• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas

[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
13.03.2024, 22:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 18:59 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—19/08/1972—
Dolina Godryka, Zagajnik
Thomas Hardwick & Geraldine Yaxley



Miała ochotę się wystroić, odwalić tak, żeby opadła mu szczęka, kiedy ją zobaczy, ale szli do lasu, a to nieco komplikowało sprawę. Nie chciała, żeby szyszki, czy igły, czy cokolwiek innego wbijało jej się w tyłek, kiedy usiądą na ziemi. Nie wiedzieć czemu zakładała, że usiądą. Postawiła więc na ubiór bardzo standardowy dla siebie, swoje trapery ze smoczej skóry, skórzane spodnie i koszulę, pewnie po którymś z jej byłych lub aktualnych współlokatorów, przyjaciół, chłopaków, czy brata. Wyglądała znośnie, włosy zostawiła rozpuszczone, co było dla niej raczej nietypowe.

Nie przyleciała w miejsce spotkania na miotle, mieli spożywać alkohol, Thomas był stróżem prawa, wolała przy nim nie wracać pijana na miotle do siebie. Teleportowała się więc do Doliny, jako, że był to jeden z łatwiejszych sposobów transportu, o tym, jak wróci i czy wróci jeszcze nie myślała. Zabrała ze sobą plecak, w którym miała kilka paczek fajek - obawiała się, że może jej ich zabraknąć, sztylet, bo nie ruszała się bez broni i butelkę whisky, żeby przypadkiem nie zabrakło im alkoholu

Trochę obawiała się tego spotkania, bała się, że może zareagować na jego obecność nieco zbyt emocjonalnie. Nie widzieli się w końcu od dawna, ledwie dwa dni temu do niego napisała, a dzisiaj mieli się zobaczyć. Trochę rozczarowała się tym, że do niej nie napisał, że nie wspomniał o tym, że zniknie. Szczególnie, że dał jej nadzieję, może źle odebrała jego listy? Było to prawdopodobne, chociaż z tych kolejnych, ostatnich wynikało, że było mu głupio. Wolała to przegadać, żeby nie było między nimi żadnych niedopowiedzeń.

Dlatego też więc stała przed ścieżką do lasu. Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, wsadziła sobie peta w usta i go odpaliła, najłatwiejszy sposób, aby poradzić sobie z nerwami.

Oparła się o drzewo i czekała. Nie miała pojęcia z której strony nadejdzie, nasłuchiwała jednak, a słuch miała naprawdę bardzo wrażliwy, w końcu była łowcą potworów.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#2
14.03.2024, 00:43  ✶  
Dawno już niczego tak nie spierdzielił. Naprawdę, powinien dostać za to jakiś order największego idioty w Wielkiej Brytanii. Naprawdę jednak zaczęło się od tego, że jego ojciec podupadł na zdrowiu, potem wyszło, że nie może dalej prowadzić gospodarki i nadszedł czas na przepisanie jej na któreś z dzieci, co doprowadziło do trzech pożarów, wypadku z bronią palną, otrucia (choć tu był to tylko wypadek) oraz niezliczonej ilości kłótni, podczas których Thomas był mediatorem, jako jedyna osoba niezainteresowana tym przeklętym majątkiem. A potem jak wrócił do rzeczywistości, to zdał sobie sprawę, że minął prawie miesiąc od kiedy napisał ostatni list.
Spanikował. Wiedział, że spierdolił sprawę, dni jednak uciekały mu wtedy przez palce, codziennie mówił sobie, że da znać co się dzieje jutro, jak będzie miał więcej siły, za dwa dni, jak znów wróci do Londynu, za trzy, gdy upora się z przerwą w pracy.
Gdy zdał sobie sprawę z rzeczywistego upływu czasu, nie wiedział co zrobić. Cisza od strony Gerry nie pomagała. Myślał, że wszystko zaprzepaścił. Że prawdopodobnie kobieta nie chce go już więcej znać, postawiła na nim krzyżyk i zapomniała o nim, szukając swojego szczęścia gdzie indziej.
A jednak dostał ten list. A potem kolejny i kolejny i wiedział, że da radę jeszcze uratować to, co zaczynało się między nimi tworzyć, nie ważne jaką miało przybrać formę. Lubił rozmawiać z Ger, lubił z nią pisać i po prostu spędzać czas. I nie chciał znów stracić tej możliwości.
Również darował sobie miotłę i przyszedł na piechotę. Miał na sobie zwykłe jeansy i szarą, luźną koszulkę, oraz zwykłe trampki. Na włosach tkwiły wetknięte czarne okulary przeciwsłoneczne, przez ramię przewiesił swoją ukochaną kurtkę, ot, na wypadek, kiedy miałoby być zimno. Miał ze sobą sporej wielkości plecak, w ręce trzymał zaś wiklinowy koszyk piknikowy, z którego wystawała
błękitna chusta. Właśnie tak wyglądając wyłonił się spomiędzy drzew, zatrzymując się nagle na widok Gerry. Miał nadzieję, że będzie pierwszy, widocznie jednak mógł się bardziej pośpieszyć. To jednak nic.
Dzięki temu mógł przez chwilę bezkarnie popatrzeć na kobietę, która w jego oczach kompletnie nic się nie zmieniła. Może miała na twarzy trochę więcej piegów, włosy lekko pojaśniały od słońca, ten widok niezmiernie go jednak ucieszył.
Ruszył w jej stronę, stając przed nią mniej więcej w odległości metra, uśmiechając się lekko niepewnie.
- Cześć - rzucił, odstawiając koszyk i plecak na ziemię, szukając słów które mógłby wypowiedzieć. Znów powinien przeprosić? Zacząć się tłumaczyć. Paść jej do stup i błagać o wybaczenie? - Głodna? - wypalił. Cóż, tak też można było zacząć rozmowę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
14.03.2024, 10:53  ✶  

Odrzucenie nie było miłym uczuciem. Często jej się przytrafiało, dlatego też nie napisała do niego wcześniej. Pogodziła się z tym, że może nie chce jej widzieć, miał do tego prawo, nie on pierwszy i nie ostatni. Przywykła do tego, że często się tak dzieje w jej życiu. Obiecała sobie, że nie będzie się do nikogo zbliżać, bo była to gra niewarta świeczki. Fakt, było miło, przez chwilę, ale później, za każdym razem bolało coraz bardziej. Łatwiej chyba było wybudować wokół siebie mur i nikogo przez niego nie przepuszczać.

List napisała w momencie słabości. Zdarzały się jej one ostatnio często. Dawno nie była w takim dołku, miała wrażenie, że czas jej ucieka i nieodpowiednio go wykorzystuje. Teraz trochę tego żałowała, bo bała się tego spotkania. Nie wiedziała, jak się zachować, bo nie była dobra w mówieniu o tym, co czuje. Dużo łatwiej było jej się zamknąć w sobie i udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy w środku strasznie ją kuło.

Tyle, że odpisał jej na ten list, tak samo jak na każdy następny, był to powód, który powodował, że mu ufała, przynajmniej w to, że chciał z nią utrzymywać kontakt, że może faktycznie po prostu coś się wydarzyło, że może to wszystko była prawda.

Zawsze zjawiała się przed czasem, nie znosiła się spóźniać, a do tego nie umiała usiedzieć zbyt długo na tyłku. Kończyła palić, kiedy usłyszała kroki. Zbliżał się do niej, póki co jeszcze nie dostrzegła jego sylwetki, ale wiedziała, że jest niedaleko. Przygasiła fajkę i czekała, aż nadejdzie. Odetchnęła głęboko, jeszcze chwila i go zobaczy.

Odwróciła się w jego kierunku i czekała, aż do niej podejdzie. Nie wiedziała, czy powinna rzucić mu się z radością na szyję, czy poczekać, wybrała drugą opcję, wydawała się jej mniej drastyczna.

- Cześć. - Powiedziała chrapliwie, głos uwiązł jej w gardle. Dobrze wyglądał, zresztą jak zawsze. Miała wrażenie, że niewiele się zmienił od czasu Hogwartu, wciąż widziała w nim tego chłopca, z którym latała na miotle, już wtedy bardzo go lubiła. Nadal miał ten błysk w oku, który zwiastował kłopoty.

- Trochę tak. - Zawsze była głodna, ale to już inna sprawa. - Zostajemy tutaj, czy idziemy głębiej? - Nie miała pojęcia, co dokładnie zaplanował, a nie chciała zaczynać się rządzić. Nie miała zamiaru też go tutaj atakować pytaniami, nie oczekiwała, że będzie ją przepraszać, to miało być miłe, przyjacielskie spotkanie, przynajmniej bardzo chciała, żeby takie było.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#4
14.03.2024, 21:40  ✶  
Cieszył się, że miała ten swój moment słabości. Wróć. Po prostu gdyby nie napisała, prawdopodobnie sam nie miałby odwagi się odezwać, a to oznaczało, że dziś by się nie zobaczyli. Cholera, bał się jak diabli tracić ludzi, a ostatnio to zagrożenie bywało bardziej realne, niż kiedykolwiek. Z wielu powodów.
Nie chciał tego wszystkiego zepsuć. Nie teraz, kiedy pojawił się przed nim jakiś nikły płomyk nadziei, by to wszystko poukładać. Bał się popełnić choć najmniejszą gafę, przez co naprawdę długo myślał jak rozegrać ich spotkanie. Tylko, że nigdy nie był dobry w planowaniu. Owszem, przygotował jedzenie i alkohol, wybrał miejsce oraz zadbał o ich ewentualny komfort, ale jeśli chodzi o sam przebieg rozmowy, nie wiedział, jakich słów miał użyć i o czym rozmawiać.
Musieli iść na żywioł i choć zwykle to mu wystarczało, teraz nie czuł się z tym wyjątkowo komfortowo. A jednak, może to i właśnie była dla nich wystarczająca metoda?
W myślach miał już sobie wyrzucać, że tak inteligentne pytanie zapewne było całkowicie nie na miejscu, Ger zaraz się zawinie i zostawi go z tym koszykiem samego, a jemu zostanie wypić tą whiskey samotnie i na tym się to wszystko skończy.
Tymczasem rozmowa zaczynała się jakoś rozkręcać.
- To dobrze, bo przygotowałem coś dobrego i mam nadzieję, że ci przypadnie do gustu - uniósł kąciki ust trochę wyżej. Plecak zarzucił na ramię, koszyk znów chwycił w rękę, i wskazał głową na ścieżkę. - Planowałem rozłożyć się na polanie w środku zagajnika. Chłodniej, trochę mniej na widoku i cóż, jest tam naprawdę ładnie - znów się uśmiechnął. Nie mógł nacieszyć się tym, że naprawdę się widzieli, miał nadal całą i nienaruszoną twarz, a Gerry zamierzała spędzić z nim czas. - Oczywiście jeśli ci ten plan pasuje. - Dodał, czekając na twierdzącą odpowiedź, by mogli ruszyć zacienioną ścieżką.
Znał to miejsce, było naprawdę urokliwe, a do tego zaciszne, więc o czymkolwiek zamierzali rozmawiać, na pewno pozostanie między nimi. A chyba mieli naprawdę sporo do przegadania. Nadal czuł, że musi spróbować jakoś się wytłumaczyć, jednocześnie wydawało mu się to głupie i zbędne, bo tak naprawdę nic nie mogło go wybronić za brak kontaktu. Wiedział, że powinien wysłać choć jeden list i może nie skończyliby z tak poharataną relacją. Za punkt honoru więc postawił przed sobą zadanie, by jakoś ją podreperować. Czymkolwiek się da, nawet, jeśli miał przekupić ją własnoręcznie robioną zapiekaną farmerską.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
14.03.2024, 23:57  ✶  

Zagubiła się trochę po drodze, czuła, że dzieje się z nią coś niepokojącego, że nie powinna postępować w ten sposób, bo jeszcze trochę, a spłonie, bo żyła za mocno, paliła się niczym ogień, byleby tylko coś poczuć. Nie tędy droga, nie mogła się zatracać, zdecydowanie potrzebowała czegoś innego, a on już jej to dał, całkiem niedawno. Właśnie dlatego spróbowała się odezwać, może trochę szukała ratunku. Na całe szczęście okazało się, że nadal gdzieś tam był, gotowy z nią rozmawiać, pisać, czy się spotykać. Może miała jeszcze szansę na uratowanie przed całkowitą zagładą.

Najgorzej jak trafiały na siebie dwie osoby, które coś czuły, ale nie umiały o tym mówić. Powodowało to niepotrzebne komplikacje, których mogli uniknąć, gdyby nie mieli obaw przed tym, aby się tym podzielić. Życie nie było jednak proste, czasem prowadziło przez dziwne, bardzo kręte ścieżki, pozostawało się do tego dostosować i liczyć na litość sił wyższych.

- Sam przygotowałeś? - Uniosła pytająco brew, bo ją to zaskoczyło. Chyba faktycznie się postarał, może naprawdę chciał odpokutować swoje winy. Uśmiechnęła się do niego unosząc kącik ust. Najwyraźniej niewiele było potrzebne, żeby Ger chociaż trochę mu odpuściła, a przecież znaleźli się tutaj ledwie kilka minut temu. To był dopiero początek tego wieczoru.

- Skoro tak planowałeś, to kimże jestem, żeby zaburzać twoją wizję. - Polana brzmiała dobrze, miała na pewno dużo zalet, a największą z nich było to, że znajdą się daleko od całego świata.

- Oczywiście, że mi pasuje, to dobry pomysł. - Dodała jeszcze, żeby nie wziął jej poprzedniego komentarza za zbytnio uszczypliwy.

Yaxley ruszyła za nim, w zasadzie to dosyć szybko zrównała swój krok z jego. Przez chwilę milczeli, ale ta cisza nie do końca się jej podobała, powodowała niezręczność, a tej wolałaby uniknąć, postanowiła więc zacząć mówić, chociaż przychodziło jej to raczej niełatwo. - Często tu bywasz? - Całkiem niegroźne pytanie, które mogło rozładować to napięcie, które się pojawiło. - Ponoć Knieja ostatnio nie jest bezpieczna, lepiej, żebyśmy się do niej nie zbliżali. - Miała przyjemność spotkać się nawet z tymi słynnymi widmami z lasu i nie życzyłaby swojemu najgorszemu wrogowi podobnego doświadczenia. - Te widma, to coś strasznego. - Postanowiła się podzielić z Tomkiem swoją obserwacją, nie ma to jak rozmawiać o pierdołach, kiedy przecież mogliby zmienić temat na bardziej skomplikowany. Wybrała jednak tą łatwiejszą drogę.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#6
16.03.2024, 00:47  ✶  
Nie wiadomo, czy mógł być jej drogowskazem. Już raz spieprzył sprawę, a pokładanie tak dużej nadziei w człowieku mogło okazać się złudne. A jednak, przecież jeszcze nie tak dawno, mimo ich lekko skomplikowanej przeszłości, coś kliknęło. Przyciągali się nawzajem. Mimo potencjalnych różnic, okazywali się być do siebie tak naprawdę całkiem podobni.
Coś sprawiało, że gdy tylko zaczęli znów rozmawiać, Thomas poczuł się jakby wrócił do znajomego miejsca, choć towarzyszyło temu tyle strachu i wyrzutów sumienia. Nie chciał, by to zniknęło.
Możliwe więc, że byłby w stanie wyciągnąć Gerry z najgorszej znanej otchłani, jeśli to oznaczało, że jej nie straci. Tak naprawdę zależało mu na niej, do tego stopnia, że bał się wziąć odpowiedzialność za to, do czego może go to doprowadzić.
Ostatecznie jednak nie dała mu wyboru i sama sprawiła, że nie potrafił jej znów zostawić. Wiedział, że nie mógł odpuścić po pierwszych przeczytanych słowach jej listu.
Nie było tajemnicą, że Thomas umiał trochę gotować. Może nie był w tym wybitny, robił jednak dobrą jajecznice i kilka innych dań, których nauczyła go matka. Co prawda tym razem skorzystał z drobnej pomocy, choć większość wykonał sam.
- No, może pod bacznym okiem skrzatki, która trochę bała się mnie zostawić w kuchni, ale uwierz mi, te ręce potrafią także upichcić coś dobrego. - Mrugnął do niej, odwzajemniając uśmiech, który sprawił, że zrobiło mu się trochę cieplej na sercu. To był dobry znak. Czekał na takich więcej.
Sarkazm trochę zbił go z tropu, przez co przez chwilę bał się, że jednak coś sknocił, szybko jednak odetchnął, gdy okazało się, że jednak słowa Ger były szczere i naprawdę mogli kontynuować spotkanie po jego myśli. To dobrze.
A przynajmniej było, dopóki nie zaczęli iść i nie zapadła między nimi cisza, przez którą przebijał się śpiew ptaków i szum drzew. I która sprawiała, że Thomas nagle czuł się nie na miejscu. Czy to naprawdę dobry pomysł, że się spotkali? Co jeżeli nic z tego nie wyjdzie i cala ich znajomość przepadnie? Czy powinien coś powiedzieć? Co takiego, do cholery?
Sytuację uratowała jednak Ger, a mężczyzna niemal nie odetchnął z ulgi na jej pytanie. Powstrzymał się jednak.
- Tak, zdarza mi się tu przychodzić, gdy chcę na chwilę pobyć sam, bez ograniczających mnie czterech ścian. Szczególnie teraz, gdy jest ciepło i nie muszę się martwić odmrożeniem czterech liter. - Uśmiechnął się znów do Ger, dziękując w myślach, za podrzucenie tematu. Nawet, jeśli mieli rozmawiać o czyhających na czarodziei niebezpieczeństwach. - Tak, masz rację, lepiej nie skończyć dnia jako przekąska dla widm. Najgorsze, że nadal tak mało o nich wiemy, a już tym bardziej nie mamy pojęcia, jak się ich pozbyć - mruknął, spoglądając między drzewa. - Widziałaś je? - zapytał cicho, zaciekawiony tym stwierdzeniem.
Zanim jednak usłyszał odpowiedź, mogli zobaczyć jak drzewa otwierają się na małą polankę, pokrytą lekko przyschniętą trawą, oraz różnymi kwiatami, głównie stokrotkami o białych i różowych kwiatach. Padało na nią lekko rozproszone przez drzewa słońce, tworząc przyjemny półcień. Tu i ówdzie roślinność wydawała się lekko wgnieciona, co wskazywało, że rzeczywiście ktoś tu czasem przychodził.
- Jesteśmy. - Tomasz wyszedł na środek leśnej łąki, rozkładając ręce, prezentując wybrane przez niego miejsce. - Może rozłożę koc? - Dodał zaraz, odkładając swoje graty.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
16.03.2024, 01:14  ✶  

Tej myśli się trzymała, że może jest coś więcej, że faktycznie ma jeszcze szansę, mimo tego, że ostatnio się bardzo pogubiła. Nie chciała jednak tak żyć i docierało to do niej coraz bardziej. Może dałoby się pogodzić jej tryb życia z czymś więcej, nie powinna skazywać się na samotność przez to, w jaki sposób chciała żyć. Czuła, że w tym trybie, który wybrała czegoś jej brakuje, usilnie łapała się okazji, byle tylko zagłuszyć ból istnienia, a to nie było dla niej dobre. Nie była takim człowiekiem, to ją niszczyło i ostatnio zaczęła sobie zdawać z tego sprawę.

Thomas był obok, z tym swoim uśmiechem na twarzy, takim, jaki zapamiętała z czasów nauki w Hogwarcie, nie oceniał jej, zresztą nigdy tego nie robił, a jej serce było trochę mocniej, gdy znajdował się w pobliżu, może faktycznie był to znak? Musiała tylko sobie wszystko poukładać w głowie, jakoś się do tego odnieść i może wreszcie przekazać mu to wszystko. To chyba było w tym najgorsze, bo za cholerę nie potrafiła mówić o tym, co czuła, zresztą nie do końca też była pewna, co to oznacza i czy dobrze odczytuje swoje emocje.

- To dobrze, bo ja niestety nie potrafię gotować, wcale. - Odparła zgodnie z prawdą. Nie radziła sobie ani z eliksirami, ani z gotowaniem, nigdy nie ciągnęło jej do kuchni. - Ale wpada do mnie czasem skrzatka rodziców, żebym nie umarła z głodu. - Triss bardzo o nią dbała, doglądała zresztą również jej psów pod jej nieobecność, więc dzięki niej Yaxley ani nie zarosła w brudzie, ani nie zdechła jeszcze z głodu.

- I niby ci wierzę, ale zaraz to sprawdzimy, czy te ręce faktycznie potrafią coś upichcić. - Nie chciała wypytywać ile w tym było jego pracy, a ile skrzatki, bo nie to było w tej chwili ważne. Liczyły się chęci, to, że chciał przygotować coś specjalnie dla niej, rzadko się bowiem zdarzało, aby ktoś zrobił coś specjalnie dla niej.

Zauważyła to mrugnięcie, sprawiło ono, że zrobiło jej się tak jakoś lżej. Może faktycznie zapomną o tym chwilowym nieporozumieniu?

Szli przez chwilę w milczeniu, na całe szczęście udało jej się sięgnąć do tych resztek pokładów człowieczeństwa, które się w niej kryły, bo nie chciała, żeby coś wyszło nie tak, bo jej zależało na tej znajomości i czuła, że musi zrobić wszystko, co w swojej mocy, żeby tego nie popsuć.

- Szkoda, że lato się kończy. - Dodała z lekka nostalgią, bo już niedługo odejdzie w niepamięć. Zaraz przyjdą chłodne poranki i wieczory i znowu zrobi się szaro i nieprzyjemnie. - Mieszkasz tu, niedaleko, prawda? - Z tego, co jej się wydawało to Erik coś o tym wspominał, ale w sumie to nie wiedziała tak do końca. Dyskutowały ostatnio z Florence na temat mieszkania w Dolinie, wtedy bardzo mocno usiłowała potwierdzić, że nie widzi dla siebie lepszego miejsca od Londynu, chociaż większą część życia spędziła w Walii, pośród gór i natury.

- Niestety, miałam tę przyjemność, nie polecam nikomu. - Spotkała widma na swoje nieszczęście i nawet na niej zrobiły ogromne wrażenie, a przecież mierzyła się na co dzień z najstraszniejszymi bestiami, wolałaby nie spotkać tych dziwnych istot nigdy więcej, no i widziała, co zrobiły z tym biednym chłopcem. Wolała jednak teraz do tego nie wracać, szczególnie, że humor się jej poprawił i nie chciała spieprzyć tego wieczora gadaniem o nadchodzącej zagładzie. Potrzebowali chociaż chwili normalności, krótkiej, wyrwanej tej okrupnej rzeczywistości.

Najwyraźniej dotarli na miejsce, bo ukazała im się polana, która była schowana w lesie. - Idealne miejsce. - Dodała jeszcze. - Pomóc ci? - Co by nie mówić zawsze łatwiej jest rozłożyć koc we dwójkę, szczególnie, kiedy wiatr utrudniał tę czynność.

- Jest tu tak cicho, jakby cały świat nie istniał. - Strasznie jej to odpowiadało, ta cisza, którą przerywał jedynie śpiew ptaków i szelest liści.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#8
17.03.2024, 20:43  ✶  
Czasami sami wmawialiśmy sobie coś, co nie do końca było prawdą, jednak pomagało nam usprawiedliwić nasze wątpliwe zachowania. Nie było to zdrowe, szczególnie, jeśli to, czego się baliśmy mogło jednak wyjść nam na dobre. Jak na przykład odcięcie się od toksycznych osób, czy przyjęcie pomocnej dłoni. Thomas zmierzył się z dwiema kwestiami nie do końca ze swojej woli, ale w końcu przełamanie swoich przekonań wyszło mu chyba na dobre. Nie był wszystkiego do końca pewny, ale było trochę lżej. Szczególnie na sercu.
W kwestii ich dwójki, oboje musieli na spokojnie przemyśleć, co tak naprawdę między nimi się działo. Na razie pędzili w nieznane, chcąc jak najszybciej załatać rany, które zostały wyrządzone. Thomas nie był pewien, czy to najlepsze rozwiązanie, nie chciał jednak, by ewentualna opieszałość znów wszystko popsuła. Zawsze kierował się strategią - więcej robienia, mniej myślenia, nie wychodziła mu ona jednak czasem na dobre. W niektórych sytuacjach trzeba było w końcu się na chwilę zatrzymać i posłuchać swojej głowy i serca.
- O, widzisz, mieszkałem kawał czasu sam, toteż musiałem się tego i owego nauczyć, jeśli nie chciałem wydać wszystkich pieniędzy w knajpach. Zresztą, już jak byłem dzieckiem matka dbała, byśmy z rodzeństwem potrafili zrobić chociaż jajecznicę, ewentualnie wykarmić się nawzajem, gdy ona była zajęta pomocą ojcu - mówił z lekką nostalgią, choć nie wyglądało, jakby wspominanie tego sprawiało mu przyjemność. Nie trwało to jednak długo, szczególnie, że chwilę później już chciał proponować, że Gerry może wpaść do niego, jeśli poczuje głód, z dwóch powodów jednak z tego zrezygnował. Powód pierwszy - dziewczyna jeszcze dzień temu chciała pewnie go zamordować. Powód drugi, nie mieszkał sam. Bardziej mieszkał u kogoś. I czuł się z tym nadal trochę nieswojo, choć minęło już sporo czasu.
- Trochę szkoda tych ciepłych dni, ale chyba wolę początek jesieni. Zawsze wydawała mi się jakaś przyjemniejsza, barwniejsza i chyba mam z nią związanych więcej miłych wspomnień. - Spojrzał na zieleń liści, wiedząc, że jeszcze piękniej okolica będzie wyglądać, gdy te pokryją się żółcią, pomarańczą i czerwienią. - I tak, od jakiegoś roku mieszkam u Longbottomów. Kiepska historia, ale to naprawdę dobrzy przyjaciele, traktują mnie już chyba trochę jak członka rodziny. - Czasem bardziej, niż jego własna.
Tęsknił trochę za swoim starym mieszkaniem i pewną swobodą, wiedział jednak, że bezpieczeństwo było bezcenne, a Warownia właśnie to mu dawała. Możliwość pewnej beztroski i wsparcie, którego nawet nie wiedział, że mu brakowało. 
Spochmurniał, gdy usłyszał potwierdzenie, że Ger rzeczywiście spotkała się z tymi istotami. Zatrzymał się nawet na chwilę, jakby uważniej przyglądając się twarzy kobiety, marszcząc przy tym lekko brwi.
- Ale nic ci się nie stało? - zapytał, nie kryjąc, że trochę się martwił. Nie wiedział kiedy nawet nastąpiło to spotkanie, które mogło skończyć się tragicznie, a to sprawiło, że coś zacisnęło się mu na żołądku. Kara za to, że się nie odezwał. Gdyby sytuacja skończyła się mniej pomyślnie… Nie chciał o tym myśleć, ale nie potrafił. Wryło się to w jego umysł i wiedział, że szybko nie ucieknie.
Ucieszył się, że miejsce zyskało aprobatę dziewczyny. Rzeczywiście, było tu naprawdę zacisznie, a co ważne, polana była tak naprawdę rzadko uczęszczana. Thomas nigdy nie widział poza nim tu nikogo innego, choć może miał po prostu szczęście.
Chciał też powiedzieć Gerry, że powinna usiąść wygodnie i nic nie robić - w końcu taki miał zamysł, spróbować potraktować ją trochę jak księżniczkę, poczuł jednak, że może to nie do  końca właściwe zachowanie wobec tej konkretnej kobiety. Może przynajmniej nie dziś. Kiedyś, kto wie?
- Jasne, będzie szybciej - odpowiedział w końcu, idąc ze swoim umysłem na mały kompromis. - A potem polecam się wygodnie rozłożyć, a ja zaraz wyjmę prowiant.
Gdy koc leżał już na trawie, a Gerry się na nim rozsiadła, otworzył koszyk piknikowy, który znalazł wcześniej gdzieś w Warowni, po czym wyłożył przed nimi zapiekankę, trochę kanapek z indykiem, sałatkę makaronową i cóż, babeczki malinowe. Oprócz tego wyciągnął termos z kawą i jedną z dwóch butelek whisky oraz talerzyki, widelce i szklanki, ot, dla zachowania kultury. Wiedział jednak, że po tej jednej flaszce te mogą pójść w zapomnienie.
- Mam nadzieję, że spełniłem chociaż ułamek oczekiwań? - Spojrzał na jedzenie, a następnie na Ger. Jego oczy wyrażały lekką niepewność, choć uśmiechał się lekko, wyglądając niczym szczeniak czekający na pochwałę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
17.03.2024, 21:45  ✶  

Miała problem z myśleniem, jakoś od zawsze. Nieokrzesany charakter przynosił więcej problemów, niż można się było spodziewać, bo łączył ze sobą również niewyparzony język. Kłopoty przytrafiały się jej dość często z racji na to połączenie, gdy jednak przychodziło do mówienia o tym, co czuje nagle dostawała jakiegoś paraliżu. Nie umiała nazywać swoich emocji, pewnie miało to związek z tym, że została wychowywana dosyć surowo. W jej rodzinnym domu nie było czasu na to, aby ktoś przejmował się uczuciami dzieci, miały być silne i sprawne fizyczne, to ciało było najważniejsze, nikt nie zwracał uwagi na duszę. Przez to też właśnie nie była przyzwyczajona po pierwsze do zastanawiania się nad tym co czuje i nazywaniem rzeczy po imieniu, a po drugie tym bardziej do dzielenia się tymi przemyśleniami z kimś innym. Powodowało to spore utrudnienia w nawiązywaniu jakichś bliższych relacji, bo nawet jeśli bardzo chciała, to samej ciężko jej się było do tego przyznać.

Tyle, że wiedziała, że lubi Thomasa, ba dosyć mocno przeżyła to, że ich kontakt się urwał. Zebrała się w sobie na odwagę i napisała do niego, a nie zdarzało się to często i teraz byli tu razem, może przyniosło to nieco niezręczności zważając na to, ile się do siebie nie odzywali, ale z drugiej strony sam ją zaprosił do tego lasu. Może więc czasem warto było jednak się odezwać, nie uciekać, nie znikać, jak to miała w zwyczaju, bo komuś faktycznie też mogło na niej zależeć? Był to oczywiście bardzo dalekie rozważania, które w tej chwili nie miały najmniejszego sensu, bo przecież to był tylko spacer.

- No tak, wy nie mieliście skrzatów domowych. - Jak mogła o tym zapomnieć? Coś co dla niej było oczywiste, dla kogoś takiego jak Thomas nie miało większego sensu, bo on pochodził z zupełnie innej rodziny, z takiej, gdzie nie było magii, on był pierwszym, który trafił do magicznego świata, było to na pewno spore brzemię, został rzucony na głęboką wodę, musiał sam się w nim odnaleźć, rodzice nie mogli mu pomóc, zawsze wyobrażała sobie to, jako bardzo trudne. Gdyby analogicznie ktoś wrzucił ją do świata mugoli pewnie nie potrafiłaby się w nim odnaleźć, na pewno nie jako dziecko. - Wiesz, w ostateczności mogłeś być, jak ja. Nadal się tego nie nauczyłam i najczęściej jadam jakieś obrzydliwe, gotowe konserwy, byleby nie musieć stać przy garach. Dlatego trochę podziwiam determinację, bo u mnie nie wystąpiła. - Yaxley może i była bogata, ale zupełnie nie było po niej tego widać. Nosiła te same ubrania od lat, jadała byle co, dosyć mocno to kontrastowało ze stereotypowym wizerunkiem panny z dobrego domu.

- Tak właściwie to wrzesień jest całkiem przyjemny, chociaż szkoda, że dni się robią coraz krótsze, mniej czasu na polowania. - W jej przypadku pora roku była wyznacznikiem tego, jak będzie wyglądała praca. Wolała latem przemierzać lasy, zimą czasami bywało naprawdę chłodno, spanie w lesie nie było wtedy specjalnie wygodne. - Ale kolory, jakie przynosi ze sobą to rekompensują. - Jesienią robiło się naprawdę barwnie, uwielbiała wtedy wracać do rodzinnej Walii i wędrować po górach, jak za starych dobrych czasów. Przypominały jej się polowania z ojcem i ogniska, które organizowali na koniec łowów.

- Wierzę, nie mogłeś lepiej trafić, bo Longbottomowie to taki specjalny gatunek czarodziejów, których nie ma już zbyt wielu. - Darzyła ich rodzinę ogromną sympatią, zresztą nie bez powodu utrzymywała z nimi kontakt po dziś dzień. Mieli specjalne miejsce w jej serduszku. No i zawsze chętnie stawali z nią w szranki z szpadą w dłoni, co też było dla niej bardzo ważne.

Lepiej dla niego, że do nich trafił, bo przynajmniej był bezpieczny, w czasach jak te osoby o jego statusie krwi mogły spotykać się z ogromnym zagrożeniem ze strony tych wszystkich popaprańców. Tutaj chociaż mógł spać spokojnie, bez zastanawiania się, czy ktoś przypadkiem nie postanowi go zabić.

Zauważyła, że się zatrzymał, gdy wspomniała o widmach. Dużo osób o nie wypytywało, niewiele miało szansę je spotkać. - Jak to mówią? Złego diabli nie biorą, czy coś. - Dobra mina do złej gry, na samo wspomnienie o spotkaniu z tymi istotami przeszedł jej dreszcz po plecach. Pamiętała ten dzień, gdy przeszukiwali las po wydarzeniach w Beltane, gdy poczuła, że nagle ogarnia ich dziwny chłód, nikło ciepło całego świata. Na całe szczęście umiała szybko biegać, potrafiła uciekać. Później jeszcze znalazła tego nieszczęsnego chłopca, chłopca, którego ciało stało się dorosłe, a on nadal był dzieckiem. To było straszne. - Ale nie polecam tego spotkania, tak od siebie, to chyba najgorsze, co w życiu widziałam. - Miała do czynienia przecież z całą masą potworów, więc to naprawdę mogło potwierdzać opinię na temat widm.

Na szczęście dotarli już do miejsca, o którym mówił Thomas, mogli przerwać ten niewygodny temat i zająć się tym, po co się tutaj spotkali. Minęła ledwie chwila, a Geraldine siedziała już na kocu. Obserwowała uważnie Thomasa, który zajął się ogarnięciem prowiantu. Gwizdnęła z aprobatą, kiedy wyciągnął to wszystko, nie spodziewała się, że aż tak się przygotuje. - Nie spodziewałam się takiej obfitości, zamierzamy tu zostać na noc? - Nie sądziła, że będą w stanie to wszystko pożreć od razu. Może byli wielkoludami, ale nawet ich żołądki miały pewne ograniczenia.

- Ułamek? - Zastanowiła się dłuższa chwilę, nie chcąc dać mu odpowiedzi od razu, niech się trochę pomartwi, zasłużył na to. - Tak, tak, jestem pod wrażeniem, zupełnie się tego nie spodziewałam. - Przekroczyło to jej oczekiwania, uczta zapowiadała się wybornie. - Mogę zacząć od whisky, czy nie wypada? - Zapytała jeszcze lekko, ale czuła, że alkohol może przynieść większy apetyt, co chyba było wskazane w tej chwili.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#10
20.03.2024, 21:04  ✶  
Wiedział jak to jest być wychowanym w rodzinie, gdzie emocje były zawsze sprawą drugorzędną. Jego ojciec zawsze mawiał, że mężczyzna to ma być mężczyzna. Miał ciężko pracować, nie uskarżać się, odpowiadać za rodzinę i być silny. Psychicznie i fizycznie. Thomas starał się kiedyś właśnie takim stać. A potem, gdy miał jedenaście lat, okazało się, że istnieje inny świat oraz inni ludzie. Że wcale nie musi być taki, jakiego chcieli go mieć rodzice. Zresztą, od kiedy dowiedzieli się, że jest czarodziejem, zawsze patrzyli na niego inaczej. Jak na nie na własne dziecko, tylko jakiegoś odmieńca. Którym w sumie to był.
Wiedział, że nigdy nie spełni ich oczekiwań, swój ból i pewną samotność schował więc za sarkazmem i humorem. Odnalazł własną ścieżkę, wiele jednak nadal zostało w nim z tego małego Thomasa, który chciał być idealnym synem.
Bawiło go trochę, jak często ludzie zapominają, że świat magii był kiedyś dla niego całkowicie nowy. Ba, nie raz czarodzieje potrafili go jeszcze zadziwić i zaskoczyć jakimiś swoimi regułami czy obyczajami, choć siedział w tym wszystkim większość swojego życia.
- Nie, nie mieliśmy. Choć było nas tyle, że wcale nie potrzeba było większej pomocy. Może gdy wszyscy byliśmy jeszcze bardzo mali, matka miała wtedy jednak naszą babcię, która czasami się nami zajmowała, potem starsze rodzeństwo opiekowało się młodszym i jakoś wszyscy w miarę dożyliśmy do tego czasu. Choć bywało nieraz ciężko się dogadać. - Zaśmiał się na pewne wspomnienia. Zdarzały się mniejsze i większe wypadki, obdrapane kolana, złamane nogi i podbite oczy, ale potrafili o siebie dbać. Szkoda, że teraz najczęściej się chyba kłócili. Sprawa z majątkiem nadal sprawiała, że czasem robiło mu się niedobrze na samą myśl.
- Nie rozpowiadaj tego, ale chyba tak naprawdę lubię gotować. Tak samo jak jeść. Odpręża mnie to, wiesz, kubek dobrej kawy, jajka, trochę bekonu, kilka minut przy patelni sam na sam ze swoimi myślami. Jakoś działa to kojąco. - Najbardziej właśnie lubił takie poranki, szczególnie, gdy udało mu się wstać wcześniej niż inni, słońce świeciło swoimi pierwszymi promieniami, a on był głównie sam. W Warowni nawet skrzatka Malwa wiedziała, że akurat wtedy najlepiej go zostawić samego.
Thomas tak naprawdę nie potrafił połączyć Gerry z ewentualnym bogactwem. Nigdy nie wiedział jej jako panienki z dobrego domu. Przez to jak się nosiła i zachowywała całkowicie mu ten fakt umykał, przez co stawała się dla niego bardziej dostępna. Na widok kosztowności i jedwabnych koszul oraz sukien prawdopodobnie uciekłby, myśląc, że to kompletnie nie jego świat. Zresztą, większość czystokrwistych lubiła mu to dawać do zrozumienia.
Uśmiechnął się na wspomnienie o kolorach, co było kompletnym odwzorowaniem jego myśli.
- Rzeczywiście, dni będą o wiele krótsze. Ale raczej i tak masz pewnie wtedy co robić? U nas w robocie nie ma znaczenia, która jest pora roku, czarodzieje łamią prawo tak samo, choć łapanie ich po ciemku rzeczywiście może być trudniejsze. - Skrzywił się na wspomnienie tych wszystkich ciemnych zaułków, które trzeba będzie patrolować po zachodzie słońca, nawet na dziennych zmianach.
Miał jednak ludzi, którym mógł w pracy ufać, a wtedy żadna robota nie była tak straszna.
Longbottomowie tak naprawdę uratowali mu życie, więc tak, naprawdę cieszył się, że ma ich za przyjaciół.
- Niesamowici są, co nie? Mam sporo szczęścia. - Zacisnął rękę na wspomnienie dnia, w którym zaatakowano go we własnym mieszkaniu. Ile osób właśnie tak straciło życie i ilu jeszcze może się to przytrafić? Wolałby nie myśleć, nie mógłby jednak tego sobie wybaczyć. Dlatego chciał uratować każdego, kto mógłby podzielić taki los.
Lekceważące słowa Gerry co do jej bezpieczeństwa wcale go nie uspokoiły. Nim zdążył pomyśleć, stuknął ją lekko palce w czoło, nadal ze zmartwioną minął.
- W takim razie tym bardziej musisz uważać, bo złym człowiekiem nie jesteś. Inaczej dziś bym tu nie stał o własnych siłach. - Wesołe ogniki lekko błysnęły w jego oczach. Naprawdę był wdzięczny za to, że tu są. 
Czuł, że sprawa widm jeszcze ich dopadnie, dziś jednak nie zamierzał tego roztrząsać. Zagajnik wydawał się bezpieczny, mieli spędzić miły dzień i spróbować sobie jakoś wszystko wytłumaczyć. To były priorytety.
Trochę zmieszał się na pytanie o zostanie na noc. Nie planował tego, ale na pewno nie chciał stąd za szybko znikać. Trochę się przestraszył, że mógł zorganizować coś do spania, stwierdził jednak, że jakoś to ogarnie, coś wykombinuje, zresztą może jednak nie zostaną tu na tak długo. W skrócie - wszystko będzie dobrze. Wziął znów wdech.
Co do zaś ilości jedzenia…
- Przesadziłem? - Spojrzał na wyjęty prowiant, przyglądając mu się krytycznie. - Po prostu jak zacząłem, to stwierdziłem, że jeszcze coś na wszelki wypadek dodam i cóż, jakoś tak wyszło. Wciągnąłem się w przygotowania. - Przeczesał nerwowo włosy, zaraz jednak zaśmiał radośnie na uwagę Ger, co do alkoholu.
- Dla mnie to jak najbardziej dobry początek. - Nadal uśmiechając się, przysiadł się do kobiety. Po chwili otworzył jedną z butelek z whisky i nalał im napoju do szklanek. - Lodu? - zapytał, samemu dotykając swoją różdżką szklanki, w której pojawiły się dwie, kryształowe kostki. Czasami naprawdę uwielbiał magię.
Upił łyk płynu, spojrzał na profil Gerry, czując, że powinien pierwszy podjąć cały temat. Albo chociaż spróbować.
- Dziękuję, że napisałaś - wyrzucił z siebie w końcu, wbijając wzrok w szklankę. Nadal było mu tak okropnie wstyd, że sam nie potrafił tego zrobić.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (9544), Thomas Hardwick (8960)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa