierć kubka, może jeszcze mniej.
Dom znowu tonął w tej niepokojącej ciszy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
27.11.2022, 01:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2022, 20:15 przez Brenna Longbottom.)  
Nie oszalała. Pozytywka się włączyła.
Coś włączyło pozytywkę.
A może to stało się kiedyś? Nie dziś? Czy ten dom był nawiedzony? Czy wariowało jej trzecie oko? Albo duch przemykał pomiędzy ścianami?
Brenna odetchnęła, stając na progu. Łapała oddech po szaleńczym biegu, ale też - przede wszystkim - próbowała wziąć się w garść. I skupić. Nie pozwolić poddać się uczuciu, które nawiedziło ją, kiedy zobaczyła wnętrze tego pokoju, czekającego na chłopca, który był albo martwy, albo przez kogoś porwany. Serce ściskało się jej na widok tych wszystkich zabawek, a w głowie tłukła się myśl, że Emily Hill musiała kochać syna. I że te koperty nie były prawdopodobnie jedyne, bo wyraźnie nie zbywało jej na pieniądzach. Czy wykorzystywała w jakiś sposób swoją wiedzę o świecie czarodziejów, aby je zdobyć? Czy też robiła coś jeszcze innego?
Zauważyła papkę na podłodze. Patrzyła na nią przez moment, nim wreszcie powoli ruszyła do szafy. Nie spodziewała się znaleźć tam ciała, nie tak naprawdę, bo przecież powinna by wyczuć jego zapach już od progu... a jednak nogi miała dziwnie miękkie, kiedy zaglądała do wnętrza mebla. Czuła nieprzyjemną suchość w gardle, kiedy zastanawiała się, czy pewien mały chłopiec nie próbował się w niej ukrywać. Czekając na ratunek, który nie nadszedł.
- Patrick! - zawołała, cofając się. Jeżeli nic nie spróbowało jej zaatakować, ruszyła na dół, a potem do pomieszczenia, gdzie znajdował się auror. Nie chciała być w tym domu sama. Nie chciała, by on był tutaj sam. Najchętniej teleportowałaby się gdzieś daleko, daleko stąd, ale po prostu nie mogła. I bardzo starała się nie dać nic po sobie poznać, choć jej aura, zabarwiona teraz kolorami wskazującymi na smutek i obawę, zdradzała to, czego nie dało się dostrzec ani na twarzy, ani w ciemnych oczach. - Ten dom przyprawia mnie o dreszcze. Czuję się jak w horrorze - zawołała, chcąc wejść do pomieszczenia, w którym się znajdował.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#15
28.11.2022, 00:54  ✶  
W szafie nie było ciała. Były za to wyjątkowo niestarannie powieszone dziecięce ubrania. Być może czegoś wśród nich brakowało, choć jeśli nawet to najwyżej jednego, dwóch kompletów; zerwanych pośpiesznie do jakiejś zaginionej torby. Może właśnie przez to pośpieszne przewertowanie, wszystko wyglądało aż tak nieukładnie, może Lyndon po prostu był wyjątkowo nieporządnym chłopcem albo też Brenda trafnie odgadła, że pewnego razu ukrył się w szafie przed czymś (lub kimś) złym, ale zło i tak go dopadło i wywlekło z szafy.
Atmosfera panująca w dziecięcym pokoju była jakby nieco inna. Lżejsza. Mniej niechętna. Nie tak przytłaczająca, jak w innych częściach domu. Jakby mocniej przesiąknięta kimś innym.
Już na schodach Brenna usłyszała jak Patrick szamotał się z klamką od sypialni. Wreszcie, po dźwiękach wskazujących na uderzanie w drzwi barkiem, te ustąpiły nadspodziewanie lekko. Mężczyzna prawie upadł wydostając się z powrotem na korytarz na dole. Był trochę bledszy a jego oczy pobłyskiwały zdenerwowaniem. Posłał brygadzistce zaskoczone spojrzenie, po którym nastąpił krótki, średnio szczęśliwy uśmiech. Zaczął rozmasowywać bolący bark.
- Drzwi się zacięły – poinformował ją uprzejmie. Dla niego, naprawdę, drzwi się tylko zacięły. Nie widział w tym nic niezwykłego. Ale też nie wziął ze sobą Brenny dlatego, żeby teraz wątpić w jej kompetencje. Zapatrzył się na stojącą przed nim kobietę, mimowolnie skupiając uwagę na otaczającej ją aurze. Zmarszczył ciemne brwi. – Mnie się wydaje całkiem przytulny – przyznał szczerze. – Ale Emily na pewno nigdzie nie wyjechała z synem. W szufladzie szafki nocnej znalazłem ich paszporty. W torebce wiszącej na toaletce resztę jej dokumentów. Garderoba też wydaje się w porządku. A w każdym razie nie wydaje mi się, żeby czegoś brakowało. To bardzo… no bardzo pedantyczna kobieta – opisał jak najdelikatniej potrafił posegregowane kolorami oraz schludnie ułożone majtki w komodzie i skarpetki. – Coś tutaj przykuło twoją uwagę?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
28.11.2022, 01:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2022, 12:07 przez Brenna Longbottom.)  
Dźwięk świadczący o tym, że Patrick uderza o drzwi, sprawił, że Brenna wyciągnęła różdżkę. Nieomal pewna, że albo coś zaatakowało Stewarda, albo ten przeklęty dom celowo go uwięził. Jeszcze parę lat temu pewnie istniała spora szansa, że auror, który jednak wydostał się na zewnątrz, oberwałby niechcący zaklęciem, które już, już miała rzucić: na całe szczęście Longbottom spędziła w Brygadzie dostatecznie dużo czasu, aby trochę pomyśleć w takich sytuacjach, nawet jeżeli czuła się tak, jak teraz.
Czyli zdezorientowana, trochę zła, trochę przestraszona. Trochę zdenerwowana, a trochę przytłoczona ponurą aurą i świadomością, że Hillowie musieli źle skończyć.
- Przytulny? - spytała z niedowierzaniem, opuszczając różdżkę. Czy on naprawdę nie czuł niczego dziwnego w tym domu? Nie słyszał tych dźwięków, nie widział cieni? Dom jednak nie był nawiedzony, a ona po prostu zaczynała szaleć? - Drzwi same trzaskają, zdjęcia spadają z lodówki, zaczyna grać pozytywka, a po ścianach przesuwają się dziwne cienie i twoim zdaniem to jest n o r m a l n e? Dla mnie brakuje tutaj jeszcze tylko dziecięcych klocków, które same układają się w napis "Go away". Albo "die", krótsze i bardziej treściwe.
Być może nie powinna mu zdradzać, jak to miejsce na nią wpływa, skoro on nic nie wyczuwał. Bo może to była tylko wyobraźnia. Tyle że jeżeli nie... jeżeli nie, to mieli tutaj spory problem i lepiej, aby Steward się orientował.
Powoli wciągnęła głęboko powietrze, starając się uspokoić. Nie mogła pozwolić, aby ponosiły ją emocje - uleganie im było jednym z grzechów w Brygadzie, ale Brenna, pod tym względem typowo Gryfońska, czasem ten grzech popełniała.
- Ktoś przysyłał Emily pieniądze. Sporo pieniędzy. Dwie koperty, różne charaktery pisma. Nie wiesz, gdzie pracowała? Bo jeżeli nie miała jakieś super roboty, to w tym domu jest cholernie dużo bardzo drogich rzeczy i to jest bardzo podejrzane. Chcę użyć kręgu widmowidza. Jeżeli nagle oślepnę, lepiej, żeby ktoś był w pobliżu.
Albo jeśli żyrandol nagle zleci jej na głowę. Po tych wszystkich spadających zdjęciach, zamykających się drzwiach i uruchamiających się pozytywkach, nie byłaby nawet zdziwiona.
Krąg widmowdza, rozstawiony już wcześniej, czekał tylko na odpalenie świec.
I na nią samą. By mogła zagłębić się w przeszłości tego domu oraz grubych kopert, wsuniętych przez szparę w drzwiach.
Obróciła się, zamierzając podpalić knoty - oraz spróbować spojrzeć na razie w przeszłość domu. Szukała zwłaszcza ostatniego momentu, w którym byli tu lokatorzy...

Rzut Z 1d100 - 95
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#17
29.11.2022, 02:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2022, 12:44 przez Patrick Steward.)  
Patrick zamrugał. To nie tak, że nie wierzył słowom Brenny – nie miał podstaw by zakładać, że próbowała sobie stroić z niego jakieś głupie żarty. Patrzył na nią uważnie, ale gdzieś w tym jego wzroku dało się dostrzec, że rzeczywiście nie słyszał ani dźwięku spadających zdjęć, ani melodii wygrywanej przez pozytywkę, ani nie widział cieni przesuwających się po domu. Nie czuł dusznej, złowrogiej, ciężkiej atmosfery tego miejsca. I chociaż dom go tu nie chciał – z siłą równą, a może nawet większą niż Brenny – to nie potrafił tego dostrzec.
- Naprawdę jest aż tak źle? – zapytał powoli. – Czy coś tu pozostało? Czy też chodzi o to jak… no jak sam dom na ciebie oddziałuje?
Oparł się plecami o ścianę korytarza. W jakiś sposób musiał zbudzić coś czającego się w tym miejscu, bo Brenna znowu poczuła napływ gniewu i wściekłości. Jakby Steward swoimi plecami zaczął właśnie bezcześcić ścianę. Przez sekundę najwyżej naprawdę widziała ręce, które próbowały go odepchnąć, ale nie mogły tego zrobić.
- Dobrze. Oczywiście – powiedział na wzmiankę o użyciu przez nią kręgu widmowidza. – Jeśli chodzi o jej pracę, wiem od jej ojca, że pracowała w jakiejś mugolskiej firmie zajmującej się audytami. – I znowu coś w jego sylwetce wskazywało na to, że mimo wszystko chyba nie do końca wierzył by Emily Hill utrzymywała się tylko ze swojej pracy.
Patrick obserwował uważnie Brennę, gdy ta przygotowywała się do uruchomienia swojej ukrytej zdolności. Pomógł jej, jeśli zaszła taka potrzeba.
*
Ciało Brenny wciąż znajdowało się obok Stewarda w pochłoniętym słońcu salonie Emily Hill, ale jej umysł ocknął w zupełnych ciemnościach.
Jest w salonie. Środek nocy. Zegar tyka. Po ulicy przejeżdża samochód, jego światła oświetlają wnętrze.
Brenna widzi człowieka bez twarzy. Czai się na korytarzu. Czuwa.
Dwóch kolejnych znosi bezładne ciało dziecka. Może wcześniej byli cicho, ale już nie muszą.
Zbudzona Emily wybiega z sypialni. Nie spodziewała się. Jest zdezorientowana. Oszukana. Ogarnia ją panika i pewność, że to przecież miało być inaczej. Zupełnie inaczej.
Brenna też czuje jej dezorientacje, strach, nawet panikę.
Błyska lumos na końcu jednej z różdżek. Rozjuszona Emily instynktownie próbuje atakować czającego się na korytarzu człowieka.
Wrzeszczy. Ciągle jedynym światłem jest wyczarowany przez kogoś malutki płomień na końcu różdżki.
Emily uderza głową o ścianę.
Brennę też boli głowa, dokładnie w tym miejscu, w którym uderza się Emily.
Sapanie i jęki, gdy ranna próbuje się podnieść. Kobiecy, piskliwy głos: „Zostaw ją, przyszliśmy po syna”.
Emily próbuje wstawać. Kręci się jej w głowie.
Brennie też kręci się w głowie. Czuje przenikające Emily emocje: strach i nienawiść.  Mnóstwo nienawiści. Gdzieś w tym pojawia się wściekłość i ta dominująca myśl, że ma tylko syna, nie odda im syna.
Dwójka z dzieckiem idzie do kuchni i wychodzi tylnymi drzwiami. Trzeci wciąż stoi, chyba czeka aż Emily odzyska pełnię sił. Sięga po różdżkę. Coś szepcze.
Emily jest zaskoczona. Na chwilę daje się omamić, że to jakieś fatalne nieporozumienie.
Brenna jest tak samo zaskoczona i też prawie daje się omamić.
Trzeci próbuje wyjść za tamtymi, ale zaskoczenie uleczeniem znika i Emily rzuca się za nim w pościg. W ogrodzie błyska zielone światło.
Zegar tyka na ścianie.

Dom znowu pochłania cisza. Już nikt nie wróci.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
29.11.2022, 13:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2022, 13:15 przez Brenna Longbottom.)  
Pytanie Patricka, jego ton, wyraz twarzy, jasno sugerowały jedno. On nie słyszał, nie widział i nie czuł tego samego, co ona. Brenna przypatrywała się więc mu przez chwilę z dziwną miną, nim się odezwała:
- Nie wiem. Może mamy szczęście i po prostu już do reszty mi odbiło?
Zabawna sprawa, najlepszym scenariuszem byłoby jej własne popadnięcie w szaleństwo. W Lecznicy Dusz mieli dobrych specjalistów, prawda?
Idąc w stronę salonu, już notowała sobie w myślach, że jeżeli nie znajdzie tropów w przeszłości, przyjdzie im grzebać w teraźniejszości. Sprawdzić tę firmę i zarobki Emily. Pogrzebać w tym, kto mógł być ojcem chłopca. Spróbować namierzyć nadawców kopert z pieniędzmi…
Okazało się jednak, że zobaczyła dokładnie to, co zobaczyć chciała. Albo właśnie to, czego zobaczyć bardzo nie chciała – zależy, z której strony na to spojrzeć.
Brenna widywała już takie sceny. Nurkowała w przeszłość, by tonąć w wizjach, w których ktoś umierał albo cierpiał. Śledziła wspomnienia martwych ludzi. Czasem sądziła, że do tego przywykła. A potem przychodził takie dzień, jak ten: gdy przekonywała się, że nie, do tego nie można przywyknąć. Kiedy obserwowała, jak zrozpaczona matka, charłaczka, ginie, bo próbuje odzyskać syna. Nie miała żadnych szans z trzema czarodziejami. Powinna była ich wypuścić, wezwać pomoc, bo wtedy ona by przeżyła, a oni mieli większe szanse znaleźć chłopca…
…ale nie mogła, nie potrafiła, bo to był jej syn.
Żywy.
Aurę Brenny zabarwiła desperacja. Może wspomnienie uczucia Emily, a może, co bardziej prawdopodobne: jej własna. Dotąd była właściwie pewna, że lokatorzy domu umarli, że nic nie mogą już zrobić. Teraz wiedziała, że chłopca wynoszono, mógł więc żyć…
– Przyszli porwać chłopca. Trzech, mężczyzna, kobieta, chyba drugi mężczyzna, nie widziałam twarzy, poznam jej głos – wyrzucała z siebie kolejne zdania w pośpiechu, połykając końcówki wyrazów, prawie nie robiąc przerwy na oddech i jak nie ona, mówiąc maksymalnie krótko. Jakby ścigała się z kimś, by przekazać wszystkie informacje i trochę tak było, bo chłopiec mógł żyć. – Prawdopodobnie nie śmierciożercy. Brak mrocznego znaku. Nie chcieli jej zabić. Jeden czarodziej tylko ją ogłuszył. Kobieta kazała zostawić. Trzeci… ten trzeci pewnie ją zabił, gdy wybiegła do ogrodu, bo chciała ich powstrzymać.
Omal nie poderwała się, by biec tam, gdzie zginęła Emily Hill, ale zmusiła do pozostania na miejscu. Jeżeli zostawiono by tam ciało, to ktoś z sąsiadów by je wypatrzył, powiadomił policję, a ten dom przewrócono by do góry nogami. Nie łudziła się, że zielone światło mogłoby oznaczać coś innego niż avadę.
– Myślę, że Emily się w coś wplątała albo to ojciec chłopca. Daj mi koperty, proszę. Muszę potem sprawdzić sypialnię dzieciaka. Poślesz wiadomość do ministerstwa? Patrick, ten chłopiec wciąż może żyć. Był albo martwy, albo nieprzytomny.
Brała pod uwagę, że go zabito, a ciała dziecka obdarzonego magią ktoś potrzebował do eksperymentów. I wybrał syna charłaczki, którego ministerstwo nie będzie szukać. Ale mógł być tylko nieprzytomny. Jeżeli chcieli go zabrać żywcem, jeśli to ojciec… Musieli wciągnąć w to więcej ludzi, bo mieli, do cholery, martwą kobietę i małego czarodzieja, porwanego bądź zabitego.
Wzięła kopertę, czy sama od Patricka. I nie czekając… spróbowała ponownie. Kto je, do cholery, napełnił pieniędzmi?

1koperta
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana


2koperta
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#19
30.11.2022, 01:59  ✶  
Steward pokręcił głową. Wcale nie próbował tego powiedzieć. I chociaż odpowiedź Brenny mogłaby zabrzmieć jak żart, jemu wydała się nagle jakąś formą bezradnej desperacji.
- Dobrze, masz rację. To były głupie pytania – rzucił szybko, podążając za nią do salonu.
Potem wszystko potoczyło się dość szybko i dla Patricka zdecydowanie nudniej niż dla czarownicy. Usiadł w fotelu. Ręce złożył na kolanach. Obserwował ją uważnie podczas seansu widmowidzenia. Z boku wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza gdyby podglądał ich jakich mugol. Dokładnie tak jak w tych ich filmach, gdzie straszono magią i czarami, jakby Brenna odprawiała jakiś okultustyczny rytuał.
Mrużył oczy obserwując jej zmieniającą się aurę.
Kiedy brygadzistka wróciła umysłem do jego świata, momentalnie podniósł się z fotela. Coś w jego zachowaniu wskazywało na to, że tylko siłą powstrzymał się przed wkroczeniem do kręgu i złapaniem Brenny za ramiona. Może to ta desperacja, która odmalowała się wokół jej postaci tak na niego zadziałała.
- Znała ich? – zapytał, sięgając po wspomniane koperty. Chwilę ważył je w rękach, jakby miały jakiś większy, przenośny ciężar, zanim wreszcie podał je czarownicy.
Ale tym razem talent ją zawiódł. Zadziałał prawidłowo, znowu próbując się przebić ku śladom nadawców kopert, jednak nie dał rady. Steward coś mówił, chyba o tym, że poinformuje ministerstwo, ale Brenna w tym momencie znalazła się we mgle. Kompletnie nic nie widziała. Przy drugim liście było jeszcze gorzej, nie dostrzegła nawet mgły – tylko zaszumiało jej w głowie i zaczęła krwawić z nosa.
- Dość – dotarł do niej ostry głos Patricka. Mężczyzna przekroczył krąg by przy niej przykucnąć. Dotknął ręką jej pleców. – Przeciążasz się. Daj sobie chwilę na odpoczynek. Przecież nie musisz sięgać po widmowidzenie, żeby zrozumieć co to za koperty. Jak dla mnie to wygląda tak, jakby ktoś jej płacił za milczenie – wyjaśnił, krzywiąc się gorzko na samo brzmienie słów, które powiedział.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#20
30.11.2022, 15:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2023, 12:28 przez Brenna Longbottom.)  
- Nie jestem pewna - odparła Brenna na pytanie Patricka z wyraźnym wahaniem. Miała pewne problemy z ubraniem w słowa tego, co przychodziło jej do głowy po obserwacji sceny porwania. Dziwnego zachowania porywaczy. Dezorientacji samej Emily. Strach, próby odzyskania dziecka, oczywiście owszem, ale... było w tym coś więcej. Ich twarze. Cholera jasna, dlaczego nie mogła zobaczyć ich twarzy? Jej talent bywał kapryśny, może minęło za wiele czasu albo zrobili coś, by ukryć swoją obecnością... Była jednak wściekła na siebie, bo gdyby mogła podać ich rysopis, szybciej znaleźliby chłopca. Szybciej ukaraliby morderców tej kobiety. - Nie wiem, czy ich znała, ale... mam wrażenie, że wiedziała, dlaczego się pojawili, nie była zaskoczona, że tutaj są, chociaż nie spodziewała się, że spróbują porwać chłopca.
Emily Hill na pewno była w coś wplątana. To był jeden trop. Drugi stanowiłby ojciec dziecka. A może oba się łączyły? Może ojciec nie chciał, by istnienie chłopca wyszło na jaw? Nie, jeżeli to on jej płacił i on porwał chłopca, nie przyszłyby kolejne koperty... Chyba jednak nie chodziło o chłopca.
Odetchnęła... i spróbowała znowu. Za pierwszym razem bezskutecznie.
Miała ochotę przeklinać jak szewc, gdy tym razem widmowidzenie ją zawiodło kompletnie i zobaczyła tylko mgłę. Kiedy krew popłynęła z jej nosa, otarła ją wierzchem dłoni, niecierpliwym gestem. Miała problemy ze wzrokiem, choć nie był to pierwszy raz.
- Czuję się świetnie. Wprost doskonale. Dzień jest dniem straconym, jeśli przynajmniej dwukrotnie nie popłynie mi krew z nosa - powiedziała automatycznie, spoglądając na Patricka. Absurdalna wypowiedź, ale Brennie nie raz zdarzało się mówić, co ślina na język przyniesie, a chyba musiałaby stracić rękę, aby przyznać, że faktycznie coś z nią nie tak. Oczy zresztą powoli odzyskiwały ostrożność widzenia... no dobrze, może jeszcze nie widziała całkiem ostro, ale widziała cokolwiek, to już chyba w porządku.
- Myślałam o szantażu, ale są d w a charaktery pisma. Oni na pewno nie wiedzieli, że zginęła, ale może był ktoś jeszcze? Szantażowała kilka osób? Chociaż nie wiem, po co miałby porywać chłopca... - mruknęła, spoglądając na kopertę na swoich kolanach. Przez chwilę Detektyw zastanawiała się nad tym, czy nie spróbować znowu, skoro jednak te najwyraźniej nosiły za mało "śladów" albo ona po obejrzeniu tego pierwszego widoku sobie nie radziła...
Spróbowała jednak - wbrew słowom Patricka, jeszcze raz.
Wstała i wyszła z kręgu, ale na pewno nie po to, by odpocząć. Mieli możliwości, nawet całkiem liczne. Stare, dobre, tradycyjne śledztwo: rozmawianie z sąsiadami, odwiedziny w pracy, mnóstwo innych rzeczy. Ale to zajmie czas. A jeżeli chłopiec jeszcze żył, do tego czasu nie miał.
Jeśli zaś zginął, to ten, kto bez wahania zamordował Emily Hill i dziecko, mógł dopaść kogoś innego.
Brenna machnęła różdżką w stronę świec.
Widmowidzenie mogło to wszystko przyspieszyć. Chodziło o dziecko. Chodziło o niebezpiecznych szaleńców na ulicach Londynu...
- Muszę sprawdzić na górze. Zabrali go z pokoju - powiedziała i ruszyła w stronę schodów, ciągnąć za sobą świece, by rozstawić z nich kolejny krąg. Do sypialni chłopca. W pobliże szafy, w której kiedyś dzieciak chował się za strasznym potworem.

Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porazka


Rzut Z 1d100 - 83
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5326), Patrick Steward (5529)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa