Mogłoby się wydawać, że wszystko już się zaczęło układać. Beltane minęło, część osób pewnie już o nim zapomniała i trzeba było żyć dalej. Stanley też mógłby przysiąść, że wszystko jest już w porządku, a mały prezent podarowany Harper Moody tak się jej spodobał, że aż zaniemówiła z wrażenia i była w takim szoku, że nie zamierzała dociekać kto go sprezentował... no szkoda, że akurat tak nie było. Maj jak i ponad połowa czerwca napawały optymizmem, aż do dzisiaj, kiedy to Poppy Vance postanowiła udać się na małą pogawędkę do szefowej Aurorów.
W zwykłej pogawędce nie ma przecież nic złego, czyż nie? No w tej akurat tak, ponieważ to nie była zwykła pogawędką, a tak zwane spełnienie swojego obowiązku służbowego (lub w innych kręgach nazywane słowem zaczynającym się na "k", a kończącym na "apuś") przez tę niewyróżniającą się od innych funkcjonariuszek. Dopóki Moody nie zasłoniła swojej rolety, wszystko wskazywało na to, że nie jest zła ani nic - a już na pewno nie była jakaś zła nadprogramowo, wszak zła to była codziennie albo przynajmniej dawała takie odczucie.
Stanley palił sobie papieroska w najlepsze, aż tu nagle opadły rolety niczym kotary w jakimś teatrze i chyba trzeba było zacząć bić brawa na ten piękny spektakl... ale chyba nie tym razem bo nikt inni nie kwapił się aby to zrobić. Nie minęło kilka minut, a do środka weszło dwóch funkcjonariuszy i wypadło jeszcze szybciej, niż się tam znaleźli. Czym prędzej ruszyli do biurka Borgina, a on tylko podniósł na nich wzrok i po chwili opuścił, wracając do swojego raportu. Zdawał sobie sprawę, że idą do niego - taki obrali kurs i tylko inne biurka zmuszały ich do wymijania czy chodzenia slalomem. Czy się tym przejął? Może trochę ale nadal palił w spokoju papierosa, chociaż każdy kolejny krok ich butów brzmiał coraz bardziej jak młotek sędziego. Jedzie pociąg, złe wagony do więzienia wiozą mnie... pomyślał, gasząc papierosa i jakby nigdy nic, sięgając po nowego.
Kiedy dwóch służbistów znalazło się przy jego biurku, podniósł swój wzrok na nich - Mogę w czymś pomóc panowie? - zapytał retorycznie mimo tego, że znał odpowiedź i brzmiała ona "TAK". Nie zamierzał się z nimi bić, kłócić czy uciekać, a współpracować. Jako, że miał z nimi raczej gdzieś pójść - zrobił to bez żadnego buntu i słowa sprzeciwu. W końcu wszystko można jakoś wyjaśnić, czyż nie?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972