- Może trochę? - Wyrzuciła niedopałek na ziemię i zdeptała go swoim butem. Nie miał pojęcia ile ma szczęścia, chociaż chyba zaczęło to do niego docierać. Dobrze, bardzo dobrze. Może następnym razem będzie mniej lekkomyślny, kiedy postanowi pobiegać sobie po lesie w futrze. Ktoś inny mógłby zareagować na niedźwiedzia inaczej, zdecydowanie szybciej go zabić.
To nie tak, że ona strzelała do ludzi. Zdecydowanie wolała mordować zwierzynę, ale łączyło się to zawsze z ryzykiem. Sama z siebie nie zaatakowałaby człowieka, bo po co? To nie było coś, czym się zajmowała, tyle, że skąd mogła wiedzieć, że pod niedźwiedzim futrem kryje się mężczyzna. Nie była wróżką. Miała tą swoją ukrytą umiejętność, tyle, że działała ona w inny sposób. Potrafiła dostrzec bestie, które kryły się pod ludzką postacią.
- Cieszę się, że zapamiętasz, może ci się to przydać na przyszłość. - Lekcja chyba miała jednak jakiś sens, dobrze, że coś z tego spotkania wyniesie, a przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało.
Nie zrozumiała nic z tego, co sobie mruknął pod nosem, Ger nie przywiązywała specjalnej wagi do nauki języków obców, nie mogła się przecież skupić na jednym, gdy podróżowała po całym świecie, to nie miało żadnego sensu.
- Nie wiem dlaczego mówisz o liczbie mnogiej, urządzam sobie polowania wtedy, kiedy mam na to ochotę. - Nadal stała przed nim, zupełnie niewzruszona. Ton jej głosu był spokojny, ale wzbudzał respekt.
- Czy mógłbyś mi oddać grot, jak ogarniesz ten burdel? - Zapytała jeszcze grzecznie, wolałaby, aby nie trafił w niepowołane ręce.
- Daleko mieszkasz? - Może trochę ogarnęły ją wyrzuty sumienia, bo mogłaby mu pomóc się teleportować nawet pod dom, gdyby wyraził taką potrzebę.