• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen.] Wszystkie twoje lęki

[08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen.] Wszystkie twoje lęki
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
27.02.2024, 22:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 03:27 przez Erik Longbottom.)  
Nie wiedział, czy śmiać się czy płakać. Wielka misja Zakonu Feniksa, jakiej przewodzili najlepsi czarodzieje tego pokolenia zredukowana do bandy złamanych czarodziejów i czarownic, którzy najpierw musieli się martwić o własny ratunek, zamiast bronić tych, którzy właśnie byli torturowani lub mordowaniu. Z Longbottomem i Prewettem na czele. Chyba nawet bogowie nie przewidzieli tego układu kart przeznaczenia.

— Odpocząć — powiedział zduszonym głosem, biorąc głęboki oddech. — Wszyscy muszą odpocząć. Teraz i tak nic nie zrobimy. Śmierciożercy są w Dolinie. Warownia padła, nie ma sensu tam wracać. — Poczuł skurcz w okolicy serca, gdy tylko wypowiedział te słowa na głos. Wbił wzrok w podłogę, próbując skupić się na wyznaczeniu im jakiegoś celu, czegoś, za czym mogli podążać. Szumy w głowie wcale mu tego nie ułatwiały. — Zrobimy to, co zrobiłyby Ręce. Dalej mamy jakieś kryjówki z poprzednich misji, kontakty, sojuszników... O brzasku wyniesiemy się z Doliny i oddalimy od stolicy. Szkocja może nawet Irlandia.

Nawet Brenna i Alastor nie próbowaliby ewakuować ludzi w takiej chwili. Za duże ryzyko, a Strażnica była chroniona. Droga do niej ukryta, a zaklęcia zwodzące otaczające budynek silne. Śmierciożercy nie odnajdą drogi w Kniei, a nawet jeśli, to Erik wątpił, aby zajrzeli tu nocą. Pewnie zajmą się Warownią. Będą ją przetrząsać do skutku, dopóki czegoś nie znajdą... Na Merlina, oby nie znaleźli żadnych śladów korespondencji z ludźmi niezaangażowanymi w ten konflikt.

Łódź, potrzebujemy łodzi, pomyślał twardo. Ersa na nic się nie zda; za mała i za wolna. Poza tym była w londyńskim porcie, a powrót do miasta byłby jak wskoczenie na ruszt, którym operował Czarny Pan. Będą potrzebowali czegoś większego. Może mugolski okręt turystyczny? Okręty pokroju tej pożal się boże łódeczki, jaką dobili do brzegu tamtej przedziwnej wyspy, też nie będą zbyt pomocne...

Zamrugał, bo zorientował się, że nie jest w stanie przypomnieć sobie wszystkich szczegółów tamtej wyprawy. A przecież była taka ważna. Zebrała się niemała grupa, w tym nie tylko rodzina Longbottomów, ale także ich sojusznicy, ich przyjaciele. Chodziło o coś ważnego... Przepowiednia, broń, jaskinia i...

— A bo ja wiem? Kilka dni temu? Kilka tygodni? — sapnął Longbottom, podnosząc wzrok na Prewetta. Czemu pytał akurat teraz? Przecież musiał wiedzieć, ile minęło od jego ostatniej wizyty tutaj. To były wręcz niezapomniane chwile. — Na ostatnim zebraniu z Dumbledorem na pewno byłeś. I na tym poprzednim, kiedy Patrick... Kiedy Patrick...

W oczach Longbottoma zagościł autentyczny strach, gdy zdał sobie sprawę, że i tego nie pamięta. Jak mógł zacząć tracić wspomnienia w takim momencie? Przecież to było niedawno, te chwile powinny być wyryte w jego pamięci co do szczegółu. Erik złapał się za głowę, szarpiąc mimowolnie pasma swoich włosów, jakby to mogło pobudzić jego szare komórki do działania. Coś było bardzo, ale to bardzo nie tak.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#12
27.02.2024, 23:48  ✶  

Wiedział, że prędzej czy później w takiej sytuacja rola przywódcy trafi się im. Widział po zebranych, że stracili wolę walki, że są ranni i zmęczeni, że nie wiedzą co mają zrobić. Wiedział, że będą wymagać od nich decyzyjności, ale nie był w stanie się skupić. Ciągle myślał o Brennie, o swojej rodzinie. Musiał coś wymyślić. Podrapał się w tył głowi cały czas obserwując Erika jakby sam szukał w nim odpowiedzi, ale nic nie przychodziło.

Nadal nie mógł sobie przypomnieć kiedy był tu ostatni raz. Próbował sobie przypomnieć jakąkolwiek sytuację, która zmusiłaby go do przyjścia tutaj, walkę z Śmierciożercami. Próbował zrobić cokolwiek, aby wyrzucić z głowy to dziwne uczucie obcości, które czuł względem tego miejsca. Strażnica była azylem, powinien się tu czuć dobrze, a zamiast tego czuł strach, że to miejsce nie jest miejscem, w którym teraz powinien być.

– Erik ma rację. Odpocznijcie. Ja mogę zająć się pierwszą wartą, aby przypilnować to miejsce. Wiem, że nikt nie powinien się tu wedrzeć, ale ostrożności nigdy za wiele. W tym czasie może coś więcej przyjdzie mi do głowy – dodał jeszcze, a głos mu zadrżał w niepewności, obcość w sercu nie znikała. Nie mógł sobie przypomnieć żadnego zebrania, o którym mówił Erik, więc spojrzał na niego pytająco. Miał nadzieję, że zostaną sami, bo naprawdę nie był w stanie ogarnąć swojej pamięci. Powinien pamiętać to jak Brenna, czy Patrick przeprowadzali tutaj przemowy, rozdawali zadania, spotkania grupujące ludzi rannych. Nic. W głowie była pustka. Nie mógł też przypomnieć sobie samego Patricka. Był kimś ważnym? Na pewno… Patrick… Jak miał na nazwisko?

– Nie pamiętam – mruknął do Erika marszcząc mocno brwi – Erik, kurwa – złapał go za ramię i odciągnął z dala od dziewczyny. Nie wiedział czemu, ale Longbottom był w tym momencie jedyną znaną mu tu osobą, na tyle znaną, aby stać się jego ostoją i kotwicą.

Pamięć go zawodziła i nie wiedział, czy było to związane z atakami, przegraną, wojną, czy po prostu traumą, która się zrodziła z informacją o tym, że jego siostrzenica nie żyje, że Brenna nie żyje, że przegrywają. Nic na to nie wskazywało.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
01.03.2024, 09:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2024, 09:27 przez Bard Beedle.)  
Dora rzuciła Erikowi udręczone spojrzenie. Chyba liczyła na więcej - choć prawda była taka, że ani Vincent, ani Erik nie mogli żadnego "więcej" zaoferować. Crawleyówna cofnęła się w głąb sali i podeszła do Elise. Położyła dłoń na jej ramieniu, szepnęła coś do ucha, a ta wreszcie uniosła głowę i skupiła spojrzenie na synu. Z oczu pani Longbottom popłynęły łzy: może ulgi, że syn tutaj dotarł, może żalu za tymi wszystkimi, którzy nie pojawili się w Strażnicy i nigdy nie mieli się pojawić.
Warownia padła.
Ministerstwo Magii padło.
Wiele wskazywało, że padł i Zakon Feniksa: że oto Anglia znalazła się pod władzą Voldemorta, który zrobi z nią co tylko mu się spodoba, a im pozostawało uciekać. I to nie do Szkocji czy Irlandii, a jeszcze dalej, by gdzieś w Europie budować życie ze świadomością, że wszystko tutaj zostało stracone.
Strażnicę wypełniały teraz żal, rezygnacja i strach: spełniły się wszystkie ich lęki.
Coś jednak było nie tak.
Obaj, gdy zaczęli o tym myśleć, nie mogli sobie przypomnieć ostatnich dni - jakby nagle przeniesiono ich tutaj prosto z...
...wyspy, która pojawia się i znika.
I gdzieś na tej wyspie Morpheus Longbottom sięgnął po rękojeść noża, będącego źródłem zaklęcia snu: a przez Strażnicę przetoczył się podmuch wiatru, choć przecież żadne okno nie było otwarte. Przed oczyma Erika i Vincenta Prewetta rozlała się czerń.
Otwórz oczy.

Koniec sesji

Wracacie do tematu głównego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1604), Erik Longbottom (1527), Vincent Prewett (1315)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa