Stanley Andrew Borgin & Megajra McKinnon
Czasami wystarczyło trzymać język za zębami. To było takie proste, a jednak takie trudne. Nic więc dziwnego, że Borgin obiecał pieczenie babeczek małej Meg. Pojawiło się tylko kilka problemów. Po pierwsze - Stanley nie miał zielonego pojęcia jak się to robi. Po drugie - nie mógł zawieść córki Persephony. Po trzecie - był w sytuacji bez wyjścia.
Powiedziało się A przy Persy, trzeba było teraz powiedzieć B przy Megajrze. Musiał dotrzymać słowa, wszak zawsze to robił.
Prawde mówiąc to całe pieczenie nie mogło być, aż takie trudne. Wystarczyło przecież wymieszać kilka składników, uformować jakieś kulki lub gdzieś, coś wylać, a następnie poczekać... I to było chyba wszystko? Tak się Borginowi wydawało. Gdyby tylko mógł poprosić Elaine o pomoc... to była całkiem sprytna myśl...
Wysłać list do rudowłosej kucharki z prośbą o wykonanie palety babeczek? Pomysł dobry ale nie idealny. Młoda McKinnon była bardziej przenikliwa i spostrzegawcza od większości osób, które znał - zaraz wyczułaby tutaj jakiś przekręt i zamieszanie. Ten plan też był skazany na przegraną. Na zapomnienie.
Pozostawało tylko jedno. Stanley musiał ubrać fartuszek, wyjąć jakąś książkę kucharską i spróbować nie zrobić z siebie totalnego idioty. O ile te dwa pierwsze zadania były całkiem proste, tak to trzecie zakrawało o bycie niemożliwym do spełnienia.
W co ja się kurwa wpakowałem... Ta myśl towarzyszyła mu podczas zakupów. Nie był nawet pewny co musi kupić, więc kupił wszystkiego po trochu. Jakieś jajka, mąkę, cukier i pewnie z 10 innych rzeczy, które wyglądały na przydatne. Nie mogło też zabraknąć kolorowych posypek i pisaków, aby dokonać aktu dekoracji.
Godzina sądu ostatecznego Borgina zbliżała się nieubłaganie. Każda minuta, która znikała z tarczki zegara, niebezpiecznie zbliżając się do 17, informowała o końcu żywota. Dobrze, że Stanley miał te swoje uzależnienie w postaci papierosów, które pomagały znieść stres i Brenne. To pierwsze dało się przeżyć i bez nich... Ale to drugie? Dramat i tragedia. Musiał to wypalić przed przybyciem tego małego demona, wszak nie chciał jej zmuszać do biernego palenia, ponieważ było to bardzo złe.
Kiedy za drzwiami od mieszkania zniknęła Persephona. Zostali sami. Stanley i Megajra. Fakt - nie do końca sami. Mieli wspólnego wroga i przeciwnika - babeczki.
Borgin przykucnął odrobinę bo ze swoimi prawie dwoma metrami wzrostu, Meg mogła nie być w stanie do niego dosięgnąć przez najbliższe 8 lat - Co się robi wujka... na P? - zapytał, przechylając lekko głowę, dając młodzieży szanse na zastanowienie - Z czym robimy te babeczki? Wzięłaś Nessie? - dodał, nie zmieniając swojej pozycji. Musiał wiedzieć czy musi uważać tylko na McKinnon czy na jej przerażająca laleczkę też.
Megajra mogła dostrzec, że wujek trzymał coś za plecami w swoich dłoniach. Niestety nie dało się tego dostrzec spoglądając na Stanleya od frontu ale już od boku tak. Gdyby to zrobiła ujrzałaby, że ma tam niedużą czarną róże. Damy uwielbiały kwiatki, a w końcu młodsza wersja Persephony taką była. Pytanie tylko czy czarny kolor był tym, który ją zadowoli.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972