• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip

[13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#21
25.01.2024, 23:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2024, 23:42 przez Philip Nott.)  

Przeczuwał, że taki przypływ odwagi z jego strony nie zdarzy się prędko. Gotowość do zmierzenia się z prawdą nie była dla niego łatwa. Postawił wszystko na jedną kartę, nawet jeśli miał poczucie że fortuna nie stała po jego stronie. W tym momencie nie czuł się czarnym koniem - kimś, komu było pisane nieoczekiwane zwycięstwo. Zupełnie jakby przez te wszystkie lata odnoszenia sukcesów sportowych i przygodnych podbojów wyczerpał przeznaczoną dla niego pulę szczęścia na tym właśnie polu. Niewygodną prawdą było to, że zaniedbał ten aspekt swojego prywatnego życia.

Pozwalając sobie na tego rodzaju prawdę musiał liczyć się z rozczarowaniem związanym z tym, że w pewnym momencie ich drogi się rozejdą zupełnie, że rozminą się w swoich oczekiwaniach. To spotkanie nie miało być tym ostatnim, pomimo tego, że taki był jego pierwotny zamiar. Z czasem te wszystkie wypowiedziane przez niego słowa mogą stać się mu ciężarem. To nie tak, że tego rodzaju wyznanie uskrzydlało. Brnięcie w relację wydawać by się mogło pozbawioną jakiejkolwiek przyszłości i niedającej jakiegokolwiek poczucia stałości wydawało się głupotą. Jak wiadomo, za głupotę się płaciło. Nie potrafił jednak przewidzieć tego, jaką przyjdzie mu uiścić zapłatę.

— Jeśli na to bym się zdobył to na pewno nie wymieniłbym cię z imienia i nazwiska... niezależnie od tego, jaką wersję przedstawiłbym swojemu bratu, ewentualne konsekwencje tego skupiłyby się wyłącznie na mnie. Pierwsza wersja nie wskazywałaby na coś poważnego. Za to druga byłaby prawdziwa. — Nie pierwszy raz Laurent skłaniał go do myślenia na znacznie poważniejsze tematy, odgrywając tym samym ogromną rolę w tych wszystkich zmianach, jakie w nim zachodziły od czasu tegorocznego Beltane. — Dowiesz się pierwszy. — Przez wzgląd na swoją popularność i reputację Philip znacznie rzadziej sypiał z mężczyznami, niż z kobietami. Jakoś tak się przyjęło, że regularne nawiązywanie przygodnych relacji z kobietami stanowiło pewną normę i chociaż nie gwarantowało dobrej popularności, tak nie było takie szokujące jak uprawianie seksu z innymi mężczyznami. Gdyby trafił na wyrachowanego kochanka to mógłby obudzić się któregoś dnia i przeczytać na łamach Czarownicy kompromitujący go artykuł. W sferze domysłów pozostawało to, czy to sprawiłoby, że część jego fanów i znajomych odwróciłaby się od niego, czy zostałby wydziedziczony gdyby nie zaprzeczył temu, co zostało zawarte w tym artykule.

Podtrzymywał to, że nie wymagał tego wszystkiego od Laurenta i że był gotów na to rozczarowanie. Chciał być gotów, jednak prawda była taka, że na to nie dało się być gotowym. Nie dało się w pełni przygotować. Jego postawę już teraz weryfikowało życie, tak jak zaczynało weryfikować wszystko to, co otrzymywał ze strony Laurenta. Nie było to pożądane, jednak wydawało się nieuniknione. Słowa, które padły z ust młodszego mężczyzny, tym razem były dla niego zrozumiałe. Nie pozostawiały złudzeń. Philip pozostawał jego całkowitym przeciwieństwem - kochał samego siebie aż za bardzo i opuszczenie sfery własnego szeroko pojętego egoizmu nie przychodziło mu łatwo. Jednak poczuł coś więcej, nawet jak to zajęło mu bardzo dużo czasu. Spojrzał w bok, szukając innego punktu na którym mógł skupić wzrok. Nie należało to do łatwych zadań, kiedy od samego Laurenta dzieliło go naprawdę niewiele i doświadczał jego nieśpiesznego, delikatnego dotyku. To nie przed nim chciał w jakimś stopniu uciec.

— Powinieneś spróbować to zrobić. Dla siebie, nie dla kogoś innego. — Wypowiedział słowa, które były w stanie przejść mu przez gardło. Laurent powinien to zrobić tylko i wyłącznie dla siebie, nawet jak to było trudne. Nawet jeśli nie wymagał od Laurenta jakichkolwiek deklaracji, to po tym wyznaniu gdzie w tym wszystkim było jego miejsce i czemu tak trudne było ruszenie dalej? Było to coś, czego potrzebował.

Pozwolił na to aby Laurent ułożył głowę na jego udach, leżąc na kanapie z podwiniętymi nogami. Spoglądał na niego w milczeniu. Delikatnie dotknął jego włosów. Wszystkie snute przez niego plany teraz stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Nie zamierzał jednak uciekać. Do tego się zobowiązał i niekorzystna dla niego sytuacja nic nie zmieniała.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
29.01.2024, 23:59  ✶  

Czy ktoś obok niego mógłby zaznać szczęścia? Nie tego chwilowego, tego długodystansowego. Tego trwałego. Chyba nie. Nie wierzył w to. Będzie sam, tak miało być, ale tak bał się tego bycia sam, że gotów był przyciągać się do każdych czułych ramion i każdych czułych słów. A potem odpychał, bo jeśli ktoś był za blisko, to czy potem nie odtrąci, kiedy zobaczy za wiele? Zajrzy za firanki kuchni, a tam brak tego rajskiego drzewa, które tyle obiecywano, zajrzy za plecy a tam brak skrzydeł. Nie wiem, gdzie spojrzeć, w którą stronę się obrócić, żeby to szczęście stało się trwałe. Jak mogłoby być, skoro tak jak powiedział - nie potrafił pokochać nawet siebie samego. Szczęście Philipa też nie było odliczane samymi medalami. Życie nigdy nie było takie proste, jeden do jednego. Odlicz, podziel, przelicz. To nie tylko te ramiona, okazuje się, że to ten czas, kiedy jesteś już dojrzałą osobą, ludzie wokół ciebie mają dzieci i zostajesz ty - hulaka. Młodość wiecznością nie była. Szczęście zaś wiecznie nie trwało. I samo nie chciało się złapać w siatkę od motyli, jeśli nie machaliśmy nią wystarczająco często.

- To cudowne mieć rodzeństwo, któremu można zaufać. - Było to stwierdzenie, a jednak zabrzmiało na końcówce jak pytanie, zagajenie. Philip wydawał się zawsze bardzo blisko ze swoim bratem, a mimo to pozostawały między nimi sekrety, które nie były ujawniane. Tak jak między nim i Pandorą, którą kochał, za którą tęsknił, a której również nie potrafił powiedzieć wszystkiego i czasem go tak samo przytłaczała jak Edward. Była bardzo podobna do ojca, nawet jeśli czasem temu zaprzeczała i machała ręką. Kiedy on rozmawiał o swoich miłosnych dramatach czy uniesieniach zawsze zamieniał mężczyznę z tych historii na kobietę. Tak było to jakoś wszystko prostsze do przełknięcia dla innych. - Wiesz, że mnie i twojego kuzyna łączyło coś więcej. Kaydena. - To było zaś chore. Natomiast skoro już szczerość się wylewała, skoro mówili o tym, że mogliby spróbować być bliżej siebie na płaszczyźnie innej niż ta seksualna, to kłamstwa i niedopowiedzenia nie były dobrą podstawą do czegoś takiego. Wolał powiedzieć te niewygodne domysły i sekrety na głos teraz, które mogłyby zmienić spojrzenie Philipa na niego niż później. Nott nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to było trudne. - Nie doszło między nami do niczego, ale powinieneś wiedzieć, że uczucie się pojawiło. Nie martw się. Został po nim tylko popiół. - Pierwsza osoba, wobec której pozwolił sobie puścić to swoje głupie serduszko i bardzo mocno się przejechał. Teraz puścić je znów z klatki było bardzo trudno.

Leżał na jego nogach, podwinął pod swój policzek dłoń, drugą przełożył nad udami dla najwygodniejszej pozycji. Ułożył nogi na kanapie. Leżenie tak na jego nogach tu i teraz było jeszcze przed rokiem abstrakcyjne. Nie samo leżenie - ta sytuacja. To, że nie robił tego po to, by zabawić siebie samego i Philipa zarazem. Nie tkwił teraz w wodzie, a jednak miał wrażenie, że dryfował. Unosił się na tafli, a jeśli tylko przestanie utrzymywać ciało w odpowiedniej pozycji to jego głowa zatonie pod falami. Dlatego nie był tu sam. Philip mógł mu pomóc. Uratować przed zachłyśnięciem się wodą. Znów te słowa, że rzeczy należało robić dla siebie samego, nie dla innych. To prawda. Ale to robienie rzeczy dla innych ludzi pozwalało lśnić i czerpać z życia najwięcej. Egoizm, wszędzie egoizm... zdrowy, ale przecież taki paskudny. Wulgarny. Czasem zapadał się w tym egoizmie, a ostatnio uczył się być jego panem. Wdrożyć go jako element swojego życia.

- Uprawiałem miłość dla pieniędzy. Więc ile jest warta miłość do samego siebie? - Prosił kiedyś Philipa, żeby tak go nie traktował. Sam nie chciał tak traktować samego siebie. Niestety - nie widział wiele więcej w odbiciu lustra.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#23
30.01.2024, 23:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2024, 00:12 przez Philip Nott.)  

Od dłuższego czasu nie czuł się szczęśliwy, usatysfakcjonowany ze swojego życia. W przeszłości nie było idealnie, jednak życie od jednego bankietu do drugiego i pełne tych wszystkich podbojów tworzyło swoistą strefę komfortu, z której stopniowo został wyrwany. To oraz to wszystko, co powiedział mu Laurent na przestrzeni ostatnich miesięcy, a także to co powiedział mu jego przyjaciel, odegrało w tym istotną rolę. Doprowadziło to do tego momentu, w którym szczęście mogło być na wyciągnięcie reki a jednocześnie to wciąż wydawało się niepewne.

Powierzył to Laurentowi, chcąc nie chcąc obarczając go tym ciężarem decyzji do podjęcia odnośnie tego, czy to wszystko będzie trwać albo czy ich drogi się rozejdą. Philip jest w stanie utrzymywać przyjacielskie relacje ze swoimi byłymi kochankami, z obecnymi również. Zdawał sobie sprawę, że jeśli ich drogi się rozejdą to trudno byłoby mu utrzymywać ich znajomość na przyjacielskiej stopie po tym wszystkim co zaszło między nimi w tym dniu i musiałby się całkiem odciąć, co również unieszczęśliwiłoby go na długi czas. Prawdopodobnie nie tylko jego, to nigdy nie wpływało wyłącznie na jedną ze stron. Czas tu wydawał się być kluczowy. Jego życie nie kończyło się w tym momencie, jednak przez te wszystkie lata stracił go wystarczająco dużo na prowadzenie hulaszczego życia i tak naprawdę nie przeżył niczego wyjątkowego za wyjątkiem zapożyczonych chwil. Chciał to zmienić. Właśnie teraz.

— Ufam swojemu bratu, a jednocześnie mam przed nim sekrety. Dziwne, prawda? Podczas jednej z naszych rozmów Logan powiedział mi, że gdybym miał jakieś problemy to mogę przyjść do niego o każdej porze dnia i nocy, a postara się pomóc im zaradzić. Z jednej strony nie mogłem sobie wymarzyć lepszego brata, z drugiej... dla Logana jest problemem to że rodzice coraz bardziej naciskają na niego w kwestii ożenku i nie mam pewności że zrozumiałby to wszystko, z czym zmagałem się przez cały ten czas. To mogłoby wystawić naszą braterską więź na próbę. — Zaczął opowiadać o tym, jak to wyglądało pomiędzy nim a Loganem. Powinno wyglądać tak, że są ze sobą bezgranicznie szczerzy. W rzeczywistości bardzo trudno było to osiągnąć, jednak to nie była w żadnym stopniu wina jego starszego brata. To on nie potrafił przed nim otworzyć się, co miało związek ze wszystkimi swoimi obawami. — Mówisz swojej siostrze o wszystkim? — Postanowił o to zapytać. Z własnych obserwacji zdołał wywnioskować, że Pandora oraz Laurent są ze sobą mocno zżyci i dobrze się dogadują. Philip bardzo lubił Pandorę.

To wyznanie spadło niczym grom z jasnego nieba. To jedna z tych prawd, które muszą zostać wyjawione. Prawda zawsze była lepsza od wszystkich kłamstw i szczerość ze strony Laurenta niezależnie od tego czego dotyczyła zostanie przez niego dobrze przyjęta, bardzo doceniona. Nie zamierzał tego odrzucać. Każdy z nich miał swoją przeszłość. Większość ludzi nie idzie sama przez życie. Ktoś inny na jego miejscu może powiedziałby Bardzo mi przykro, że wam się nie ułożyło. Byłaby to hipokryzja z jego strony. Możliwe, że poczułby pierwsze poważne ukłucia zazdrości, gdyby wypowiedziane przez Laurenta wskazywały na Mnie i twojego kuzyna łączy coś więcej. Gdyby tak było to nie byłby tutaj obecny, tylko siedziałby tu jego kuzyn. Mógłby się zastanowić nad tym, jakby wyglądała wówczas ich relacja - czy to po niej zostałyby popioły albo to on trwałby w niewiedzy pomiędzy Laurentem a swoim kuzynem w skomplikowanym układzie? To nie było coś, nad czym chciał zastanawiać się w tym momencie. Nie były to dobre domysły.

— To było przed tym wszystkim, co teraz zaszło między nami. Nawet jakby doszło to wtedy było... inaczej i po prostu musiałbym to zaakceptować. Postąpiłbyś właściwie, dbając o swoje szczęście. Bardzo doceniam to, że jesteś ze mną szczery. Wiele to dla mnie znaczy. — Philip również posiadał swoją przeszłość i naprawdę musiałby być hipokrytą, gdyby podszedł do tego inaczej niż w ten sposób - w tamtym czasie ich relacja wyglądała zupełnie inaczej. On był innym człowiekiem, niż jest obecnie. Mogłoby mu się to nie spodobać, ale tak naprawdę nie miałby nic do gadania. Jako obecna wersja siebie mógłby odczuwać złość wyłącznie względem siebie i samemu postąpić właściwie. Nie wypadało stać na przeszkodzie czyjemuś szczęściu. Nie chciałby też popsuć swoich relacji z kuzynem.

Nie był to też dobry moment na to, aby zapewnił Laurenta, że nigdzie się nie wybiera. Choć tak właśnie było. Przez swoją ucieczkę i niedawanie znaku życia aż do teraz nie uchodził za wiarygodnego tylko za niestałego w swoich osądach. To nie byłby pierwszy raz, patrząc na to, jak wiele razy starał się wycofać. Nie zmieniał tego fakt, że wszystko miało swoją przyczynę.

Trwając w tej pozycji, w której jego nogi stanowiły poduszkę, spoglądał co jakiś czas na młodszego mężczyznę, wyciągając ku niemu dłoń aby dotknąć jego włosów. Naprawdę się nigdzie nie wybierał, choć to jak długo tutaj zostanie zależało do Laurenta.

— To również twoja przeszłość, o której możesz opowiedzieć mi więcej, jeśli chcesz. To jedna z tych rzeczy, których nie da się kupić, ale warto tego się nauczyć. — Doskonale wiedział, że rozmowy o przeszłości nie należą do łatwych i dlatego nie zamierzał nalegać na to aby Laurent w końcu powiedział mu wszystko. Pozostawał świadom tego, że niejednokrotnie źle potraktował Laurenta i to również odegrało znaczącą rolę w tym, jak obecnie wygląda ich relacja. Tak wiele rzeczy udało mu się spierdolić.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
02.02.2024, 15:30  ✶  

- To nie jest dziwne. - Powinno być. Ale nie było. Ludzie, którymi się otaczałeś... chciałeś dla nich dobrze, a przede wszystkim - chciałeś, żeby spoglądali na ciebie ciągle tak samo przychylnie. Czasem bardziej wstydliwym było przyznanie się do czegoś bliskiej osobie niż nieznajomemu. Nieznajomy to czysta kartka. Dzika karta, owszem, nie wiesz, co zrobi z posiadaną informacją i czy czasem nie zabłąka się przypadkiem w krąg twoich znajomych, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że znowu taką osobę spotkasz? Tamten mężczyzna z ławki w Londynie, do którego się przysiadłeś, bo wyglądał na samotnego. I ty też czułeś się samotny. Nie wiecie o sobie nic, ale nagle zaczynacie mówić, że ciągle pamiętacie ból po rękach, które za mocno szarpały wasze ciało, jakby chciały je rozerwać dla siebie. Jak kwiaty z ogrodu - nie zostawić żadnego po sobie, bo były takie piękne. A potem mówi do ciebie on, że ostatnio uderzył swoją żonę, choć bardzo ją kocha. Nie oceniacie siebie wzajem, bo nie jesteście bogami. Jesteście dwójką pobłądzonych ludzi, którym będzie trochę lepiej po otworzeniu się. Chociaż trochę lepiej. - To wstyd, to pragnienie, żeby ta osoba cię nie odtrąciła, strach przed tym i przed niezrozumieniem. Czasem łatwiej coś takiego powiedzieć obcemu niż bliskiemu. - Wyjaśnił mu to bardzo krótko, pewnie mądrzejsi od niego mieli lepsze wyjaśnienie tego zjawiska, ale on tu i teraz miał dla Philipa tylko to. - Zastanów się, czy na pewno chcesz mu mówić. Potrzebujesz pomocy, Philipie, to widać... - Obrócił głowę, żeby teraz położyć się na kanapie plecami i spoglądać prosto na blondyna. Prosto? Hm... od dołu. - Jeśli tak ufasz bratu to powinieneś zaufać, że nawet jeśli zajmie mu trochę czasu przeprocesowanie niektórych rzeczy, to będzie ci o wiele łatwiej. I być może on poradzi ci coś mądrzejszego niż to, co mogę ci dać ja. - Swój egoizm. Prawda była taka, że Laurent chciał zatrzymać przy sobie Philipa z egoizmu. Nawet jeśli ostatnio ciągle się kłócili, jeśli Laurent obawiał się teraz tak wielu rzeczy z jego strony, to bardzo nie chciał tracić tego łącznika z... z... nie chciał tracić jego ciepła. Jego miłości. Nie chciał go również ranić. I nie potrafił sobie samemu odpowiedzieć na pytanie, czy byłby w stanie mu miłość zaoferować. - Ja nikomu nie mówię o wszystkim. - Tak gdyby Philip miał jakiekolwiek wątpliwości. Laurent zastanawiał się, za jakiego człowieka w zasadzie go uważał. Za kogo go miał. Szczerego? Otwartego? Dobrego? Nie powiedziałby o sobie w żadnej z tych kategorii, chociaż chciał sam o sobie tak myśleć. I chciał być taki - w idealne. A przy tym chciał być chłodny, spokojny, nie tarmoszony ciągle tymi żałosnymi pragnieniami, żeby tylko ktoś obdarował go kilkoma pocałunkami.

Jak wiele właściwie te niebieskie oczy mogły mu wybaczyć? Na jak wiele mógłby machnąć ręką, tłumacząc, że najważniejsza jest szczerość? Nie chciał się o tym przekonywać i jednocześnie... nawet chciał. Nie przez złośliwość, nie z chorych potrzeb. Z ludzkiej ciekawości. Chciałby wiedzieć, czy gdyby powiedział mu wszystko to Philip nadal mówiłby to samo. Nie potrafił w to uwierzyć. Lub uwierzyłby z myślą, że stałoby się to mantrą Notta powtarzaną jak syndrom wyparcia.

- Nie chcę. - Nie chciał mówić jemu, nie chciał nikomu innemu. I jednocześnie chciał, miał ochotę o tym krzyczeć, wrzeszczeć i drapać. Tylko nie potrafił z siebie wykrzesać odpowiedniej ilości złości. - Nie lubię o tym rozmawiać, ale uznałem, że powinieneś wiedzieć, że trzymasz na swoich nogach prostytutkę. - Bo to chyba było fair, prawda? Spojrzenie na człowieka potrafiło się ogromnie zmienić pod wpływem tego, co robiłeś. Albo co robisz. - Zaskakujesz mnie, bo o ile wiem, że jesteś tolerancyjny to nie sądziłem, że... do takiego stopnia.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#25
03.02.2024, 00:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2024, 00:17 przez Philip Nott.)  

Nie zamierzał próbować podważać tego stwierdzenia, które padło z ust Laurenta, który w tym konkretnym aspekcie miał rację. Chciał aby jego brat nie zmienił do niego swojego stosunku, gdyby postanowił podzielić się z nim wszystkim co działo się w jego życiu na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, a co ostatecznie doprowadziło do obecnej sytuacji pomiędzy nim a Laurentem.

— Wszystko to, na co starałem się sobie nie pozwalać. Chciałbym mieć możliwość zwierzenia się komuś obcemu. Jednak w moim przypadku to istnieje za duże ryzyko, że moje zwierzenia stałyby się sensacją najnowszego numeru Czarownicy. Tak źle i tak niedobrze. — W swoim mniemaniu wstyd towarzyszył mu naprawdę bardzo rzadko. Strach przed odtrąceniem i niezrozumieniem zakorzenił się w nim w następstwie tych wszystkich zmian, jakie w nim zaszły - najbardziej w stosunku do swoich najbliższych. W świetle tego, co dzisiaj wyszło na jaw, musiał brać to pod uwagę. Zdaniem Philipa nie istniało tutaj jedno niezawodne remedium na tego rodzaju problem. Zdobyta przez lata popularność uczyniła go szeroko rozpoznawalnym przez sporą część czarodziejów i czarownic. Musiał uważać na to, co i komu mówi. Ta zasada powinna również obejmować Laurenta, jednak on przez tyle lat nie starał się mu zaszkodzić w ten sposób.

— Zastanowię się. To nie takie proste... zwrócić się do kogoś o pomoc. — Nad tym naprawdę musiał się zastanowić i temu nie zaprzeczał. Potrzebujesz pomocy również było prawdą, jednak przypomniało mu to, że o nią zwrócił się do samego Laurenta i od tego momentu wszystko zaczęło się psuć między nimi przez to, że w ten sposób naruszył twarde reguły łączącego ich układu i wpływając na charakter ich relacji, która została doprowadzona do obecnej formy. Popełnione przez niego błędy nie pozostawały bez znaczenia. Jednocześnie miał wrażenie, że niczego się nie nauczył za sprawą popełnionych przez siebie błędów - po raz kolejny wrócił tutaj, zwracając się znów do Laurenta. Zakrawało to na szaleństwo - robił to samo, oczekując innych rezultatów. Bez ustanku gonił za szczęściem, które wydawało mu się być na wyciągnięcie ręki a jednak, kiedy już starał się je pochwycić, ono wymykało mu się z rąk. Prawdopodobnie dlatego, że szukał go w nieodpowiednim miejscu, u niewłaściwej osoby. — Bardzo chciałbym, aby w końcu było łatwiej... i dlatego muszę spróbować z nim porozmawiać. W ostatnich miesiącach... zdołałeś mi pomóc z niektórymi moimi problemami. — Nawet jeśli to nie było zamiarem Laurenta to pomagał mu w przeprocesowaniu tego, powzięciu tego zamiaru i pokazywał mu dlaczego warto było zaryzykować i wprowadzić go w życie po to aby przekonać się, czy ta rozmowa z Loganem zdejmie z jego barków ten ciężar i pozwoli mu znaleźć dawno utraconą równowagę a może i odwagę do zrobienia tego, czego nie był w stanie, czego nie chciał zrobić. Pozwalał na to aby Laurent trzymał go przy sobie, bez jakiejkolwiek gwarancji na cokolwiek. Może za wyjątkiem rozczarowania, które przyjdzie z czasem, gdy jego oczekiwania nie zostaną zaspokojone.

— Czasem to by nie zaszkodziło. — W tym dniu powinno być miejsce wyłącznie na prawdę. Nawet tę najgorszą. On nie miał tylu rzeczy do ukrycia, czego nie był w stanie powiedzieć o Laurencie. Tak naprawdę wiedział bardzo niewiele o jego przeszłości, która zawsze wpływała na obecne życie. Skoro Laurent nie chciał mu o niej opowiedzieć to nie zamierzał samemu drążyć tego tematu. — Nieszczególnie podoba mi się to, że tak mało o niej wiem, ale nie zamierzam naciskać na ciebie o to, byś mi powiedział. Mogę jedynie zachodzić w głowę, co skłoniło ciebie do tego... poza pieniędzmi, ale nie chcę tego robić. Nie traktowałem cię w ten sposób. — Postanowił być w dalszym ciągu szczerym i podzielić się z nim swoim zapatrywaniem na to, że Laurent zarabiał ciałem. Jednocześnie starając się odepchnąć od siebie te myśli odnośnie charakteru ich nie tak dawnej relacji, w trakcie której nie płacił mu za seks, ale jednak trudno wyzbyć się myśli, że kolejna osoba liczyła na liczne materialne korzyści wynikające ze znajomości z nim i czy nie popełnił tego rodzaju błędu.

— Jestem w stanie pewne rzeczy tolerować, patrząc na nie przez pryzmat okoliczności je poprzedzających, co nie znaczy że w pełni je pochwalam. Ja również mam swoją przeszłość, nawet jak różniła się od twojej. Poza tym... liczy się głównie teraźniejszość. — Starał się wytłumaczyć wciąż leżącemu na jego nogach blondynowi swój tok rozumowania. Były rzeczy, które mógł tolerować, jedne, które mógł akceptować i tych, których nie dało się przyjąć w żaden sposób.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#26
05.02.2024, 00:22  ✶  

Ach, właśnie! Kariera, posłuchy... to nie tak, że to była zła strona Philipa, nie to, że kiedykolwiek zamierzał w to ingerować. Ale to jednocześnie było to, co całkowicie ich dzieliło. To, co sprawiało, że powinien sobie znaleźć kobietę, która go pokocha takim, jakim jest i którą on pokocha równie mocno. Byliby idealną parą na okładkę łamów Czarownicy i spędzaliby wolny czas na podróżach. Laurent miał wizję takiej przyszłości. Mógł podłożyć do niej siebie samego w żeńskiej wersji. Może powinien? Mógł przecież stac się kobietą, eliksir wielosokowy czekał na niego. Czekał na bycie odkrytym. Niestety eliksiru wielosokowego była ograniczona ilość i nie mógł go pić w kółko. Nie chciałby nawet. Mógłby raz, czy dwa, żeby kogoś zadowolić, żeby sprawić przyjemność... i nie więcej.

- Dlatego ci o tym już wspominałem. Są pewne niebezpieczeństwa i ryzyka, które trzeba brać pod uwagę w naszym świecie, żeby mówić o tworzeniu związków. - Szczególnie TAKICH. Z kobitą byłby skandal i świat potem poszedłby dalej. A tutaj? Byłby skandal, świat poszedłby dalej, ale zostawił Philipa prawdopodobnie daleko w tyle. Jakoś nie potrafił dojrzeć szczęśliwego zakończenia w tym wszystkim. I tak samo wtedy nie miał na myśli tego, żeby Philip z kariery rezygnował. Natomiast powinien był, jak na dorosłego przystało, rozważyć to... ech. Lukrecja czuł już, że decyzja rzeczywiście należała do niego. Już nawet abstrahując od "kocha czy nie kocha" to chodziło o to, żeby Philip nie zniszczył swojego życia dla... dla niego. Bo to nie było warte świeczki. - Kto wie? Może kiedyś będzie czas, w którym takie romanse nie będą wywoływać takich emocji? - Uśmiechnął się, mizernie i słabo, ale się uśmiechnął. Nadzieja! Impresjonizm chwili malowany ręką nadwrażliwego człowieka. Oto, czym była nadzieja w dzisiejszych czasach. I choć czasy takie nastaną, choć mogli ich dożyć, to był to czas daleki i odległy. - Czasem nie trzeba prosić o pomoc. Bliscy wyciągną do ciebie pomocną dłoń, tylko daj im szansę. - Wiedział, och wiedział, jak to mogłoby kłuć dumę Philipa. To wszystko pewnie ją kuło. Konieczność jakiegoś... uniżania się. Czy widział w tym uniżanie się? Bo trochę taką kategorią pomyślał Laurent, kiedy starał się spoglądać na ich dwójkę w tych konwersacjach. Był trudnym człowiekiem w tym wszystkim. Ale pokazywał swoją niezwykle dobrą stronę - mądrość pokonywała upartość. A to była niezwykle cenna cecha. Jaśniała aktualnie, choć może Philip tego nie widział. - Wiem, jakie to wszystko dla ciebie trudne. Musisz wiedzieć, że twoje pokonywanie własnej słabości sprawia, że błyszczysz. I choć możesz teraz tego nie widzieć, to bardzo ważna cecha - potrafić pokonać własną upartość. To czyni cię silniejszym. - I powinien tak o tym myśleć, a nie jak o walkach, które go z wszystkiego rozbierają. Owszem, rozbierały, ale z tego coś zyskiwał. Dlatego to nie była walka z wiatrakami. - Staram się, Philipie. Chociaż niestety też wiem, że niektóre... być może niektóre nawet pogłębiłem. - Bo nie był lekarzem, bo sam daleko miał do doskonałości i mądrości mędrców. Ale nie był też człowiekiem, który był z nim od zawsze, a tym bardziej nie był osobą, z którą od zawsze był blisko. Jasne, nie mogli mówić, że to był tylko i wyłącznie seks, bo inaczej nie spędzaliby ze sobą czasu na niektórych dodatkach... jak wyjazd chociażby.

- Wiem, że nie traktowałeś. - Wyciągnął dłoń, żeby dotknąć jego policzka. Czemu to wszystko było takie smutne, skoro powinno być cholernie radosne? Że jakoś się dogadują... chyba? A może to po prostu zmęczenie. Przeciążenie tymi zdarzeniami i emocjami. - Nie chcesz tego robić, bo nie chcesz dotrzeć do złych wniosków? - Czy może jednak zaczął mieć podobne wątpliwości teraz co do niego - że jednak coś w tym zawsze było. W tym kurwieniu się. Bo Laurent zaczął je mieć od maja. - Pieniądze nigdy nie były dla mnie problemem. Nie jestem gotów o tym mówić... ale chciałem, żebyś wiedział. - Cofnął swoją dłoń z jego twarzy. - Chciałbym się z tobą zgodzić, że liczy się tylko tu i teraz, ale to nieprawda. Przeszłość nie jest zamkniętą kartką. Ona zawsze ma wpływ na to, kim teraz jesteśmy i dlaczego tacy jesteśmy. A czasem mają o wiele ostrzejsze efekty, te duchy przeszłości, niż chcielibyśmy przyznać.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#27
05.02.2024, 22:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2024, 02:56 przez Philip Nott.)  

Wzorując się na tym, co powiedział swojemu bratu to powinien nie tylko być w związku z kobietą, ale także mieć już żonę i co najmniej jedno dziecko. Świadomie podjął decyzję o tym, aby wieść życie obfitujące w jednonocne związki. W tym wszystkim ten łączący ich do tamtego dnia układ wydawał być stałym punktem w jego życiu. Nie potrafił tego zakończyć, nawet pomimo podjętych prób. Teraz było inaczej. Los napisał dla niego inny scenariusz, w którym to co w jego mniemaniu niemożliwe stało się rzeczywiste. To było coś, czego potrzebował w swoim życiu prywatnym. Nie zmieni tego, co czuje do Laurenta. Przynajmniej nie w tym momencie. Tym bardziej tego nie zmieni, dopóki Laurent nie podejmie decyzji i nie przyjdzie mu się zmierzyć z jej następstwami. Do tego wszystkiego będzie potrzebować sporo czasu.

— Jestem tego dobrze świadom, zapracowałem sobie na miano skandalisty. Jak dotąd wychodziłem z tego rodzaju opresji obronną ręką. Jak jeszcze nigdy jestem skłonny podjąć to ryzyko i zmierzyć się z tego rodzaju niebezpieczeństwem. — Philip dobrze wiedział, jak działa ten świat i jak bardzo brutalny potrafił być tego rodzaju biznes. Wszystkie zgromadzone na jego koncie skandale nie umniejszały jego dotychczasowym sukcesom sportowym. Wygłosił w tym momencie śmiałą deklarację, w pełnym przekonaniu że istniały rzeczy, o które warto było walczyć. Chciał być szczęśliwy i właśnie jego szczęście było warte podjęcia ryzykownego działania. To tylko jeden z możliwych scenariuszy. Możliwe, że już przyzwyczaił świat czarodziejów do swoich wyskoków. Tak łatwo nie dałby się usunąć z piedestału, zrobiłby wszystko aby utrzymać się na powierzchni. Chciał pozostać na szczycie. Chciał mieć to wszystko. Karierę i sławę już miał, czego nie zamierzał tak łatwo oddać i teraz chciał być w satysfakcjonującym go związku.

Pomimo oczywistego stosunku społeczeństwa do homoseksualizmu (z pewnością nie miałoby znaczenia to, że sypiał również z kobietami) podejrzewał, że gdyby to wyszło na jaw w jego przypadku to mogłoby to podzielić świat czarodziejów. Jedni mogliby popierać go za bycie sobą, inni zacząć nim pogardzać. Rodzina i przyjaciele mogliby się od niego odwrócić, co stanowiłoby dla niego największy problem. Mogłoby to wpłynąć negatywnie na jego karierę sportową w taki sposób, że to przyspieszyłoby jej zakończenie. Nie byłaby to dobra decyzja z biznesowego punktu widzenia menadżera drużyny, patrząc na to ile to zwycięstw zapewnił Zjednoczonym przez tego wszystkie lata. Pieniędzy ma pełny prywatny skarbiec, a też Quidditch to nie jedyna jego pasja. Znalazłby sobie nowe zajęcie.

Od samego Laurenta oczekiwał wyłącznie decyzji co do tego, czy czuje do niego cokolwiek i czy chce spróbować. Szczerości. Nie chciał aby wodził go za nos, trzymając w niepewności i dopuszczając do powstawania złudnej nadziei, którą musiałby zdusić w zarodku trzeźwym osądem. Pozostałe decyzje nie należały do niego. Podejmie je samodzielnie w oparciu o to, co powie mu ten blondyn. Wszystko to zmierzało jednak ku rozczarowaniu i złemu zakończeniu.

— Może będzie, może nie. Żyjemy jednak w takich, a nie innych czasach. Nieprzyjaznych dla wszelkich odmienności. Dotąd żyłem pełnią życia i nie chcę tego zmieniać. — Przez wzgląd na sytuację, w której się znalazł, postanowił się dostosować do obecnych czasów. Nie zamierzał czekać na to, aż czasy ulegną zmianie, a ludzie staną się lepsi. Chcąc mieć wszystko, był w stanie spróbować dopasować część otaczającego świata pod siebie i był gotów kazać się pierdolić niektórym ludziom. O ile to wszystko okaże się tego warte i przez to dostanie ku temu wystarczająco dobry powód. Posłał mu smętny uśmiech wraz z towarzyszącym mu niewesołym spojrzeniem.

— Chciałbym aby to było takie proste. — Wymruczał pod nosem. Proszenie kogoś o pomoc dotąd nie przychodziło mu łatwo, w przeciwieństwie do ignorowania nawarstwiających się problemów jakby to miało sprawić że zostaną rozwiązane. W rzeczywistości znikały mu jedynie z oczu i czasem dochodziły do głosu. — Bo takie jest. Za trudne. Wcale nie czuję się silniejszy. Mam wrażenie, że wciąż stąpam po niepewnym gruncie. — Zdaniem Laurenta podejmowana przez niego walka z własnymi słabościami sprawiała, że błyszczał, że to go czyniło silniejszym, ale on sam miał wrażenie że jego wewnętrzny ogień znacznie przygasł i potrzebował go rozpalić na nowo. Ostatnie miesiące nieźle go przeorały i to co się działo w jego życiu wpłynęło również na jego relacje z innymi, najbardziej właśnie z Laurentem.

— Doceniam to, co dla mnie robisz. Dlaczego tak twierdzisz? — Mówił całkowicie szczerze. Bez pomocy Laurenta mogło być z nim gorzej. Zdawał sobie sprawę z tego, że między nimi nie było idealnie i że wszystkie te momenty, w których się kłócili i rozchodzili się nie służyły żadnemu z nich. Pod wieloma względami ich relacja nie była zdrowa i niosła ze sobą wiele problemów. Nie miał o to najmniejszych pretensji do młodszego mężczyzny. Chodziło jednak o konkrety. Posiadając je można było spróbować rozwiązać dany problem. Do tego starałby się dążyć. Chciał aby było dobrze.

— Masz rację, nie chcę dotrzeć do złych wniosków. Nie chcę aby one wpłynęły na mój osąd. — Nie wzbraniał się przed dotykiem Laurenta. To się nie zmieni dopóki ich znajomość będzie trwała. Poruszywszy nieznacznie głową jakby chciał wtulić policzek w ciepłą dłoń go dotykającą. Wychodząca od Laurenta prawda nie pozostawiłaby miejsca na te wszystkie domysły, stanowiące kolejną z pułapek w ich relacji. Mógł jednak wykluczyć to, że Laurentowi chodziło o pieniądze. Również te należące do niego. — Jeśli będziesz gotów to wiedz, że zawsze cię wysłucham. Sam dobrze wiem, że na pewne rozmowy nigdy nie ma dobrego momentu. — Zamierzał uszanować to, że Laurent nie jest gotów o tym mówić. Nie miał pewności co do tego, czy kiedykolwiek będzie gotowy na tego rodzaju zwierzenia. Przede wszystkim nie miał pewności, czy jego słowa nie zostały rzucone na wiatr. Mogła być to obietnica, której nie będzie w stanie wypełnić, jeśli ich drogi się rozejdą.

— Ja wolę spoglądać w przyszłość, jednak dostrzegam sens twoich słów. — W słowach Laurenta dostrzegł jednak pewną mądrość. Przeszłość mogła ich kształtować, należało wyciągać z niej należyte wnioski. Sam Laurent powiedział mu, że nie należało trzymać się tego, co było kiedyś. W jego przypadku było już na to za późno.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#28
09.02.2024, 23:41  ✶  

Oj tak, to była bardzo śmiała deklaracja. Na ile świadoma? Na ile podejmowana pod wpływem tego uczucia, którym Philip się kierował? Pięknie to wszystko brzmiało, ale Laurent w to nie wierzył. Po prostu. Świat przestał być szary, teraz jakby stał się czarno biały. Albo coś mogłeś mieć, albo byłeś skazany na porażkę wiecznego pragnienia zakazanego owocu. Ciężar decyzji do podjęcia - chyba to sprawiało, że było tak... jak? Smutno? Ciężko? Że nie można się było cieszyć chwilą, a to, co wydawało się wcześniej złamanym sercem było nieporozumieniem? Topił się we wszystkich tych uczuciach, których chyba nie chciał. Nie potrzebował. Negatywów nie potrzebował nikt, chciałoby się ich nie mieć. Smutku, nienawiści, gorzkich łez. Nie było jednak świata dobra i ciepła bez cierpienia, bo do czegoś musieliśmy całą radość odnosić. Odnosiliśmy więc do tych przykrych chwil.

Świat parł do przodu. Zmieniał się. Mugole cały czas go zmieniali, to czarodzieje skłonni byli tkwić ciągle w tym samym punkcie. Laurent w końcu się podniósł z kolan człowieka, którego znał tyle lat. No właśnie, pewne decyzje nie należały do niego. Czasami to była tylko i wyłącznie kwestia szczerości. Powiedzenie sobie, że ta decyzja dotyczy nie tylko ciebie samego. Zawiera w sobie drugą osobę, wobec której trzeba być sprawiedliwym, nie grać na jej uczuciach, nie bawić się emocjami. Najgorszą gier z możliwych była ta, którą podjął z Olivią i do dzisiaj miał z tego powodu wyrzuty sumienia. Mówiła mu wtedy, że to nie jego wina, że to jej, że niczego jej nie obiecywał... owszem, nie obiecywał. Gdyby jednak był z nią w pełni szczery to ich relacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Wiedział, że chciałaby się odsunąć, więc celowo przemilczał parę rzeczy. Był w tym zbyt dobry - w manipulacji. Teraz myślał, że siebie samego usprawiedliwiał, że chciał dobrze dla innych, a tak naprawdę chciał tylko dobrze dla siebie samego.

- Wszystko, co nowe, opatrzone jest niepewnością. - Poznawanie nowego świata i nowego siebie nie mogło być łatwe, inaczej zmiana byłaby na wyciągnięcie ręki wszystkich. Tak na pewno byłoby przyjemniej, gdyby tak od pstryknięcia palcem każdy mógł wyjść naprzeciw oczekiwaniom bliskim. To by też jednak zabiło charakter. To, co danego człowieka wyróżniało, co czyniło go wyjątkowym. Laurent usiadł i poprawił włosy w paru ruchach.- Nie powinienem był się z tobą kontaktować po rejsie. Uważam, że byłbyś zdrowszy. - I ta relacja nie byłaby opatrzona kolejnymi kilogramami ciężkich wspomnień. Czy żałował? Nie. Mógł być jednak mądrzejszy. Mógł być mądrzejszy już wcześniej i przestać tak ulegać słabościom ciała i umysłu. Nie da się zatrzymać przy sobie wszystkich i nie da się dotykać każdej dłoni, która czule cię dotknęła. - Niektóre z moich decyzji to egoizm potrzeb. Nie mogę winić tylko ciebie, gdy sam szukałem schronienia. - U niego. Zapewnienia, że wszystko może być dobrze i że to coś, co tu jest, jest stabilne. Nie było tego wtedy, a teraz się pojawiło. Czy nie za późno..? A może nigdy tego nie miało być? A może właśnie przeciwnie - będzie? Nie wiedział. Był jeszcze Kayden, nie wyobrażał sobie konfrontacji tych dwóch panów. I swojej własnej konfrontacji z nimi.

- Dziękuję. - Odparł na zapewnienie, że zawsze będzie mógł do niego przyjść, porozmawiać o czymkolwiek... ale chyba nie takiego wysłuchania szukał, jakie mógł mu zapewnić Philip. Chyba gdyby miał się wyspowiadać to poszedłby z tym do Florence, szukając jej mądrości, jej... oceny i zarazem jej braku. Świadomości, że każdy popełnia błędy, ale należy przestrzec, by nie popełnić go po raz kolejny. - W uznaniu dla historii nie chodzi o to, by mieć na nią skierowany wzrok, a o to, żeby się na niej uczyć. - Podniósł się z kanapy. - Napijesz się czegoś mocniejszego?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#29
10.02.2024, 17:30  ✶  

W obecnym życiu Philipa brakowało dawnej beztroski. Nie udawało mu się żyć chwilą, jak dawniej. Nie było możliwości powrotu do tego, co było. Po pokonaniu wszystkich bieżących trudności miał szansę rozpocząć nowy etap w swoim życiu. To, co złe również go ukształtowało, jednak po wyciągnięciu z tego odpowiednich wniosków, chciał to pozostawić za sobą. W ich relacji było również wiele rzeczy pozytywnych w postaci wszystkich dobrych chwil, jakie razem spędzili. Mogłyby stanowić bardzo miłą pamiątkę, jednak powracanie do nich byłoby pod wieloma względami niewłaściwe, wręcz szkodliwe. To wszystko wystarczająco na nich odcisnęło swoje piętno.

Gdyby ich drogi miały się rozejść bezpowrotnie to miałby nadzieję, że to odbędzie się bez wzajemnych krzyków i potoków łez wylanych przez Laurenta. I bez tego to byłoby bardzo trudne. Chciałby wyjść z tego z twarzą. Mogłoby to okazać się pobożnym życzeniem - zwykle do głosu dochodzą negatywne emocje i przez nie nie sposób zachować jakąkolwiek godność. Odrzucenie zawsze godziło w dumę, zwłaszcza osoby, która do tego tak naprawdę nie nawykła i która dotąd jedynie oferowała to innym.

W żaden sposób nie powstrzymał Laurenta przed podniesieniem się z jego kolan. Była w tym pewna sprzeczność, jednak w tym momencie bardzo odpowiadało mu trwanie w ten sposób. Nawet jeśli to mogło się nigdy już nie powtórzyć. Laurent miał rację. Wszystko, co nowe, pozostaje ściśle związane z niepewnością. Ona stała się jego wierną towarzyszką, jednak wciąż pozostawała niechciana. Chciałby pozostawić ją za sobą, daleko w tyle. Obserwował poprawiającego włosy Laurenta, oczekując kolejnej wypowiedzi z jego strony. Temat tamtego rejsu i wszystkich jego następstw powracał do nich regularnie.

— Nie mam podstaw, aby cię winić. Skontaktowałeś się, a ja na tym rejsie... nie jestem już pewien, czy podjąłem właściwą decyzję. Z perspektywy czasu ona okazała się zupełnie bezcelowa i nie przyniosła nam nic dobrego. — Stanowiło to dla niego bardzo niewygodny temat, którego podjęcia nie powinien jednak unikać. Wątpliwości wydawały się uzasadnione. Dobrze pamiętał to, co nim motywowało w tamtym momencie - potrzeba ochrony samego siebie przed częstymi następstwami wchodzenia w tego rodzaju układy. Na wiele się to nie zdało, bo właśnie do tego doszło i będzie miało to swoje poważne konsekwencje.

Wydawało mu się, że tylko tyle może zrobić w tym momencie. Może chodziło o to, aby tutaj po prostu był, aczkolwiek sama obecność drugiego człowieka nie zawsze była doskonałym remedium na wszystkie problemy osobiste. Gdyby tak było to poczułby się znacznie lepiej w obecności swojego brata. Ona nie wystarczyła do tego, aby zdjąć z jego barków ciężar tych wszystkich rzeczy, które miały miejsce w jego życiu.

— Masz rację. Jesteś taki mądry. — Powiedział szczerze. Nie dało się temu zaprzeczyć, że Laurent pomimo swojego młodego wieku jest mądry, czasami nawet mądrzejszy od niego. Udowodnił to na przestrzeni ostatnich miesięcy.

— A zamierzasz się napić ze mną? — Zapytał zaskoczony tym nagłym pytaniem. Doskonale pamiętał o tym, że Laurent starał się unikać alkoholu. Starał się zrozumieć, dlaczego teraz zaproponował mu coś mocniejszego do picia. Chciał się z nim napić jakiegoś trunku czy po prostu uznał, że on tego potrzebuje w tym momencie? Tego na razie nie wiedział.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#30
14.02.2024, 18:00  ✶  

Mogli tak sobie w kółko mówić o tym, jaka decyzja była słuszna, jaka niesłuszna. Laurent miał wrażenie w tym momencie, że to chyba nigdy nie zniknie. Zawsze będzie jakieś "mogłem...", a dalej dopisane wszystkie te najlepsze scenariusze, jakie mogły zostać wykonane, ale nie zostały. Pewnie już nie zostaną. W zaczynaniu od początku problem leżał tam, gdzie nie wszystko dało się wykasować. Nie można mieć białej kartki z kimś, z kim łączy cię taki kawał historii. Musiał się zastanowić nad tym, co tutaj usłyszał i może udowodnić, albo właśnie zaprzeczyć, że niektóre obawy należy brać pod uwagę wpisując je w schemat swojego funkcjonowania. Że pewnych decyzji obawiać się można, a obawy przed innymi były zupełnie bzdurne, niepotrzebne. To nie była kwestia winienia, czy też niewinienia, przynajmniej dla niego samego. To był czysty fakt o ile byłoby to lepsze dla nich obojga. Nie odpowiedział jednak na to już niczego. Przeszedł do barku, gdzie pochowane były butelki - nie było ich dużo, bo w końcu Laurent sam nie zwykł pić. Tym nie mniej trzymał alkohol dla gości, a i ostatnimi czasy jakoś dobrze mu robiły procenty. Układały do snu i odcinały jak nic innego. Choć nadal starał się nie sięgać po wdzięczące się szyjki butelek.

- Dziękuję za komplement. - Uśmiechnął się, stojąc plecami do mężczyzny. Można doceniać czyjąś urodę, ale docenić czyjś umysł - to był wyższy próg komplementu. Przynajmniej dla Laurenta. Był pewien, że komplement był szczery, chociaż taki prosty w swoim przekazie to nie potrzebował wcale wspinać się na drabiny Homera, żeby przynieść ze sobą ciepłe emocje i poczucie docenienia.- A to "taki" to znaczy - jaki? - Troszkę chciał go zaczepić, żeby wyjść z tego paskudnego, ciężkiego nastroju, jaki im tutaj nastał. Chociaż troszkę. Z zaczepianiem Philipa należało bardzo uważać, bo nigdy nie było pewne, kiedy nadepnie się na punkt, w którym to już byłoby za dużo dla jego dumy, dla jego wyobrażenia własnej osoby w oczach innych. Ale to była tylko malutka zaczepka, niegroźna w jego wyobrażeniu. - Tak, zamierzam napić się z tobą. - Odparł spokojnie i obrócił głowę w jego kierunku. - Tylko trochę. Obawiam się, że nie dotrzymam tempa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (11599), Philip Nott (13226)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa