• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[Sierpień 72] She was looking for the sword

[Sierpień 72] She was looking for the sword
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
01.12.2023, 13:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 21:35 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV

Było lato: ciepłe, pogodne, dokładnie takie, które zachęcało do zagranicznych wyjazdów, wypadów nad morze, leśnych spacerów, pikników i wypoczynku na trawie, na świeżym powietrzu. Ale było to też lato, które nadeszło po Beltane, naznaczone szeptami o widmach, nasilonymi nagle działaniami śmierciożerców, pamięcią o słońcu i księżycu, które zabłysły na niebie.
Wyjazdy zagraniczne miały więc na celu zbieranie informacji, wycieczki nad morze oznaczały sprawdzanie mrocznych jaskiń. A kiedy Brenna leżała w trawie i kończynie, niemal niewidzialna pośród wybujałych ponad miarę roślin, spoglądając na niebo pomiędzy palcami, którymi przysłoniła twarz, wcale nie oznaczało to, że przyszła tutaj, żeby spędzić kilka godzin na beztroskim leniuchowaniu. Tuż obok jej głowy leżała broń biała, na razie ciągle w pochwie, ale czekająca na to, aż zostanie z tej wyciągnięta i użyta do treningu.
To też była forma wypoczynku i rozrywki, przynajmniej zdaniem Brenny. Ba, doskonałej wręcz rozrywki, bo była córką swego ojca, a to oznaczało, że zapytana, „czy miecze są fajne” odpowiedz „yes/no”, zapewne musiałaby wybrać trzecią opcję czyli „hell, yeah!!!”.
A kiedy trenowała czuła się trochę mniej winna, niż kiedy robiła to, co w ramach rozrywki robiła niegdyś, zanim wszystko zaczęło się sypać - jak bezcelowe włóczęgi po niemagicznym Londynie czy kręcenie się gdzieś po angielskich wybrzeżach, po teleportowaniu się z dala od cywilizacji. W porządku, nikt o zdrowych zmysłach nie biegłby na śmierciożercę z mieczem, ale kondycja fizyczna też miała znaczenie, prawda?
Okazja do poćwiczenia z kimś, z kim wcześniej się nie walczyło, też była nie do pogardzenia. W świecie czarodziejów od tego rodzaju broni i o dbałości o inne ćwiczenia niż latanie na miotły odchodzono już od wielu lat, Brenna zazwyczaj ćwiczyła więc wyłącznie z ojcem i bratem – a ich wszystkie zagrania znała już doskonale, tak samo, jak oni poznali większość jej sztuczek. Ciekawą partnerką do sparingów była Geraldine, ale zawsze dobrze było spróbować swoich sił z kimś, z kim jeszcze nigdy nie skrzyżowało się szpady… albo miecza, rapiera i tak dalej.
Wprawdzie Orion był ostatnią osobą (no dobrze, poza Norą), którą podejrzewałaby o takie umiejętności, ale kiedy przypadkiem wspomniał o szermierce, podchwyciła temat z entuzjazmem. I czekała teraz na niego na uboczu, na drobny, przyjacielski sparing.
– Cześć! – rzuciła, siadając w trawie, gdy usłyszała trzask aportacji. Sięgnęła odruchowo wprawdzie po różdżkę, ale widząc, że pojawiła się ta osoba, która pojawić się miała, machnęła nią nie w jego stronę, a ku pobliskiej trawie – ścinając ją w kręgu zaklęciem, by żadne z nich nie zabiło się o jakieś splątane zarośla. – Życzysz sobie walczyć fair, czy wszystkie chwyty dozwolone? – spytała, sięgając po broń, by kolejnym zaklęciem zabezpieczyć je tak, by nie było przez jakiś czas ostre. W końcu nie chciała tutaj nikomu obciąć kończyny i miała szczerą nadzieję, że on też jej nie. – Muszę cię ostrzec, znalazłam przed chwilą czterolistną koniczynę, to chyba powinno znaczyć, że powinnam mieć szczęście. Chyba że to prawda, że przynosi szczęście wyłącznie Irlandczykom. Chociaż tak naprawdę pewnie ją po prostu zaraz zgubię w walce, a w ogóle kiedy ostatni raz ktoś dał mi czterolistną koniczynę, pięć minut później podpalono mi rękaw – dodała, podnosząc się z ziemi i otrzepując spodnie z trawy. Ubrana była dość zwyczajnie, w ubrania mugolskie, których głównym zadaniem nie było wyglądanie dobrze, a nie krępowanie ruchów, skoro planowała tutaj wymachiwać bronią. Za ucho faktycznie zatknęła sobie czterolistną koniczynę, która wpadła jej w rękę, kiedy wylegiwała się przez te parę minut w trawie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#2
18.12.2023, 21:05  ✶  
Dopiero niedawno dotarło do niego, że lato zaczęło się na dobre już kilka dobrych tygodni wcześniej. Fakt, że przegapił tak gwałtowną zmianę pogody, był nieco dezorientujący, ale z drugiej strony — w pełni rozumiał, czemu to przeoczył. Jasne, w latach młodości był dość sporym antyfanem zimy i z wypiekami na policzkach (zarówno z ekscytacji jak i wychłodzenia) wyczekiwał momentu, w którym zimne, a potem chłodne miesiące odejdą w niepamięć. Okres, gdy wszystko wokół było martwe albo pokryte śniegiem był dla niego niezwykle dołujący. Ponure, pochmurne widoki działały na jego podświadomość, niemal automatycznie psując mu nastrój na długie tygodnie.
Za dziecka, lato wiązało się również z licznymi wyjazdami, zarówno rodzinnymi jak i bardziej kameralnymi. Od zawsze lubił podróżować i poznawać nowe miejsca. Miał nawet małą kolekcję pocztówek z różnych krajów, chociaż teraz porosła już pewnie kurzem w jakimś pudle. Od czasów, gdy skończył szkołę i zaczął pracę w ministerstwie, jego "poboczne" zainteresowania mimowolnie odeszły w zapomnienie. Zastąpiły je obowiązki, zarówno w godzinach pracy jak i poza nimi. Czy Orion był pracoholikiem? Może trochę. Jasne, lubił spędzać czas ze znajomymi, ale po prostu nie potrafił zapomnieć o swoich zobowiązaniach. Jeśli jakiś raport musiał zostać wypełniony w określonym terminie — po prostu to robił, nawet jeśli musiał zostać w biurze nieco dłużej.
Ostatnie miesiące były szczególnie obfite w takie sytuacje. Bliscy zaczęli mu wytykać, że spędzał w pracy niepokojąco dużo czasu, w niektóre dni w domu przebywając mniej niż w Ministerstwie, ale w odpowiedzi jedynie wzruszał ramionami. Beltane zmieniła sporo, zarówno w życiu publicznym jak i jego własnym. Wszystko za sprawą tego, co spotkało jego brata. Zdecydowanie nie chciał powtórzyć tego typu sytuacji, a co za tym idzie — starał się dołożyć wszelkich starań, żeby jego praca przynosiła lepsze efekty. Jasne, praca aurora wiązała się z ryzykiem, ale wolał, gdy efekty tego ryzyka nie odbijały się na jego najbliższych.
Jeśli więc był tak zafiksowany na pracy, jakim cudem planował właśnie wyjście na łono natury? W sumie ciężko powiedzieć, bo nawet tego nie planował. Nie zakładał, że przyjdzie mu dzisiaj trenować z Brenną. Jasne, zamiłowanie Longbottomów do szermierki nie było dla niego żadną nowością, ale sam nigdy nie miał okazji z nimi sparować. Swoją pasję bronią białą traktował raczej jako hobby, a co za tym idzie, raczej się tym nie przechwalał. Dosłownie przypadkiem wspomniał znajomej o tym, że ostatnim razem obskoczył lekki wycisk, a ta zaplanowała im wspólne ćwiczenia, dostarczając mu na tacy datę oraz miejsce. Po prostu głupio było mu odmówić i chociaż sam się do tego nie przyzna, zdecydowanie potrzebował takiego oderwania się od codziennych obowiązków, które dosłownie zaczynały go pochłaniać.
Na przywitanie odpowiedział lekkim, acz sympatycznym uśmiechem, rozglądając się przy tym po okolicy. Miejsce sugerowało raczej piknik niźli pojedynek, ale niemal od razu dostrzegł wycięte pole treningowe, co skwitował mimowolnym uniesieniem dolnej wargi. Nono, Brenna zdecydowanie nie próżnowała.
— Wszystkie chwyty dozwolone? Nie jestem pewien, jak powinienem rozumieć takie słowa z ust Longbottoma. W trakcie pojedynku chcesz przekazywać jakieś rzeczy na fundacje charytatywne? — rzucił gładko, puszczając przy tym oczko do rozmówczyni. Po tych słowach rozłożył nieco swoje tobołki, po czym wyciągnął broń. Tak samo jak kobieta, zaczął sprawdzać, czy dobrze ją zabezpieczył. Nie miał ochoty zrobić jej krzywdy, chociaż tak po prawdzie to miał wrażenie, że jeśli ktoś z ich dwójki miał dostać dzisiaj lanie, to prędzej on.
— Ach, to wyjaśnia wcześniejsze pytanie. Chcesz się upewnić, że możesz oszukiwać z pomocą szczęścia? Cóż, nie zabronię, z pewnością ci się przyda — odparł i chociaż starał się ją nieco zaczepić, uśmiech bardzo mocno zdradzał, że jedynie się droczył. Dość nieumiejętnie, patrząc na to, że jego twarz zdradzała wszystkie emocje. Jakoś tak... po prostu czuł się rozluźniony, pierwszy raz od dawna. Oderwanie się od codziennej monotonii zdecydowanie było mu potrzebne.
— Nie wiem, czy chcę wnikać w historię tego rękawa, ale mam dziwne przeczucie, że to jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o tarapaty, w które się wplątałaś — Zerknął na nią przy tym nieco podejrzliwie, przy okazji poprawiając nieco ubrania. Podobnie jak kobieta, ubrany był w luźne mugolskie ubrania. Wyjątkowo nie był to jednak żaden garnitur. Tak w zasadzie to kobieta chyba nigdy nie widziała go ubranego w tak nieformalny sposób, ale nawet o tym nie myślał. Po prostu zaczął się lekko rozgrzewać, wyprowadzając w powietrze kilka ciosów, żeby sprawdzić, czy mięśnie nie zardzewiały mu już do reszty.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
18.12.2023, 21:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2023, 21:37 przez Brenna Longbottom.)  
– Nieeee, przecież nie ma tu mojego brata, nie mogę nagle zaoferować kolacji z nim, żeby cię rozproszyć czy coś – oświadczyła Brenna, sprawdzając na swojej dłoni, czy ostrze nie będzie ciąć. Oczywiście, uderzenie ciągle będzie bolało, łatwo mogli ponabijać sobie siniaki, ale przynajmniej nie skończą nagle w świętym Mungu, błagając o szybkie przyprawienie z powrotem odciętej ręki. Wyjęła tę koniczynę zza ucha, by jej nie zgubić i położyła we wnętrzu czapki z daszkiem z napisem, wcześniej porzuconej w trawie.
Orion był trochę od niej wyższy i zapewne równie silny. Podejrzewała, że sama może być od niego zwinniejsza. Trudno było więc przewidzieć, kto tutaj dostanie lanie, a kto nie – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nigdy dotąd nie widziała go w walce, tak samo, jak on nie widział, jak ona posługuje się bronią. I między innymi dlatego Brenna po prostu cieszyła się na ten sparing: właśnie dlatego, że miał być bardziej nieprzewidywalny niż ćwiczenia z bratem i ojcem, których znała na wylot, a nawet niż z Geraldine, z którą pojedynkowała się od czasu do czasu. (No, może trudniej było z wujkiem Morpheusem, drań używał jasnowidzenia, żeby przewidzieć jej ruchy. Orion zresztą mógł postąpić podobnie, pytanie, ile by dzięki temu zyskał…)
Bo cóż, może to było hobby, ale było to też hobby, które absolutnie kochała. I mogła też usprawiedliwiać je przed samą sobą – pomagało jej utrzymać się w formie, prawda?
– Ale skoro pytasz, to przyjmuję, że wszystkie chwyty dozwolone – dodała niemalże radosnym tonem.
Chyba faktycznie nigdy nie widziała Oriona nie w mundurze albo nie w garniturze, ale dotyczyło to większości pracowników Ministerstwa. Ona sama też zwykle w gmachu ministerialnym nosiła albo mundur, albo ubrania, w których pracowała „w cywilu” – znacznie luźniej nosząc się najczęściej w Dolinie Godryka, w której z kolei on pewnie bywał rzadko. Skoro ona mogła raz występować w sukni balowej od Rosierów, drugi raz w mundurze, później w niejakiej szacie,  a potem chodzić w porwanych jeansach, które nosiła mając jeszcze osiemnaście lat (i co zabawne: we wszystkim czuć się równie dobrze), dlaczego ktoś inny nie miałby nosić różnych ubrań? Nie była więc specjalnie zdziwiona jego strojem, nie zwróciła nawet na to większej uwagi.
Niemal tanecznym krokiem przeszła do wytyczonego kręgu pojedynkowego. Nie było to może wymarzone miejsce, ale po pierwsze, lubiła ćwiczyć na świeżym powietrzu, po drugie – tu nikt nie będzie przeszkadzał ani zadawał pytań. Brenna była więcej niż pewna, że gdyby spróbowali skorzystać z sali treningowej w domu Longbottomów, ktoś chciałby popatrzeć, kto inny przypomniałby sobie o jakiejś bardzo ważnej sprawie, a jeszcze kto inny (ehem, Erik), wbiłby sobie do głowy jakieś bardzo głupie rzeczy.
– Wplątałam się w jakieś tarapaty i to wielkości góry lodowej? Ależ ja? Rani mnie pan, panie Bulstrode, takimi niczym nieuzasadnionymi podejrzeniami. Doszło tylko do drobniutkiego wypadku. Jakiekolwiek plotki pan usłyszał, jestem pewna, że przynajmniej ich połowa była wyssana z palca. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem. A poza tym nie wplątuję się w żadne tarapaty, to one zwykle wyciągają po mnie swoje macki – oświadczyła, uśmiechając się nieco zaczepnie i poczekała, aż ten wejdzie do wytyczonego kręgu. – Gotowy? – spytała, a potem – no cóż, zaatakowała, celując w jego bok.

rzut


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#4
27.01.2024, 15:55  ✶  
W reakcji na jej słowa brwi uciekły mu nieco ku górze. Rozumiał, że chciała mu dopiec, ale nie do końca wiedział, czemu zdecydowała się na akurat taki pocisk. Zdecydowanie cenił Erika, ale gdy ostatni raz sprawdzał, nie łączyły ich tego typu relacje. Zresztą, mając wybór, prędzej patrzyłby na nią, no ale — to przecież tylko luźne gdybanie i głupie żarty.
— Muszę cię rozczarować, ale patrząc na to, ile galeonów dostaliście za to ostatnim razem — nie byłbym w stanie zakupić kolacji z Twoim bratem — odparł łagodnie, wracając wspomnieniami do tamtego wydarzenia. Oczywiście było to jego prywatne zdanie, ale chyba nikt nie zakładał, że ktoś z Malfoyów wyłoży na to pieniądze w takiej ilości. Nie, żeby miał zamiar na to narzekać. Pomoc to pomoc, niezależnie od tego, od kogo szła. Poza tym fakt, że jedna blondynka o tym nazwisku budziło w nim pewne obiekcje, nie sprawiał, że wszyscy musieli być tacy jak ona. Tak, wciąż miał mieszane odczucia względem Eden, ale może nie warto było się nad tym zastanawiać? Szczególnie teraz, gdy zaraz miał się pojedynkować z Brenną. Oczywiście nie mieli zamiaru zrobić sobie krzywdy, ale siniaki też bywały bolesne. Dobrze byłoby dostarczyć ich sobie w jak najmniejszej ilości.
Fakt, że miał to być ich pierwszy wspólny trening, sprawiał, że czuł pewną dozę ekscytacji. Na tyle dużą, że objawiała się na jego twarzy w postaci uśmiechu i lekkiego błysku w oczach. Niby nic, ale jak na niego — całkiem sporo. Zazwyczaj starał się nie odnosić do tego typu emocji, szczególnie w pracy, ale teraz przecież byli poza nią. Wszystko za sprawą prostego faktu, że nie do końca wiedział, czego się spodziewać. Odkąd zaczął się w to bawić, sparował z dość powtarzalną grupą ludzi. Cenił sobie ich towarzystwo oraz umiejętności, ale po czasie zaczęło się to robić nieco monotonne. Właśnie dlatego zmierzenie się z kimś nowym było ekscytujące. Nie, żeby uważał samego siebie za wielkiego szermierza. Po prawdzie to zakładał, że dostanie solidny łomot. Z tego co się orientował, Brenna ćwiczyła od dziecka, a patrząc na to, że była to niejako tradycja jej rodziny — cóż, z pewnością wiedziała, co robi. Ciekawiło go, jak duża dzieli ich różnica.
— Przypomnę Ci tylko, że jesteś Longbottomem, także nie szalej za bardzo z tymi chwytami — rzucił tylko, patrząc na nią coraz bardziej podejrzliwie. Co takiego miała na myśli?
Nie chciał już dłużej przekładać rozpoczęcia treningu, także ruszył w ślad za nią, ustawiając się w wyznaczonym kręgu. W międzyczasie wysłuchał jej wypowiedzi i mimowolnie parsknął śmiechem. — Proszę o wybaczenie, panno Longbottom. Głupio uwierzyłem w zasłyszane w towarzystwie historie, których jedynym celem było zarysowanie panny reputacji. Powiem więcej, jeśli w przyszłości natknę się na osoby, które takowe plotki rozsiewają, rozprawię się z nim na dobre — odparł, stając naprzeciwko kobiety. Ostatni raz upewnił się, że dobrze zabezpieczył broń, po czym ustawił się w pozycji.
Spodziewał się, że jest dobra, ale finalnie i tak go zaskoczyła, co nieco boleśnie podsumował nagły ból, który poczuł w boku. — Szczęście początkujacego — rzucił zaczepnie, przy okazji nieco się krzywiąc. Następnie ustawił się na nowo w pozycji i gdy dała znak, zaatakował, celując w lewe ramię. Byle tylko nie przegrać do zera.


rzut
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
27.01.2024, 16:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 16:03 przez Brenna Longbottom.)  
Tak naprawdę wcale nie próbowała mu dopiec – po prostu wszyscy wspominali tę licytację, pytano ją, kiedy wystawi na sprzedaż własnego brata ponownie, i tak dalej, stąd stwierdziła, że tym razem licytacji nie będzie, bo pod ręką nie ma Erika… Brenna wiedziała, że wystawiając tamtą kolację całkiem sporo zarobią, ale efekty przeszły jej najśmielsze oczekiwania.
Jeśli szło o Brennę, to ona rzadko hamowała swoje emocje, chyba że chodziło o próby powstrzymania się przed zamordowaniem kogoś (co jednak zdarzało się dość rzadko) albo o maskowanie tego, że coś jest nie tak. Teraz więc nawet nie próbowała udawać, że nie cieszy się na pojedynek. Co poradzić, starcia na broń białą zawsze wzbudzały w niej ekscytację, może nawet większą niż czarodziejskie pojedynki, ponieważ znaleźć partnera do tego drugiego było łatwo, a do tego pierwszego – bardzo trudno. Oczy jej błyszczały od podekscytowania i wyraźnie nie mogła się doczekać aż zaczną walkę, trochę jak mała dziewczynka, która miała zaraz wejść na karuzelę w parku rozrywki.
Nie była pewna, czy zdoła sprawić Orionowi łomot. Podejrzewała, że faktycznie może mieć lepszą technikę od niego – większość ludzi trenujących obecnie szermierkę robiło to raczej jako hobby czy by utrzymać kondycję. W jej domu była to niemal religia, wyznawana przez Jeremiaha Longbottoma, która znalazła wierną wyznawczynię także w Brennie. Wzrostem byli sobie niemal równi, Orion przerastał ją zaledwie o kilka centymetrów. Pytaniem pozostawało jednak, czy to wystarczy – mężczyzna miał jednak więcej mięśni, a Brenna pozostawała świadoma, że chociaż fizycznie przerasta dowolnego nie ćwiczącego mężczyznę, to już taki z trybem życia choć zbliżonym do jej, będzie silniejszy.
– Zdradzić ci tajemnicę? – zapytała z rozbawieniem, obracając się w kręgu. – Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale pod niektórymi względami znacznie bardziej wdałam się w Potterów.
Może nie pod kątem zawodu i zamiłowania do walki, ale już niektórzy krewni jej matki miewali skłonności do lekceważenia zasad, knucia za kulisami, psot oraz niekiedy pewnej porywczości, którą niejeden określiłby głupotą.
Brenna zawsze uważała, że w głębi serca nie jest tak dobra jak inni Longbottomowie. To jej brat był idealnym Longbottomem, nawet jeżeli jego nienaganna prezencja i dbanie o wygląd mogłyby sugerować, że to jemu bliżej do Potterów.
– Ależ proszę mi tylko podać ich nazwiska, panie Bulstrode, a sama stanę naprzeciwko nich na ubitej ziemi w obronie mojego honoru – roześmiała się, składając przy tym jeszcze teatralny ukłon. – Podobno pojedynki o ten stały się bardzo modne, chociaż wyłamię się z tradycji i swojego nie powierzę bratu.
Ba, nie tak dawno temu napisała do brata, że jeśli spróbowałby zrobić coś takiego jak Louvain Lestrange, stłukłaby go na kwaśne jabłko. I po dziś dzień nie pojmowała, o co chodziło z tym całym honorowym pojedynkiem oraz co oznaczał niby remis. Że honor Loretty jest kwestią dyskusyjną? Że zależy z której strony na sprawę spojrzeć?
Uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy trafiła za pierwszym razem, a potem wywinęła się spod jego uderzenia – chociaż zaledwie o włos, ostrze śmignęło tuż przy ubraniu, tak że zabrakło milimetrów, aby musnęło ramię. Nie odpowiedziała na komentarz, w tej chwili całkowicie skupiona na pojedynku. A potem korzystając z tego, że się nieco odsłonił – spróbowała odwdzięczyć się pięknym za nadobne, wyprowadzając cios w jego rękę.

Rzut na obronę i na atak


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#6
16.02.2024, 01:15  ✶  
Zazwyczaj nie okazywał raczej za dużo emocji, a już szczególnie ekscytacji, ale wizja sparowania z kimś nowym była nad wyraz kusząca i intrygująca. Szczególnie że jego przeciwnikiem miała być Brenna. Do tej pory ich spotkania i kontakty ograniczały się raczej do pracy i ewentualnych rozmów wokół tego, ale czasu razem jeszcze nie spędzali. Nie, żeby jej nie lubił, nic z tych rzeczy. Gdyby miał wskazać kogoś, z kim pracowało mu się dobrze, kobieta z pewnością byłaby blisko szczytu jego listy. Problemem było coś zgoła innego, a mianowicie — jego pracoholizm, który w ostatnich miesiącach bił wszelkie dotychczasowe rekordy. Orion bardzo często zostawał dłużej w ministerstwie, nawet po godzinach pracy pomagając ludziom w zadaniach, które sprawiały im problemy. Nierzadko też brał trochę roboty do domu. Zdecydowanie zbyt wiele wieczorów spędził przed biurkiem, z nosem w papierkowej robocie. Jasne, niejednokrotnie słyszał, że powinien nieco odpuścić i zluzować, ale... trochę nie potrafił? Chaos, jaki rozlewał się na czarodziejskie społeczeństwo, bardzo mocno na niego oddziaływał. Ciężko było mu się zrelaksować, czy w ogóle skupić głowę na prywatnych rzeczach. Ciągle męczył go fakt, że Atreus otarł się o śmierć, a jego nie było w pobliżu, żeby mu pomóc. Wyrzuty sumienia co prawda nieco ucichły i ich relacje wróciły raczej do normalności, ale głosik z tyłu głowy wciąż nie dawał mu spokoju.
Chyba właśnie dlatego, w tej chwili czuł się tak dziwnie wolny i rozluźniony. Przygotowując ostrze, był tym pochłonięty na tyle, że na chwilę faktycznie odsunął od siebie wszelkie mroczne myśli, które do tej pory mocno go męczyły. Rozluźniony, beztroski. Na jego twarz mimowolnie wypłynął lekko uśmiech. Był to chyba pierwszy raz od wielu miesięcy, gdy czuł się faktycznie wolny, a wszystko dzięki temu, że jedno popołudnie postanowił poświęcić na coś innego niż obowiązki. Intrygująca zależność.
Ustawiając się na pozycji, nie mógł nie zauważyć uśmiechu, który widniał na twarzy Brenny. Było to nieco niespodziewane, ale jednocześnie nad wyraz urocze. Miło było wiedzieć, że nie tylko on z taką ochotą podchodzi do tego wspólnego treningu. Nie, żeby go to jakoś mocno zdziwiło. W końcu szermierka w rodzinie Longbottomów była bardzo istotna. Kilku jego trenerów wspominało, że praktycznie każdy z tej rodziny traktuje ten sport niczym święto. Jak widać, z jego znajomą nie było inaczej. Fakt ten z kolei wiązał się z lekkim stresem, który zaczął właśnie odczuwać. Nie, żeby bał się porażki, w końcu to nic złego przegrać z kimś, kto jest lepszy. Miał jedynie nadzieję, że w razie czego uda mu się zachować przynajmniej resztki godności. Naprawdę nie chciał przegrać w kilka sekund, ale irytujący głosik z tyłu głowy był wręcz przekonany, że tak się stanie. Jednakże nawet pomimo tego napięcia, nie potrafił się nie uśmiechnąć w reakcji na jej słowa.
— Nie wiem, czy zdradzanie swoich taktyk na start to dobry pomysł, ale dzięki za ostrzeżenie! — zawołał tylko, powoli rozpoczynając pojedynek, który... cóż, mógł zacząć się lepiej. Pierwszy cios można było zrzucić na rozespanie się organizmu. Liczył na to, że szybki atak przyniesie mu remis, ale jak się okazało, było wręcz przeciwnie. Kolejny punkt trafił na konto panny Longbottom. Jeśli tak dalej pójdzie, nie uratuje się z tego nie tylko jego godność, ale również honor i rodowe nazwisko. Tyle dobrego, że nie było tutaj Atreusa. Miał dziwne wrażenie, że ten zbyt mocno ucieszyłby się na taki widok.
— W tej chwili jestem skłonny prosić cię o pomoc, gdy przyjdzie do bronienia mojego honoru — rzucił zdawkowo, ostrożnie stawiając przy tym kroki. Obserwował kobietę, czekając na stosowną próbę do ataku, a gdy w końcu ją dostrzegł, w mgnieniu oka ruszył do przodu.

obrona i atak
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
16.02.2024, 16:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 16:32 przez Brenna Longbottom.)  
Szermierka nie była aż taką świętością w rodzinie Longbottomów… bo Danielle i Mavelle odpuszczono nauki… ale Jeremiah Longbottom traktował ją z czcią niemal nabożną, podobnie jak zmarły niedawno Derwin, a nawet Morpheus, nie przepadający za wysiłkiem fizycznym, nauczył się używania szpady. Kiedyś też równie chętnie zajmował się tym sportem Godryk, słynący z zamiłowania do pojedynków i na szpady, i tych magicznych – w końcu to on założył klub Srebrne Różdżki (od którego z kolei Brenna trzymała się bardzo, bardzo daleko). Jeśli szło o Erika i Brennę, oboje uczyli się tej sztuki od małego i bardzo chętnie, chociaż Brenna podchodziła pewnie do całej sprawy z większym entuzjazmem. I teraz oboje katowali biednego, spokojnego Franka, który znosił to z godną podziwu cierpliwością.
Może i szermierka była niepotrzebna komuś, kto umiał czarować, ale Brenna po prostu to lubiła. Poza tym istniały sytuacje, w których dobra aktywność fizyczna naprawdę przydawała się człowiekowi. Dlatego cieszyła się tą walką i gdyby nie skupiała się na wymianie ciosów aż tak mocno, z dużym prawdopodobieństwem byłaby jeszcze bardziej zadowolona, że walczyła z kimś, komu starcie również sprawiało przyjemność.
Zablokowała jego kolejny cios i sama odwdzięczyła się własnym – tym samym Orion drugi raz został trafiony, co przyjęła z lekkim uśmiechem.
– Szczęście jeszcze się odwróci - parsknęła, dość krótko, bo i w walce, nawet treningowej, nie było przecież za wiele miejsca na gadanie i wiedziała o tym nawet zwykle o wiele za bardzo rozgadana Brenna. I faktycznie, jej słowa okazały się prorocze, bo jej własny kolejny wypad nie był już tak szybki jak poprzednie – Orionowi nie powinno dostarczyć jakichś wielkich problemów zablokowanie tego ciosu, zważywszy na to, że w starciu z nim Brenna mogła polegać przede wszystkim na szybkości i zręczności, a tym razem nie była wystarczająco zręczna.

Rzuty


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#8
28.02.2024, 00:38  ✶  
Co prawda jeszcze nie skończyli, ale gdzieś z tyłu zdążyła się już pojawić myśl, że z chęcią by to powtórzył. Bo mimo tego, że póki co trochę obrywał, bawił się naprawdę dobrze. Nie, żeby miał coś przeciwko dotychczasowym partnerom, ale powtarzanie w kółko tego samego w pewnym momencie stawało się nieco monotonne. Kojarzył ich ruchy, gesty, zachowania, co w jakimś stopniu wpływało na samą walkę. Tutaj zaś, z Brenną, pewien był w sumie tylko jednego. Faktu, że panna Longbottom zdawała się bić go na głowę. Jasne, można by sobie wmawiać, że to tylko początkowe szczęście, ale póki co punktowała go nad wyraz płynnie i skutecznie. No i boleśnie. Już teraz wiedział, że po tym wszystkim będzie miał całkiem pokaźną lekcję siniaków w miejscach, których jej szpada zetknęła się z jego ciałem.
Pomimo swoistej powagi sytuacji, na twarzy widniał lekki, mimowolny uśmiech, który zdradzał w sumie chyba wszystko. Pierwszy raz od naprawdę dawna czas wolny spędzał na czymś, co faktycznie nie było powiązane z jego pracą. Jak się okazuje, korzystanie z życia może być zaskakująco przyjemne. Swoboda — uczucie, o którym zdaje się, że Orion zdążył zapomnieć. Dobrego nastroju nie zepsuło nawet to, że znowu oberwał. Ba, nawet lekko się zaśmiał, kręcąc przy tym głową z dezaprobatą dla samego siebie.
— Odwróci, gdy będę już leżał na ziemi — parsknął, czując, że za chwilę tak naprawdę wszystko się skończy. Nie chciał jednak dać za wygraną. Bez większego uprzedzenia gwałtownie ruszył do przodu, wykonując pchnięcie, które ku jego szczeremu zaskoczeniu skończyło się trafieniem. Pewność siebie nieco powróciła, ale ciągle towarzyszyło mu to niemiłe przeczucie, że przeciwniczka zaraz go zmiażdży.
— Przynajmniej mam honorowego — rzucił, posyłając jej uważne spojrzenie. Obserwował jej ruchy, czekając na rozwój wydarzeń. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się nagła, niespodziewana nadzieja. Jeśli uda mu się to wyrównać... Hm, wtedy wygrana nie wydawała się w sumie aż tak nierealna.

rzuty
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
28.02.2024, 09:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 11:49 przez Brenna Longbottom.)  
Swój drugi udany cios Brenna przyjęła z uśmiechem, ale na tym dobra passa się zakończyła – przed kolejnym już nie zdołała się obronić i gdyby ostrze nie było zaklęte, naznaczyłoby jej ubranie szkarłatem, a prawdopodobnie i tak pozostawi na skórze później siniak. Zdołał ją zaskoczyć wypadem, którego dotąd nie widziała, bo dotychczasowi partnerzy w treningach nie znali najwyraźniej tej sztuczki. Przy okazji sprawiło to, i że jej kolejny atak nie był specjalnie widowiskowy – Orion raczej nie powinien mieć większych trudności z umknięciem spod tego ciosu.
Tym samym nie musiał się już martwić, że wynik tego pojedynku całkowicie zdepcze jego godność.
– Myślę, że jednak o swój honor zdołasz zadbać sam – parsknęła, dość krótko, bo i w walce, nawet treningowej, nie było przecież za wiele miejsca na gadanie i wiedziała o tym nawet zwykle o wiele za bardzo rozgadana Brenna. Kobieta nie wydawała się zirytowana tą porażką: ta pewnie złościłaby ją, gdyby faktycznie walczyli na śmierć i życie, ale w takich treningach, cóż, czasem wygrywasz, czasem obrywasz. Przywykła i do siniaków, sama nabiła ich bardzo wiele swojemu bratu, ale i on nieraz wygarbował jej skórę, nie wspominając o tym, jak poobijane kończyły raz czy dwa trening ona i Geraldine.
W końcu chodziło między innymi o to, by się więcej nauczyć.
Po czym... sama też zaatakowała, zamierzając tym razem spróbować pozbawić go broni.

Atak
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!


Obrona
Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#10
02.03.2024, 23:48  ✶  
Im dłużej trwał pojedynek, tym bardziej cieszyło go, że używali zabezpieczonych ostrzy. Gdyby walczyli naprawdę, robiłby już za ponadprzeciętnie duże sito. Wiedział, że nie będzie łatwo gdy tylko ustalili ten wspólny trening, ale i tak czuł się zaskoczony. Brenna zdecydowanie była najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim się zmierzył do tej pory. Zazwyczaj był w stanie mniej więcej kontrolować pojedynek, a przynajmniej dotrzymywać kroku przeciwnikowi. Teraz skupiał się przede wszystkim na obronie, ataku i analizie jej zachowań, co w połączeniu dawało bardzo nędzne efekty. Cios, kolejny cios. Stała przed nim tylko jedna osoba, ale czuł się, jak gdyby mierzył się z co najmniej trzema. Co prawda udało mu się na chwilę odbić i zadać jej całkiem zacny cios, ale zadowolenie, które ogarnęło go w tej, chwili okazało się jego zgubą. Wybicie broni było ostatni, czego spodziewał się w tej chwili. Bo po co miałaby tak ryzykować, gdy i tak prowadziła pojedynek? Nad odpowiedzią przyjdzie mu się zastanawiać w przyszłości.
Szpada upadła na ziemię z lekkim tapnięciem, a on sam złapał się za rękę. Ciężko stwierdzić, co było gorsze. Ból fizyczny, czy może ten psychiczny. Rozmasowując zaczerwienione palce, posłał Brennie ciepły uśmiech. — Chapeau bas, moja droga. Absolutnie mnie zdeklasowałaś, ale spodziewaj się kolejnych starć. Zdecydowanie nie odpuszczę sobie sparowania z kimś o takich zdolnościach — rzucił wesoło, sięgając przy tym po broń. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo się zmęczył mimo tego, że tak naprawdę nie minęło wiele czasu. Zerknął jeszcze na kobietę, po czym przysiadł na zajmowanym wcześniej przez nich miejscu, kładąc broń na kolanach. Przetarł czoło z potu, po czym sięgnął po wodę. Upił kilka spragnionych łyków, po czym skupił się na czyszczeniu ostrza. — Trenujesz od dziecka, tak? — Zerknął przy tym na nią z ciekawością, zaczynając czuć wszystkie te siniaki, które mu nabiła.
Można by to ubrać w ładne słowa, ale prawda była taka, że trochę wytarła nim podłogę, a siniaki, których się dzisiaj nabawił, miały mu o tym przypominały jeszcze przez długi czas. Nie, żeby miał zamiar się ich wstydzić. Przegranie z kimś o tak dużych zdolnościach nie było powodem do wstydu. Prędzej pobudzało chęci do dalszego progresu i ewentualnego rewanżu w przyszłości. Do tego było jednak jeszcze daleko. Orion bardzo dosadnie odczuł różnicę w ich zdolnościach. W głowie już miał kilka rzeczy, nad którymi musiał popracować. — Jakieś uwagi? Wskazówki? Muszę się podszkolić, jeśli następnym razem chcę to wygrać. No, chyba że boisz się szkolić swojego rywala — dodał jeszcze z lekkim parsknięciem. Tak, to zdecydowanie był naprawdę przyjemnie spędzony dzień.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2803), Orion Bulstrode (2970)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa