• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[16.04.1972] Zniżek dla rodziny nie przewidujemy | Millie & Terry

[16.04.1972] Zniżek dla rodziny nie przewidujemy | Millie & Terry
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#1
31.03.2024, 19:32  ✶  
16.04.1972

To nie był dobry dzień. Nie mógł być, skoro tak właściwie nigdy nawet się nie zaczął – w myśl zasady, że każdy kolejny dzień zaczynał się dopiero po przespanej nocy. Tej natomiast Terry nie miał okazji uświadczyć, co może i nie było jakąś szczególną nowością, jednak powtarzalność tego zjawiska zdecydowanie nie sprawiała, by miało być ono jakkolwiek mniej dokuczliwe. Przeciwnie. Można było przypuszczać, że tym razem w sposób wyjątkowo zmyślny, perfidny i trudny do zniesienia dawało mu się we znaki. Sprawy zaś nijak nie ułatwiała niezdecydowana klientka, która od dłuższego czasu krążyła po sklepie, co jakiś czas zatrzymując się przy jakimś drobiazgu i wyrzucając z siebie potok pytań. Tych mniej lub bardziej irytujących, bezsensownych lub po prostu wwiercających się boleśnie w mózg samym swoim brzmieniem. Co gorsza, kobieta prawdopodobnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele samozaparcia Trelawney musiał z siebie wykrzesać, by na kolejne pytanie nie odpowiedzieć w sposób, jaki nasuwałby się na myśl jako pierwszy. Zupełnie zresztą niepotrzebnie, o czym mógł przekonać się, kiedy po dłuższej chwili – która chwilą mogła być tylko z nazwy, w dodatku nijak do niej niepasującej – czarownica zdecydowała się po prostu opuścić sklep. Oczywiście niczego wcześniej nie kupując. Co, tak w zasadzie, może i powinno stanowić pewien wątpliwy pozytyw tego dnia – w końcu przynajmniej dłużej już nie musiał znosić jej obecności – jednak… coś ewidentnie nadal wisiało w powietrzu i nie pozwalało na to, by rzeczywiście pozwolić sobie na pełne ulgi odetchnięcie – czy to całkiem dosłowne, czy jednak bardziej metaforyczne.
Czymś okazał się być nieprzyjemnie pachnący – mało powiedziane… - dym, wolno sunący w powietrzu od strony zaplecza. Ten sam, który w jednej chwili uświadomił Terremu przynajmniej kilka rzeczy. Po pierwsze – oczywiście zaraz po wejściu klientki kompletnie zapomniał o przygotowywanym eliksirze, a później musiał najwyraźniej zignorować ostrzegawcze syczenie, jakie można było usłyszeć tuż przed tym, jak wywar całkowicie wykipiał. Co więcej, aktualnie nie mógł sobie przypomnieć nawet, czy w ogóle zdążył wcześniej dodać do niego wszystkie niezbędne składniki i, jeśli tak, to czy przypadkiem nie zdarzyło mu się czegoś nieopatrznie poplątać. Choć to zdawało się chwilowo raczej mało istotne, skoro swąd dolatujący z zaplecza jasno wskazywał na to, że całość nadawała się już co najwyżej do wyrzucenia. Najbliższe otoczenie natomiast do gruntownego sprzątania, o czym Trelawney miał okazję przekonać się, kiedy już pospiesznym krokiem skierował się do pomieszczenia. A i resztę sklepu pewnie wypadałoby porządnie przewietrzyć, chociaż to akurat Terry – celowo lub przez niedopatrzenie – póki co zdecydował się pominąć. Właściwie… może nawet podświadomie miał okazję dojść do wniosku, że naprawdę nie miałby nic przeciwko, gdyby zapach skutecznie zniechęcił kolejnych potencjalnych klientów do wizyty w sklepie. Podejście prawdopodobnie niezbyt korzystne dla interesu, ale… naprawdę ktoś zamierzałby się tym przejmować? Zwłaszcza, że nietrudno było wmówić sobie, że każde kolejne odwiedziny kogokolwiek w sklepie, mogłyby zakończyć się co najwyżej kolejną katastrofą.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
01.04.2024, 17:40  ✶  
Ten dzień był zajebisty z kilku powodów. Po pierwsze, okazało się, że wypłata wpadła o te kilka galeonów wyższa niż się spodziewała, a to oznaczało kilkudniowy rajd po ulubionych sklepikach magicznego Londynu. Oczywiście obowiązkowo nie mogło być to cokolwiek pożytecznego, jak choćby lżejsze wiosenne buty, dobry szampon czy jakiekolwiek zdrowe jedzenie z którego można by ugotować zdrowy, pożywny posiłek.

Och nie. Mildred uwielbiała sklepy mydlarsko-powidlarskie ZWŁASZCZA te prowadzone przez jej rodzinę. Z piękną Ambroziją umówiła się na za kilka dni (do tej baby zawsze trzeba było z zapowiedzią, ale nie narzekała, do tego czasu dzięki premii będzie mogła kupić kilka nalewek do babskiej degustacji i babulenia nad kartami). Dziś na celowniku panny Moody było Dominium Rozmaitości Terrencjusza Wspaniałego, który może i nie dawał jej zniżek, ale zawsze było się fajnie spotkać i poodstraszać mu klientów. Czasem trafiała na tych, których wysuszony kuzyn nie chciał, czasem trafiała na tłuste wieloryby, które byłyby cennym wsparciem kupcowego budżetu. Była ciekawa na co trafi dziś.

Nie spodziewała się, że trafi na wszechobecny smród.

– Ja pierdolę kurwa serio? Co to za pierdy trola?! Żądam rękojmi za straty boralne! Hej, Terry? Benny? Już Was ścięło z nóg? – weszła pewnie do środka zatykając sobie odważnie nos. – Nie bacie boże żadney baści na smród? To wchodzi w ubrania? – dopytywała łażąc po sklepiku i oglądając głównie podłogę jakby rzeczywiście spodziewała się znaleźć na niej półżywe dywaniki z prowadzących ten mały ale jakże urokliwy (i śmierdzący oecnie) przybytek.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#3
02.04.2024, 12:42  ✶  
Dźwięk zawieszonego nad drzwiami dzwoneczka z łatwością przebił się przez rzucane pod nosem przekleństwa i dał tym samym znać o przybyciu do sklepu potencjalnego klienta. Na wypadek, gdyby sam zapach nie miał być wystarczającym czynnikiem, który mógłby tegoż klienta odstraszyć, Terry miał już rzucić zdawkową informację, że chwilowo ma miejsce przerwa i że najlepiej byłoby, gdyby nieproszony gość ulotnił się stąd jak najszybciej. To jednak okazało się zupełnie zbędne. Zanim bowiem Trelawney zdążył się jakkolwiek odezwać, dotarł do niego głos – może i nieco zmieniony przez całe to zatykanie nosa, jednak niewątpliwie należący do jego kuzynki.
A przecież mimo wszystko, spławianie własnej rodziny – nawet w okolicznościach skrajnie niesprzyjających – raczej nie było czymś, co mógłby w ogóle brać pod uwagę.
Zazwyczaj.
– No jasne, że wchodzi – wywrócił oczami, czego wprawdzie Millie zobaczyć nie mogła, skoro dopiero zamierzał wychylić się z zaplecza, jednak poniekąd z pewnością można było to usłyszeć. – We włosy pewnie też. Może nawet wgryza się w skórę. Ale skoro już tu jesteś, to i tak za późno, żeby się tym przejmować.[/b]
Wyjrzał z pomieszczenia stanowiącego obecnie obraz nędzy i rozpaczy, a do niedawna będącego po prostu zwykłym zapleczem.
– A skoro ustaliliśmy już, że zbyt szybko nie pozbędziesz się tego smrodu… masz zamiar pomóc sprzątać? Czy tak po prostu wolisz pozachwycać się niepowtarzalną atmosferą? – rzucone z uśmiechem pytanie raczej nie wpisywało się w kategorię tych zadawanych zupełnie na serio. Choć pewnie sporo prawdy zawarłoby się w tym, że rzeczywiście ostatnim, na co Terry mógłby mieć w tej chwili ochotę, byłoby samodzielne ogarnianie tego bałaganu. A skoro chwilowo Penny nie było pod ręką, nic nie stało na przeszkodzie, by do ewentualnej pomocy zagonić kogokolwiek, kto akurat pod tę rękę by się nawinął. Pech – a może wręcz przeciwnie – chciał, że kimkolwiek stała się akurat Millie.
Choć pewnie wciąż miała szansę po prostu odwrócić się na pięcie i ewakuować ze sklepu. O co zresztą trudno byłoby ją winić. Tym bardziej, że przynajmniej przez chwilę lub dwie Terry również brał tę możliwość pod uwagę…
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
04.04.2024, 09:25  ✶  
Mildred Moody była niewyobrażalną syfiarą. On musiał przypadkiem zapomnieć o ważonej substancji, ona potrafiła tygodniami ignorować nadżerane pozostawionym żarciem garnki i naczynia, które stawały się zindywidualizowanymi kolebkami nowych cywilizacji. Zaiste wielki wkurw musiał ruszyć pannę Moody by sprzątała swoje gniazdo.

Ale cudze?

– No kurwa, jasne że ci bomoge debilu. – rzuciła z całą sympatią bluzgającego połamanego patyczaka z czarnym wiechciem włosów na czubku nieproporcjonalnie dużej głowy do ciała zasilanego głównie kawą i fajkami. Mills wyciągnęła różdżkę i dziarsko weszła na zaplecze, chwilowo wstrzymując oddech. Zamierzała wypchnąć te smrody za okno przy zadbaniu, żeby wcześniej takowe było otwarte najpierw komfort pracy, wiadomo.

– Ty w ogóle będziesz miał czym kocioł odczyścić czy trzeba będzie noby kubić? – zagadnęła wstrzymując oddech na tyle na ile to było możliwe, wywijając różdżką i korzystając z tego, że jest całkiem niezła w przemieszczaniu rzeczy z jednego miejsca na drugie. A przecież ów rzeczy mogły być malutkie – Dostane za to pół dniobki? Albo chociaż dziesięć brocent zniżki? – kpiła doskonale wiedząc, że Terry nie rozdaje kompulsywnie rabatów, nawet w napływowe zza oceanu czarne dni tygodnia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (423), Terrance Trelawney (812)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa