• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas

[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
20.03.2024, 21:54  ✶  

W przypadku Ger to ona sama trochę narzuciła pewną wizję siebie. Rodzice od niej tego nie wymagali, przynajmniej nie na początku. Tak bardzo jednak chciała pasować do swojej rodziny, że uczepiła się swojego starszego brata i ojca i została ich wrzodem na tyłu, bo chciała być jak oni: silni, nieustraszeni, niepokonani. Matka do tej pory patrzyła na to z przymrużeniem oka, bo wolałaby, żeby jej jedyna córka była nieco bardziej dziewczęca. To jej jednak nigdy nie imponowało, wpatrzona była w mężczyzn, którzy znajdowali się obok niej. Bardzo chciała im dorównać, przez to też, gdzieś po drodze stała się ich odbiciem w lustrze. Tyle, że chyba nie do końca tak łatwo jej to wychodziło, zorientowała się o tym dopiero po tylu latach, że miała w sobie coś więcej, że emocje również były dla niej ważne, szkoda, że dostrzegała to wszystko dopiero wtedy, kiedy świat wymykał się jej z rąk.

Nadal jednak czuła się odpowiedzialna za rodzinne sprawy, bo okazało się, że wyróżnia się na tle swoich braci, że całkiem nieźle idzie jej załatwianie spraw biznesowych, a przede wszystkim polowanie się okazało się być tym, do czego była stworzona. To był jej świat. Może nieco surowy, ale jednak jej.

- Tak to chyba już jest z rodzeństwem, my z moimi braćmi biegaliśmy za sobą z kuszami, wiele razy ktoś przypadkiem nadział się na nóż, czy sztylet. - Całkiem normalna rodzina... - Czyli mieliście babcię, zamiast skrzata, jest to jakieś rozwiązanie. - Próbowała zażartować, chociaż ten żart, w sumie był średnio zabawny, ale naprawdę się starała!

- Jutro będzie o tym wiedzieć całe ministerstwo, dostaną tajny donos na ten temat. - Rzekła poważnym tonem, ale po chwili się roześmiała. - Twoje tajemnice są ze mną bezpieczne Thomas, możesz mi zaufać. Mhmm. - Rozmarzyła się przez chwilę. - Bekon uwielbiam, tylko akurat mi musiałby go ktoś przygotować. - Geraldine była jedną z tych osób, które byłyby w stanie przypalić wodę na herbatę.

Yaxley nie miała w zwyczaju obnosić się bogactwem, czy swoim statusem społecznym. Ich rodzina zresztą zawsze była nieco z boku z racji na swoją profesję. Wcale im to nie przeszkadzało, póki ojciec pracował w Ministerstwie to trochę bardziej się nimi interesowano, kiedy jednak przeszedł na emeryturę, mieli święty spokój. Oczywiście utrzymywali kontakt z innymi rodzinami, sporą część wzięła na siebie Gerry, bo często to właśnie ona była oddelegowywana, aby pokazywać się w miejscach, w których oczekiwano ich obecności. Przywykła do tego obowiązku, nawet zaczęła za nim przepadać, bo przez lata obecności na salonach zyskała tam kilu bliskich przyjaciół.

- Tak bestie nie śpią, podobnie jak przestępcy, więc to też się nie zmienia. Zazwyczaj też na przełomie jesieni i zimy wyjeżdżam gdzieś dalej, żeby zapolować na bardziej egozotyczne potwory, ich komponenty są dosyć mocno rozchwytywane. - Jakby nie patrzeć musiała też spełniać oczekiwania swoich klientów, które były naprawdę różne. - Pewnie ktoś z twoim doświadczeniem nie ma problemu z radzeniem sobie w ciemności, nadal jesteś partnerem Erika? - Zapytała lekko. Dosyć często się z nim widywała, nie poruszała jednak przy przyjacielu tematu ich wspólnego kolegi z Hogwartu, mogła się go zapytać wcześniej, czy wie, co słychać u Thomasa, nie dość, że z nim pracował, to jeszcze mieszkał, mogłoby to ułatwić pewne sprawy.

- Nie da się z tym nie zgodzić, aczkolwiek wolałabym, żeby to nie doszło do uszu Erika, ostatnio trochę się nade mną znęca. - Miała tu na myśli ten felerny pojedynek, podczas którego tak mocno jej przypierdzielił, że wylądowała w Mungu. Wolałaby mu nie dawać kolejnej satysfakcji w postaci tych wszystkich komplementów, ciekawe, czy piekły go teraz uszy, kiedy o nim plotkowali.

Stuknięcia palcem w czoło się nie spodziewała. Inaczej pewnie zatrzymałaby rękę Thomasa w locie, a tak to skończyła z rozdziawionymi ustami. - Nie bądź taki pewien. Nie wiesz o mnie wszystkiego. - Usta drgnęły jej w uśmiechu, próbowała obrócić to w żart, ale wiedziała, że powinna uważać. Miała tego świadomość, szczególnie w takich niebezpiecznych czasach. Nigdy nie określiła się po żadnej ze stron, ale kiedyś na pewno ktoś zauważy, że stąpała po cienkiej linii, dostarczała w końcu komponenty Erikowi, praktycznie za darmo. Już w Hogwarcie określiła, gdzie ma te wszystkie farmazony o czystości krwi, gdy wdawała się w bójki broniąc mugolaków przed szykanowaniem.

Temat widm nie był odpowiedni na przyjemne spędzenie wieczoru, zdecydowanie wprowadzał niepokój, a mieli się czuć bezpiecznie, nie wchodzili na teren, gdzie można było je spotkać, mimo wszystko znajdowali się blisko, lepiej teraz o tym nie myśleć.

- Tylko trochę? Tak tyci przesadziłeś. - Nie chciała mu mówić, że przesadził bardzo mocno, bo doceniała te starania, ale w tym przypadku ilością przygotowanego jedzenia na spokojnie mogłaby się podzielić rodzina czteroosobowa i jeszcze by im zostało na kolejny dzień. - Podziwiam cię, naprawdę, ja bym pewnie uciekła z kuchni i nie wróciła. - Naprawdę mocno jej tym imponował, bo nie znała wielu facetów, którzy lubiliby gotować.

- Tak, poproszę. - Przyglądała się mu, kiedy korzystał z magii, aby wyczarować lód do drinków. Gdyby nie te wspaniałe umiejętności, musieliby pić ciepłą łychę, okropieństwo. Sięgnęła po szklankę, a po chwili zamoczyła w niej usta. Przyjemnie ciepło zaczęło jej się rozchodzić po ciele. Uwielbiała ten trunek, choć też mówili, że pasuje raczej do mężczyzn, kolejna rzecz, którą miała po swoim ojcu, bo on także, przynajmniej kiedyś bardzo dużo jej pił. Teraz stawał na jakieś lokalne specyfiki, do których Geraldine była nie do końca przekonana, bała się, że można od nich oślepnąć.

Kolejne słowa Thomasa wprawiły ją w zakłopotanie, przez krótką chwilę przyglądała się zawartości swojej szklanki, nie podnosiła wzroku. To trochę nie było w jej stylu, pisanie, jako pierwszej, zazwyczaj ona urywała kontakt i znikała, tym razem było zupełnie inaczej. Uniosła głowę, żeby nie uciekać przed jego spojrzeniem. - Nie masz za co dziękować, po prostu się za tobą stęskniłam. - Powiedziała dosyć cicho i bardzo niepewnym tonem głosu, jak na nią. Trudno jej się było do tego przyznać i przed sobą i przed nim.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#12
25.03.2024, 21:20  ✶  
Chyba każde dziecko miało w swoim życiu chwilę, w której patrzyło na starszych członków rodziny z myślą, że chcieliby być tacy sami jak oni. Thomas nauczył się jeździć traktorem od ojca, muzycznie ukształtował go jeden z braci, siostra zaś zaraziła miłością do psów, co zapewne wpłynęło na jego formę animaga. A jednak gdzieś okazało się, że Thomas już w przedbiegach nie daje rady być tacy jak oni. Że ma swoją własną drogę, tak inną od nich. I nie miał kompletnie pojęcia, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie ten jeden list, który odmienił jego życie. Może byłyby mugolskim policjantem? A może tak jak cześć jego braci zająłby się rolą?
- U mnie obyło się bez kusz, ale widły okazywały się równie pewnie niebezpieczne. Zresztą, rodzicom było nas trudno upilnować, więc jeśli razem udawało nam się zacząć zwiedzać okolicę, to nie brakowało różnych przygód. Pewnie nie tak ekscytujących jak twoich, ale w naszych oczach byliśmy wielkimi podróżnikami. - Pokręcił głową, zdając sobie powoli sprawę, że Ger musiała mieć zupełnie inne dzieciństwo. Polowania na magiczne stworzenia, nauka walki - Thomas był po prostu zwykłym wiejskim chłopcem, biegającym po polach, pływającym w pobliskich jeziorze i próbującym nie dać się sprać miejscowym dręczycielom. Nic niezwykłego.
Zaśmiał się, gdy wyobraził sobie swoja twarz na wielkim plakacie z dopiskiem “Thomas lubi w wolnym czasie gotować”, wywieszoną w jego departamencie. Tak naprawdę raczej nie spotkałoby go za to żadna nieprzyjemność, ewentualnie gromadka głodnych BUMowców ustawiona przy jego biurku. W końcu nawet Gerry rozmarzyła się nad ewentualnym śniadaniem.
- Jeśli chcesz, możesz kiedyś wpaść do Longbottomów na śniadanie, wtedy mogę ci taki usmażyć. - Spojrzał na nią ciepło, czując, jak coś przyjemnego rozlało się w jego klatce piersiowej.
Tak naprawdę nie wiedział dokładnie, jak wyglądało życie Geraldine. Słuchał więc z zainteresowaniem gdy opowiadała o polowaniach. Jego uniesione kąciki ust lekko jednak opadły, gdy wspomniała o wyjazdach.
- O, brzmi ciekawie. Masz, cóż, jakieś plany już na ten rok? Jakieś cieplejsze miejsce i drinki z palemką w wolnym czasie? - zapytał, próbując lekko zażartować. Miał nadzieję gdzieś w środku, że może te podróże nie trwały zbyt długo i nie zaczynały się wraz z początkiem samej jesieni, bo… W sumie sam nie wiedział, o co mu chodziło.
Szybko więc podchwycił kolejną zmianę tematu.
- Tak, co prawda mieliśmy delikatną przerwę ze względu na cały mój koszmarek rodzinny, ale teraz już wróciliśmy do w miarę stałej współpracy. - Czasem co prawda zdarzały się małe roszady, wynikające z potrzeby uzyskania zespołu o konkretnych umiejętnościach, na co dzień jednak trzymali się razem. Choć jak widać mieli swoje małe sekrety, jak cała sprawa z Gerry, gdzie Thomas nigdy nie wspomniał, że wznowili kontakt. Nie chciał zapeszać, a chyba Erik po prostu nie zdawał sobie sprawy, że pomiędzy tą dwójką coś się kroiło. Inaczej pewnie nie dałby im przetrwać tyle czasu w tym nieszczęsnym milczeniu.
Przy okazji Thomas może dowiedziałby się o tym całym znęcaniu.
- Okej, musisz mi wyjawić w jaki sposób cię dręczy, tym bardziej, że sama zaczęłaś. Jak okaże się, że chłopak przesadza, to mogę ci się pomóc odegrać.
Choć może wcale nie musiał. Miała rację, nie znał jej tak dobrze, jakby pewnie chciał. Nie mógł jednak uwierzyć, że mogłaby być kimś podłym i złym. Miał pewne przeczucie, zresztą, jeśli przyjaźniła się z Longbottomami, to nie mogła należeć do grupy, która miałaby w sercu samą ciemność. To po prostu nie mogłoby według Thomasa wypalić.
- W takim razie chyba powinienem to naprawić. - Uniósł brwi, zastanawiając się, czy na pewno powinien wypowiedzieć te słowa, i gdzie mogą one ich doprowadzić. Były jednak w stu procentach prawdziwe. Chciał o niej wiedzieć więcej, znów się spotkać i odkrywać jej kolejne warstwy, których przecież każdy miał tak wiele. Także Thomas. Nawet jeśli nie z wszystkich był dumny.
Starał się teraz nie patrzeć krytycznie na przygotowane przez siebie dania, próbując robić dobrą minę do złej gry. Następnym razem się na pewno poprawi i spróbuje się opanować.
- Najwyżej możesz zabrać coś na wynos. Ty nie będziesz musiała płakać nad kuchnią, a tu nic się nie zmarnuje. - Spojrzał lekko niepewnie na Ger, szybko zajmując się polewaniem alkoholu i wyczarowywaniu kolejnych kostek lodu.
Zimny alkohol jeszcze nie zdążył uderzyć do głowy i sprawić, że Thomas stanie się śmielszy, dlatego niemal przestał na chwilę oddychać, gdy usłyszał od Gerry słowa, których się nie spodziewał. Patrzył na nią zaskoczony, w środku jednak poczuł ciepło i nagły ścisk, przypominający, jak bardzo żałował, że postanowił przez chwilę odpuścić. Naprawdę myślał, że kobieta o nim zapomniała i ruszyła ze swoim życiem dalej. Że był jej zbędny. A ona… Poczuł ciepło na policzkach, gdy spuścił wzrok, patrząc na uderzające o ściany szklaki kostki lodu.
- Ja też. I jest mi cholernie głupio, że wszystko tak się potoczyło. - Skulił się lekko w sobie, po czym znów spróbował spojrzeć kobiecie w oczy. - Po tym jak wróciłem z domu i udało mi się wrócić do normalnego życia, myślałem, że jeśli się odezwę to zacznę się narzucać, szczególnie po tym jak wyszło z tym całym Beltane. Myślałem, że już mnie spisałaś na straty. - Napił się alkoholu, mając nadzieję, że palące uczucie jakie po sobie zostawił, pomoże mu w wyduszeniu z siebie reszty słów. - Idiota ze mnie, ale miałem chyba mętlik w głowie, z wielu powodów. Niechcący przez to cię zraniłem.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
25.03.2024, 23:34  ✶  

Gerry nie umiała sobie wyobrazić, czym innym mogłaby się zajmować. Od zawsze ukierunkowywała się w tę dziedzinę związaną z rodzinną działalnością, też miała spore szczęście, że tak łatwo jej to przychodziło. Nigdy tak naprawdę też się nie zastanawiała, co innego mogłaby robić. Duży problem na pewno sprawiałaby jej normalna praca. Nie umiała siedzieć na tyłku, nie potrafiła wykonywać poleceń, bo zawsze robiła to, na co miała ochotę. Trudno jej też było umiejscowić się w jakikolwiek w mugolskim świecie, tyle, że ona od zawsze wiedziała, że będzie czarownicą. Thomas przeżył skok na głęboką wodę, kiedy skończył jedenaście lat. Otworzyły mu się drzwi do świata, o którego istnieniu nie wiedział, to na pewno było trudne, szczególnie, że był jedynym członkiem swojej rodziny, który posiadł ten dar. Fascynujące było to, że magia sama wybierała tych, którzy mogli nią władać. Yaxley uważała, że w tym wypadku był to naprawdę odpowiedni wybór, nie mogło lepiej trafić, bo Thomas robił z tych umiejętności bardzo dobry użytek, odnalazł się jakoś w ich świecie i radził sobie  w nim zadziwiająco dobrze. Był idealnym przykładem na to, że te farmazony czystokrwistych czarodziejów nie mają najmniejszego sensu.

- Widły wyglądają jak coś, co można komuś skutecznie wbić w każdą część ciała. - Uśmiechnęła się na te słowa, bo jak widać dzieciństwo na wsi wszędzie wyglądało podobnie. Ona też spędziła dni, a nawet miesiące na włóczeniu się po okolicznych lasach w towarzystwie swoich braci i kuzynów, co czasem bywało niebezpieczne. - Coś ty, moje dzieciństwo nie było jakieś super ekscytujące, fakt, ojciec nie miał wyobraźni i podsuwał mi pod nos zabawki, które niekoniecznie powinny dzieci mieć w rękach, ale na tym się kończy ta cała nadzwyczajność. - Nie uważała, żeby to było w jakikolwiek sposób wyjątkowe.

Właśnie o to jej chodziło, zaczęłaby się do niego ustawiać kolejka głodnych współpracowników, co pewnie szybko skończyłoby się na tym, że znienawidziłby to gotowanie, bo przestałoby być przyjemnością, ale już nie będzie taka. Pozostanie to ich tajemnicą.

- Może kiedyś skorzystam z okazji, pewnie nawet nie zauważą jednej osoby więcej przy śniadaniu. - Słyszała, że Longbottomowie są bardzo otwarci na gości, co zresztą potwierdzał fakt, że przyjęli pod swój dach Thomasa.

- Właśnie nie do końca, bo ten rok się zaczął trochę słabo dla mojej rodziny. - Nie do końca wiedziała, czy jest to odpowiedni moment na to, żeby podzielić się z nim tym, że jej brat stał się wampirem, a wcześniej umarł na jej rękach. Było to dosyć bolesne wspomnienie, a teraz mieszkał z nią, bo musiała go pilnować i pomóc mu się odnaleźć w tej sytuacji. Obiecała ojcu, że o niego zadba. - Chętnie bym się wybrała gdzieś do Azji, czy Ameryki Południowej, bo można tam spotkać naprawdę ciekawe gatunki bestii, ale chyba nie w tym roku. Do tego wiesz, to całe napięcie polityczne, czuję się, jakbym czekała kiedy to wszystko faktycznie wybuchnie, bo po Beltane póki co jest spokój. - Tyle, że nie mieli pojęcia, do kiedy właściwie potrwa i to było najgorsze. Czuła się w pewien sposób odpowiedzialna za swoją rodzinę i wolałaby nie wyjeżdżać z Anglii na dłużej w tej sytuacji.

- To dobrze, bo w sumie kto jak kto, ale Erik jest godny zaufania, razem nie powinno wam się nic złego przytrafić. - Partner był dość istotną sprawą, gdy przychodziło do mierzenia się z czarnoksiężnikami, ćwiczyła z Erikiem od lat, więc wiedziała, że jest w formie.

- Sromotnie przegrałam z nim nasz ostatni sparing szermierczy, trochę wstyd się do tego przyznać, ale nie potrzebuję pomocy, zamierzam się odpłacić z nawiązką. - Nie znosiła przegrywać, więc pewnie zrobi wszystko, żeby udowodnić Erikowi, że jest od niego silniejsza. Nie chodziło to nawet o ten wstrząs mózgu, którego się nabawiła, a o to, że później tak łatwo przyszło mu wyśpiewanie wszystkiego Florence, myślała, że będzie ją krył, a ten bez ceregieli zaczął mówić o tym, że przesadza i sobie nie radzi. Miał tupet, niby wiedziała, że chciał w ten sposób przemówić jej do rozsądku, ale nie do końca się jej to podobało.

- Z czasem pewnie więcej się o mnie dowiesz, ale są różne rzeczy, zresztą, każdy ma jakieś swoje ciemne strony. - Może i nie było to zabijanie ludzi, jednak w każdym była odrobina ciemności, która ujawniała się w różnych momentach, chociaż kiedy tak spoglądała na Thomasa, to miała wrażenie, że akurat on jest niesamowicie czystą osobą, nieskalaną żadnym mrokiem. Dobrze było wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie.

- Jest to całkiem niezłe rozwiązanie, w domu się pewnie ucieszą, że przyniosłam jedzenie, bo rzadko mi się to zdarza. - Może nie Ast, bo on wolał pić krew, ale ta jego dziewczyna pewnie będzie zadowolona.

Ta cisza, która między nimi zapadła po nie do końca przemyślanych słowach była dla niej bardzo dramatyczna. Trochę się bała, że może nie powinna mówić tego na głos, że lepiej było ugryźć się w język. Tyle, że już za późno, te słowa padły i Hardwick na pewno je usłyszał.

- To nie do końca tylko twoja wina, też mogłam odezwać się szybciej. - Alkohol pomagał jej składać myśli w słowa, chociaż wcale nie wypiła jeszcze tak dużo, może było to złudne uczucie, jednak działało. - Może po prostu zapomnijmy o tym Beltane? - Sama najchętniej wymazałaby to po prostu z pamięci, ten durny rytuał, który ją omamił. - Nie jesteś idiotą Tommy, co to, to nie. - Ton jej głosu był bardzo spokojny, widać było, że nie miała do niego o to żalu, bo czuła, że po części była to również jej wina. - i zapamiętaj, nigdy się mi nie narzucasz, to tak na przyszłość. - Najwyraźniej żadne z nich do końca nie potrafiło się odnaleźć w tej sytuacji, każde chciało coś powiedzieć, ale wcale nie tak łatwo było mówić o uczuciach. - i hej, uśmiechnij się, przecież jesteśmy tu teraz razem, pijemy zajebistą whisky, a zaraz będziemy jeść pewnie jedne z najlepszych potraw, jakie przyjdzie mi posmakować, to naprawdę dobry dzień. - Nie chciała, żeby dalej roztrząsali to, co się nie wydarzyło, albo się wydarzyło, łatwiej było ruszyć do przodu i zostawić to za sobą.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#14
01.04.2024, 20:26  ✶  
Thomas zawsze miał silną potrzebę ochrony słabszych. Chronił swoje rodzeństwo, potem inne dzieciaki w szkole, aż w końcu postanowił stać na straży wszystkich praworządnych obywateli. A nawet więcej, jako członek Zakonu. Prawdopodobnie znalazł się na najwłaściwszym miejscu, gdzie mógł się naprawdę spełniać. Oboje byli tam, gdzie powinni, przynajmniej w kwestiach zawodowych, czy to dzięki rodzinie, czy też nie. Mieli jednak w tym dużo szczęścia. Nie każdy kończył pracując tam, gdzie chciał. Niektórym nie dawano szans z powodu jakichś głupich, krzywdzących przekonań. Czasem dotyczyły one płci, czasem czystości krwii, a czasem jeszcze mniej logicznych przekonań.
- Widły to zdecydowanie bardzo dobra broń improwizowana, jeśli kiedyś będziesz miała je do wyboru, polecam - dodał, unosząc na chwilę jeden kącik ust. Choć powinni spędzić dzieciństwo w tak różny sposób, patrząc na to skąd się wywodzili, było w tym jednak naprawdę wiele podobieństw, co robiło się aż zabawne. - Mnie ojciec wsadził na ciągnik, zanim dobrze sięgałem pedałów. Podejrzewam, że to też można w tym wypadku uznać za niebezpieczną zabawkę. Okazało się jednak, że całkiem dobrze sobie radzę w nie rozjeżdżaniu ludzi. Co prawda teraz nie mam auta, ale marzy mi się kiedyś motocykl. Wiesz, nie lubię tych wszystkich magicznych teleportacji, a miotła nie zawsze się sprawdza i... - Potarł szyję. - No, fajnie by było taki mieć - zakończył, zastanawiając się, czy Ger w ogóle wie, o czym on mówił. Miał lekką nadzieję, że nie zaczął przynudzać.
Nawet ucieszył się, że Ger nie odmówiła od razu na zaproszenie. Czuł się coraz pewniej w rozmowie z nią, jakby naprawdę nic się nie stało i mogli znów… Sam nie wiedział co. Od początku nie był pewien, gdzie ich to wszystko prowadzi.
- Oni może nie, ja na pewno cię zauważę. - Patrzył na nią i próbował pojąć czego tak naprawdę chciał. I czy na pewno może sobie na to pozwolić.
Zmarszczył brwi i spoważniał, gdy mówiła o swojej rodzinie. Widać nie tylko Hardwicków dopadł w tym roku jakiś kryzys. Czasami zapomniał, że nie tylko jego spotkały złe rzeczy. Nie, ostatnio dużo osób cierpiało. Może więc nie powinien tak przeżywać tych ostatnich miesięcy?
- Co prawda nie mogę za wiele - nawet pomóc własnemu ojcu - ale jeśli potrzebujesz pomocy, to wiesz, wal o każdej porze dnia i nocy. - Odważne były to słowa na osobę, która tyle czasu milczała, przysiągł przecież jednak, że ta sytuacja się nie powtórzy. Skupił się na planach snutych przez kobietę, a nie własnych myślach, po czym się uśmiechnął.
- Azja brzmi ciekawie. Nigdy jakoś daleko się nie wybrałem, a to bardzo egzotyczny kierunek. Wiesz, inna kuchnia, inni ludzie, kultura. Musi być miło podróżować. Masz miejsce, które szczególnie ci się spodobało, wiesz, z tych, w których już byłaś? - zapytał szczerze zainteresowany. Sam głównie poruszał się po terenie Wielkiej Brytanii, ale nigdy nie opuścił wysp. Co było trochę smutne.
Słuchał o jej potyczce z Erikiem, coraz wyżej unosząc brwi, by na koniec lekko się zaśmiać.
- Widzisz, mi się nawet nie pochwalił, że z tobą wygrał, zapewne ledwo mu się udało. Ale wierzę, że następnym razem skopiesz mu ten długi zad. Choć pewnie powinienem was dopingować na zmianę, bo zaraz drugiemu się zrobi przykro. - Typowe problemy, gdy przeciwnikami jest… Dwójka bliskich osób.
Ciemność w duszy. Może Geraldine miała rację i każdy jakąś w sobie miał. Również Thomas. Nie zastanawiał się nigdy nad tym, ale może gdzieś w głębi jego serca czaiła się odpowiedź, której po prostu nigdy do siebie nie dopuścił. A jednak, może należałoby ją znaleźć. Szczególnie, jeśli miałby kiedyś wymienić się nią z Ger. Bo jedno było pewne.
- Chętnie się dowiem, o ile oczywiście na to pozwolisz. - Nie chciałby, by ktoś poznał sekrety, których on nie był gotów wyjawić przed innymi i przed samym sobą. Nie oczekiwał więc tego też od innych.
Ucieszył się, gdy zgodziła się ewentualnie zgarnąć prowiant na najbliższe dni. Zastanowił się jednak przy tym, z kim Ger mieszkała. Nie chciał wściubiać swojego nosa, choć trochę go jednak kusiło.
- Wyjdziesz na żywiciela rodziny. Albo, cóż, domu? - spojrzał w bok, nie wiedząc, jak ugryźć temat. I czy go ewentualnie nie zostawić. Nadal trochę bał się poruszać nieprzyjemnych tematów. Przynajmniej tych, których nie musiał. Bo co innego wymieniać listy, co innego widzieć twarz, która naprawdę chce zakopać fakt, że się zjebało. I dać nową szansę.
Uśmiechnął się, tak jak prosiła, nie było w tym jednak nic udawanego. Naprawdę był szczęśliwy, mogąc w czystej teraz atmosferze siedzieć w jego ulubionym zagajniku z dziewczyną, którą naprawdę lubił. Nawet jeśli przez tak długi czas tego nie dostrzegał.
- Okej, możemy zapomnieć o tej porażce. I chwal dalej moje kulinarne twory, to zrobisz sobie ze mnie prywatnego kucharza. Jestem łasy na takie komplementy. - Upił łyk whisky, po czym sięgnął po jedną z kanapek. Wsłuchał się w odgłosy ptaków i wiatry, czując przyjemny powiew na ciepłej skórze.
- Nie pomyślałem o tym, ale mogłem zorganizować jakąś muzykę. Choć może tak jest przyjemniej. - Przymknął oczy, chłonąc spokój, który w końcu zagościł na tą chwilę w jego sercu. Tak, na następnej imprezie zdecydowanie powinien pokazać, że nauczył się grać kilka nowych kawałków. Mugolskich co prawda, ale wątpił, by zadziwił tym swoich znajomych.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
02.04.2024, 17:33  ✶  

Sama Yaxley również wykazywała chęć obrony słabszych, zapewne przez tę cechę charakteru trafiła do Gryffindoru, nie jak reszta członków jej rodziny do domu węża, chociaż może chodziło o głupotę, znaczy się odwagę, którą się wykazywała. Zresztą odwaga była jej przecież potrzebna również w tym, czym zajmowała się aktualnie, nie każdy był skłonny skoczyć w kierunku smoka z mieczem, czy różdżką w ręku. Nie czuła strachu, praktycznie nigdy, co nie było do końca zdrowe i mogło skończyć się źle.

- Na pewno chętniej sięgnę po sztylet, jednak widły to zawsze jakaś alternatywa, przemyślę to. - Można byłoby je bardzo zgrabnie wbić komuś, lub czemuś w żołądek, ale nie była to odpowiednia chwila na wyobrażanie sobie takich rzeczy. Może nawet trochę jej było wstyd, że takie widoki w ogóle jej nie obrzydzają, a raczej uważa to za coś normalnego. Krew i wnętrzności wszędzie. Nic nietypowego, prawda?

- To ciekawe marzenie, sama pewnie wolałabym latający dywan, ale tobie rzeczywiście bliżej musi być do takich mugolskich wynalazków, szczególnie, że już miałeś możliwość z nich skorzystać. Chętnie bym zobaczyła jak to działa, więc jak już spełnisz to marzenie to nie zapomnij o swojej koleżance. - Dodała jeszcze z uśmiechem, bo faktycznie nie miała zbyt wielu znajomych, którzy w ogóle myśleliby o tych zwyczajnych środkach lokomocji.

Kiedy usłyszała kolejne słowa, które padły z jego ust poczuła, że oblewa się rumieńcem. To było miłe, bardzo miłe, jakoś też tak się jej cieplej zrobiło na żołądku, gdy przyznał się, że mu to zrobi różnicę, że dostrzeże jej obecność. Nie skomentowała tego jednak, nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć.

Ten rok najwyraźniej dawał popalić większej ilości osób, wiele się działo, każdy miał swoje mniejsze lub większe problemy. Może też bardziej ich dotyczyły przez to, że byli już starsi, że w końcu musieli przejąć więcej obowiązków związanych ze swoimi rodzinami. Nie miała pojęcia od czego to zależało, bo jeszcze kilka lat temu by się niczym nie przejmowała, no, na pewno by ją ruszyła przemiana brata w wampira, ale nie te wszystkie poboczne sprawy, którymi również się martwiła.

- Jakoś sobie radzę. - Wysiliła się na uśmiech, chociaż należał raczej do tych średnio szczerych, bo zdawała sobie sprawę, że próbuje go oszukać, bo ostatnio nie radziła sobie zupełnie, z niczym, ale bardzo głupio było jej się do tego przyznać po pierwsze przed samą sobą, a po drugie przed siedzącym tutaj mężczyzną.

- Dobrze jest od czasu do czasu stąd uciec, poznać inne kultury, Azja jest specyficzna, zresztą jak każde miejsce na ziemi, wszędzie można się nauczyć innego spojrzenia na świat. - Zastanawiała się dłuższą chwilę, kiedy zapytał o miejsce, które szczególnie jej się spodobało. Było ich wiele, pierwsze razy w nowych krajach zawsze robiły na niej ogromne wrażenie, przymknęła na chwilę oczy, żeby zobaczyć dokąd zabiorą ją myśli. Pierwsze o czym pomyślała to Alaska, może przez to, że była całkiem dzika, nie aż tak egzotyczna, a jednak bardzo różniła się od tego, co było tutaj. - To chyba Alaska, przez surowość klimatu, ale też przepiękne lasy, a ja kocham lasy. - Była tam i lasem i zimą, wracała też dosyć często, bo jej babka mieszkała niedaleko, ale uwielbiała tam wracać.

- Uwierz mi, że tym razem to nie było ledwo, załatwił mnie już na samym początku i to tak, że wylądowaliśmy w Mungu, z tymi szpadami, wszyscy pacjenci się na nas patrzyli. - Do tej pory jej było wstyd po tej porażce, szczególnie, że Florence została w to zamieszana i sporo osób widziało ją z rozwalonym czołem w szpitalu, wiedziała, że Erik szybko jej nie da spokoju po tym zajściu. Musiała ćwiczyć, żeby mu się odwdzięczyć.

- Póki co, wolałabym, żebyś nie wiedział o tym wszystkim, bo jeszcze uciekniesz, a tego bym nie chciała. - Po raz kolejny poczuła, że zaczynają piec ją policzki, że rumieńce znowu się na nich pojawiły, nie umiała walczyć z tymi zwykłymi, ludzkimi odruchami, a szkoda.

- Tak, jestem przyzwoitką mojego brata i jego koleżanki, w sumie chyba dziewczyny, nie wiem, do końca co ich łączy, ale mieszkają ze mną od jakiegoś czasu. - Postanowiła to nieco sprostować, bo mogło nieco dziwnie zabrzmieć. Szczególnie, że faktycznie jej mieszkanie od jakiegoś czasu służyło za hotel i pomieszkiwało w nim sporo osób, teraz została już tylko ta wyżej wspomniana dwójka.

Yaxley dopiła zawartość swojej szklanki, wierzyła, że alkohol przyniesie apetyt, bo ostatnio niewiele jadła, nie odczuwała specjalnej potrzeby, żywiła się głównie whisky i fajkami, wypadałoby jednak skosztować tego, co dla niej przygotował, szczególnie, że tak bardzo się postarał. Sięgnęła więc po tę zapiekankę, nałożyła sobie niewielki kawałek, który próbowała zjeść w miarę zgrabnie. - To naprawdę jest smaczne, nie tylko ładnie wygląda. - Odparła nieco zaskoczona, nie dało się nie zauważyć w jej głosie podziwu.

- Jest idealnie, las tworzy najpiękniejszą muzykę. - Naprawdę nic więcej nie potrzebowała do szczęścia, w sumie to dawno nie czuła takiego spokoju, jak w tej chwili.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#16
17.04.2024, 19:50  ✶  
Głupota i odwaga były niezwykle blisko siebie, a osobom które wykazywały jedno z tych dwóch, często zarzucano także to drugie. Thomas prawdopodobnie powinien podpisać się pod tymi słowami za pomocą obu rąk. A potem jeszcze łap, tak dla potwierdzenia.
W jego sytuacji zresztą nawet nie było mowy o tym, że nie czuł strachu. Bał się niezliczoną ilość razy, o własne życie, o innych, o przyszłość. A jednak zawsze coś sprawiało, że potrafił te odczucia pokonać i ruszyć do akcji.
- O ile umiesz się nim posługiwać zdecydowanie lepsza opcja. Przynajmniej w sytuacji, gdy ktoś podszedł za blisko - odparł. Sam miał co najwyżej swoje kończyny w podobnym wypadku, szczególnie, jeśli trudno było użyć różdżki. I nie, wcale nie raził go temat, który poruszyli. Sam w swojej pracy widział zdecydowanie zbyt dużo. Może i nie był osobą skierowaną do walki z czarnoksiężnikami, ale nawet obecność w zwykłym miejscu nieszczęśliwego wypadku potrafiła przyprawić niejednego świeżaka o odruch wymiotny. Sam to przeżył.
Zamyślił się na chwilę na myśl, o latającym dywanie.
-Na pewno lepszy do omijania ewentualnych korków. Jak myślisz, jak bardzo dużo bym zapłacił, gdyby ktoś u mnie znalazł latający motocykl? - Uśmiechnął się, na samą myśl. Wiedział, że łączenie technologii mugolskiej z magią nie było zbyt legalne, sam pomysł jednak był kuszący. Choć pewnie mało możliwy.
Trochę zrobiło mu się smutno, gdy usłyszał to zdawkowe zapewnienie, że Gerry jakoś sobie daje radę. Faktycznie, mógł jednak nie dodawać tych zapewnień, gdy przecież nie tak dawno ją zawiódł. Cholera, naprawdę był na siebie wściekły za to. Czuł, że pewnie długo będzie musiał znów zapracować na zaufanie, było to jednak jak najbardziej słuszne.
Nie lubił, gdy ludzie męczyli się ze swoimi problemami, gdy mógł im pomóc. Z drugiej strony wiedział, że czasem nie dało się innych przekonać, że mogli prosić o pomoc.
Sam w końcu często tego nie robił.
- O, na pewno spojrzenie na ludzi, którzy żyją inaczej niż my, może nam pomóc stwierdzić, że nie wszystko musi być takie, jak nas nauczono. Może głupie porównanie, ale podobnie jest, gdy trafia się z rodziny mugolskiej do czarodziejskiej. Wtedy to dopiero dostaje się szoku kulturowego .- Zaśmiał się, wspominając przerażonego jedenastolatka, który próbował zrozumieć, jak działa absurdalne jak dla niego społeczeństwo, Nadal czasem zdarzało się mieć mu podobne odczucia.
- Alaska. Na pewno musi być piękna. Choć nie wiem, czy na pewno dałbym radę jednak przeżyć to zimno. No, może z dużym zapasem kawy w termosie i z domem z kominkiem. Chwila spaceru, potem grzanie się w cieple. O, to brzmi już dobrze - wyznał. Właśnie tak uwielbiał spędzać zimę.
Uniósł wysoko brwi, słysząc o przygodzie z pojedynkiem.
- Ale teraz wszystko już okej? Chociaż, muszę przyznać, musieliście stanowić nie lada widok. Trochę jak dzieci, które wróciły do domu po zrobieniu czegoś naprawdę głupiego. - Pokręcił głową z widocznym rozbawieniem. Widział w tej scenie siebie i swoje rodzeństwo, które nie raz wracało z zadrapaniami i rozbitymi głowami, kłamiąc o tym jak ów urazy powstały, gdy tak naprawdę były skutkami brutalnego pojedynku na patyki.
Podobało mu się to, że udawało mu się wyciągnąć z Gerry rumieńce. Widział w tym szansę, której jednocześnie bał się stracić. Wolał więc podejść do całej sprawy ostrożnie. Na tyle, ile umiał.
Choć zaskoczyło go, że tak łatwo powiedziała o swojej sytuacji w domu. Myślał, że będzie i tym razem będzie chciała zachować w tym kontekście prywatność.
- Pewnie niezbyt komfortowa sprawa, co? Sam czasem czuję się jak piąta kula u nogi siedząc u Longbottomów i marzy mi się wrócić do własnego mieszkania, gdzie jednak żyło się całkowicie po swojemu. Z drugiej strony chcę pożyć. Ale jak tylko się sytuacja uspokoi, na pewno znów zacznę coś wynajmować - stwierdził. Znał smak swobody, którego nie raz mu ostatnio brakowało. Chętnie by go odzyskał.
Rozpromienił się jeszcze bardziej na komplement, po czym znów napił się trochę whiskey. Potem zaś pokręcił głową. Rzeczywiście, dźwięk ptaków i szum drzew były naprawdę ładne, muzyka jednak była dla niego czymś wyjątkowym.
- Mówisz tak, bo pewnie nie słyszałaś Rolling Stones’ów lub Bowiego. Dostałem ostatnio nowy album tego drugiego i ma na nim naprawdę dobre piosenki. Kiedyś musisz ze mną posłuchać. - Spojrzał na nią, wiedząc, że to rzecz którą naprawdę chciał z nią zrobić. Uwielbiał tworzyć wspomnienia związane z muzyką.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
18.04.2024, 17:46  ✶  

U Ger wraz z nadejściem strachu pojawiała się adrenalina, która nakręcała ją do działania. Nie mogłaby powiedzieć, że się nie bała, bo kto by się nie bał, kiedy spotykałby się oko w oko z najgroźniejszymi bestiami? Nie lękała się jednak śmierci, bardzo chciałaby umrzeć w walce, nie zniosłaby myśli, że umarła w jakiś nudny sposób, bardzo chciałaby, żeby ją zapamiętano, gdyby została zeżarta przez smoka ktoś na pewno by o niej wspominał. Jej największym lękiem było to, że nie zrobi w swoim życiu niczego spektakularnego, że o niej zapomną, że dla nikogo w swoim życiu nie będzie na tyle ważna, żeby ją wspominał.

- Umiem, jak nikt inny. - Dodała z zupełnie nieukrywaną pewnością siebie. Jeśli chodziło o broń białą czuła się naprawdę pewnie, mała wrażenie, że mało kto byłby jej w stanie dorównać, jeśli o to chodzi. Ta pewność siebie wynikała z lat doświadczenia, była ćwiczona od najmłodszych lat, aby stać się maszynką do zabijania potworów. Nosiła przez to na swym ciele wiele blizn, jednak nadal tutaj była. Oznaczało to, że te nauki nie poszły w las, że faktycznie była w tym dobra. Jako jedna z nielicznych chętniej sięgała po te proste metody, magia była dla niej na drugim miejscu, chociaż też nie miała problemu z czarowaniem. Wiedziała, że w ostateczności to czary mogą uratować jej życie, kiedy ciało zawiedzie. Musiała być odpowiednio wyszkolona w tych wszystkich dziedzinach, bo kiedy spotykała się ze śmiercią była zdana tylko i wyłącznie na siebie, bo przecież polowała głównie w samotności, bo tak jej było wygodniej, kiedy brała odpowiedzialność tylko i wyłącznie za swoje życie. Zresztą polowanie na wampira z bratem skończyło się tragicznie. Nie była w stanie mu pomóc, zdecydowanie wolałaby być na jego miejscu, gdyby mogła cofnąć czas to pewnie by się podłożyła temu wampirowi, żeby Astaroth mógł nadal żyć pełnią życia, bo jednak był trochę martwy, w jego żyłach nie płynęła już krew, a ciało było zimne. Nigdy więcej nie miał zobaczyć słońca.

- Nie mam pojęcia, to ty się bardziej znasz na przepisach i zasadach, ja się tym nieszczególnie przejmuję. - Nie miała pojęcia, jaka wysokość mandatu by mu się należała za takie wykroczenie. Sama miała ich całą kolekcję za najróżniejsze wykroczenia, nie przejmowała się tym jednak szczególnie, bo Triss pilnowała, żeby je regulowała w odpowiednim terminie.

Nie przywykła do mówienia o tym, co ją gryzło. Namnożyło się tego ostatnio naprawdę sporo, bo trochę za mocno żyła, tak bardzo chciała coś poczuć, że nie zwracała w ogóle uwagi na konsekwencje, które się pojawiały. Nie prowadziła się dobrze, do tego ciągle próbowała zagłuszać swoje negatywne myśli alkoholem, co też nie do końca jej służyło. Niekoniecznie chciała, żeby Thomas słyszał to wszystko, dużo lepiej było udawać, że sobie ze jakoś radzi.

- Wcale nie takie głupie porównanie, wręcz przeciwnie, mugolski świat i ten czarodziejski są dla siebie bardzo egzotyczne. - Szczególnie, że mugole nie mieli pojęcia o tym, że ten drugi świat istnieje, bo tak było bezpieczniej. Nie umiała sobie nawet wyobrazić, jakie musiało być trudne dla Thomasa odnalezienie się w tym zupełnie nieznanym świecie.

- Cóż, zimno nigdy nie było mi straszne, sporą część dzieciństwa spędziłam w górach, pewnie stąd to zamiłowanie do surowego klimatu. - Tam też mieścił się jej rodzinny dom, nie dało się ukryć, że miało to na pewno wpływ, co do jej wyboru. - Dom z kominkiem brzmi, jak całkiem niezłe miejsce, by się tam zaszyć na dłużej. - Chociaż, czy faktycznie, Yaxley chyba nie była w stanie zbyt długo usiedzieć na dupie.

- Tak, dostałam szlaban od mojej uzdrowicielki, przesiedziałam jeden dzień w domu i wszystko wróciło do względnej normy. Nafaszerowała mnie eliksirami i jestem jak nowo narodzona. - Dodała z uśmiechem. Wolała nie myśleć, jak wyglądałoby jej życie, gdyby nie Florence Bulstrode. Ona jak nikt inny potrafiła poskładać ją do kupy, przynajmniej fizycznie.

- Taka średnia, ale w sumie zawsze ktoś u mnie mieszkał. Theseus wyjechał, zrobiło się pusto, więc zawsze to jakaś alternatywa. - Zresztą ona raczej tam po prostu spała, a jej brat akurat nocami wychodził z racji na swoją przypadłość, co wcale nie było takim złym układem, jak mogłoby się wydawać. No, może czasem widział rzeczy, których nie powinien widzieć młodszy brat, ale musiała się z tym pogodzić, przynajmniej na razie. Dobrze było mieć go na oku, kiedy próbował uczyć się na nowo egzystencji na tym świecie.

- U nich przynajmniej jesteś bezpieczny, jak nigdzie indziej. - Warownia była niczym forteca, do tego zamieszkiwało ją wielu brygadzistów i aurorów, nikt nie powinien mu tam zrobić krzywdy. - Nie wiem, czy szybko się to skończy, mam wrażenie, że oni dopiero zaczynają pokazywać, na co ich stać. - Miała na myśli śmierciożerców, którzy przecież niedawno dopiero zaczęli się wychylać, co pokazali na Beltane, nie mieli skrupułów, przecież tam ucierpiała cała masa również czystokrwistych czarodziejów.

- Mówisz? To chętnie sprawdzę, czy masz rację. Oczywiście, że nie słyszałam, więc może następnym razem wprowadzisz mnie do tego świata. - Nie miała problemu z tym, żeby poznawać nowe rzeczy, mugolski świat naprawdę ją ciekawił, nigdy nie uważała ich za gorszych, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że mogą się od niemagów naprawdę wiele nauczyć.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#18
21.04.2024, 14:15  ✶  
Thomas nie był taki pewien, jaki koniec byłby dla niego najlepszy. Ostatnio coraz bardziej czuł, że nie była pisana mu śmierć ze starości, nie wiedział jednak, jak się z tym czuł. Gdzieś w środku miał chyba nadal nadzieję na długie i szczęśliwe życie. Choć te wydawało się coraz bardziej odległe, w obliczu tak wielu niebezpieczeństw i śmierci, która dopadała osoby będące coraz bardziej do niego podobne.
Nie był wojownikiem od urodzenia. Na przestrzeni lat jednak odkrywał w sobie tą iskrę, która sprawiała, że potrafił wlaczyć za innych. Właściwe przeszkolenie dostał dopiero dostając się do brygady, a jednak znacznie wcześniej umiał stanąć w czyjejś obronie, mając jedynie proste, podwórkowe doświadczenie w tej kwestii. Teraz wyglądało to zupełnie inaczej, nadal jednak nie dorastał do pięt osobom, które w magii i walce szkoliły się od dziecka.
Był dumny ze swoich osiągnięć, gdzieś w tle zawsze jednak czaiło się pewne poczucie bycia gorszym. Udawało mu się jednak je w większości zdławić, szczególnie przy tych, którzy byli mu bliscy.
Rzeczywiście, to on był specjalista od prawa i tak dalej, czasem jednak kusiło by złamać jedna czy dwie zasady. W Hogwarcie dostał nie jeden szlaban, nie tylko za bójki, ale także za łamanie mniej poważnych zasad, jak na przykład ta cała cisza nocna i inne bzdety.
A myśl o latającym motocyklu, po tym jak już zagnieździła się w jego głowie, tak jakoś nie chciała wylecieć. Najwyżej będzie musiała mu ten pomysł wybić z głowy Brenna. Pewnie dosłownie.
- W sumie racja, przecież na wiosnę spotkaliśmy się gdy wypisywałem ci mandat. - Przypomniał sobie nagle, a na jego twarzy pojawił się radosny uśmiech. Było to mimo wszystko całkiem miło wspomnienie, choć okoliczności raczej temu nie sprzyjały. A jednak, gdyby nie ta chwila, mogliby tu dziś razem nie siedzieć.
Może porównanie rzeczywiście trafiło do Ger, im dłużej jednak myślał, to jednak nie do końca było to samo. O istnieniu innych krajów przynajmniej się wiedziało. Tu zaś raczej bliżej było do odkrywania nowych amazońskich plemion, niż zwykłego wyjazdu za granicę. Ewentualnie na odwrót. Czasem miał wrażenie, że zaczął jak jakiś dzieciak wychowany przez wilki, który musi się odnaleźć nagle w społeczeństwie. No, może chociaż podstawy kojarzył, ale reszta? Totalny kosmos.
- Pamiętam jak matka po raz pierwszy poszła ze mną na zakupy do pierwszej klasy i trzy dni się zastanawiała, czy to na pewno dobry pomysł, by mnie posłać do Hogwartu, bo jeszcze jej dziecko skończy jako członek jakiejś sekty. Ale potem pewnie przypomniała sobie o tych wszystkich lewitujących i znikających rzeczach, po czym stwierdziła, że może jednak lepiej jak to zacznę kontrolować. - Pokręcił głową, lekko rozbawiony wspomnieniami.
Patrząc na Geraldine, czuł, że może i rzeczywiście pasowała do tych gór. Coś surowego przenikała przez nią, coś, co sprawiało, że trudno było nie zatrzymać na niej wzroku. Siła, która fascynowała i przyciągała.
Thomas czuł, że mógłby się jej poddać.
- Kiedyś może skusze się na posiadanie domku w górach. Oczywiście położonego tak, by budzić się zawsze patrząc na jakiś ładny widok. Pasuje mi taki klimat. - Zamyślił się. Zawsze bliżej było mu do zacisznych miejsc gdzieś blisko natury, niż do wielkiego miasta. Nie mógł wcześniej sobie na taki pozwolić, teraz zaś, żyjąc w Warowni, choć okolica była przyjemniejsza, to nadal nie było to. Bo nie było to jego własne lokum.
- Cieszę się w takim razie, że jednak naprawdę nic ci nie jest. - Znów miał ochotę jej dotknąć. Odgarnąć włosy z jej twarzy. Tym razem jednak zacisnął rękę mocniej na szklance. Nie czuł się zbyt pewnie.
- Czyli, jednak nie lubisz mieszkać sama? - zapytał, ciekawy jej słów. Mówiła, jakby ta cała pustka wcale jej nie cieszył, a raczej drażniła. Choć, mógł źle ją zrozumieć.
Ile to razy słuchał o tym całym bezpieczeństwie i zagrożeniach. Wiedział o tym wszystkim, rozumiał, a jednak powoli go to męczyło. A jeśli to dopiero początek…
Westchnął i spuścił na chwilę głowę. Nie nastrajało go to zbyt pozytywnie.
- Pewnie masz rację. Nie mogę zrozumieć do końca, czemu to wszystko się dzieje. Czemu ktoś może być tak okrutny. Z drugiej strony mówisz o tej całej egzotyczności mugoli i tak, różnimy się, ale czy nie dałoby się po prostu tych różnic wyjaśnić i nie wiem, żyć w zgodzie? Wiem, to ja się przypałętałem do tego waszego świata, ale czemu niektórzy postanowili mnie za to nienawidzić? - zapytał, nalewając sobie kolejną szklankę alkoholu, gdy swoją już opróżnił.
Temat muzyki był o wiele przyjemniejszy.
- Następnym razem spotykamy się gdzieś, gdzie mają jakiś odtwarzacz. Ewentualnie wezmę gitarę, jeśli wolisz nadal jakieś miejsce na łonie natury. - Wziął widelec i nałożył sobie trochę sałatki. Co prawda nie był tak dobry, jak oryginalni wykonawcy, mógł jednak nakreślić ogólny zarys ich wyższości.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
22.04.2024, 11:12  ✶  

Ger rozmyślała o śmierci. Pewnie dlatego, że często stawała z nią oko w oko. Jej praca niosła ze sobą ryzyko, często lądowała u medyków z obrażeniami. To jednak jej nie był powód, by zaprzestać to, co robiła. Ktoś musiał się tym zajmować, wiedziała, że mało było osób, które mogłoby jej dorównać. Ba, czuła się wyjątkowa, wybrana. Przynajmniej w pewien sposób, bo wcale nie tak, że inni po prostu woleli umywać ręce, nie ryzykować, siedzieć na ciepłych stołkach w ministerstwie i udawać, że ich coś obchodzi. Ona by tak nie potrafiła, musiała mieć w życiu adrenalinę, inaczej pewnie by zdechła. Potrzebowała ryzyka, niepewności, chociaż wiązało się to z niebezpieczeństwem. Bodźce były jej jednak potrzebne, żeby żyć, taki już miała charakter. Wiedziała, że może się to skończyć różnie, lecz czyż właśnie na tym nie powinno polegać życie? By żyć jak najmocniej się dało, pragnąć rzeczy, które nie były takie proste do osiągnięcia, by móc je faktycznie przeżyć i niczego nie żałować. Może nie do końca zdrowe to było podejście, jednak ją zachęcało do działania.

- Tak, jeśli mam być szczera, to nigdy się tak nie ucieszyłam z mandatu, jak wtedy. - Dodała z uśmiechem, bo dzięki temu ponownie się spotkali. Mimo, że okoliczności nie należały do szczególnie przyjemnych, bo chyba nikt nie lubił dostawać mandatów, to jednak los jej sprzyjał, przynajmniej tak czuła w tamtym momencie. Dawno się nie widzieli, a miała przecież do Thomasa pewną słabość już w Hogwarcie, tyle, że nie do końca potrafiła mu o tym wtedy wspomnieć. Kiedy była uczennicą nie do końca pewnie się czuła, miała wiele kompleksów i nie zawsze umiała pogodzić się z tym, że może jej na kimś lub na czymś zależeć. Gdy dorosła to chyba zauważyła, że wcale nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, chociaż i teraz bywały momenty, że nie do końca potrafiła o tym mówić.

- Dla twoich rodziców to też musiał być ogromny szok, jak oni sobie z tym radzą, teraz? - Wiedziała, że rodzice często mają pewne plany wobec swoich dzieci, zresztą jej matka do tej pory potrafiła wyrażać niezadowolenie z tego, jaką ścieżkę wybrała. Wydawało jej się, że w przypadku Thomasa może być jeszcze gorzej, bo jak właściwie mieli zrozumieć świat, o którego istnieniu nie mieli praktycznie żadnego pojęcia? Dla nich pewnie to też musiało być bardzo wiele do przetrawienia, wydawało jej się również, że pewni nawet teraz nie do końca to przetrawili.

- Nie zapomnij mi wtedy wysłać adresu. - Dodała, kiedy wspomniał o domku w górach. Ona póki co nie miała takich marzeń, zresztą, jakby chciała to w każdej chwili mogła udać się do rodzinnej rezydencji. Tyle, że póki co bywała tam raczej jedynie wtedy, kiedy musiała. Wolała nie doprowadzać do konfrontacji z matką, bo miała wrażenie, że w którymś momencie skończy się to rękoczynami, bo nie mogła słuchać tych jej farmazonów.

- Ciężko jest mnie uszkodzić, tak na dłużej, wielu próbowało, a jak widać nadal sobie stąpam po tym świecie. - Gerry dopiła zawartość swojej szklanki. Postawiła ją na ziemi, trochę jej było głupio od razu lać sobie kolejną, nie chciała, żeby Hardwick wziął ją za alkoholiczkę, czy coś. Musiała panować nad swoimi nałogami, bo zależało jej na tym, żeby zrobić dobre wrażenie, zabawne bo zazwyczaj się niczym nie przejmowała.

- To zależy chyba od dnia, dobrze mieć świadomość, że ktoś na ciebie czeka, że się dla kogoś liczysz, z drugiej strony wiesz, jacy są młodsi bracia, potrafią być okropnymi wrzodami. - Zastanawiała się czasem, czy ktoś by w ogóle zauważył, gdyby nie wróciła z polowania do domu, po jakim czasie by się zorientowali, że zniknęła, umarła. Kiedy już mieszkała z kimś nie musiała się przejmować tym, że nie zauważą jej ewentualnej śmierci.

Westchnęła ciężko słysząc kolejne słowa swojego towarzysza. Sama wiele razy się zastanawiała, dlaczego to wszystko? Co komuś przeszkadzało to, że kolejne osoby były obdarowywane magicznymi zdolnościami? Przecież nie była to ich wina, nie prosili się o to, tak działała natura. - Nie wiem, nie potrafię tego zrozumieć, tak naprawdę przecież w każdej z naszych rodzin kiedyś był ktoś pierwszy, a oni wydają się tego nie pamiętać. Uważają się za lepszych, chociaż nie ma ku temu podstaw. - Nie miała problemu z tym, żeby określić swoje zdanie na ten temat, zresztą wyklarowało się ono u niej już dawno.

- Muszę przyznać, że zapomniałam, że grasz, dawno nie widziałam cię w akcji. - Przecież jeszcze w Hogwarcie często zdarzało mu się umilać im wieczory swoim brzdękaniem, chętnie by go znowu usłyszała. - Czyli co, następnym razem zabierzesz ze sobą gitarę? - Jakby w ogóle nie zakładała, że to mogłoby być ich ostatnie spotkanie w podobnych okolicznościach.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#20
24.04.2024, 22:04  ✶  
Wystawianie mandatów nigdy nie sprawiało mu satysfakcji, była to jednak jego praca i cóż, o jakiś względny porządek należało dbać. Do Brygady wstąpił z pobudek wyższych niż spisywanie młodzieży, która piła ognistą whiskey w krzakach za Carkit Market, tym bardziej, że sam kiedyś zachowywał się podobnie, mus to jednak mus. Nie dostawał wypłaty tylko za ryzykowanie życia wbrew pozorom.
Merlinowi jednak dzięki za to, że tamtego dnia Gerry rzuciła tą swoją miotłę gdzie popadnie.
- Czuję się podobnie, ten jeden raz sytuacja w której wypisywałem mandat nie była taka zła. - Spojrzał jej w oczy, a w jego tęczówkach pojawiło się jakaś szczęśliwa iskierka. Dostał wtedy szansę, która niemal zmarnował. Dobrze, że udało się w parę to wszystko w miarę naprawić.
Cokolwiek sprawiało, że ciągle jakoś udawało im się spotykać, mimo ciągłych potknięć z ich strony, widać było bardzo uparte. Bardziej, niż oni.
Dużo dziś rozmawiali o jego rodzinie. Prawdopodobnie kiedyś byłby mniej skłonny o niej opowiadać, dzień w którym Brenna odwiedziła dom, w którym się wychował zaczął sprawiać, że coraz więcej myślał o tym, że może jednak nie musi tak bardzo rozdzielać tych dwóch światów, w których przyszło mu żyć. Bał się trochę tego, mógł jednak próbować zacząć mieszać mugolską familię z magicznym życiem. Choć trochę.
- Z czasem mam wrażenie coraz lepiej. Teraz w ogóle jest inaczej, bo po skończeniu Hogwartu praktycznie nie rozmawiałem nigdy o szczegółach tego co się u mnie dzieje, bojąc się, że i tak nie zrozumieją, ale staram się coraz więcej przemycać. Oswajać ich ze wszystkim już jako dorosła osoba, która sama więcej ogarnia. Choć to chyba i dla mnie i dla nich niełatwy proces. - Skończył z lekko zmarszczonymi brwiami. Przynajmniej części rodzeństwa obiecał, że jego listy będą dłuższe i mniej wymijające. Reszta chyba nie była na to w tej chwili gotowa.
- Nie zapomnę, może to będzie dobra baza wypadowa na jakieś polowania? - dodał, wiedząc, że samo wyobrażenie Geraldine z nim w tym całym domku sprawiało, że marzenie robiło się znacznie milsze. I sprawiało, że lekko różowiał.
Wiedział, że nikt nie jest nieśmiertelny. Wiedział, że oboje wykonują pracę, która była cholernie niebezpieczna, do tego Thomas należał do Zakonu, co samo w sobie sprawiało, że mógł szybko znaleźć się na celowniku. Te drobne zapewnienie Ger, mimo, iż powinno być lekko niepokojące, to jednak w jakiś sposób trochę go uspokoiło. Wiedział, że była silna. Mógł chcieć ją chronić, ale potrafiła dać radę także sama i nie da się pokonać bez walki, podobnie jak on.
- Wypijmy więc za jak najdłuższe ucieranie nosa wszystkiemu, co nas chce ukatrupić! - Dolał Gerry whiskey, nie przejmując się dziś ilością wypitych przez niego czy przez nią procentów, po czym stuknął się z nią swoją szklaneczką.
Tą chwilę jeszcze obracał w dłoni, myśląc o tym, co Gerry powiedziała potem.
- To fakt, miło wiedzieć, że czasem masz do kogo się odezwać. Tego możliwe, że nie doceniałem kiedyś. O co do braci, uwierz, siostry są potrafią być większymi. - Mrugnął do niej, by zaraz się zaśmiać.
Cieszył się w duchu, że Ger też widziała całą tą sytuację tak jak on. Sprawiało, że nie czuł się nienormalny przez to, że po prostu chciał spokojnie żyć.
- I widzisz, macie niby łatwiej na starcie, a potem i tak okazuje się, że mugolaki potrafią wlepiać wam mandaty za nieznajomość prawa. Choć mam wrażenie, jak tak teraz o tym mówię, że niewłaściwa osoba i może mnie to wpędzić do grobu. - Mruknął. Wcześniej nie przyszło mu to na myśl, ale teraz… Cóż, nie miał zamiaru się dać zastraszyć.
Lubił te wspomnienia o przesiadywaniu w pokoju wspólnym i cichym brzdąkaniu na gitarze utworów, których nauczył go brat przez wakacje. Tak samo jak te o wspólnych meczach, treningach i imprezach z powodu wygranych. Hogwart był niezwykłym miejscem. Wszyscy byli tak niewinni i mieli tyle planów i marzeń.
- Wezmę. Mogę też zabrać miotłę. Jestem pewien, że teraz będę w stanie cię prześcignąć. - Zarzucił, patrząc na nią. Odłożył pusty talerz, po czym położył się na kocu i spojrzał w niebo przesłaniane częściowo przez drzewa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (9544), Thomas Hardwick (8960)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa