• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas

[29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#51
12.02.2024, 14:52  ✶  

Odetchnął, ale lekko. To nie był ten rodzaj westchnięcia, przy którym przewracało się oczami, albo druga osoba sugerowała, że w zasadzie nic ją nie obchodzą słowa wypowiadane. To westchnienie rezonowało wokół pozytywnego poczucia zmęczenia. Jazda konna wymagała siły, tym bardziej jazda na abraksanach, a Laurent, jego kondycja, zdrowie i tym bardziej odżywianie ostatnimi czasy składały się na prosty przepis prowadzący do dużego zmęczenia. Nawet jeśli Michael uważał na niego jak na jajko i rumak był bardziej skupiony niż zwykle, nie pozwalając sobie na żadne harce. Czuł się więc dobrze. Bolały go nogi, uginały się pod nim, ale nie tak, żeby nie mógł iść. Czuł to zmęczenie, które przyjemnie mrużyło powieki, ale nie tak, żeby je zamykać. Brakowało tylko słońca, choć krople deszczu do tego kompletu były jak kołysanka. Szczególnie, kiedy rozbijały się o parasol nad nimi, a on mógł iść podpierając się o Nicholasa. Romantycznie. To było słowo, które pojawiło się w jego głowie i zaraz zgasło jak zamknięty w palcach płomień świecy. Nieco się odsunął od mężczyzny, bardziej naprostował, choć go nie puścił. Romantyzm był martwy. Nie było rycerzy, nie było księżniczek, choć z pewnością był zły smok, który samego siebie ozwał Lordem w przeroście własnego ego.

- Mężczyźni mają to do siebie, że lubią podejmować samodzielne decyzje. - Skrycie, tak. Mógł pisać wprost: "hej, przystojniaku, chcę z tobą spędzić trochę czasu, wpadniesz?". No mógł. To byłoby jednak mocno nie w jego stylu, może gdyby miał bardzo dobry nastrój, tak trochę zaczepnie, w ramach żartu? Tak, mógłby coś takiego w ramach żartu napisać. - Czasami tylko potrzebują naprowadzenia na właściwy tor. Niektóre kobiety do perfekcji opanowały podprogowe przekazy, by ich partner czuł się dowartościowany sądząc, że samodzielne do pewnych rzeczy dotarł. - Uśmiechnął się, obracając głowę w stronę Nicholasa. A uśmiechnął jeszcze szerzej, cieplej, gdy zobaczył jego uśmiech. Zbierał je jak perełki. Szkoda, że nie mógł sobie z tych uśmiechów zrobić naszyjnika. Nosiłby ten naszyjnik dumny i pyszny, że tyle pereł trafiło w jego ręce. - A czasami chodzi tylko i wyłącznie o subtelność. - Jakby nie nazwać tego, co przedstawił, to była zwykła manipulacja. Dobra? Zła? Moralność potrafiła być podzielona. - Nie ma dla ciebie znaczenia, czy treść mojego listu brzmi tak, jak brzmiała, czy napisałbym tylko "przyjdź na spotkanie"? - Sądził, że akurat Nicholasowi by to dużej różnicy nie zrobiło, ale też uważał, że bez tego by się nie zastanawiał. Nie łapałby jego myśli, a w całym tym zabiegu Laurent tego chciał. Łapać go. Jego uwagę, jego uczucie, jego myśl. Działać na niego.

- Wydajesz się być nie do końca zadowolony z tego, a jednocześnie wcale się nie odsuwasz. - Tak, Nicholas nie miał bogatych emocji na twarzy, ale Laurent się go uczył. Tych drobniutkich zmian, jakie sobą prezentował. Jak nagle zamykał usta, jak poważniał, jak skupiał wzrok, jak przestawał prezentować sobą ten niewzruszony spokój. Tak jak teraz trochę się zmienił.

Zaufanie było cenne, jak już zostało powiedziane i Laurent nie potrafił jeszcze zaufać temu człowiekowi w pełni, choć ufał mu na tyle, żeby mieć z nim kontakt. Albo i nie? Chciał się rzucić na głęboką wodę, wpaść w objęcia niebezpieczeństwa, które budziłoby do życia, a nie przytłaczało ciężarem. Tak czy owak nie zamierzał się dzielić tym, że nie zaprosi go głównie dlatego, że teraz tutaj nie nocuje.

Gałązka została wyrzucona, a Laurent pierwsze co zajął się Dumą, który nieprzystępnie buczał na Nicholasa, najwyraźniej niezadowolony teraz jego widokiem. Usadził go z boku, na jego legowisku i zamknął drzwi na taras, żeby deszcz nie wpadał do środka razem z wiatrem. Skrzat osuszył ich ubrania ledwo dwoma pstryknięciami palców i nie było już problemu z odczuwalnym chłodem.

- Napijesz się czegoś? Może tego? - Tak złapał tę podarowaną butelkę, spoglądając na nią z ciekawością. - I niee wiem jak ty, ale ja bym wziął ciepłą kąpiel. - I to też można było ująć inaczej. Na przykład... "chodź ze mną do wanny".



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#52
15.02.2024, 11:47  ✶  

Słaba kondycja ciała, nie sprzyjała długim podróżom, a tym bardziej w powietrzu. Obejmując Laurenta, Nicholas mógł trochę odnieść wrażenie, że gdyby nie to jego wsparcie, czy młody Prewett utrzymałby się na nogach, czy potrzebowaliby zrobić przystanek w deszczu pod parasolem, aby doszedł odrobinę do siebie? Nie miał pojęcia. Dało to Traversowi do zrozumienia, że faktycznie był słaby. A tamten atak śmierciożercy, jeżeli nie miałby żadnej obstawy, mógłby źle się dla niego skończyć. Abraksany dbały o niego, jeżeli chodzi o ochronę. Nicholas stając już nie jeden raz twarzą w twarz z Michaelem, widział tę nieufność względem swojej osoby. Słuszną, co prawda.

Było romantycznie, kiedy tak szli razem w stronę domu, pod parasolem trzymanym przez Traversa. Tak pewnie wyglądało dla Laurenta, szukającego może tych cech w swoim towarzyszu. Dla Nicholasa wyglądało jako przyjacielski gest? Niby to wyglądało jak czułość, ale nie porównywał tego do romantyzmu. Może inaczej interpretował zachowania i cechy? Może kryjąc się za tymi definicjami, nie chciał przyznawać, że tak właśnie wygląda… romantyzm? Nicholas miał dziwne podejście to takich spraw. Unikając ich nazywania. Interpretowania. Chcąc uznawać to jako coś nic nie wartego a zwyczajnego, bo ”każdy tak robi, co w tym złego”?

Tak. Mężczyźni lubią podejmować samodzielnie decyzje. Czy oni nie robili tak samo? Nicholas nie był zdania, że ktoś powinien kierować jego życiem, podejmować za niego decyzje. Jaki z niego byłby mężczyzna? Nie odniósł się do tych słów. Ale wysłuchał ich.

- Nie ma znaczenia. Od razu idzie zrozumieć przekaz.
Odpowiedział w sprawie tych wysyłanych wiadomości. Lepiej tak, niż bezpośrednio. Albo odwrotnie. Wszystko jedno, jeżeli nie ma w treści zawartych słów, które nie powinni odczytać osoby trzecie. Choćby w nieprzewidzianym przechwyceniu sowy, któregokolwiek.

W kolejnych jego słowach, nie bardzo wiedział jak się odnieść. Więc postanowił przemilczeć. Był jak chodząca zagadka. Nieprzewidywalna. Niewiele sobą zdradzająca. Nic więc dziwnego, że Laurent często mu się przyglądał. Wyłapywał te drobne cechy, mimikę, reakcje, gesty. Jakby chciał go dobrze poznać. Nicholas musiał jednak uważać, aby za wiele z siebie nie wyciągnąć na wierzch.

Skrzat Laurenta, wysuszył ich ubrania, kiedy znaleźli się wewnątrz posiadłości. Nicholas rozejrzał się, a może i przyglądał jak Prewett zajmuje swoim domowym stworzeniem.

- Nie odmówię. Ale czy Selkie podobno nie piją alkoholu?
Zwrócił zaczepnie na ten szczegół uwagę. Nie przeszkadzało mu to, że Laurent nie pił. Nicholas także miał swój umiar, wiedząc jak ta trucizna działa na mózg.
- W połączeniu z kąpielą daje większe ryzyko braku kontroli.
Jak się za dużo wypije, można się utopić. Tego chyba nie chcieli? Biorąc pod uwagę słaby organizm Laurenta. Ale jeżeli zapraszał do wspólnej kąpieli, Nicholas mógłby dołączyć.
- Idź. Poczekam.
Kusząca wizja, ale Nicholas musiał odmówić. Nie chciał stracić kontroli nad tym co robił ze swoimi uczuciami. Nie chciał pójść za daleko. Może innym razem. Na razie zadowalał się tym, że może przebywać z Laurentem i uprawiać seks, co już wystarczająco pozwala na popatrzenie sobie na ciało drugiego, dotykając, masując. Druga sprawa, jest śmierciożercą. Co jeżeli zaklęcie maskujące znak mu zejdzie? A różdżka nie będzie pod ręką? Nie mógł sobie pozwolić na błędy. Nie był też na swoim terenie. Nie u siebie.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#53
20.02.2024, 15:50  ✶  

To, jak nazwiemy pewne rzeczy, zupełnie nie zmieni rzeczywistości, w jakiej jesteśmy... prawda? Laurent tak nie uważał. Ania z Zielonego Wzgórza, fikcyjna postać, powiedziała, ze nie wierzy, że jeśli nazwiemy różę kupą to nadal będzie pachniała tak samo. Blondyn miał problem, by się z tym nie zgodzić. Problem, bo przecież mieli piękny, bogaty język. Język pełen słów, pełen określeń, dźwięków nawet! Jedna rzecz powiedziana w różnej intonacji potrafi całkowicie zmienić swoje brzmienie, potrafi z czegoś miłego przerodzić się w groźbę. To samo potrafiło dziać się w piśmie, tylko tam było jeszcze trudniej. Bez intonacji, bez spojrzeń, bez gestów... ach, ludzie potrafili tyle interpretacji wysunąć z jednego słowa i sposobu, w jaki nakreślono litery... była nawet od tego w końcu cała nauka. Jak Nicholas widział świat - to go ciekawiło. Jak widział jego. Chciał go prowokować, żeby dawał mu więcej miłych gestów, miłych słów, żeby potwierdzał, że jego oczy były w niego wpatrzone. I dawał sobie samemu tylko mały minusik za własną próżność i za to, jak bardzo tego potrzebował i jak bardzo się tym sycił, że było to dla niego pożywienie niemal jak krew dla wampira. Z tym, że tutaj nikomu niczego złego się nie działo i nikomu nic nie ubywało... prawda?

- Według mnie ma bardzo duże. - Jak to było z tą satysfakcjonującą go odpowiedzią..? Nie, to nie do tego pił. To była pewna banalna prostota tego, że chciał to zainteresowanie utrzymać. Gdyby komunikat był całkowicie banalny to przynajmniej jeden mały fragmencik by mu zniknął. Szczególnie teraz, kiedy w pełni zrozumiał, jakie to było ważne - brać poprawkę na to, że Nicholas jest typem obserwatora, który analizuje otrzymywane bodźce i wyciągał z nich swoje wnioski. Mógł mu rozwijać ten świat. Mówić wprost, że sam był manipulatorem, mógł mu zdradzić, że niektóre ruchy z jego strony były aż zbyt interesowne i wyrachowane, a potem trafiały się takie, które były aż zbyt impulsywne. I to wszystko się mieszało. Z jakiegoś powodu... chyba Nicholasowi to pasowało. Przynajmniej nie dawał znaku jak na razie, że coś było nie tak. Zazwyczaj w znajomościach potrzeba było czasu, zanim pewne elementy, które nam naprawdę przeszkadzają, wyjdą na wierzch.

- Owszem, raczej nie piją. - Unikają to dobre słowo, przez wzgląd na swoje słabe głowy. Laurent sobie przez parę ostatnich lat mocno go odmawiał, mocno starał się unikać brzydkich (ładnych?) zwyczajów toastów i sławnego "ze mną się nie napijesz?". I nadal nie był towarzyszem do picia. Jeden kieliszek wina wystarczył, żeby był upity. Nie wspominając o mocniejszych alkoholach. - Szukasz potwierdzeń i obalania mitów, czy może próbujesz poddać wątpliwości moją prawdomówność? - Potraktował to jako małą zaczepkę i sam wcale sobie nie pożałował odpowiedzią na nią. Tak czy siak odkorkował butelkę i nalał do kwadratowych szklanic trunku. - Alkohol w połączeniu z kąpielą? - Laurent wcale nie potrzebował alkoholu, żeby wejść z kimś do kąpieli i nie mieć kontroli. Chociaż... faktycznie, alkohol bardzo pomagał, żeby pozwalać partnerowi już na wszystko. To, że potem się żałowało, to dodatkowy bagaż doświadczeń namawiający, żeby w piciu znaleźć umiar.

Ta odmowa jednak odebrała uśmiech z jego ust, ale nie dlatego, że zastąpił go negatyw. Zastąpiło go zdziwienie. Zdziwienie, które bardzo gładko przeszło w pozytywną akceptację. W zaintrygowanie - wciąż pozytywne. Bardzo słusznie Nicholas chronił samego siebie, ale Laurent w ogóle o tym tak nie pomyślał. Jego mózg za to produkował endorfiny płynące z przyjemnego poczucia... zaufania. Z przyjemnego poczucia tego, że spojrzał na swoją własną rękę i zobaczył coś więcej niż brud i rozpustę, która przybrała się w anielską skórę.

- Gdybyś czegoś potrzebował, Migotek ci pomoże. - Postawił szklanicę przed Nicholasem, sam swoją zostawił obok, gwizdnął na Dumę i poszedł do łazienki. Wolał nie zostawiać jarczuka aktualnie sam na sam z gościem, na którego nie reaguje machającym ogonem. Kąpiel nie zajęła mu długo, ledwo chwilę, żeby rozgrzać ciało i wrócić do Nicholasa już przebranym. W delikatnej koszuli obszytej kwiatami, przejrzystej w niektórych momentach pokazujących nagą skórę i ciemnych spodniach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#54
28.02.2024, 14:52  ✶  

Nauczenie Nicholasa romantyzmu, mogło być bardzo dużym i trudnym zadaniem. Takim, gdzie mężczyzna nie potrafił nawet pewnych powiedzeń, nie potrafił brać jako żarty. Nie umiał ich odróżniać i w większości sytuacji brał to na poważnie. Tak jak ostatnio z brakiem świec. To był drugi przypadek, jak się dał na to nabrać. Zbyt poważnie do tego podchodząc. Człowiek czegoś się naogląda, nasłucha, zobaczy, weźmie na klatę, to potem można mieć zdziwienie.

W jakich barwach, Nicholas widział świat? W takich, jakimi się otaczał. Nie umiał wysłowić się w świecie Laurenta. Byli dla siebie totalnym przeciwieństwem. Dla Traversa na przykład, znaczenia nie miała właśnie ta treść listu, jaką mu Prewett wysłał, odnośnie spotkania. Czy to będzie pod pretekstem czegoś, czy bezpośrednie. Dla młodego blondyna to jednak miało znaczenie, jak sam przyznał. Ta odpowiedź sprawiła, że Traversowi chyba zbrakło w tej chwili argumentów? Dlaczego on pewne tematy wciąż drążył i to jeszcze w szczegółach? Dlaczego on tak potrafił na niego działać? Czy mu to wszystko pasowało? Niekoniecznie. A może jednak? Sam nie wiedział. Niechciał jednak niczego po sobie za bardzo zdradzać. Musiał się pilnować.

Potwierdził, że Selkie nie piją alkoholu. Jak ostatnim razem. Ale mimo tej wiadomości, młody blondyn łamał te zasady. Jakby chciał coś w sobie zmienić. Z tej ich bliskości i kontaktu. Ta ostatnia wspólnie spędzona chwila. W spokojnym i prywatnym otoczeniu. Czy tutaj, też uda im się tego dokonać? Kusiło. Ale Travers, chciał z tym także uważać. Dlatego odmówił wspólnej kąpieli.

- Może jedno i drugie? Ostatnim razem, mimo przypomnienia mi o tym, zgarnąłeś parę łyków z mojej szklanki.
Odparł w odpowiedzi na jego zaczepne słowa. Może to był jeden łyk. Może dwa. Ale wypił. Nie patrząc na to, że mógł stracić nad sobą kontrolę. Miał słabą głowę? Nie upił się, co było może sukcesem. Ale gdyby do tego doszło, Nicholas chętnie by popatrzył na śpiącego anioła, otulonego swoimi skrzydłami, które mogłyby mieć białe pawie pierze. Patrzeć, na tę delikatną twarz, zamknięte oczy. Móc zgarnąć jego kosmyki włosów.
- Ostrzegam tylko, że to nie jest dobre połączenie. Zwłaszcza w Twoim przypadku.
Wyjaśnił, być może z troską? Kto go wie. W tonie głosu tego nie można było rozstrzygnąć. Nicholas wypowiedział to jakby z wiedzy praktycznej, wynosząc wnioski z pracy naukowo badawczej ,nawet nie ze swojego działu, ale w połączeniu z innym. Wiedzę miał nawet nieco większą, jeżeli chodzi nie tylko o mugoli i czarodziei, ale i magiczne stworzenia.

Zawiódł? Trudno. Zrekompensuje mu to później. Dostrzegł, że ten uśmiech zniknął z jego twarzy. Sam Nicholas był poważny, ale nie na tyle jakby mu coś nie pasowało. Niestety, do kąpieli nie dołączy. Miał swoje powody, z którymi raczej nie planował się dzielić. Nie na swoim terenie, trzeba zachować pozory.

Odmowę, można było także odebrać jako pewna część zaufania, że nie będzie za każdym razem dotykał jego ciała. Powstrzymywał się? Nicholas musiał dbać o swój lodowy mur, który przez zbliżenie z Laurentem, trzymał już pierwsze rysy pęknięcia. Musiał go pielęgnować.

Skinął głową w zgodzie, przyjmując do wiadomości, że jeżeli będzie czegoś potrzebować, poprosi o to jego skrzata. Wtedy też, został w salonie sam. Bo nawet psa swojego, Prewett zabrał.

W oczekiwaniu na powrót Laurenta, Nicholas z rękoma w kieszeni, rozejrzał się po całym salonie. Podziwiając może pewne pamiątki, dekoracje, obrazy? Cokolwiek tutaj się znajdowało. Nawet ten bukiet na blacie w kuchni. Po zakończeniu zwierzania, stanął przed oknem, podziwiając piękno deszczowej pogody.

Kiedy zaś Laurent powrócił odświeżony, Nicholas odwrócił w jego kierunku wzrok.
Zlustrował go od góry do dołu, po czym na powrót wracając do jego delikatnej cery twarzy. Podszedł do niego bliżej. Uniósł dłoń, aby odgarnąć kosmyk włosów z czoła. Zbyt długo chyba na to czekał. Położył dłoń na jego karku, pochylił się i ucałował do namiętnie w usta.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#55
06.03.2024, 01:15  ✶  

Nie przeszkadzał mu brak romantyzmu z drugiej strony, kiedy pojawiały się takie malutkie, ale jakże proste gesty poczucia, że ktoś o ciebie dba. Że się troszczy, że nie ma cię gdzieś. Proponuje dłoń, a też i dłoń jego się pojawi, kiedy sam wyciągniesz czy to z chęci ogrzania się, czy też dlatego, że potrzebujesz pomocy, uwagi, miłości. Laurent potrzebował jej dużo. Był niemal wiecznie nienasycony - inaczej nie uganiałby się za nią i za różnymi parami oczu, żeby tylko w sobie rozkochać jednego, drugiego, trzecią. Czy Nicholasa trzeba było czegoś w ogóle uczyć? Odpowiedź już przecież padła, przeciekła gdzieś tam między palcami - tak. ale. Najpiękniejszy spójnik zdań. Po nim zawsze zaczynały się komplikacje. Nicholas sam się uczył i uczyć się chciał. Niektóre rzeczy mogły być trudniejsze, inne odrzucał, jeszcze inne odrzucał świadomie, a podświadomie je czynił. Lub była to zwykła manipulacja, bo Laurent za dużo widział, przeżył, żeby ciągle nie mieć tego z tyłu głowy. Jeśli zostaniesz zniszczony odpowiednią ilość razy to w końcu pękasz i nawet złoto, którym w Chinach naprawiają wazy nie jest w stanie cię posklejać. Przelewa się woda, która powinna dzban napełnić. Wszystko staje się puste, mierzone nowymi miarami ujemności. Chciał jednak dalej kochać ludzi i chciał w nich wierzyć, tylko... część tego słodkiego różu, tego pudru z krańca jego nosa została strząśnięta. Najwyższy czas poradzić sobie z własnymi ułomnościami i też się czegoś nauczyć - że romantyzm to domena głupców. Choć Perseus twierdził, że wrażliwość powinien nosić na szyi dokładnie tak samo, jak perłę na swoim uchu.

- Skoro chcesz znać prawdę to ostatnio sięgam po alkohol zbyt chętnie. - Niektóre rzeczy przełykało się łatwiej, kiedy whiskey paliło w gardło, albo wino rozgrzewało trzewia. Kiedy myśl ulatywała i wszystko stawało się pokrętnie zlewające się ze sobą. W końcu ty sam zaczynałeś pływać. To było lekkie zdradzenie słabości - bo Nicholas wiedział, że selkie mają słabą głowę, ale już niekoniecznie musiał wiedzieć, że Laurent najchętniej by odlatywał co wieczór i zapominał, że w ogóle istnieje. Możliwością były albo eliksiry, albo alkohol. Z tych dwóch to drugie było o wiele łatwiej dostępne i przede wszystkim zawsze pod ręką. Prawie zatańczyło mu na ustach powiedzenie, że ma też ponowną ciągutkę do narkotyków, ale zmazał te słowa uśmiechem na swoich wargach. - Piję bardzo mało, znam swój limit. A jest on bardzo mały. - Wyjaśnił. Łyk, dwa, trzy. Wszystko zależało też od samopoczucia - głównie fizycznego. W taki dzień jak dzisiaj podejrzewał, że nie było potrzeba wiele, a nie chciał wcale stracić tej kontroli i zasnąć. Na tyle temu człowiekowi nie ufał. Nie ufał też bestii, którą jest Duma, że niczego złego by nie zrobił Nicholasowi. Ostatnie, czego chciał, to krzywda i krew przelana w tym domu. Wystarczy, że pod koniec czerwca zmywał podłogę z krwi jakiegoś wyznawcy kultu Voldemorta, który wlazł do New Forest. Wyszedł z niego z niemal oderwaną ręką. Choć trafniej byłoby napisać: NIEMAL z niego wylazł. Bo nie brakowało wiele do tego, żeby aurorzy zabierali stąd trupa. - Dziękuję za ostrzeżenie. Miła... odmiana... - Te dwa ostatnie słowa były niemal szeptem, które na jego wargach stały się zaklęciem. Tak, to była miła odmiana. Bardzo miła. Przeszedł go chłodny dreszcz na myśl o swoim bezwartościowym życiu, jakie prowadził, o tym, za czym się uganiał i że odbił się od ściany, kiedy chciał zaznać czegoś więcej. Czegoś prawdziwego. W obliczu wielkich marzeń taka codzienność była wyjątkowo brzydka i wulgarna. Zupełnie jak odbicie, które widział w lustrze co dnia, a mimo tego mówił o sobie samym to, co inni o nim: piękny.

Takie czułości właśnie sprawiały, że człowiek się topił. Duma zawarczał ale cicho, gardłowo, przestąpił z łapy na łapę, obniżył łeb, ale nie zrobił nic. Laurent jedną rękę cofnął w kierunku psa, który chodził za nim jak cień, a drugą sięgnął do ramienia wysokiego blondyna, by się na nim oprzeć. Przymknął na moment oczy.

- Teraz cię wzięło na czułości? - Przesunął swoją dłoń z jego ramienia na biceps ręki, która sięgała do jego karku. Przechylił lekko głowę, zaglądając w jego oczy. - Uważaj, bo się rozkapryszę i zażyczę sobie, żebyś mnie jak księżniczkę zaniósł na kanapę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#56
08.03.2024, 13:14  ✶  

Nicholas nie spodziewał się tego usłyszeć, że Laurent, po alkohol sięgał częściej. Czy miało to związek z ostatnimi wydarzeniami? Wtedy, ostatnio gdy był u niego, na te kilka godzin. Zaznaczył że nie pije. Ale mimo wszystko, ukradł tego jednego, czy dwa łyki. Z jego szklanki. Symbolicznie. Teraz? Bał się? W ten sposób chciał zapomnieć o tym, że ktoś wtargnął na teren jego posiadłości, w celu zastraszenia? Miałoby sens. Czy może winnym tego było pojawienie się Dante? Bardziej prawdopodobna opcja. Bowiem, skoro domniemany śmierciożerca został przepędzony i miał jedynie za zadanie wprowadzić strach, zamieszanie. Tak z Dante mógł być poważniejszy problem. Skoro się pojawił, chciał czegoś. Chciał Lukrecję. Interesy. Czy może coś więcej? Coś innego?

Alkohol, nie rozwiązywał problemów. Z naukowego badania pośmiertnego nawet mózgu, wyniszczał go doszczętnie. W tym myślenie.
Tłumaczył się. Że pije, ale mało. Jednak sięga po niego częściej.

- Laurent. Uważaj z tym alkoholem. On Ci w niczym nie pomoże. A zaszkodzi bardziej.
Upomniał? Zasugerował? Zatroszczył się o jego zdrowie. Słabe selkie. Chorowite. Podatne na skaleczenia. Na duże obrażenia. Nie tylko fizyczne, ale i psychiczne? Na pewno sercowe. Był delikatny. Nicholas nie był uzdrowicielem. Mógł uchodzić bardziej za chodzącą śmierć, która czeka na moment, aby zabrać do ze sobą. W ciemność.  Objąć swoją czarną szatą. Przytulić. Może i ożywić, jako swoją lalkę?

Musiało paść także ostrzeżenie z ust Nicholasa. Dodatkowo. Aby młody Prewett nie łączył także alkoholu z kąpielą. To już była granica wysokiego ryzyka. Dlaczego to robił? Sam nie wiedział. Miła odmiana? W Nicholasie, było coś miłego? Nie do przyjęcia.

Czekając na powrót gospodarza, Nicholas przy okazji analizował sytuację. To całe spotkanie. Spotkania wcześniejsze. Czy nie popełnił gdzieś błędu. Dlaczego w jego wnętrzu, otoczonym murem lodu pojawiły się rysy, pęknięcia. Tracił kontrolę? Nie mógł na to pozwolić.

Wzięło go na czułości? Nie spodziewał się tego pytania ze strony Prewetta. Nie odpowiedział nic. Ale poczuł jego dotyk na swoim ramieniu.

- Myślisz, że tego nie zrobię?
Uniósł brew ku górze i oczywiście, zrobił to. Stanął z boku, obejmując go jedną ręką za plecami, po czym nieco się schylił przekładając drugą rękę pod jego kolana. Podniósł go i patrzył w oczy. A następnie, podszedł do kanapy, gdzie posadził na niej Laurenta. Stworzeniem, zwanym Dumą, nie przejmował się, jeżeli ten nie zamierzał go atakować, czy cokolwiek mu zrobić. Odprawi go najwyżej morderczym spojrzeniem. Jeżeli to w ogóle jakkolwiek zadziała.

Nie, żeby Nicholasowi wzięło na czułości. Choć według Laurenta tak mogło to wyglądać. W końcu Travers uczył się. Ale nie chciał tej edukacji pojmować. Burzyła jego dotychczasową harmonię życia i śmierci. Może powinien… wyjść? Dopuścić dzisiaj, to zbliżenie?  Zanim kolejne pojawią się pęknięcia?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#57
08.03.2024, 13:52  ✶  

Składnia powodów, dla których ten alkohol tańczył pomiędzy dłońmi była tak duża, że wyliczenie jej byłoby aż tragicznie śmieszne. Przynajmniej dla niego. Nie, nie służyło to niczemu dobremu ani zdrowemu. Ale pozwalało zabić samego siebie na kilka chwil. Tylko rozsądek i świadomość tego, jakie to niebezpieczne, powstrzymywała go przed tym, żeby się zatopić w świecie doznań zgoła odmiennych od narkotyczno-alkoholowych snów. To, że to złe dla zdrowia - oj tak. Trzeba przecież wstawać każdego dnia wstawać, walczyć, uczyć się, perfekcyjnie ubrać, był idealnym synem, doskonałym prezesem tego miejsca, być Laurentem dla ludzi. Wino miało to do siebie, że mogłeś być przed nim zupełnie nikim, albo sobą w całości. Niewiele osób dawało to poczucie. Niewielu też jak wino upajało. Tak, Nicholas miał w sobie coś, co szeptało do człowieka, że może czuć się swobodnie i bezpiecznie. Czy każdy tak się przy nim czuł? Chciał to sprawdzić, przekonać się. Chciałby zobaczyć go w otoczeniu innych osób i jak wygląda jego codzienność, która nie jest umazana ich spotkaniami w bezpiecznych przystaniach, gdzie niczyje oczy nie mogły ich dojrzeć. Przynajmniej prócz tych skrzacich czy istot magicznych. Na pewno kiedyś będzie ta okazja... jeśli tylko ta relacja się utrzyma. Jeśli nie pęknie bajeczka, albo chłód lodowego pałacu nie odgoni zupełnie. Bo Laurent nawet nie pomyślał o tym, że ten pałac wręcz chętniej zapraszał do środka. Jakby dla niego tym alkoholem miało być ciepło drugiego człowieka.

Spoglądał z uwagą i zainteresowaniem na Nicholasa. Mówił coś, co było oczywiste, co zazwyczaj z ust innych ludzi mu przeszkadzało, drażniło, przytakiwał ze ślicznym uśmiechem. Czemu słowa Nicholasa nie wzbudzały w nim takich odczuć? Dlaczego były w swojej prostocie takie cenne, czemu jego odczucia brały je jako mądre? Skinął lekko głową. Skąd różnica? Philip cały czas powtarzał mu i tłukł do głowy, że powinien się lepiej odżywiać, zadbać o siebie. "Tak, wiem" - niektóre rozmowy łatwo skończyć. Czasem dodawane było do tego, że powinien zadbać o siebie tylko dla siebie samego. I co mu po tym? Chyba tylko to, że tyle ludzi przyszłoby na jego pogrzeb... Ciągle myślał o tym, że nigdy nie dostanie więcej wymarzonych kwiatów niż na swoim pogrzebie. Romantyzował to wręcz, choć ten romantyzm był ciężki, smutny, przykry. Co trupowi po kwiatach? One nie powędrują z nami do Limbo. Nie potrafił znaleźć odpowiedzi na swoje pytanie i nie potrafił zrozumieć, na czym polegała różnica. Po prostu... była. Odetchnął, bo fala smutku, jaka przepłynęła przez jego ciało prawie wprawiła go w płaczliwy nastrój ze swojego poczucia bezsilności.

- A zrobisz? - Jakakolwiek ta fala by nie była to została przemyta, przetarta. Oblepiona złotym światłem, które wysuszało piasek na plaży po sztormie. Za oknem jednak ciągle padał deszcz. Tapał i kapał, zsuwał się z dachówek i szumiał. Laurent naprawdę lubił ten dźwięk. Był kojąco-melancholijny. Uniósł nieco brwi, kiedy Nicholas się przesunął i... podniósł go. W zdziwieniu napiął się w pierwszym momencie, odruchowo objął blondyna za szyją. Duma szczeknął, a głęboki głos psiska przetoczył się po ciszy domu. - Siad! - Rzucił szybko i odruchowo Laurent, nieco się oglądając na jarczuka z rozgorączkowaniem, ale ten posłusznie, choć z niezadowolonym burknięciem, posadził tyłek na panelach. Selkie obrócił głowę do zupełnie nieporuszonego Nicholasa - jakby ten nie posiadał instynktu samozachowawczego... albo jego poziom zaufania do niego był tak wysoki, że nie pomyślał, że jarczuk mógłby mu coś zrobić przy samym Laurencie. Coś cennego. Coś cennego...

Napięcie trwało jedną chwilę, bo już w drugiej przylgnął do mężczyzny z lekkim niezrozumieniem tego wydarzenia, choć sam sobie tego zażyczył. Zajrzał w te oczy. Świat w nich był naprawdę kojąco spokojny. Odnajdywał w tym ukojenie prawie takie samo jak w morskich falach. Chyba nigdy czegoś takiego nie czuł. A może czuł, tylko teraz było to aż takie silnie świadome przez to, jak nierówne i niespokojne było jego życie ostatnio? Co ten człowiek krył za tymi oczami? O czym myślał, co krył w swoim wnętrzu, jakie okropne sekrety mogły się pojawić, które wszystko by zniszczył?

Choć Laurent marzył o bajce, to rycerze nie istnieli. Nawet jeśli Nicholas właśnie takim rycerzem się wydawał.

W tej rycerskości nie chodziło o to, że dumny mąż stanu, wojak, miał latać z różyczkami i prawić peony przed wybranką. Nie. Chodziło o pewność działań, o honor, o stawanie na wysokości zdania. Podejmowania walk twardymi rękoma, które stawały się miękkie, kiedy były wyciągane po kobiecą dłoń. Choć ta Laurenta wcale nie była ręką kobiety.

Takim sposobem znalazł się na kanapie i podwinął na niej nogi, spoglądając na swojego bohatera. I wyciągnął do niego dłoń, żeby usiadł obok. I ułożył się przy nim - objął go rękoma, położył głowę na jego klatce piersiowej. Przytulił. Wsłuchał kolejny raz w bicie jego serca. Kochał ten dźwięk. Tu-tum. Nie było piękniejszej melodii na tym świecie ani piękniejszej muzyki.

- Aż zaniemówiłem. - Wyznał, bo rzeczywiście, w przypływie emocji nawet nie wiedział, co powiedzieć.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#58
08.03.2024, 22:15  ✶  

W najgorszym wypadku, w tej naszej bajce, Lodowy Pałac może stopnieć pod wpływem ciepła. Ciepła uczuć, którymi roztaczał sobą Laurent.  Otaczał tym ludzi, z którymi przebywał. Niby czarodziej, niby stworzenie. Po połowie w sobie czegoś posiadał. Tych cech. Wymieszanych ze sobą. Uczył tych, którzy wybrali ciemność. Aby ich uwolnić. Wyjąć te lodowe szkiełko z oka, bądź z serca. Oczyścić ich czarne skrzydła, aby lśniły, jaśniały. Zadanie jakie sobie zarzucił, było trudne. Bardzo, trudne. Wręcz niemożliwe. Ale czy na pewno?

Zaskoczył go. Nicholas bywał nieprzewidywalny w swoich słowach i czynach. Nie rzucił Laurentowi słów na wiatr, mówiąc o byciu jego rycerzem. Prewett był tą rozkapryszoną księżniczką. Choć w innym tego słowa znaczeniu. Niby miał co chciał, ale nie do końca. Bowiem miłości od Traversa nie otrzymywał za każdym krokiem. Nicholas mógł go w każdej chwili porzucić. Bo przecież niczego mu nie obiecywał. Niczego mu nie dawał. Może poza jednym.

Tą, wyjątkowością.

Traves wychowany w rodzinie wilkołaków, gdzie jako jeden z nielicznych w tym gronie członków rodziny, nie odziedziczył genu lykantropii, umiał radzić sobie z ryzykiem, wobec zwierząt oraz istot magicznych. Mając także dość częsty kontakt z magicznymi stworzeniami, przez swoje praktyki czy edukację od rodzicielki, był w pewnym stopniu odporny na ich agresję. Umiał sobie z tym radzić. Nie bał się jarczuka, który zaczął warczeć do niego, po tym jak wziął na ręce Laurenta. Nie bał się stanąć twarzą w twarz z Abraksanem Michaelem, który widział w nim ciemność. Nawet zlecona przez Czarnego Pana misja, pozwoliła mu pozbyć się jednego ze swoich zwierzęcych lęków przeszłości.

Pozwolił Laurentowi objąć swoją szyję. Gdy tak przez moment stał z nim na rękach, spojrzał w jego niesamowicie piękne oczy. Swoimi chłodnymi, pełnymi tajemnic. Głębokiej ciemności i samotności. Pełnych sekretów i zimna. Spokojnych i opanowanych. Wręcz przyciągających. Udowodnił mu, że to zrobił. Miał go na swoich rękach. Niczym księżniczkę. Badał jego mimikę twarzy. Wyłapywał reakcję. Tak. Zaufanie. W tym momencie wyskoczyło niespodziewanie.

Laurent marzył o bajce z rycerzami, lecz Ci nie istnieli. A może jednak? A może ten tutaj był jednym z nich? Lecz nie na białym koniu. Jednorożcu. czy Pegazie. Nie w pięknej jasnej w bieli pelerynie. Srebrnej zbroi. Ten rycerz był śmiercią. W czarnej szacie, nosząc maskę. A jego wierzchowcem, co najwyżej mógłby być Testral.

Nicholas podszedł do kanapy i posadził na niej Laurenta. Ten wyciągnął do niego dłoń. Przez moment Travers się zawahał. Ostatecznie, podał ją. Zachęcony został do tego, aby usiąść obok. Zrobił to. Dalsze czyny Prewetta go zaskoczyły. Zdziwiły. Choć Nicholas nie okazał tego po sobie, to jednak tego nie spodziewał się. Laurent przytulił się do jego osoby. Położył głowę na jego torsie. Wsłuchiwał się w bicie jego serca. Zimnego, czarnego, na pewno niezdrowego. Choć żyło. Biło jak każde inne. Opanowane. Spokojne. Nicholas położył jedną z rąk na jego ramieniu. Objął go jedną ręką, druga spoczywała obok. Luźno na kanapie.

- Czyny, często powiedzą więcej, niż słowa.
Odpowiedział po chwili, na jego zaniemówienie. Spojrzał w okno, gdzie deszcz się nasilił. Woda z dachu spływała. Milczeli. A natura za oknem, robiła swoje. Zagłuszała ich ciszę. Jego bicie serca.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#59
12.03.2024, 16:15  ✶  

Niemożliwość w świecie magii jawiła się abstrakcją. Czego NIE JESTEŚ w stanie za jej pomocą dokonać? Nieśmiertelność? Proszę bardzo - sięgnij po wampiryzm. Uleczenie wszelkich chorób - zapłać cenę, jest kamień filozoficzny. Wielka wiedza, zmiana ciała, kształtu, przecież możesz wszystko. Możesz nawet czuć wielką miłość, chociaż nie czujesz niczego - wystarczyłaby amortencja. Sprytnie podana amortencja do szklanki z alkoholem, która stała na stoliku i na razie pozostawała nieruszona przez Laurenta. Bo o wiele cieplej było przylegać do drugiego człowieka, niż dawać się rozgrzać procentom. O wiele przyjemniej było trwać przy kimś i nawet nie walczyć o roztopienie go, pokonanie jego murów, tylko pozwalanie na to, żeby w tym niewinnym akcie był sobą. Nawet w najbardziej raw formie, jaką mógł sobą zaprezentować. Uważał, że człowiek dla drugiego człowieka nie powinien się zmieniać. Z perspektywy czasu wiedział też, że to było złe. Że sam źle robił tak gładko wchodząc pod skórę ludziom wokół, że chciał się przypodobać, że chciał stanowić jakąś wartość w oczach ludzi spoglądających na niego przez jedną migotliwą noc. Perspektywy czyniły człowieka i perspektywy pozwalały też mierzyć się z człowieczeństwem, które miało zostać zweryfikowane przyszłością. A ta była niepewna. Każdy kolejny dzień był jedną wielką niepewną, więc oto są. Tu i teraz, ciało przy ciele. W spokoju. W muzyce deszczu i szumie wiatru. Przy miarowym i spokojnym biciu serca - czarnym jak noc, jak wyceniał je Nicholas. Wyceniło je też tak wielu innych, którzy ucierpieli z rąk tego czarnoksiężnika. Te same dłonie obejmowały go teraz delikatnie i czule, a wcale nie ubywało im w tym pewności tego dotyku. Wszystko było na swoim miejscu, wszystko się układało... tylko w tej chwili. Nawet jeśli bycie sobą stanowiło prawdziwy rarytas wśród powszednich doznań to przecież rozejdą się do swoich codzienności i nic nie będzie w tych godzinach ułożone w taki sam komfort doznań.

- Mhmm... w twoim wypadku na pewno. - Mruknął i nieco się przeciągnąał, rozciąągnął, nieco przesunął jeszcze głowę, by znaleźć to idealne ułożenie dla niej dla największego komfortu swojego jak i samego Nicholasa. Po tym ruchu nastąpiło całkowite rozluźnienie mięśni. Zamknął oczy. - Hmm, hmm... jak to było... - Zamruczał wręcz sennie, przybrawszy teraz niemal płynną formę kota, w której chyba przelewałby się przez ręce w razie jakiegokolwiek poruszenia. Był zmęczony. Bardzo zmęczony, ale w tym bardzo pozytywnym stylu, w dobrym znaczeniu. -


Nosimy maskę, która uśmiecha się i kłamie,
Ten haracz podłości ludzkiej płacimy stale, a gdy nas łamie to
z ranionym i krwawiącym sercem śmiechem śmiejemy się uroczym
I gardłujemy o tysiącach drobiazgów ludziom prosto w oczy.*

Zacytował kawałek wiersza.

- Nie pamiętam go dobrze, ale tak to leciało. - Ponieważ to czyny mówiły więcej niż słowa. To prawda. Ale to słowa potrafiły udowodnić, jak bardzo fałszywą osobę miało się przy sobie. - Dlatego ci nie ufam. I prawie każdy nasz krok to test. - Uchylił powieki, żeby spojrzeć na niego z dołu. Spokój deszczu został przerwany przez stukot psich pazurów, kiedy Duma przeszedł przez salon i położył się przy stoliku, żeby być tuż przed kanapą i mieć wszystko na widoku.


*trochę przeinaczony tekst "We Wear the Mask" - Paul Dunbar


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#60
15.03.2024, 17:03  ✶  

Postawił sobie granice. Ale sam je przekraczał. Sprawdzał się? Jak daleko może sobie pozwolić? A może w ogóle nie powinien tego robić? Co chciał osiągnąć? Mógłby zadawać sobie tych pytań bardzo wiele, ale nikt mu na nie, nie odpowie. On sam sobie? Być może. Już raz tę granicę przekroczył. Zapomniał się? Był nie ostrożny. Teraz popełniał podobno ten sam błąd. Tutaj nie miał kto go uprzedzić. Tutaj, musiał sam sobie poradzić.

Siedząc w ciszy, grającej muzyce za oknami. Nie myślał o tym, że Laurent postanowi się do niego aż tak zbliżyć. Że ułoży się swoim ciałem na niego. Że kiedykolwiek będzie chciał słuchać jego zimnego, czarnego serca. Że pozwoli się dotknąć dłonią zbrukanym krwią, które odbierały życia. Przecież, tego wszystkiego Laurent nie był świadom. Nie mógł tego wiedzieć. Nie może się dowiedzieć. Nigdy.

Pozwalając, aby ta chwila trwała. Słuchał Prewetta, dając mu tym samym możliwość poprawienia się na kanapie, znalezienia wygodnego miejsca na ułożenie swojej głowy na jego torsie.
Miał rację, w odpowiedzi na jego słowa. Nicholas więcej mówił czynami, niżeli słowami.

Ten wiersz. Ten jeden fragment, który musiał tak mocno być w rzeczywistości prawdziwy. Ale nie widoczny, dla Laurenta. ”Dlaczego go zacytował?” – zastanowiło to Traversa. Przeniósł na niego swoje zimne, niebieskie oczy. Nie ufał mu. Nicholas na razie nic nie mówił. Spojrzenie przeniósł na jego stworzenie, Dumę. ”Czyżby coś podejrzewał?” – kolejne pytanie zrodziło się w głowie.

- Nie ufasz mi. A mimo to, pragniesz mojej obecności. Zapraszasz mnie.
Spojrzał na anielskiego blondyna. Cały czas będąc sobą. Nie zdradzając po sobie niczego. Żadnego lęku, strachu, podejrzeń. Pozostawała uprzejmość, zrozumienie, tajemniczość.
- Tak. Nasz każdy krok, to test.
Zgodził się. Testowali się wzajemnie. Sprawdzali granice. Jak daleko można się posunąć. Czy kiedykolwiek, przyjdzie taki moment, że będą musieli powiedzieć dość? Jedno z nich, albo oboje. Wielka, niewiadoma.

Kiedy stworzenie wierne swemu Panu, krąży wokół Ciebie, to znak, że powinien się strzec. Uważać. Zabezpieczyć umysł. Nicholas nie miał zamiaru robić krzywdę Laurentowi. Był czujny, bo przecież i jemu nie ufał. Był ostrożny, bo przecież nie skorzystał z zaproszenia do wspólnej kąpieli.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (17975), Nicholas Travers (14975)


Strony (7): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa