• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[13.08.72] don't judge me | Ger & Erik

[13.08.72] don't judge me | Ger & Erik
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
13.03.2024, 14:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:00 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—13/08/1972—
Little Hangleton, Wzgórze Erika i Gerry
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley



Nie spodziewała się, że Erik wybierze taki szybki termin. Nie, że jej to nie odpowiadało, tylko trochę zdziwiło, miała wrażenie, że jest ostatnio mocno zapracowany. Może jakaś resztka szczęścia pozostała jej jeszcze do wykorzystania.

Nie robiła nic cały dzień, znaczy nic w tym przypadku wiązało się z długim spacerem z psami i korzystaniem ze słonecznego dnia. Nie wyruszyła do lasu na łowy, odpoczywała sobie tak po prostu.

Wyleciała z Londynu jakoś chwilę po siedemnastej, aby zdążyć na umówioną godzinę. Wzięła ze sobą szpadę, skoro mieli dzisiaj ze sobą walczyć, musiała się zaopatrzyć w odpowiedni sprzęt. Wiedziała, że na pewno będzie to ciekawe starcie, strasznie się cieszyła, że miała jeszcze znajomych, którzy pielęgnowali tę już dosyć niemodną sztukę pojedynku, jaką była szermierka. Podróż minęła jej całkiem przyjemnie, na niebie nie było korków. Leciała bardzo spokojnie, nie myśląc o niczym.

Nadleciała do Little Hangleton od wschodu, tak jak zapowiedziała Longbottomowi. Nie do końca wiedziała, jak mu się wytłumaczy z tej propozycji, bo jej list brzmiał dosyć desperacko, miała nadzieję, że nie będzie jednak wypytywał za bardzo, a po prostu da jej wycisk fizyczny, bo tego w tej chwili najbardziej potrzebowała.

Gdy nadleciała blisko ziemi zeskoczyła z miotły i zwinnie wylądowała na dwóch nogach. Złapała ją w rękę i powoli wdrapywała się na wzgórze, rozgrzewka przyda się przed sparingiem.

Ger wyglądała zwyczajnie, wieczory robiły się już chłodne, więc postawiła na swoje ukochane skórzane spodnie, do tego zwyczajna flanelowa koszula z długim rękawem, podwinęła je jednak, bo póki co było ciepłe. Włosy zaplotła w warkocz, aby niesforne kosmyki nie przeszkadzały jej w treningu. Gdy wreszcie dotarła na szczyt oparła miotłę o jedyne drzewo, które znajdowało się na wzgórzu. Sama zaś przy nim przysiadła i odpaliła papierosa, czekała na swojego przyjaciela.

Dostrzegła zbliżającą się sylwetkę i zaczęła machać w jego kierunku na przywitanie, na pewno ją zauważył, była jedyną żywą istotą w tym miejscu.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
15.03.2024, 21:40  ✶  
Cóż, prawda była taka, że Erik po prostu nie miał nic lepszego do roboty, biorąc pod uwagę pismo z kierownictwa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, jakie wręczyła mu uroczyście skrzatka Malwa, gdy tylko wrócił do domu po wydarzeniach z przeklętej wyspy, jaką musieli odwiedzić w ramach działań Zakonu Feniksa. Jedna trauma, jakiej doświadczył w jaskini, w zupełności mu wystarczyła, jednak Lazarus Rowle do spółki z Bonesem najwyraźniej mieli co do Longbottoma inne plany.

Gdy po raz pierwszy przeczytał ten papierek, miał ochotę wrzucić go do kominka i spalić. Że niby on postąpił w sposób niedopuszczalny? Owszem, może niezawiadomienie Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami było błędnym osądem z jego strony, jednak na pewno nie miał zamiaru przepraszać nikogo za to, że zaangażował w swoje śledztwo Geraldine Yaxley. A już na pewno nie miał zamiaru się przed kimkolwiek kajać, z powodu pożal się Merlinowi błotoryja. Skoro Rowle miał tak dużo czasu, żeby przyglądać się pojedynczemu incydentowi w Little Hangleton, to może najwyższy czas, żeby raz na zawsze załatwił sprawę Widm z Kniei Godryka?

To jego opieszałość jest dopiero niedopuszczalna, skomentował bezgłośnie, jednocześnie mrucząc coraz to gorsze epitety pod adresem Szefa Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, zmierzając na miejsce spotkania. Ciekawe, jak by zareagowała prasa, gdyby wyszło na jaw, czym się zajmuje Ministerstwo Magii, zamiast udowodnić społeczeństwo, że jednak mają jako taką kontrolę nad sytuacją po ataku Śmierciożerców na Beltane. Dobrze, że Longbottom był w samym środku tego burdelu i nie był zbytnio zawistny, bo mógłby ulec instynktowi i faktycznie powiedzieć publicznie o kilka słów za dużo.

— Zawiesili mnie na kilka dni w robocie — ogłosił w ramach powitania, gdy w końcu wspiął się na wzgórze. Poprawił kaptur ciemnej eleganckiej bluzy, która praktycznie zlewała się ze sportowymi spodniami i wygodnymi butami w podobnych barwach. Uśmiechnął się krzywo do blondynki. — Departamentowi Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami nie spodobała się eradykacja pojedynczego błotoryja, który doprowadził do masowych zniszczeń na polach mieszkańców. — Zdjął z pleców szpadę ćwiczebną i przerzucił ją parę razy z jednej ręki do drugiej. — Sądziłem, że nie mam energii do rozładowania, ale chyba mam jej aż za dużo.

Wypuścił głośno powietrze z płuc, niemalże parskając przy tym, jakby w ten sposób próbował wyzbyć się nutek szydery, która rozbrzmiewała w jego głosie, za każdym razem, gdy przypominał sobie o tej sprawie. Zawieszenie za błotoryja. Czysta komedia. Zacisnął mocniej palce na szpadzie. Czy winił Bonesa? Na pewno czuł żal, że nie potrafił się postawić Rowle'owi w tej sprawie. Czy śmierć jednego szkodnika była warta tego, aby odsuwać go od obowiązków na najbliższe dni?

Z drugiej strony, osobiście doświadczył tego, że szefostwo nie patyczkowało się w kwestii skarg. Wystarczyło przypomnieć sobie, jak Rookwood został odsunięty od ochrony Beltane. Może miała to być jakaś próba zrównoważenia tego? A może wychodzili z założenia, że Erik poczuł się zbyt pewnie, więc potrzebował prztyczka z nos, skoro chciał osiągnąć faktyczne efekty, zamiast angażować do jednego incydentu dwa różne departamenty?

— Następnym razem niech sami sobie świecą oczami przed mieszkańcami — rzucił, jakby chcąc w ten sposób zakończyć temat. Bądź co bądź, nie przyszedł tutaj na ploteczki. A przynajmniej nie tylko na nie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
15.03.2024, 23:10  ✶  

Geraldine nie miała pojęcia, o tym, co przydarzyło się jej przyjacielowi, dlatego właśnie była taka zdziwiona tym, że od ręki znalazł dla niej czas. Spodziewała się raczej opcji za kilka dni lub za tydzień. W końcu był najpopularniejszym kawalerem w Wielkiej Brytanii, nawet nie narzekała na to, że musi tyle czekać na spotkanie z nim, bo zawsze była to gra warta świeczki.

- Co, kurwa? - Mrugnęła szybko, jakby nie docierało do niej co mówi. Jego zwiesili? Jakim cudem, przecież Erik był jedną z najbardziej prawych osób jakie znała, dlaczego mieliby go zawiesić w robocie. Teraz jednak zoruzmiała dlaczego znalazł dla niej czas od razu, siedział w domu, na dupie, nie mógł chodzić do pracy. To wiele wyjaśniło, znaczy póki co nie wiele, bo musiała jeszcze z niego wyciągnąć dlaczego go zawiesili, jak się okazało nie musiała nawet nic zrobić, bo sam puścił parę z ust.

- O to się do ciebie przyjebali? Naprawdę? - Trochę była w tym jej wina, bo to ona zajęła się problemem, który męczył mieszkańców Little Hangleton, ale przecież nie mogli pozwolić tej bestii tam bytować, niszczyła ich zbiory i przeszkadzała w życiu, mało brakowało do tego, aby kogoś skrzywdziła. Właśnie dlatego nienawidziła ministerstwa, chuja się znali, a wpierdalali się wszędzie. - Szkoda, że nasz zajebisty Rowle nie zajmie się wreszcie tym gównem, co mieszka w lesie, tym się nie martwi, co? - W jej głosie było słychać złość, może trochę była i wkurzona na siebie, że Erik trochę przez nią został zawieszony, chociaż nie było w tym właściwie jej winy, tylko ten zjebany departament działał po omacku. Na całe szczęście spierdoliła z niego tuż po stażu.

- To dobrze, bo ja też tego potrzebuję, muszę się wyżyć, bo kurwa nie daję rady. - Yaxley była w dziwnym nastroju, to, o czym jej powiedział tylko ją podjudziło. Zdecydowanie musiała się wyładować, szkoda, że akurat na nim, bo jej było go okropnie szkoda po tej akcji, ale z drugiej strony, może akurat tym razem to Erik jej dołoży, nigdy nie wiadomo.

Zastanawiała się, czy wypadało, aby teraz i ona powiedziała mu dlaczego ma chęć się wyżyć, ale chyba wolała pominąć te informację, bo było jej trochę wstyd, póki więc nie naciskał, nie pytał, wolała zignorować temat. Tak było wygodniej, a przy okazji nie weźmie jej za jakąś desperatkę.

- Ta, zanim wyślą tutaj tych frajerów z ministerstwa, to zwierzę zdąży zniszczyć całe zbiory, niech spierdalają, nie twój problem. - Dodała jeszcze.

- Gotowy? - Nachyliła się, żeby unieść swoją szpadę, w końcu mieli tutaj zaraz stanąć w szranki.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
16.03.2024, 19:07  ✶  
Czas zaczynał płynąć dużo wolniej, gdy nie trzeba było latać co chwilę między Ministerstwem Magii, miejscami wezwań i przestępstw, aresztem a recepcjami, żeby złożyć odpowiednie dokumenty wymagane do popchnięcia określonych śledztw do przodu. Erik spędzał nieplanowane ''uziemienie'' w Dolinie Godryka; po części z zażenowania z powodu odsunięcia od obowiązków, a po części z troski o Brennę, która wróciła z wyprawy najbardziej pokiereszowana. Poza tym dalej miał wrażenie, że traci kontrolę nad tym, co się dzieje wokół niego. Decyzja Bonesa tylko dołożyła kolejną cegiełkę do muru zwątpień, który wznosił się wokół niego.

— Tak, naprawdę — powtórzył prześmiewczym tonem, mimowolnie modulując swój głos, aby wydawał się wyższy niż w rzeczywistości. — Kompletna komedia.

Najbardziej ubodło go w tym wszystkim to, że nawet nie pozwolono mu wybronić swojego stanowiska. Zamiast tego postawiono go przed faktem dokonanym i oczekiwano, że po prostu zaakceptuje takie rozwiązanie ''konfliktu'' z Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Naprawdę chciałby uzyskać więcej informacji na temat tego, co powodowało szefostwem, jednak postanowił nie prowokować Harper i jej odpowiednika w Brygadzie Uderzeniowej. A korciło go bardzo.

— Obawiam się, że sprawy dotyczące Kniei Godryka przekraczają kompetencje szefa departamentu — rozłożył ręce w lekceważącym geście, dodatkowo naigrywając się w ten sposób z niekompetencji Ministerstwa Magii. — Najwyraźniej śmierć jednego błotoryja jest ważniejsza od bezpieczeństwa wioski, w której mieszkają zarówno czarodzieje i mugole.

Wbił szpadę w ziemię i oparł ręce na biodrach. Zaczynało go nosić, a reakcja Geraldine tylko utwierdzała go w przekonaniu, że jego irytacja była jak najbardziej słuszna. Mógł poprowadzić obronę Polany Ognisk w kilka osób, ryzykować swoje zdrowie i życie dla cywili, ale koniec końców karano za to, że pozwolił doświadczonej łowczyni ukrócić ataki bestii, która rujnowała gospodarstwa w Little Hangleton? Nie idź tą drogą, podpowiadał mu cichy głosik w jego głowie, sprawiając, że Erik wziął kilka bardzo głębokich oddechów, zanim za bardzo by się zapędził.

— A tobie co? — Zmarszczył brwi, wyczuwając w jej głosie, że była równie mocno podenerwowana, jak i on. Może nawet bardziej, bo fraza ''kurwa nie daję rady'' sugerowała dosyć silne wkurwienie. — Rodzina wpadła na genialny pomysł przedstawienia ci jakiegoś dżentelmena?

Skrzywił się na samą myśl. Byłby to wyjątkowo szyderczy uśmiech od losu, biorąc pod uwagę, że ledwie parę tygodni wcześniej, rozmawiali o wymuszonych związkach podczas wizyty w teatrze. Na wzmiankę o potencjalnym wznowieniu ataków pokiwał tylko głową. On na pewno nie miał zamiaru się więcej do tego mieszać. Skoro Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami tak bardzo chciał mieć ten region pod kontrolą, to niech go sobie kontroluje, ale na własną rękę, skoro nie potrafi pójść na ustępstwa.

— Jak cholera — oznajmił, wyciągając szpadę z ziemi i otrząsając ją z mniejszych grudek. — Niech najlepsze z nas zwycięży. Czy coś w tym rodzaju.

Ukłonił się przed Geraldine, ważąc szpadę w dłoni, po czym wykonał pierwsze cięcie; bardziej zaczepne, niż mające na celu natychmiastowe wyeliminowanie kobiety z rozgrywki poprzez wytrącenie jej broni z ręki.

(Aktywność Fizyczna) Cięcie szpadą x1
Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
16.03.2024, 20:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2024, 23:18 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

To był jeden z powodów, dla którego nie chciała dla kogoś pracować. Spodziewała się, że jej metody mogłyby nie odpowiadać ewentualnemu pracodawcy. Wkurzyło ją to niemiłosiernie, bo widziała, że Longbottom był bardzo zaangażowany w swoją pracę, myślał zdecydowanie bardziej otwarcie niż inni, i radził sobie z problemami. Jakiś typ postanowił go za to udupić. Co za chujowa sytuacja.

- Kogoś do reszty pojebało. - Stwierdziła, jakby to była najbardziej oczywista oczywistość. - Nie przejmuj się, może kiedyś pójdą po rozum do głowy. - Chociaż tego to akurat raczej się nie spodziewała. Działali według durnych reguł, które nie miały najmniejszego sensu.

- No tak, na poziomie szefa departamentu jest tylko i wyłącznie ten jeden błotoryj, którego udało nam się unicestwić. - Bardzo by chciała zobaczyć, jak z tą bestią radzą sobie pracownicy ministerstwa, na pewno mało który miałby odwagę zachować się jak Yaxley, która chciała uchronić mieszkańców mieściny przed potworem. Zachowywali się, jakby mieli klapki na oczach. Co za farsa.

Geraldine nie miała problemu, żeby nawrzucać ministerstwu. Była to znienawidzona przez nią organizacja, zupełnie nie zgadzała się z ich metodami. Nie miała oporów, nawet najmniejszych, żeby o tym mówić. Tym bardziej po tym, jak potraktowali jej przyjaciela. Co za debile tam pracowali...

Zmarła słysząc kolejne słowa Erika. - Nie, to nie tak. - Nie, żeby nie próbowali przedstawiać jej coraz to lepszych kandydatów, tyle, że to działo się kilka lat temu. Teraz wiedzieli już na co ją stać, jak potrafi zniechęcić do siebie osoby, które próbowali jej polecić. - Odjebałam coś głupiego, bardzo głupiego, przez akt desperacji. - Próbowała odpowiedzieć na jego pytanie jak najmniej inwazyjnie. Nie chciała specjalnie się tłumaczyć dlaczego potrzebowała dostać po łbie. Uważała, że to nieco by jej ubodło, nie chciała dzielić się swoimi zagwozdkami związanymi z egzystencją na tym świecie. Nie sądziła, żeby ktokolwiek mógł jej pomóc.

- Najlepsze, albo to, które będzie miało większe szczęście. - Wiedziała, że wiele zależy od dnia, czy był jednej osoby, czy drugiej, bo to miało spory wpływ na to, jak potoczy się pojedynek, szczególnie, gdy konkurenci byli bardzo ze sobą równi.

Erik rozpoczął ten pojedynek. Gerry chyba się tego nie spodziewała, bo nie zdążyła wyciągnąć swojej szpady. Trafił w nią bardzo boleśnie, aż na jej twarzy pojawił się grymas, był to tak mocny cios, że prawie się przewróciła i nie zdążyła nawet wykonać kontry. Czyż nie po to się tutaj zjawiła? Żeby spuścił jej porządny wpierdol, chyba tak było, ale nie oznaczało to wcale, że nie spróbuje się bronić, mimo tych początkowych niepowodzeń.




Rzut PO 1d100 - 3
Akcja nieudana
Unik
Rzut PO 1d100 - 18
Akcja nieudana
Kontra
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
18.03.2024, 23:19  ✶  
Każdy kolejny miesiąc wybierania między tym, czy bliżej mu było do Brygadzisty, czy członka Zakonu Feniksa sprawiał, że miał coraz większy mętlik w głowie. Zachowanie neutralności i jednoczesnej lojalności wobec obu organizacji wydawało się coraz trudniejsze. I na dobrą sprawę było to cholernie kuriozalne, biorąc pod uwagę, że przełożona jego szefa sama współpracowała z Albusem Dumbledorem. Skoro łączyło ich coś więcej niż praca, to chyba mogłaby podać rękę potrzebującym zakonnikom, zamiast pozwalać, żeby jakiś fascynat blotoryjów wtrącał się w kwestie Brygady Uderzeniowej. Ale nie... Po co.

— Mało prawdopodobne — sarknął, uznając słowa Geraldine za zaproszenie do dalszej krytyki. — Mówimy o Ministerstwie Magii, a więc ludziach, którzy uznali, że w dzień Beltane lepiej rozpędzić oddziały Brygadzistów i Aurorów na cztery wiatry, bo przecież to nie Polana Ognisk musi być głównym celem. Bo przecież w dzień jednego z największych świąt czarodziejów, lepiej uderzyć w Pokątną albo jakieś... — Machnął ręką w stronę mieściny pośród wzgórz. — Little Hangleton, które każdy ma gdzieś, chyba że tu mieszka.

Za dużo wiedział. Tak jak wuj Morfeusz był przeklęty swym trzecim okiem, tak Erik został skazany na funkcjonowanie w Ministerstwie Magii, wiedząc więcej na temat możliwych zagrożeń niż pierwszy z brzegu Brygadzista. I to sporo utrudniało. Gdyby nie trzymał gęby na kłódkę, może otrzymaliby podczas Beltane większe wsparcie. Ale co by potem się stało z Zakonem Feniksa? Co by było z atakiem? Tego się nigdy nie dowie. Nie był mistykiem, nie badał innych rzeczywistości, nie grzebał w Limbo czy sprawach wróżbitów. Był tylko detektywem, który chciał, żeby ludzie jak najmniej wycierpieli w tym konflikcie.

— Cóż... Przykro mi? — Zmarszczył brwi, starając się uspokoić głos. Podminowanie zawieszeniem sprawiło, że nieco się zapędził. Nie wiedział jednak, na ile Yaxley w ogóle chce opowiadać o tym, co ją spotkało. W liście wydawała się równie enigmatyczna, jak przy spotkaniu na żywo. — Ciebie trudno doprowadzić do desperacji.

Geraldine zawsze jawiła mu się jako opanowana dziewucha, która zawsze miała plan B i C. Może nie były one opracowane na sto procent, ale zawsze miała jakąś alternatywę, plan awaryjny, z którego mogłaby skorzystać. I nie dotyczyło to tylko polowań czy pojedynków, ale także relacji międzyludzkich. Skoro ktoś zdołał zagonić ją w kozi róg, to musiał ją wziąć kompletnie z zaskoczenia.

— Albo te, które pierwsze nie potknie się o wystający kamień — dokończył, bo i takie wypadki się zdarzały, chociaż na zewnątrz było ich zdecydowanie więcej niż w sterylnych salkach.

Przez posiadanie karty członkowskiej Srebrnych Różdżek teoretycznie mogliby wykorzystywać w ramach ćwiczeń tamtejsze sale treningowe, jednak było coś satysfakcjonującego w pojedynkowaniu się na świeżym powietrzu. Większe wyzwanie, bo musieli brać pod uwagę dodatkowe czynniki takie jak wiatr, teren czy nawet położenie słońca. Niektórzy nazwaliby to pewnie utrudnianiem sobie życia i niepotrzebnym efekciarstwem.

Na dobrą sprawę kultywowali mocno zapomnianą tradycję, bo i kto w tych czasach organizował, chociażby towarzyskie pojedynki szermiercze, nie mówiąc o uczeniu tego młodych? Na palcach obu rąk mógłby wymienić znajome mu osoby, które potrafiły odpowiednio trzymać ostrze. I większość z nich wywodziła się z rodu Longbottomów lub była jakoś powiązana z Yaxleyami. Czasem nawet było mu przykro, że pojedynki czarodziejów praktycznie wypchnęły szermierkę ze współczesnych form rozrywki.

— Tak łatwo się dajesz? Serio? — podpuścił ją, cofając ostrze. Uderzył za mocno, a może to ona była za bardzo roztargniona? Coś ewidentnie leżało jej na wątrobie jednak, zamiast usunąć pasożyta z organizmu, próbowała go stłamsić, jakby mogła go pogrzebać pośród fizycznego bólu. — Teraz ty.

Odsunął się, przesuwając szpadę do pozycji obronnej.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
19.03.2024, 08:01  ✶  

Geraldine nie miała takich dylematów moralnych, jak Erik, jednak jej życie wcale nie było dużo lżejsze. Miała wrażenie, że lato było chyba za bardzo bogate we wrażenia, może dobrze, że jesień powoli się zbliżała, bo będzie mniej czasu na robienie głupot. Nadejdą długie noce i nie będzie się chciało wychodzić z domu, a siedzenie w domu tak jakby sprzyjało nic nie robieniu, a nic nie robienie przynosiło brak kłopotów, całkiem prosta dedukcja.

- Co to za szykanowanie tej dziury? - Zaśmiała się, kiedy usłyszała z jaką pogardą mówi Erik o tym miejscu. Co jednak racja, to racja, tą dziurą się praktycznie nikt nie przejmował. - Wiesz, jakie jest moje podejście do ministerstwa, ledwie tam wytrzymałam na stażu, podziwiam, że ty dajesz radę tyle lat. Bez urazy, ale jak dla mnie to pracuje tam banda debili, nie licząc wyjątków, takich jak ty, czy Thomas. - Uch, dawno o nim nie wspominała, może powinna zapytać Longbottoma, co u niego, chociaż bardzo szybko uciekła od tej myśli, nie chciała wyjść na desperatkę, zresztą on też mógł do niej napisać, nie chciał to nie, musiała się z tym pogodzić.

- Nie kłam, że ci przykro. - Zakładała, że go to nawet nie obchodzi, chociaż może mylnie? Nie byli ze sobą na tyle blisko, żeby mu się zaczęła żalić na temat swoich życiowych problemów, znaczy pewnie gdyby postawił dwie butelki whiskey, to prędzej, czy później by mu wszystko wyśpiewała, ale kto rozmawiał o swoich emocjach na trzeźwo? No, na pewno nie panna Yaxley. Alkohol musiał rozwiązać jej język, żeby zaczęła mówić cokolwiek.

- Tak, więc musisz zauważyć, że jest źle, bardzo źle, bo raczej nie bywam zdesperowana. Trochę się pogubiłam.[b] - Dodała jeszcze, chyba chciała się faktycznie komuś pożalić, bo raczej nie mówiła, aż tak dużo. Była bardzo wylewna, jak na siebie.

Nie było lepszego miejsca do pojedynku natury, przynajmniej zdaniem Yaxley. Żadne zaklęcia w końcu nie są w stanie stworzyć tak wspaniałego terenu, jaki robiła Matka Natura. Takie warunki powodowały, że pojedynek był trudniejszy, bo dochodziły czynniki, o których nie myśleli raczej w salach Klubu Pojedynków. Ona nie lubiła chodzić na łatwiznę.

Niewielu czarodziei doceniało szermierkę, a szkoda, bo zdaniem Geraldine pojedynkowanie się w ten sposób uczyło pokory. Co najważniejsze, dbało też o ciało, musiało się mocno synchroniizować z duszą, ruchy powinny być precyzyjne, w pewien sposób to nawet był taniec, tylko, że z bronią w ręku. Uważała to za jedną z piękniejszych dziedzin sportu. Była ogromnie wdzięczna ojcu, że przekazał jej tę zanikającą umiejętność.

Wkurzyła się, że tak łatwo dała się Erikowi dosięgnąć. Znowu była myślami gdzieś indziej, nie skupiła się na tym, co było tu i teraz. Dobrze, że był to tylko przyjacielski sparing, a nie pojedynek z bestią. Musiała się skupić, nie mogła sobie pozwalać na takie błędy, bo mogło się to źle skończyć.

[b] - Powiedzmy, że to chwilowe roztargnienie. - Nie zamierzała dać mu tego tak łatwo wygrać. Jeszcze nie, chociaż czuła, że taki wpierdol dobrze zrobi jej ciału i duszy.

Nie musiał jej powtarzać dwa razy. Złapała mocno szpadę w dłoni i spróbowała go zaatakować, całą swoją siłą.


Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
atak
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
19.03.2024, 18:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 19:18 przez Erik Longbottom.)  
Kto by pomyślał, że tak to wszystko się potoczy? Tuż po Beltane, lato jawiło się jako czas, który pozwoli im odpocząć po nerwowej końcówce wiosny, a zamiast tego letnie promienie słońca zdawały się z każdym dniem coraz bardziej parzyć, wprawiając w ruch bardzo mało przyjemne sploty zdarzeń. Wątpił, aby tego typu problemy miały cokolwiek wspólnego z Beltane samym w sobie, jednak...

Może winne były tu uczucia? Atak Śmierciożerców dla wielu okazał się traumatyczny, więc nic dziwnego, że wiele osób przewartościowało swoje życie i zaczęło podejmować mniej lub bardziej racjonalne decyzje. Niektórzy kładli wszystko na jedną kartę, jeszcze inni próbowali w inny sposób doprowadzić swoje życie do porządku. Może to samo spotkało ich, tylko zamiast jednej konkretnej decyzji złożyło się na nią kilka mniejszych, wówczas mało znaczących?

— Niektórzy są nieracjonalni i nie powinni tam pracować — potwierdził, bo akurat ta kwestia była dla niego prosta. Chociaż wymogi Ministerstwa Magii stawały się coraz ostrzejsze, tak paru idiotów i oportunistów zawsze znajdzie sposób na to, aby nie dać się zmielić na pył trybom rządowej maszyny. — Ale sam system jest niewiele lepszy. Wszystko wymaga jebanego papierka i uzasadnienia potwierdzonego przez pięciu ekspertów i trzech przełożonych. — Splunął w bok. — A teraz jeszcze możemy do tego dodać ''nieprawidłowe priorytety'', kiedy musisz tlumaczyć się, czemu nie rozwiązujesz problemów ''inaczej''.

Rozejrzał się na prawo i lewo, jakby starając się podkreślić, że nic w okolicy nie wskazuje mu na to, co jest przyczyną frustracji i zdenerwowania przyjaciółki. Wykluczyli już najazd niechcianego narzeczonego na posiadłość Yaxleyów, a Geraldine dalej nie mówiła wprost, więc o ile nie chcieli bawić się w niekończące się zgadywanki, to cóż więcej mógł powiedzieć Erik? Wmówienie jej, że wszystko będzie dobrze, nie znając sytuacji, było po prostu głupie.

— Jest mi przykro — odparł niewzruszony. — Ale skoro nie wiem, o co chodzi, to nie za bardzo mogę powiedzieć, coś więcej, prawda? — Uniósł lekko brew. — Kiedy skończymy... I będziesz cała w siniakach... I ledwo będziesz trzymać się na nogach... Wtedy o tym porozmawiamy. Nie będziesz miała siły szukać wymówek.

To chyba była najbardziej sprawiedliwa umowa; on powstrzyma się od męczenia jej pytaniami, pobiją się tutaj, dopóki się nie zmęczą i wtedy porozmawiają poważnie. Jak dorośli. Chociaż większość dojrzałych czarodziejów i czarownic potrafiła raczej rozmawiać o rzeczach istotnych w bardziej cywilizowanych warunkach. Cóż... Nikt nie mówił, że czarnokrwista socjeta świeciła przykładem godności i dobrych manier. Zwłaszcza gdy nikt nie patrzył im na ręce.

— Czy chwilowe, to się dopiero okaże — sarknął, jawnie ją prowokując.

Zaatakowała. Lata praktyki sprawiły, że momentalnie wyczul, ile siły włożyła w ten ruch, na podstawie mikro-ruchów ręki, czy kąta, pod jakim chciała go zaatakować. Ostrze szpady poleciało w jego stronę i zapewne trafiłoby w cel, gdyby... Nie prześlizgnęło się niespodziewanie po głowni szpady Erika, która przyjęła na siebie coś. Longbottom odbił szpadę w bok, przez co broń pociągnęła Ger do przodu.

Potem zadziałał instynktownie. Kobieta poleciała do przodu i minęła go, a Erik wykręcił własną szpadę i uderzył głowicą rękojeści o jej plecy. Nie jakoś mocno, bo i nie chciał zrobić jej wielkiej krzywdy, ale sprawiło to, że łowczyni potworów mogła z jeszcze większym impetem polecieć do przodu. I wylądowała na ziemi. Oczywiście, że wylądowała. I przez chwilę nawet nie podniosła głowy, zapewne łkając z powodu własnej porażki.

— Musisz bardziej uważać — skomentował, wbijając szpadę w ziemię i składając ręce na piersi. Pokręcił z pobłażaniem głową, gdy Yaxley zbierała się do tego, aby się podnieść. — W taki sposób tylko bezmyślnie machasz szabelkę i... — Skrzywił się, gdy Geraldine obróciła głowę w jego stronę. Miała rozcięcie na czole, z którego leciała krew. — Ja pierdole, Yaxley. Ty to zawsze się załatwisz. Jak na meczach w Hogwarcie.

Podszedł do niej, przyglądając się z niezadowoleniem jej ranie. Cudowny trening, absolutnie genialny.

(Aktywność Fizyczna) Sparowanie ciosu x1
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!

(Aktywność Fizyczna) Atak x1
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
19.03.2024, 19:50  ✶  

Cóż, był to może taki moment, w którym u wszystkich los postanowił trochę namieszać i wprowadzić w ich życia nieco chaosu, szkoda, że najwidoczniej nikomu znajomemu nie przytrafiło się nic przyjemnego, raczej miała wrażenie, że powoli chce w nich zdusić chęć życia, może po prostu mieli przygotować się na nadejście smutnej i okropnej jesieni i dać sobie spokój z radością.

Atak na sabat na pewno wielu uświadomił to, że życie było kruche, jednak z tego akurat Yaxley sobie zdawała sprawę. Ona w przeciwności do większości często mierzyła się ze śmiercią, mniej lub bardziej profesjonalnie sobie z nią radziła. Wiedziała, że może umrzeć podczas każdej z wędrówek na polowania, na tym polegał ten zawód, że nigdy nie mogła być pewna, czy wróci do domu.

- Na moje, to musisz kurwa wreszcie zostać ministrem magii i zmienić coś w środku, kto jak nie ty, Longbottom? - Nie drwiła z niego, wręcz przeciwnie, naprawdę uważała, że byłby idealnym kandydatem na objęcie takie stanowiska, mogłaby się wtedy nawet pochwalić w towarzystwie, że zdarzyło jej się wpierdolić ministrowi magii, była to rzecz, którą na pewno by chętnie wykorzystała.

Nie umiała mówić wprost, zresztą, może jej trochę było wstyd, ale jak tak dalej pójdzie, to prędzej, czy później pęknie i pewnie mu opowie, szczególnie, że czuła, że długo nie wytrzyma dusząc to w sobie.

- Śmiałe założenie, że to ja będę cała w siniakach. - Nie byłaby sobą, gdyby po prostu przyjęła ten komentarz, ale wtedy jeszcze nie wiedziała, jak potoczy się ich pojedynek. Biedna Ger.

Ciężko było u niej z tą dorosłością, miała wrażenie, że chociażby Erik zachowuje się, jakby był dużo dojrzalszy od niej, może w tym właśnie był jej problem, że tak bardzo nie chciała dorosnąć, że przez to nie umiała sobie ułożyć życia? Kto ją tam wie, ona wiedziała tylko tyle, że było naprawdę chujowo i podejmowała ostatnio same głupie decyzje.

- Tak, się okaże. - Nie wydawała się być specjalnie przejęta tym chwilowym niepowodzeniem, w końcu to dopiero początek tej walki, jeszcze zdąży się odkuć.

Zaatakowała go, wydawało się, że użyła odpowiedniej ilości siły, nie robiła tego przecież pierwszy raz. Tyle, że Longbottom bez mniejszego problemu odbił jej cios, jakby w ogóle nie włożyła w to energii. Syknęła cicho niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, nie sądziła, że będzie mu szło tak dobrze. Musiał ćwiczyć, nie to co ona...

Leciała do przodu, walczyła z grawitacją, bo ciężar szpady ciągnął ją w dół, nie spodziewała się jednak tego, co wydarzy się za chwilę, uderzył ją w plecy, przez co siła była jeszcze silniejsza i już nie mogła się oprzeć przyciągającej ją ziemi.

Wyjebała się na ten swój głupi ryj, dosyć boleśnie. Nie wiedzieć czemu nawet nie wyciągnęła rąk przed siebie, żeby jakoś zamortyzować swój upadek, a może przez to, że w lewej dłoni miała szpadę? To mogła być przyczyna. Uderzyła głową w ziemię, tyle, że trafiła w dosyć ostry kamień. Wrzasnęła cicho, bo nie spodziewała się takiego lądowania. Łzy napłynęły jej do oczu, mimowolnie, to nie to, że miała ochotę się rozpłakać, chociaż może trochę.

Do tego zaczął gadać, zamierzał ją pouczać? Serio? Jakby była jakimś laikiem. Odwróciła się gwałtownie w jego stronę, nadal siedziała na ziemi. Nie poczuła tego, że ma rozcięcie na czole, dopiero po słowach Erika przejechała dłonią po twarzy, zobaczyła na niej krew. Nie, żeby w jakikolwiek sposób ją to przeraziło, to nie był pierwszy raz.

- Kurwa, nie sądziłam, że tak bardzo będziesz chciał, żebym ci powiedziała, co mnie gryzie. - Nadal miała załzawione oczy, bo dalej ją to piekło. Jeszcze nie uspokoiła nerwów po upadku.

Uniosła głowę, kiedy do niej podszedł i wyszczerzyła się pokazując całkiem niezły stan swojego uzębienia. - Pięknie wyglądam, co? - Bo wiedziała, że pewnie wyglądała jak gówno.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
19.03.2024, 21:26  ✶  
— Im więcej słabości systemu dostrzegam, tym mniej chce mi się go zmieniać — sapnął, kręcąc powoli głową. — Tutaj nawet nie dali mi szansy się wybronić, po prostu stwierdzili, że skoro Rowle to zgłosił, to najwyraźniej jest to prawda objawiona.

Może tu leżał psidwak pogrzebany? Erik wyznawał zasadę, że nikt nie jest nieomylny i zawsze powinno się wziąć pod uwagę drugą opinię. Może przy błotoryju się do tego nie do końca zastosował tak, jak powinien, prosząc o wsparcie Geraldine, a nie odpowiedni departament, ale czy jego przełożony chociaż spytał, jak to wyglądało z jego perspektywy? No właśnie. Najwyraźniej wystarczył raport jednej strony, aby druga automatycznie się poddała.

— Poza tym, gdybym przejął władzę dzisiaj, obawiam się, że podjąłbym parę błędnych decyzji. Na przykład przekazałbym władzę nad poszczególnymi rejonami Anglii konkretnym rodzinom, żeby Ministerstwo Magii mogło w spokoju porządkować swoja papierki. — Oczywisty żart i tak sprawił, że skrzywił się na własne słowa. Trochę się zapędził. Podobnym pomysłem uraczył Perseusza Blacka, gdy rozmawiali o tym, jaki los potencjalnie czekał Wielką Brytanię, gdyby Czarnemu Panu udało się przejąć całą władzę w kraju. — Wyobrażasz sobie? Gdybyś poszła polować w hrabstwie Kent, to za wysadzenie kolejnego błotoryja w powietrze, tłumaczyłabyś się na przykład nestorowi Flintów albo Greengrassów, bo byliby odpowiedzialni za wszystko, co się dzieje w rejonie.

Zresztą, o czym oni w ogóle rozmawiali? Erik nie potrafił utrzymać własnej siostry w ryzach, a miał pchać się do rządu? Nie był jedynym pracownikiem Ministerstwa Magii, który potrafił ładnie mówić i teoretycznie miał serce po odpowiedniej stronie. Gdyby ludziom faktycznie zależało na tym, aby postawić kogoś takiego na stołku Ministra Magii, to poparliby wobec takiego kandydata. Czy taki był Nobby Leach, gdy zaczął się rozpychać pośród czarodziejskiej socjety, aby koniec końców wylądować na szczycie? Erik westchnął cicho.

Mniej gadania, więcej robienia, odpowiedział w myślach na jej komentarz o siniakach. Chciała mu pokazać, że jest mocna w czymś oprócz gadki? Niech mu to udowodni w walce. I spróbowała to zrobić. Tyle, że zawiodła i przez to wylądowała na ziemi z poobijaną głową. A jej pierwszym odruchem i tak było... Skrytykowanie go? Zmrużył oczy, gromiąc ją obruszonym spojrzeniem.

— Hej, nie zrzucaj winy na mnie! — Wycelował w nią palec wskazujący. — Sport do dobry sposób na rozładowanie emocji, ale nie możesz po prostu przestać myśleć. — Ponownie złożył ręce na klatce piersiowej. — No, chyba że chcesz za każdym razem lądować twarzą w błocie.

Jego spojrzenie nieco zelżało, gdy zbliżył się do niej. Uśmiechnął się kwaśno na widok jej rany. Wizyta w Mungu gwarantowana, pomyślał z przekąsem. To by było na tyle, jeśli chodziło o ich wspólny trening. Naprawdę dobrze im poszło. Wybitnie wręcz. Dobrze, że nie mieli publiczności, bo wręcz pospadałaby z krzeseł, a ich pole walki pokryte by było bukietami wielokolorowych kwiatów mających na celu wyrazić uwielbienie wobec nich.

— Jak księżniczka — odparł z nutką sarkazmu w glosie. — Taka, co miała naprawdę zły dzień i wywaliła się na twarz, próbując uciec z przeklętego zamku złego czarnoksiężnika. — Pochylił się nad nią, przyglądając się jej zębom. — Ale najwyraźniej nawet w tak tragicznym dniu spłynął na nią łut szczęścia, bo dalej ma wszystkie zęby. A przynajmniej te widoczne na pierwszy rzut oka.

Podał jej rękę, żeby pomóc jej podnieść się na nogi.

— Przetrzyj to sobie jakąś szmatką — poradził, przywołując zaraz do siebie różdżką obie szpady. — Odprowadzę cię do kliniki w Londynie. — Wbił w nią ciężki wzrok. — Lepiej, żeby ktoś sprawdził, czy nie dostałaś jakiegoś wstrząśnienia mózgu. Poza tym, wolałbym, żebyś nie dostała nagłej amnezji. Jeszcze cofnęłabyś się mentalnie do czasów szkolnych. — Uśmiechnął się krzywo. — Chociaż może stres z powodu testu z Zielarstwa przywróciłby cię do rzeczywistości.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3298), Geraldine Greengrass-Yaxley (2869)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa