• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[11.04.1960 rok] Magiczna katastrofa | Laurence, Camille

[11.04.1960 rok] Magiczna katastrofa | Laurence, Camille
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#31
20.02.2024, 14:58  ✶  
- Raczej na obranie zupełnie innej ścieżki - poprawiła go, chociaż bez cienia pretensji czy zawodu, że nie wie, jak to u niej było. Skąd by miał wiedzieć, skoro nie mieli czasu, by się lepiej poznać? Laurence miał zaledwie urywki jej skomplikowanej historii - z pozoru do siebie pasowały, lecz na tej mapie było kilka niezapełnionych, białych plam. - Dlatego cokolwiek by się nie działo, będę ci kibicować. Czasem dopiero zbaczając z tej ścieżki można w pełni rozwinąć skrzydła.
Uśmiechnęła się lekko, przelotnie, na kilka uderzeń serca. Być może z Laurencem mieli więcej wspólnego, niż na początku mogła podejrzewać. A być może się myliła i to były tylko pozory. Czy Lestrange da radę uwolnić się spod tej presji, która na nim ciążyła i zaciskała na jego gardle łapy? Miała nadzieję, że mu się uda. Przez lata siłowała się z tym uczuciem, lecz czasem miała wrażenie, że w ich przypadku nigdy nie uda im się w pełni uciec.

Byli mniej więcej w połowie posiłku, gdy drzwi restauracji otworzyły się gwałtownie, wpuszczając nieprzyjemny, zimny powiew wiatru. Do środka weszła grupa czarodziejów - dość głośna, jak na gust blondynki. Nie chodziło o to, że krzyczeli - chodziło o ich całą postawę. Ekspresywne ruchy, głośniejszy chichot... Usadzono ich kilka stolików dalej, lecz Camille i Laurence mogli wyraźnie usłyszeć, co zamawiają. Delacour westchnęła i odsunęła od siebie talerz zaledwie o kilka milimetrów. Nie dojadła makaronu, ale to nie było w jej przypadku nic dziwnego: zawsze jadła mało. Być może było to spowodowane kolejnymi zasadami, a być może nie odczuwała głodu. Nigdy nie mówiła nic na ten temat, ale to przyzwyczajenie było zauważalne.
- Chyba na nas pora. Jutro muszę przyjść wcześniej - powiedziała, upijając łyk wina. Je, w przeciwieństwie do posiłku, dopiła, chociaż nie na raz. Ale szkoda było marnować dobre wino. Zwłaszcza że po Delacour absolutnie nie było widać, żeby alkohol w jakikolwiek sposób oddziaływał na jej organizm. Chciała chyba coś dodać, ale salwa śmiechu przerwała jej już na początku, gdy otwierała usta. Zamknęła je więc, nie krzywiąc się ani nie komentując. Jedynie lekko zmrużyła oczy, wydawało się też, że nabrała więcej powietrza w płuca. Była zirytowana? Lub po prostu hałas i towarzystwo obcych ludzi nie było tym, czego w tej chwili pragnęła.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#32
05.03.2024, 11:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 11:54 przez Laurence Lestrange.)  

Był jej wdzięczny za chęć kibicowania mu w podjęciu decyzji dotyczącej chęci, jak to sama powiedziała, obrania zupełnie innej ścieżki kariery. Nie rezygnował z tego, czego już przez lata się nauczył, w czym był naprawdę dobry. Miał w tym swoje talenty. Mógł to wykorzystać w innym celu. Papiery na uzdrowiciela posiadał.

Spokój w restauracji został zakłócony przez grupę bardzo żywiołowych czarodziei. Nawet Laurence przerwał na moment swój posiłek, który miał prawie skończony. Zmarszczył brwi, jakby pokazał sobą niezadowolenie z zachowania tamtejszej młodzieży w miejscu publicznym. Ale co mógł zrobić? Sami byli kiedyś młodzi. Może nie tak hałaśliwi. Camille nie chciała widocznie już tutaj dłużej przebywać. Rozumiał to.

- Oczywiście.
Rozumiał. Sam także musiał wcześnie wstać. Odsunął swój talerz, otarł usta serwetą, którą po chwili położył obok. Dopił wino i wstał.
- Opłacę zamówienie.
Poinformował. Skierował się bezpośrednio do tego kelnera, który ich obsługiwał. Nie tylko opłacił zamówienie, ale także chłopakowi dał duży napiwek. I polecił, z troski uzdrowicielskiej, aby dbał o siebie. Zasłużył chłopak.

Wrócił do Camille i jeżeli była gotowa do wyjścia, ubrał płaszcz, zabrał torbę i wspólnie opuścili restaurację. Zaproponował, że odprowadzi ją pod miejsce zamieszkania. O ile wyraziła zgodę. A kiedy byli na miejscu. Nadszedł moment rozstania. To jednak coś go tu jeszcze trzymało. Przyglądał się jej. Jakby uważnie. Wpatrując w jej oczy. Wziął się za odwagę. Podszedł bliżej. Uniósł dłoń, odgarniając jej kosmyki włosów. A następnie, po prosu pocałował ją w usta. Delikatnie. Jakby badawczo. Życząc dobrej nocy i do zobaczenia w pracy. Oddalił się. Nie żeby uciekał. Ale może wiedział, że przekroczył granicę, nie pytając ją o zgodę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (7257), Laurence Lestrange (6404)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa