• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[Styczeń 1968, biuro BUM] Smacznej kawusi || Stanley & Ludovica

[Styczeń 1968, biuro BUM] Smacznej kawusi || Stanley & Ludovica
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
18.02.2024, 21:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:45 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

Styczeń 1968 - biuro BUM
Stanley Andrew Borgin & Ludovica Nott

Od czasów zakończenia szkoły minęły jakieś dobre trzy lata, a może trochę więcej. Egzaminy poszły tak jak poszły ale wystarczyło do tego, aby się ustawić w życiu. Obydwoje mieli ciepłe posadki w Ministerstwie, a dokładniej to Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów. Piastowali dwa różne, chociaż podobne stanowiska, ponieważ jedno jak i drugie siedziało często na swoich czterech literach. Nottówna z faktu, że po prostu musiała to robić i ładnie wyglądać, a Borgin bo miał setki ton raportów do wypełnienia.

W życiu były pewne trzy rzeczy - podatki, poranna kawa i fakt, że Stanley uwielbiał blondynki. Pierwsze odprowadzał na bieżąco. W kwestii drugiego kontynuował rozpoczęta przed kilkoma latami tradycję, a trzeciego nawet nie próbował, ponieważ nie chciał skończyć jak Bulstrode - na liście nienawiści. Może nie było by tak źle? W końcu nie latał na miotle. Nawet nigdy się jakoś szczególnie dobrze nie nauczył na niej latać. Nie lansował się też tą umiejętnością - co oczywiście robił Atreus i Louvain ale to już historia na kiedy indziej. Ryzyko było jednak zbyt duże, aby podjąć jakąś próbę - cel nie uświęcał środków.

Była pewna ustalona granica, której nie przekraczał. Nie chciał ponownie zostać ugryziony przez odmienny stan Ludovici, ponieważ groziło to co najmniej wścieklizną. Zwłaszcza w sytuacji w której minutę wcześniej wspomniało się o ich wspólnym przyjacielu lub wrogu - odpowiednie zostawić, a złe skreślić - w postaci młodszego Ślizgona zwanego Atreuskiem. Trochę taki temat zapalnik na Nottówne.

Borgin wpadł właśnie do Ministerstwa, będąc lekko spóźnionym. Ubrany w swój czarny strój z dodatkami w kolorze miedzianym, które świadczyły o tym, że odbywa kursy Aurorskie. W końcu zapisał się na nie dobre półtora roku temu. Musiał coś zrobić ze swoim życiem, aby do emerytury nie biegać na każdą kradzież czy pobicie. Trzeba było mieć jakieś standardy, czyż nie? Nie do końca. Stanley po części robił to w imię zasady - "aby mama była dumna". Nie posiadając jakichś innych szczególnych umiejętności, nie miał szansy na inną karierę, niż klasyczny krawężnik w BUMie.

Widząc swoje biurko, załamał się. Tyle raportów do zrobienia to on chyba nie widział od początku swojej kariery. Ciężko westchnął i stwierdził, że po pierwsze to nie czas. Po drugie nie oddał się jeszcze porannej tradycji, więc czym prędzej udał się w dobrze sobie znanym kierunku, wszak wolał uniknąć niemiłych konsekwencji swoich działań.

- Dovi - skierował swoje słowa w kierunku Nottówny, podchodząc spokojnym krokiem do niej - Piłaś poranną kawkę? - posłał jej pytające spojrzenie jakby próbował wybadać jakieś zmiany w jej zachowaniu, jak na przykład nadpobudliwość świadczącą o spożyciu dużej dawki kofeiny - Chyba nie wyłamałaś się z tradycji? - kontynuował swoje przesłuchanie, szukając już odpowiednich paragrafów wobec których mógłby wystawić jej kwita z karą. Niestety ciężko było odnaleźć cokolwiek - cóż, miała szczęście.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
⚘ • ° . femme fatale . ˚ ・
⭒ She had a smile that could charm even the devil. ⭒
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się nasuwa pierwsze, ujrzawszy pannę Nott? Niebezpieczeństwo i przyciąganie. Niebezpieczeństwo, bo może to ten ciemny odcień czerwieni na wargach kobiety, tak działa na zmysły. A może aspekt, który zaważył na ocenie, to spotkanie jej najczęściej w sytuacjach, gdzie nie powinna się znaleźć? Drobna kobieta, mierząca około sto sześćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, ale spokojnie! Szczypta złośliwości i oblubowania w gierkach słownych, nadrabia przy pierwszym zetknięciu się z kobietą, niszcząc otoczkę pozornej niewinności.

Ludovica Nott
#2
18.02.2024, 23:33  ✶  

A więc styczeń... Nowy rok miał być jak sama nazwa wskazuje, czymś w rodzaju nowego początku dla blondwłosej. Wszystko zapowiadało się naprawdę obiecująco, lecz i nad panną Nott zawisły czarne chmury w postaci zerwania w dzień celebrowania święta, które tylko zbliżało ludzi o jeden rok bliżej do śmierci. Było naprawdę co świętować. Dla Ludovici to był iście wyjątkowy dzień na irytowanie się i upust skumulowanych emocji, które piętrzyły się przez dobry tydzień, niczym teraz papiery na jej biurku. Wszystko zaczęło się, od tak naprawdę tego jaki był Atreus. Doprawdy. Kobieta zaczęła coraz częściej dostrzegać w Atreusie cechy, które na początku ich relacji nie były widoczne, a na pewno nie tak rażąco. Młoda Nottówna uległa chyba otoczce powszechnego zjawiska miesiąca miodowego w świeżej, wtedy niedawno co rozpoczętej romantycznej relacji. Mężczyzna był... Po prostu był. Był kimś, kto z początku potrafił wprawić kobietę w euforię i te przysłowiowe motyle w brzuchu, lecz powoli przemieniały się w kamyczki, które ciążyły kobiecie niemiłosiernie. Przelała się szala goryczy w nieszczęsnego Sylwestra, gdy to mężczyzna, wraz ze swoją wtedy jak na razie obecną dziewczyną, byli na imprezie sylwestrowej. Przeszedł samego siebie, a klepki momentalnie spadły z oczu Ludovici, sprawiając, iż nie widziała już świata w różowych odcieniach. Spotykała się z cholerną mendą.
Od pewnego czasu widziała to, że był zbyt blisko ze swoimi byłymi sympatiami. Kobieta po alkoholu dostała jakby oświecenia i nie wiedziała czy ma być z tego dumna. Czuła wtedy słodko-gorzki posmak na myśl, że była o krok od oddania serca mężczyźnie, który stawiał jej pocałunek w pokera jako cholerną wygraną. Moment kulminacyjny jaki mogli ujrzeć pracownicy na imprezie, to ten gdy blondwłosa dostrzegła Arteusa flirtującego z kolejną kobietą. Przemknęło jej nawet przez myśl, czy w może w każdym Departamencie ma swój obiekt przeszłych podbojów. Można było tylko zauważyć jak stłukła szklankę, która zwiastowała kłótnie obojga kochanków, finalnie kończąc ich miłosną historię.

Była teraz obiema nogami w Nowym Roku, od sytuacji mijał już przeszło miesiąc, lecz dalej krążyły plotki wśród osób kojarzących oboje kochanków, o tej widowiskowej kłótni. Po Ludovice spływało to jak woda po kaczce, ba. Czasami śmiała się z niestworzonych historii, które sobie dopowiadali współpracownicy, bo przecież w każdej bajce jest ziarnko prawdy, czyż nie?
Jedyne do czego i zarazem do kogo czuła niechęć, to spotykanie jej byłego kochanka. Niejednokrotnie jej przyjaciel, a zarazem kompan biurkowy — Stanley Borgin. Musiał powstrzymywać ją przed poderżnięciem mu gardła tępą łyżczeką, niejednokrotnie ciągnąc w przeciwnym kierunku, jedynie witając się z kolegą. Kobieta do tej pory nie rozumiała czemu się przyjaźnią. Mogła się pokusić o stwierdzenie, ba! Nawet zapytała jej ukochanego przyjaciela, czy może Atreus nie ma na niego jakichś brudów, że dalej utrzymuje z nim kontakt. Ludovica nie zostawiała na imieniu mężczyzny, ani jednej suchej nitki. Może ta rekcja była zbyt przesadzona, lecz kobietę dotknęło to niesamowicie... Cały przebieg zapadł jej dość dobitnie w pamięć. Prawdodpobnie na cały odbiór sytuacji, mogła wpłynąć wypita ilość trunków i tak o to wrażenie pozostało, aż do tej pory.
Stanley'a znała bardzo dobrze, ponieważ poznali się w dość ciekawych okolicznościach, gdy uczęszczali to jeszcze do Hogwartu. Borgin w swej młodszej wersji i nastoletniej ciekawości, chciał jakoś zbliżyć się do kota, lecz Ludovica musiała pokazać swoje czarcie usposobienie, gryząc go w palec.

Słysząc głos wspomnianego, uniosła wzrok znad dokumentów i potarła płatki nosa, uważając by makijaż nie dostał rykoszetem i uszczerbkiem, co pewnie odbiło by się na tym, jak kobieta czułaby się przez resztę dnia.
⸺ Pyta głupi, a wie... ⸺ mruknęła cicho do siebie, choć na tyle głośno, że praedodpobnie to usłyszał. Poprawiła się na krześle, które nieraz śniło się jej po nocach. Nie mogła narzekać na zupełny brak wygody, jednakże siedzenie praktycznie w tej samej pozycji, po prostu nie należało do przyjemnych. Rzuciła na niego spojrzenie swych niebieskich oczu, których powieka była podkreślone brązowym cieniem, sprawiając, iż spojrzenie było bardziej przeszywające. Urodzenie się jako córka byłej aktorki, było nieraz sporym atutem dla Nottównej.
Przez chwilę można było wyczuć napięcie, jakby miała zrugać go za zadawanie głupich pytań, jednakże po dłuższej chwili, na wargach kobiety, które jak zwykle były podkreślone szminką w kolorze winnej czerwieni, rozciągnął się serdeczny uśmiech. W towarzystwie bliskich osób, pozwala sobie na takową mimikę twarzy, choć praedodpobnie mogło jej się udzielać przyzwyczajenie przez pracę. Jako sekretarka nie mogła przecież odstraszać ludzi, jakąś posępną mimiką twarzy.
⸺ Ja mam nadzieję, że Ty pamiętasz o naszej umowie, co? Bo ja o niej pamiętam. Czekam na ciebie zawsze z kawą, zawsze. Nie wiem jak możesz mi tak głupie pytania zadawać, naprawdę... Przemyśl swoje zachowanie, Stanley  ⸺ mimo, iż ton głosu wybrzmiewał w sposób, jakby wspomniany Borgin popełnił najgorsze czyny, to trzeba było skupić się na figlarnych iskierkach w zwierciadłach panny Nott. Dla niej to była rozmowa jak każda inna. Pozornie okazywała zdenerwowanie, wprawiając przez chwilę słuchacza w stan napięcia, jakoby naprawdę miało się dostać srogą reprymendę, gdy tak naprawę oczy zdradzały wiele... A może to po prostu charakter ich relacji sprawiał, że kobieta realnie nie potrafiła by sprawić mu przykrości? Była to opcja.

Uniosła swe cztery litery z krzesła i rozglądając się po pomieszczeniu i upewniwszy się, że nikt prócz duchów i jej kompana jej usłyszy, rzuciła.
⸺ Tak. Chodźmy stąd gdzie pieprz i Merlin rośnie. Jak zostanę tutaj chwilę dłużej bez kawy to zacznę widzieć chyba duchy. Wystarczy mi, że w Hogwarcie się ich na oglądałam, naprawdę.  ⸺ pokręciła głową na samo wspomnienie i schowała ważne dokumenty do szuflady zamykanej pod kluczyk. Narzuciła na ramiona czarną marynarkę i wyminąwszy przyjaciela, odwróciła się do niego, dodając przez ramię.
⸺ Idzie ma księżniczka? Za każdą sekundę zwłoki przysięgam, że Cię ugryzę, ale teraz nie będę Ci oszczędzać palca  ⸺ puściła w jego stronę oczko.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
19.02.2024, 01:32  ✶  

Stanley cieszył się ze szczęścia swojego serdecznego przyjaciela Atreuska ale też i szczęścia Dovi. W końcu to była ta jedyna. To była ta, która miała odmienić jego życie na zawsze. Ślub, dzieci i spokojna emerytura - tak ich widział Borgin. Byli dla siebie stworzeni. Wyglądali razem jak z trzy miliony galeonów i to nie dlatego, że był tam Bulstrode'a, chociaż na pewno dodawał minimum z milion. Kibicował im z całego serca.

Tylko czy Stanley nie słyszał tej samej śpiewki zawsze? "To ona". "Jestem tego pewien". "Wspaniała"... Gdyby się tak zastanowić... To tak rzeczywiście było. Kto jednak miał wierzyć bardziej w Atreuska, niż jego serdeczny kompan? Andrew był święcie przekonany, że teraz mówił prosto z serca i za maksymalnie dwa, może trzy lata, będą się wspólnie bawić na ich ślubie. Bo to musiało się tak skonczyć, prawda?

Cóż. Pierdolone uzależnienie młodszego Ślizgona. Psiakrew by go wzięła. Życie zweryfikowały pomysł Stanleya, który jak się okazało - był odrealniony i niemożliwy do spełnienia. Zweryfikował też to w jaki sposób zakochiwał się Bulstrode. Na chwilę. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Ile oni ze sobą byli? Pół roku? Nawet pewnie nie. Po prostu tragedia. Całe szczęście, że Borgin nie znał większości szczegółów ich rozstania, bo by się chyba załamał. Mógłby stracić jakąkolwiek wiarę w tamtego człowieka, a nie chciał tego robić.

Borgin znalazł się pomiędzy młotem, a kowadłem. Albo pomiędzy pałką, a tłuczkiem - wszystko zależnie, której stronie musiał tłumaczyć swoją sytuację. Uwielbiał Atreusa, miał go prawie jak za brata, ponieważ nie mogli nimi być... Biologia, genealogia i te inne trudne słowa, których nie bardzo rozumiał. Nie mogli i tyle. Koniec kropka. Z drugiej zaś strony była Dovi z którą też się przyjaźnił. Nie miał zamiaru wysłuchiwać jakichkolwiek terrorystycznych żądań od którejś ze stron, że powinien się zdecydować na jedną ze stron, bo nie potrafił tego zrobić. Nie chciał rezygnować z Bulstrode'a. Nie chciał też rezygnować z Nottówny. Cenił ich dwójkę stąd miał ten problem.

Stanley nie raz, też nie dwa, ani nie trzy razy, próbował wytłumaczyć Ludovici pewne fakty, które wynikały jeszcze z czasów Hogwartu. Atreus był częścia tak zwanej "Bandy Borgina", grupki uczniów, którzy mieli o sobie co najmniej wysokie mniemanie. W większości byli typowymi chłopakami, którym nauka nie była wcale w głowie, a harce, sława i władza. Mieli swój temperament i zasady, których się trzymali. Byli też trochę jak skała - nie do ruszenia. Trochę też jak muszkieterowie, bo kiedy ktoś zadarł z jednym z nich, zadzierał z całą grupą - nie było tutaj miejsca na pół środki. Kto jeszcze należał do owej Bandy? Przede wszystkim Stanley jako najstarszy z całej Ślizgońskiej gromady, Laurent Prewett, ów Bulstrode, Louvain Lestrange, brat-kuzyn Stanleya - Anthony oraz Sauriel Rookwood, który akurat był Krukonem. Ostatni z nich był wyjątkiem potwierdzającym pewną regułę.

Słysząc komentarz Dovi, pokręcił głową. Dalej pokazywała pazury, chociaż była w swojej ludzkiej formie. Robiła to jednak w swój sposób, tak że osoba, która jej nie znała, mogła uznać to jako pomyłkę. Jako zdanie, które jej się mogło wymsknąć? Upsi? No nie do końca. Borgin kojarzył te zagrywki ale na tyle ją lubił i szanował, że puścił to mimo uszu - Patrzysz się na mnie jakbyś chciała mnie co najmniej zabić - podsumował. Bo jeżeli chcesz to zrobić to w jeden tylko sposób... uśmiechnął się do samego siebie, nie kończąc w swoich myślach tego co tam się zrodziło. Było to nieodpowiednie aby tak myśleć o kobiecie, a już na pewno swojej przyjaciółce.

- Tylko Cię sprawdzałem - zapewnił. Gdzież by śmiał o tym zapomnieć? To tak jakby ktoś go oskarżył, że polewa damie wódkę, kiedy to był czysty spirytus - Będę się bił w pierś, rozmyślając o swoich błędach, ślęcząc kolejną godzinę podczas wypełniania raportów - odparł, mając ewidentnie dobry humor - Czy takie zadośćuczynienie odpowiada? - zapytał, aby mieć pewność. Wolał uniknąć kolejnego ataku pazurem, wszak te którymi dysponowała w swojej prawdziwej formie, były równie wystarczające do skaleczenia jego dłoni czy twarzy.

Na usta cisnęło się jedno. "Ducha Atreusa?" Nie odważył się tego jednak powiedzieć na głos. Zdawał sobie sprawę, że mógłby zacząć kopać sobie grób bo zostałoby mu z 20 sekund życia i pewnie ani chwili dłużej. Stanley nie dał po sobie poznać, że wpadł na jakiś genialny pomysł, który mógł świadczyć o jego niebanalnym geniuszu. Bacznie przyglądał się temu jak skrzętnie dba o bezpieczeństwo swoich dokumentów. Borgin miał to w głębokim poważaniu. No bo co? Kto mu miał ukraść jakiś raport? Bulstrode, który ich nie wypełniał czy może Longbottom, której zaczynało się nudzić?

Wyrwała go zaraz jednak z zadumy, a on tylko posłał jej zdezorientowane spojrzenie. Język jej się ewidentnie wyostrzył od ostatniego rozstania - Idzie. Idzie - zapewnił i czym prędzej ruszył z miejsca. Wizja utraty palca nie brzmiała jak coś co chciałby przeżyć, a już na pewno nie dzisiaj - Następnym razem przyprowadź białego rumaka i najlepiej jakiś czerwony dywan dla mnie bo inaczej się nie ruszę. Pamiętaj tylko, że musi być koniecznie biały - zażartował, doganiając ją po chwili. Nie miała jak mu załatwić tych dwóch rzeczy w tym momencie, więc musieli sobie poradzić bez tego. Oby tylko pamiętała o tym przy kolejnym spotkaniu!

- Nie masz wrażenia, że ostatnio Ministerstwo zaczęło na nas oszczędzać? - zapytał kiedy to dzielnie maszerowali ku słusznej sprawie zrobienia sobie kawki... i odrobinie plotek. Trzeba było mieć coś od tego życia - Jestem niemalże całkowicie pewny, że w grudniu ta kawa była odrobinę smaczniejsza... Tak wiesz... - przejechał kilkukrotnie po swoim zaroście, aby się dobrze zastanowić jak jej to opisać - Miała jakiś smak? To co aktualnie mamy to taka najgorsza lura. To się co najwyżej nadaje do... Nie wiem... Mycia podłogi? - westchnął ciężko bo to była najprawdziwsza tragedia. Człowiek się szybko przyzwyczajał do dobrego, a Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów miał ich potrzeby głęboko w poważaniu. Tak się nie dało pracować! Może powinni podjąć jakiś strajk z tej okazji?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
⚘ • ° . femme fatale . ˚ ・
⭒ She had a smile that could charm even the devil. ⭒
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się nasuwa pierwsze, ujrzawszy pannę Nott? Niebezpieczeństwo i przyciąganie. Niebezpieczeństwo, bo może to ten ciemny odcień czerwieni na wargach kobiety, tak działa na zmysły. A może aspekt, który zaważył na ocenie, to spotkanie jej najczęściej w sytuacjach, gdzie nie powinna się znaleźć? Drobna kobieta, mierząca około sto sześćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, ale spokojnie! Szczypta złośliwości i oblubowania w gierkach słownych, nadrabia przy pierwszym zetknięciu się z kobietą, niszcząc otoczkę pozornej niewinności.

Ludovica Nott
#4
09.03.2024, 21:26  ✶  
Stanley miał w sobie coś, pewien pierwiastek, przez który Ludovica nie mogła się na jego gniewać lub obrzucać go słowami z chęcią użycia wszelakich klątw. Kiedyś na trafiła na niego w Hogwarcie. A może to on bardziej na nią? Niemiej jednak nawet teraz niemalże biurko w biurko widzieli się, aby przeprowadzać między sobą pogawędki dzikiej treści. Od prozaicznych rozmów z serii — co na śniadanie, jakaś nowa lala do pukania, po plotki. Plotkowanie przy kawie było ich rytuałem i gdyby przyszła po nią kostucha i dała możliwość przedłużenia o trzy minuty życia — prawdodpobnie wybrała by pójście na ostatnią kawę z przyjacielem. Przecież nie wiadomo czy po drugiej stronie będzie dobra kawa, czyż nie?
Zajrzała na niego i uniosła brew, powstrzymując się od prychnięcia w rozbawieniu, mając przy tym założone ręce pod piersiami. A to Ci dopiero! Gwiazdeczka rodem z Hollywood jej się trafiła, no pięknie.
⸺ Oczywiście moja księżniczko. Położę Ci piękny dywan, rumak, ach! I jeszcze zarzucę krasnoludkami!  ⸺ parsknęła krótko śmiechem, lustrując go spojrzeniem. Byli jak trzej muszkieterowie, bez trzeciego muszkietera. Jasnowłoss usłyszawszy jego słowa, kolejny raz poszybowała jej brew do góry. Ah, towarzysz dziewczyny zawsze mówił bez ceregieli o czym myślał i w tychże słowach widziała pokrycie w rzeczywistości. Gdyby się własnej kawy nie przyniosło, prędzej czułaby wióry na języku.
⸺ Daj spokój! Jakbyś im coś takiego powiedział to z marszu by Cię wysadzili. Pracować tu niby takie zaszczyty, a warunki gorsze niż w zakładzie pogrzebowym ⸺ pokręciła głową w geście dezaprobaty.
Zgarnęła mężczyznę pod ramię, jakby szły ramię w ramię dwie ciocie na spotkanie bingo w sąsiedztwie.
Gdy w końcu wyszli z nieszczęsnego biura, nogi pokierowały ich do miejsca gdzie czuć było od progu zapach nieszczęsnej kawy. W końcu upragnione przerwa, aby móc rozprostować kark.
⸺ Chyba na osłodę wezmę sobie jakiegoś rogalika... Wiem, że w boczki pójdzie, ale wiesz. Chociaż sobie kawę osłodzę. A Ty mój drogi przyjacielu? Mam nadzieję, że nikt nam kawy już i tak okropnej nie obrzydzi ⸺ mruknęła z lekkim grymasem na licu. Znana była aluzja Ludovici, wiadomo o kogo chodziło, jednakże ów imię nie chciało opuścić ust, niczym toksyna, cholerny jad.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
13.03.2024, 17:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2024, 23:15 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Ze Stanleya to co najwyżej mogła być dama - najebana ale dama. Za grosz nie przypominał księżniczki, chociaż za odpowiednią nagrodą był skłonny, aby w ów rolę się przemienić. Czy był gwiazdką? Nie do końca, wszak jedyne gwiazdki widział wokół swojej głowy, kiedy to dostawał w cymbał albo padając z hukiem po ostrej libacji alkoholowej.

Uśmiechnął się jednak słysząc same superlatywy na swój temat. Z ust Dovi brzmiało to jakoś ładniej i bardziej dorodniej, niż od kogoś innego - nawet jeżeli było to najszczersze kłamstwo. Może to przed ten blond, tylko czy to był błąd?

- W zakładzie pogrzebowym to masz chociaż święty spokój - zauważył - Ale Ty to najgorzej nie masz. Tutaj kawka, serniczek, ploteczki... to jest życie - westchnął z ciężkim bólem - Gdybym tylko ja był dorodną kobietą. Wtedy też bym mógł tak sobie żyć, a tak? Muszę biegać, skakać, świat ratować - marudził, będąc w trakcie procesu porwania przed pannę Nott. Jakby nie patrzeć, to właśnie brygadziści mieli najbardziej przewalone w tym całym Ministerstwie - nikt ich nie lubił, a o szacunek to mogli się prosić tylko chyba u własnej matki, nie przełożonych.

Na bingo by się akurat nie pogniewał. Może to była myśl? Powinni przygotować sobie tabelki 5 na 5, a w nich przeróżne nazwiska ich współpracowników? Następnie mogliby usiąść w jakimś przestronnym miejscu i rozpocząć obserwacje, a ewentualny wygrany tego konkursu, mógłby wymagać od drugiego przyniesienia czegoś dobrego, jak na przykład kawa, którą da się wypić.

Jeżeli Ludovicia odbierała zapach tej lury jako coś "pieknego" czy nawet "normalnego", należało skierować ją do psychiatry albo całego psychiatryka. Ta kawa, a nawet to coś, było najwyższą karą za to, że nie chciało się za bardzo uczyć w Hogwarcie. W takim zacnym towarzystwie to była jednak przyjemność - chociaż w ten sposób mogli sobie umilać tą katorgę, którą bogatsza część społeczeństwa nazywa "piciem kawy".

- Od jednego rogalika to nikt jeszcze nie umarł, a nawet jeśli byś tego dokonała, czapki z głów. Pierwsza osoba, która zmarła od rogalika na osłodę - pokręcił głową z niedowierzaniem - Dobrze, że Cię znam to będę mógł się chwalić, że znałem osobę, która umarła w taki sposób. Wspaniała myśl, nie uważasz? - zapytał retorycznie, wstawiając zaraz odrobinę wody na ich zacne trunki. Może powinni zacząć przemycać jakąś rudą do pracy, co by wspomogła ich ciężkie żywota?

Stanley dobrze wiedział o kogo jej chodziło. Sam preferował unikać osoby o inicjałach B.L. - swojej wspaniałomyślnej koleżaneczki z Brygady. Osoby o nieskalanym potencjale do podnoszenia mu ciśnienia. Borgin był w stanie przysiąść, że nikt inny nie działa mu tak na nerwy, jak właśnie ona - powalona Longbottom.

- Dovi... - odezwał się po chwili, słodząc swoją kawę. Należy dodać, że celowo uderzał o brzegi szklanki, tak aby wywołać charakterystyczny dźwięk dzwonienia. Dla swojej szanownej wspólniczki przygotował również odrobinę tej mikstury, jednak nie posłodził, pozostawiając jej wolną wolę w tej kwestii - Ja nie chce Cię przekonywać, ani nic. Wiem, że to po pierwsze nie mój temat i w ogóle... Ale... - przeniósł na nią swój wzrok, robiąc dwa kroki w bok, jakby szykował się do ewentualnego uniku. Szpony Ludovicii we własnej twarzy to było ostatnie co chciałby przeżyć - O co poszło z Atre? - dokończył, a kątem oka upewnił się, że droga do ucieczki jest prosta, a przede wszystkim wolna. Jeżeli panna Nott będzie chciała się na niego rzucić - Borgin będzie próbował uciekać, tyle ile sił miał w nogach.

Ludovica jednak nie kwapiła się do tego, aby odpowiedzieć na to pytanie, a Borgin pamiętał, że ma ważne dokumenty do dostarczenia. Nie miał więc czasu do stracenia - musiał działać.

- Ale w sumie... Jak nie chcesz to nie mów... - wzruszył ramionami - Tylko mnie nie atakuj tymi szponami jakby co... Bo nie chciałbym mieć tak pięknej blizny... - zaśmiał się w głos, robiąc krok do tyłu, aby ruszyć do swojej pracy.


Postać opuszcza sesję


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ludovica Nott (1287), Stanley Andrew Borgin (2082)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa