Stanley Andrew Borgin & Ludovica Nott
Od czasów zakończenia szkoły minęły jakieś dobre trzy lata, a może trochę więcej. Egzaminy poszły tak jak poszły ale wystarczyło do tego, aby się ustawić w życiu. Obydwoje mieli ciepłe posadki w Ministerstwie, a dokładniej to Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów. Piastowali dwa różne, chociaż podobne stanowiska, ponieważ jedno jak i drugie siedziało często na swoich czterech literach. Nottówna z faktu, że po prostu musiała to robić i ładnie wyglądać, a Borgin bo miał setki ton raportów do wypełnienia.
W życiu były pewne trzy rzeczy - podatki, poranna kawa i fakt, że Stanley uwielbiał blondynki. Pierwsze odprowadzał na bieżąco. W kwestii drugiego kontynuował rozpoczęta przed kilkoma latami tradycję, a trzeciego nawet nie próbował, ponieważ nie chciał skończyć jak Bulstrode - na liście nienawiści. Może nie było by tak źle? W końcu nie latał na miotle. Nawet nigdy się jakoś szczególnie dobrze nie nauczył na niej latać. Nie lansował się też tą umiejętnością - co oczywiście robił Atreus i Louvain ale to już historia na kiedy indziej. Ryzyko było jednak zbyt duże, aby podjąć jakąś próbę - cel nie uświęcał środków.
Była pewna ustalona granica, której nie przekraczał. Nie chciał ponownie zostać ugryziony przez odmienny stan Ludovici, ponieważ groziło to co najmniej wścieklizną. Zwłaszcza w sytuacji w której minutę wcześniej wspomniało się o ich wspólnym przyjacielu lub wrogu - odpowiednie zostawić, a złe skreślić - w postaci młodszego Ślizgona zwanego Atreuskiem. Trochę taki temat zapalnik na Nottówne.
Borgin wpadł właśnie do Ministerstwa, będąc lekko spóźnionym. Ubrany w swój czarny strój z dodatkami w kolorze miedzianym, które świadczyły o tym, że odbywa kursy Aurorskie. W końcu zapisał się na nie dobre półtora roku temu. Musiał coś zrobić ze swoim życiem, aby do emerytury nie biegać na każdą kradzież czy pobicie. Trzeba było mieć jakieś standardy, czyż nie? Nie do końca. Stanley po części robił to w imię zasady - "aby mama była dumna". Nie posiadając jakichś innych szczególnych umiejętności, nie miał szansy na inną karierę, niż klasyczny krawężnik w BUMie.
Widząc swoje biurko, załamał się. Tyle raportów do zrobienia to on chyba nie widział od początku swojej kariery. Ciężko westchnął i stwierdził, że po pierwsze to nie czas. Po drugie nie oddał się jeszcze porannej tradycji, więc czym prędzej udał się w dobrze sobie znanym kierunku, wszak wolał uniknąć niemiłych konsekwencji swoich działań.
- Dovi - skierował swoje słowa w kierunku Nottówny, podchodząc spokojnym krokiem do niej - Piłaś poranną kawkę? - posłał jej pytające spojrzenie jakby próbował wybadać jakieś zmiany w jej zachowaniu, jak na przykład nadpobudliwość świadczącą o spożyciu dużej dawki kofeiny - Chyba nie wyłamałaś się z tradycji? - kontynuował swoje przesłuchanie, szukając już odpowiednich paragrafów wobec których mógłby wystawić jej kwita z karą. Niestety ciężko było odnaleźć cokolwiek - cóż, miała szczęście.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972