09.02.2024, 01:52 ✶
Miał ręce utytłane grafitem ołówka, gdy wstawał od stolika. Niedopite piwo bardziej mu tego wieczoru służyło za wodę do stworzenia prowizorycznych roztarć niż za alkohol. Patrick rzucił ostatnie, długie i niezbyt przyjazne spojrzenie na rysunek, który poczynił. Przedstawiał cycatą kelnerkę w trochę zbyt krótkiej spódnicy. Jej brązowe włosy opadały miękko na ramiona. Zaznaczył mocniejszym pociągnięciem refleksy, które rzucało na nie z góry światło żyrandola (źle, bo powinien zachować zasadę światłocienia i pozostawić je białe lub jasnoszare, ale bardziej zależało mu na zaznaczeniu ich istotności niż na poprawności szkicu). Pochylała się nad dwójką wąsatych mugoli by odebrać od nich zamówienie na kolejne kufle z piwem. Mężczyźni rozmywali się, stanowiąc raczej dla kobiety tło niż będąc istotni.
Rysunek był nieudany, ale gdy Patrick zaczynał go tworzyć, nie myślał o niczym konkretnym. Po prostu skupił uwagę na ładnej twarzy kelnerki a potem dostrzegł jak kusa była jej spódnica i jak bardzo światło drgało jej we włosach. Nie była zagadką a tego wieczoru nic nie zaprzątało jego myśli, więc rysując… rysując – po prostu – oddawał się przyjemnemu hobby.
Podniósł się ze swojego miejsca. Zamknął szkicownik a potem schował go do tylnej kieszeni ciemnych jeansów. Wyciągnął z portfela kilka funtów. Złożył banknoty a potem posłał kelnerce przyjazne spojrzenie i zostawił je na stoliku. Za fatygę, że była tego wieczoru jego inspiracją, nawet jeśli nieudaną.
Patrick wyminął się w wejściu z grupką wchodzących do lokalu mugoli. Odruchowo przesunął się w bok i schował ręce do kieszeni, gdy go mijali. Niby już nawykł do myśli, że był Zimnym, ale unikanie kontaktu fizycznego, powoli, zaczynało już wchodzić mu w nawyk. Stawało się czymś naturalnym.
Czerwcowa noc była ciepła i całkiem przyjemna, jeszcze na tyle wczesna że nie chciało mu się wracać do domu i na tyle późna, że ulice oświetlały latarnie i światła sklepowych szyldów. Steward zręcznie przelawirował między kolejnymi grupkami hałaśliwych (i coraz bardziej pijanych) mugoli i skierował się ulicą w stronę znajdującego się nieopodal parku.
Rysunek był nieudany, ale gdy Patrick zaczynał go tworzyć, nie myślał o niczym konkretnym. Po prostu skupił uwagę na ładnej twarzy kelnerki a potem dostrzegł jak kusa była jej spódnica i jak bardzo światło drgało jej we włosach. Nie była zagadką a tego wieczoru nic nie zaprzątało jego myśli, więc rysując… rysując – po prostu – oddawał się przyjemnemu hobby.
Podniósł się ze swojego miejsca. Zamknął szkicownik a potem schował go do tylnej kieszeni ciemnych jeansów. Wyciągnął z portfela kilka funtów. Złożył banknoty a potem posłał kelnerce przyjazne spojrzenie i zostawił je na stoliku. Za fatygę, że była tego wieczoru jego inspiracją, nawet jeśli nieudaną.
Patrick wyminął się w wejściu z grupką wchodzących do lokalu mugoli. Odruchowo przesunął się w bok i schował ręce do kieszeni, gdy go mijali. Niby już nawykł do myśli, że był Zimnym, ale unikanie kontaktu fizycznego, powoli, zaczynało już wchodzić mu w nawyk. Stawało się czymś naturalnym.
Czerwcowa noc była ciepła i całkiem przyjemna, jeszcze na tyle wczesna że nie chciało mu się wracać do domu i na tyle późna, że ulice oświetlały latarnie i światła sklepowych szyldów. Steward zręcznie przelawirował między kolejnymi grupkami hałaśliwych (i coraz bardziej pijanych) mugoli i skierował się ulicą w stronę znajdującego się nieopodal parku.