03.03.2024, 00:02 ✶
Brenna niekoniecznie była najlepszym szermierzem na świecie – podejrzewała, że Geraldine była jednak ciut lepsza, ale też Yaxley stawiała przede wszystkim na aktywność fizyczną. Czarodzieje jednak obecnie chętniej sięgali po różdżki niż szpady czy miecze, i ciężko było znaleźć partnerów do treningu, a sztuczki Erika Brenna znała już na pamięć, ojca dawno przerosła, a Geraldine coraz rzadziej dawała radę czymś ją zaskoczyć. Miło było więc poćwiczyć z kimś innym.
Uśmiechnęła się z odrobiną satysfakcji, gdy zdołała wytrącić mu z ręki broń. Nigdy nie była najbardziej ambitną istotą na świecie, ale mimo wszystko wygrana zawsze była przyjemna.
– Powiedziałabym, że zawsze i wszędzie, ale pewnie lepiej będzie dograć termin wcześniej. Dziękuję za udany pojedynek – powiedziała, kłaniając się przy tym nieco teatralnie, wciąż z bronią w prawym ręku. Nie miała nic przeciwko rewanżowi, ba, była na ten całkiem chętna, acz pewnym problemem mógł tutaj być grafik. Jego napięty, a jej już pękający w szwach i błagający o zmiłowanie. – Odkąd miałam jakieś cztery czy pięć lat. Sama nie pamiętam. Mój ojciec bardzo lubi szermierkę. Inne dziewczynki dostawały na urodziny od ojców lalki, a mój w tajemnicy przed matką wręczał mi noże – stwierdziła z uśmiechem, półżartem, półserio, bo właściwie to na szóste urodziny dostała drewniany miecz, a na dwunaste sztylet, i ten drugi prezent tata naprawdę kazał ukrywać przed mamą… – Chociaż nie mam już niestety na ćwiczenia tyle czasu, ile bym chciała.
A szermierka nie wybaczała i nawet krótkie przerwy w treningu oznaczały, że niektóre mięśnie odzwyczajały się od pewnych ruchów i nagle cięcia czy parady nie wychodziły już tak zgrabnie jak wcześniej.
– Pod koniec odsłoniłeś się tuż po ataku – stwierdziła po chwili autentycznego namysłu, gdy zadał pytanie. Bo Brenna podchodziła do szermierki poważnie i szybko przeanalizowała w myślach cały pojedynek, szukając faktycznych „dziur”. – I powiedziałabym, że wyprowadzasz silne i celne ciosy, ale powinieneś trochę popracować nad szybkością w obronie… ale nie mogę być pewna, bo trochę za krótko cię obserwowałam – przyznała uczciwie. Jej własną słabością było to, że niekiedy jej ciosy były niedokładne, więc łatwiej było przed nimi umknąć, ale próbowała nad tym pracować.
Wyszła z kręgu, wytyczonego przez trawę i pochyliła się, by zebrać swoje rzeczy.
Uśmiechnęła się z odrobiną satysfakcji, gdy zdołała wytrącić mu z ręki broń. Nigdy nie była najbardziej ambitną istotą na świecie, ale mimo wszystko wygrana zawsze była przyjemna.
– Powiedziałabym, że zawsze i wszędzie, ale pewnie lepiej będzie dograć termin wcześniej. Dziękuję za udany pojedynek – powiedziała, kłaniając się przy tym nieco teatralnie, wciąż z bronią w prawym ręku. Nie miała nic przeciwko rewanżowi, ba, była na ten całkiem chętna, acz pewnym problemem mógł tutaj być grafik. Jego napięty, a jej już pękający w szwach i błagający o zmiłowanie. – Odkąd miałam jakieś cztery czy pięć lat. Sama nie pamiętam. Mój ojciec bardzo lubi szermierkę. Inne dziewczynki dostawały na urodziny od ojców lalki, a mój w tajemnicy przed matką wręczał mi noże – stwierdziła z uśmiechem, półżartem, półserio, bo właściwie to na szóste urodziny dostała drewniany miecz, a na dwunaste sztylet, i ten drugi prezent tata naprawdę kazał ukrywać przed mamą… – Chociaż nie mam już niestety na ćwiczenia tyle czasu, ile bym chciała.
A szermierka nie wybaczała i nawet krótkie przerwy w treningu oznaczały, że niektóre mięśnie odzwyczajały się od pewnych ruchów i nagle cięcia czy parady nie wychodziły już tak zgrabnie jak wcześniej.
– Pod koniec odsłoniłeś się tuż po ataku – stwierdziła po chwili autentycznego namysłu, gdy zadał pytanie. Bo Brenna podchodziła do szermierki poważnie i szybko przeanalizowała w myślach cały pojedynek, szukając faktycznych „dziur”. – I powiedziałabym, że wyprowadzasz silne i celne ciosy, ale powinieneś trochę popracować nad szybkością w obronie… ale nie mogę być pewna, bo trochę za krótko cię obserwowałam – przyznała uczciwie. Jej własną słabością było to, że niekiedy jej ciosy były niedokładne, więc łatwiej było przed nimi umknąć, ale próbowała nad tym pracować.
Wyszła z kręgu, wytyczonego przez trawę i pochyliła się, by zebrać swoje rzeczy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.