• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[08.06.72] Tu był dom Gryffindora

[08.06.72] Tu był dom Gryffindora
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
22.03.2024, 18:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 21:43 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV

Brenna postanowiła poczekać na zewnątrz aż Vlad i Kol rozmówią się w sprawie podróży na szalonej miotle. Taki wybór zdawał się jej sensownym kompromisem. Niezbyt chciała być świadkiem rodzinnej rozmowy, gdy jednego Petrova znała tylko jako sąsiada, a drugiego poznała piętnaście minut temu, postanowiła więc nie wchodzić z nimi do środka. Nie prosiła jednak o przekładanie całego spotkania – po pierwsze, kwestie oprowadzania było jej już wygodniej załatwić dzisiaj, niż potem żonglować harmonogramem tygodnia, po drugie, w takich sytuacjach niekiedy zainteresowanym łatwiej było powściągnąć emocje, jeżeli ktoś "z zewnątrz" był w pobliżu.
Swoim zwyczajem władowała się więc na najbliższe drzewo, przysiadła na najniższej gałęzi i kiedy Nikolai pojawił się z powrotem, podparta o pień właśnie zjadała czekoladową żabę.
– Cześć – przywitała się, po raz drugi tego dnia i zeskoczyła z gałęzi. – Zbierasz karty z czekoladowych żab? W Hogwarcie to była cenna waluta. Mam Agryppę. To już chyba ze dwudziesty – powiedziała, prezentując mu kartę wyciągniętą z opakowania. Spoglądał z niej mężczyzna o brązowych włosach, ciemnych wąsach i krótkiej brodzie, odziany w strój, jaki nosiło się w Niemczech w okolicach XVI wieku, a jego wizerunek podpisano jako „Korneliusz Agryppa”. Brenna nie miała zielonego pojęcia, czy w Rosji mieli takie karty albo jakiś ich odpowiednik.
– Chcesz zobaczyć w Dolinie coś konkretnego? Na bazarku Lovegoodów na przykład znajdziesz podobno wszystko, od kociołka po narzeczoną, w papierniczym Bagshotów są najlepsze notatniki, pióra i farby, magiczne oczywiście, po wrzosowiskach ponoć przechadzał się kiedyś sam Godryk Gryffindor, w szklarni u Sproutów znajdziesz rośliny z całego świata, a w sadach Abottów są lewitujące drzewa… tylko jak spróbuje się ukraść owoce, to można oberwać gałęzią – wyrecytowała, wybierając pierwsze lepsze miejsca „czarodziejskie” warte zobaczenia, jakie przychodziły jej do głowy w okolicy. Było ich rzecz jasna więcej, ale spora część leżała w Kniei albo w okolicach tejże, a nawet na te w teorii bezpieczne obszary Brenna wolała nie zapuszczać się w dwie osoby. Za dobrze pamiętała, że dwa ciała zostały znalezione na środku pola. Widma może nie atakowały grup, dwójkę jednak mogły i nie należało zakładać, że nie wyjdą z lasu... – Może w którymś z tych miejsc już byłeś?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#2
22.03.2024, 19:24  ✶  

W pierwszej chwili, gdy Brenna i Kol pojawili się w Dolinie Godryka i furtka, prowadząca do domu magizoologa, zamknęła się za nimi, Vladimir, blady na twarzy jak kartka papieru, wybiegł z domu i omal nie zgniótł Nikolaiowi kości, zamykając go w ciasnym uścisku. Tak bardzo się martwił, gdy wrócił do domu, a Nikolaia nie było. Sama jego obecność może tak bardzo by go nie wystraszyła, bo w końcu sam dzieciakowi mówił, żeby częściej wychodził z domu, i Nikolai, mimo wszystko, był pełnoletni, więc powinien być odpowiedzialny i samodzielny, ale panika go ogarnęła, gdy jeden z kugucharów wskazał mu otwarte drzwi do piwnicy, a w niej ani śladu zepsutej miotły, którą Vladimir powinien wyrzucić, a najlepiej zniszczyć, już lata temu, ale o niej zapomniał. Ulżyło mu, że bratankowi ostatecznie nic się nie stało, za co gorąco dziękował Brennie, równie gorąco przepraszając ją za fatygę i za problem.

A potem się zaczęło... Nikolai pozwolił sobie na malutką nadzieję, że Brenna wejdzie z nimi do środka, co powstrzymałoby jego stryja przed zbyt ostrym ruganiem go, bo ludziom spoza rodziny lubił prezentować się, jako spokojny, sympatyczny sąsiad. Vladimir mógłby ochłonąć w czasie, gdy Brenna pokazywałaby Nikolaiowi okolicę, i późniejsze kazanie byłoby już o wiele spokojniejsze, tak myślał Kol. Niestety, kobieta wolała poczekać na niego na zewnątrz. Nie trwało to może godzinami, ale Brenna musiała poczekać dłużej, niż trwałoby normalne karcenie dzieci za złe zachowanie. Były krzyki, było wyjaśnianie, były nawet przeprosiny, ale z jednej strony padło trochę za dużo słów, które nie spodobały się drugiej stronie. Potem nie było już żadnych słów i po prostu się rozeszli, każdy w swoją stronę. Nikolai wyszedł z domu z nietęgą miną, którą szybko zamaskował trochę wymuszonym uśmiechem, gdy Brenna tak po prostu zeskoczyła z gałęzi drzewa i zapytała go o karty.

-Cześć... Karty z czekoladowych żab? - powtórzył i zerknął na czarodzieja, patrzącego na niego z karty. -Coś o nich słyszałem, ale nie miałem nigdy okazji ich zbierać. Mój ojciec nie był fanem słodyczy.
[a]Gdyby zaczął zbierać takie karty, ojciec pewnie by je spalił, że zajmuje się głupotami, zamiast się uczyć.

W odpowiedzi na pytanie Brenny pokręcił głową.

-Doliny za bardzo nie zwiedzałem... Wszystkie te miejsca brzmią ciekawie. Chciałbym zobaczyć jak najwięcej... O ile masz czas - dodał szybko, bo przecież Brenna mogła mieć swoje plany, a cała ta akcja z miotłą trochę czasu im zabrała.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
22.03.2024, 21:36  ✶  
Longbottomowie nie byli rodziną idealną, bo rodziny idealne nie istniały. Zdarzały się rodzinne konflikty, zdarzało się i by ktoś podniósł głos, powiedział za dużo albo za mało, zdarzały się animozje – drobne, związane z tym, że wśród bliskich sobie ludzi, mieszkających w jednym miejscu, zawsze czasem występowały, i te poważniejsze, kładące się cieniem na całą relację.
Ale nigdy nie wrzeszczeli na siebie i bardzo rzadko emocje ponosiły ich do tego stopnia.
Chyba nie przyszło jej nawet do głowy, jaka awantura mogła wyjść z tej całej przygody z miotłą.
– Powiedziałabym, że to straszne i okropne, że nigdy nie miałeś okazji ich zbierać, ale okażę wyrozumiałość, bo może to różnice kulturowe, i tylko mnie się to nie mieści w głowie, żeby nie mieć kolekcji dwóch tysięcy kart pod łóżkiem – odparła z taką powagą, jakby naprawdę uważała posiadanie kolekcji tychże kart za coś wyjątkowo istotnego. (Po prawdzie naprawdę je lubiła, i to z wielu różnych względów. I zbierała je dalej, mimo tego, że było to takie niepoważne, a ona miała dwadzieścia siedem lat, od dawna pracowała i robiła w tejże pracy całkiem poważne rzeczy, jak na przykład uganiania się za przemytnikami po Nokturnie czy za kłusownikami po Zakazanym Lesie.) – Mój ojciec twierdzi, że nie jest ich fanem i że jem ich za dużo, ale już ja wiem, co się dzieje, gdy zostawia się go sam na sam z pączkiem…
Jeremiah Longbottom był człowiekiem dość powściągliwym, zwłaszcza w porównaniu do swojej energicznej córki, surowym wręcz, ale najwyraźniej nawet się nie umywał do Petrova. Gdyby ojciec Nikolaia miał taką córkę jak Brenna to… albo on by oszalał, albo ona by oszalała, albo uciekłaby z domu mając jakieś szesnaście lat i dołączyła do cyrku Bellów. Czy rosyjskiego odpowiednika.
– Trochę czasu mam – odparła, uśmiechając się do niego, całkiem szczerze, bo nie było nic gorszego niż oprowadzanie po okolicy kogoś do tego niechętnego, a po tej całej ucieczce na miotle nie miała pewności, czy młody Petrov nie będzie chciał jak najszybciej uwolnić się od jej towarzystwa. Z wczoraj na dziś akurat siedziała w biurze po nocy, więc do pracy musiała stawić się dopiero jutro rano. – W takim razie możemy zacząć od szklarni Sproutów, i tak chciałam kupić trochę nasion dla Franka… to syn mojego kuzyna, niedługo przyjeżdża do domu na wakacje, pewnie od razu zacznie sadzić. Tylko uprzedzam, absolutnie nie znam się na roślinach, więc oglądaniu tych wszystkich roślin i tak dalej nie będą towarzyszyć specjalnie mądre komentarze – powiedziała, ruszając ścieżką we właściwą stronę. Początkowo odruchowo bardzo szybko, a potem przypomniała sobie, że nie każdy porusza się niemal biegiem i postarała się dostosować tempo marszu do kroku Nikolaia. - Zobaczymy, ile nam tam zejdzie, i można potem wybrać się do papierniczego albo na wrzosowiska. Podobno ruiny, które się tam znajdują, mają coś wspólnego z Godrykiem i nazwą tej miejscowości, ale nie wiem, ile w tym prawdy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#4
22.03.2024, 22:24  ✶  

Nie istniały rodziny idealne, ale istniały te, które pozór ideału potrafiły utrzymywać, dopóki drzwi rodowych posiadłości nie odcinały ich od zewnętrznego świata i ciekawskich oczu. Taka właśnie była rodzina Petrovych - idealna na salonach, ale psująca się powoli od środka.

Nikolai nie miał okazji do robienia wielu rzeczy w dzieciństwie, które robiły dzieci w Wielkiej Brytanii. Może właśnie dlatego, teraz gdy nie obserwowały go czujne oczy ojca, dusza sama pchała go do podejmowania lekkomyślnych decyzji? Może to była forma jego spóźnionego, młodzieńczego buntu, żeby teraz popełnił błędy, skaleczył się, powiedział parę słów za dużo i wyniósł z tego lekcję? Żeby nauczył się, dlaczego niektórych rzeczy po prostu nie powinno się robić czy mówić. Żeby nauczył się przepraszać. Brać odpowiedzialność za swoje decyzje, zamiast tupać nóżką, jak rozwydrzony bachor i zrzucać winę na innych.

Gdyby Brenna była córką Vitaliego Petrov, nie byłaby tą samą osobą, którą była dziś. Dlatego komentarz o ojcu Brenny i jego zamiłowaniu do pączków wywołał u Nikolaia delikatny uśmiech.

Plan zwiedzania, ułożony przez Brennę, pasował mu, ale tym, co go zdziwiło, był brak wiedzy o magicznej roślinności, do którego Brenna się przyznała. I jeszcze to jej kuzyn miał sadzić nasiona, które dziewczyna chciała kupić? Uniósł brwi i podrapał się po karku, trochę skołowany.

-Rozumiem, że możesz za jakimś przedmiotem nie przepadać, ale... Twój kuzyn?... On zajmuje się roślinami? Czy to nie jest bardziej... Um... Kobiecy przedmiot? - próbował ubrać swoje myśli w słowa tak, by Brenna nie poczuła się urażona. Albo, żeby nie pomyślała, że Nikolai chciał obrazić jej kuzyna, albo kogokolwiek z jej rodziny.

Nikolai nie wiedział za wiele o świecie, w tym również o Hogwarcie. W Koldovstoretz niektóre przedmioty wykładane były tylko chłopcom, niektóre tylko dziewczętom, i jednym z tych przedmiotów było właśnie Zielarstwo, dlatego Kol spodziewał się, że Brenna będzie w tej kwestii biegła.

-...A może kolejna różnica kulturowa? - dodał, próbując się chronić przed ewentualnym oburzeniem Brenny.

Nikolai szedł w tempie trochę szybszego spaceru, więc Brenna nie musiała gwałtownie zmieniać tempa swojego marszu.

-Godryk Gryffindor to jeden z założycieli waszej szkoły, zgadza się? - coś jednak pamiętał z Historii Magii.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
22.03.2024, 22:58  ✶  
Inna rodzina pchnęłaby ją bez wątpienia w innym kierunku. Ale pewne rzeczy nie były uzależnione tylko od wychowania – i pewnie w wielu prędzej czy później musiałyby wybuchnąć, przynajmniej w przypadku Brenny. Na swoje szczęście ród, w którym przyszła na świat, wymagał od niej sporo, ale nakładane ramy pozwalały na wiele swobody, a co więcej – była nieodrodną córką swego ojca pod pewnymi względami, i dzieckiem matki pod innymi, więc spełnienie tych oczekiwań, jakie wobec niej mieli, nie nastręczało jej kiedyś trudności.
Teraz może było inaczej, ale… trwała przecież wojna.
Wojna zdawała się jednak bardzo daleka, gdy szli w ciepły, letni dzień przez słoneczną Dolinę Godryka, a Brenna w swoich wypłowiałych spodniach, ściętych nad kolanami, i brudnych trampkach, nie wyglądała na kogoś, kto kiedykolwiek musiał do czegokolwiek się dostosować czy bywać na salonach. A przecież bywała na nich całkiem często.
– Och, bogowie, nie mów tego, gdyby znalazł się w pobliżu – roześmiała się. Nie oburzyła się, bo oburzała się bardzo rzadko, chociaż ona akurat była kobietą, która nie miała nic przeciwko sukienkom i kosmetykom, ale jednocześnie od dziecka uczyła się szermierki i w pracy poniewierała po najpaskudniejszych zakątkach Londynu. – Chłopak i tak ma problemy z pewnością siebie, jeszcze wziąłby sobie to do serca. Dlaczego to miałby być kobiecy przedmiot? Ma zieloną rękę do roślin, doskonale sobie z tym radzi. W domu ziołami zajmuje się… moja daleka krewna, Dora i Franky właśnie. Ja z zielarstwem skończyłam w Hogwarcie, zdałam egzaminy, ale od tamtego czasu co najwyżej podlewam roślinki w doniczkach. I to też nie za często, bo jeszcze coś im zepsuję albo co… Hm, u was ziołami zajmują się tylko kobiety? Jeżeli tak, to owszem, różnica – przyznała. Nie miała pojęcia, jak wyglądała edukacja w rosyjskiej szkole i nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że mogą istnieć tam jakieś podziały. Jasne, w Anglii też niekiedy patrzono krzywo na kobiety, które imały się „męskich” zajęć, ale może ze względu na kult bogini matki, może na to, że Hogwart niegdyś założyło dwóch mężczyzn i dwie kobiety, nie było to aż tak zauważalne.
– Tak. Godryk Gryffindor, Salazar Slytherin, Rowena Ravenclaw, Helga Hufflepuff – wyrecytowała Brenna po kolei, unosząc dłoń i odginając kolejne palce, co mogło wyglądać dość śmiesznie, jakby nagle nie potrafiła doliczyć do czterech. Było to wręcz odrobinę dziwne, zetknąć się z kimś, kto nie znał tej historii, na której dorastały właściwie wszystkie dzieci z czarodziejskich rodzin Anglii. – Czy jak śpiewała Tiara w jednej piosence „Śmiały Gryffindor z wrzosowisk, piękna Ravenclaw z górskich hal, sprytny Slytherin z trzęsawisk, słodka Hufflepuff z Dolin Dna… te wrzosowiska są właśnie tutaj. Podobno w tej Dolinie się urodził i wychował, zanim powstało tutaj miasteczko, wciąż mieszkają tutaj jego potomkowie… …ona na przykład. -… i… gdybym za dużo gadała to mi walnij – oświadczyła, dość nagle przerywając opowieść, czy raczej pozwalając sobie na „wcięcie”, bo przyszło jej do głowy, że Kol może czuć się trochę przytłoczony. W Hogwarcie nie miała tyle litość wobec nowo poznanych osób, ale teraz nabyła nieco odwagi. – O, są szklarnie.
„Szklarnie” okazały się „szklarnią”. Stosunkowo niedużym, przeszklonym budynkiem, pozornie nie różniącym się niczym od tych mugolskich. Były to jednak tylko pozory – dopiero po wejściu miało się okazać, dlaczego Sproutowie słyną ze swojej hodowli nie tylko w Dolinie Godryka, ale wręcz na całą anglię.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#6
23.03.2024, 20:32  ✶  

Ciekawie było słuchać Brenny. Ciekawie było słuchać, gdy mówiła wcześniej o swoim ojcu, teraz o swoim nieśmiałym kuzynie, który miał rękę do roślin, i dalekiej krewnej, która wraz z Frankiem zajmowała się zielenią ich domu. Tych informacji nie było może dużo, ale to, w jaki sposób Brenna o nich opowiadała, wydawało się Nikolaiowi takie... ciepłe... Aż chciało się słuchać więcej.

Podobne ciepło czuł, gdy wspominał "bunt" swojej matki. Niegroźne sprzeciwienie się swojemu mężowi, tuż za jego plecami. Wpierw próbowała z Pyotrem, zanim jeszcze stał się idealną kopią swojego ojca, jednak pierworodny państwa Petrovych za bardzo pragnął być taki sam, jak jego ojciec, by pozwolić matce się "uczłowieczyć". Katerina spróbowała później z Nikolaiem i to był jej mały sukces, gdy drugi syn odpowiedział na jej starania i podzielił jej miłość do muzyki. "Małym buntem" Kateriny było nauczenie Nikolaia gry na skrzypcach - czyli kolejna dziedzina, którą tym razem sam Vitalii, jak wcześniej jego ojciec, uważał za "kobiecą". To właśnie te momenty - wspólna gra z matką - sprawiały, że Nikolai czuł się w rodzinnej posiadłości, jak w domu. To właśnie te wspomnienia przywoływał, by wyczarować Patronusa.

W pewien sposób zrobiło mu się Franka szkoda, bo gdyby uczył się w Koldovstoretz... Chłopak nie miałby życia, gdyby pokazał się na korytarzu rosyjskiej szkoły magii, taki nieśmiały, zafascynowany Zielarstwem. Rosyjska szkoła mogłaby go zniszczyć.

-Zawsze powtarzano, że to kobiety powinny zajmować się roślinami - powiedział, na chwilę odwracając wzrok. Czuł ciężar na żołądku, gdy to mówił. -Nie tylko Zielarstwo, ale również Wróżbiarstwo i Starożytnych Run. Gdyby twój kuzyn chciał uczęszczać na zajęcia Zielarstwa w mojej starej szkole, musiałby przekonać do tego jeszcze przynajmniej dwie osoby, bo nie zorganizowano by zajęć dla jednego ucznia. I czekałoby go mnóstwo nieprzyjemności - Nikolai doskonale pamiętał każdą swoją upokarzającą porażkę, gdy któryś ze starszaków wybijał mu różdżkę z dłoni i posyłał boleśnie na ścianę, wyśmiewając publicznie jego słabość. Na szczęście potem przyszły również zwycięstwa, gdy znał więcej zaklęć i więcej czasu poświęcał treningom.

Co za szczęście, że młody Frank edukował się w Hogwarcie, gdzie miał możliwość rozwijania swojej pasji.

-Mów dalej. To interesujące - zapewnił, gdy Brenna nagle przerwała swój "wykład".

Nazwiska założycieli Hogwartu pamiętał jeszcze z zajęć Historii Magii, ale o nich samych wiedział niewiele i o wiele ciekawiej słuchało się o nich od kogoś, kto wychował się wśród ich ziem, edukował się w ich szkole, a może nawet dzielił z nimi krew...

Gdy Brenna mówiła o szklarniach, Kol faktycznie spodziewał się wielu szklarni wielkości przynajmniej średniej, wypełnionych wszelkiego rodzaju roślinnością, a nie pojedynczego, przeszklonego budynku, jakby pozbawionego magii. Wszedł jednak do środka, za Brenną, i aż westchnął z zaskoczenia. Tego nie spodziewał się po tak niepozornie wyglądającej szklarence.

Magia była cudowna.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
23.03.2024, 22:09  ✶  
– Och, bogowie, wróżbiarstwo?! Nie znam człowieka bardziej oddanego wróżbiarstwu i jasnowidzeniu niż mój wujek. Obawiam się, że gdyby moja rodzina spotkała się z wykładowcami z twojej szkoły, polałaby się krew i zaczęłyby latać wszędzie dookoła pióra, i w tym dosłownym, i w metaforycznym sensie – stwierdziła Brenna, kręcąc głową. Z jednej strony była trochę rozbawiona, z drugiej zdumiona. I jak Nikolai współczuł Frankowi, tak ona nagle trochę zaczęła współczuć jemu. Frankowi nie trzeba było tego współczucia: chodził przecież do Hogwartu, i chociaż jego matka była bardzo surowa i pragnęła widzieć go w konkretnej roli, reszta rodziny pozostawała w gotowości do wspierania najmłodszego Longbottoma niezależnie od tego, co zechciałby zrobić ze swoim życiem. A jeżeli niektóre zajęcia były „kobiece”, to inne z pewnością były „męskie” – i pewnie to ona sama wyrwałaby tym wykładowcom najwięcej piór. Zamieniła się w wilka. Uwielbiała broń białą całym sercem i duszą. I równie chętnie sięgała po pięści, jak po różdżkę.
Zawsze sądziła, że w Anglii wiele czarodziejskich dzieci nie miało wyboru – bo czy to konserwatywne rodziny czystej krwi pchały je w konkretnym kierunku, czy to mugolskie pochodzenie odcinało wiele szans. Wyglądało jednak na to, że w rosyjskiej szkole panowały znacznie gorsze warunki i tam dosłownie wszyscy mówili ci, do czego się nadajesz, kim wolno ci być, jak wolno ci żyć.
– O mojej rodzinie, szkole czy Założycielach? Bo mogę o wszystkim na raz, ale pewnie się trochę w tym zgubisz. W każdym razie Godryk, od którego imienia mamy tę piękną nazwę Doliny, słynął głównie z tego, że doskonale władał mieczem, był bardzo odważny i zdeterminowany… Każdy założyciel miał podobno jakieś główne cechy, które sam posiadał i najbardziej cenił. Na ich podstawie Tiara przydziela w Hogwarcie dzieci do czterech Domów. Tak z perspektywy lat, z jednej strony to dobre, bo daje poczucie przynależności i ułatwia kontakty w obrębie domu, z drugiej… czasem za bardzo popycha w konkretną stronę, i to bardzo wcześnie, bo kurczę, przecież do Hogwartu trafiają jedenastolatki – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, przekraczając próg szklarni. Tuż za wejściem wyglądała jeszcze zwyczajnie, ale po pchnięciu kolejnych drzwi znaleźli się już we właściwym miejscu: ogromnych, podzielonych na kilka pomieszczeń szklarniach Sproutów, pełnych roślin z całego świata. I szybkie spojrzenie na minę Nikolaia wystarczyło, aby Brenna przekonała się, że mu się całkiem podoba. Otaczało ich morze zieleni, gdzieniegdzie poprzecinane innymi kolorami.
– W tej części będą różne rośliny ze świata, tędy przejdziemy do pomieszczenia z ziołami, a tam na końcu jest wejście do szklarni z magicznymi roślinami… jedna kiedyś próbowała mnie zeżreć, ale na szczęście zawsze jest tu jakiś Sprout… o, właśnie. To tylko ja, panie Sprout! Oprowadzę kolegę i przyjdę po trochę nasion! – zawołała Brenna i pomachała do mężczyzny, który wyjrzał zza jednego z krzewów. Dolina nie była aż tak wielka, by nie kojarzyć większości sąsiadów przynajmniej z widzenia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#8
23.03.2024, 22:54  ✶  

-Dlaczego akurat pióra? - lejącą się dookoła krew rozumiał, bo był to nieodłączny element konfliktu, nawet tego magicznego.

Ale pióra? Dlaczego pióra? Czyżby rodzina Longbottom posiadała w swych szeregach armię ptactwa, którą prowadziła na wojny o honor swojej rodziny i w obronie każdego Longbottoma, któremu świat wyrządził krzywdę?

-Możesz o wszystkim, jeśli chcesz. Spróbuję nadążyć.

Nie czuł się w żaden sposób przytłoczony ilością informacji, którymi Brenna dzieliła się z nim. Miała, według niego, przyjemny głos, a i treść nie była w żaden sposób nużąca. Rodzina Brenny wyłamywała się z niektórych schematów, które znał Nikolai i według których inni pokierowali jego życiem w ten, a nie inny sposób. Szok kulturowy był coraz większy, a wraz z szokiem rosła również ciekawość.

-Hogwart jest koedukacyjny? - spytał, gdy Brenna wspomniała o dzieciach, jedenastolatkach, przydzielanych do czterech Domów na podstawie ich cech. Nie był pewien, dlaczego zadał akurat to pytanie, ale ciekawiło go, czy Hogwart różnił się od Koldovstoretz również pod tym względem.

Pomysł z podziałem uczniów na cztery "Domy", tylko na podstawie ich cech charakteru, ale w tak młodym wieku, wydał mu się pozbawiony sensu, mimo poczucia przynależności, o którym wspomniała Brenna. W końcu ludzie mieli tendencję do zmian i to nierzadko tak wielkich, aż ciężko w to uwierzyć. Skąd pewność, że wychowanek, powiedzmy, Roweny Ravenclaw, nie stanie się młodszą kopią Salazara Slytherina? Albo życie pchnie go bliżej Helgi Hufflepuff?

Nikolai nigdy wcześniej nie miał okazji do odwiedzenia jakiejkolwiek szklarni, gdy wszyscy dookoła niego uważali te miejsca za "niemęskie" lub "niegodne" i niektóre rośliny, a przynajmniej ich nazwy, kojarzył tylko dzięki swojej matce, która często pokazywała mu obrazki ze swoich książek o magicznych roślinach. Może też to był powód, dla którego szklarnie rodziny Sprout wywołały u niego taki zachwyt - jak coraz więcej rzeczy, związanych z Doliną. Tak, zdecydowanie mu się podobało.

Patrzył, przyglądał się, niemal chłoną otaczające go barwy i zapachy, słuchając przy tym Brenny, opisującej mu rozkład pomieszczeń i co się gdzie znajduje.

-Kogoś już tu coś zeżarło? - spytał zainteresowany.

Czy powinno to kogoś zaniepokoić, że ciekawiły go również TE informacje?

Szybko odwrócił się, gdy Brenna pomachała do kogoś, kto wychylił się zza jednego z wielu kolorowych krzewów. Kolejny mężczyzna. I to ewidentnie nie zwiedzający, a... opiekun?... roślinności, żyjącej sobie spokojnym(?) życiem w szklarniach. Oj tak, Anglia zdecydowanie różniła się od Rosji. Nikolai pochylił nisko głowę w niemym powitaniu, skierowanym do pana Sprouta.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
24.03.2024, 10:05  ✶  
– Tak się mówi, że zaraz pióra będą lecieć, jak zanosi się na walkę… poza tym to taki trochę mój dziwny ciąg skojarzeniowy.
Longbottomowie pod pewnymi względami byli rodziną bardzo „luźną” w swoich poglądach i zachowaniu – pewnie gdyby Brenna uzupełnia informacje o to, że zasadniczo to są czystej krwi, mają masę pieniędzy i sporo wpływów, byłby to jeszcze większy szok kulturowy. Wyglądało jednak na to, że w Rosji społeczeństwo magiczne naprawdę wyglądało inaczej i ogółem niema każda rodzina z Anglii mogłaby Nikolaia zaskoczyć. Nawet wśród Lestrangów, uchodzących za mocno konserwatywnych i lubujących się głównie w medycynie, kobiety pracowały i to w bardzo różnych zawodach.
– Pewnie. Do waszej szkoły wpuszczają tylko chłopców? – zdumiała się, nieświadoma, że może i nie, ale już podział przedmiotów i zajęć jest tam bardzo sztywny. – Wiesz co? Chyba nie polubiłabym waszej szkoły – oświadczyła. Niby cudze kultury powinno się szanować, ale nie potrafiła wykrzesać z siebie za grosz szacunku do placówki edukacyjnej, w której uczeń chcący się uczyć zielarstwa mógłby być dręczony tylko dlatego, że był chłopcem. Pomyślała, że miała naprawdę ogromne szczęście, że nie urodziła się w tak okropnym i dzikim kraju, jakim najwyraźniej była Rosja. – Chłopcy i dziewczyny w Hogwarcie mają razem lekcje. Każdy Dom ma Pokój Wspólny, dla wszystkich, drużyny quidditcha są koedukacyjne, liczy się tylko to, kto lepiej lata na miotle, w weekendy wszyscy wychodzą do Hogsmeade… tylko dormitoria są oczywiście osobne. I zaklęte tak, żeby chłopcy nie byli w stanie wejść do pokoi dziewczynek.
Niezbyt mieściło się jej w głowie rozdzielanie chłopców i dziewcząt. W pierwszej chwili pomyślała, że miało to na celu unikanie „rozpraszania” i dopilnowanie, by nie doszło do jakichś… skandali, ale wtedy nie byłoby przecież problemów z nauką tych samych przedmiotów, ale osobno, prawda? Najwyraźniej w Rosji dyskryminowano ze względu na płeć… i to dyskryminowano obie płcie, każdą w trochę inny sposób. Jeżeli ojciec Nikolaia zapragnął zapanować nad synem, powinien był lepiej sprawdzić, do jakiego kraju go wysyła.
Brenna ugryzła się w język, by nie wygłosić tutaj jakiejś zjadliwej tyrady odnośnie rosyjskich zwyczajów i podziałów – w końcu nie chciała wywołać awantury z gościem z zagranicy. I zamiast tego postanowiła skupić się na szklarni.
– Jeżeli tak, to bardzo dobrze to ukryto – zażartowała, wchodząc pomiędzy alejki i zostawiając z tyłu pana Sprouta. – To znaczy, masa roślin jest naprawdę niebezpieczna, ale tutaj rzucono na nie dużo zaklęć i zawsze przy tych magicznych roślinach jest ktoś z opiekunów, więc jeśli coś się stało, to ja nic o tym nie wiem.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#10
24.03.2024, 10:41  ✶  

Przytaknął powoli głową, może trochę zawiedziony, że za tymi "lecącymi piórami" nie kryła się żadna zapierająca dech w piersiach, dramatyczna historia, a było to jedynie zwykłe powiedzenie.

Szkoda.

-Net. Z-znaczy nie... Uczą się i chłopcy i dziewczęta, ale uczniowie są mocno podzieleni. Mamy kilka wspólnych zajęć, ale i tak prowadzone są oddzielnie. Nasze sypialnie również są w innych częściach zamku. Widzimy się tylko podczas posiłków.

Z jednej strony może to było dobre rozwiązanie? Bo byli chłopcy, którzy potrafili oszaleć, gdy w sali pojawiały się przedstawicielski płci pięknej.

Zaśmiał się cicho, gdy Brenna wyraziła swoją niechęć do rosyjskiej szkoły magii.

-Chyba byś jej nie polubiła - zgodził się.

Z pewnością byłoby inaczej, gdyby urodziła się w Rosji i to tam została przez rodziców zapisana, ale nie była. Zrozumiał również, że jej niechęć mogła być spowodowana tym, co Nikolai mówił wcześniej o jej kuzynie.

Brenna mówiła dalej. W koedukacyjnych zaklęciach, o Quidditichu, o zabezpieczeniach sypialni dziewcząt, by chłopcy nie mogli się tam zakradać. Jako wychowankowi konserwatywnej, może trochę kontrowersyjnej szkoły, która na niemal każdym kroku dzieliła swoich uczniów ze względu na płeć, Nikolaiowi trochę nie mieściło się w głowie, że chłopcy mogliby zakradać się do sypialni dziewcząt. Podobnie jak Brennie nie mieściło się w głowie, że chłopcy i dziewczęta mogli być tam bardzo rozdzielani.

Zdaje się, że wcale nie zachęcał do odwiedzenia swojego rodzinnego kraju. Może to i dobrze? Może w ten sposób oszczędzi kilka litrów krwi, gdyby Brenna miała tę wątpliwą przyjemność natknąć się na kogoś z jego rodziny?

Albo, jak wspomniała wcześniej dziewczyna, oszczędziłby kilka piór?

Chyba wolał już nie pytać, jak Hogwart podchodził do kwestii czystości krwi swoich uczniów, skoro Brenna była już tak niechętna rosyjskiej szkole. Nie był również pewien, jakie zdanie na ten temat miała sama Brenna, a sam również nie chciał wywoływać żadnego skandalu i narażać się na ewentualne kłopoty, gdyby poglądy, które wyniósł z domu i szkoły, nie zgadzały się z tymi, według których żyli Anglicy.

Rozdzielenie ze względu na płeć nie było jedyną kontrowersyjną zasadą, według którego funkcjonowało Koldovstoretz.

-Więc mówisz, że Sproutowie bardzo dobrze ukrywają ciała, tak? Dobrze wiedzieć.

Nie, żeby coś planował, ale gdyby jednak pojawiła się taka potrzeba, dobrze było wiedzieć, do kogo należało zgłosić się po poradę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5468), Nikolai Petrov (4512)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa